15.05.2012
wtorek

Politycy i media w gorącym uścisku

15 maja 2012, wtorek,

Czy Stefan Niesiołowski powinien przeprosić Ewę Stankiewicz? Premier Tusk jest zdania, że tak, bo ludzie PO tym mają się różnić od ludzi PiS, że mają nerwy ze stali i nie reagują za żadne zaczepki.

Rozumiem premiera, bo awantura o rzekome „pobicie” (ach, z jaką lubością powtarzał to słowo Adam Hofman w programie Tomasza Lisa, zwyczajnie mijając się z prawdą, bo pobicia żadnego nie było)  zatoczyła szerokie kręgi, zupełnie moim zdaniem nieadekwatne do rangi zdarzenia, ale sama na miejscu Niesiołowskiego bym nie przepraszała. W zawód dziennikarza (pani Stankiewicz jest dziś zresztą bardziej działaczką partyjną niż dziennikarzem i nie wiem dlaczego ma podlegać jakiejś szczególnej ochronie), zwłaszcza polującego na wytypowaną zwierzynę (polityk bywa u nas ściganą zwierzyną i podobno wszystko ma znieść), jest także wpisane ryzyko, że czasem spotka się z agresją, którą sam prowokuje. Nie wydaje mi się też najszczęśliwsze śledztwo prokuratorskie w sprawie nibypobicia posła PO drążkiem przez protestujących, nawet jeśli mieli oni promile we krwi. Chciał sforsować barierę związkowców i wiedział, że nic z tego nie będzie, urządził wiec pokazówkę. Rozumiem, że skoro poseł się poskarżył (mógł sobie darować), kancelaria Sejmu musiała zareagować, ale lepiej żeby prokuratura szybko tę sprawę umorzyła.

Przyznam, że bardziej ciekawi mnie dlaczego podjęto decyzję, a musiała to być decyzja podjęta na wysokim politycznym szczeblu, aby pozwolić Sejm zablokować. Sceny, kiedy policjanci spokojnie przyglądają się jak związkowcy wiążą barierki łańcuchami są niezwykle ciekawe.  Czy to decyzja dla „świętego spokoju”? Przecież wiadomo było, że żadnego świętego spokoju nie będzie.  Jak się trafia taka ustawa to muszą być protesty, bo inaczej związki zawodowe te szubienice, które ostatnio na manifestacje przynoszą, musiałyby postawić dla siebie. Związkowców pod Sejmem było niewielu, a więc musieli przeprowadzić akcję widowiskową i taką przeprowadzili. Obowiązkiem policji było zabezpieczenie miejsca, przez które można byłoby swobodnie przejść. Tak to już jest, że w państwie każdy ma swoją rolę do odegrania. Ciekawi mnie ta decyzja, bo niedługo upowszechni się zwyczaj, że dla świętego spokoju zaczniemy spokojnie przyglądać się łamaniu prawa. Czyż mały był zastęp polityków ogłaszających, że telewizję Trwam należało umieścić na multipleksie, właśnie dla świętego spokoju?

