IPN znów w grze
2009/11/16, poniedziałekNiespodziewanie powróciła kwestia reformy IPN. Wprawdzie PO już po ukazaniu się książki o Lechu Wałęsie obudziła się z letargu w tej sprawie, ale wydawało się, że ogień był słomiany i szybko zgasł. Teraz ma przybrać kształt noweli ustawy.
Niby w przedstawianych zapowiedziach nie ma niczego nowego - zmiana sposobu wyboru kolegium IPN i zwiększenie jego wpływu na działalność, a tym samym ograniczenie roli prezesa instytutu - to pomysł, który zrodził się już dawno. PO natychmiast jednak zastrzega, że prezesa Kurtyki zmieniać nie zamierza. Jest też nie całkiem klarowna zapowiedź udostępnienia wszystkim wszystkiego i tylko są wątpliwości, co zrobić z tak zwanymi danymi wrażliwymi. Ten postulat też nie jest nowy. Donald Tusk zawsze powtarzał, że trzeba wyrzucić wszystko na widok publiczny, gdyż nie ma innego sposobu wykorzystywaniu akt do walki politycznej.
Wprawdzie od dawna akta IPN mało kogo interesują, jedynie chyba “Gazeta Polska” i być może jakieś prawicowe gazetki niszowe jeszcze ścigają agentów, ale kogo to już porusza? Trudno nawet liczyć na przedruk czy informację w innych mediach, a teczki osób publicznych są od dawna jawne i nie bardzo wiadomo, czemu miałoby służyć to pełne otwarcie zasobów archiwalnych, oprócz przenoszenia lustracyjnych sporów na niższy, prowincjonalny poziom, lub wręcz - na poziom rodzin, ale PO, tym razem rzeczywiście być może w celu odwrócenia uwagi od tak zwanych afer kreowanych przez b. szefa CBA, jednak o IPN przypomniała sobie i oczywiście natychmiast uruchomił się front obrońców status quo.
Okazuje się, że nawet drobna zmiana w kolegium i ograniczenie władzy prezesa jest dla lustratorów zamachem na tę instytucję, która ma pozostać nienaruszalna. Prawie jak dobro narodowe. - Zmiana może w ogóle zatrzymać prace IPN - postraszono. Tak na marginesie, gdyby taki miał być efekt, to może jednak warto trud nowelizacji podjąć. Mało jednak prawdopodobne jest, aby jakiś pomysł dotyczący zmian w IPN stał się obowiązującym prawem, bo dla SLD będą one za małe, dla prawicy i prezydenta zbyt wielkie i nawet, jeśli się coś uchwali, to ustawa przepadnie.
Jak widać - nikt też nie ma pomysłu na ochronę danych wrażliwych. Tak więc po kilkunastu miesiącach prac, a one są faktem, gdyż dokonano bardzo dobrej analizy stanu obecnego, z którego jednoznacznie wynikało, że ustaw o IPN i lustracyjnej poprawić się nie da i trzeba je pisać na nowo, Platforma mówi właściwie tyle, że nie wie, co zrobić i proponuje kosmetykę.
Tymczasem prawda jest taka, że ta instytucja wymaga głębokich zmian merytorycznych i personalnych. Bez nich wszystkie zmiany ustawowe nie będą miały głębszego sensu. Nawet przy złej ustawie można zupełnie przyzwoicie pracować i nawet przy bardzo dobrej - wykonywać polityczne robótki, co IPN robi chętnie i z najwyższym zaangażowaniem. Nie odwołując się już do śledztw typowo politycznych czy wyłącznie propagandowych, odwołać się można do spraw pozornie drobniejszych. W środę w drugiej instancji sądowej ma zapaść wyrok w sprawie prof. Mariana Filara, czy aby nie popełnił on kłamstwa lustracyjnego, nie wpisując do oświadczenia faktu współpracy ze szkołą oficerską w Legionowie. Sąd pierwszej instancji orzekł, że prof. Filar nie skłamał, ale prokurator IPN nie odpuścił i napisał apelację. Wprawdzie ustawa lustracyjna wymienia dokładnie instytucje, które uznaje się za aparat represji i legionowskiej szkoły wśród nich nie ma, ale prokurator dowodzi, że powinna być. Ponad 16 stron uzasadnienia, podobnie jak w analogicznej sprawie prof. Mirosława Wyrzykowskiego, sędziego Trybunału Konstytucyjnego, to dowodzenie, że szkoła miała wysoki poziom ubekizacji, z czego obaj profesorowie powinni zdawać sobie sprawę i tym samym powinni się do współpracy z SB przyznać. Fakt, że ustawodawca tego nie zamierzył, nie ma dla IPN żadnego znaczenia. Instytut najwyraźniej uważa, że zamierzył, tylko czegoś zapomniał dopowiedzieć, a więc on dopowie. W tym celu wykonuje jakieś ogromne kwerendy, by na przykład ustalić, jaka sprzątaczka sprzątała na jakimś posterunku milicji. W aktach prof. Wyrzykowskiego są takie ustalenia o bliżej nieznanej i niezwiązanej ze sprawą sprzątaczce, co jest istnym kuriozum. I na to idą podatników pieniądze.
