15.04.2014
wtorek

PiS policzy sobie głosy

15 kwietnia 2014, wtorek,


Szef sztabu wyborczego PiS, poseł Andrzej Duda, oznajmił, a prezes Kaczyński potwierdził, że PiS samodzielnie policzy głosy w wyborach. Na początek w europejskich. To niebezpieczna dla demokracji inicjatywa.

Inicjatywa pilnowania wyborów przez PiS nowa nie jest, przywołuje się ją coraz częściej, w miarę jak kolejne wybory partia ta przegrywała – utrwalenie wizji, że następne mogą zostać sfałszowane, jest miła, przynajmniej utrwali w elektoracie przekonanie, że cała otaczająca go rzeczywistość jest wroga.

Dotychczas było to jednak tylko „pilnowanie”, czyli – jak rozumiem – stróżowanie w komisjach wyborczych, czy ktoś czegoś nie dosypuje. Każda partia ma prawo do swojego obserwatora w lokalu wyborczym i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie coraz wyraźniejsze sugestie, przechodzące nawet w pewność, że chodzi o możliwość fałszerstw. Jednak pierwszy raz padł pomysł samodzielnego, alternatywnego policzenia głosów i w ślad za tym zapewne ogłoszenie alternatywnych wyników. Jak owo liczenie będzie się odbywać już w trakcie głosowania – bo tak rozumiem zapowiedź sztabowca, gdyż celem ma być skonfrontowanie własnego wyniku z późniejszymi oficjalnymi danymi PKW – tego nie wiem. Na tę okoliczność ma powstać system, który zapewne ujawniony nie będzie. Ale jak jest system, sprawa wygląda poważnie.

To, co PiS opowiada o wyborach, też jest poważne i to bez względu na to, czy tysiące aktywistów partii Jarosława Kaczyńskiego stanie czujnie przy każdej urnie, czy nie, aby pilnować ich od rana do wieczora, a nawet do rana (jeśli komisje wywieszą później swoje sprawozdania, co zawsze jest podejrzane, bo jeśli wyniki wywieszają późno, to może kombinują?).

Przecież w takich zapowiedziach najmniej chodzi o owych aktywistów. Chodzi o klimat, o ten wymarzony klimat ciągłego zagrożenia i osaczenia prawdziwych Polaków, prawdziwych patriotów, którzy już prawie witają się z władzą, aby naród wreszcie uszczęśliwić, tyle że jakieś niecne knowania mogą w ostatniej chwili pozbawić PiS triumfu.

To, co ta partia opowiada o możliwości sfałszowania wyborów i własnym alternatywnym liczeniu, dobrze wpisuje się w cały projekt budowy pisowskiego alternatywnego państwa: swoje gazety, swoja telewizja (już raz ten eksperyment na mediach publicznych przeprowadzono, ale skutkiem nieudolności skończył się klapą), swoja prokuratura, bo do tego przecież sprowadza się postulat powrotu prokuratury pod kuratelę partyjnego ministra sprawiedliwości. I dalej: swój Trybunał Konstytucyjny (próby podjęto za rządów PiS), swoja jakaś akademia nauk, która będzie nadawała tytuły i dyplomy swoim naukowcom (rzecz zapowiedziana w programie partii), swoje święta itp.

Paradoks polega na tym, że wszystko, co niezależne od PiS, jest PiS-owi z natury obce. Naprawdę niezależne w oczach działaczy tej partii może być tylko to, co pochodzi z nadania PiS. Tak więc jeśli dodamy alternatywne liczenie głosów, to mamy kolejny element alternatywnego państwa i delegitymizowania obecnego, co przecież jest jak najbardziej jawnym celem tej partii, nie bez powodu zwanej czasem pozasystemową.

Tymczasem jeśli coś nam się rzeczywiście udało w minionym ćwierćwieczu, to właśnie wybory. Nie było prób podważenia wyników żadnego z dotychczasowych. Nie było zarzutów fałszowania, a jeśli były takie próby, jak w przypadku wyboru Aleksandra Kwaśniewskiego na urząd prezydenta, to ostateczna decyzja zapadła przed sądem, jak w demokratycznym porządku przystało. Rozprawa z 1995 roku była zresztą wielką lekcją demokracji, dziejącą się na oczach wszystkich zainteresowanych obywateli, dzięki bezpośredniej transmisji telewizyjnej. Nie kwestionowano wówczas zresztą liczenia głosów.

