Sobiesiak Kulczykiem hazardowej
2010/02/7, niedzielaMarzy mi się, aby choć raz w trakcie prac komisji śledczych czymś mnie zaskoczono, ale nie, ciągle to samo. Ledwie zakończono przesłuchania najważniejszych osób już mamy kolejny przeciek, czyli wypróbowany od lat sposób działania.
Tym razem ujawniono fragmenty zeznań przed prokuratorem pana Sobiesiaka, które podobno stoją w sprzeczności z zeznaniami innych, zwłaszcza zaś Grzegorza Schetyny. Mają też dobić asystenta Rosoła i pannę Sobiesiakównę. Przeczytałam w “Rzeczpospolitej” tekst oparty na tych przeciekach i jako żywo niczego sensacyjnego nie znalazłam. Kwestia, jak długo ktoś kogoś zna jest dość subiektywna. Zapewne znam wiele osób bardzo długo, co nie znaczy, że są moimi znajomymi. Ważny jest stopień zażyłości, a nie sama znajomość. O tym w tekście nic nie ma. Także w sprawie Sobiesiakówny nic sensacyjnego - nie stara się o posadę, bo są donosy na tatusia. Jakie donosy? Czyje donosy? Materia wyjątkowo mizerna jak na sensację, która przez dwa otwiera główne serwisy informacyjne.
Ale jedno jest jasne - sposób działania. Ponieważ zbliża się pojawienie się przed komisją śledczą pana Sobiesiaka trzeba podgrzać atmosferę, podrzucić kilka pytań tak zwanym śledczym, którzy bez tekstów w gazetach są jak bez ręki i zdezawuować świadków dotychczasowych, zwłaszcza jeśli ich odpowiedzi były zwarte i rozsądne. Bez kolejnego przecieku musieliby przecież przedzierać się przez te tysiące stron bilingów, które dostali i sterty akt, w tym prokuratorskich, które też dostali, wbrew publicznym płaczom, jak to bardzo materiałów wyjściowych im brakuje.
Myślę, że nie zostanę zaskoczona również tym, że źródło przecieku nie zostanie wykryte. Choć może być to dziecinnie łatwe do rozszyfrowania. Wystarczy informacja, czy te akta zostały już przekazane przez prokuraturę komisji śledczej. Jeżeli zostały przekazane, to liczba osób znajdujących się w kręgu podejrzeń jest wyjątkowo ograniczona. Jeśli nie zostały przekazane, to odpowiada, jak rozumiem, prokurator, który zeznań odpowiednio nie zabezpieczył. Specjalnych trudności w takich poszukiwaniach sprawcy nie widzę.
A swoją drogą, ciekawa jestem, co pan Sobiesiak powie. Nie dlatego, żebym liczyła, iż kogoś wkopie, bo zna polityków wszystkich kolorów. Chcę wreszcie zobaczyć owego najgroźniejszego wroga publicznej moralności, lobbystę bez skrupułów, prawie gangstera od jednorękich bandytów (choć chyba jest właścicielem kasyn, ale kto tam jeden rodzaj hazardu od drugiego rozróżnia?), znajomość, z którym jest tak toksyczna, że wszyscy polscy politycy, z premierem na czele wyjeżdżają na narty do Włoch, do Francji, właściwie byle gdzie, aby tylko szerokim łukiem ominąć Zieleniec, gdzie pan Sobiesiak ma swoje gniazdo. Wprawdzie wydawało mi się, że na przykład premier powinien z pierwszym rzędzie reklamować to, co polskie, ale jak widać w Polsce jest wyjątkowo niebezpiecznie. Gazeta “Fakt” musi więc, by zdobyć zdjęcia premiera na nartach szmat drogi zaliczyć. Tylko Lech Wałęsa, nie boi się do Zieleńca jeździć, ale Wałęsa na wiele może sobie pozwolić. Nie musi się już panicznie bać, że pani Kempa albo pan Wassermann zapyta go: a Sobiesiaka pan zna? A w Zieleńcu był? Odpowiedź twierdząca jest dyskwalifikująca politycznie, odpowiedź negatywna jest co najmniej podejrzana. Pewnie zna, ale ukrywa. Dlaczego? Czego się boi?
