1.05.2014
czwartek

Etosowiec Piskorski i cwaniak Tusk

1 maja 2014, czwartek,

Paweł Piskorski postanowił wcielić się w nową rolę – pierwszego naiwnego polskiej polityki. Przez kilka dni biegał po mediach, bardzo z siebie zadowolony. Trudno się dziwić, bo to kampania wyborcza, w której on wreszcie startuje, by dowodzić, że przecież nie mówi niczego nadzwyczajnego, tylko opowiada o tym, co było, o czasach, które warto ocalić od zapomnienia.

Warto przede wszystkim ocalić od zapomnienia fakt, że partia Donalda Tuska, czyli Kongres Liberalno-Demokratyczny, brała pieniądze od niemieckiej CDU, od podejrzanych biznesmenów, z których większość miała potem kłopoty z prawem. Szczególnie brał Tusk, bo wziął pożyczkę na dom i pożyczał bardzo dobre samochody, a generalnie liberałowie brali na biuro w hotelu Mariott, a na kampanie wydawali miliony dolarów.

Pożyczka na dom czy pożyczane samochody, a nawet biuro w Mariocie jakoś już nikogo nie ruszają – zwłaszcza że powszechnie wiadomo, iż Tusk od lat ma niewielkie mieszkanie w Sopocie – ale niemieckie pieniądze i owszem. To jest news! Finansowy dziadek z Wehrmachtu natychmiast musiał stać się przedmiotem ogólnomedialnej i ogólnopolitycznej debaty.

PiS zażądał komisji śledczej, Gowin zapowiedział, że udaje się pod ambasadę niemiecką, by pokazać „niemiecki start up Tuska”, a Palikot wysunął śmiałą tezę, że rzecz trzeba dogłębnie wyjaśnić, bo przecież premier może być szantażowany. „Babcia z Wehrmachtu prosi o zwrot pieniędzy dziadka” – skomentowała (rysunkowo) „Rzeczpospolita”.

A Piskorski jest zdziwiony, on przecież niczego wielkiego nie powiedział, zresztą nie wie, jak było, trzeba pytać Jana Krzysztofa Bieleckiego, który te pieniądze pewnie brał i zupełnie nie rozumie, dlaczego z powodu jednego zdania w książce taki raban. On napisał rzecz naukową, a nie polityczną. – We Francji byłaby to rzecz naukowa – wyjaśnił z całą powagą w jednym z rozlicznych wywiadów.

Tak więc Paweł Piskorski wraca do polityki jako naiwniaczek, który nie wie, co się dzieje, jak się politykę robi, jak się robi kampanie medialne, choć w książce „Między nami liberałami” nie szczędzi sobie, jako wyjątkowo skutecznemu szefowi, najrozmaitszych kampanii, pochwał. Po prostu bez niego nic by się praktycznie nie zdarzyło. Nie jestem specjalistką od kampanii wyborczych, ale wiem, jak narodził się „dziadek z Wehrmachtu”, bo jestem współautorką (wraz z Jerzym Baczyńskim) pierwszej książki o środowisku gdańskich liberałów, w której Tusk, opowiadając o swoich kaszubskich korzeniach, mówi, że w jego domu mówiło się po niemiecku, a na podwórku zdarzało się, że wyzywano go od hitlerowców.

Nie było więc w tym nic wielkiego, w dużym wywiadzie znalazł się przecież tylko jeden akapit, ale szybko cytowały go obficie wszystkie rydzykowe media. Zaczęła się szeptanka, że Tusk to Niemiec i był już tylko krok od powstania dziadka z Wehrmachtu w całej okazałości. Nie wiem, jak powstał mocno podkręcony, nie tylko okładką, ale także doborem cytatów, artykuł w tygodniku „Wprost”, ale jakoś nie wierzę, że bez udziału Piskorskiego.

Z całej książki widać, że dziennikarz i polityk są zaprzyjaźnieni, czego zresztą nie ukrywają, a więc trudnych dla Piskorskiego pytań nie ma, są takie, które są dla niego wyjątkowo wygodne – zwłaszcza zaś dużo w rodzaju: no a Tusk? – i pozwalają Piskorskiemu rozwijać się w temacie, że Tusk to nielojalny leń. I Piskorski oczywiście wiedział, jak takie jedno zdanie zadziała. Nie bez powodu Palikot, z którego listy startuje, od razu wyskoczył z tym niemieckim szantażem, czyli jeszcze bardziej sprawę podkręcił. Niech więc Piskorski pierwszej naiwnej nie udaje.

Ponieważ nie lubię wypowiadać się w sprawach, których nie znam, przeczytałam książkę „Miedzy nami liberałami”. Licznych dyskutantów, którzy nie czytali – o czym mówią publicznie, ale debatują namiętnie o niemieckich pieniądzach dla KLD – zapewniam, że nie jest to wyzwanie wielkie. Rzecz można przeczytać w trzy godziny, jeśli ktoś jest mniej wprawiony w czytaniu, zajmie mu to ze cztery. Na dodatek jest to książka w dużych fragmentach ciekawa: ze względu na sposób opowieści Piskorskiego o sobie i Tusku, a także o kilku wydarzeniach (zjazd UW, na którym wycięto liberałów, powstanie PO, droga do POPiS-u, rozmowy przy piwie z Lechem Kaczyńskim jako prezydentem Warszawy, który setkami słał zawiadomienia do prokuratury o przestępstwach ekipy Piskorskiego), choć nie o wszystkich.

Np. zupełnie pominięty jest wątek przejmowania przez Piskorskiego Stronnictwa Demokratycznego z jego pokaźnym majątkiem, co było wyjątkowo sprawną operacją, która jednak spodziewanej pozycji politycznej nie przyniosła. Prawie zginęła prezydentura Warszawy, bardzo oględnie o wszystkich zarzutach, bo nawet jeśli w większości okazały się nieprawdziwe (część się przedawniła), to jednak były i miały wpływ na szybki koniec kariery politycznej Piskorskiego.

Ta książka ma dwóch bohaterów – dobrego, etosowego i na dodatek diabelnie skutecznego Piskorskiego oraz złego Tuska. Bez Piskorskiego nie byłoby żadnej wygranej KLD (kiedy go odsuwano, Kongres przegrywał, mimo że miał do dyspozycji miliony dolarów – oczywiście Piskorski nie wie, skąd ta partia miała pieniądze, choć widział jakieś reklamówki wypchane forsą), a potem Unii Wolności, nie byłoby PO. To on miał zaufanie Balcerowicza, Geremka, Olechowskiego, on wiązał wszystkie nici, a Tusk siedział sfrustrowany i nic nie robił (czasem robił albumy o Gdańsku, które prezydent Adamowicz z litości kupował, żeby mieć prezenty dla gości miasta), wyjąwszy palenie cygar i picie wina, co było jego prawdziwą namiętnością.

Piskorski zaś był tak zapracowany, że czasem wpadał na jedno cygaro i musiał lecieć dalej, bo prezydentura Warszawy, bo partia, bo robota. No owszem, miał Tusk dar nawiązywania bezpośredniego kontaktu z ludźmi, dobrze przemawiał, był nawet nieźle wykształcony i umiał czarować, ale był nieufny, nielojalny, leniwy, absolutnie nie nadawał się do rządzenia, co zresztą do dziś widać.

Najlepiej zaś posiadł sztukę zabijania konkurentów, czego Piskorski sam doświadczył. Na dodatek mylił się, a Piskorski pomylił się tylko raz, kiedy zgodził się, aby szefem Platformy został Płażyński, którego Tusk łatwo usunął. Powinien był wywalczyć to miejsce dla Olechowskiego, wtedy cała historia, być może nawet Polski, a nie tylko jego osobista, potoczyłaby się inaczej.

Powiem, że mnie osobiście szkoda, że kariera tego jednego z najzdolniejszych polityków młodego pokolenia potoczyła się tak, jak się nieszczęśliwie potoczyła. Dawałam temu wielokrotnie publicznie wyraz i należałam do nielicznej grupy dziennikarzy, którzy nie poddali się fali oskarżeń, jakie spadały na Piskorskiego, nie uczestniczyłam w tej nagonce inicjowanej m. in przez „Wprost”. Uważałam, że był dobrym prezydentem Warszawy, choć być może nie aż tak dobrym, jak sam uważa.

Bardzo ceniłam jego zastępcę Wojciecha Kozaka, który po latach bzdurnych pomówień został wreszcie oczyszczony z zarzutów, ale jakoś nie zauważyłam, by Piskorski go w trudnych latach wspierał (teraz w książce go chwali), choć sam nie wylądował aż tak źle. Mimo licznych zarzutów i niszczącej kampanii medialnej został kandydatem PO do Parlamentu Europejskiego, ale zdobył dla partii mało głosów.

Nie wyleciał na bruk, zdążył jeszcze zalesić trochę terenu za unijne fundusze, co było zgodne z prawem, ale jednak – jak na polityka już wówczas uważanego za zbyt sprytnego (bo te wielkie wygrane w kasynach i handel antykami dla opinii publicznej były jakoś przekonujące) – trochę nieostrożne.

Widziałam dziennikarskie manipulacje przy kreowaniu tak zwanej afery mostowej, nie naigrawałam się z tunelu wzdłuż rzeki, co było przez lata ulubionym zajęciem dziennikarzy i polityków, bo przekonywał mnie plan sprowadzenia Warszawy nad Wisłę (dziś mamy dzięki temu Centrum Nauki Kopernik). Czy PO obeszła się z Piskorskim źle?

Moim zdaniem nie najlepiej, ale też sam się trochę o to prosił. W narastającej atmosferze podejrzeń o korupcję, w histerii związanej z aferą Rywina, jego młoda, miejska drużyna „piskorczyków” z wielką pewnością siebie zbierająca się przy cygarach i piwie, nie robiła najlepszego wrażenia, że się wyrażę najdelikatniej jak potrafię.

Piskorski przekonuje, że napisał pracę naukową, z której można czerpać wiedzę. Otóż nie jestem pewna. Sama mogę napisać kilka sprostowań. Jedno dotyczy Tuska jako fundatora kapitalizmu politycznego przy okazji likwidacji RSW Prasa – Książka – Ruch. – Niech Tusk nie uczy moralności, bo sam nie jest święty – to jedno z przesłań książki „Między nami liberałami”. Dowodem ma być sprzedaż „Życia Warszawy”, na co Tusk jako członek Komisji Likwidacyjnej miał wpływ. Tusk nie dał „Życia” Krajowej Izbie Gospodarczej z Andrzejem Arendarskim na czele, bo bał się, że Arendarski zbyt urośnie, także finansowo, a on wolał, by ten kwitnący tytuł, dający takie dochody,  dostał posłuszny mu Tomasz Wołek.

– To było w ramach podziału tortu i Tusk bierze w tym udział, niech więc nie udaje – pisze Piskorski. Otóż Piskorski się myli. Pracowałam wtedy w „Życiu Warszawy”, byłam przewodniczącą SDP, opowiadałam się za ofertą KIG. Była najlepsza, dawała szansę na uratowanie tytułu, bo wówczas nie była to już „kwitnąca” gazeta, choć miała jeszcze monopol na ogłoszenia drobne. Rozmawiałam na temat sprzedaży tego tytułu ze wszystkimi członkami Komisji Likwidacyjnej i to nie był tytuł, który miał przypaść liberałom. Maciej Szumowski, mój przyjaciel, jeden z członków Komisji Likwidacyjnej, był w rozmowie ze mną najbardziej szczery, kiedy powiedział: nie masz się co starać, podział jest zrobiony u premiera Mazowieckiego – Kaczyński dostanie „Ekspres Wieczorny”, wówczas rzeczywiście jeszcze kwitnący i z wielkimi nieruchomościami, a grupa Halla weźmie „Życie”. Tak to wtedy było.

Tomasz Wołek zakładał w redakcji partię, czy może frakcję, dla Aleksandra Halla. Jako kierująca działem politycznym drukowałam wtedy komentarze jego politycznych przyjaciół – Kazimierza Michała Ujazdowskiego, Rafała Matyi. Nie było nikogo z liberałów. Kto chce potwierdzenia mojej wersji, może zajrzeć do pierwszego wywiadu rzeki z Jarosławem Kaczyńskim – „Druga strona medalu” (wywiad przeprowadzała Teresa Bochwic). Tam znajdzie czarno na białym, że polityczny deal był taki: Kaczyńscy biorą „Ekspres”, a grupa Halla – „Życie Warszawy”. Kaczyński mówi o tym wprost.

Myli się także Piskorski, kiedy opowiada, jak to Wałęsa narzucał Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu skład rządu. Coś pewnie narzucał, ale z pewnością nie było tak, że narzucił Henryka Majewskiego na szefa MSW. Wałęsa proponował to stanowisko Krzysztofowi Kozłowskiemu – ten jednak odmówił, bo odchodził wraz z Mazowieckim – i znalazł się w kropce, ponieważ nie miał żadnego kandydata.

Kozłowski podsunął, aby szefem MSW został Jerzy Zimowski, ówczesny wiceminister, który zresztą z Bieleckim miał bardzo dobre kontakty. Wałęsa i Bielecki przystali chętnie, ale Zimowski pokazał (dosłownie) gest Kozakiewicza. Wiem, bo Kozłowski wielokrotnie o tych perypetiach opowiadał, a ponadto Jerzy Zimowski był moim życiowym partnerem, a potem mężem. Dopiero potem znaleziono Henryka Majewskiego. Generalnie mam wrażenie, że o tym początku lat dziewięćdziesiątych, czyli właśnie czasie „finansowego dziadka z Wehrmachtu”, Piskorski wie w gruncie rzeczy niewiele, o wiele lepiej porusza się w latach późniejszych.