Z ciekawością czytam od kilku dni komentarze po piątkowych burzach w Sejmie i przed Sejmem. Te wydarzenia nie były dla mnie jakoś szczególnie poruszające, wiele już widziałam i słyszałam i nie uważam, że tu akurat przekroczono jakieś bariery, bo nieraz je przekraczano, że złamano jakieś kody kulturowe (niespecjalnie wiem o co chodzi, chyba o to zawołanie, żeby zatelefonować do nieżyjącego prezydenta, ale takich głupich okrzyków z ław poselskich znam sporo) i dlatego niektóre komentarze wręcz mnie śmieszą. Jeśli dziennikarze komercyjnych stacji informacyjnych nagle postulują, aby co bardziej brutalnych wypowiedzi nie cytować i udawać, że ich nie było, to powiem: niech zaczną od siebie. Słuchając kolejnych burzliwych „debat” z góry wiem, które zdania pojawią się we wszystkich sprawozdaniach. Te, które są najbardziej chamskie i brutalne i kompletnie nie związane z meritum sporu. Z góry wiem obrady jakich sejmowych komisji będą szeroko transmitowane. Tylko te, gdzie zapowiada się polityczna awantura, a  nie gdzie rozstrzyga się jakieś ważne merytoryczne kwestie, czyli jest „nudno”. Z góry wiem, którzy politycy zostaną zaproszeni do kolejnych telewizyjnych programów, aby kontynuować  awantury. Bo to oni podobno robią oglądalność, chociaż tak naprawdę nie mają nic istotnego do powiedzenia i najczęściej propagandowo bełkocą. Tak więc role zostały rozdane i ten medialno-polityczny spektakl toczy się, a że osiąga coraz niższy poziom to już normalna kolej rzeczy. Był już Łukaszenko, Putin i putinady, zużył się nawet Stalin, teraz zużywają się hitlerowskie porównania. Była zagłada, ludobójstwo Polaków, a wszystko to w ramach wyjątkowej kultury politycznej promowanej przez PiS i w ramach przeciwstawiania się tak zwanemu „przemysłowi pogardy”, co jest jednym z najbardziej kuriozalnych określeń, bo etykietuje tych, którzy nie zgadzają się z PiS. Wobec PiS jest ponoć pogarda, a PiS tylko szacunek dla innych okazuje. Jak widać fałsz też nie ma granic. Tak więc ten stan będzie trwał, bo nie ma takiej siły, która go zmieni. Przemysł nienawiści ma się zupełnie dobrze.

Teraz z wielką ciekawością słucham niezliczonych pytań dziennikarzy, a także rozlicznych komentarzy, czy Solidarność zablokuje EURO2012? Mam wręcz wrażenie, że  ta blokada jest przez media wyjątkowo pożądana, bo coś się będzie znów działo! Przecież jeśli pyta się nieustannie, co Solidarność zablokuje, to nawet jakby nie chciała blokować – coś zrobić musi, by sprostać oczekiwaniom. Jak nie sprosta, to może Piotr Duda przestanie być taki wspaniały, jakim nagle się stał? A jeśli powie, że dla dobra wizerunku Polski nie blokuje, to już będzie mężem stanu? Piotr Duda jest niewątpliwie ciekawym liderem związku nowej, młodej generacji. Ale na razie jest liderem początkującym, próbuje działać inaczej niż jego poprzednik i rzeczywiście na tle Janusza Śniadka, typowego partyjnego funkcjonariusza, jawi się jako nowa jakość. Jest jednak szefem związku przypisanego do PiS, bo taka jest większość działaczy, w tym wielu znanych od lat krzykaczy. Jeśli kiedyś ich zmieni, jeśli zmieni się oblicze Komisji Krajowej – może będzie można mówić o nowej jakości, ale to pieśń przyszłości. Na razie bardzo zręcznie, a nawet sprytnie buduje swoją popularność, z wielu polityków zrobił swoich petentów, w tym także z Leszka Millera, który jakoś nie może liczyć na szefa OPZZ Jana Guza, człowieka dawnej epoki. Guz da pieniądze na manifestację, ale jednak z Dudą jest się  bardziej widocznym, przyciąga się uwagę. Duda więc muruje sobie na razie fundament, a co na nim ostatecznie postawi, tego nie wiemy. W zachwytach warto więc zachować powściągliwość.

I proszę, co nam zostało z najważniejszej podobno reformy, z najpoważniejszej sejmowej „debaty”? Kto kogo przeprosi albo nie? Kto kogo prokuratorem postraszy? Czy Duda zagrozi Kaczyńskiemu jako partyjnemu liderowi, bo i takie rozważania się już pojawiły?

*

PS:
Przeczytałam Państwa komentarze i czuję się dość bezradna, bo nie jestem w stanie na wiele odpowiedzieć. Już nie wracam do sprawy gen. Papały, czekam co ustali prokurator generalny. Niemniej przyjmuję uwagi Tunhaara, że mogło być tak, iż kto inny zlecał, a kto inny zabił i może w czymś tam prokurator Mierzewski miał rację. Z tego co słyszałam, ta sprawa jednak w sądzie zupełnie się rozsypała i dlatego bardzo interesowałby mnie wyrok, a sąd uchylił się przed zakończeniem sprawy, która przecież dotyczyła właśnie zlecenia.

