Zbrodnia potoczna i doskonała
2010/07/26, poniedziałekJarosław Kaczyński niestrudzenie głosi, że nie było katastrofy pod Smoleńskiem. Była za to zbrodnia. Nie w sensie kodeksowym, to od razu, dla procesowej jasności zastrzega, ale w sensie potocznym.
Ot, tak sobie mówimy, oczywiście publicznie, na specjalnie zwoływanych konferencjach prasowych, że ktoś popełnił zbrodnię, choć nie wskazujemy nikogo z nazwiska, może sugerujemy, że jest jakieś środowisko w to zamieszane, ale przecież u nas wszyscy, którzy nie należą do PiS, nie są wielbicielami prezesa i jego partii są w coś zamieszani. Jak to u Kaczyńskiego, wszystko pozostawiamy domysłom, ponadto jak ktoś się czuje winny zbrodni niech się przyzna w myśl zasady uderz w stół, a odezwą się nożyce. Nawet niezbyt wiemy, na czym ta zbrodnia miałaby polegać, ale o tym zapewne poinformuje nas w stosownym czasie Antoni Macierewicz, który przecież powołał zespół celem wyjaśnienia właśnie zbrodni. Ale właściwie niczego nie można być pewnym. Macierewicz mówił przecież również, że powołał zespół dla “uczczenia”. No, chyba nie zbrodni?
Zanim więc sprawa ostatecznie się wyjaśni można oczywiście prowadzić rozważania nad intencjami Wielkiego Prawnika IV RP, który wymyślił zbrodnię potoczną, być popełniając przy tym zbrodnie doskonałą. Skoro tak tym określeniem sobie dowolnie szafujemy, byle jakoś tam zapisało się w społecznej świadomości, to może sprowadzenie dyskusji publicznej do zbrodni w znaczeniu potocznym też jest zbrodnią w znaczeniu potocznym, za którą oczywiście nikogo nie można pociągnąć do żadnej odpowiedzialności, nawet odpowiedzialności w znaczeniu potocznym. Tym samym wszystko staje się względne, wszystko staje się jedną wielką nieodpowiedzialnością, która zresztą nie jest żadnym nowym zjawiskiem w naszym życiu publicznym. Można nawet powiedzieć, że zbrodnia potoczna jest twórczym rozwinięciem różnych wcześniej głoszonych haseł. Czyż na przykład taki układ, którego nie odkryto, nie jest zbrodnią w znaczeniu potocznym?
Po prostu w stosunku do haseł IV RP poszliśmy o krok dalej. Kiedyś miała być na przykład Wielka Komisja Prawdy i Sprawiedliwości teraz będzie liczny zespół Macierewicza, który na swoją wielkość będzie musiał dopiero zapracować, bowiem jak wiadomo ze słów prezesa zresztą, w PiS trzeba przejść przez ogień, aby zostać należycie docenionym. Na razie ową ogniową próbę dość marnie przeszli tak zwani pisowcy liberałowie, którzy znaleźli się na bocznym torze, bowiem prezes idzie do boju i mięczaków nie potrzebuje. Wprawdzie nie bardzo jeszcze wiadomo, jakie hufce na niego nacierają, bo wygląda na to, że na razie na placu boju harcuje i to indywidualnie jeden Janusz Palikot, ale prezes już jest gotowy bronić się przed niesłychaną agresją.
A co będzie, jeśli na przykład Platformą do tej wojny nie przystąpi i całe to wielkie zbrojenie się zlekceważy, zajmując się zupełnie czymś innym, a jest się czym w Polsce zajmować? Jeśli w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu nie staną tysiące, zagradzające drogę nie tylko przeniesieniu krzyża, ale także wprowadzeniu się uzurpatora Komorowskiego do Pałacu? Jeśli prezes tak dobrze uzbrojony, również personalnie, bo gwardia najwyraźniej zwarła szeregi, zostanie bez przeciwnika i w gruncie rzeczy sam ze swoją “zbrodnią w potocznym tego słowa znaczeniu”?