Do tych lat mogłabym wnieść sporo innych sprostowań, aby dowieść, że Piskorski ma w gruncie rzeczy wiedzę pobieżną, gazetową. I dlatego jedynym „soczystym” kawałkiem są te pieniądze. Jeśli jednak ich wiarygodność jest taka sama jak sprzedaż „Życia Warszawy”, to mam do autora wyjątkowo ograniczone zaufanie. I jedno przekonanie – że chciał uderzyć w Tuska boleśnie, a wiedział, że najlepiej zrobić to przy pomocy niemieckiego upiora.

Piskorskiemu rola pierwszej naiwnej w polskiej polityce doprawdy nie przystoi. W tym stroju jest mu stanowczo nie do twarzy.

Komentarze: 125

Dodaj komentarz »
  1. Szanowna Pani Redaktor
    Paweł Piskorski, to dobry uczeń, podpatrzył nauczyciela i jego siepaczy, np. przy sprawie kandydowania Cimoszewicza na funkcje Prezydenta RP. A jakimiz to metodami posługują się właśnie żołnierzyki Premiera Donalda Tuska w stosunku do Janusza Korwina-Mikke?
    Powiem Pani tak, „jednymi nabić, drugimi wystrzelić”. Na wymioty zbiera się i tyle.
    Pozdrawiam, Nemer

  2. Do czego to mogą posunąć się politycy, żeby osiągnąć cel, po trupach do celu nie zważając na nic, ani na nikogo, najważniejszy cel – mandat europosła. Obrzydliwość

  3. Szkoda Pani felietonu.Oczywista oczywistośc.Mierzwa.
    Pan Migalski w tej mierzwie ostatnio się odznaczył.O ile można odznaczyc się w mierzwie.
    Był bym ciekawy czy jakiś „instytut” będzie w stanie policzyc koszty eurowyborów przypadające na jednego głosującego w Polsce.A może Eurostat to policzy.Jezeli policzy to bedzie to najlepsza ilustracja jakości polskiej mierzwy.

  4. Zfłaszam uwagę. Może przeoczyłem, ale nie widzę informacji o tym, że to wszystko mały pikuś w stosunku do (jak powszechnie wiadomo) przekrętów SLD.

  5. Ileż było rakietowych wręcz karier młodych ludzi w czasach transformacji……
    Ta część która odeszła w nicość w trakcie walk partyjnych, przetasowań, dzielenia się frakcji, ocaliła przynajmniej dobre imię.

    Ci którzy w polityce czy na jej obrzeżach zaś pozostali, jakże często objawiają swoją małość, interesowność, prymitywizm….
    Poniosła ich fala zmian, często bardzo wysoko, a powinni tkwić w mule dennym, bo tam ich miejsce.

  6. Indoor Prawdziwy
    1 maja o godz. 21:35

    Już dawno to rozstrzygnęła jakaś pani redaktor:
    „im wolno mniej”……..
    Dlaczego?
    Bo TAK!!!

  7. Dla mnie zwykłego obserwatora wydarzeń politycznych, Piskorski kłamał o źródłach swoich dochodów z równą bezczelnością, z jaką dzisiaj kłamie Putin w sprawie Ukrainy. Skoro jednak partia PO umożliwiła mu wygodny fotel w parlamencie UE, to nasuwa się jednak pytanie o powód takiego wyróżnienia człowieka, który opuszczał stanowisko prezydenta Warszawy jako milioner. Mogło być tylko tak, że PO nie chciała być identyfikowana ze skorumpowanym Piskorskim, albo on faktycznie ma na swoich byłych kolegów kompromitujące papiery. Jakkolwiek by nie było, musimy się zgodzić, że tamte czasy sprzyjały różnym ciemnym interesom robionym przez polityków, a przetrwali na szczycie tylko ci, którzy nie zostawiali śladów. Dzielono wtedy publiczny majątek i jedni brali władzę polityczną, a inni fabryki. Kaczyński chciał ten podział poprawić w IV RP, bo uważał się za poszkodowanego, ale zabrakło mu sprytu, a przede wszystkim profesjonalnego zaplecza. Piskorski czuje, że nic już w polityce nie zdziała, więc postanowił odebrać Tuskowi jakąś część tego, czego sam już jeść nie będzie. Dla mnie jest on osobnikiem wyjątkowo odrażającym i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś taki miał choćby śladowy wpływ na prace parlamentu UE. Boleję nad tym, że ulokował się w obrębie TR, bo będę głosował na Kutza (jak już gdzieś powiedziałem, jego wiek mi nie przeszkadzam, oddałbym na niego głos nawet gdyby był nieżywy).

  8. Nagonka na Piskorskiego jest dość absurdalna – jakby nagonka na Masę, że sypie mafię pruszkowską. Wygląda na to, że rewizje u niego i rodziny nie dotyczyły tylko antyków i starodruków. Ten jego majątek to miedziaki przy dobrach np. Adamowicza czy Bieleckiego.

    Warszawa ( wtedy bez funduszy unijnych i przymusowego wykupu gruntów ) sporo mu zawdzięcza. Tyle, że Trasa Siekierkowska dzięki niejakiej Piterze kojarzy się z przekrętem, zamiast sukcesem jego prezydentury. Wynagrodzonej idiotycznym ministerium, teraz jedynką na Mazowszu. Taka jest dzisiaj platforma Tuska.

  9. Piskorski? To przecież jeden ze swojaków, kombatant. Mógłby również być prezydentem, zamiast Komorowskiego. Jedna sitwa. To już lepiej o Putinie.

  10. Miło widzieć, że Pani Paradowska wierzy w Tuska ostatnio wzmocnionego pewnym wielbicielem Pinocheta z PiS-u.

    Ps. Ale modlitwę do Tuska ułożyła Pani nieco przydługawą, zasypia się już po przeczytaniu zaledwie szóstej zwrotki, a cała apologia liczy chyba 25 strof…

  11. Dziękuję Pani za ten artykuł. Jak zwykle opiera się Pani na faktach i na dobrej pamieci a nie na plotach i kompletnej niewiedzy jak większość Pani koleżenstwa po fachu. Szkoda tylko, ze ta rzetelna szkoła dziennikarska jest w zaniku. Dużo zdrowia i wielu lat pisania o naszym politycznym poletku życzy Pani stała czytelniczka.

  12. Trójkąt to geometrycznie najbardziej stabilna figura.
    Czy nie uważacie Państwo ze Gowin , Kaczyński i Piskorski tworzą coś do trójkąta podobnego ?
    Ponieważ w jedności siła więc KUPĄ MOŚCI PANOWIE.
    Weżmy sprawę w swoje ręce
    Jest okazja wreszcie dołożyć temu od kominów .
    Brak tylko tego co ta figurę pobłogosławi i nada jej szacowną kadzidlaną otoczkę.
    Ale jakby poszukać to w Toruniu ktoś taki się znajdzie – Gawin drogę zna , Piskorski potrafi robić szufladki a Kaczyński wyszlifował bruki w drodze na Krakowskie.
    Więc jeśli nie ONI to KTO ?
    Jeśli nie teraz – to kiedy.
    uklony

  13. Paweł Piskorski – lat 46 ,lista parti Gowina do Europaralmentu pozycja nr1 – Zachodniopomorskie .
    Skorzystałem Dr Googla i pozwalam sobie na kilka informacji przybliżąjącym tą głośna karierę polityczną Nowej Polski .Oczywiście z NSZ – to kadrowe zagłębie .
    Miał 23 lata kiedy ( student wydziału Histori UW ) został w 1991 posłem na Sejm I kadencji ( komisje Gospodarcze i budżetu oraz Spraw Zagranicznych- a kwalifikacje ? -czy to może mieć znaczenie )
    W tym samym roku został przewodniczącym Fundacji Polsko -Niemieckiej mającej na celu tworzenie ,budownie nowych stosunków z Niemcami , był tym szefem do 1994 roku .
    w 1993 uzyskał dyplom mgr Histori na Uniwersytecie Waszawskim .
    Kucze Blade ! wysyp Historyków we władzach Nowej Polski tłumaczy ich nieudolność w Gospodarce i jest moim zadniem jedna z przyczyn BŁĄDZENIA przez te 25 lat.
    Czy Paweł Piskorski ma zwiazki z regionem Zachodniopomorskim skąd ubiega się o mandat do Europarlamentu ?
    Tak ma , ( pisze o tym Nasza Gospodyni ) . Po roku 2004 kiedy został wybrany do PE w 2005 stał sie posiadaczem 320 hektarow ziemi pod zalesienie ( takie szybko rosnace drzewa do wyciecia ) i… dopłaty zUE.
    Nabycie tej ziemi miało go kosztowac 1,25 milona zlotych i zaczeła sie „wirówka ” z Piskorskim .
    Później ,czas w którym przejmował Stronnictwo Demokratycze ( nieruchomości nie ruszone po 1989 roku ) świadaczy o sprycie i zapobiegliwości tego pana .Nie wiem czy i za ile sprzedał te nieruchomosci SD , ale miał takie zamiary
    .W Szczecinie taka fajna poniemiecka wielka willa stoi przy al. Wojska Polskiego ( centrum miasta)
    Tym wpisem red. Janina Paradowska dała nam blogowiczom szanse pisania o wyborach 25 maja ,-ale to innym razem .
    Paweł Piskorski , tu od Gowina zadniem moim bez szans a wybór.

  14. zezowaty
    2 maja o godz. 10:06
    Dobre!
    Jeśli w ten trójkąt wpisać ”Oko”, to ojciec dyrektor machnie kropidłem i to z rozmachem.

  15. „Cosik” mi podpowiada,że ojcem (nie)chrzestnym „naukowego dzieła” Piskorskiego jest Palikot.Chyba?Chyba,że inteligentnemu i sprytnemu Pawłowi bozia rozum odebrała.

  16. zezowaty
    2 maja o godz. 10:06

    Jak to dobrze, że zezowaty nie wie, kto błogosławi i kadzi Tuskowi, jacy biskupi go popierają, choćby sam Nycz, że nie wspomnę o Dziwiszu, do którego Tusk osobiście pofatygował się z kolędą. Szef największej polskie partii idzie do arcybiskupa z prośbą – toż to dopiero gratka dla zezowatego, gdyby raczył nie być wybiórczy.

    Ps. A o liście działaczy PO do proboszczów, liście mówiącym o finansowaniu kleru z publicznych pieniędzy za poparcie w wyborach; a o finansowaniu kleru publicznymi pieniędzmi przez ministra z PO Zdrojewskiego itd. itp. to zezowaty nie wie, czy udaje, że nie wie, a może uważa, że to dobrze, gdy Tusk z zamian za błogosławieństwo przez biskupów z publicznych pieniędzy wspiera kler…

  17. Atalia
    Co zabrakło chętnych do rozmowy u Hartmana i teraz szuka się ich u P. Paradowskiej ?
    Co zezowaty wie to jego – nie musi u Atalii szukać potwierdzenia że najłatwiej sięgać lewą ręka do prawej kieszeni i w dodatku cudzej.
    Mam swoje lata i z doświadczenia własnego wiem ze że lepiej nie kłócić się z ”mędrcami inaczej” bo widzowie mogą nie rozpoznać HU IS HU.
    oczywiście – uklony

  18. Ongiś o Kongresie Liberalno – Demokratycznym mówiło się ( zwłaszcza w tzw. kręgach politycznych) : – aferały. Czy to okreslenie tylko złosliwością dyktowane było czy też „coś na rzeczy” miało ?
    Jest dla mnie jasne, że Piskorski „odgrywa się” na Tusku za niegdysiejsze jego przewiny i robi to brzydko ale czy bezzasadnie ?
    Była „moskiewska pozyczka” to czy nie mogła być „berlińska zapomoga” ?
    W tej chwili „rewelacje” Piskorskiego większego znaczenia nie mają i nie sądzę aby zaważyły na wynikach głosowania do Parlamentu Europejskiego ale Tuska, a pośrednia Platformę „obsmrodzą” i chyba o to Piskorskiemu chodziło.

  19. zezowaty
    2 maja o godz. 12:15

    Hartmana ja o…, dlatego na jego blog zajrzę raz na jakiś czas i wreszcie ostatecznie go o… A u Paradowskiej jestem od dawna, że o ho, ho, i Paradowskiej nigdy nie o…, bo bardzo lubię jej litanie do Tuska. A zezowaty – co typowe dla zezowatego – ma tylko insynuacje.

    Ps. Pozdrowienia od Dziwisza dla zezowatego mądrego właściwie.

  20. Od 9 lat czekam na wyjaśnienie prowokacji przeciw Cimoszewiczowi, bo chcę wiedzieć kto za nią stał ? To był skandal nad skandale !

  21. @Waldemar
    „Miał 23 lata kiedy ( student wydziału Histori UW ) został w 1991 posłem na Sejm I kadencji ( komisje Gospodarcze i budżetu oraz Spraw Zagranicznych- a kwalifikacje ? -czy to może mieć znaczenie )”

    O rany, o pewnych rzeczach to lepiej nie wiedzieć. Z drugiej strony to wiele wyjaśnia.

  22. ..od kilku lat pan Piskorski nazywany jest ,,smieciem politycznym,,i wlasnie teraz sam udowodnil namze to jest prawda !!!

  23. Jak już mi sklęsło z tą „mierzwą” to powróciła pamięc,że „jurgielt” jest długowiecznym polskim obyczajem .Hetmani brali i król Staś brał . Nie wspominając także o Ojcu II RP.
    W tym ,uświęconym tradycją obyczaju, wyraża się pragmatycznośc.Politykę można robic tylko za pieniądze.
    Ten obyczaj był traktowany jako obyczajny i nie wstydliwy.Z małymi wyjatkami gdy wieszano na latarniach przy Insurekcji.NB podobno Kiliński ,szef Insurekcji warszawawskiej też brał.
    Grzech Piskorskiego polega na tym,że chociaż historyk,zabył był tą tradycję dozwoloną.
    Insurekcji nie wzbudzi ,wszystkim już sklęsło,tak jak mnie,po ptokach.