MK i wer znęcają się nade mną, że lubię salon. Niestety, wyobrażenie wera o salonie, że to jakieś rauty i bankiety jest zupełnie mylne, to naprawdę nie na tym polega. Zresztą prezydent akurat zaprasza wszystkich, a że opozycja nie przychodzi, to już inna kwestia. Stwierdzenie MK, że uciekam w tematykę smoleńską, by nie krytykować rządu, jest z gruntu nieprawdziwe, raczej piszę na ten temat mało, ale widzę, że wielu komentujących blog temat smoleński rozpala.

Przyznam, że dość zaskoczyła mnie spora dyskusja, czy pani Tuskowa powinna być 3 maja na obchodach rocznicy konstytucji, wywołana chyba przez głos ludu. Mnie bliższe jest stanowisko Czesława, że gospodarzem był prezydent i to pani Komorowskiej obecność była ważna. Żona premiera nie musi być na każdych uroczystościach. Pamiętam, że była chyba na 11 listopada i wydaje mi się, że to jest sprawa swobodnego wyboru. Zresztą pani prezydent Warszawy też była bez męża i jakoś nikt się nie zdziwił. Nic mi nie wiadomo o tym, aby pani Tuskowa brała od państwa jakieś uposażenie z tego tytułu, że jest żoną premiera, nic mi nie wiadomo, by miała własną kancelarię, tak jak Pierwsza Dama. Są jednak zasadnicze różnice między żoną prezydenta i premiera.

Wiesiek59 zwraca uwagę na sprawę, która mnie też niesłychanie ubawiła – śledztwo radnego Wąsika, byłego wiceszefa CBA, który odbył prawdziwie detektywistyczną pracę, aby odkryć, że od prezydent stolicy i burmistrza Śródmieścia pochodziły wiązanki złożone pod pomnikiem gen. Berlinga.  To rzeczywiście był niezwykły wyczyn człowieka, który wcześniej wsławił się głównie przesłuchiwaniem (podsłuchiwaniem?) założonych podsłuchów. W każdym razie jest kolejny powód, by odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz. Doprawdy, radni dostarczają nam tyle radości!

Zainteresowała mnie informacja Ewy 1958 o Filharmonii Podlaskiej. To była jedna z najbardziej wątpliwych inwestycji, realizowana chyba przy pomocy funduszy unijnych. Krytykowano, że stawia się wielkie mury, a nie będzie miał kto grać, bo skąd orkiestra i jakie to to będą koszty utrzymania, tym bardziej, że kulturze ostatnio w ogóle brakuje pieniędzy. Ewa pisze, że budynek jest zachwycający, miejmy nadzieję, że będzie wykorzystany. Życzę udanej premiery „Strasznego Dworu”.

Karwoju8, ja też nie miałam wrażenia, że Aleksander Kwaśniewski przyznał się, że wiedział o tajnych więzieniach CIA, w których torturowano podejrzewanych o terroryzm. Ja zupełnie inaczej odczytałam jego słowa, a potem zauważyłam, że upowszechnia się wersja, a słyszałam to w kilku komentarzach, że wiedział o wszystkim. Ale sam Kwaśniewski niczego nie dementuje, może zresztą nawet nie powinien. Ciekawe tylko co prokuratura zrobi z tym śledztwem.

Skoro zaś o prokuraturze mowa, to jednym z najważniejszych wydarzeń jest wyrok uniewinniający Barbarę Kmiecik. Jean Paul pisze, że to cios Tysona w splot słoneczny prokuratury Ziobry i Kaczyńskiego. Trafne, ale takich ciosów było już sporo i nic się nie dzieje. Obaj panowie czują się znakomicie, są liderami partii, jeden ma bardzo duże poparcie, drugi malutkie, ale liczy na duże, a ponadto zapewne sąd należy do układu. Od czasu do czasu jakaś partia – a to SLD, a to PO – powie, że trzeba Trybunału Stanu dla Kaczyńskiego i Ziobry lub tylko Ziobry, ale ciąg dalszy nie następuje. Mam wrażenie, że prokurator generalny, który cały ten spadek odziedziczył,  jakoś nie może uporać się z całym dobrodziejstwem inwentarza, jakie obecnie ma.

