Szok dymisyjny?

Mieliśmy spektakl bez precedensu. Oto były wysoki funkcjonariusz państwowy wystąpił przeciwko państwu. Podobno w obronie swojego honoru, przeciwko któremu uruchomiono wszystkie struktury rządowe.

Te struktury pracują ponoć nad zniszczeniem jego wyjątkowej wiarygodności, która będzie mu potrzebna, by stanąć prze komisją, a najchętniej komisjami śledczymi i pognębić wreszcie swoich przeciwników, w tym przede wszystkim premiera Tuska, który uniemożliwił mu akcję życia, tę perłę w koronie CBA, czyli rozpracowanie tego, co mocno na wyrost nazywa się aferą hazardową.

Mariusz Kamiński przedstawił się niby sam Bóg. Tylko on jeden wie wszystko i orzeka, co jest zgodne z prawem, co bezprawne. Wszystkie działania przeciwko niemu są oczywiście bezprawne, wszystko co on zrobił jest perfekcyjne. On powinien być prezydentem, premierem, którym niestety tylko ‘formalnie’ jest Donald Tusk i stać na czele wszystkich służb. Bez niego te inne są byle jakie. Jest gdzieś jakieś tam ABW zapełnione przez małych ludzi, którzy odebrali mu certyfikat dostępu to tajemnic, który przecież będzie mu w sposób oczywisty potrzebny, gdy wróci na stanowisko szefa CBA. Obecny szef CBA jest zupełnie niesamodzielny, bowiem decyzje i tak zapadają w kancelarii premiera. Prokuratura pracuje pod polityczne dyktando itp. itd. Gdzie Kamiński spojrzy, tam groteska, wszystko jest godne pogardy, wielkość widzi wyłącznie, gdy patrzy w lustro. Niektórzy mówią, że taki stan to szok po dymisji, swoista choroba, ale nie muszą mieć racji.

Kamiński tym różni się Boga, że Bóg jest ponoć miłosierny, a Kamiński tnie jak brzytwa. Po wszystkich, którzy nie są z jego partii. Odrabia swoją czysto partyjną robotę z nadzwyczajnym zapałem. I będzie ją odrabiał nadal, bo przecież kogoś tak wielkiego nie obowiązują żadne reguły. Nie obowiązują tajemnice państwowe, zwyczajna przyzwoitość, elementarny szacunek dla przełożonych, lojalność wobec zwierzchników państwowych, a nie partyjnych.

Ponad godzinna konferencja byłego szefa CBA merytorycznie niewiele warta, podczas której zaliczył właściwie jedno “osiągnięcie”, ochlapał dodatkowo błotem akcję budowy orlików, aby rządowi, a zwłaszcza premierowi bardziej dopiec pokazała jedno: Mariusz Kamiński nigdy nie powinien pełnić żadnego stanowiska państwowego. Jest może jeszcze funkcjonariuszem, ale wyłącznie partyjnym. Niby wszyscy wiedzieli to od dawna, ale jakoś nie chcieli przyjąć do wiadomości, bo to przecież człowiek ponoć uczciwy. Może fanatyk, ale uczciwy. Tak mówiono. Uczciwość nie polega jednak tylko na nieprzyjmowaniu łapówek. To coś znacznie więcej, czego Kamiński absolutnie nie pojmuje. Jest też problem poważniejszy zawierający się pytaniu “jak ma się zachować państwo wobec takiego byłego wysokiego urzędnika”? Czy ma pokazywać tylko bezsilność, bo nikt nie chce kreować nowego męczennika? Udawać, że nic się nie stało?

Niestety, tak już jest, że nielojalni urzędnicy państwowi mogą się czuć zupełnie bezkarni a nawet bywa, że znajdują natychmiast nową dobrą pracę. Pałac prezydencki czeka. Wzięto Waszczykowskiego, to niby dlaczego nie wziąć Kamińskiego? Chyba, że on sam nie zechce. Jest przecież ponad wszystko. I pomyśleć, że te wszystkie afery, konferencje, te komisje śledcze są tylko z jednego powodu - oto prokuratura ośmieliła się postawić zarzuty karne jednej osobie, czyli byłemu szefowi CBA. Z tego powodu to całe szaleństwo. Zarzuty może przecież stawiać tylko Mariusz Kamiński. Nawet nie będąc prokuratorem. Czyż to nie jest oczywista oczywistość? Czy ta prokuratura zwariowała, że ośmieliła się podnieść rękę na samego Boga?

***

PS. 1

Kilka godzin przed ową konferencją SLD zgłosił projekt zmian w ustawie o CBA. Szef tej służby ma być wybierany przez Sejm na 6 lat większością 2/3 głosów, aby był praktycznie nieusuwalny i podlegać miałby prokuratorowi generalnemu. Oczywiście temu przyszłemu, wyposażonemu w ogromną władzę. O badaniach psychiatrycznych zapomniano. Lewica nie ma ostatnio szczęścia do pomysłów. Co palnie, to głupstwo.

PS. 2

Korespondencja przy następnym wpisie blogowym, czyli już po Wszystkich Świętych.

Wpis “Szok dymisyjny?” skomentowano 115 razy

  1. Yevaud pisze:

    WG

    dziekuje za odpowiedz pod poprzednim wpisem.

    Nie ma znaczenia, czy przecieram oczy ze zdumienia ani to czy FBI “uchodzi” za sluzbe nie zabijajaca ludzi na lewo i prawo.

    Moje wyobrazenia nie maja wartosci argumentu.

    Sposob dzialania, ktory opisales, jest dla kogos, kto uwazal USA za imperium dobra pewnie wstrzasajacy.
    Jednak to samo da sie powiedziec o przestrzeganiu praw czlowieka - Guantanamo bylo najlepszym przykladem, ze USA - wielki obronca praw czlowieka na swiecie - same te prawa lamia.

    Mimo to nie uwazam, zeby mozna bylo porownywac stopien lamania praw czlowieka w USA obecnie do tego, co sie dzialo w ZSRR.

    Za czasow stalinowskich nikt nie bawil sie w znieslawianie czlowieka - jak byl niewygodny (z jakiegokolwiek wzgledu) to sie go likwidowalo czlowiek znikal - nawet ze starych fotografii (przypadek Jezowa) - ostatecznie Beria zlikwidowal Stalina.
    Zadnego zaszczuwania - kilku silniejszych wyciagalo danego czlowieka i zabieralo w miejsce odosobnienia, gdzie byl katowany. Jak wywozono Trockiego nikt nie smial sie zainteresowac.

    Nieprzecze, ze metody FBI sa obrzydliwe - porownywanie jednak dzialan FBI do reguralnego terroru stalinowskiego, ktorego narzedziami byli Beria i jego podwladni - troche wydaje mi sie na wyrost.

  2. Stary Polak z PRL-u pisze:

    1.
    Szczerze mówiąc, jestem w szoku. Gość powinien być natychmiast aresztowany za upublicznianie tajemnic państwowych, w szczególności operacyjnych.
    2.
    Donald Tusk płaci za swoją niefrasobliwość sprzed 2 lat, kiedy to po objęciu stanowiska premiera RP zaniechał usunięcia Mariusza Kamińskiego z urzędu. Już wtedy wiedziałem, że sprawa zakończy się w taki lub podobny sposób. Mariusz Kamiński nigdy nie powinien objąć stanowiska publicznego.
    3.
    SLD zdaje się jest od miesięcy na ciężkim haju. Dlatego pomysły Zapateralskich już mnie dziwią.

  3. borys m pisze:

    Prokurator oskarża szefów o naciski
    http://www.rp.pl/artykul/378325.html

    Janusz Koniecki zeznał, że przełożeni nie chcieli, by stawiał zarzuty Adamowi Rapackiemu i Maciejowi Huni

    Zarzuty chciał postawić dzisiejszemu wiceministrowi spraw wewnętrznych Adamowi Rapackiemu i dzisiejszemu szefowi Agencji Wywiadu Maciejowi Huni.

    ***
    Tematem programu są naciski jakie wywierają najwyżsi funkcjonariusze służb specjalnych na prokuratorów aby zapewnić sobie bezkarność.
    http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/bronislaw-wildstein-przedstawia/wideo/27102009

    PS
    I jakoś to nikogo nie obchodzi.

  4. Przemek76 pisze:

    Witam Pania Janine i wszystkich internautow.
    Ogladajac wczorajsza konferencje Mariusza Kaminskiego zwrocilem uwage na 2 rzeczy zupelnie nie zauwazone przez komentatorow. Kaminski po raz kolejny oskarzajac premiera o przeciek w sprawie hazardowej uzyl zwrotu:”zostali uprzedzeni przestepcy”. Poki co jeszcze nikomu w tej sprawie nie postawiono zarzutow i byly szef sluzby nie powinien mowic o osobach rozpracowywanych przestepcy bez wzgledu na to czy obaj panowie biznesmeni budza sympatie czy odraze. Ale coz byc moze za duzo wymagam od bylego urzednika i do dziennikarzy,przeciez standardem IV RP bylo wydawanie wyrokow na konferencji prasowej.
    Druga rzecz na ktora zwrocilem uwage to wypowiedz Kaminskiego na temat agenta Tomka.Kaminski powiedzial zeby nie wierzyc w opowiesci na temat Tomka, poniewaz wypowiadaja sie na jego temat osoby z powaznymi zarzutami karnymi.Tak sie sklada,ze widzialem w TVN program “Uwaga” poswiecony Tomkowi. Wypowiadali sie w nim znajomi pani Weroniki Marczuk-Pazury: Kinga Rusin czy Michal Pirog, ktorzy poznali agenta Tomka.Nic mi nie wiadomo aby pani Rusin lub pan Pirog mieli zarzuty karne.
    Chcialem jeszcze slowo na temat SLD. Wczoraj byl ciekawy artykul Waldemara Kuczynskiego w Gazecie Wyborczej.Autor postawil w nim ciekawa teze,iz SLD w czasie tzw afer stracilo szanse aby pokazac potencjalnemu elektoratowi ze jest racjonalna alternatywa dla PO.Zgadzam sie ztym pogladem.SLD atakuje PO bezmyslnie reka w reke z PIS-em.Prosze zauwazyc ze w sondazach najbardziej zyskuje Cimoszewicz,ktory wypowiada sie w tej sprawie rozsadnie, z umiarem.

  5. vannelle pisze:

    Areszt i obietnica zbiorowej celi natychmiast zwróciły by pamięć delikwentowi.
    Wtedy dowiedzielibyśmy się kto za tym wszystkim stoi.

  6. Pickard pisze:

    Pani Redaktor
    widzę, że nie zdołała Pani zachować swojego zwykłego dystansu do polityków. I wcale się nie dziwię, szczerze mówiąc. To co wyprawiał były pałkarz z Ligi Republikańskiej, pan Kamiński, na ważnym (choć moim zdaniem niepotrzebnym) stanowisku, TO jest prawdziwy skandal i afera.
    Premier dobrze zrobił, uwalniając państwo polskie od tego człowieka, szkoda tylko że nie zacytował Vetinariego i nie powiedział: ‘Niech pan nie pozwoli mi sie zatrzymywać, panie Kamiński’.

  7. ziom pisze:

    Pomijając oczywiste kwestie, jak rozbieżność słów Kamińskiego z dokumentami pokazującymi całkowicie co innego, i innymi zadanymi pytaniami, na które odpowiedzi nie są dla Kamińskiego korzystne, kluczowym dla oceny jego postawy jest pytanie, dlaczego szef tajnej w końcu służby zamiast postępować ściśle według litery prawa pozwolił sobie na polityczne rozgrywki.

    Zakładając, że CBA wykryło istotnie aferę korupcyjną, oraz rozumiejąc zapotrzebowanie na jej realizację, szefostwo CBA powinno ściśle przestrzegać prawa kierując sprawę do postępowania karnego. Ustawa o CBA stanowi jasno co i kto ma w takich sytuacjach zrobić. Tymczasem Kamiński przesyła szeroką dokumentację `afery’ hazardowej do Marszałków i Vice marszałków Sejmu i Senatu.
    Tajne dokumenty zostały w ten sposób przekazanie grupie 10 osób, które w żaden sposób nie powinny ich otrzymać. Przekazując te dokumenty - jak wyjaśnił dziś Kamiński - kierował się reprezentacją sił politycznych.
    W ten sposób sam podłożył głowę pod topór - potwierdzając oczywiste zaangazowanie polityczne. W moim przekonaniu Kamiński powinien otrzymać kolejny zarzut karny - działań skierowanych na destabilizację państwa.
    Stwierdzenia Kamińskiego, że `utracił zaufanie do Premiera’ jest kolejnym smaczkiem. Urzędnik nie ufający swojemu przełożonemu - jedno z dwojga - albo siedzi cicho czekając na zmiany, albo podaje się do dymisji i w wtedy może cos wspomnieć o jej podłożu. To co zrobił i robi Kamiński było i nadal jest zwyczajnie żałosne.

    Nasuwa się jeszcze jedno pytanie - Kamiński złamał prawo w kwestii absolutnie zasadniczej - bowiem jak to sam ujął - tak uznał. Minister wypowiedział posłuszeństwo Konstytucji, swojemu Premierowi, zignorował porządek prawny Rzeczpospolitej, bowiem ON uznał to za właściwe. Osobiście spotkałem kiedyś Kamińskiego - w starych minionych czasach - nie jest to człowiek nie umiejący czytać prawa czy nie rozumiejący jego treści.
    Kamiński postanowił złamać porządek prawny RP, naruszyć pryncypia niepodległego demokratycznego Państwa , decydując się na posuniecie bliskie zdrady stanu, ponieważ on uznał to za właściwe.
    Pytanie, które obliczu lekceważenia powagi prawa w kwestiach tak pryncypialnych się nasuwa, powinno zostać zadane w sposób następujący: jak wyglądało poszanowanie prawa w tak marginalnych kwestiach jak prowokacja mająca na celu obalenia vice premiera RP lub tzw. sprawa Sawickiej. Leppera można nie lubić, był on jednak legalnie demokratycznie urzędującym ministrem. Czy w prowokacja w jego sprawie nie była dokonana z podobnym poszanowaniem Prawa?
    Gratulacje dla Tuska za podjęte kroki. Szkoda tylko, że nastąpiło to tak późno.