  24. @ Lex, 2 maja o godz. 13:21
    Ongiś o Kongresie Liberalno – Demokratycznym mówiło się (zwłaszcza w tzw. kręgach politycznych) – aferały. Czy to określenie tylko złośliwością dyktowane było, czy też „coś na rzeczy” miało?

    I miało i nie miało. Łatkę (ba łatę) aferałów, całemu środowisku Kongresu Liberalno-Demokratycznego zaczęto przypisywać po domniemanym powiedzeniu Jana Krzysztofa Bieleckiego, że pierwszy milion w Polsce należy ukraść. Domniemanym, gdyż Bielecki niczego takiego nie mówił. Gdy był premierem powiedział w jednym z wywiadów: istnieje powszechne przekonanie że pierwszy milion trzeba ukraść. To wystarczyło. Nawet w Wikipedii, w tzw. Wikicytatach, pod nazwiskiem Jan Krzysztof Bielecki, możemy przeczytać: „Pierwszy milion trzeba ukraść”. Opis: w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Jak mocno owo przypisywane Bileckiemu zdanie funkcjonuje w tzw. opinii publicznej, niech zaświadczy incydent, który miał miejsce podczas mszy polowej 11 listopada 2010 roku, kiedy to ksiądz polowy podczas kazania stwierdził, że u podstaw Trzeciej Rzeczypospolitej miejsce patriotyzmu zajęło stwierdzenie jednego z pierwszych premierów nowej Polski (…), że aby zostać bogaczem, pierwszy milion trzeba ukraść. Księżulo został pół publicznie (przy kilku osobach) zbesztany przez prezydenta Komorowskiego za rozsiewanie niesprawdzonych plotek. Z tak dorobioną gębą całemu środowisku, trudno walczyć.

  25. http://wpolityce.pl/polityka/185470-1994-rok-plk-kuklinski-o-adamie-michniku-dusza-tego-moralisty-blizsza-jest-stefanowi-michnikowi-ktory-nadzorowal-wykonywanie-politycznych-morderstw-w-mokotowskim-wiezieniu

    wypowiedź Ryszarda Kuklińskiego z lat 90
    „Obserwuję Putina, on już ma ciągoty mocarstwowe. Jeszcze jest słaby, ale przy pomocy Zachodu stanie na nogi i wtedy im pokaże. Taki ten Zachód jest, wyhodował Hitlera, Stalina, a teraz hoduje Putina. Dla Polski to bardzo niedobre”

  26. Fragmenty weekendowego felietonu Dziennika Związkowego z Chicago:
    /…/
    W Polsce mamy tysiące chętnych do zasiadania w Parlamencie Europejskim, co się wiąże ze stałą pracą przez najbliższe 5 lat, wspaniałym uposażeniem oraz imponującą emeryturą. Z tych dziesiątków tysięcy chętnych marzycieli do takiej synekury zgłoszono do zarejestrowania tysiące kandydatów, a z tych tysięcy wyborcy wybiorą 51 polskich posłów do parlamentu UE. Wybory odbędą się 25 maja. Jeżeli będzie bardzo niska frekwencja to wyniki wyborów można z góry przewidzieć, ponieważ ?żelazny elektorat? głosuje przewidywalnie. Jeżeli frekwencja nie będzie kompromitująca dla polskiej demokracji, to można spodziewać się niespodzianek, które zdradzą nam stan frustracji części polskiego społeczeństwa. Wybory do PE odbywają się w tle konfliktu na Ukrainie, który jest trudnym doświadczeniem dla całej globalnej demokracji, a szczególnie dla państw, które niedawno przystąpiły do UE.
    Wystarczy włączyć internet i wejść na dowolną stronę internetowego tabloidu, aby zanurzyć się w nadmiarze informacji. Czytamy tam: ?Czy Niemcy finansowali partię Tuska? Pyta najnowszy ?Wprost?. Tak twierdzi były prezydent Warszawy i były polityk PO Paweł Piskorski. ?To Były pieniądze w gotówce, które działacze KLD wymieniali w kantorach na złotówki w Warszawie?- pisze gazeta. Według zapowiedzi tygodnika z artykułu dowiemy się o tajnej kasie Donalda Tuska. W gazeta.pl czytamy dalej: ? W tekście ?Wprost? prócz Piskorskiego zacytowany został inny ?polityk czołówki KLD?. On z kolei twierdzi, że CDU, które było wtedy przy władzy w Niemczech, szukało w krajach postkomunistycznych parntenerów do współpracy. [ ?] Odpowiedni wydawał się Kongres Liberalno-Demokratyczny. CDU bezwłocznie darowało KLD kilkaset tysięcy marek. To były pieniądze w gotówce, które działacze KLD wymieniali w kantorach na złotówki w Warszawie. Pieniądze poszły na budowanie partii w 1991 roku.? – koniec cytatu.
    Tak to wygląda po latach, kiedy sprawa jest formalnie przedawniona. Mamy więc nadzieję, że może dopiero teraz dowiemy się prawdy, którą niektórzy politycy szukają we mgle, ale w zupełnie innym miejscu. Okazuje się, że robota w polityce może dawać wiele przyjemności i zupełnie niezłe dochody. Brak tylko dla tych ?robotników w polityce? elementarnej sprawiedliwości. Można być postawionym przed sądem, za zegarek zapomniany w rozliczeniu podatkowym, a zupełnie bezkarnie rozmieniać grube tysiące nielegalnej waluty w kantorach warszawskich. Na podstawie tych informacji, możemy sobie wyrobić opinię, o tych milionach rozmienianych w Kijowie w czasie spontanicznego protestu Prawego Sektora.
    Te wszystkie spontaniczne protesty okazują się po latach protestami finansowanymi przez zewnętrznych sponsorów w imię ?wyższych celów?, czyli w celu szerzenia demokracji. Jedni finansują liberałów, inni lewicę, a globalne korporacje finansują prawicę. Od czasów prehistorycznych tak się prowadzi politykę. Obowiązuje prosta zasada ?cel uświęca środki?. Pieniądz jest najskuteczniejszym środkiem do zdobywania sobie przychylności wyborców. Innym środkiem, dosyć skutecznym, są obiecanki i deklaracje bezinteresownej służby dla ojczyzny.
    Niby wszyscy znamy metody prowadzenia tej nieuczciwej gry między politykami i wyborcami, a jednak przy każdych kolejnych wyborach ulegamy czarowi obietnic bez pokrycia. Tylko nasza naiwność jest bezinteresowna.
    W wielkanocny poniedziałek na Twitterze premiera pojawił się link do filmiku zamieszczonym na koncie Kancelarii Premiera w serwisie You Tube. Otwieramy ten link, a tam premier Donald Tusk śpiewa ?Hey Jude? słynną piosenkę zespołu The Beatles. Jedna ze zwrotek zaczyna się od zdania, Hey Jude don’t be afraid. Kogo mamy się nie obawiać, do kogo adresowany jest ten przekaz, możemy się tylko dowiedzieć od samego premiera?
    Czy planowane na 25 maja wybory do parlamentu UE dadzą nam obraz frustracji wyborców, czy potwierdzą samozadowolenie rządzącej koalicji PO-PSL? Czy do 25 maja politycy znajdą rozwiązanie problemów, które dewastują Ukrainę? Według polityków ukraińskich straty jakie poniosła Ukraina przekraczają 80 miliardów dolarów. Kto za to zapłaci? Kto wyłoży pieniądze? Takiej ilości pieniędzy nie da się przywieźć w plastikowych torebkach i rozmienić w kantorach, jak to było podczas zakładania parti zwanej KLD.
    Brak odpowiedzi na te pytania, nie zwalniają nas od brania udziału w tych wyborach. Przed wyborami czekają Polaków długie weekendy w czasie których komercyjne media jeszcze bardziej zabełtają wyborcom w głowach.
    Politycy zapewniają wyborców, że podobno mamy w Polsce ?Bazę? do szybkiego rozwoju, czekamy tylko na ideologiczną ?Nadbudowę?.

  27. „Życiorys polityczny Tuska jest kopalnią afer. Dlatego tym, co dziwi, nie są rewelacje Piskorskiego, lecz fakt, że dopiero teraz znalazł się ktoś z elity tego środowiska, kto odważył się na zlekceważenie ?omerty?. Ponieważ wielokrotnie, za to ze skutkiem gadania dziada do obrazu, pisałem o związkach Tuska z Wiktorem Kubiakiem, wybitnym agentem Służby Bezpieczeństwa finansującym KLD i ?Donka? osobiście, cieszę się, że wreszcie sprawa ta uzyska publiczny oddźwięk, jako że została potwierdzona przez osobę w tej sprawie autorytatywną, czyli byłego sekretarza generalnego partii.”

  28. Pod sztandarem „E+TR” roi się od dziwadeł, których grupową fotografię łatwo byłoby pomylić z malowidłem Jerzego Dudy-Gracza. Czym niegłupich przecież ludzi w rodzaju Kwaśniewskiego, Celińskiego, Hartmana, Kutza … urzeka niebywały krętacz i w gruncie rzeczy partacz polityczny Palikot?
    Były prezydent rekomenduje do PE faceta, który nawet bez swojego ostatniego „odkrycia” nie był tego godny. Paweł Piskorski od dawna nie sprawia dobrego wrażenia. Żadnym dziełem przez siebie pisanym nie zmieni wizerunku, na jaki sam sobie „zapracował”: geszefciarza robiącego interesy nie w kasynie z szampanem lecz przy schabowym z wódeczką.

  29. @Jacek,NH
    „Były sekretarz generalny partii” jak tonący chwyta się brzytwy.Kto jak kto ale on nie powinien wspominać o pieniądzach ,o finansowaniach,o tym ” kto komu co i ile „.Czemuż to „zwierciadło sprawiedliwości” tyle lat milczało a dopiero teraz mówi,że on słyszał,że inni wiedzą lepiej… Szczerze pisząc dziwię się,że inteligentny Piskorski posłuchał rad Palikota z TREP-u.
    PS.
    Czemu temat „związków” tak pana cieszy? Ma pan dowody na finansowanie KLD przez SB-eka i przez obce komdominia to wal pan,nie zasłaniaj się pan znakami zapytania.

  30. Ludziska! Dlaczego nikt z dziennikarzy nie zauważył , że kryształowo uczciwy Piskorski w wywiadzie wreszcie ujawnił skąd wziął swój majątek. Z reklamówek po prostu! Cosik mu się z tych pieniędzy do dna owych reklamówek musiało przykleić.

  31. http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/korupcja-hewlett-packard-nie-jest-wyjatkowy/
    ==================

    Coś o korupcji ponad granicami……
    Firmy ponadnarodowe lubią korumpować polityków.
    Nasi zapewne również byli pod urokiem milionów zielonych, jenów, czy euro.
    Szlachetność w biznesie niekoniecznie występuje w naturze.
    Jedynie w deklaracjach……

  32. Biedna atalia. Niełatwo żyć z narkolepsją.

  33. Od wczoraj usiłuję zamieścić tekst o Pawle Piskorskim – nie wchodzi bez jakiegokolwiek komentarza. Cenzura???

  34. Piskorski chyba dostał zlecenie od Kaczyńskiego, no bo od kogo innego?

  35. Pamięta pani pożyczkę moskiewską Millera? Pamięta pani tych wszystkich, którzy oburzali się na ten fakt? Między nimi był pani idol Donald Tusk i wielu jego przyjaciół partyjnych, którzy dziś nie widzą problemu z finansowaniem starej partii Tuska KLD.
    Różnica między Millerem a politykami ówczesnymi KLD była taka, ze podobno ten pierwszy zwrócił ją tuż po pożyczce, a czy ci z dawnego KLD otrzymali te pieniądze w prezencie od hojnych Niemców? A może prywatyzacja nie była podyktowana naprawą przedsiębiorstw i zakładów państwowych, ale …

  36. A propos KLD, to przypomniała mi się historia pewnego działacza młodzieżowej opozycji z PRL. W latach 80. jego nazwisko było mi znane ze studenckich manifestacji i opozycyjnych gazetek, ale dopiero niedawno przypadkiem dowiedziałem się o jego dalszych losach.

    Otóż po upadku komuny, jak wielu innych ludzi podziemia, zaangażował się w tworzenie nowej polskiej sceny politycznej i trafił do KLD. Po pewnym czasie stwierdził jednak, że nie może zaakceptować tego, co się tam dzieje, a tym bardziej brać w tym udziału, bo przy wyczynach „młodych polskich demokratów” bladły przekręty najbardziej zdemoralizowanych funkcjonariuszy PZPR. Pazerność, prywata i pęd do koryta kolegów, którzy jeszcze niedawno siedzieli w więzieniach „za lepszą Polskę”, zraziły go do tego stopnia, że szybko wycofał się z polityki.

    Później próbował sił w małym biznesie, ale jako człowiek z natury uczciwy, żeby nie powiedzieć idealista, też się zniechęcił. Ostatecznie, jeszcze w latach 90., wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Nie wiem, jak mu się to udało przed wejściem Polski do Unii, ale osiadł tam z rodziną, założył małą firmę i nieźle mu się powodzi do dziś. Za każdym razem, gdy czyta wiadomości z Polski, utwierdza się w przekonaniu, że dobrze zrobił. Cieszy się, że jego dzieci wykształciły się i żyją w normalnym kraju. Takim, jakim miała być Polska, o którą walczył.

  37. gadfly
    3 maja o godz. 17:47

    Biedny gadfly. Niełatwo żyć z complex of inferiority…

  38. Ebro
    Też kiedyś uważałem, ze była to polityczna prowokacja, ale jeśli sam Cimoszewicz pozwolił się ochlapać błotem, a następnie nic nie uczynił, aby to błoto z siebie zmyć, przy okazji nie domagał się osądzenia winnych tego czynu (ba, nawet dziś dość blisko usadowił się przy tym środowisku „błociarzy”) jestem przekonany, że prowokacji żadnej nie było. Cimoszewicz słusznie został posądzony o to co mu zarzucała komisja śledcza (nie o Jarucką chodzi).