Do wielu innych poruszanych przez Państwa kwestii ustosunkowałam się w dzisiejszym komentarzu.

3.05.2012
czwartek

Piramidy głupstw

3 maja 2012, czwartek,

Niby jeszcze długi weekend i powinno panować błogie, choć nie pozbawione patriotycznych uniesień leniuchowanie, a tu co włączę Internet albo jakiś inny środek tak zwanego masowego przekazu, mam wrażenie, że roboty huk.

Szczególnie zajęci są producenci wszelkiego rodzaju bzdur, co już tak się szerzy, że przybiera wprost postać epidemii. Oto prezes PiS zakrzyknął, aby bojkotować EURO 2012 na Ukrainie, a nawet uruchomić procedurę odebrania Ukrainie jej kawałka rozgrywek w piłce nożnej. Że Kaczyński chce coś bojkotować, nie dziwi. Bojkotuje władze własnego kraju, instytucje własnego państwa, więc dlaczegóż by nagle miał być bardziej litościwy dla takiej Ukrainy? Tyle, że okazuje się, iż prezes PiS krok w krok, najwierniej jak można za Niemcami podąża, bo to oni przecież uruchomili tę hecę z bojkotem mistrzostw. Podobno wszystko w obronie Julii Tymoszenko. Trudno w to uwierzyć, bo Tymoszenko siedzi już dawno, jej proces się odbył nie wczoraj, zdjęcia świadczące o złym traktowaniu docierały od dawna i jakoś prezes PiS niczego Ukrainie nie chciał zabierać i też nie słychać było, by PiS szczególne wysiłki podejmował, aby coś zmienić.

Inicjatywą wykazywał się rząd, ze specjalnymi misjami jeździł Aleksander Kwaśniewski, ale na razie nic z tego nie wyszło. Dopiero kiedy Niemcy powiedzieli: nie jedziemy, prezes Kaczyński się ocknął. No to, kto tu na kolanach? Kto tu nie ma własnego zdania?

Jeszcze śmieszniej, że w tym przypadku mężem stanu okazał się Zbigniew Ziobro, który skomplikowane polityczne uwarunkowania rozumie i bojkotowi jest absolutnie przeciwny. A przecież jeszcze niedawno wydawało się, że Ziobro o polityce zagranicznej nie ma pojęcia, bo w tej sferze prawdziwym strategiem jest Kaczyński. Na dodatek prezes PiS tak się napracował, by Ziobrę pognębić, nawet specjalnie z Radiem Maryja pomaszerował i rękę do niby zgody wyciągał, a piłkarskie kwestie, bliższe narodowi niż los telewizji Trwam (niestety, bo los telewizji Trwam powinien być najważniejszy), oddał walkowerem. Ziobro i Kaczyński czymś się wreszcie różnią! Czyżby to kolejny majowy cud? Tak na marginesie, trzeciego maja na Krakowskim Przedmieściu spotkałam przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka, przystanęliśmy na dwa słowa, a tu kobieta jakaś do Dworaka miłymi zwraca się słowy – ty się jeszcze nie boisz po ulicach chodzić? Jak rozumiem zostałam już świadkiem w sprawie, wprawdzie nie wiem, czy to już była groźba karalna, czy jeszcze nie, ale świadczyć w razie czego mogę. Potem poleciała wiązanka o „największych łajdakach”. Zrobiło się miło i prawdziwie patriotycznie. Na dodatek rozwinęła się zagrożona wolność słowa.