  8. rs_ pisze:

    “Może fanatyk, ale uczciwy.”
    Nieprawda, faktyczne znaczenie tego typu odzywek to “Może przygłup, ale uczciwy.”
    Tłumaczy się to tym, że w Polsce o głupich trudno się nie potknąć i każdy jest w ten proceder współżycia z głupotą zamieszany, nawet jak sam nawet nie taki głupi. Tym samym nie czuje się też uczciwy, choćby wobec siebie. I stąd taki Kamiński może i prezydentem zostać. Polski oczywiście.

  9. Artur pisze:

    Lewica pod Napieralskim przybrała obrzydliwą gębę PiS-u i razem idą na dno. Szczęśliwej podróży!

  10. AS pisze:

    Juz samo to robienie szumu wokół siebie przed i po dymisji stawia obiektywizm pana Kaminskiego w złym świetle. Ale nie ma się co dziwić. Zadymiarz, zawsze pozostanie zadymiarzem.

  11. parker pisze:

    Stary Polak z PRL-u pisze:
    2009-10-28 o godz. 12:36

    “Donald Tusk płaci za swoją niefrasobliwość sprzed 2 lat, kiedy to po objęciu stanowiska premiera RP zaniechał usunięcia Mariusza Kamińskiego z urzędu.”

    Moim zdaniem,to nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
    Pis z SLD najwięcej na aferze stracą.
    Po pierwsze to pewnie uda się pokazać opinii publicznej, nieuczciwy lobbying z czasów ich rządów.
    Obie partie się radykalizują i same rozstawiają na marginesach sceny politycznej.Oby w wyborach okazało się, że wąskich, a wszystko na to wskazuje.
    Ostatnie zapowiedzi premiera,jeśli zostaną zrealizowane,
    pokarzą uczciwą Platformę, na tle uwikłanych działaczy PiS i SLD przed komisją.

  12. Miś Yogi pisze:

    Kolejna osoba krytykuje Orliki.
    Jak łatwo pluć na pracę innych aby przykryć swoją niekompetencję.

    Przed CBŚ krytykowała tą akcję PZPN
    W moim mieście powstaje trzecie boisko. To są wspaniałe, wysokiej klasy boiska dla dzieciaków.
    Dobra nawierzchnia, światło, piłki. To jest najlepsza inwestycja w małych polaków!
    Do tej pory spędzali oni czas na klatkach.

  13. paolo pisze:

    Szanowna Pani.
    Zabralem sie przed chwilą do wyartykulowania reakcji na to, co wokól nas sie dzieje: przecieki, afery, cmentarze, korytarze (Mariott), kaczmarki, mularczyki (charakterystyczne -om, zamiast -ą - Kalisz także), misiaki, chlebowskie itp, ale wstrzymalem się- przecież musialbym wszystkich zmieszać z blotem. Tusk - ślub kościelny po 20 latach życia “w grzechu” i splodzeniu dwojga bękartów (i tak mu to nic nie pomoglo - nie splodzenie, pewnie są swietnymi mlodymi ludźmi), Kwaśniewski - konkordat, udzial Polski w inwazji na Irak, Kaczynski - farsa gruzinska, rechot faceta, który slabo mowi po polsku (na probę agielskiego w wykonaniu prime ministra), pajac Napieralski (i znowu to -om) rozwalajacy resztki lewicy, Pawlak-robocop, Klopotek-nomen omen (czy on wie, co to znaczy?).
    Retrospektywnie przyjrzalem się szefom slużb - Palubicki (sweter), Macierewicz, teraz Kaminski, a w tzw. międzyczasie Midowicz (za zaslugi z Jarucką najpierw schowany, a potem windowany na synekury - nawiasem pisząc, jak Pani Olejnik może zpraszać “takie coś” do swojego programu?: przecież wszyscy wiedzą, że kazda wladza posluguje sie takimi indywiduami, ale ich nie wystawia na swiatlo). A do tego przecież oni są z lekka “zdewiantowani”, z poczuciem jakieś misji, której nikt, poza nimi i ich mocodawcami nie widzi. (Jak patrze na Macierewicza, to widzę twarz Rasputina ze zdjęć dagerotypowych z poczatku ubieglego wieku - czy tak samo skończy?).
    I w końcu refleksja natury ogólnej:
    gdy patrze na przedstwicieli poszczególnych partii, czy tez ugrupowań politycznych, to widzę, jak w każdej spoleczności, - twarze, gęby, czasami facjaty, ale w PIS widzę (wsród oglądanych w telewizorni) same MORDY i dotyczy to zarowno kobiet jak i mężczyzn. Jedynym wyjątkiem jest Pan Poncyliusz. Co On tam robi, chyba że jest pelargonią.
    Jesli mój wpis zostanie usunięty, zrozumiem , poniewaz jego forma wykracza o poza standardy obowiazujace w tym blogu. Niemniej jednak jakoś tę żólć musialem wylać.
    Z wielkim poważaniem

  14. Leszek pisze:

    Pelna zgoda z oburzeniem na konferencje i slowa wypowiedziane przez M.Kaminskiego na niej i przy innych okazjach.
    Przydomek Mariusz AFERA Kaminski ,ktory jak rozumiem zrodzil sie w nieco zartobliwym stylu wydaje mi sie jak najbardziej na miejscu.Wyglada bowiem na to,ze wszelkie “afery ” oglaszane przez M.Kaminskiego zlewaja sie nam coraz bardziej w jedna ,rodem z republiki bananowej afere CBA.
    Mam wrazenie,ze powinnismy spojrzec na sprawe szerzej niz tylko na wyczyny Mariusza Kaminskiego choc sa one rzeczywiscie spektakularne.
    Zauwazmy ,ze jednym z filarow istnienia PIS-u jest i byla walka z korupcja-to sie bardzo dobrze sprzedaje elektoratowi PIS-u.Wedlug Jaroslawa Kaczynskiego korupcja w naszym kraju jest wszechogarniajaca i nalezy z nia walczyc specjalnymi srodkami.Tyle tylko ,ze powolujac sie na badania nie mowi sie ( lub bardzo niewiele) ze dotycza one PERCEPCJI SPOLECZNEJ KORUPCJI a nie samego zjawiska .To,ze precepcja korupcji jest w Polsce wysoka to po latach PRL-u i kolejnych trudnych latach transfromacji ustrojowej nie dziwi.Po dwoch latach oddechu po rzadach PIS-u korupcyjuna “szara siec “oplatajaca Polske zaczela sie jednak stawac coraz mniej widoczna i straszna w percepcji obywateli .Powolane z wielka misja CBA niczego wlasciwie nie przynioslo.PIS zaczal tracic jeden ze swoich sztandarowych celow istnienia -trzeba bylo zatem “poprawic” ta percepcje korupcji ,stworzyc na nowo atmosfere zagrozenia “zywotnych interesow panstwa”.Bowiem tylko w takiej atmosferze PIS ma jeszcze jakies szanse .
    Za poprawe sytuacji na “odcinku korupcji “wzial sie zatem wierny Nieprzekupny Mariusz Kaminski.
    Jak bowiem wytlumaczyc dlugotrwale osaczanie i wrzeszcie aresztowanie przy przekazaniu pieniedzy pani Weroniki Marczuk-Pazura ?
    Czego w ten sposob dowiedziono ? Nawet gdyby prawda bylo to ,ze miala ochote cos za spore pieniadze zrobic nielegalnego .Jaka to korupcja ?
    Wytrwaly agent Tomek powinien jeszcze troche troche czasu poswiecic pani Weronice i zlapac na goracym uczynku URZEDNIKA panstwowego ustawiajacego przetarg .To dopiero bylaby korupcja ,pani Weronice reprezentujacej przeciez formalnie firme agenta Tomka mozna najwyzej zarzucic brak etyki zawodowej jako prawnego reprezentatnta uczestnika przetargu.
    Czyzby CBA nie wierzylo ,ze moze sie wydarzyc dzialanie korupcyjne a przeciez trzeba bylo spoleczenstwu przypomniec ,ze korupcja czai sie wszedzie i bez PIS-u i CBA kraj stoczy sie ku upadkowi ?

    Moim zdaniem PIS wspolnie z CBA nie zamierzali zwalczac korupcji ( nie widac zreszta prawie zadnych efektow dzialn CBA ) .Coz by bowiem zrobili w uwolnionym od korupcji kraju ? Czym mieliby straszyc potencjalych wyborcow ?

    Konczac chcialbym jeszcze raz wyrazic swoja opinie ze rozpatrywanie “sprawy” Mariusza Kaminskiego w oderwaniu od strategii politycznej Jaroslawa Kaczynskiego nie ma wiekszego sensu choc jest oczywisci tylez interesujace co bulwersujace.

    Leszek

  15. Sebastian pisze:

    Najbardziej irytujące w sprawie Kamińskiego , jest to, że PO z Tuskiem na czele, wydaje się kontynuować takie myślenie i działanie, w którym nie zdobywa / w swoim mniemaniu/ punktów ujemnych. Taki kunktatorski bieg chyłkiem, mimo ważnych spraw.
    N ic bardziej mylnego być nie może. Gdyby np. Tusk ze swoją partią, uznali casus Kamińskiego jako doskonały pretekst do wstrząśnięcia “szemranością” naszych wyskich oficjeli, i zapoczątkowaliby funkcjonowanie prawa róno wobec wszystkich obywateli, szczególnie tych ustawionych, to z takiego wejścia na ścieżkę poważnego prawa, wyniknęłyby same korzyści. Dla państwa oczywiście.
    Taki np. wirtualny nieomal lęk, przed wykreowaniem męczennika, , jest jakąś niepojętą ,
    archaiczną psychozą rządzących. To takie rozmemłane niezdecydowanie jak obecnie, bardziej nadyma “demona męczeństwa”, niż zdecydowana, konsekwentna i sprawiedliwa praworządność
    Jeśli brakuje charakteru, to przynajmniej niech ta “delikatność” reakcji, na
    wyczyny” typu “boskiego Mario”bedzie przynajmniej choć trochę inteligentna , i w którymś momencie ujawni “podatki” Ala Capone.
    Ponieważ życie polityczne w naszym kraju, ewidentnie się rozłaxi, możemy już dopuścić do własnych jaźni, że znajdujemy się w niebezpiecznie przełomowym momencie. SLD -dogorywa, Piskorski okazuje się atrapowym politykiem, PiS- w obliczu sytuacji być,albo nie być/wybory prezydenckie/ , a PO ze swoimi więdnącymi , zgranymi do bólu przyzwoitości liderami, jest tuż przed wejściem w stan dryfowania…
    Obrazem marności naszej wewnętrznej sytuacji politycznej, jest alienacja naszych “Pitbulów”, czyli służb specjalnych. W państwie , gdzie sytuacja polityczna jest marna , służby te zaczynają żyć swoim trybem.
    W obecnej sytuacji , praktycznie wszystko, co jest związane z naszą państwową przyszłością, zależy wyłącznie od jednej osoby-Donalda Tuska. Jeśli ten polityk, nie wykrzesze z siebie maksimum odwagi i zdecydowania we wdrażaniu państwa prawa, to będzie kiepsko.

    Pozdrawiam,Sebastian

  16. mumrak pisze:

    Droga pani Janino,
    Dostrzegam że sprawa poruszyła panią do głębi i widać to w pani tekście.
    Dla pamiętających historie i życiorysy z nieodległej przecież przeszłości nie umyka że na wysokim urzędnikiem państwowym w służbach wymagających dużej rozwagi jest były zadymiarz i miotacz jajkami. Determinacja w podróżowaniu po Europie i organizowaniu spektakli i demonstracji nie stanowi żadnej rekomendacji. Błąd zaniechania sprzed dwu lat i determinacji w podjęciu niezbędnych decyzji obrócił się przeciw premierowi.

    Zwróciła pani niedawno uwagę na rolę prezesa Kaczyńskiego. Obecnie chęć konfrontowania Kamińskiego z jego niedawnym szefem (wynikająca z pojawiającym się w nieznanym kontekście nazwiskiem premiera w jednym z podsłuchów stoczniowych) świadczy chyba o tym że panu Kaczyńskiemu kończą się pomysły i poziom strategii spada do średniej z jego otoczenia.

    PS.
    Kieliszek dobrego wina lub koniaku w miłym towarzystwie powoduje że te irytujące polowania na afery tracą na znaczeniu, choć fakt że część czołowych polityków zdaje się głównie tym zajmować jest faktycznie frustrujący.

  17. wiesiek59 pisze:

    Pierwszy był Milczanowski czy Macierewicz?
    Oskarżający z trybuny sejmowej aktualne władze RP?
    Dlaczego na tego typu stanowiska trafiają fanatycy zamiast pragmatyków?
    “Wiedzący” lub “nawiedzeni” zamiast fachowców?
    Po 20 latach , powinni już objawić się jacyś fachowcy z nowego zaciągu………
    Czyżby Kiejkuty zostały - w ramach redukcji kosztów- zlikwidowane?
    W tamtym roku budżetowym , przeznaczono na służby specjalne ponad miliard zł. Wydano je równie celowo jak na zakup “nieruchomości Kwaśniewskich”? w Kazimierzu?

    Cytat “nieważne ze s..syn, ważne że NASZ s..syn” odnosił się do Trujillo, czy Stroessnera , i dotyczył polityki USA wobec A-Pd.
    Czy cel uświęca środki w europie środkowej?????????
    To nie sa lata pięćdziesiąte……..i nie ten kontynent………

    Ktoś zauważył słusznie, że Kamiński wykreował się na “miarę wszechrzeczy”. Ale tę samą manierę prezentuje jego “caudillo”……..
    Miara patriotyzmu, myślenia propaństwowego, estetyki, erystyki, retoryki, znajomości prawa, brrrrrrrr………….
    Jeżeli przytną Polskę do własnych wyobrażeń……..
    Pozostanie nam tylko “no pasaran”??? !!!

  18. PIRS pisze:

    A ja nie mogę zapomnieć jak CBA postąpiło z dr Garlickim. Kiedy dr Garlickiego spektakularnie aresztowano, sam Kamiński go przesłuchiwał i mówił że czeka go co najmniej 20 lat więzienia. Potem zabrano ze szpitala kilkaset kart chorobowych i przesłuchiwano pacjentów, często zmieniając ich zeznania (teraz to wyszło na jaw). Jakoś nie słyszałem potępienia takich praktyk ze strony PO i chęci zmiany działania takiej instytucji.
    Te i inne działania CBA były znane panu premierowi ale zdecydował zostawić to dziecko PO i PiSu oraz jego szefa. Urząd, chyba jedyny w państwie, nad którym nie ma kontroli! Wystarczyło zapewnienie, że pan Kamiński ma piękną przeszłość antykomunistyczną i kryształowy charakter. Wypisz wymaluj rekomendacja jak dla Dzierżyńskiego, tyle że tam bez ?anty?.
    Na polowanie na panią Kwaśniewską zgodę dla CBA wydał nie kto inny niż min. Czuma z PO.
    Przykro to stwierdzić, ale gdyby nie atak na PO to dalej nikt by nie kwestionował przydatności CBA i pana Kamińskiego.