Nacisk położono na to, że wyborcy zostali przez kandydata wprowadzeni w błąd poprzez podanie przez niego nieprawdy w informacji o wykształceniu. Nie walczono więc z PKW, z ogłaszanymi przez nią wynikami, choć w latach późniejszych próbowano wojen podjazdowych z poszczególnymi członkami komisji. Nigdy jednak nie podjęto poważnej próby delegitymizacji tej instytucji. Teraz taką próbę się zapowiada.

Niezależnie od ciekawości, jak PiS będzie alternatywnie liczył głosy i jaki poda wynik, sama inicjatywa jest dla demokracji niebezpieczna. Od dawna dość beztrosko patrzymy na tę budowę alternatywnego państwa jak na jakiś twór pokraczny, zrodzony z politycznej frustracji. Ale kto mógł przypuszczać, że tylu uwierzy w zamach pod Smoleńskiem, skoro od początku było wiadomo, że to wielka, bo wielka, ale katastrofa lotnicza.

Podważenie zaufania do wyborów też może się powieść, bo np. kolejna przegrana PiS, o ile do niej dojdzie, dla wyborców tej partii będzie zupełnie niezrozumiała. Przecież jesteśmy tacy wspaniali, jesteśmy takimi patriotami – a takiego wodza, czy nawet dwóch wodzów, bo przecież do Jarosława dołączył Antoni, niezawodny Antoni – to jednak nasi wrogowie wygrywają! To jest możliwe tylko przez fałszerstwo. Może niech więc zawczasu ksiądz Małkowski jakieś egzorcyzmy odprawi i demokrację jednak uratuje?

9.04.2014
środa

W sprawie Smoleńska niezbędna rządowa Biała Księga

9 kwietnia 2014, środa,

Wraz z czwartą rocznicą katastrofy smoleńskiej temat jej przyczyn znów stał się gorący – co było do przewidzenia. Nie ma takiej siły, by PiS swoje „zamachowe” insynuacje odpuścił. Przeciwnie, mataczy coraz bardziej.

Im rzeczowych argumentów mniej, a te ostatnio padały jeden za drugim w zderzeniu z faktami, tym mataczenia więcej potrzeba. Do boju ruszył więc nie tylko Antoni Macierewicz, wspierany przez kilka rodzin smoleńskich (przedstawianych nieprawdziwie jako „rodziny smoleńskie”, czyli pewna całość, choć akurat większość z nich od tej walki politycznej chce trzymać się z daleka). Za nim oczywiście ruszył też cały zastęp dziennikarzy, określających się dumnie „niepokornymi”, choć powiedziałabym, że są głównie niepokorni wobec rozumu, a wyjątkowo pokorni wobec politycznego dysponenta lub poglądów, które czarne każą nazywać białymi. To jest stan chorobowy, nieuleczalny, i tak już zostanie. Front jest, to na froncie się walczy, a że fakty mówią co innego, tym gorzej dla faktów.

Czytaj całość →

14.03.2014
piątek

Bać się wojny czy nie bać?

14 marca 2014, piątek,

„Kalemba ofiarą Putina” – czytam w dzienniku wydawałoby się poważnym, bo przecież noszącym dumny tytuł „Rzeczpospolita”, i już sobie myślę, że ten rosyjski prezydent, czarny charakter ostatnich dni, jest jednak wszechstronny nadzwyczajnie. Nie dość, że ma na głowie Krym, a także całą Ukrainę i jeszcze potencjalny konflikt globalny, że dzwonią do niego najważniejsi przywódcy światowi, aby się nieco miarkował – ma jednak czas, by utrącić nam ministra rolnictwa. W dodatku nie tak specjalnie ważnego, skoro początkowo nie chciał go za bardzo nawet premier Tusk. Czytaj całość →

1.02.2014
sobota

Premier w zaspie

1 lutego 2014, sobota,

W walkę z zimą zaangażował się osobiście premier Tusk. Premier na konferencji prasowej o podręcznikach dla pierwszej klasy dowiedział się, że na Lubelszczyźnie panuje klęska zimowa, o czym nie wiedział, bo bywał poza granicami, ale skoro już się dowiedział, to najpierw wezwał na dywanik panią wojewodę i kazał jej z zimą walczyć porządnie. Czytaj całość →