Wielki rozgrywający polskiej polityki poprowadzi wojnę w tej nierzeczywistości, jaką z nadzwyczajną łatwością od lat sobie stwarza? Nic to, sondaże przecież mówią, że na tym nie traci. Prezes otwarcie to przyznaje, chociaż przecież nie jeden raz wyrażał jawną pogardę dla tych, którzy kierują się sondażami, a nie wartościami, ideami, czy po prostu moralnym wzmożeniem. W każdym razie na ciekawą wojnę się zanosi.
***
Bardzo dużo komentarzy poświeciliście Państwo posłowi Palikotowi, ale na razie niech działa. Ciekawe, jak mu pójdzie w zespole Macierewicza. Już mu się udało i spuścił sporo powietrza w tego wielkiego zadęcia. Paweł nie ma powodu do obaw, że grono zwolenników Palikota jest nieliczne. Wydaje się ono całkiem spore, nawet czytając Państwa ostatnie komentarze. Wpisów jest zresztą tyle, że nie jestem w stanie nawet do części się ustosunkować. Bardzo ciekawe są informacje podane na przykład przez Komucha lat 33 i pół na temat sytuacji panującej w tym specjalnym pułku latającym z VIP - ami. Ja też już jakiś czas temu słyszałam, że piloci bardzo nie lubili latać ze świtą z prezydenckiego pałacu, że byli źle traktowani, poniżani. Wszystko się więc jakoś tam potwierdza, ciekawe co potwierdzi śledztwo, bowiem ja ciągle wyznaję zasadę, że choć zapewne z grubsza wiemy, jak to było, to jednak trzeba poczekać, co powiedzą specjaliści.
Państwa poszukiwania przyczyn katastrofy też są interesujące, choć jak tak dalej pójdzie to pewnie kiedyś mnie zlinczują za szarganie świętości. W każdym razie konkurs proponowany przez PIRS - a nie jest pomysłem głupim, a wielopiętrowe i wielopłaszczyznowe wyjaśnienie podane przez dr Hardego można wprost przesłać Antoniemu Macierewiczowi jako sprawozdanie końcowe z prac jego zespołu. Być może zresztą kupią to jakieś redakcje, których inwencja najwyraźniej zaczyna się wyczerpywać.
Innych tematów trochę się pojawiło, ale tylko Jaaackowi (mam nadzieję, że dobrze policzyłam te wszystkie “a”) dziś odpowiem, że nie zmieniam swojego zdania w sprawie posła Sekuły i jego wstępnej wersji tak zwanego raportu komisji, mimo że poseł Arłukowicz wytyka mu błędy. Poseł Arłukowicz też się w wielu sprawach myli, a ponadto nie w tym rzecz. Sekuła przygotował dobry dokument, który rzeczowo referuje sprawy (można go znaleźć na stronie komisji) i to jest dopiero początek pracy.
Teraz każdy poseł może wnosić swoje poprawki, uwagi, także poseł Arłukowicz powinien, ma wręcz obowiązek je zgłosić. Gdyby rzecz się działa bez kamer nie byłoby awantur tylko praca i jakieś sprawozdanie, choć zapewne ze zdaniami odrębnymi, w miarę szybko by powstało. Na razie mamy teatr w wykonaniu posłanki Kempy wspieranej przez Arłukowicza. Oni wyraźnie nie chcą kończenia prac, bo Kempa na partyjne zadanie i chodzi jej o ciągle awantury, a być może Arłukowiczowi przedłużanie pracy też jest na rękę, bo nie jestem pewna czy chce startować na prezydenta Szczecina, do czego podobno się zobowiązał wobec Napieralskiego. Tak w każdym razie mówi się w tak zwanych kuluarach. Nie ma to jednak większego znaczenia, bowiem te wszystkie komisje śledcze powoli umierają siedząc za tymi stołami i teraz przez jakiś czas będzie jazda z zespołem Macierwicza, a potem może pojawi się jakieś nowe widowisko. Na razie żądni medialnej sławy powinni mknąć do Macierewicza, ale nie wiadomo, czy wpuści, bo on też chce mieć swój teatr jednego aktora.