  19. Monteskiusz pisze:

    I o co tyle szumu i hałasu? Przecież każdy, kto przeżył kilkadziesiąt lat i stykał się w pracy i poza nią z normalnymi i lekko odstajacymi od normy ludźmi, chyba z łatwością potrafi scharakteryzować typ psychiczny Mariusza Kamińskiego. Jeśli premier Tusk zgodził się żeby szefem CBA dalej był Kamiński, to należy obawiać się dalszych skandali i to w dowolnych kategoriach. Dowodem na jego brak umiejętności oceny człowieka jest choćby desygnowanie na ministra sprawiedliwości pana Czumy, człowieka bez odpowiedniej kompetencji i dotatkowo ciągnącego za sobą złą sławę dłużnika. Wracając do pana Kamińskiego, to jeśli popełnił czyny zabronione przez prawo, to powinien zostać ukarany jak każdy inny obywatel i nie powinno tu być taryfy ulgowej, ale obawiam się, że tak nie będzie. Będzie tak jak w przypadku Macierewicza, który ma te same manie prześladowcze i w polityce dalej funkcjonuje, a nawet od czasu do czasu, zgodnie ze swoimi skłonnościami wykonuje na zlecenie “niezwykle ważne misje”, jak choćby likwidacja WSI i poinformowanie całego świata jak ta służba działała i kto był tam zatrudniony. Na koniec zadam uczestnikom dyskusji zagadkę w której należy odganąć rodzaj choroby według podanych objawów:
    1.nieliczenie się z uczuciami innych
    2.lekceważenie norm
    3.niemożność utrzymania związków
    4.niska tolerancja frustracji i próg wyzwalania agresji
    5.niezdolność przeżywania poczucia winy i uczenia się (kary)
    6.skłonność do obwiniania innych

  20. andy pisze:

    Pan KŁamiński nawet nie przypuszcza jaki jest śmieszny występując z tą swoją zbolałą “uczciwą” facjatą w mediach. I pan KŁAMczyński (a i jego brat prezydent) również tego się nie domyśla.

    Zaś z całej “afery” Polacy zapamiętają superagenta Tomka i jego dwa Porszaki.

    Nigdy więcej PiS u władzy …

  21. zaem pisze:

    W tle całego cyrku wywołanego przez Mariusza Kamińskiego, czai się najpoważniejszy zarzut - przeciek tajnych informacji o podsłuchach “Hazardzistów”.
    W dobrych powieściach kryminalnych, podobnie jak w życiu, bywa tak, że ten popełnił zbrodnię, kto mógł na tym skorzystać.
    Jak stwierdził sam Kamiński, nie można postawić żadnych, kryminalnych zarzutów osobom podsłuchiwanym.
    Po rozesłaniu materiałów operacyjnych (!) - do czego Kamiński nie miał prawa, do wielu osób, stało się niemożliwe ustalenie źródła przecieku. Jedyną formacją, która mogła zyskać na przecieku, jest PIS i jego zbrojne ramię - CBA Kamińskiego. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że to ludzie CBA byli źródłem przecieku.
    Dziwię się dlaczego nikt, do tej pory, nie raczył tego zauważyć i wszyscy powtarzają za Kaczyńskopodobnymi, że to Tusk był źródłem przecieku, albo bojaźliwie milczą, że to Tusk był źródłem przecieku.

  22. Stary Polak z PRL-u pisze:

    Ciekawa jest kuluarowa nadaktywność Przemysława Edgara Gosiewskiego w Sejmie. Czyżby coś było na rzeczy, że projekt ustawy hazardowej imienia Zyty Gilowskiej został okrojony z 33 stron aż do 1 strony w czasie premierowania najlepszego polskiego premiera od 966 roku? Warszawka huczy.

  23. vannelle pisze:

    Jedno jest pocieszające, że gajowy coraz bliżej.

  24. uchcacchany pisze:

    Ciekawe dlaczego wszyscy tu “rżną (przysłowiowego) głupa” i udają że nie wiedzą, że Kamiński rozesłał materiały w sprawie hazardowej do najważniejszych ośrodków w państwie dlatego i dopiero wtedy, gdy stwierdził że jedynym efektem przedstawienia Tuskowi informacji było ostrzeżenie podsłuchiwanych żeby uważali, bo są na widelcu CBA oraz nagłe montowanie zarzutów przeciw Kamińskiemu w więdnącej sobie od dwóch lat sprawie rzekomych nadużyć CBA przy aferze gruntowej, co świadczyło, że Tusk chce sprawę zamieść “pod dywan”, a ukarać Kamińskiego?

    A więc naświetlenie sprawy afery hazardowej miało zapobiec jej ukryciu przez premiera.

    Ciekawe, dlaczego ktoś tu prezentuje analfabetyzm funkcjonalny twierdząc, że Kamiński stawia zarzuty za Orliki, podczas gdy każdy kto słuchał naprawdę konferencji mógł bez trudu zrozumieć, że sprawę Orlików przytoczył by pochwalić premiera za prawidłową w niej reakcję, to jest zmianę niosącej korupcjogenne możliwości specyfikacji na Orliki bez zdradzania roli CBA w wychwyceniu tego, co umożliwiło dokończenie śledztw i postawienie zarzutów?

    Czy doprawdy nikt tu nie zauważył, że kontekst przytoczenia sprawy Orlików wobec afery hazardowej był taki, że Kamiński spodziewał się po premierze że i w sprawie hazardowej premier zachowa się podobnie odpowiedzialnie i dyskretnie jak w sprawie Orlików…?

  25. Torlin pisze:

    A mówiłem, że Kamiński stracił zaufanie do Tuska!. Biedny nasz Premier, powinien rozważyć dymisję :D

  26. Teresa Stachurska pisze:

    http://www.lukaszfoltyn.salon24.pl/ !

  27. karwoj8 pisze:

    Pani Redaktor
    Nie może się Pani pozbyć tej wściekłej nienawiści do SLD a i niezwykłej miłości do PO na skutek których Pani nie widzi zapisów projektu wspomnianej ustawy i nie słyszy słów wypowiadanych przez jej twórców. Otóż w treści projektu tejże ustawy jest zapis o badaniach psychiatrycznych kandydatów na stwanowisko szefa tejże instytucji. Sześcioletnia kadencja i wybór 2/3 głosami Sejmu RP szefa CBA ma na celu wybór kandydata ponadpartyjnego. Nie dostrzega Pani zwiększenia roli kontroli cywilnej zawartej w projekcie. Dla mnie jest niezrozumiałym wprowadzanie czytelników Pani bloga w błąd. Czyżby teraz - po pozbyciu się Kamińskiego - stała się Pani zwolenniczką tej instytucji działającej w niezmienionym otoczeniu prawnym? Odnoszę wrażenie, że przysłowie o Kalim jest w tej sytuacji jak najbardziej uprawnione.

  28. karwoj8 pisze:

    Jeszcze raz!
    Dopiero teraz przeczytałem komentarze do Pani wpisu. Widzę, że stosowny a i kłamliwy wpis na temat treści projektu ustawy o CBA skutkuje u równie zorientowanych komentatorów oczekiwanymi przez Panią Redaktor wpisami.
    Gratuluję!

  29. balsamlomzynski pisze:

    Pani święte oburzenie nie działa. Czy w kategoriach oburzenia na nielojalność, stronniczość i nawet skrajną partyjność można obnażyć szaleństwo PiS?

    To nie było wystąpienie samego Kamińskiego. Mówił Prezes i Prezydent.

    Prawie każde zamieszanie jakie środowisko Kaczyńskich generuje tę ma cechę, że rozsądna (taka jak Pani) reakcja, sama brzmi jak stanowisko polityczne, w racjonalnym skądinąd sporze.

    Pisząc to, co Pani pisze, współtworzy Pani iluzoryczną symetrię między stronami.

    Pora pójść głębiej, stawiać sprawy w kategoriach nie sporu politycznego, ale destrukcyjnego amoku. Wystąpienie Kamińskiego, interpretowane jako, na przykład, akt niesubordynacji wobec premiera odbiera temu wystąpienia fundamentalną dlań cechę szaleństwa i zamienia je w akt metodyczny.

    Proszę przypadkiem nie traktować mnie poważnie. Wznosząc niniejsze okrzyki, niewiele mam do zaoferowania. Poza humorem i zamiłowaniem do groteski.

    http://balsamlomzynski.blox.pl/2009/10/419-Cisza-przed-burza.html

  30. wiszy pisze:

    @paolo 2009-10-28 o godz. 15:32,
    Twoja ulewająca żółć, refleksja - podniosła mnie na duchu (nie wymagam leczenia). Bo obserwując amatorów Wolski (analogia do amatorów kwaśnych jabłek), często miewam wątpliwości, czy aby jestem przy zdrowych zmysłach. Dzisiaj Kaczyński ( w Sygnałach Dnia) wymyślił nowego “lęka”, który ICH prześladuje: “sankcje rozproszone”. Oczywista oczywistość.

  31. Teresa Stachurska pisze:

    Polecam Państwu - http://balsamlomzynski.blox.pl/2009/10/419-Cisza-przed-burza.html

  32. waga-rowicz pisze:

    Witam serdecznie.
    Dn. 2009.10.29 godz. 10,00
    Po obejrzeniu wynurzeń p. Kamińskiego, i przeczytaniu “Szoku …” podziwiam P. Redaktor, że musi Pani grzebać w tym szambie jakim jest CBA i jej były szef Kamiński. Rozumiem, to Pani powinność zawodowa. Dyskutując z p. Kamińskim ma tematy poruszane w jego dwóch konferencjach trzeba się zniżyć do jego poziomu myślowego a na to mnie nie stać.
    Powiem krótko ten pan kłamie i zaprzecza sam sobie, w dóch konferencach mówił to samo i tak samo chaotycznie a jego następne wystąpienia będą tak samo mudne i pozbawione treści.
    Po przecztaniu szeregu publikacji na ten temat oraz własnych skromnych przemyśleń
    napisał bym taki oto scenariusz.
    Reżserzy /J. i L. Kaczyńscy + M. Kamiński/ finał “afer” mieli ujawnionić w okolicy czerwca 2010 r. w czasie pełnej kampani prezydenckiej. CBA dalej rozpracowywało by
    i dopracowywało by materiał bombowy przeciwko Tuskowi. Po takim ostrzale P.Premier by się nie podniósł i L.K. miałby drugą kadencję. Kto więc zniweczył tak genialny plan?
    Fakt śmieszny, genialny plan spalił świadomie czy nieświadomiw P.prokutator stawiając panu K. zarzuty. Gorączkowa narada reżyserów co robić z niedopiczonym ciastem?
    Ano wylać takie jakie jest na Premiera a nóż się uda. I co nie udało się bo Premier widząc
    zamiary założył płaszcz przeciwdeszczowy. Skutek jest taki, że Kamiński w wywiadach
    kłamie i zaprzecza dokumentom jakoby ich nie było, kurdupel mówi o fałszowaniu.
    Paranoja. Reżserzy pisali scenariusz bardzo długo i nie uwzględnili wariantu B. To co ich nagle spotkało było dla nich zaskoczeniem, nie przewidzieli tego stąd takie niespójne i różne reakcje PIS-u. Cała sprawa ma jeden kryminalnu aspekt, skąd materiały operacyjne ma Rzepospolita, która wiedząc, że są tajne drukuje. Czyją agendą jest “Rzepa” każdy wie. Platforma gdyby chciała coś opublikować zrobiła by to w innej gazecie napewno nie w “Rzepie”. Sondaże pokazują co na ten temat myślimy my wyborcy. PIS planuje atak na Rząd, za wszelką cenę chce przejąć władzę i słuszie. Morze to zrobić w Gabonie lub innej republice bo w Polsce decydują o tym niestety wyborcy a nie szef jakiejś partii.
    Przeprowadzjąc sondaż wśród członków PiS to mają jak w banku reelekję i władzę więc niech się cieszą. W sondaże “Repy” też nie wierzę ale to jest tylko wiara a nie rzeczywistość. Dziwię się elektoratowi PIS-u, czy jest tak naiwny, czy tak posłuszny woli prezesa, czy tak głupi a nóż ciemny naród to kupi.
    Pozdrawiam WP

  33. Stary Polak z PRL-u pisze:

    Karwoj.
    Jeśli mnie pamięć nie myli, SLD było w 2005 roku przeciwko powoływaniu ABC. To miałem na myśli, wpisując się do dyskusji. Dzisiaj nawoływanie do powoływania w specjalnym trybie szefa czegoś, co na początku było przez SLD niechciane, jest dramatyczną zmianą poglądów. I to w sytuacji, kiedy wyciekło, że ABC posłało swojego Tomka do skompromitowania Kwaśniewskich.
    Niezależnie od tego służb specjalnych w Polsce jest stanowczo za dużo.
    PS.
    I nie imputuj mi nadmiernego wpływu Pani Janiny na moje postrzeganie świata. Swój rozum mam i mi wystarcza. Umien wiązać fakty i łańcuchy przyczynowo-skutkowe. Alzheimera też do tej pory nie zdążyłem jeszcze poznać. Mówiąc w skrócie myślowym uważam, że zachowanie SLD od czasu zawetowania ustawy medialnej w 2008 roku jest więcej niż skandaliczne. Wściekła nienawiść nie ma nic do rzeczy. Amen.

  34. parker pisze:

    karwoj8 pisze:
    2009-10-29 o godz. 08:01

    “Otóż w treści projektu tejże ustawy jest zapis o badaniach psychiatrycznych kandydatów na stwanowisko szefa tejże instytucji.”

    No ale to absurd.
    Chyba że ten obowiązek, rozciągniemy na innych funkcjonariuszy państwowych.
    Poza tym, nie ma ludzi zdrowych psychicznie,bo nie wiadomo, co to oznacza.