Tak więc Kaczyński bojkotuje, a jeden z jego najwierniejszych żołnierzy Ryszard Czarnecki ma problem, bo on kilka godzin wcześniej nie chciał bojkotować i nawet to napisał (nieostrożny, czyżby nie wiedział, że nic tak nie plami jak atrament?). Czy w partii na tle bojkotu nastąpi kolejny podział? Byłby to wreszcie jakiś podział rzeczywisty, wokół sprawy rzeczywiście obywateli obchodzącej. Problem może tylko w tym, że nie ma już chyba partii, której szeregi mógłby zasilić Ryszard Czarnecki, musi więc jakoś tę przykrą wpadkę odsłużyć. W tym zresztą akurat ma wprawę.

Mamy też ciąg bardzo dziwnych zdarzeń jeśli idzie o wyjaśnianie zabójstwa gen. Papały. Otóż dzielny prokurator Mierzewski, który znalazł się w sporym kłopocie, gdy łódzka prokuratura oznajmiła, że nie było spisku gangstersko – politycznego z udziałem czynnika zagranicznego, ale zwykły mord na tle rabunkowym, postanowił jakoś honor ratować i dwie koncepcje pożenić. Otóż spiskowcy, z których część była akurat już sądzona (dzięki niestrudzonemu łowieniu świadków koronnych przez tegoż prokuratora) chcieli zabić, planowali zabójstwo, nawet je zlecili, ale ostatecznie przez przypadek zabiła inna grupa. Wilk syty i owca cała. Świat przestępczy powinien w tym miejscu zaprotestować, bo co znaczy? robota zlecona, a ktoś inny, na dodatek przypadkiem, taką koronkową robotę psuje? Gdzie tu jakiś honor? Gdzie profesjonalizm? Budzi się jednak we mnie jeszcze straszniejsze podejrzenie, że być może jakaś inna prokuratura w kraju też prowadzi oddzielne śledztwo w sprawie zabójstwa b. szefa Policji i za chwilę pojawią się nowi sprawcy. Pojawią się oczywiście przy pomocy telewizora, bowiem konferencje prasowe są najbardziej doskonałą formą wewnętrznych kontaktów między różnymi prokuratorami. Jeżeli kolejni sprawcy się pojawią o ożenek może być zdecydowanie trudniej. Na razie przekraczamy kolejne granice absurdu i choć być może jest sukces i sprawcy odkryci, to dla śledczych i prokuratury ciężki wstyd. No chyba, że to wszystko się jakoś jednak pożeni, ale wątpię czy taki związek znajdzie uznanie ministra sprawiedliwości.

Szanowni Państwo

Mam świadomość że z obowiązków korespondencyjnych wywiązuję się wyjątkowo marnie i gubię więź z Blogowiczami. Co tydzień obiecuję sobie, że to się już więcej nie powtórzy, ale niestety, powtarza się. Mogę tylko zapewnić, że ten stan nie będzie trwał wiecznie, że o korespondencji pamiętam. Teraz jednak zaskoczyło mnie nieoczekiwane lato i po prostu rozleniwiłam się. Byłam w Krakowie, który jest piękny i pod Warszawą, gdzie też było pięknie i na majówce w ogrodach u Pana Prezydenta, gdzie też było bardzo sympatycznie i ciekawie, bo bardzo dużo znajomych. Po prostu salon proszę Państwa, a ja ten salon jakoś lubię.

Smutno mi tylko, że nie ma już prof. Wiesława Chrzanowskiego, z którym robiłam wiele wywiadów i zawsze urzekał mnie takim promiennym optymizmem. Godziny w jego niewielkim, z nieco staroświeckim wdziękiem urządzonym mieszkaniu na Powiślu należą do moich bardzo miłych politycznych wspomnień. A człowiek, który tak go skrzywdził, czyli Antoni Macierewicz bryluje dziś jako osoba zaufania publicznego. Doprawdy, że też w Polsce politycznie skompromitować się nie można. Niedawno ktoś ze znajomych przysłał mi ciekawy sms „zestaw sukcesów Zbigniewa Ziobry”: sprawa Blidy? klapa, sprawa Papały? klapa, sprawa kont lewicy w Szwajcarii? klapa, sprawa Leppera, Kaczmarka, Krauzego? klapa. Prawdziwy szeryf? No cóż, już z nie szeryf, już lider partii.