Pan Sobiesiak stał się tym, kim Jan Kulczyk był dla komisji orlenowskiej, a pan Krauze dla tak zwanej afery gruntowej śledzonej przez komisję do spraw nacisków, która wiedzie jakiś żywot na marginesie komisyjnego nurtu głównego i przypomina o sobie wyłącznie kolejnymi wnioskami o odwołanie przewodniczącego Czumy. Jak widać każda komisja musi mieć swojego “Czarnego Luda”. Najlepiej, aby był to ktoś, komu się powiodło w interesach, coś wybudował, coś w życiu osiągnął. Takiemu zawsze nasłanie prokuratura i śledczych, także sejmowych, przywróci poczucie rzeczywistości, czasem na parę lat z kraju wygoni, bo przecież podatki ludzi bogatych nie są nam potrzebne. Niech je płacą gdzie indziej.
Trwa więc ustalanie listy pytań do pana Sobiesiaka i myślę, że wyciąłby niezły numer, gdyby się pojawił (ponieważ nie jest osobą publiczną obowiązku nie ma), wygłosił oświadczenie w sprawach, o które się go oskarża i nie odpowiedział na żadne pytanie. W końcu to, że członkowie komisji z zadawaniem pytań istotnych mają kłopot nie jest już tajemnicą, a za aferę hazardową pan Sobiesiak Polaków akurat przepraszać nie musi. Może raczej Polacy powinni poprosić pana Sobiesiaka oraz innych, podobnych mu ludzi przedsiębiorczych, aby kilka Zieleńców jeszcze w Polsce wybudowali. W końcu zimy po polsku nie muszą być takie złe, czego dowodzi tegoroczna, a fakt, że w tych miejscach nie będą akurat przebywać politycy może być nawet dobrym sloganem reklamowym.
***
Obiecałam, że przynajmniej przy okazji co drugiego blogu odpowiem na korespondencję i spróbuję to choć w części zrobić, choć wielka liczba Państwa komentarzy mnie zaskoczyła. Na początek kilka wyjaśnień w kwestii Lustra. Otóż ja nigdy nie reagowałam na ten typ wpisów, nigdy żadnej cenzury nie wprowadzałam i jeżeli sygnalizowano mi, że jakieś komentarze umieszczane są zbyt wolno lub nie pojawiają się, interweniowałam po stronie ich autorów. To Państwo pytaliście i nadal dyskusja na ten temat trwa, dlaczego administrator nie ingeruje, jeżeli powtarzają się te same. Zwróciłam się więc do administratora i tyle. Pojawiły się nowe wpisy Lustra, raczej jeden podzielony na kilka kawałków i nikt niczego nie usuwał. Części spośród Państwa ten typ wpisywania się podoba, części nie. Ja nie zamierzam nikogo wyrzucać z bloga, przeciwnie do obecności zachęcam, ale po prostu wszystkiego czytać nikt nie musi. Może poza mną, chociaż nie ukrywam, że części Lustra nie czytam, bo na przykład śledzeniem jakichś manipulacji dziennikarskich mogę zajmować się sama. Widzę ich dużo i akurat nie tu, gdzie Lustro. Odnotowuję rozsądny wpis w tej sprawie Jean Paula.
Jeśli o temat główny wycofanie się Tuska i wybór między Sikorskim a Komorowskim, to przeczytałam dyskusję z ciekawością i widzę, że głosy i argumenty są podzielone. Podoba mi się jednoznaczna opinia jsg - kocham Pałac Kultury, więc nigdy nie zagłosuję na Sikorskiego, czy obszerny komentarz dosada dlaczego Komorowski. Widzę, że sporą grupę zwolenników ma Olechowski. Ja też uważam, że ma on wysokie prezydenckie kwalifikacje, ale jakoś słabo wierzę w powodzenie tej kandydatury. W przeciwieństwie do S-21 nie sadzę, by kandydatką była Hanna Gronkiewicz-Waltz, jestem nawet przekonana, że nią nie będzie.