Zarówno uzasadnienie apelacji w sprawie prof. Filara, jak i wniosek o ściganie sędziego Wyrzykowskiego (wstyd, że sąd w ogóle przyjął go do rozpatrzenia, a nie odrzucił z marszu), posługują się identyczną argumentacją. Powinny zostać skierowane nie do sądu przeciwko konkretnym osobom, którymi zresztą prokuratorzy IPN się właściwie nie zajmują (prof. Wyrzykowski ma znakomitą kartę opozycyjną), ale ewentualnie do Sejmu, by ustawę znowelizował, jeśli IPN dopatruje się w niej luk tak straszliwych, powodujących, że nie może dopaść części profesury, na którą ma ochotę zapolować. Polowanie na sędziów TK jest już “oczywistą oczywistością”. Ciekawe, dlaczego dotychczas IPN, choćby za pośrednictwem posłów PiS, takiej niewielkiej noweli nie złożył? Lepiej pływać w mętnej wodzie? Już ten przykład pokazuje, że po prostu prokuratorzy IPN bywają nadgorliwymi pieniaczami i temu żadna zmiana ustawowa nie zapobiegnie.
***
Dyskusję o pożytkach, a raczej ich braku z faktu powołania kolejnej komisji śledczej na razie zamkniemy. Wprawdzie Lupin twierdzi, że takie ciała są wręcz szkodliwe, a nie - jak napisałam - niepotrzebne, ale skoro już jest, niech działa.
W licznych wpisach rozpatrujecie Państwo, komu może ona się dobrze, a komu źle przysłużyć i w rezultacie okazuje się, że nikt nie ma tu nic do zyskania. Janmondry napisał dość dobry scenariusz tego, co może się wydarzyć, caido przedstawił rozsądny zestaw argumentów za komisją i przeciwko, uznając, że PO może na niej zyskać, a ja uważam, podobnie jak Przemek76, że mogłoby to być gremium do jednej konfrontacji premiera z b. szefem CBA, bo przecież chodzi wyłącznie o polityczne widowisko.
W sedno trafiła paniusiazkrakowa, która ma kłopot ze zrozumieniem istoty afer kreowanych przez polityków i rozgrzewanych przez “fleszdziennikarzy” (niezłe określenie). Ja mam kłopot podobny, tropię te afery i tropię, a im bardziej tropię, tym mniej je widzę i pozostaje rzeczywiście jakiś Grzech, Rychu, Zbych, co jest może propagandowo nośne, ale na razie z niczym konkretnym, a już z żadnym przestępstwem, zwłaszcza jeśli chodzi o Grzecha, się nie kojarzy. Że taką propagandą posiłkują się politycy - mogę zrozumieć, gdy powtarzają to dziennikarze uważam, że robią to z wyraźną intencją polityczną lub po prostu przestali myśleć i dają się manipulować politykom. W tej zresztą sprawie intencje polityczne są tak wyraźne, że aż walą po oczach.
Sebastianie, nie sądzę, aby ta komisja była, przynajmniej na razie, problemem dla premiera. Przeprowadzaliśmy właśnie wywiad z D. Tuskiem do nowego numeru “Polityki” i nie wydaje się, by to premier miał problem, raczej inni mogą mieć sporo problemów. Premier ma chyba mocne karty.
Sławek zdaje się życzyć powodzenia, by rzecz potraktować z dystansem, walce rządu z hazardem w internecie. Szczęśliwie ktoś chyba coś zrozumiał i projekt ustawy podzielono na dwie części. Walka z hazardem w internecie ma przyjść później. Jako okoliczność łagodzącą dla rządu można uznać, że wiele krajów próbuje walczyć z hazardem w internecie z miernym skutkiem. Może jednak czegoś nauczymy się od innych?