    “Sześcioletnia kadencja i wybór 2/3 głosami Sejmu RP szefa CBA ma na celu wybór kandydata ponadpartyjnego. ”

    No to mandat, miałby silniejszy od Premiera.
    I po wyborze, na obserwację do psychiatryka, czy wszyscy kandydaci przed?
    A czy nie byłby bardziej apolityczny, jak by go przez aklamację wybrac?
    I jak by go Zgromadzenie Narodowe powoływało?
    Myślę, że aby mu zapewnic totalną niezależność, to ta funkcja powinna być dożywotnia.(Tylko, jak wybór przez aklamację, oczywiście)

  35. SEWERUS pisze:

    Wstyd. Postępowanie Pana Kaminskiego nie ma z honorem nic wspólnego. A z obroną honoru tym bardziej. Szanowni publicyści! Przemilczajcie takie żenujące wystąpienia ludzi bez czci i honoru, to może, z czasem, będzie lepiej.
    Pozdrawiam

  36. SEWERUS pisze:

    Ups, umieściłem komentarz nie pod tym wpisem, pod którym chciałem. Przepraszam.

  37. Waldemar pisze:

    BBN ( Delegatura CBA w Podziemiu ?!) - bracia Kaczyńscy przekształcili w zbiór osób prywatnie znajomych ,oddanych politycznie a jednocześnie odległych od tytułu do reprezentowania III RP, a jednak ONI donoszą na ABW - ponieważ istnieje podejżenie możliwości popełnienia przestępstwa (jakiesz to urocze Pisowskie określenia ) .Wczoraj w przerwie meczu tenisowego pilot wybral mi sąsiednią stację TVN24 ,akurat oni ponownie pokazywali swoje GŁUPOTY z tymi licznikami wskazującymi poziom Metanu 8,6 i podobne wielkosci ,podczas gdy wiadomo .ze po osiagnieciu poziomu do 2.00 automat wyłacza urzadzenia z zasilania . Nagranie wielokrotnie zostalo argumentami zdemaskowane przez zawodowcow ,jako wykreowane poza miejscem pózniejszej tragedii ,nawet nie na tej kopalni (choć nazwa WSPOLNA Ślask -Wujek ) Dziewucha z TVN24 z radoscią komunikowała widzom, a my bylismy Pierwsi …. itd. Ostrzegam przed oglądaniem TVN24 , nawet kiedyś mądra Anita Werner upadła tam na AMEN .
    Wróciłem do ogladania Caroliny Wozniacki i jej zwycięstwa w niezwyklym meczu p-ko Azarence w którym umiejętności i charakter tej 19-letniej sportsmenki poszybowały wysoko. Obecni na trybunach Duńczycy szaleli z emocji a po ostatniej wygranej piłce z RADOSCI . Zdolnych ludzi w świecie o Polskich korzeniach wielkie liczby -to też daje radość .

    Pani Janino ! Dziękuje za kolejny wieczor -rozmowe z b. prezydentem A.Kwasniewskim .
    Pomyślałem , gigantyczna różnica intelektu ,obycia we współczesnym świecie , umiejętnościach analitycznych miedzy nie-magisterem a prawnikiem na na etacie Profesora ,bodaj Uniwersytetu w Gdańsku.( ??) i to bez znajomości obcego języka .
    DRAMATISZE !!! jeszcze rok i dwa miesiace .

  38. jerzy pisze:

    Podpisuje się pod Pani słowami na blogu dot. byłego szefa niepotrzebnej służby CBA. Mały człowiek, zaslepiony pałkarz z tzw Ligi Republikańskiej /p.Pitera też ma tam korzenie/ jest zwyczajnie chorym z nienawisci człowiekiem.
    Zabrali mu zabawki jakie dostał od pisu i po /zgodnie/ aby się bawić i dostarczać wodzusiom /braciom/ materiał na konkurencję. Był zwyczajnie nieudolny, bo co to za afery?
    A może innych afer nie ma, skoro tylu usłużnych szukało z Ziobro i Kamińskim i zapomnianymi panami z ABW na czele i bez skutku. Podejrzliwość, nienawiść, szczucie i grzebanie w g…, to żywioł małego Jarusia i jego ślepych instrumentów.
    A towarzyszą im obecnie b.towarzysze z LSD i jak ktoś napisał, przyjemnego lądowania w tym samym tj.g…

  39. trebeg pisze:

    zaem pisze:

    2009-10-28 o godz. 19:18

    Dokladnie tak. To CBA jest zrodlem przecieku,
    tak samo “zdobycie” stenogramow podsluchow
    przez redakcje RZ.

    Rowniez ma racje analiza:

    waga-rowicz pisze:

    2009-10-29 o godz. 11:19

    Jest to najbardziej logiczna wersja.

    trebeg

  40. pielnia1 pisze:

    Jakie to wszystko żałosne.Nawet, gdyby Kamiński miał dużo racji w swoich oskarżeniach, to jego zachowanie całkowicie go dyskwalifikuje; po prostu zachowuje się ,jak obrażony gówniarz. Szkoda, że nie ma już I Rzeczpospolitej;Kamiński musiałby sobie strzelić w łeb. Jak nisko wszystko upada, bez wstydu i honoru. Patrząc na tych “mężów stanu”, jak Kamiński, Szczygło, każdy normalny człowiek ma odruch zażenowania. Nawet taki elegancik, pozytywny odmieniec w PiSie na tle akolitów, jak Poncyliusz, popełnia kardynalne błędy merytoryczne plotąc bzdury o możliwości tajnej kontroli w kopalniach przez ABW.Toż to gadka dla kompletnych idiotów, nie mających pojęcia o warunkach na dole w kopalni.I taki facet był wiceministrem, min. zajmował się górnictwem podziemnym. Nie przypuszczałem, że wiceminister nie wie, że San nie przepływa przez Pieniny (tak wczoraj powiedział w TVN).Zgoza, czy ci ludzie nie chodzili w ogóle do szkoły?

  41. Aga pisze:

    Politycy sa, ze by wyjasniac afery, coz afera hazarowa kojarzy się wielkim biznesem, z układami politycznymi, coz nie wiem czy mam dobrze skojarzenia, ale staram się logiczne myslec, cóz tu pisac podobno logiczne myslenie jest potrzebnie z zyciu, coz w zyciu wiedza psychologiczna się przyda, do lepszego funkcjonownia w społeczenstwie,Politycy sa rózny, jak ludzie sa rózny, Po i Pis podział na polskie solidartmna i liberalna, na biedna i bogata zawsze bede takie podziały, które dziela społeczenstwo, coz instytycja CBA to instytucja polityczna, która walczy z korupcja w zyciu publicznym, które powinno byc przejrzyste i jasne, protektury
    a Lewica powinna sie zajac z ludzmi wykluczonymi, biednymi i niepełnosprawnymi, kazdy ma jakies prawa do szczescia, do samoalizacji
    coz tu pisac wyrównanie szans edukacyjnej jest niezwykłe wazne w społeczenstwie. Coz tu pisac komisje sledcze w naszym parlamencie sie przydaja, ale czy pytanie czy sa potrzebnie, nie wystarczy pokuratura
    czy sad. Cóz tu pisac dziennikarstwo w polskie jest dosyc niski poziomie, coz tu pisac oby się poprawiło. cóz dziennikarze sa po to, zeby opisywac afery, tylko dobre i rzetelnie i metorycznie, a szkoła w życiu jest potrzebna, nawet konieczna, jesli człowiek chce cos osiagnac w zyciu, coz tu pisac czytanie rozwija wyobraznie, uczy nawet co jet dobre, a co złe
    cóz tu pisac nie wiedziałam, ze taka wazna w zyciu jest własna twórczosc, miec swoje Ja, coz miec swój swiat, dziękuje za ta lekcje
    pozdrawiam serdecznie
    pozdrawiam serdecznie

  42. Teresa Stachurska pisze:

    http://wyborcza.pl/1,75248,7194198,Sensacyjne_zeznania__nigdy_nie_dalem_poslance_lapowki.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=4254142

    http://wiadomosci.onet.pl/2068828,11,to_byl_187kolosalny_i_szkolny_blad171,item.html

    Afery? Gdzie?

  43. Stary Polak z PRL-u pisze:

    Pielnia. Poncyliusz jest jak zawodowy dyrektor z Poszukiwanego, Poszukiwanej, który przestawiał bloki ze stawami na projekcie urbanistycznym. Czymże więc dla Poncyliusza przeniesienie Sanu z Bieszczad w Pieniny - ot pstryknięcie palcyma. Takie orły w PiS-ie, że okna zamykać, bo wyfruną. A jeszcze jak JarKacz zabierze głos w I programie TVP za przyzwoleniem mojego “ulubionego”" zapateralskiego SLD, co to tak zaciekle odzyskiwało mendia, to czuję się tak, jakbym w niebo wstąpił. Taki ubaw.

  44. Jolinek51 pisze:

    normalni ludzie jak im brzęczy mucha nad uchem to machają ręką … i tak trzeba traktować brzęczy-afery PiSu … :) … tylko szkoda, że zamiast budować to się rujnuje … :(

  45. tymek pisze:

    A wy ciągle swoje :
    Policjant złapał złodzieja - wina policjanta
    1.Złapano Sawicką, W.Pazurę a “polityka”rozpisuje się nad agentem
    2.Sprawa tzw. gruntowa, hazardowa - w każdym kraju będzie potępiona przez gazety
    3.CBŚ, CBA itp. wszędzie, w krajach Europy tzw. zachodniej - są organizacjami niezależnymi od rządu
    A CO PISZE POLITYKA i jak komentują to forumowicze:
    - Agent zły bo za dużo wydaje pieniędzy
    - CBA, CBŚ zlikwidować bo, bo…. nieważne
    Czy wy już kompletnie nie umiecie myśleć, cieszcie się że jeszcze łapią złodzieja, że służby wew. jeszcze wykrywają afery, i
    CHWAŁA IM ZA TO
    Czy robią to zgodnie z prawem, czy prawo jest dobre - nie nasza to sprawa- my cieszmy się i wspierajmy służby ochrony zwykłych ludzi, Oni chronią Nas.
    Forumowicze wy wszystko wiecie, na wszystkim się znacie, tak to opisujecie. Wydaje mi się, że pasuje do was powiedzenie :
    CO Z TEGO ŻE ZJADŁEŚ WSZYSTKIE ROZUMY JAK NIE MASZ SWOJEGO.

  46. TW Bolek pisze:

    Mimo pozornego chaosu i zamieszania, sytuacja cały czas pozostaje pod kontrolą starszych i mądrzejszych. Kontrola ta jest, ma się rozumieć, bardzo dyskretna, żeby broń Boże nie zdradzić sekretu, że ci wszyscy mężowie stanu, to tylko marionetki w teatrze lalek, zwanym III Rzecząpospolitą. Ale, chociaż dyskretna, to przecież daje o sobie znać ? przede wszystkim poprzez widoczne gołym okiem konsolidowanie afer. Przypomina to konsolidowanie długów ? kiedy banki z wielu różnych długów robią jeden ? najczęściej o podstawie zupełnie innej, niż długi, z których został skonsolidowany. Tak samo z aferami. Jak wiadomo, mieliśmy trzy afery: hazardową, stoczniową i podsłuchową. Obecnie te wszystkie trzy afery, na polecenie starszych i mądrzejszych, zostały skonsolidowane w jedną ? w aferę Centralnego Biura Antykorupcyjnego, której głównym i w dodatku ? negatywnym bohaterem został były szef CBA, Mariusz Kamiński.

  47. Kluska pisze:

    Dzisiaj pan M. Kamiński był w Wyszkowie. Miał tu być też prezydent i odsłaniać pomnik, ale ostatecznie odleciał do Brukseli. Pana Kamińskiego, na życzenie fundacji “Pamiętamy” powitano imiennie w kościele i przedstawiono jako byłego szefa CBA.

  48. Kartka z podróży pisze:

    Pani Janino
    Podobnie jak Mumrak zauważam, że Panią konferencja Kamińskiego wzburzyła. Na szczęście ominęła mnie ta wątpliwa przyjemność bo byłem na Syberii - co prawda małej ale to zawsze daje dystans. Ale nie ma sensu chyba przejmować się takimi wydarzeniami. Z góry wiadomo co można będzie usłyszeć i niewiele z tego całego plucia wynika. Lepiej, moim zdaniem, jest myśleć co dalej z tymi służbami zrobić. Gdy byłem w Hiszpanii ETA wysadziła w powietrze oficera hiszpańskich slużb wraz z jego samochodem. Nie wiem co to była za służba - podano, że Guardia Civil a to przecież musiał być jakiś kontrwywiad. Ale o tym cicho sza. Nikt poza dziennikarzami i czołowymi politykami tego dramatu nie komentował. Gdyby nie wybuch nikt by nie miał pojęcia kim ten człowiek jest. Żaden agent czy oficer nie występował również w mediach. Nikt nie truł głupot zamotany w kominiarkę i ze zmienionym elektronicznie głosem. Tam tajne służby są po prostu tajne - ich nie widać i nie słychać. Podobnie zresztą jest w innych “starych” krajach europejskich.
    Oczekuję więc od polityków aby tajne służby były niewidoczne, jakby nieistniejące dla opinii publicznej. Oczekuję jeszcze, by jakieś miarodajne ciało trzymało je w ryzach, kontrolowało inwigilację obywateli, karało za nadużywanie władzy i dbało o to aby dość obrzydliwymi obrazami zatrzymań nie faszerowano dla swej popularności mediów. I oczekuję też aby zrobiono porządek z “tajemnicą państwową” bo wartość tych tajemnic ośmiesza państwo. Wiele nie oczekuję - tylko europejskiego, cywilizowanego standartu działania. Choćby jak w Hiszpanii, choć polskie problemy z “bezpieczeństwem” są nieporównywalnie mniejsze niż hiszpańskie. Nie wiem co by się działo gdyby np Górny Śląsk ogłaszał secesję jak Pais Basco, lub Katalonia - mielibyśmy tu chyba dyktaturę policyjną jak z Orwella.
    Pozdrawiam

  49. Teresa Stachurska pisze:

    http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091028/REG00/151592141

  50. Pickard pisze:

    @tymek
    kolo, ty tu nadajesz jak Radio Erewań ;-)
    Co do ‘afery’ hazardowej, istotą jej jest to:
    - jak PiS potrafiło spaprać prawo (o hazardzie)
    - jak służby specjalne nadużywają władzy
    a nie Miro i kto tam jeszcze. Czy nie potrafisz wyobrazić sobie, że służby, czy policja jak to nazwałeś, wezmą w końcu na celownik i ciebie, na dokładkę za frajer? Tylko dlatego, że BĘDĄ MOGŁY. Będą, jeśli im pozwolimy. Tymczasem PiS za pomocą CBA zabija demokrację i wolność.
    Ja tego nie muszę sobie wyobrażać - ja jeszcze pamiętam czym była SB. Ty widać nie - więc słuchaj - uważaj, czego sobie życzysz.