Nie wierzę też, jak część sposób Państwa, że Tusk ma w rękawie jakiegoś asa, chociaż wiara w tego trzeciego pojawiła się w sporej liczbie komentarzy. Stasieku ułożył swój ranking Olechowski, Sikorski, Cimoszewicz. Uważam, że to dobra lista, ale Komorowski też jest niezłym kandydatem. W moim najgłębszym przekonaniu Tusk nie będzie tu kierował się tym, kto mu będzie bardziej, a kto mniej powolny, ale kto ma realną szansę wygrania z Lechem Kaczyńskim. Dlatego nie zgadzam się zasadniczo z tkw, że Tusk namaści ostatecznie kogoś, kto z Kaczyńskim przegra, bo to dla niego najwygodniejsze, może bowiem udawać, że coś chce zrobić i nie robić nic. Tusk przyznaje, że chce pełni władzy i nie widzę w tym nic zdrożnego. Po to są partie i ich liderzy, aby takie rzeczy mówili, aby władzę zdobywali. Na tym polega demokratyczny porządek.
Sporo racji ma henryk, gdy dziwi się tej wielkiej krytyce Tuska i łatwym zapomnieniu o rządach Kaczyńskiego. Ja nie ukrywam, że rządy PiS wyjątkowo mi się nie podobały z bardzo wielu powodów, o których przez lata dyskutowaliśmy i chciałaby wreszcie rządu, który byłby mało widoczny, nie ingerujący w życie obywateli bez potrzeby. Taki jest na razie rząd Tuska, co nie znaczy, że nie widzę wielu błędów, niekonsekwencji, czy wpadek. Generalnie rządzenie pragmatyczne, a nie ideologiczne podoba mi się i uważam, że przywołanie przez premiera zdania Graya, które Państwo cytujecie, na czym polega dobra polityka jest trafne.
tkw pisze, że Tusk mógłby być prezydentem pozostając liderem partii. W Polsce jest jednak inna tradycja i tych funkcji pogodzić się nie da. Kwaśniewski wystąpił z partii, co nie znaczy, że nie był blisko swojej formacji, ale wpływ na bieżące kierowanie nią utracił. Kaczyński jest za blisko brata i skutki widzimy, nawet gdyby chciał lub był samodzielny i tak będzie postrzegany jako realizator polityki brata. Rozważania czy kandydatem mógłby być Tadeusz Mazowiecki, co proponuje Monteskiusz, wydają mi się spóźnione. Może 5 lat temu taka dyskusja miałaby jakiś sens. Teraz już nie ma, także ze względu na wiek i stan zdrowia. Nie sądzę, aby Jan Krzysztof Bielecki (o tym pisze hematemesis) został kandydatem. Sam zapewne nie chce i nie wiem, czy byłby do zaakceptowania. JKB jest ponadto człowiekiem władzy wykonawczej i mógłby być oczywiście premierem, choć źle się czuje w polityce partyjnej i sam dobrze zdaje sobie z tego sprawę.