Jeśli zaś idzie o Państwa komentarze, to przyznam zaskoczyło mnie, że tak wielu spośród piszących tak bardzo przywiązało się do spiskowej wersji śmierci gen. Papały, do tych wszystkich płatnych zabójców, zleceń na zabicie, do ekstradycji Mazura itp. Powtórzę więc, śledzę tę sprawę od początku i zawsze miałam takie przekonanie, że jest ona kryminalna, a nie gangstersko – polityczna. Jestem przekonana, że te polityczne wątki podrzucali różni śledczy, aby udawać, że coś mają, że sprawa trudna, aby bajerować swoich przełożonych. Jak się coś wepchnie w polityczny kanał, to wiadomo, że rzecz będzie trwała latami, a nawet jak żadnych efektów nie będzie to zawsze można powiedzieć, że ktoś chce sprawie łeb ukręcić, komuś coś jest niewygodne itp. Niestety bywa, że takie sprawy mają bardzo proste, choć czasem trudne do wykrycia rozwiązania.

25.04.2012
środa

Scenariusze „Patykiem” pisane

25 kwietnia 2012, środa,

Jeżeli bywają wiadomości porażające, to informacja, że zabójstwo Marka Papały było w gruncie rzeczy bandyckim napadem z zamiarem kradzieży samochodu taką właśnie jest.

Wydaje się, że prokuratura tym razem ma mocne karty, a to oznacza kompromitację wielu instytucji i osób, w tym bardzo licznego grona dziennikarzy, którzy robili niemałe wierszówki na kolejnych wersjach zabójstwa, najlepiej z najbardziej znanymi gangsterami i politykami, najchętniej lewicy, w tle. Ciekawe jak zachowają się teraz, kiedy te opowieści trzeba będzie między bajki włożyć? Czy na przykład „czarny charakter” tej sprawy, gen. policji Roman Kurnik zostanie przez kogoś przeproszony, bo przecież był poniewierany przy każdej okazji, prawie jako morderca. Czy opowieści o mackach dawnej SB ktoś odłoży na półkę w sytuacji, kiedy zabójstwa prawdopodobnie dokonali młodzi, brutalni złodzieje samochodów? Czy też, jak to można było usłyszeć w pierwszych komentarzach, za wszelką cenę podtrzymywana będzie opinia, że prokuratura znów w coś gra, bo przecież tak trudno rozstać się z wersjami, które wprawdzie ze zdrowym rozsądkiem nie miały wiele wspólnego, ale nieźle się sprzedawały, bo gdzie gangster i polityk w tle, tam zawsze coś nieźle sprzedać można.
Czytaj całość →

17.04.2012
wtorek

Smoleńska choroba – odsłona druga

17 kwietnia 2012, wtorek,

Nie wyjdziemy ze Smoleńska. Nie wyjdziemy bez kolejnej katastrofy w postaci utrwalenia się w opinii publicznej rzeczywistego smoleńskiego kłamstwa. Już widać, że ta choroba zatacza coraz szersze kręgi i ulegają niej osoby, po których należałoby się spodziewać racjonalnego oglądu sytuacji.

W ostatnich dniach zdumiewa mnie na przykład prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber, który rozwinął dużą ofensywę medialną na rzecz powołania ekspertów zagranicznych, bo polscy, jak rozumiem, mimo że są znakomici, nie będą wiarygodni. Ci zagraniczni eksperci mieliby reagować na teorie spiskowo-zamachowe, sprawdzać jakieś ich wzory matematyczne i tłumaczyć opinii publicznej, co jest możliwe, a co nie. Zapewne prof. Kleiber działa w bardzo dobrej wierze, być może nawet w jakimś akcie desperacji, bo nie chce aby szerzyło się smoleńskie kłamstwo, ale powoływanie zagranicznych ekspertów jest właśnie postulatem komisji Macierewicza, a ponadto kwestionowaniem tego, co ustalają polskie gremia  (specjalna komisja i niezależna prokuratura) powołane do wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Czytaj całość →

3.04.2012
wtorek

Smoleńska choroba

3 kwietnia 2012, wtorek,

Znów o Smoleńsku? Wszyscy są już tym tematem zmęczeni, mają go dość. Takie opinie słychać często, a jednak każda informacja, nawet najmniej ważna lub najbardziej bzdurna, jeśli dotyczy tylko smoleńskiej katastrofy – natychmiast trafia na medialne czołówki, staje się przedmiotem komentarzy i kolejnych spekulacji.