  39. TAKI jeden13.26
    – ja nie oplułem ale możesz się czuć opluty //niekoniecznie za Jarucka//
    -powód sam musisz znależć.
    bez uklonu i komentarza

  40. Wczoraj w telewizji oglądałam / chyba , że były to jaja / spot z Piskorskim. Bambaryła taki, że ledwo się mieścił w ekranie / a może ekran mam za mały ?/.
    Przepraszam, nigdy nie oceniam wyglądu zewnętrznego człowieka w szczególności w powiązaniu z jego przymiotami.
    Jednakże w przypadku tego pana, niestety coś w tym jest.
    Jaki wygląd taki charakter.

    Spot fatalny, a to co mówi /Piskorski / to już porażka.

  41. @taki jeden

    Cimoszewicz i jego rodzina wygrali prawomocnie z potwarcami z „Wprost” przed sądami amerykańskimi i polskimi. Jarucka została skazana przez sąd karny. Nikt natomiast – spośród mocodawców Jaruckiej – nie poniósł politycznej lub karnej odpowiedzialności za przestępcze wyeliminowanie Cimoszewicza z wyborów prezydenckich w 2005. Wielu – słusznie – oburza się do dzisiaj na na draństwo Kurskiego z dziadkiem Tuska, jednocześnie milczą o tym, co spotkało Cimoszewicza.

  42. zezowaty
    Masz problem z opluwaniem?

  43. Ebro
    Zgadza się. Ale dlaczego Cimoszewicz nie domaga się, aby prowokatorzy ponieśli karę? Inni w bardziej błahych sytuacjach wręcz krzyczą, żeby ktoś za coś poniósł zasłużoną karę, a tu cisza.
    Przecież efektem braku reakcji będą kolejne prowokacje, bo prowokatorzy będą wychodzić z założenia, ze w tym kraju za coś takiego nie ponosi się żadnej odpowiedzialności.

  44. Cimoszewicz chimeryczny polityk z klasa,lubię go bo jest inteligentny ale nie ma w nim besti i woli walki i nie jest gangsterem jak Kwaśniewski byłby dobrym prezydentem ale nie potrafi walczyć .

  45. Taki -21.20
    ”Cimoszewicz słusznie został posądzony” to twoje słowa .
    Więc lepiej nie pytaj czy mam problemy z pluciem.

  46. zezowaty
    Zdanie wyrwał pan z całej wypowiedzi, którego sens był uwarunkowany.
    Nie potrafisz czytać ze zrozumieniem bardzo prostych tekstów.
    Ja wyraźnie napisałem, że Cimoszewicz po tej prowokacji nie domagał się sprawiedliwości i osądzenia prowokatorów, którzy jej dokonali.
    Jeśli wysoko postawiona osoba publiczna w państwie jest pomówiona przez inną osobę (lub inne osoby), w konsekwencji czego rezygnuje z kandydowania na głowę państwa, a następnie nie domaga się wyjaśnienia sprawy i ukarania winnego (winnych), znaczy że to nie była żadna prowokacja, ani pomówienia, ale jakieś fakty obciążające tego kandydata.
    W państwach prawa, jeśli jest wina, to jest i kara.
    A co było w tym państwie prawa? Nie było kary, więc i nie było winy.
    Chyba, ze mówimy o jakimś grajdole, a nie państwie prawa?
    Alex
    On jest politycznym leniem, bo sam niewiele zrobi czekając aż ktoś za niego coś zrobi. Mógł przecież walczyć o władzę w SLD prowadząc ją według własnej wizji, a nie wozić się przez lata w tej partii korzystając z przywilejów.
    Podobnie jest z Bugajem. Mają wiele do powiedzenia, niewiele czyniąc samemu.

  47. Mój komentarz pod artykułem w „Onet.pl”, pod tytułem „Piskorski odsłania kulisy polskiej polityki”. Ten komentarz nie chciał „wejść” w tym blogu.

    ~anumlik : Aby w miarę obiektywnie ocenić warszawską prezydenturę Pawła Piskorskiego, należy ja rozpatrywać w kontekście prawnego otoczenia w jakim się poruszał. Ustawa Warszawska, z 25 marca 1994 roku, w gorsecie której Piskorski administrował stolicą była lex specialis ; kuriozum i horrendum. Potworkiem prawnym, przed jakim należy ostrzegać w podręcznikach prawa. Warszawa, w wyniku ustawy z marca 1994 roku, otrzymała trzy zupełnie niezależne od siebie garnitury radnych. Działać wówczas zaczęły rady jedenastu samodzielnych gmin wchodzących w skład związku komunalnego jakim była stolica (tak, tak, Warszawa przez osiem lat nie była miastem, a związkiem gmin): gminy Warszawa Centrum, największej, o obszarze w granicach sprzed 1939 roku i liczącej ponad milion mieszkańców, oraz dziesięciu gmin tzw. wianuszka, w obszarze granic sprzed ustawą z marca 1994 roku, z 600 tysiącami mieszkańców. Owe samodzielne gminy miały takie same kompetencje, co wszystkie inne gminy w Polsce. I jako gminy związku komunalnego powinny były mieć przedstawicielstwo w „zgromadzeniu związku komunalnego”, składającego się z przedstawicieli wszystkich jedenastu gmin – w osobie burmistrzów oraz innych osób desygnowanych przez stosowną radę gminy. Posłowie jednak postanowili inaczej. Zafundowali stolicy Radę Warszawy wybieraną w wyborach bezpośrednich. Stworzyli zupełnie niezależne ciało samorządowe, nie wyposażone w te kompetencje, te możliwości nadzorcze it o władztwo nad finansami, jakie miały (i mają) rady wszystkich innych miast w Polsce. Aby było jeszcze straszniej, ci sami posłowie podzielili gminę Centrum na siedem dzielnic, a w każdej ustanowili odrębną radę dzielnicy, wybieraną w wyborach bezpośrednich, która nie dość, że nie miała żadnych uprawnień decyzyjnych, to jeszcze nie mogła wybierać przewodniczącego spośród swego grona. Obradom owych rad dzielnic przewodniczył i dzielnicą zarządzał – dyrektor dzielnicy, powołany przez burmistrza gminy Centrum, który był jednocześnie (uwaga!) prezydentem całej Warszawy. Burmistrza gminy Centrum (a zarazem prezydenta stolicy) wybierała bowiem Rada Gminy Centrum. Nie zgromadzenie związku komunalnego, zwane Radą Warszawy, której skład stanowili bezradni radni wybierani w wyborach bezpośrednich.

    Ta konstrukcja prawna – trzy garnitury radnych, działających niezależnie od siebie na trzech szczeblach zarządzania dokładnie tym samym, w liczbie 659 – zaczęła nie dość, że regularnie psuć Warszawę, to stworzyła klimat do korupcji, oskarżeń o korupcje, pomówień o korupcję i pokazywania – jedni drugim – kto ważniejszy. Sytuacja ta doprowadziła też do tego, że całym mieniem komunalnym Warszawy zarządzał (właściwie administrował) burmistrz gminy Centrum, zwany prezydentem Warszawy. Mienie to, wedle zapisów księgowych na rok 1994, miało wartość 2,6 miliarda złotych. Ustawa z marca 1994 roku zakładała powołanie związków komunalnych. Miały one nadzorować zarządzanie finansami o charakterze ogólnomiejskim, a także planowaniem strategicznym przedsiębiorstw (jeszcze nie spółek gminnych), takich jak: transportowe, ciepłownicze czy wodno-kanalizacyjne oraz dbałością o prawidłową gospodarkę ich finansami. Ustawodawca nie nakazał powoływania owych związków komunalnych obligatoryjnie, one miały powstać dobrowolnie. Nie powstały. Przez osiem lat funkcjonowania ustawy z marca 1994 roku nie utworzono żadnego związku komunalnego w ?związku komunalnym?, jakim była Warszawa. Całością zarządzał (tymczasowo) Zarząd Miasta. Znaczy się – burmistrz gminy Centrum. W okresie od 3 listopada 1994 do 30 marca 1999 – Marcin Święcicki, a od 30 marca 1999 do 14 stycznia 2002 – Paweł Piskorski. Za kadencji Święcickiego, kiedy wszyscy „uczyli się” nowej Warszawy w gorsecie nowej ustawy, pomówień o afery oraz samych afer (domniemanych i rzeczywistych) dziennikarze raczej nie dostrzegali, do apogeum pomówień – wykłuwających się w środowisku 659 warszawskich radnych – doszło w okresie rządów Pawła Piskorskiego. Radni Rady Warszawy nie mogący decydować o niczym, bo związków komunalnych, nad którymi mieli sprawować pieczę nie było, zajęci byli szukaniem afer, donosami do komisji rewizyjnej (tu nieoceniona okazała się Julia Pitera), Regionalnej Izby Obrachunkowej oraz do NIK. Radni dzielnic gminy Centrum zajęci byli knuciem oraz opiniowaniem tego co im podrzucił (albo i nie) burmistrz gminy Centrum, czyli prezydent stolicy. Najlepiej na tym wyszły gminy tzw. wianuszka. Białołęka i Bemowo, na ten przykład dokonały wręcz skoku cywilizacyjnego i z zapyziałych dzielnic stały się dwoma z lepiej funkcjonujących gmin w Polsce.

    Taka sytuacja była, oczywiście, bardzo na rękę burmistrzowi/prezydentowi Piskorskiemu. Im bardziej mętna woda, tym lepiej mu się pływało. No i czegoś tam się „dołowił”. Ale to już temat dla dociekliwego dziennikarza.

    zwiń
    27 minut temu

  48. Artykuł w Onet.pl. Jeśli ktoś jest ciekaw mego zdania, może przeczytać mój komentarz zamieszczony pod nickiem anumlik. Komentarz „nie wszedł” pod blog red. Paradowskiej, mimo wielokrotnej próby jego zamieszczenia.
    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/piskorski-odslania-kulisy-polskiej-polityki-tak-partie-gromadzily-majatki/g1p0e

  49. Andrzej o godzinie 9:54 ;
    Trafnie wg.mnie sklasyfikowałeś Cimoszewicza i Bugaja .Obaj uwielbiją być recenzentami, a do Roboty -Pracy ich niema
    Przyjmują liczne niestety zaproszenia do stacji telewizyjnych – jak ich zaobaczę , to po prostu pilot wrobocie .Zaliczyłbym ich do „bezrobotnych ” darmozjadów.

  50. Andrzej -9.54
    Ja nie muszę czytać ZE ZROZUMIENIEM – ja czytam TO CO NAPISANO ,
    jeśli ktoś chce być rozumiany to niech to artykułuje w sposób zrozumiały.
    Nie mnie dochodzić CO KOMU W DUSZY GRA.
    Nie mnie a Tobie jak i Waldemarowi oceniać osoby publiczne i zza zasłony Nicku i dyktować CO ONI ZROBIC POWINNI- bo Tobie się tak podoba.
    Racje możesz przyznawać komu zechcesz , twoja wola ale sięgnij do tekstu pierwotnego” 4 maj 13.26 ”i tak do kolejnych wypowiedzi na ten temat.
    Możesz to robić BEZ ZROZUMIENIA czytaj jednak to CO TAM NAPISAŁEM .
    uklony

  51. Jeśli wysoko postawiona osoba publiczna w państwie jest pomówiona przez inną osobę (lub inne osoby), w konsekwencji czego rezygnuje z kandydowania na głowę państwa, a następnie nie domaga się wyjaśnienia sprawy i ukarania winnego (winnych), znaczy że to nie była żadna prowokacja, ani pomówienia, ale jakieś fakty obciążające tego kandydata.
    Nie zawsze, nie każdy i nie w każdej sytuacji.
    Zaryzykuję, że każdemu/każdej z nas w tzw. życiu zdarzyło się znaleźć w sytuacji pomówienia lub obrażenia przez inną osobę. Czy w każdej sytuacji domagając się ukarania sprawcy czy żądania od niego zapłaty zadośćuczynienia bieglismy do sądu ; obojetnie cywilnego czy karnego ? Czy w każdym przypadku naszego zaniechania/odstąpienia było coś „na rzeczy” w kierowanych pod naszym adresem pomówieniach czy obelgach ?
    W każdym przypadku natomiast jest to sprawa indywidualnej oceny i odbioru obrażonego/pomówionego. Jeden poruszy niebo i ziemię oraz wszystkie mozliwe sądy próbując dochodzić swego inny machnie ręką.
    Dotyczy to również tzw. osób publicznych pośród których znalazłyby się i takie, które w sądach musiałyby zamieszkać. Pani Redaktor- Gospodyni nasza wybaczy, że posłużę się jej przykładem sądząc choćby po niektórych wpisach zamieszczanych na jej blogu.
    Mnie też dziwi zaniechanie W. Cimoszewicza w wiadomej jego sprawie ale daleki jestem od wysuwania pochopnych wniosków. Zresztą – o ile pamietam – nie chodziło tu o fakty, gdyż te były prawdziwe a o ich prawną ocenę. A prawna ocena zaś faktów stanowiąca podstawe żądań karnych czy cywilnych przez sądy bywa różnie kwalfikowana; na ogół kończy się umorzeniem postępowań karnych lub oddaleniem powództw.
    Zatem: nie zawsze gra bywa warta świeczki.

  52. Oj Panu Pawełkowi, to już naprawdę w niewielu strojach do twarzy w polskiej polityce. :)

  53. Pani Redaktor.
    Po Pani pierwszym pytaniu zadanym gościowi w radiu TokFM też od razu można poznać czy jest Pani z pytanym zaprzyjaźniona. I też Pani wcale tego nie ukrywa. Także trudnych pytań dla przyjaciół Platformy nie ma. A w temacie – no a Kaczyński – pozwala się Pani rozwijać. Tak więc ten akapit to żadna sensacja.