30.12.2013
poniedziałek

Macierewicz znów niewinny

30 grudnia 2013, poniedziałek,

Nie będzie wniosku o uchylenie immunitetu Antoniemu Macierewiczowi, bo Prokuratura Apelacyjna w Warszawie orzekła, że wprawdzie raport z likwidacji WSI jest dokumentem publiczno-prawnym, i choć wcześniej sąd uznał, że Macierewicz jako szef komisji weryfikacyjnej był funkcjonariuszem publicznym, to jednak raport nie jest dokumentem w świetle art. 271 kodeksu karnego. Nie jest więc dokumentem urzędowym, a tym samym poświadczenie w nim, na przykład nieprawdy, nie ma żadnego znaczenia. Czytaj całość →

28.10.2013
poniedziałek

Kilka wspomnień o czasach i chwilach, jakie już się nie zdarzą

28 października 2013, poniedziałek,

Bardzo trudno dziś powiedzieć coś o Tadeuszu Mazowieckim, gdyż wokół wszyscy mówią, wspominają, podnoszą zasługi. Cenią Go nawet ci, którzy wcześniej nie cenili albo przynajmniej nie doceniali. Ja też – przyznaję – nie doceniałam, przynajmniej na początku. Oczywiście przeżywałam sejmowe przemówienie z ową przerwą na zasłabnięcie, ale nie jestem pewna, czy zdawałam sobie wówczas sprawę, co tak naprawdę znaczy objęcie przez niego funkcji premiera, jak głęboka nastąpi w Polsce zmiana. Dopiero w grudniowe wieczory i noce 1989, kiedy komisja kierowana przez posła Andrzeja Zawiślaka kończyła prace nad pakietem ustaw Balcerowicza, zaczynało docierać do nas, sprawozdawców sejmowych, że naprawdę dzieje się coś wyjątkowego, niepowtarzalnego, że jesteśmy przed skokiem nieznane, który nie wiadomo czym się skończy. Pamiętam taką wieczorną rozmowę z Karolem Modzelewskim, wówczas senatorem, który uważał, że niektóre z tych ustaw są nie do przyjęcia (konsekwentnie głosował zresztą potem przeciwko dwóm czy trzem). W podziemnym korytarzu, łączącym sejmową salę z restauracją, trzymał mnie za klapy kostiumu prawie krzycząc: to doprowadzi do rewolucji! w Polsce wybuchnie rewolucja! Gdy wychodziło się w Sejmu w zimną grudniową noc dreszcze biegały po plecach na myśl, co może się stać tego 1 stycznia 1990, kiedy wejdzie w życie plan Balcerowicza. I tylko premier wydawał się spokojny. Czytaj całość →

24.09.2013
wtorek

W oparach absurdu

24 września 2013, wtorek,

Wspinamy się na szczyty. Na szczyty absurdu, groteski, politycznej hucpy. – Nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi znaleźć się w sytuacji tych, którzy niedawno byli prześladowani za prawdę katyńską. Dziś czuję się ich spadkobiercą i to jest zaszczyt – wyznał tygodnikowi  ”W sieci”  prof. Wiesław Binienda, czołowy smoleński ekspert od Macierewicza. I a propos „katyńskiego kłamstwa” snuje dalej pełną napięcia i zarazem grozy opowieść, że „niemalże ci sami ludzie, których terroryzowano i wyciszano w tamtej sprawie teraz są poddawani podobnej obróbce”.

Czytaj całość →

9.09.2013
poniedziałek

Podkarpacka twierdza PiS umocniona

9 września 2013, poniedziałek,

Nie da się pomniejszyć zwycięstwa PiS na Podkarpaciu, bo przecież  w tym starciu gra toczyła się o sprawę w gruncie rzeczy bez znaczenia, czyli o mandat senatorski, który nic w układzie politycznym nie zmienia. Chodziło wyłącznie o symboliczny przekaz generalny, a nie o procenty frekwencji czy o to, ile uzbierają inni, zwłaszcza jednoprocentowi kandydaci. Czytaj całość →

3.09.2013
wtorek

Powrót smoleńskich upiorów

3 września 2013, wtorek,

Prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk jako pierwszy, po wakacyjnej przerwie, postanowił wrócić do Smoleńska. Wyprzedził w tym nawet Antoniego Macierewicza, którego PiS na razie dość skrzętnie chowa, aby nie psuć ogólnego wizerunku partii i coraz lepszych notowań w opinii publicznej. Czytaj całość →