I niekoniecznie dlatego, że dla dziennikarzy jest to temat pozornie łatwy, zupełnie nieźle opanowany i wiadomo, że będzie miał społeczne wzięcie, wzbudzi jakieś emocje, albo przynajmniej da początek politycznej awanturze. Przekonał się o tym ostatnio Radosław Sikorski, który chcąc przeciąć spekulacje, że wiedział więcej niż powinien był wiedzieć, czyli można domniemywać, że brał udział w spisku, ujawnił treść swoich telefonicznych rozmów z centrum operacyjnym. Rozmowy jak rozmowy w takim momencie, są dramatyczne, ale też zawierają sporo informacji, zwłaszcza tę, iż świadomość, że samolot zaczepił o drzewa w Smoleńsku była znana dość wcześnie. Czy Sikorski przekonał Jarosława Kaczyńskiego, bo przecież do niego adresował ujawniane rozmowy? Oczywiście, że nie i nigdy go nie przekona, co więcej rozpoczął nowy etap spekulacji, czy ujawnił wszystko, czy o rozmowach powiadomiona został prokuratura, może jednak MSZ coś ma sumieniu, coś ukrywa?
Czytaj całość →

21.03.2012
środa

To nie musi być żart

21 marca 2012, środa,

Tak często koalicja PO-PSL trzeszczała, drżała w posadach, była w kryzysie, tak często poseł Kłopotek na sejmowych korytarzach ogłaszał jej koniec, bo „on już tego znieść nie może”, że gdyby wreszcie upadła, to zapewne wielu przyjęłoby to jako żart, zwłaszcza że do prima aprilis blisko. Tymczasem ten kryzys jest faktem i być może ta koalicja już upadła.

Jeżeli zarząd PO upoważnia premiera do rozmów ze wszystkimi ugrupowaniami, to oczywiście można ten komunikat odczytać jako zasłonę dymną: dają sobie czas na dogadanie się z Pawlakiem, straszą go. Można czytać jako starania o poparcie Ruchu Palikota, bo o innym być mowy nie może. Tak bardzo wszyscy zabrnęli w referenda, zbierania podpisów i protesty, że właściwe wszyscy stoją pod ścianą. Przytomnie zachował się jedynie Palikot, który pozostawił sobie szerokie pole manewru. Najbardziej dziwi postawa polityka tak doświadczonego jak Leszek Miller, który zbiera podpisy pod wnioskiem o referendum, chociaż Solidarności nie przegoni i jego nawet kilkuset tysięcy prawie nikt nie zauważy. Miller dziwi tym bardziej, że był premierem, wie, że ta reforma jest konieczna, sam nie był w stanie jej przeprowadzić i musiał plan Hausnera odłożyć do szuflady, a teraz udaje, że jego przy żadnych zmianach emerytalnych nie było.

Czytaj całość →

12.03.2012
poniedziałek

Krajobraz po katastrofach

12 marca 2012, poniedziałek,

Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała, że skontroluje stan bezpieczeństwa na kolei. I bardzo dobrze, szkoda tylko, że trzeba było aż katastrofy pod Szczekocinami, aby do takiej kontroli doszło.

Informacje napływające z prokuratury prowadzącej śledztwo, i to niezależnie od tego, że polityka informacyjna prokuratury w tej sprawie jest więcej niż chaotyczna (czasem wręcz wprowadza w błąd), wskazują, że na tej najnowocześniejszej linii w Polsce właśnie jeśli chodzi o normy i procedury bezpieczeństwa – nie działo się najlepiej. Być może gdyby NIK sprawą zajęła się wcześniej, do takiego zdarzenia by nie doszło, chociaż katastrofy się zdarzają, często w wyniku wręcz nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności. Może NIK nie miała czasu na zajmowanie się koleją, gdyż przez kilkanaście miesięcy była zajęta przelotami VIP-ów, czyli kwestiami, nad którymi pracowała już komisja badająca przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem, prokuratura aż się prosi, by wreszcie coś powiedziano o wynikach tego dochodzenia, bo jest ono zapewne skomplikowane, ale chyba nie aż tak bardzo. Bardzo wiele powiedzieli nam o tym dziennikarze śledczy. Praktycznie nieistniejące dziennikarstwo śledcze w tej akurat sprawie spisało się zupełnie dobrze.