  54. Zezowaty z godziny 11:06
    Nie czytałem Twojej wymiany zdań z Andrzejem ,ja po prostu wyraziłem moją subiektywną opinię o Cimoszewiczu i Bugaju ostatnich lat ,dlatego jestem nieco zaskoczony włączeniem mojego nicku do Twojego sporu z Andrzejem.
    Pozdrow .

  55. Lex
    „Nie zawsze i nie w każdej sytuacji”. Jasne, ze tak, ale cóż z tego? Jestem „szarakiem” w tym kraju, podobnych do mnie są setki tysięcy jak nie miliony i dla nas, w naszych oczach osoba, która nie dba o własne dobre imię, bo nie korzysta z obrony przez wymiar sprawiedliwości, będąca KANDYDATEM NA PREZYDENTA !!!! ( również moim) wygląda na osobę mającą jednak coś za uszami. Zwłaszcza że później trzymała się blisko środowiska, z którego ta prowokacja wypłynęła. Ja nie muszę tak uważać, ale mogę ja (i inni również) wyciągać taki wniosek.

  56. Piskorski obnazyl li tylko swoja polityczna naiwnosc oraz to, ze niechetnie uznaje sie za przegranego, przynajmniej politycznie przegranego….
    Saldo mortale

  57. @Andrzej
    „Podobnie jest z Bugajem. Mają wiele do powiedzenia, niewiele czyniąc samemu.”

    A jakie ma Bugaj środki żeby coś czynić? W obecnej sytuacji może się co najwyżej bawić w publicystę. Bardzo żałuję, że tak przyzwoita i uczciwa osoba jak Bugaj wypadła z polskiej polityki. Z drugiej strony faktycznie trudni mi sobie wyobrazić żeby mógł funkcjonować w tym szambie.

  58. http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/prof-witold-kiezun-nie-ma-polskiego-przemysu-i-polskich-bankow-jest-tylko-polskie-bezrobocie_359720.html

    „Prof. Witold Kieżun: Nie ma polskiego przemysłu i polskich banków. Jest tylko polskie bezrobocie”

  59. @Madzia
    Prof. Kieżun zdaje się zapominać, że Polska z początków lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, którą dość zgrabnie opisał, to nie ta sama Polska z połowy drugiej dekady obecnego stulecia. Co najmniej od dziesięciu lat nie ta sama. Przyrównywanie jej do państw afrykańskich, którym lata świetlne temu doradzał, jest żałosne. Dobrze by zrobił, przemiły skądinąd staruszek, gdyby porównał nas do sąsiada zza wschodniej granicy, z którym na początku lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku mieliśmy podobny start w „uwalnianie się” z pęt gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Analizy prof. Kieżuna dotyczące początków tzw. transformacji w Polsce oraz prześledzenie przez niego mechanizmów uwłaszczania się partyjno-esbeckiej wierchuszki „na państwowym” są cenne poznawczo. Ale na tym etapie mądrość doradcy prezydenta Burundi się kończy. Chwatit. Niech się lepiej profesor zajmie pisaniem pamiętnika – chętnie przeczytam.

  60. By skończyć temat Cimoszewicza.
    Nie moją rzeczą jest bronic DOBREGO IMIENIA osoby nie znanej mi osobiście podobnie jak i w obecnej sytuacji postawionego Premiera .
    O dobre imię i jego obronę każdy dba sam.
    Jednakże jest taka gra w karty //jest ich wiele// gdzie funkcjonuje słowo IMPANS.
    Według mojego rozeznania tak w przypadku Cimoszewicza jak i obecnie Tuska zastosowano ten sam wariant – TRZEBA GO POD IMPANS.
    Opluć go i niech nas podaje do sądu – a w sądzie !!
    – mijają terminy
    -powiadomienia w Poczcie nie dochodzą do adresatów
    -świadkowie chorują – sędziowie też
    -nikogo nie skazuje się za fałszywe zeznania
    -kary bywają w zawieszeniu albo wcale bo rzecz mało ważna
    czy mam nadal wyliczać powody dla których wolę omijać sądy Polskie z daleka ?
    Nawet posłanka którą sfilmowano jak brała eci-peci nie wysyła listów z więzienia, jakoś unikneli kary ci co za glosy obiecywali miejsca przy żódełku finansowym.
    Każdy z nas jest ”szarakiem ” ale nie każdy może wziąć sprawy w swoje ręce tak jak
    to było w filmie W SAMO POŁUDNIE.
    Popatrz szanowny na ludzi przysięgających na krucyfiks i wzywających ”tak mi dopomóż Bóg” a potem kłamiących w żywe oczy- to może zrozumiesz czemu Cimoszewiczowi nie było z nimi po drodze.
    A poza programem – naprawdę potrafił byś udowodnić że NIE JESTEŚ WIELBŁĄDEM?
    Myślę że wątpię.
    Możesz spróbować , za skutki nie ręczę.
    ukłony

  61. A może to chodzi o impas?

    Na lekcji przyrody Jasio pogadał sobie z nauczycielką:
    – A ja widziałem w lesie Lenina.
    – Jak to, Lenina? :O .
    – No, normalnie, widziałem w lesie Lenina!
    – A może to był jeleń?
    – A może.

  62. Kampania wyborcza czyli wszystkie chwyty dozwolone.

  63. Przypomniałem o historii Cimoszewicza z 2005 r., bo mam dość lejącej się hektolitrami obłudy i zakłamania. Piskorski – „zdrajca i cynik”, SLD – „moskiewska pożyczka i komuna” itd, itp. Tylko PO – dziewice, anioły, bezinteresowność, Europa. Żadnej afery, a nawet drobnego występku. To też nie PO głosowała w IV RP, ręka w rękę z PiS, za drakońską lustracją i rozsadzeniem wywiadu wojskowego ? Ohyda !!!

  64. Nemer -17.43
    ”DOKŁADNIE ” -impas
    Dzieki.
    uklony

  65. Nemer
    6 maja o godz. 17:43
    A propo Lenina, taki ślaski wic (kawał)
    Przychodzi Ancia do Irki, widzi na scianie portret mężczyzny i pyta, kto na tym zdjeciu /
    Irka odpowiada, „a dyc to je Lyjnin”.
    Irka na to ” to Lyjna mo takigo starego chopa ?”
    PS. Lyjna to po naszemu Helena.

  66. Z pamiętnika komunisty:

    Pierwszy dzień: włączam radio – Lenin
    drugi dzień: włączam telewizor – Lenin
    trzeci dzień: czytam gazetę – Lenin
    czwarty dzień: oglądam plakaty – Lenin
    piąty dzień: boję się otworzyć prezerwatywę

  67. Waldemar (10:45)

    „Trafnie wg.mnie sklasyfikowałeś Cimoszewicza i Bugaja .Obaj uwielbiją być recenzentami, a do Roboty -Pracy ich niema Przyjmują liczne niestety zaproszenia do stacji telewizyjnych ? jak ich zaobaczę , to po prostu pilot w robocie. Zaliczyłbym ich do ?bezrobotnych ? darmozjadów.” ”

    A dlaczego darmozjadow ujmujesz w cudzyslow? Pamietaj o PKB! O PKB! Oni nigdy nic nie wniesli do produktu krajowego brutto.

    Natomiast jesli o ich bezrobotnosc chodzi, to oni byli takowymi przed wiekiem emerytalnym. Teraz sa normalnymi pasozytami spolecznymi. Ktorzy ani zlotowk, tak naprawde, i nie dolozyli do funduszu emerytalnego. O OFE nawet nie wspominam

  68. ? Kompletna dysproporcja talentu politycznego. Kaczyński to polityk sprytny, ale niespecjalnie zdolny. Dużo mówi i ciągle przegrywa ? dodaje prof. Markowski. Orbán to inny gatunek. ? Nie okopuje się w swoich ideologicznych fobiach. Potrafi zrobić dwa kroki do przodu, ale chwilę potem także krok do tyłu. Robi interesy z Rosją, ale nadal chce doić Unię Europejską, potrafi dobrą angielszczyzną przekonać do siebie polityków Unii w kuluarach w Brukseli.

    W dużym jednak stopniu sukcesy Viktora Orbána to bardziej mit podsycany przez jego wielbicieli niż twarda rzeczywistość gospodarcza. Podkradanie recept od Orbána może się okazać mało sensowne.
    http://swiat.newsweek.pl/viktor-orban-w-polsce-fascynacja-orbanem-newsweek-pl,artykuly,284358,1,2.html
    ========================

    Macie ideał.
    Charyzmatyczny, skuteczny, pracowity, posiadający wizję i plan jej realizacji……

  69. CZesławie !
    Dziś obchodzisz piekna rocznicę Urodzin ( jesli dobrze pamietam to nie tak dawano miedzy „wierszami ” przemyciłeś taką informację o Sobie )
    Życzę zdrowia dobrego ,samopoczucia radosnego wśród Twoich bliskich przez długie lata , a najlepiej od dnia dzisiejszego Plus Vat.
    Waldemar

  70. Waldemarze!
    To i ja się przyłączę do serdeczności pod adresem @Czesława.
    Czesławie!
    Żyj ponad 100 lat, bo od tego progu dostajesz dodatkowo do już otrzymywanej emerytury równe 3.000 PLN! To robi wrażenie i różnicę!
    Obyś żyłował nasz chudy budżet do granic cierpliwości!!!
    Hip hip! Hurraaaa!!!

  71. Waldemar!
    Okazuje się, że Chińczycy, to wcale nie takie kozaki, jak fama głosi…
    http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/3429653,chinczycy-opozniaja-przebudowe-odry-dzis-kontrola-ekspertow-we-wroclawiu-czy-podziekuja-azjatom,id,t.html
    Z regulacją Odry jednak sobie nie radzą.

  72. Drogi Czesławie!
    150 lat! Bo setka to ciut mało jak na dzisiejsze standardy długości życia. W zdrowiu i z nieustającym poczuciem humoru wysokiej próby, czego jesteś żywotnym przykładem życzę Ci mój ulubiony pilocie.
    I jeszcze fajnych podniebnych snów, gdy wznosisz się na stalowych ptakach ponad chmury.

  73. Drodzy przyjaciele, Waldemarze, NELO i mag – trudno jest wyrazić wdzięczność za pamięć, bo i jedno i drugie nie jest wymierne, to czuje się w sercu. Tak, ukończyłem 80 lat i wyobrażcie sobie nie zauważyłem różnicy pomiędzy dniem, kiedy miałem jeszcze 79 a dzisiaj kiedy muszę używac liczebnika rozpoczynającego się od 80.
    Ogólnie rzecz biorąc zdrowia nie przybywa – niestety! Ściskam Was i całuję wasz, Czesław.
    P.S.: Byłem na wagarach, ponieważ o tym człowieczku nie ma co pisać. To co można było uczynić właśnie uczynił doskonale pan @Waldemar.
    Jeszcze raz raz dziekuję za pamięć.

  74. Czesławie
    Co to jest 80 dla takiego żylastego faceta.
    Popatrz przecież do setki jeszcze Ci brak prawie ćwierć wieku.
    Pomyśl – czy zostawiłbyś ”pole do popisu” NIEKTÓRYM tutaj ?
    Nie wierzę .
    Więc zdrówka , szlachetnej nalewki na wzmocnienie wigoru w dobrym towarzystwie i pomyślności życzy krzywo patrzący.
    ukłony

  75. Niby liczba komentarzy nie przekracza jeszcze setki, więc wypadałoby komentować wpis Gospodyni, ale co można dodać do profilu „szczęśliwca” (łajdaka?), który wie jak 138 razy pod rząd wygrywać w maszynie hazardowej… a nie informuje biednych, bezrobotnych lub bezdomnych, jak mogą poprawić swój wizerunek, wikt i opierunek i jeszcze tuszę, bo i to się temu panu znakomicie udaje.
    Postąpię więc niezgodnie z regulaminem blogowym, którego zresztą nigdy nie czytałem, tylko obserwowałem działanie innych blogowiczów i starałem się nie wychylać.
    Przestały mnie w zasadzie interesować zarówno wpisy jak i komentarze blogowe, ledwie przelatuję wzrokiem kilka komentarzy znajomych blogowiczów. Przestałem zaglądać do Hartmana, odkąd jakieś jooooooooopsy zawładnęły przestrzeń blogową i dziwię się mag, że walczy z wiatrakami.

    Zauważyłem przypadkowo komentarz Waldemara o „starzeniu” się Czesława, tylko uznałem ewentualny mój komentarz za hucpę. Po dalszych życzeniach przyjaciół (tak mniemam!) dołączę również serdeczne życzenia. Nie sugeruję liczby lat, niech sobie Czesław sam oszacuje, ile by chciał.
    Dla mnie jest „smarkaczem”, bo jestem o rok starszy!!! (i pewnie „chorszy”).
    Jednakże życzę mu dobrego humoru i przyjemnych chwil ze zstępnymi. Mój prawnuczek ma ADHD do kwadratu (albo do wyższej potęgi) i nieźle daje mi w kość. Na szczęście rządzi prababcią i na mnie patrzy bykiem, bo go strofuję.
    Pozdrawiam!
    Na Śląsku jest takie porzekadło na ten temat:
    „Pozdrów mi wszystkich, których barfuss (boso) trefisz”!