  51. Michal pisze:

    Czytajac Pani artykuly odnosze wrazenie jakbym wracal do najgorszych lat PRL
    kiedy awalczano sanacje,zaplute karly AK a nawet stonke zrzucona przez agentow CIA.Nie juz pani zejdzie na ziemie i zacznie byc co nie co obiektywna.Jesli nie potrafi pani tak postapic to wypada zapisac sie do jedynej przewodniej partii PO i wielbic SLONKO KASZUB i przestac pisac tak tendencyjne artykuly.(w PRL przezylem 49 lat i wystarczy) pozdrawiam z Vancouver

  52. David Milski pisze:

    Czy ktos moze mi powiedziec komu zostaly postawione zarzuty prokuratorskie i w koncu skazanie dzieki akcjom sluzby pod p. Kaminskim.

  53. karwoj8 pisze:

    Stary Polak z PRLu, Parker!
    Cytuję Panią Paradowską: “O badaniach psychiatrycznych zapomniano. Lewica nie ma ostatnio szczęścia do pomysłów. Co palnie, to głupstwo.”, cytuję Starego Polaka : ” SLD zdaje się jest od miesięcy na ciężkim haju. Dlatego pomysły Zapateralskich już mnie dziwią.” Ten drugi nic nie rozumie i oprócz epitetów niczego rozsądnego w komentarzu nie dodaje. Takich ludzi kiedyś nazywano “homo sovieticus”. Panie Parker, jest Pan tak jak PO (głosowała za powołaniem tej służby wbrew racjonalnym wnioskom SLD, odrzuciła w pierwszym czytaniu projekt ustawy cywilizującej tę instytucję) zwolennikiem CBA. Wie Pan, że SLD ma mnniejszość i wie Pan, że jedyną możliwością jest próba zmiany ustawy o CBA na bardziej demokratyczną. Wie Pan doskonale, że tak jak z powołaniem Komisji Śledczej tak i z tą policja partyjną i batem na opozycję nic PO nie pozwoli zrobić bo ją “odzyskała”. Wie Pan też, że PO w zasadzie niczym nie różni się - ani słownictwem, ani dyktatorskimi zapędami, ani arogancją ani też ideologią - od PiS. Są to dwie prawicowe koterie nie przebierające w środkach i bijące się o władzę. Na koniec wg Pana zapis o badaniach psychiatrycznych to absurd a wg Pani Paradowskiej brak takiego zapisu to absurd. To ja już niczego nie rozumiem.
    P.S.
    Skoro “ten” Kamiński to szaleniec, oszołom i co tam jeszcze to po co w dalszym ciągu (utrata wpływów) wytaczanie p-ko niemu najcięższych dział wspartych całym aparatem państwowym a i opiniami spolegliwych komentatorów?
    Przecież słowa Kamińskiego wystarczyło potraktować z “wyniosłym milczeniem” jak to z innymi w przeszłości bywało.

  54. Robert pisze:

    Witam serdecznie
    Zdecydowałem się napisać do Pani Redaktor w aktualnej sprawie dotyczącej decyzji premiera likwidującej automaty do gry . Samej decyzji nie ma co komentować , gdyż każdy ma prawo do własnego zdania w tej sprawie. Niepokój budzi tylko fakt , że jest to decyzja polityczna a nie merytoryczna. Dla mnie nie do przyjęcia jest fakt , że większośż argumentów podawanych przez polityków w tym premiera to w większości półprawdy a nawet kłamstwa. Jestem pracownikiem firmy zajmującej się automatami o niskich wygranych i jak wszyscy tacy pracownicy jestem nie karany i posiadam świadectwo zawodowe wydane przez Ministerstwo Finansów po zdanym u nich egzaminie zawodowym. Piszę właśnie do Pani , gdyż jest Pani Redaktor bardzo poważanym komentatorem politycznym i gdyby postanowiła Pani sprawdzić fakty o ktorych zaraz napiszę nie będą mogli zbyć Pani byle wykrętem. A teraz kilka wyjaśnień.
    1. Wszyscy mówią o ogromnych wygranych z automatów o niskich wygranych rzędu kilku tysięcy złotych . Tylko mylą dwa fakty : wyplatę i wygraną . Wysoka wypłata z automatu jest wymikiem jest wynikiem kumulacji kilkunastu , lub kilkuset niskich wygranych do ustawowych 15 Euro . I jest to zgodne z obowiązującą ustawą. Nie można mylić wygranej i wypłaty , gdyż jeżeli wrzuci Pani do automatu np 200 zł , przegra z tego 10 zł i wypłaci 190 zł to jest to Pani wygrana ? Nie przegrala Pani 10 zł. Dodam , że wszystkie automaty posiadają aktualne opinie techniczne o zgodności z ustawą wydane przez wyznaczone przez Ministerstwo Finansów jednoistki badające. Słyszałem też , że zanim producent automatow przystąpi do produkcji , wcześniej wysyła program gry do akceptacji przez Ministerstwo Finansów , aby mieć pewność , że produkowane automaty będą legalne.
    2. Od dłuższego czasu słyszy się w mediach o nielegalnie przerobionych automatach zabezpieczonych przez CBŚ itd. Ale nigdy żadnych konkretów. Ja osobiście , nikt z naszych pracowników , nikt z setek grających z ktorymi się stykamy w pracy , a nawet nikt z urzędników szczególnego nadzoru podatkowego , który zajmuje się kontrolą i nadzorem nad automatami nigdy takiego nie widział ani nie słyszał o takim automacie gdzie jest stawka gry 200 zł (jak pisano w mediach).Pierwsze informacje o takim fakcie pojawily się na portalach internetowych w poniedziałek , kilka tygodni temu. Wszystkie przebadane automaty z kilkuset zabezpieczonych do kontroli przez prokuraturę w Białymstoku miały być przerobione. W swoim pranku w TOK FM również wspominała Pani o tym fakcie. Informacja zniknęła z internetu tego samego dnia około południa po sprostowaniu prokuratury , pod wpływem interwencji firm z automatami o niskich wygranych. Prokuratura stwierdzila , że żaden z zatrzymanych automatów nie został jeszcze przebadany. Ale w kraju już głośno…
    3. Gra na automatach przez osoby poniżej 18 roku życia jest zakazana już dzisiaj, tylko w ustawie nie ma ani słowa kto ma to egzekwować. Na firmie spoczywa obowiązek odpowiedniego oznakowania automatów i to jest robione. Wystarczyłoby dać właścicielom barów itp. prawo do kontroli dokumentów graczy. Ale to musi być w ustawie…
    4. Wszyscy narzekają , że automaty są dosłownie wszędzie , ale jest to spowodowane kolejną dziurą ustawową. Dlatego , że obok lokali gastronomicznych dodano również handlowo-usługowe pod co można podciągnąć praktycznie wszystko (np.punkt przyjmowania obuwia od naprawy). A politycy narzekają , że firmy postępują w sumie zgodnie z prawem… A wystarczyłoby powiązać ustawowo automaty z koncesją na alkohol dla barów i natychmiast znika 30-40% automatów.
    5. Mówi się , że w Polsce jest około 50 000 automatów. Oczywiście jest to liczba zarejestrowanych do tej pory automatów i nikt nie wspomina , że kilka tysięcy jest już zezłomowana a kilkanaście tysięcy jeszcze nie uruchomionych.
    6. Cały czas podaje sie informacje , że nikt nie wie ile się wrzuca pieniędzy w automaty , ile ludzie wygrywają i ile zarabiają wlaściciele automatów. Otóż ja , jak każdy z operatorów co miesiąc wypełniam sterty dokumentów do Urzędu Celnego. Jest w nich ilość wrzutów , ilość wypłat , zysk z automatów i oczywiście stany liczników. Podczas każdej kontroli przez urzedniuków sprawdzane są wszystkie plomby i spiywane stany liczników. Tak więc wszystkie dane dotyczące automatówsą dostepne w Ministerstwie.
    7. Podatek od automatu wynosi 180 EURO . Jest to oczywiście prawda , tylko nikt nie wspomina , że 50% dochodu otrzymuje właściciel baru od czego płaci podatek Vat 22% i podatek dochodowy . Firmy podibnie. Jeszcze niedawno minister Kapica przyznawał , że rzeczywiste opodatkowanie automatów jest rzędu 40-50%.
    W tej chwili nic więcej nie przychodzi mi do głowy , ale byłbym wdzięczny , gdyby Pani Redaktor zdecydowała sie sprawdzić prawdziwość podanych przeze mnie faktów. Jakakolwiek będzie decyzja w sprawie automatow , chciałbym , aby byla podjęta przy pełnej znajomoąci faktów.
    Pozdrawiam serdecznie
    Robert

  55. WODNIK53 pisze:

    Pani Redaktor !

    Pozostajac w “konwencji” poruszanej tu tematyki chciałbym tylko zauważyć, że właśnie “padła” tzw. afera w Min.Rolnictwa (sprzed ponad 2 lat) z wiodącymi aktorami w rolach głównych: Engelking, Kamiński, Kaczmarek, Kornatowski, Krauze (w tle pozostawali Ziobro, Lepper i Prezes Kaczyński - jako premier czyli “reżyser”). W efekcie orzeczenia prokuratury nie wiem czy o prok. Engelkingu nie trzeba już mówić - Jerzy E (podobnie jak i o Mariuszu K). Cała sprawa świadczy coraz dobitniej o prowokacji wobec demokratycznie wybranego i legalnie urzędującego vice-premiera RP.
    Wniosek:
    - pp. Jerzy E i Mariusz K do sądu jako bezpośredni “prowokatorzy” i osoby działające “przeciwko demokratycznemu porządkowi prawnemu” (to skrót myślowy - tłumaczący sposób patrzenia na tę przykra sprawę)
    - p.Prezes J.Kaczyński i min.Z.Ziobro do Trybunału Stanu (za tzw. “sprawstwo kierownicze” *)
    Dopóki w RP nie będzie konsekwencji w tego typu przypadkach, a było w 20-letniej historii demokracji we Polsce wiele takich delikatnie mówiąc “niejasności” (np. Milczanowski vs Oleksy, Jarucka, a w tle Miodowicz & Brochwicz vs Cimoszewicz etc.), brakło konsekwencji i “pociągania” do odpowiedzialności nieodpowiedzialnych polityków lub funkcjonariuszy ciągle będziemy epatowani aferami “hazardowymi”, “stoczniowymi” itp “bzdetami”
    które po 2-3 m-cach “umierają śmiercią naturalną” - media żyją już “innymi” sprawami, a “bohaterowie” bądź “sprawcy” tych zawirowań (często przekraczających prawo i porządek demokratyczny) chodzą sobie spokojnie po polskim świecie.
    To uczy bezkarności, to uczy nie poszanowania prawa, to powoduje gnicie demokracji.
    Pozdrawiam serdecznie.
    WODNIK53

    PS: nie wierzę, że Wielce Szanowna P0 coś zmieni w tej materii; jej działacze - od góry do dołu - tkwią (nie tyle może materialnie czy “zawodowo” lecz przede wszystkim “mentalnie) w tzw. “kapitalizmie III świata” zbyt mocno i uważają to za normę - zapewnienia o “wysokich standardach” i etyce tudzież moralności (np. p.Premier Tusk czy poseł Gowin) są “grą pod publiczkę”: także walka z PiS-em jest “walką pozorną” w “rodzinie” (dwie partie prawicy) - lepiej “straszyć” społeczeństwo PiS-em niźli cokolwiek zmienić, przedstawić jakąkolwiek alternatywę (tak jest dobrze - a PiS może stale “robić” za “czarnego luda”

    * - z tego m.in. “paragrafu” sądzi się gen.gen. W.Jaruzelskiego i C.Kiszczaka za ofiary stanu “W” (oczywiście - wymiar jest różny, ale paragraf “podpada” wyraźnie….)

  56. Stary Polak z PRL-u pisze:

    I tak oczach Karwoja zostałem homo sovieticus, a SLD partią stricte europejską. Spróbuję założyć twoje okulary Karwoju, ale nie wiem, czy to coś pomoże. Grzegorz Napieralski jaki jest, każdy widzi. Włodzimierz Cimoszewicz skwitował sprawę krótko, trafiając w samo sedno. Amen.

  57. Kartka z podróży pisze:

    Robert
    Dzięki za kilka konkretów dotyczących automatów. Przyznam, że znudzony już jestem komentarzami na ten temat w kontekście potów Chlebowskiego i zapisów policyjnych podsłuchów. W końcu coś rzeczowego.
    Z satysfakcją przeczytałem dziś w GW, że Unia najprawdopodobniej storpeduje plany “liberalnego” rządu dotyczące zakazu hazardu w internecie. Oby - bo nadgorliwość, tym przypadku ministra Boniego, w ograniczaniu ludzkich praw (nawet do hazardowania) jest zatrważająca. Rozumiem, że sfrustrowane społeczeństwo jest głęboko autorytarne jak w dwudziestych latach ubiegłego wieku, ale czy ministrowie do tego stopnia muszą schlebiać autorytarnym upodobaniom?
    Pozdrawiam

  58. Teresa Stachurska pisze:

    http://janiszewska.org.pl/2201.html - Iluzja American Dream

    czyli o wyższości państwa socjalnego nad wolnorynkowym w kontekście konfliktu rynku i rodziny

    Dorota Janiszewska

    (publikacja w tygodniku “Przegląd” nr 10 z 15 marca 2009)

    Druga Wielka Depresja

    Rozgrywający się na naszych oczach światowy kryzys gospodarczy, rozpoczęty w Stanach Zjednoczonych, obnaża słabości amerykańskiej gospodarki wolnorynkowej, powszechnie dotąd uznawanej za niedościgniony wzór dla innych państw. W rzeczywistości jej wyniki ekonomiczne nie są wcale tak imponujące, jak nam się wydaje. Stawiam hipotezę, że główną przyczyną klęski modelu ?made in USA? będzie jego negatywne oddziaływanie na społeczeństwo, a szczególnie rodzinę.