Nie rozumiem, dlaczego tak denerwuje się przeciek. Moim zdaniem nie grozi nam żadna zapaść cywilizacyjna, dekada marazmu, nie zmieniamy się w niczyją kolonię. Przeciwnie uważam, że możemy odnosić spore sukcesy. Gdy spojrzeć na krajobraz europejski szansa jest wyjątkowa. Bardzo dobry komisarz do spraw budżetu Janusz Lewandowski, gwiazda na tle innych komisarzy, Jerzy Buzek jako przewodniczący PE, 50 osobowa reprezentacja eurodeputowanych. Naprawdę wiele można zdziałać. Słusznie jednak Państwo, m. in. jerzy i Pioniu zwracają uwagę, że trzeba wreszcie tych europarlamentarzystów zacząć rozliczać, gdyż część z nich wpatrzona jest w politykę krajową i nią żyje, chce w niej uczestniczyć nie interesując się sprawami naprawdę dla Polski w Europie ważnymi. Jest już cała grupa, która zasłużyła na żółte kartki, myślę, że im bliżej będzie kampanii prezydenckiej tym ta grupa stanie się bardziej w Polsce aktywna. Dziś już podobno jest tak, przyjeżdżają do Brukseli listę podpisują, pieniądze kasują i do Polski bawić się we własnym grajdole. Myślę, że publikacji o europosłach będzie przybywać, co nie zmienia faktu, że mogą zaprzepaścić polskie szanse. Już dziś słyszę opinię, że poprzednia reprezentacja była lepsza, co może wielu zdumiewać, gdyż przynajmniej nie przenosiła wewnętrznej polityki do PE, a ta przenosi.
Jestem winna nieco obszerniejsze wyjaśnienie Karwojowi8, z którym czasem się zgadzam, czasem zupełnie nie, ale który ciągle ma mi coś za złe. Rozumiem, że różnimy się poglądami, co nie znaczy, że mamy być dla siebie nieuprzejmi. Otóż gorąco popieram pana komentarze dotyczące odebrania przez ministra Klicha biura gen. Jaruzelskiemu (cieszę się, że we wpisach wiele osób to zauważyło). Uważam to za skandal i tak też publicznie mówię, m. in. w Poranku Tok FM. Nie zgadzam się, że w sprawie senatora Piesiewicza panuje jakaś szczególna hipokryzja w PO. Ja w sprawie immunitetu Piesiewicza też mam uczucia mieszane. W końcu to on jest ofiarą szantażu. Najbardziej bronią go zresztą senatorowie Andrzejewski i Romaszewski z PiS, a nie koledzy z PO. Uważam, że tu najpierw trzeba ścigać szantażystów.
Wyjaśniam przy okazji, że żadna komisja śledcza łącznie z tak chwaloną rywinową nie budziła mojego entuzjazmu. Do rywinowej miałam stosunek wyjątkowo krytyczny, nawet wówczas, kiedy całe środowisko dziennikarskie piało z zachwytu, jakie to mechanizmy państwa zostają ukazane. Moim zdaniem komisje nie pokazują mechanizmów, ale psują państwo. Nie dyskredytuję wszystkich członków komisji i za najsłabszych uważam tych z PO, chwalę na przykład przewodniczącego Sekułę, gdyż jest pierwszym, który stara się przestrzegać prawa. Wszyscy inni się bali. Że jestem w tej sprawie w mniejszości, to już inna sprawa. Często bywam w mniejszości i nawet to lubię. Zdania na temat komisji nie zmieniam, bez względu na to, czym i kim się kolejna zajmuje.
W kwestii prezydentury też zawsze miałam zdanie ugruntowane, uważam powszechne wybory prezydenckie za niepotrzebne, widziałam jak je wprowadzono, żeby Tadeusz Mazowiecki został prezydentem, co było pomysłem od początku chybionym. Mazowieckiego mogło wybrać tylko Zgromadzenie Narodowe. Uważam, że prezydent nie powinien być w aż tak dużej części władzą wykonawczą, weto zawsze uważałam za instrument politycznej destrukcji. Choć oczywiście zdarzało się, że publicznie do prezydenta apelowałam o weto, na przykład w sprawie wyjątkowo marnej ustawy o komisjach śledczych. Rozumiem Aleksandra Kwaśniewskiego, który ganiąc Tuska, (ja zresztą też uważam, że przesadził z obniżaniem rangi prezydentury) broni 10 lat, udanego pobytu w Pałacu, ale Kwaśniewski miał ponad 70 proc. społecznego poparcia i to obecny prezydent sprawił, że urząd ten cieszy się takim “prestiżem”, jakim się cieszy. Można nie lubić Tuska, można się z nim zasadniczo nie zgadzać, ale ma wiele racji w tym, co mówi o prezydenturze.