  76. A gdyby tak spod magla.
    O kobiecie ? no nie wiem czy wypada pisać o p. Pawłowicz u
    Gospodyni która wie co to finezja językowa.
    Ale co tam – najwyżej mi skreślą.
    Przypomina mi się gawęda góralska gdzie jakoś tak było:
    Pogorzelisko
    przed nim gazda mówi do swej starej
    – ze mi po mordzie dali- ich zbójnickowe prawo – IZP
    – ze dutki zabrali – IZP
    -ze chałupę spolili – IZP
    ale ze jak ciebie stara na lawie położyli to sam widziołem jak ześ DDD rusała – a to je kur..stwo.
    I terozki ja sprawiedliwość będę robić.
    Taka to i argumentacja p. Pawłowicz.
    Zazwyczaj przyjmuje się że człowiek po przeczytaniu iluś tam książek i traktatów czegoś się z nich nauczy.
    Bywa że kultury osobistej.
    Tak bywa ale wyjątki jednak się zdarzają – patrz Pawłowicz.
    Ja bym jednak nie generalizował.
    Przypisał bym to raczej czasowi pokwitania /jest taki u kobiet/ a ponoć to jest kobieta.
    Nie usprawiedliwiał bym również jej przepracowaniem na etacie profesorskim /już nie takich profesorów widzieliśmy/.
    Nazwać ja głupią babą spod magla której płeć na mózg się rzuciła
    nie wypada , pod maglem tez bywają rozsądne osoby.
    Wydaje się ze jedynym wyjaśnieniem jest kleszcz.
    On ją musiał kiedyś ukąsić i teraz wychodzą tego skutki.
    Więc co nam pozostaje – WYBACZYĆ CHORYM – BO NIE WIEDZĄ CO CZYNIĄ.
    Może znajdzie się kiedyś i dla nich lekarstwo – oby.
    ukłony

  77. O pani prof. Pawłowicz krótko będzie…..
    Jaki pan (Prezes) taki kram (PiS) i przekupy w tym kramie (wiadomo kto…. ).

  78. @Antoniusie,
    zostawiłem Ci info w „En Passant”.

  79. Oj jak to się oburzyła zjełczała sława dziennikarstwa polskiego, że Piskorski ośmielił się stwierdzić, że Tusk i inni politycy z KLD otrzymywali pieniądze od rządu niemieckiego. Skąd pani oburzenie, że PIS chce powołania komisji do sprawdzenia tej sprawy. Czyżby dlatego, że być może okazałoby się prawdą, że jednak miało to miejce? O ile sobie przypominam gdy ujawniono sprawę moskiewskiej pożyczki była pani w pierwszym szeregu tych co domagali się delegalizacji SDRP. Ja panią pomimo wszystko rozumiem w końcu musi być pani sfrustrowana, że nie ma dnia, żeby nie wychodziła na jaw afera związana z PO począwszy od tego pana z Bemowa skończywszy na Protasiewiczu. Jak wychodzi na jaw niekompetencja działaczy PO jak Otylia Jendrzejczak. Jak ujawniane są kolejne afery korupcyjne jak przy sprawie krakowskiej? Ja pani współczuję jak można było się zeszmacić ale co tam w końcu ta cząstka 529 tysięcy złotych łapówki jaką otrzymała redakcja Polityki w zamian za publikowanie przychylnych dla PO artykułów. Kończy się powoli słodkie życie nieprawdaż i trzeba będzie w przypadku przegranej PO być krytycznym cóż tyle, że jest jedno ale żeby być krytycznym trzeba sie wykazać, że było się bezstronnym a o pani połytruku PO nie można tego powiedzieć.

  80. @nmr
    10 maja o godz. 17:52

    ***@Antoniusie,
    zostawiłem Ci info w ?En Passant?.***

    Próbowałem znaleźć to „info”, ale nie znalazłem. Gdy skorzystałem z CTRL F i wpisałem NMR, program zastrajkował (nie ma takiej zbitki liter). Mniemając, że to może być Nemer, przeleciałem ponad tysiąc komentarzy w dwu ostatnich wpisach Passenta.. i dalej nic!!!

  81. @Antoniusie,
    jesteś inteligentnym gościem, to na początek.
    Ta wiadomość była TUTAJ a chodzi mi o Twojego prawnuka i próbowałem, bezskutecznie – dać Ci linka – moim zdaniem – do ciekawych może informacji. Spróbuję go dać w następnym wpisie, bo ten, na który właśnie odpowiedziałeś, był „moderowany” dwie doby prawie. Dopiero dziś się ukazał. No to jadę z linkiem do kolejnego wpisu.

  82. @Antoniusie,
    No i znowu mój wpis do Ciebie z linkiem „wcięło”. Może to przez ten link a nie przez to, ze nie jestem „lubiany”? Nie wiem.
    Pozdrawiam, N…. 😉

  83. @Antoniusie,
    a widzisz, trzeba było w „En Passant” wpisać siebie albo tego, co wymyśliłeś, bo ten bezsamozgłoskowy, to był po arabsku (bo Beduini to tak mnie w robakach swoich piszą, zdaje się) i był stworzony tylko po to, by do Ciebie trafić z informacją.
    Jeszcze raz pozdrawiam.

  84. Saurom
    Jak pisze Olechowski ” w Polsce było dużo pieniędzy w tym czasie no i paczki dostawali też zwykli ludzie nie tylko partie.
    To może zastanówmy się czyje były to pieniądze CZYŻBY RUSKIE ????
    Od Rosjan PZPR pożyczyła oficjalnie ileś tam i oficjalnie oddała tą POŻYCZKĘ.
    Więc jeszcze raz CZYJE I ILE BYŁO TYCH PIENIĘDZY CO KRĄŻYŁY SOBIE PO POLSCE ?
    Może to był nowy Plan Marshala a może pierwsza runda //lub rozgrzewka // przed Ukraińskimi 5 miliardami.
    Olechowski i Piskorski wiedza – więc niech powiedzą ZA ILE ZOSTALIŚMY KUPIENI CZY SPRZEDANI.
    Czas pokazać rachunki – po ile idzie kraj średniej wielkości w Europie
    uklony

  85. Wydaje mi się, że na to (obecną niską frekwencję) złożyło się wiele różnych przyczyn. W tym także postawa elit, które wyłoniły się w gruncie rzeczy z komunizmu – mówił Kaczyński.
    http://wybory.gazeta.pl/ParlamentEuropejski2014/1,136695,15615984,,,,889776.html#BoxWiadTxt
    ================

    Czy pan Prezes składa samokrytykę?
    Czy też należał do „innych elit”?

    O jego pobycie na Zachodzie nic nie wiadomo, a o kręceniu sie w okolicach stołu, okrągłego, sporo…..

  86. – Tak jak w przypadku Komisji Majątkowej nie tworzono żadnych operatów szacunkowych. Nie brano pod uwagę kosztów, jakie miasto poniosło na utrzymanie, odbudowę i renowacje tych budynków. Na podstawie widzimisię kilku nieznanych panów zabytki i budynki użyteczności publicznej Krakowa są zwracane gminom żydowskim ? grzmi poseł Kopyciński.

    – Można więc założyć, że Miasto Kraków przekazało GWŻ mienie o wartości kilkuset milionów złotych. A to tylko 50 wniosków w samym Krakowie, natomiast w całej Polsce było ich 5,5 tys. I nadal są one rozpatrywane. Chciałbym, żeby w Polsce nie obowiązywały podwójne standardy i wszystkie kościoły i związki wyznaniowe były traktowane tak samo ? wyjaśnia Kopyciński.
    http://wiadomosci.onet.pl/krakow/klony-komisji-majatkowej-miliony-dla-gmin-zydowskich/gqgng
    ==================

    Nie tylko Piskorski robił interesy naszym kosztem…….

  87. Szanowny Czesławie!
    Witam w Klubie 80+, życzę dołączenia do Klubu 100+ w dobrym zdrowiu i z poczuciem humoru!
    Moje nieobecności na blogach POLITYKI są skutkiem kłopotów zdrowotnych, mam nadzieję – przejściowych.
    Szanowna Gospodyni!
    Wzajemne wartości obu panów T i P doskonale oddaje stare polskie porzekadło: Wart pałac Paca, a Pac pałaca. Czy nie odnosi Pani wrażenia, że prawo gospodarcze ustanowione podczas rządów POPiS, a szczególnie w podczas rządów PO, sprzyja aferom gospodarczym. Czy to tylko „wypadki przy pracy” – stanowieniu prawa, czy może coś brzydkiego za tym nie kryje się?
    Przesyłam ukłony
    Kropkozjad

  88. Szanowny @Kropkozjadzie (17.46 dnia 16.05.) – zmartwiłeś mnie wiadomością o przejściowych kłopotach zdrowotnych. Niestety, drogi przyjacielu, klub 80+, to klub z którego już nie ma powerotu.
    Nowe komórki, jesli nawet ten „wycieńczony” organizm je tworzy, to są one tak zniekształcone w stosunku do pierwowzoru, poprzez wielokrotne powielanie kopii z kopii, że są prawie niepodobne do macierzystych.
    No, cóż mechanizm starzenia się znany, ale z „naprawą” tego mechanizmu jakoś im się nie spieszy.
    P.S.: czeka mnie w niedzielę wyczerpujący dzień, Wiktorek (mój wnuczek) przystępuje do Pierwszej KŚ. Jaśli przeżyję ten dzień – to będzie sukces. Życzę zdrowia Tobie i @Antoniusowi – chociaż mnie niesamowicie „zbeształ”. Czesław.

  89. Czesławie!

    W którym to momencie Ciebie „zbeształem” i za co? Nie przypominam sobie. Może coś źle zrozumiałeś, bo mój styl jest zawsze trochę kpiarski i „…wężykiem…”, ale posłałem Ci szczere i serdeczne życzenia z powodu doszlusowania do klubu 80+! Z tej okazji napisałem, że jesteś dla mnie „smarkaczem” (bo o rok młodszym). To był oczywiście żart!!!
    Chociaż może w nim być ziarenko prawdy. Gdy dzieci mają kilka lat, wtedy rok różnicy daje ewidentne różnice w rozwoju. Też u nastolatków. Gdy wiek przekracza tak z 25 do 50 różnice nie są tak duże. Gdy człowiek staje się „dojrzały” – tak koło 70-ki, wtedy znów rok, dwa różnicy ma znaczenie, a u 80+ mogą to być miesiące. Tym razem nie żartuję, obserwowałem to na sobie. Od 11 lat jestem niepełnosprawny ruchowo (reszty nie oceniam, bo nie ogarniam) i z roku na rok jestem słabszy – mimo dość intensywnej rehabilitacji. Ostatnio przestałem, bo moja rehabilitantka sama została inwalidką i martwi się o siebie. Kilka lat temu odniosłem prawie sukces – przemieściłem się raz bez specjalnej laski około 2 m – od łóżka do stołu.Teraz nie jest to już możliwe. Wybieram się latem po raz ostatni do szpitala na rehabilitację, ale bez złudzeń – nie wierzę, aby mi to coś dało, poza straceniem 3 tygodni, wykreślonych z życiorysu.
    Tam nie ma WiFi i odpocznę duchowo od polityki i Polityki.
    Pozdrawiam „kolegę klubowego”!

  90. PS

    Też się cieszę z pojawienia się „kropkozażeracza”.

  91. Jerzy Waldorf powiedział kiedyś bardzo ważne i ciekawe zdanie;
    „Na starość Pan Bóg wali jednych po głowie, a innych po nogach…”
    Naoglądałam się zarówno jednych, jak i drugich i myślę, że jak już koniecznie trzeba oberwać, to niech to będzie „po nogach”.
    Głowa niech pozostanie, jaka jest. Oby!
    Antonius i Czesław oberwali po nogach i możemy się cieszyć ich dojrzałymi, ciekawymi wpisami a także czasami uśmiechnąć, kiedy piszą, podkreślając „wężykiem”.
    Mnie też z upływem lat coraz bardziej dają się we znaki kręgosłup i te nogi do bani. Ale jeszcze noszą, gdzie trzeba!

  92. P.S.
    @Kropkozjada po przejściach witam z radością.

  93. Nie na temat, ale aktualne.

    Chciałbym napisać coś wesołego w tak smutnym momencie. Dlaczego uważam, że czas jest co najmniej smętny? Ciągle deszcze i zimno, nawet grzeję klimatyzacją – taniej niż gaz.
    A dlaczego jest tak zimno? Bo przyszła cała czereda zimnych ogrodników. Z pozoru jest ich tylko trzech i ich imiona kończą się na „acy”.

    Kilka dni temu podczas śniadania próbowaliśmy sobie przypomnieć ich imiona. Żona zajrzała na katolicki kalendarz i oznajmiła: „Pankracy, Gerwazy i Bonifacy”! Nie pasował mi ten Gerwazy, bo imię się kończy na „azy”, a nie „acy”. Skojarzyło mi się to imię raczej z klasyką literatury polsko-litewskiej, ale nie śmiałem zaprzeczyć, taki odważny już nie jestem.
    Postanowiłem jednak zapytać Gugla i zadałem mu hasło „zimni ogrodnicy”. Podał mi ich poprawne imiona – ten Gerwazy to Serwacy! Dowiedziałem się przy okazji, że jest to zjawisko, typowe dla Europy i pojawia się nie tylko przez 3 dni, a z dziesięć. Najlepszy dowód, że ogrodnicy pracują dłużej, to dzisiejsza temperatura.
    Zastanowiło mnie co innego. Otóż w znanych mi krajach Europy ci świeccy ogrodnicy są „świętymi lodowymi”!!!
    W Niemczech Eisheilige (to pamiętam z dzieciństwa), we Francji podobnie (jeśli przetłumaczyć na polski), podobnie też w Holandii, angielskiej wersji nie widziałem, tam może jest inny klimat – morski.
    Jednakże zawsze to byli święci. Tam widać indoktrynacja katolicka dotarła wcześniej, niż do nas, albo dawny lud polski był bardziej odporny na „nowe”. Okazuje się, że to ma chyba związek z tym, że Polacy należą do Słowian. Ukoronowaniem moich rozważań będzie komentarz do typu ludzi, skojarzonych z tym zjawiskiem atmosferycznym.
    Otóż w Słowenii, czyli u południowych Słowian, też nie znają świętych a są „lodowi mężowie”, nie jacyś święci. Ucieszyło mnie to, ale myślałem, że spadnę z fotela, gdy przeczytałem, jak Słoweńcy nazywają „zimną Zośkę”, która nadchodzi po ogrodnikach. Napiszę to najpierw dosłownie, a potem dodam komentarz:

    „Poscana Zofka”.