    Mówiąc o upadku American Dream, mam na myśli nie upadek państwa północnoamerykańskiego jako takiego, ale klęskę amerykańskiego wolnorynkowego modelu polityki społeczno-gospodarczej. Obecny światowy kryzys gospodarczy, który media prawdopodobnie ochrzczą II Wielką Depresją, gdyż w przebiegu będzie podobny do Wielkiej Depresji lat 1929-1932, w moim przekonaniu zakończy się bankructwem ideologii wolnego rynku i powstaniem nowego światowego ładu ekonomicznego opartego o interwencjonizm państwowy. Kształtując nowy porządek i myśląc o polskiej drodze do dobrobytu powinniśmy szukać inspiracji w idei społecznej gospodarki rynkowej, która w praktyce została zrealizowana w Niemczech, a którą to ideę wpisano do polskiej konstytucji z roku 1997.

    Wolnorynkowy zwrot

    W roku 1944 mocarstwa światowe ustaliły na konferencji w Bretton Woods, na jakich zasadach będzie funkcjonował przyszły międzynarodowy system gospodarczy. Powojenny porządek oparty został na interwencjonizmie państwowym inspirowanym ideami ekonomicznymi Keynesa z lat 30. XX w. Oparty na parytecie złota i stałych kursach walut tzw. system z Bretton Woods tworzył stabilne podstawy światowej gospodarki aż do roku 1973. Wtedy uderzył pierwszy kryzys naftowy i rządy państw zachodnich zaczęły odchodzić od systemu keynesowskiego na rzecz ideologii wolnego rynku. Zwycięski pochód free market economy, realizowany w praktyce przez Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii czy Ronalda Reagana w USA, osiągnął swe apogeum w latach 1989-1991, kiedy to upadek ZSRR i jego satelitów zaświadczył o wyższości idei wolnorynkowych.

    Praktyka socjalistycznego państwa opiekuńczego przegrała gospodarczy wyścig z wolnorynkowymi gospodarkami kapitalistycznymi. Czy oznacza to, że sama idea państwa opiekuńczego również przegrała? W żadnym wypadku. Wbrew pozorom jest ona w bloku kapitalistycznym bardzo silna. W Europie kontynentalnej reprezentują ją Niemcy i ich koncepcja społecznej gospodarki rynkowej, którą w praktyce wdrażał Ludwig Erhard po 1948 roku.

    Interesującą kwestią jest porównanie wyników niemieckiej Soziale Marktwirtschaft z modelem wolnorynkowym reprezentowanym przez Stany Zjednoczone ? najpotężniejsze mocarstwo światowe. Wnioski okazują się bardzo zaskakujące, zarówno na płaszczyźnie gospodarczej, jak i społecznej.

    Gdy zestawimy długookresowe dane ekonomiczne tych dwóch krajów kapitalistycznych, to okaże się, że socjalny system niemiecki w ostatecznym rozrachunku okazuje się zdecydowanie wydajniejszy. Nie tylko nie ustępuje wolnorynkowemu modelowi amerykańskiemu pod względem wyników gospodarczych, a w niektórych dziedzinach nawet go przegania, ale ponadto okazuje się lepiej dostosowany do potrzeb społecznych, przynosząc większe korzyści pracownikom i rodzinom.

    Bezcelowy wyścig

    Dla celów niniejszej analizy zestawiam dane porównawcze dla obu gospodarek ograniczone okresem od lat 50. do końca lat 90. XX wieku., kiedy niemieckie państwo socjalne było jeszcze silne. Od czasu zjednoczenia Niemiec następuje proces demontażu państwa socjalnego przez wolnorynkowych ekonomistów i polityków, którzy usilnie próbują wzorować się na ponoć bardziej konkurencyjnym modelu amerykańskim. Zabiegi te zgodne są z unijną Strategią Lizbońską z roku 2000, dzięki której Unia Europejska miała stać się do roku 2010 bardziej konkurencyjna gospodarczo od USA.

    Fiasko Strategii Lizbońskiej w roku 2006 nie zahamowało wysiłków dalszej walki UE o wyższą konkurencyjność gospodarczą od USA. Stawiam hipotezę, iż droga unijnej pogoni za amerykańskim wzorcem to droga chybiona. Fakty udowadniają, że wystarczy jeden kraj w Europie ? Niemcy ? by bez problemu uzyskiwać wyniki gospodarcze równe lub przewyższające te w USA. Tak więc warunek konkurencyjności zostaje tu całkowicie wypełniony, dla jednego kraju i bez Strategii Lizbońskiej. Natomiast demontowanie państwa socjalnego, co według zwolenników wolnorynkowej Strategii Lizbońskiej jest niezbędnym warunkiem zwiększenia konkurencyjności, to źródło problemów, które przeżywa gospodarka Niemiec na początku XXI wieku.

    Państwo socjalne jest efektywne?

    W latach 1950-1971, a więc w dobie panowania keynesizmu, zachodnia Europa (tj. Wielka Brytania, Francja, RFN i Włochy) nie znała faz recesji, a gospodarki tychże krajów cechowało prawie zerowe bezrobocie (w Niemczech w l.60 XX w. wyniosło ono 0,5%, a w roku 1973 ? 0,9%). Pierwsza powojenna recesja związana z kryzysem naftowym (w roku 1973 ceny ropy wzrosły trzykrotnie) i odejście od keynesizmu zapoczątkowały w zachodnim kapitalizmie erę cyklicznych kryzysów i masowego, trwałego bezrobocia.

    Zwrot w stronę ideologii wolnego rynku po 1973 roku spowodował trwające do dziś pogrążenie się zachodnich gospodarek w stagflacji, czyli połączeniu stagnacji gospodarczej i rosnącej inflacji przy wysokim bezrobociu. Wolnorynkowcy swą politykę gospodarczą opierają walce z inflacją i priorytecie równoważenia budżetu, nawet za cenę wysokiego, kilkumilionowego bezrobocia, nieznanego na Zachodzie w dobie keynesizmu.

    W latach 1950-1987 Niemcy przegoniły USA w takich wskaźnikach, jak wzrost płac realnych na stanowiskach niekierowniczych oraz wzrost kapitału produkcyjnego w przeliczeniu na jednego zatrudnionego (w Niemczech 5,5-krotny, w USA tylko 1,8-krotny). W latach 1950-1990 Niemcy zanotowały także wyższy przyrost zasobów kapitału w przyroście PKB (1,22 razy większy niż w USA) oraz przyrost postępu technicznego (2,75 razy większy niż w USA).

    Także długookresowe roczne średnie tempo wzrostu gospodarczego w przeliczeniu na jednego mieszkańca było w Niemczech w latach 1950-1989 wyższe niż w USA w tym samym okresie. W podokresie 1950-1973 wyniosło dla USA 2,2%, a dla Niemiec 4,9% rocznie, natomiast w podokresie 1973-1989 odpowiednio 1,6% i 2,1%.

    Gospodarka Niemiec, mimo spowolnienia od lat 90. XX w, utrzymała taki wzrost, który plasował ją w światowym rankingu tuż za Stanami Zjednoczonymi. Jeśli przyjmiemy za 100% wartość realnego PKB per capita dla USA w roku 1989 i 1996, to dla Niemiec wyniósł on odpowiednio 78% i 80,2%. Mimo że w roku 1995 produkt krajowy brutto liczony według parytetu siły nabywczej na jednego mieszkańca był wyższy w USA (26,7 tys. USD dla USA i 20,8 tys. USD dla Niemiec), to w przeliczeniu na jedną roboczogodzinę otrzymujemy już wynik prawie równorzędny (27,5 USD dla USA i 28,3 USD dla Niemiec).

    ?i efektywniejsze

    Niemcy wcale nie ustępują Ameryce również w kwestii produktywności. Przyjmując za 100% wartość PKB na jednego zatrudnionego dla USA w roku 1989 i 1996, dla Niemiec wzrósł on adekwatnie z 85% do 91,4%. Gdy jednak weźmiemy PKB przypadający na jedną roboczogodzinę, to w roku 1996 w Niemczech osiągnął on 106,8% tego, co w USA!

    Trzeba w tym miejscu uwzględnić fakt, iż pracownik amerykański w roku 1995 przepracował 1950 godzin w skali roku, a niemiecki aż o 350 godzin mniej. Jest to dowód potwierdzający wyższą wydajność pracowników niemieckich. Gdyby bowiem statystyczny Niemiec pracował tyle samo godzin w roku co Amerykanin, to poziom PKB na jednego zatrudnionego byłby wyższy dla Niemiec.

    Zatem różnica w poziomie produktywności między wolnorynkowymi USA, a socjalnymi Niemcami zmalała tak wielce, że jak to przyznaje Paul Krugman, mieści się w granicach błędu statystycznego. Przy porównywalnych wpływach podatkowych w obu krajach w połowie lat 90. XX w. (w Niemczech ? 23% PKB, w USA ? 22% PKB), Niemcy cechuje wyższa niż w USA stopa inwestycji brutto oraz większe wydatki na cele publiczne (w Niemczech ? 49% PKB, w USA ? 33% PKB).

    Ponadto Republika Federalna Niemiec od lat zajmuje pierwsze miejsce wśród światowych eksporterów, już od roku 1994 wyprzedzając w tej dziedzinie USA. Dodatnia nadwyżka handlowa uzyskiwana z ekspansji eksportu pozwalała Niemcom na utrzymywanie znacznie mniejszego od USA ujemnego salda na rachunku obrotów bieżących, które w roku 1999 dla RFN wyniosło -3,4 miliarda USD, a dla Stanów aż -338,9 miliarda USD.

    I wynik ten osiągnięto, mimo że Niemcy w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych nie posiadają ogromnych zasobów surowców naturalnych, doświadczyły zniszczeń dwóch wojen światowych, przeprowadziły proces zjednoczenia z Niemcami Wschodnimi, a gospodarka niemiecka obciążona jest wyższą średnią płacą, krótszym tygodniem pracy, dłuższymi urlopami i wyższymi świadczeniami socjalnymi (pięciokrotnie wyższymi w roku 1950 i dwukrotnie wyższymi w roku 1980 niż w USA). Nieprawdziwe jest więc twierdzenie wolnorynkowców, że państwo socjalne nie może prowadzić efektywnej gospodarki.

    Cywilizacja nierówności

    Realia pracy w Stanach Zjednoczonych i Republice Federalnej Niemiec są diametralnie różne. Podczas gdy w Niemczech poziom średniej płacy realnej od roku 1949 do 2002 stale rósł, w USA w latach 1973-1994 mieliśmy do czynienia z ciągłym spadkiem realnych płac tygodniowych. Regres amerykańskich dochodów obrazuje fakt, iż w roku 1994 średnia płaca realna w USA osiągnęła poziom z końca lat 50.XX wieku! Nawet po uwzględnieniu minimalnego wzrostu średniej płacy w kolejnych latach do roku 2000, jej poziom nigdy nie przekroczył poziomu z 1973 roku.

    Według Economic Policy Institute regres płac w USA najbardziej dotyka osoby najmniej zarabiające. Godzinowe zarobki 10% najuboższych pracowników wzrosły w latach 1996-1999 tylko o 56 centów (z 5,49 do 6,05 USD), co spowodowało, że w roku 2000 zarabiali oni tylko 91% tego, co w roku 1973. Dla porównania, podczas gdy w okresie 1970-1999 średnia roczna płaca w USA wzrosła tylko o 10% (z 32,5 tys. do 35,9 tys. USD), to w tym samym czasie roczne wynagrodzenia prezesów stu czołowych korporacji wzrosły prawie 30 razy (z 1,3 mln do 37,5 mln USD)!

    Rosnące nierówności dochodowe przyspieszają także tempo narastania nierówności bogactwa. Tylko w przeciągu lat 1983-1989 majątek jednego procenta najbogatszych Amerykanów wzrósł z 31 do 37%, a górne 10% najmajętniejszych dzierży w swym ręku 80% nieruchomości niemieszkalnych, 90% majątku przedsiębiorstw, 85% akcji i 94% obligacji. Koncentracja kapitału zaświadcza o realnie istniejącej redystrybucji dochodu narodowego na rzecz najbogatszych. Pokazuje to bez żadnych wątpliwości, z jak gigantycznym i ciągle postępującym rozwarstwieniem społeczeństwa mamy do czynienia w Ameryce i potwierdza słuszność twierdzenia Schumpetera o powrocie do ?cywilizacji nierówności?.

    Pracujący ubodzy

    Średnia godzinowa stawka płac w Niemczech w roku 1997 wyniosła 31,78 USD, a w USA była aż 1,8 razy mniejsza i wyniosła tylko 17,74 USD. Wedle rachunków Economic Policy Institute z roku 1998 średnia godzinowa płaca wystarczająca do przeżycia dla rodziny z samotnym rodzicem i dwójką dzieci to 14 USD (czyli 30 tys. USD rocznie).

    Jednak w USA aż 60% robotników zarabiało wtedy poniżej 14 dolarów na godzinę, a aż 30% pracowników dostawało osiem i mniej dolarów na godzinę (szczególnie w sektorze usług). Ponadto aż 20% ogółu zatrudnionych w USA pracuje za płace poniżej oficjalnej granicy ubóstwa. W roku 1997 aż jedną piątą ludzi bezdomnych stanowili pracownicy pracujący w pełnym i niepełnym wymiarze godzin! Dowodzi to, iż na rynku pracy panuje kultura niskich płac, a znaczną ilość zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych możemy określić kategorią ?working poor? ? pracujący ubodzy.

    Niskim płacom w Ameryce sprzyja bezrobocie, które jak utrzymuje amerykański ekonomista Lester Thurow jest co najmniej pięć razy wyższe niż oficjalne urzędowe statystyki, mówiące o 5%. Według niego, w roku 1995 do 7 milionów osób oficjalnie zarejestrowanych (na bazie ankiet) w Ministerstwie Pracy jako poszukujące pracy należy doliczyć kolejne 6 milionów, które potrzebowały zatrudnienia, ale zaprzestały jego poszukiwania. Do tego dodaje on jeszcze prawie 5 milionów osób, które z konieczności pracowały w niepełnym wymiarze godzin oraz te, które pracę miały tylko okresowo: 10 milionów zatrudnionych na czas określony i 8 milionów tzw. ?wolnych strzelców? (tj. osób z wykształceniem akademickim, które rzadko otrzymywały liczbę zleceń wystarczających do utrzymania się). W sumie dało to realną stopę bezrobocia na poziomie 28% i liczbę około 35 milionów bezrobotnych.