Czytaj całość →

5.03.2012
poniedziałek

Katastrofa polityczna

5 marca 2012, poniedziałek,

Wszyscy rozmawiają o katastrofie kolejowej, więc właściwie o polityce rozmawiać prawie nie wypada. Tyle że w tę katastrofę polityka już się wmieszała, i to w sposób mało przyzwoity. Jak to polityka

Oto na przykład poseł Rozenek z Ruchu Palikota, wydawałoby się człowiek przytomny i rozsądny, wygłosił zdanie, że do tej katastrofy musiało dojść z powodu niedofinansowania kolei i zaniedbań. Odezwali się też inni,  w tym jak zwykle jeden z byłych ministrów transportu, który gdy był ministrem, nic nie zrobił, ale teraz jest wielkim, wszystkowiedzącym ekspertem. Pewien zaś publicysta, który trzy dni wcześniej jechał podobno tym pociągiem zażądał, aby nie mówić, że państwo się sprawdziło, bo przyjechała karetka na miejsce katastrofy i przyjechał premier.

Czytaj całość →

23.02.2012
czwartek

Z przeszłości dla przyszłości

23 lutego 2012, czwartek,

Trwa nowe szaleństwo wokół agenta zwanego Bolkiem. Podobno w sejmowych archiwach znajdują się materiały, które kiedyś zaginęły, świadczące, że Bolek to Lech Wałęsa.

Prawicowe media żyją w wielkim podnieceniu próbując dotrzeć do spadku po komisji Ciemniewskiego badającej wykonanie uchwały lustracyjnej przyjętej przez Sejm w maju 1992, gdyż to wśród tych papierów mają być ponoć akta Bolka. „Rzeczpospolita” o sprawie pisze prawie codziennie, po Sejmie krąży już Jan Pospieszalski, zapewne przygotowując kolejny demaskatorski film lub program. Naciska się na szefa kancelarii, w którego władztwie znajdują się materiały z tej komisji, aby je szybko odtajnił.

Czytaj całość →

12.02.2012
niedziela

Nieznośna lekkość słowa

12 lutego 2012, niedziela,

Wiceszefowi Biura Ochrony Rządu prokuratura postawiła zarzuty w związku z niewłaściwym przygotowaniem wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku. W potocznym znaczeniu, i tak też rzecz funkcjonuje w mediach, zarzuty postawiono mu „za Smoleńsk”. Co to oznacza? Że wiceszef BOR jest winny katastrofy? Niewykluczone, że dla wielu taka interpretacja będzie jak najbardziej oczywista.

Wszak sięgnięto przy okazji do znanego już opisu sytuacji, że „zaniedbania przyczyniły się do obniżenia poziomu bezpieczeństwa wizyt”. Jak jest obniżone bezpieczeństwo to samoloty spadają? Jakby logiczne, tym bardziej, że tę kalkę językową już znamy. To jest język, którego używa Jarosław Kaczyński jeśli nie mówi o wyjątkowo odpornym na złamania skrzydle samolotu i bardzo miękkiej brzozie, którą tupolew powinien był po prostu bez szwanku skosić i polecieć dalej, by bezpiecznie wylądować (oczywiście gdyby nie było spisku). To jest ten ostatni argument o obniżonym poziomie bezpieczeństwa. Rozumiem, że wyjaśnienie wszystkich okoliczności i stawianie zarzutów jest celem działań prokuratora i być może postawiono je słusznie, ale w tej akurat sprawie nieznośna lekkość słowa, z którą mieliśmy do czynienia w przypadku działań prokuratury wyjątkowo razi.

Czytaj całość →