    Jako Ślązak znam ten przymiotnik bardzo dobrze, zmodyfikowałbym go tylko na „pojscana” – posiusiana! Jak wspaniale dobrane określenie, „pojscało” nas niebo cały dzień!

  94. Ten „bold to nie moja wina! Sprawdziłem zamknięcie po pierwszych słowach, a przy wklejeniu chyba znikło.

  95. Poprawka – jednak moja wina. Sprawdziłem na dysku i zamknięcie zawierało fałszywy znak ().

  96. @Nelu,
    jesteś super. Pozdrawiam, Nemer

  97. Antonius, Czesław
    U nasz we Warszawie też pojscało, ale odpuściło i nawet słoneczko (jak jest po ślunsku?) wychynęło.
    A tak w ogóle to podzielam opinię Neli – lepiej oberwać po nogach niż po głowie. Przerobiłam to na swoim ojcu i teściu.
    Czymajcie się chopy.
    Wybieram się dziś (noc muzeów) tylko do Muzeum Historii Żydów Polskich , bo mam blisko (długie łażenie i stanie jest mi niemiłe z racji kręgosłupa zwyrodnialca) a szykują ciekawe atrakcje.

  98. Sorry, zapomniałam dodać Ciebie, Kropkozjadzie do tych chopów, co by się czymali!

  99. Pędzla! Bo majster drabinę zabiera!

  100. @mag

    Pytanie: Jak jest po śląsku – „srebrzysta chmura zasłana mi widok”!

    Odpowiedź: „Gówno widać”!

  101. Szanowne Blogowiczki i Szanowni blogowicze!
    Dziękuję wszystkim, którzy miło mnie przywitali, gdy wpadłem na chwilę na blog. Niestety nie jest to jeszcze powrót. Trza (to czysto po polskiemu) zadbać o zdrowie, gdyż z klubu 80+ nie ma już powrotu, jak słusznie zauważył Czesław.
    Szanowna NELO, niestety nie mamy wyboru, czy kalendarz dowali nam po głowie, czy po nogach, czy po innych częściach ciała.
    Szanowna Mag, z tym czymaniem się to jeszcze nieźle nam podstarzałym chopakom wychodzi. Natomiast coraz trudniej puścić się!
    Szanowni Antoniusie i Czesławie, z Waszych informacji o przeżytych latach, odnoszę wrażenie, że powinniście do mnie zwracać się per „wujku”. Ale może niech będzie po dawnemu, ale nie po staremu, bo wyraz stary i pochodne od niego inne wyrazy, są brzydkie, smutne i wprost nieprzyzwoite.
    Z zimnymi ogrodnikami i poscaną Zofką to niemal coroczna normalka, ale te nieregularne anomalia pogodowe, które nas w Polsce dopadają to, jakem ateista niemal od urodzenia, chyba kara boża za konkordat.
    Ukłony dla pań i pozdrowienia dla wszystkich.

  102. PS. A mnie kalendarz dowalił po oczach. Na szczęście dopadły mnie miłe panie okulistki, nie te od karcianej gry w oko, ale te z dyplomami lekarskimi, i zrobiły ci trza było. Teraz jaszcze kilka chwil, mierzonych niestety kalendarzem, wszystko wróci niemal do normy.

  103. Kropkozjad!
    No to będziesz widział lepiej, albo dobrze… no widzisz?

  104. Widząc „lekki” zastój w strumieniu komentarzy napisałem kilka genialnych uwag na temat:
    „Co lepiej, czy jak uderza w głowę, czy w nogi”?
    Sprawa nie jest bowiem taka prosta jak sądzicie. Powstaje pytanie:
    „Dla kogo lepiej”? Czy dla „szlagtrafniętego”, czy dla jego rodziny?
    Dawałem piękne przykłady własnych obserwacji w licznych ośrodkach rehabilitacyjnych, ale blog zeżarł mi tekst, a nie zabezpieczyłem się kopiowaniem. Już nie chciało mi się powtórzyć pracy i nie będziecie wiedzieli, do jakich wniosków doszedłem. Trudno! Takie są uroki przy stosowaniu anonimowego programu eliminacji „brzydkich” wyrazów. Przypuszczalnie zausterkował program zbitkę słowną „jejzusmariaqrwa”- to były jedyne skoordynowane dźwięki, który wydawał z siebie pewien przystojny pan, prosty jak struna i chodzący jak Korzeniowski, więc nie poszło mu w nogi, tylko wyżej. Niby to śmieszne, ale tragiczne. Spotkałem tego człowieka kilka razy w trzech ośrodkach i tylko tak mówił. Po kilku latach już potrafił zrobić krótką przerwę po pierwszych dwóch wyrazach, ale ostatnia też była, nie zapomniał. Widać był postęp w rehabilitacji, większy niż u mnie z tymi nogami. Może go spotkam w sierpniu w Korfantowie?
    Miałem też „kolegę”, który nie zaprzątał sobie głowy Jezusem i Marią, tylko w zdenerwowaniu wypowiadał to trzecie, więcej nie mówił. Miał powód. Chodził, ale miał potworny przykurcz palców ręki. Próbowano mu przybić palce do deski jak nie przymierzając Jezusowi na krzyżu i z tą deseczką chodził i klął od czasu do czasu, ale tylko, gdy miał powód z powodu kłopotów z tą deszczułką. Bardzo było mi go żal. Spotkałem go razem z tym „mówcą” w Ozimku, kiedy jeszcze wierzyłem, że u mnie zabiegi rehabilitacyjne mają sens. Po ostrym zapaleniu trzustki (piękna choroba) nastąpił u mnie taki regres, którego nie potrafię zniwelować, a lata lecą. Ta choroba miała tylko jedną zaletę, niestety przejściową – schudłem kilkanaście kilogramów. Po rocznej, ostrej diecie nie mam kłopotów z trzustką, ale kilogramów mam obecnie tyle samo, jak przed chorobą.

    PS
    Nie pamiętam, czy to mag lub Nela pisały o jeżdżeniu samochodzikami „zstępnego” – na podłodze. Nie jesteście oryginalne. Moja żona czyniła to samo z setką matchboxów wnuka, obecnie pływającego w Oceanie Indyjskim między Indiami, Arabami do Madagaskaru i przez Seszele do Indii, tak w kółko. Turystycznie pozornie piękna trasa. Filmował trochę na Seszelach. Ładnie tam tylko są fanami Korwina Mikke – wolą ruch lewostronny.
    To jeżdżenie się działo blisko 30 lat temu, ale nastąpiła powtórka z rozrywki. Pokutuje teraz na podłodze z autkami prawnuka (częściowo odziedziczonymi, częściowo dokupionymi) – dziś przyjeżdża, wtedy ja mam przerwę w życiorysie (do końca tygodnia), bo całe życie upłynie pod dyktando smarkacza.

    Mam dobrą radę dla babć – używać różnobarwnych fasolek! To nie dowcip! Z fasolek wnuk układał trasy dla jazdy samochodzikami jak w Formule 1 i zaczął się bawić sam, co ulżyło babci. Coś mu z tego okresu zostało – podnieca się nadmiernie takimi głupstwami. Będąc na urlopie przyjechali do nas o 6-tej rano, aby oglądać na RTL’u zawody Formuły 1. Gdy zejdzie ze statku w sierpniu, to wybierze się moim inwalidzkim autkiem z rodziną do Belgii, aby pierwszy raz na żywo zobaczyć takie głupoty. Zaraził tym żonę (pewnie udaje z obowiązku lub miłości) i swego syna. Każdy z nich ma ulubioną stajnię i kibicują straszliwie.

  105. PS

    Spotykanie tych samych ludzi w ciągu kilku lat w różnych ośrodkach rehabilitacyjnych nie jest czymś dziwnym, wiąże się to z procedurą walki o przyjęcie. Składa się wniosek, czeka kilka lat (około 2) i po wyjściu wniosek do drugiego ośrodka. Gdy już zapomną o pacjencie, znów do tego samego ośrodka. Terminy oczekiwania zbliżone więc i prawdopodobieństwo spotkania tych samych ludzi jest duże. Stąd moje kontakty z „mówcą”.
    Pamiętam młodego chłopca, który uszkodził kręgosłup przy skakaniu do wody – złamała się deska. W Reptach był jedynym, który jeździł elektrycznym wózkiem, bo umiał tylko poruszać palcami prawej ręki. Lekarze nie wróżyli mu poprawy. Zawsze był w czapce, aby ukryć ślady po operacji mózgu. Dwa lata później spotykamy go w Korfantowie i już chodził, a nawet pływał w pięknym basenie, z którego i ja korzystałem po pierwszym udarze. Pływałem i grałem w ping ponga – to były czasy! Po drugim tylko smętnie patrzyłem na napis „basen” i w sierpniu będzie podobnie, bo nawet z „makaronikiem” wokół brzucha jest ryzyko utonięcia, a jako pacjent NFZ pewnie nie dostąpię zaszczytu indywidualnych ćwiczeń w basenie (prywatnie miałem takie zajęcia). Przyglądający się ludzie pękali ze śmiechu, bo kręciłem się w kółko (jedne kończyny słabsze i to powoduje obrót niczym u tupolewa po utracie części skrzydła).

  106. Antonius!
    To ja z tymi samochodzikami po podłodze…
    Na szczęście maluch jest tak samodzielny, że ja sobie siedzę na jego łóżku i robię za obserwatora albo kibica. On sam wymyśla scenariusze, sam kieruje wypadkami na trasach, bo one się składają z samych wypadków i kraks.
    Nie daj Bóg, żebym się wtrąciła! Wtedy przestaje mnie lubić „na zawsze”.
    Trwa to chwilkę, bo jednak bez publiczności zabawa byłaby nieważna.
    Tych fasolek to bym się bała. Widziałam, co taka fasolka, włożona do nosa potrafi zdziałać. Trasy układa się z klocków lego i bardzo dobrze.
    Z tych klocków układa się też podium dla zwycięzcy wyścigu, ale ja do tego ręki nie przykładam, jestem od kibicowania i starczy.
    Tylko wyraźnie poproszona coś tam pomogę, ale mały jest bardzo samodzielny i pomocy nie chce. Ma 4,5 roku, liczy do trzydziestu, dodaje i odejmuje do dziesięciu, co jest chyba niezłym wynikiem.
    Moja spora w tym zasługa, bo od najmłodszego wszystko, co się dawało policzyć, to z nim liczyłam, pamiętając własne matołectwo w tej dziedzinie.

  107. Czy to naprawdę Europa ?
    Za dni parę mają się odbyć wybory u naszego sąsiada na Ukrainie.
    Czytuje gazety , słucham radia i TV no i słyszę wezwania do głosowania na partje i partyjki a przede wszystkim na ”kandydatów”
    wystawionych przecież przez zacne i szlachetne gremia .
    Dziwnym jednak jest że :
    – kandydaci nie wiedzą CO TO TAKIEGO JEST TA UNIA I CZYM SIE ZAJMUJE
    – pierwsze miejsca okupują znajomi królika – znani z tego że są znani
    a znani przede wszystkim z tego że OLEWAJĄ zebrania , obrady , glosowania i takie tam różne duperele będące niby działalnościa tego do czego chcieli by być wybrani.
    Są nawet tacy co chcą brać pieniądze za to by przeszkadzać w działalności , ośmieszać i dyskredytować ten twór.
    Swego czasu pytałem czy p Wojciechowski -CO CZWARTE OBRADY OPUSZCZONE – bierze pieniądze za udział w programach pani od
    osób pokrzywdzonych.
    Ma czas na TV – na obrady -nie.
    Pan Ziobro potrafi przypisywać się do programów w których udziału nie brał i do decyzji o których odrzuceniu nie słyszał , i,t.d.
    Ale to nasz własny ogródek i takie dziwolągi sa na porządku dziennym – jak to mówił pan Jacuś – ciemna masa to kupi.
    Ja tak chciałbym słów parę o wyborach u sąsiada może pytań a w zasadzie jedno.
    Jeśli tak gromko nawołuje się do dysputy narodowej na Ukrainie
    wspieranej w każdej dziedzinie przez nasz rząd a i przez Wieecznych Opozycjonistów również popieranej -to:
    – Jakież to cywilizowane obyczaje pozwalają rozstrzeliwać 10 żołnierzy za to że opowiedzieli się za jedną ze stron w dyspucie do której wzywa obecnie urzędująca ekipa.
    EKIPA MAJĄCA PRZED SOBĄ JESZCZE PARĘ DNI WŁADANIA –
    bo przecież tylko do wyborów .
    W dodatku jest to skład którego nikt na Ukrainie nie bierze poważnie pod pod uwagę na listach wyborczych.
    Co każe wpychać do piachu ludzi opowiadających się za zmianami ?
    Ludzi zapraszanych przecież do dyskusji ,
    W Afryce nie tak dawno kacyk na śniadanie jadał wątroby swych przeciwników – czyżby stamtąd przychodziły trendy popierane przez Polskę ,Unię i przyjaciół zza kałuży ?????
    Dowiedzieliśmy sie o rozstrzelanych 10 – a o ilu nie wiemy ?
    Proces sądowy nawet zbrodniarza trwać potrafi parę miesięcy a tu – ktoś powiedział – co 10 wystąp i pod ścianę.
    Kto wie może im nawet nie odczytano aktu oskarżenia , a mieli swego obrońcę?, była jakaś instytucja odwoławcza ?
    – no i nie wypada nie zapytać CZEMU ŻOŁNIERZY ROZSTRZELAŁA JAKAŚ GWARDIA – która jeszcze przed paroma tygodniami nie istniała.
    Miało być pytanie więc :
    KOGO MY POPIERAMY ? – może takich jak Amin , amatorów wątróbki.
    Przepraszam za przyniesienie paskudztwa na blog.
    uklony

  108. „Wujku” Kropkozjadzie!