    Strajkowy paraliż

    Do tychże wskaźników określających realia życia pracowników dodać trzeba kolejne dwa ? średni tygodniowy czas pracy oraz wymiar urlopów. W roku 1997 wyniosły one dla Niemiec 29 godzin pracy w tygodniu i 42 dni płatnego urlopu w roku, a dla USA odpowiednio aż 37,9 godzin i tylko 23 dni. Ważną kwestią jest także skonfrontowanie faktu, że w Niemczech 90% obywateli posiada ubezpieczenie zdrowotne w ramach państwowego systemu ubezpieczeń (pozostałe 10% ubezpiecza się prywatnie), natomiast USA nie posiadają powszechnego, państwowego systemu ubezpieczeń społecznych. Ponieważ wielu Amerykanów nie stać na wykupienie prywatnych polis ubezpieczeniowych, aż 50 milionów obywateli nie posiada żadnego ubezpieczenia zdrowotnego! Ocenia się, że brak ubezpieczenia zajmuje siódme miejsce wśród przyczyn zgonów w Stanach Zjednoczonych.

    Przejawem poziomu akceptacji ustroju gospodarczego przez pracowników jest liczba dni pracy straconych w wyniku strajków pracowniczych w przeliczeniu na tysiąc zatrudnionych. W latach 1950-1969 liczba dni strajkowych w RFN wyniosła 31, a w USA 505 (dla porównania ? we Włoszech 712, we Francji 243, w Wielkiej Brytanii 147). W roku 1988 wskaźnik ten wyniósł dla RFN 28 dni, a dla USA aż 12 215 dni (we Francji wzrósł do 568 dni, a w Wielkiej Brytanii do 1 920 dni). Ukazuje to skalę niskiej akceptacji pracowników amerykańskich dla wolnorynkowej gospodarki i wysokiej akceptacji pracowników niemieckich dla systemu społecznej gospodarki rynkowej.

    Rynek kontra rodzina

    W badaniu efektywności systemów gospodarczych nie można zawężać się tylko do oceny wskaźników ekonomicznych. Ekonomia i polityka gospodarcza bardzo silnie oddziaływają na społeczeństwo, a szczególnie podstawową jego komórkę ? rodzinę. Ważne jest więc, byśmy prześledzili to oddziaływanie w przypadku gospodarek USA i Niemiec.

    Stany Zjednoczone to kraj kultury konsumpcyjnej i związanego z nią obyczajowego liberalizmu, których wzorce eksportowane są do innych części świata wraz z ekspansją gospodarczą (proces zwany amerykanizacją lub macdonaldyzacją świata). Według Thurowa, który przytacza wyniki sondaży, normą obyczajową w USA stało się stawianie samorealizacji jednostki i jej konsumpcyjnych potrzeb spod znaku ?ja? ponad dobro rodziny i jej inwestycyjnych potrzeb spod znaku ?my?. W Niemczech natomiast jest nadal bardzo silny tradycyjny, konserwatywny model rodziny z zarabiającym mężczyzną i wychowującą dzieci Hausfrau (realizowany w połowie niemieckich rodzin).

    Thurow wskazuje, że liberalizacja obyczajowa szkodzi przede wszystkim rodzinom, gdyż bodźce ekonomiczne skłaniają mężczyzn do zrywania rodzinnych więzów i ucieczki od odpowiedzialności za dobro rodziny. W Niemczech pod koniec lat 90. XX w. wskaźnik rozwodów wyniósł 1,9%, a w Ameryce 4,6% (osiągając poziom Rosji). Wedle badań D. Popenoe z roku 1994, po opuszczeniu rodziny przez mężczyznę poziom życia mężczyzny wzrasta o 73%, a poziom życia porzuconej rodziny spada o 42%. O tym, jak powszechne jest zjawisko ucieczki mężczyzn świadczy fakt, że w USA aż 25% rodzin z dziećmi funkcjonuje bez mężczyzny.

    W Ameryce mamy do czynienia ze zjawiskiem, które można określić maskulinizacją biedy. W roku 1994 prawie sześć milionów mężczyzn w wieku produkcyjnym przebywało na bezrobociu i ani nie uczęszczali do szkół, ani nie dysponowali środkami samodzielnego utrzymania. W tym czasie aż jedna trzecia mężczyzn w wieku, w którym mogliby założyć rodzinę (25-34 rok życia), zarabiało mniej niż kwota, która jest potrzebna do utrzymania czteroosobowej rodziny powyżej progu ubóstwa. Zatem niskie dochody mężczyzn, lub ich brak, stały się bodźcem do podjęcia zatrudnienia przez kobiety, co Thurow nazywa ?ekonomicznym przymusem pracy żon?. Zjawiska te powodują, iż ogromna grupa mężczyzn wyrzucona została poza nawias społeczeństwa, gdyż czynniki ekonomiczne pozbawiły ich tradycyjnej roli żywiciela rodziny, degradując tym samym ich pozycję społeczną.

    Thurow trafnie podsumowuje, że powyższe zmiany zachodzące w amerykańskim kapitalizmie sprawiają, że ?rodzina i rynek stają się coraz mniej możliwe do pogodzenia?. Jednak twierdzi on dalej, że ?rozwiązania społeczne nie są zdeterminowane przez ekonomię (?), muszą być zgodne z realiami ekonomicznymi, a tradycyjne rozwiązania rodzinne takie nie są?. Przedstawione w tym opracowaniu fakty potwierdzają coś przeciwnego i skłaniają mnie do postawienia hipotezy, że ekonomia silnie wpływa na procesy zachodzące w społeczeństwie i dlatego powinna respektować tradycyjne rozwiązania społeczne, zwłaszcza w obszarze rodziny. Jeśli nie zachodzi proces zgodności między polityką gospodarczą a tradycją społeczną, to mamy do czynienia z konfliktem rynku i rodziny, ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami. Gdy sytuacja na rynku pracy nie sprzyja założeniu rodziny oraz pogodzeniu obowiązków zawodowych z rodzinnymi, to ludzie albo wybierają bezdzietność, albo decydują się na potomstwo mimo niedostatecznej ilości wolnego czasu i dochodów potrzebnych do jego prawidłowego wychowania, co rodzić może liczne patologie rodziny.

    Prorodzinny rynek

    Do ciekawych wniosków można dojść, gdy zgodnie z badaniami K.E. Case porównamy dla obu krajów ustandaryzowaną rodzinę (składającą się z dwójki dorosłych i dwójki dzieci). Mimo że w USA przypada na nią większy roczny dochód, to jednak zostaje on wypracowany przez dwoje pracujących dorosłych, podczas gdy w Niemczech na ogół pracuje jedna osoba (mężczyzna). Jest to skutkiem niskich płac na amerykańskim rynku pracy, które uniemożliwiają utrzymanie rodziny z dochodów tylko jednej osoby pracującej.

    Błędem byłoby jednak postrzeganie dobrobytu rodziny i społeczeństwa w kategoriach li tylko pieniężnych. Poza wskaźnikami ekonomicznymi istnieją także korzyści niezmierzalne finansowo, niezbędne do prawidłowego rozwoju człowieka, rodziny i społeczeństwa. Należy do nich przede wszystkim czas wolny. Można wykorzystać go zarówno do indywidualnego, jak i wspólnego wypoczynku, rozwijania zainteresowań, udziału w kulturze czy regeneracji sił po pracy.

    Wolny czas sprzyja aktywnościom w gronie rodzinnym, które mają pozytywny wpływ na scalanie więzów rodzinnych, m.in. poprzez poprawę komunikacji między członkami rodziny, co sprzyja rozwiązywaniu problemów. Warunkiem zwiększenia czasu wolnego pracowników jest zmniejszenie dziennego wymiaru czasu pracy ? w Niemczech wynosi on 7 godzin.

    Co powoduje, że pracownicy niemieccy świadomie dokonują rezygnacji z części dochodów na rzecz większej ilości czasu wolnego? Odpowiedzi trzeba szukać w różnicach kultury i tradycji obu krajów. Oprócz większego konserwatyzmu obyczajowego i silnego modelu tradycyjnej rodziny, Niemcy w przeciwieństwie do Amerykanów posiadają na rynku pracy sprawną reprezentację związków zawodowych oraz wypróbowany przez wiele dekad system negocjacji warunków pracy i płacy w postaci branżowych układów zbiorowych.

    Z punktu widzenia rodziny najbardziej korzystnym modelem polityki gospodarczej byłaby taka koncepcja, w której rynek gwarantuje dochody wystarczające do godnego życia nie tylko jednostek, ale całych rodzin. Przykład Niemiec pokazuje, iż zrealizowanie idei prorodzinnego rynku w kapitalizmie zapewnia koncepcja społecznej gospodarki rynkowej, w przeciwieństwie do wolnorynkowej. Niezbędny dla urzeczywistnienia tej koncepcji jest aktywny udział państwa zorientowanego na zwiększanie dobrobytu ogółu społeczeństwa i prowadzącego politykę gospodarczą, której celem powinno być umożliwienie obojgu rodzicom pogodzenia obowiązków zawodowych i domowych.

    Niezbędna jest także silna reprezentacja związków zawodowych, która zapewnia rodzicom zabezpieczenie ich dochodów i walczy o skrócenie tygodniowego czasu pracy (do siedmiu godzin), co umożliwi zwiększenie ilości czasu wolnego z korzyścią dla rodziny. Zgodność na linii rynek-rodzina, czyli zarazem na linii ekonomia-tradycja, wydaje się podstawową przesłanką do kształtowania skutecznej i najbardziej odpowiadającej potrzebom społecznym polityki gospodarczej. Warto, byśmy i w Polsce uświadomili sobie, że system społecznej gospodarki rynkowej jest kulturowo zdecydowanie bliższy tradycji europejskiej niż model wolnorynkowy.

    Bibliografia:
    Dryszel A., 2009, Finansiści gubią świat ? wywiad z prof. T. Kowalikiem, Tygodnik Przegląd 2/2009, http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=337.

    Ehrenreich B., 2006, Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć w Ameryce, Warszawa: WAB.

    Gedymin O., 2002, Kapitalizm niemiecki. Szkice o genezie, rozwoju i teraźniejszości, Białystok: Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania.

    Kozłowski S.G., 2008, Ameryka współczesna. Pejzaż polityczny i społeczno-gospodarczy, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

    Poznański K., 2000, Paradygmat ewolucyjny ekonomii porównawczej: nowa interpretacja komunizmu i postkomunizmu (w:) Kowalik T., Hauser J. (red.), Polscy ekonomiści w świecie, Warszawa: Polskie Wydawnictwo Naukowe.

    Robinson A., 2007, Pusta amerykańska iluzja, La Vanguardia z dnia 21.02.2007, Polski przedruk:http://www.mowiepopolsku.com/content/view/10247/201/1/0/

    Schlecht M.(red.), 2003, Mythos Demografie, Berlin: Vereinte Dienstleistungsgewerkschaft.

    Thurow L., 2004, Die Zukunft der Weltwirtschaft, Bonn: Bundeszentrale fuer politische Bildung.

    Tyszecka A., 2008, Matka Niemka, Tygodnik Polityka z dnia 22.01.2008, http://www.polityka.pl//Text03,934,242872,18

  59. dziadek Ignacy pisze:

    nie wiem czy to lojalnosc zawodowa, czy dobre maniery - bo chyba nie zdarzylo sie, aby komentowala Pani opinie dziennikarzy ewidentnie oczarowanych osoba prezesa.Gdyby prezes pewnego dnia porachowal i obwiescil swiatu ze 2 plus 2 jest 5, to panowie Gabryel, Semka,Gzym i za przeproszeniem pani Lichocka - nie odwazyliby sie tego podwazyc.Ja rozumiem ze milosc wszystko wybacza i zaslepia, ale ze az do tego stopnia?!. Co o tym myslec Pani Janino?

  60. Yevaud pisze:

    tymek,

    Fajnie by bylo, gdyby CBA przeciwdzialalo korupcji - jak sadze do tego zostala ta sluzba powolana.
    Jak dotad CBA raczej korumpuje niz korupcji zapobiega - i jeszcze w dodatku sporo kosztuje.

    Piszesz - dobrze, ze lapia zlodzieja.
    Otoz mam wrazenie, ze lapia tylko tego, ktorego sami dlugo i usilnie namawiaja do przestepstwa. W tym czasie inni zlodzieje spokojnie robia swoje.

    Zwracam tez uwage, ze dalko bardziej porzytecznym dzialaniem byloby zapobieganie przestepstwom niz potem szukanie/lapanie zlodziei - z bardzo mizernym skutkiem zreszta.

    Piszesz - w kazdym kraju CBA czy CBS sa instytucjami niezaleznymi od rzadu. A czy sa zaleznymi od opozycji? Czy deputowany do parlamentu - funkcjonariusz partyjny zostaje szefem takiej sluzby? I jaki jest zarzut z Twojej strony wobec czytelnikow tego bloga/Polityki? To my skonstruowalismy ustawe o CBA?

  61. Kartka z podróży pisze:

    Pani Janino
    Jestem pod wrażeniem wywiadu, który przeprowadziła Pani z sędzią Piwnik - najnowsza Polityka. Sprawy o których mówi sędzia Piwnik przytłaczają. Nie chodzi zrsztą o zakres bezprawia - o tym wielokrotnie pisała prasa. Chodzi o to, że właśnie silna autorytetem sędzia Piwnik tak jasno i dobitnie o tym mówi. Mam nadzieję (nadzieja matką głupich), że ta i inne mocne wypowiedzi coś w końcu zmienią w systemie (bez)prawnym.
    Wywiad ciekawie uzupełnia art Marka Henzlera “Przymus koniem”. Dawno nie czytałem opisu tak skrajnego idiotyzmu połączonego ze zdjęciami jak z rekwizytorni filmu o Hannibalu Lecterze. szczególnie ujęła mnie “blokada stawu kolanowego” i “kask bezpieczeństwa”. Tak więc filmy z zatrzymań, które wkrótce (kampania prezydencka)wypełnią wiadomości tv zyskają nową scenograficzną oprawę.
    Pozdrawiam

  62. KSP pisze:

    “Mieliśmy spektakl bez precedensu. Oto były wysoki funkcjonariusz państwowy wystąpił przeciwko państwu.” - i “chwatit”, czytać dalej sensu nie ma. I precedensu nie ma; Pani Paradowska jak zawsze tumani!!!