Yevaud, któremu komisja “zwisa kalafiorem”, zapewne słusznie, porusza sprawę ewentualnego wystąpienia RPO do prokuratury przeciwko minister Kopacz, która nie chce kupić szczepionki przeciwko grypie, wskutek czego może wywołać epidemię. Yevaud, podobnie zresztą jak prawie wszyscy z Państwa, solidaryzuje się z panią minister, a nie z rzecznikiem. Niektórzy, na przykład Stary Polak z PRL, nawet stwierdzają, że pani minister zyskała w ich oczach, bo pokazała charakter, w przeciwieństwie do pana Marka Balickiego, który znów mętnie tłumaczy, że jednak te miliony złotych trzeba wydawać.
Podobno w TVN był jakiś pojedynek między Ewą Kopacz a Markiem Balickim, w którym rozłożyła go na łopatki, a on przywołał przykład dr G., że niby ona uprawia taką samą szkodliwą działalność jak ci, którzy urządzili widowisko z dr G. i rozłożyli transplantologię. Jeśli to prawda, to b. ministrowi zdrowia powinno być bardzo wstyd za takie porównania. Może ktoś z Państwa to widział, bo mnie tylko opowiadano, a nie mam czasu szukać stosownej audycji, bo nawet nie wiem, kiedy i gdzie to było. Swoją drogą, wystąpienie wiceministra zdrowia i posługiwanie się argumentem ze szwedzkiego tabloidu, że ktoś zmarł po szczepionce to jednak plama.
Karwoj81 nareszcie mnie za coś pochwalił. Tym milej, że za rozmowę z gen. Wojciechem Jaruzelskim (dzięki za dobre słowo także Waldemarowi i innym), zbeształ mnie jednak za napaści na posła Arłukowicza z SLD. Otóż pan Arłukowicz wydawał mi się bardzo rozsądnym posłem, nawet raz udzielił dobrej porady lekarskiej, gdy w roku ubiegłym byłam przeziębiona, ale najpierw wizja uczestnictwa w komisji, a później samo uczestnictwo najwyraźniej mu szkodzi. Przynajmniej moim zdaniem, bo przepraszam, ale opowiada propagandowe głupstwa. Jakoś jednak nie zgłosił dotychczas mi pretensji, że źle się o nim wyrażam. Najwyraźniej dopuszcza, że w tej akurat kwestii możemy mieć różne zdania.
Zostałam zganiona również za to, że nie czytam bloga pani Senyszyn. No, nie czytam, podobnie jak nie czytam Migalskiego, a nawet Palikota. Gdy jest coś skandalizującego - zaraz będzie to we wszystkich informacjach, bo portale internetowe nie wyżyłyby dziś bez blogów. Często informacje to tylko kawałki blogów.
Wodniku53 - nie słyszałam Gowina mówiącego, że można swobodnie inwigilować tych, którzy się nam nie podobają. Jeżeli tak powiedział, to skandal, choć podobne praktyki zdarzają się w różnych krajach, tyle że raczej są sprawą wstydliwą. Nie wiem, czy z tym “J’accuse” trochę pan nie przesadził, chociaż wszystkie poruszone kwestie są ważne. Stosunek PO do PRL i antykomunizm, zwłaszcza radykalny, w szeregach tej partii jest raczej śmieszny, gdyż to pole zajmuje PiS. Jeśli chodzi o media, solidaryzuję się z przytoczonym stanowiskiem prof. Ewy Łętowskiej. Staram się nie wpisywać do tego frontu wydającego apriorycznie wyroki.
Dyskusja o SLD i Napieralskim czy wyższości Olejniczaka nad Napieralskim i na odwrót wymagałaby oddzielnego skwitowania, ale będzie już niedługo okazja, by coś napisać, bo 19 grudnia ma być konwencja programowa.
Co do sporu wokół projektów ustaw SLD, to chyba Karwoj81 ma rację. Za czasów LiD pojawiło się sporo projektów i to ważnych - oddzielenie stanowiska prokuratora generalnego, CBA, głównym autorem był chyba prof. Widacki, może wspólnie z Ryszardem Kaliszem, był też Kodeks wyborczy posła Gintowta - Dziewałtowskiego. Ale teraz już takich projektów nie ma. Napieralski zapowiadał nową ustawę o finansowaniu mediów publicznych, ale jakoś nie pojawiła się. Może jednak nie chcą finansować obecnej, w sporej części pisowskiej, telewizji?
Woltronie, kto bez przerwy występuje w publicznej telewizji - to widać. Towarzystwo jest raczej ideowo zgrane i z góry wiadomo, co powie, co gdzie napisze. Tu już zaskoczeń nie ma.