    Ogólnie się zgadzam, że konkordat to złodziejskie „porozumienie” wilka z owcami, ale nie wierzę, aby Pan Bóg za sam konkordat ukarał 99.9% Polaków (tyle podobno jest wpisanych w rejestrach kk), ale właśnie za nieprzestrzeganie konkordatu przez jego przedstawicieli na jedynej zamieszkałej planecie!!!
    Zamiast ofiarowanego palca biorą rękę aż do dużego palca u lewej nogi.
    Tak à propos pretensji do Stwórcy! Jak mógł swój najważniejszy twór (Ziemia + człowiek) umieścić w takim zadupiu kosmosu???

  109. FRAGMENTY Z KSIĄŻKI BOYA – ŻELEŃSKIEGO PT. „NASI OKUPANCI” (1932)
    „Dopóki w Polsce będzie można wykrzykiwać wzniośle: ?Bóg i religia?, tam gdzie w gruncie rzeczy chodzi o władzę i pieniądze ? dopóty kasta wyodrębnionych z życia dzikusów będzie regulatorem najdonioślejszych spraw społeczeństwa, z jego największą szkodą. Są bakterie, które zabija się światłem. […] Gdziekolwiek wyłoni się paląca kwestia, w której ludzie głowią się i radzą, co czynić, aby na świecie było trochę lżej i trochę jaśniej, natychmiast wysuwa się złowroga czarna ręka i rozlega się grzmiący głos: ?Nie pozwalamy! Nie wolno wam nic zmienić, nic poprawić. Wszystko musi zostać po dawnemu; niczego tknąć nie pozwolimy z gmachu ciemnoty i ucisku. Ktokolwiek chciałby ulżyć doli człowieka na ziemi, sprzeciwia się prawu Boga, sprzeciwia się woli bożej?.(…) Nie mogę uwierzyć, aby wola boża miała być zawsze i wszędzie układna wobec bogaczy, a bezlitosna dla biedaków; aby osłaniała swym płaszczem kłamstwo, okrucieństwo i chciwość. […] Kiedy czyta się ten list (prymasa Hlonda) w sprawie nowej ustawy małżeńskiej (…) ma się wrażenie, że to mówi przedstawiciel postronnego mocarstwa, rezydujący w naszym kraju, ale obcy, przemawiający tonem władcy. Mamy już w naszej historii takie smutne wspomnienia…[…] Niedługo czekaliśmy na skutki konkordatu, owego niepoczytalnego konkordatu, dającego biskupom przywileje, jakich nie mieli w Polsce nawet w średniowieczu, konkordatu, który czyni z nich wyłącznie przedstawicieli Rzymu, luźnie związanych z naszym społeczeństwem, czujących się ponad naszym prawem. […] Trzeba się dziwić bierności, z jaką społeczeństwo oczekuje, co ? bez jego udziału ? zdecyduje ktoś o jego losie i w czym potem bezradnie tkwić będą całe pokolenia. ” –
    =============

    Powtórzę się.
    Za chwilę minie 100 lat.
    I niewiele się zmieniło……..

  110. Wiesiek 59
    Wielokroć przywoływałam na blogach „Polityki” (i nie ja jedna) choćby „Naszych okupantów” Boya, czy publicystykę Ireny Krzywickiej.
    Ze zgrozą wciąż na nowo, niestety, uświadamiam sobie, że w drugiej już dekadzie XXI wieku przeżywamy niesłychany regres obyczajowo- kulturowy.
    Może to znak czasu? Wszystko jest post. Postpolityka, posthistoria, postpowieść, czyli „zmęczenie materiału/łem”?
    Może tak musi być, ale oddycham z ulgą, że prywatnie już mnie to nie dotyczy (np.problem aborcji czy przyjmowania kolejnych sakramentów świętych za pośrednictwem kk. Moi bliscy wiedzą, że mają mnie spopielic na koniec, a gdzie i jak mnie pochowają po prostu mnie nie interesuje).
    Wolę wspominać swoją zwariowaną, wyzwoloną młodość, mimo że jej znaczna część przypadła na czasy „komuny”.

  111. Szanowni blogowicze, blogowiska pani Janiny PARADOWSKIEJ – dopiero dzisiaj mogę coś sensownego napisać o Niedzieli, dnia 18.05.br
    Był to dzień przystąpienia Wiktorka do PKŚw. Sam ten fakt nie przedstawia w sobie nic szczególnego, ale emocje związane z „prezentowaniem” z tej okazji są od lat jednakowe.
    Tak też było i w przypadku mojego wnuczka Wiktorka. Oczekiwanie na prezenty, to było to! . I tu pojawił się pewien paradoks : dobrze być w ten jeden dzień „sierotką”.
    Każdy z rodziny i przyjaciół chciał jakoś szczególniej upamiętnić pamięć mamy Wiktorka.
    W gronie najbliższej rodziny, kupiony został najnowszej wersji i dużej pojemności komputer z telewizoro – monitorem w składzie. Poza tym od zegarka do tabloidu otrzymał właśnie od przyjaciół mamy Ani.
    Na dzień dzisiejszy poziom emocji opadł do poziomu dumy z posiadania a sam Wiktorek zachowuje się już racjonalnie.
    P.S. @Antoniusie drogi (11.12. dnia 17.07.) – u mnie także to „zbeształ”, jest ujęte w cudzysłów.
    Droga @NELO – różnica kilku lat u maluchów, to także ogromne różnice w postrzeganiu otoczenia. Wiktorek obecnie szuka bezpieczeństwa. Potrafi usiąść na kolanach i rozmawiać o otoczeniu. Wyobraź sobie, że poprawnie kojarzy sobie wydarzenia jakie mają miejsce na linii „druga rodzina” a dziadkowie (ku mojemu zadowoleniu!).
    Oby jak najszybciej osiągnął wiek 12 lat – to daje pewne prawa!
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich – Czesław.

  112. „Gala”, „Viva”, „Fakt” czy „Super Express”?
    Czesławie, czytasz to dziecku, czy on już sam? 😉
    Żartuję. I mam nadzieję, że się domyślasz, z czego.
    Ale nie domagaj się od dziecka jakichś niemożliwych osiągnięć typu „jak najszybsze ukończenie 12 lat” :roll:

  113. GajowyM…
    Mam wrażenie, że nie zrozumiałeś, co Czesław ma na myśli pisząc to, co napisał. On ma plany dalekosiężne.
    Albo ja się nie nazywam tak, jak się nazywam.
    A nazywam się od urodzenia tak samo.

  114. NELA…
    Myślę, że zrozumiałem.
    Myślę też, że „plany dalekosiężne” ma Czesław wobec siebie: dożyć w dobrej kondycji momentu, kiedy wnuczek skończy 12 lat.
    Czego mu serdecznie życzę.
    Tyle że dzieciom czas się na ogół okropnie dłuży, a starym – mija piorunem… :(

  115. Nie wiedziałem, dlaczego Czesław uznał wiek 12 lat u chłopca za coś niezwykłego. Gdyby 13, to rozumiałbym, że chodzi o Bar-micwę, obrządek uznający dojrzałość religijną „mężczyzny”, ale 12? U dziewczynki byłby to analogiczny obrządek „Bat-micwa”, ale Wiktorek nie jest chyba z grupy LGBDT czy jakoś tak.
    Znam się na tym, bo wczoraj studiowałem Gugla w temacie. Przyczyna była banalna. Moja wnuczka (dziś obchodzi 18-te urodziny) została wczoraj mianowana przez biskupa pełnoprawnym członkiem kościoła (Bat-micwa katolicka, czyli bierzmowanie). Jest subtelna różnica między religiami – nazwa obrządku katolickiego jest taka sama dla chłopców i dziewcząt, wiek i rytuał identyczne, tylko tory nie mogą czytać w świątyni.

  116. Droga @NELO (0.11. dnia 23.05.) – Jesteś wspaniała, właśnie chodzi o to, że ja słyszałem, że dziecko po okończeniu 12-tu lat, staje się w pewnym sensie osobą prawną i może w swojej sprawie mieć coś do powiedzenia.
    Chodzi właśnie o to, by Wiktorek miał prawo „sprzeciwić” się pewnym, dla siebie niewygodnym posunięciom opiekunów.
    Drogi @Antoniusie z religią to nie ma nic wspólnego. Moja rodzina nie ma niczego wspólnego z tym, o co mnie „po cichu” posądzasz i płeć wnuczka także !!
    Serdecznie pozdrawiam przyjaciół – Czesław.

  117. Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy przyznaje po skończeniu 13 roku życia ograniczoną zdolność do czynności prawnych.
    Między innymi, do wyrażenia zdania na temat adopcji, czy przysposobienia.
    Albo, z którym rodzicem chce sie być…..

    Do tego momentu dziecko jest przedmiotem w walkach rozstających sie rodziców…..
    „Tato” obowiązkowo do obejrzenia……
    Toksyczność niektórych związków jest straszna.

  118. Czy jest tu gdzieś niedaleko LEX ?
    Albo ktoś kto potrafił by i pomógł wyjaśnić rzecz następującą:
    1 – czy 17 latka może lub powinna odpowiadać karnie za publiczne znieważenie Premiera RP – nazywając Go zdrajcą
    2- czy w tej sytuacji nie powinna prokuratura wszcząć śledztwa w tejże sprawie by ustalić ;
    a] kto współdziałał w wytworzeniu tegoż spektaklu
    b] jakim tez sposobem wieść ta tak szybko dotarła i została publicznie ”zużyta” na potrzeby kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego.
    c] czy powyższe jest lub nie jest złamaniem ciszy wyborczej .
    Moje tak wiadomości jak też doświadczenie życiowe podpowiada że takie rzeczy są REŻYSEROWANE.
    Wolałbym jednak by ktoś bardziej doświadczony sprawę rozważył.
    ukłony

  119. Czesław – 17:23
    Wiedziałam – czułam, że właśnie o to zabiegasz.
    Nie znam realiów, ale z twoich krótkich wzmianek wywnioskowałam, że to jest właśnie twoja główna troska i cel. Wierzę, że nie jest to działanie wyłącznie emocjonalne, w tych sprawach trzeba wiele delikatności i empatii.
    Życzę powodzenia, przede wszystkim Wiktorkowi, bo o jego przyszłość toczy się gra. Oby zakończenie było szczęśliwe.

  120. Wywołany odpowiadam cytując źródlo, tj. stosowny przepis kodeksu karnego; jest to odpowiedź na pierwsze pytanie. Na pozostałe, niestety nie mogę odpowiedzieć gdyż nie znam sprawy i nie wiem o co i kogo chodzi ( z wyjatkiem Premiera – oczywiście ).

    Art. 10. § 1. Na zasadach określonych w tym kodeksie odpowiada ten, kto popełnia czyn zabroniony po ukończeniu 17 lat.

    § 2. Nieletni, który po ukończeniu 15 lat dopuszcza się czynu zabronionego określonego w art. 134, art. 148 § 1, 2 lub 3, art. 156 § 1 lub 3, art. 163 § 1 lub 3, art. 166, art. 173 § 1 lub 3, art. 197 § 3 lub 4, art. 223 § 2, art. 252 § 1 lub 2 oraz w art. 280, może odpowiadać na zasadach określonych w tym kodeksie, jeżeli okoliczności sprawy oraz stopień rozwoju sprawcy, jego właściwości i warunki osobiste za tym przemawiają, a w szczególności, jeżeli poprzednio stosowane środki wychowawcze lub poprawcze okazały się bezskuteczne.

    § 3. W wypadku określonym w § 2 orzeczona kara nie może przekroczyć dwóch trzecich górnej granicy ustawowego zagrożenia przewidzianego za przypisane sprawcy przestępstwo; sąd może zastosować także nadzwyczajne złagodzenie kary.

    § 4. W stosunku do sprawcy, który popełnił występek po ukończeniu lat 17, lecz przed ukończeniem lat 18, sąd zamiast kary stosuje środki wychowawcze, lecznicze albo poprawcze przewidziane dla nieletnich, jeżeli okoliczności sprawy oraz stopień rozwoju sprawcy, jego właściwości i warunki osobiste za tym przemawiają.

  121. Pardon,
    zbyt późno dowiedziałem się o co chodziło @zezowatemu i w związku z czym pytał…..
    Nie robiłbym z powodu wypowiedzi tej uczennicy problemu , a juz w żadnym razie prawno-karnego, tzn. ścigał, sądził i karał.
    Po prostu, odpusciłbym, gdyż w przeciwnym razie nie byłoby gdzie podobnych jej „winnych” wsadzać. Rygorystycznie egzekwując prawo, zwłaszcza karne ( jeśli do jego naruszenia rzeczywiście doszło ) mozna wyrządzić większą szkodę niż okazując wyrozumiałość, zwłaszcza dla i wobec tak młodej osoby.

  122. Tytuł chyba powinien brzmieć na odwrót. To Piskorski jest cwaniakiem, a Tusk etosowcem!

  123. Ujawnianie przekretów wladzy leży w interesie panstwa.
    Tusk upartyjnił panstwo do tego stopnia ,ze pomylił partię z panstwem. Mentalnie wraca do dykttury KC PZPR. Punkt siedzenia zmienił mu punkt widzenia. Jako polityk jest skonczony. W historii Polski zapisał czarną karte.
    Sam dobral sobie mafijen towarzystwo do rzadzenia. W sam raz do lokalu ,,Sowa i Przyjaciele ” , ktory w tym miejscu goscil niegdys warszawskie gangi.
    Gdansko-warszawska gangsterka pokazala wszystko na co stac ta formację. klamstwa , obluda , oszustwa , nieprawosci..

  124. Brakuje bieżącego komentarza…

css.php