  63. parker pisze:

    karwoj8 pisze:
    2009-10-30 o godz. 07:17

    Nie jestem zwolennikiem CBA.Trudno też powiedzieć, że jestem przeciwnikiem.
    Nie widzę problemu CBA.
    Był problem nawiedzonego człowieka w CBA, ale się skończył.
    Nie pierwszy raz, mieliśmy na stanowisku w służbach, osobę czującą rewolucyjną werwę.
    Moim zdaniem, nic by się nie stało, jak by pieniądze i zadania, trafiły do innych służb a CBA zostało rozwiązane.

    Korupcje się zwalcza, przez usuwanie jej przyczyn, a nie walkę ze skutkami.
    Im więcej państwa w życiu obywatela, im więcej państwa w gospodarce,tym wyższa korupcja.
    Im mniej zależy, od dobrej woli urzędnika,koncesji,zezwolenia,im mniej regulacji, tym korupcja mniejsza.
    Więcej wolności, mniej korupcji.

  64. Teresa Stachurska pisze:

    Naomi Klein - http://lewica.pl/?id=20302

  65. wiesiek59 pisze:

    Pani Tereso Stachurska
    Jestem pod wrażeniem wpisu i jego wymowy…………
    Niestety, obawiam się że czytających i myślących politykow w naszym kraju niedostatek…….

  66. wiesiek59 pisze:

    KSP:
    Żródłosłów i etymologię terminu “tajne służby” polecam uwadze………….
    tajne- bo nikt nic nie wie
    służby- bo służą państwu……..

    “Wolska” to państwo “in statu nascendi”…………..
    Oby nastąpiło “interruptio gravidatis”………….

  67. Teresa Stachurska pisze:

    Wiesiek59,

    jeśli politycy są z nas, to może warto podać dalej? Co za siebie…

  68. gedanus pisze:

    Ja nie jestem pod wrażeniem wywiadu z p. sędzia Piwnik. Zasada jest taka jak wywiad to z jakaś tzw celebrytka . Jak Sądownictwo to Sędzia Piwnik . Do tego fotografia z naręczem akt i mamy już diagnozę postawioną przez uznanego eksperta. Uważam ,że praca sędziów jest ciężka i odpowiedzialna . Jednak jak wszyscy kludzie ktortzy ciężko pracują także sędziowie popełniają błedy. Zwalanie winy na policje ,prokuraturę nie jest najwłaściwszą metodą. Każdy powinien szukać najpierw błędów u siebie a potemm u innych.
    Mam wątpliwości co do niektórych tez pani sędzi :
    1. Bicie podejrzanych przez policje - jest to najpopularniekjszy wybieg stosowany przez swiadkow i oskarzonych w celu zdezawuowania własnych zeznań lub wyjaśnień. Np. najpierw ktoś się do czegoś przyznał a potem został albo zastraszony albo przekupiony (obie metody są bardzo popularne) i aby wykręcić sie od odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania albo za przestępstwo którego sie dopuścił twierdzi ,że został pobity prze policję, prokuratora był zastraszany itp. Oczywiście są wyjątki ale co do zasady jest to wybieg procesowy w dodatyku dobrze znany sędziom orzekającym.Dodać można ,że każdy może zaskarżyć niekorzystna dla siebie decyzje prokuratora do sądu .Natomiast swoboda kłamstwa w procesach jest w Polsce nieprawdopodobna - nic nie zmieniło się od czasów kiedy Bareja nakręcił słynny odcinek “Zmienników” - ten film dedykuję wszystkim wierzącym w kazde słowu tego czy innego oskarżonego.

    2. Podsłuchy - oto parę dni temu policja zatrzymała poszukiwanego listem gończym niejakiego Belmondziaka . Dzentelmen ów posiadał przy sobie 12 telefonów, a w miejscu gdzie się ukrywał dalsze 60. Przypuszczam ,że w ciągu miesiąca wykorzystał ponad 100 telefonów. Teoretycznie mógł być podsłuchiwany - każda kontrola operacyjna dotyczy zarówno osoby jak i numeru telefonu ,przy każdej zmianie numeru trzeba stosować nową kontrolę (oczywiście musi być zachowana koniunkcja osoby z aparatem - nie ma podsłuchu na sam numer telefonu). Zgodnie z teorią która mówi ,że sądy zbyt rzadko odmawiają zastosowania podsłuchów -na 100 telefonów pana B. W co najmniej 20-30 przypadkach sąd powinien odmówić zgody na podsłuch tylko czy wtedy kiedykolwiek by go zatrzymano?
    Niewątpliwie Mariusz K. i jego CBA było jakimś ewenementem w Europie (W Ameryce Łacińskiej jucz nie) ale to nie znaczy ,że inne służby Państwa Polskiego można oskarżać o wszystko bez żadnych podstaw bez nawet wysilenie się na udokumentowanie czegokolwiek.

  69. wz pisze:

    ehhh, komuniści i agencji, już niedługo, naprawdę niedługo…
    i nikt o was nie będzie nawet pamiętał….
    nawet nie żal….

  70. Teresa Stachurska pisze:

    http://www.azraelk.eu/2009/10/31/piskorski-znow-zlapal-stery-sd/

  71. Teresa Stachurska pisze:

    “… ale po co lewica ma tłumaczyć systemowe przyczyny korupcji, skoro system generuje o wiele większe problemy- biedę, masowe bezrobocie, emigrację, dług publiczny, itp? Chyba że ma podkręcać dalej antykorupcyjne nastroje, które potem i tak ostatecznie wykorzysta prawicowy (pseudo)populizm…

    Poza tym w socjaliźmie też będzie zdarzać się korupcja, więc nie jest to akurat zjawisko zarezerwowane dla kapitalizmu… Stąd właśnie lewica powinna sięgać do innych “tematów-problemów”… ” - http://lewica.pl/f_test/index.php?fuse=messages.20293 .

  72. Kartka z podróży pisze:

    Gedanus
    Nie przekonuje mnie Twój komentarz choćby dlatego, że rozpoczynasz go od krytyki sedzi Piwnik (celebrytka). Najprościej jest podważyć wywód kwestionując postawę czy kwalifikacje rozmówcy. W najnowszej Polityce jest obok rozmowy z Piwnik kompletnie ośmieszający służby artykuł “Przymus koniem” no i powalający na kolana art o “sprawie Garlickiego”. Obok Polityki o nadużyciach służb piszą również inne tytuły. Swoje materiały publikują też organizacje praw człowieka. O działalność polskiego aparatu represji świadczą również bardzo liczne wyroki Trybunału w Strasburgu. To jest stanowczo za dużo by można było problem bagatelizować.

  73. wg pisze:

    Yevaud, na ogólne stwierdzenie że FBI nie można porównywać do takich organizacji jak KGB nie mogę się zgodzić.

    Oczywiście że można, pytanie czy wypada i czy są wystarczające przesłanki.

    Na temat czy wypada nie mam specjalnej opinii.

    Co do przesłanek zaś to dla mnie główną jest to że oceniam ich poczucie misji (sense of mission) identyczną do tej która motywowała ich kolegów z KGB. Dokładnie to przekonanie że ich respektywne? (respective) kraje są poważnie zagrożone przez wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, że czyhają oni wszędzie i że na sentymenty w takiej sytuacji nie ma miejsca.

    I że odpowiednie z tego wnioski logicznie wyciągnęli oni i KGB - patrz mój opis ich metod w Stanach.

    Oczywiście pełnej analogii pomiędzy KGB i FBI nie miałem zamiaru nigdy sugerować bo prawie nigdy takowej nie ma, łączy ich to o czym piszę powyżej i również podejrzewam mentalność chociaż otwarcie przyznaję że nic o mentalności agentów KGB nie wiem. A FBI’s zaś mógłbym dużo.

  74. Teresa Stachurska pisze:

    Magda W - http://passent.blog.polityka.pl/?p=621#comment-129261 :

    Piotr Szumlewicz - http://lewica.pl/?id=20318

  75. gedanus pisze:

    W Polsce jest ponad 10.000 sedziow a w mediach pokazuje sie kilku. Niestety teorie wyglasZAane przez pania Piwnik sa po prostu absurdalne jak np. szkodliwosc swoadkow koronnych w szczegon ości tzw. “malych swiadkow koronnych” na podstawie art. 60 kk.dzieki takim skruśzonym przetepca udalo sie rozbić wiele najgrozniejhszych grup przestepczych przy czym najwieksze zasklugi polożyli ci “mali” swiadkowie koronnie na ktorych Skarb Panstwa nielozy ani grosza. Nie jest prawda aby Przestepcy korzystajacy z nadzwyczajnego zlagodzenia kary przedluyzali procesy jezst wrecz odwrotnie - to wlasnie dzeki tym instytucjom w koncu sadu zaczely zalatwiać nieznacznie więcej spraw niż do nich wpływalo (wystarczy sprawdzic dane statystyczne i porownać ze zmianami ustawowymi). Podobnie ma sie sytuacjacja w sprawie dobrowlnego poddania sie karze. Takie procesy sa o wiele szybsze no la faktem jest ,ze mniej w nich mijejśca na “gwiazdorstwo” sędziów (przy czym na ogol sedziowie nie maja tego typu inklinacji)
    Co do ępowalajaczch artzkulow

  76. gedanus pisze:

    Co do powalających artykułów ,myślałem ,że czas insynuacji już minął i aby obrzucić kogoś błotem trzeba cokolwiek udowodnić.Doktora G. powinien osądzić Sad. Żle się stało ,że wyrok na doktora G. probowal wydać Ziobro czy Mariusz K. ale jeżeli ma zostać uniewinniony to również przez Sad a nie ta czy inna gazetę. Apologetyczne artykuły pisane przez osoby nie znające treści akt mogą być odbierane jako próba nacisku na Sąd. Nawiasem mówiąc przedmiotem procesu doktora G. nie jest to od ilu pacjentów nie wziął łapówek (bo nikt nie powinien brać) ale czy i od ilu pacjentów wziął owe “dowody wdzięczności” . Nie jestem wcale pewien ,że doktor G. zostanie uniewinniony i zalecałbym wszystkim “gorącym piórom” ostrożność. To ,że IV RP lubowała się w publicznych egzekucjach nie oznacza ,że wszyscy skazańcy byli niewinni. Protestując przeciwko pokazówkom nie zacznijmy zastępować sądów w rozstrzyganiu o winie.
    Odnośnie nadużyć polskiego państwa wobec obywateli warto przyjrzeć się sprawie Polańskiego - Został aresztowany już ponad miesiąc temu i nie wiadomo w ogóle kiedy jego proces ekstradycyjny się zakończy chociaż czyn jego uległ przedawnieniu we wszystkich europejskich krajach. Nikt go nie chce wypuścić chociaż ma już 76 lat. Żaden Trybunał ani fundacja praw człowieka nawet nie pisnęli w tej sprawie. Co by eis działo u nas ? - politycznie sterowana prokuratura ,bestialska policja ,kompromitacja państwa ,znęcanie się nad starcem. itp itd.
    A kończąc watek wywiadu pani Piwnik to bardzo się on spodobał heroldowi IV RP o nazwisku Ziemkiewicz i nie omieszkał go pochwalić w programie “Antysalon”.

  77. karwoj8 pisze:

    Witam
    Dzisiaj program w TOK FM prowadzi w zastępstwie za Janinę Paradowską Pani Dominika Wielowieyska. No i cóż? Ano nic sie nie zmieniło. Żeby było “po linii” na pierwszy plan w przeglądzie prasy wrzuciła to, że dopiero dzisiaj niejaki Szmajdziński przeprosił (bardzo to ważne) Gmyza i jeszcze tam któregoś z dziennikarzy, że wyraził się o nich źle. To, że przeprosiny byłu już tydzień temu i wydane w stosownym oświadczeniu nie miało dla komentatorki wielkiego znaczenia. Ważne było, aby o tym “złym” z SLD wspomniano w towarzystwie Chlebowskiego z PO nękanego wrażymi i brutalnymi pomówieniami. Wczoraj zaś kompatybilnie z aferami w PO redaktor Berthold Kittel (znany z tego, że z redaktor Marszałek pomawiał różnych ludzi o różne p-stwa za co dostawał stosowne gratyfikacje no i nagrody po czym kiedy pisane ze złą wolą artykuły okazywały się zwykłymi paszkwilami nie czuł się winnym. Wręcz przeciwnie atakuje będąc pewnym poparcia ze strony “mafii dziennikarskiej”) znowu skonstruował audycję tym razem za pieniądze TVN24 w której odgrzał stare kotlety uporczywie nazywając Vogla “kasjerem lewicy” przy czym pomawia podejrzewając o różne p-stawa działaczy UW Pana Króla, Panią Suchocką, ówczesnego prezydenta warszawy, Lejka … Przypomnę, że niektórzy z nich obecnie są w PO o czym się nie mówi. No i te pogardzane przez “GW” przecieki z akt prokuratorskich (nie, nie stenogramy z podsłuchów a kserokopie dokumentów) do których zawsze można przypasować stosowną tezę wspartą znakiem zapytania. “Rzeczpospolita” musi się zacząć bardzo starać bo CBA stało się w ślad za ABW (stwierdzenie Premiera) zbrojnym ramieniem PO. Nęka mnie jednak myś :l kiedy doczekam się prawdziwej, sprawiedliwej reakcji sądowej na samowolę i łamanie prawa przez “szanowanych” dziennikarzy. Kiedy środowisko dziennikarskie tworzące korporację - a może coś więcej - będzie bronić skrzwdzonych a nie zamykać się w klatkach. Jednak jestem utopistą!!!

  78. Waldemar pisze:

    Karwoj 8 ;
    ŻEGNAM antenę TOKFM z chwilą pojawienia sie red.Wielowiejskiej z zupełnie prozaicznego powodu , jej głos przypomina mi nieznośne jęki Białoruskiej tenisistki Azarenki na korcie . Jak to w reklamie “powinni tego zabronić “.
    Podzielam Twoja opinie o tzw. śledczych dziennikarzach ,pasuje do nich określenie z lat 50-tych XX wieku - SŁUGUSY .

  79. Kartka z podróży pisze:

    Gedanus
    Jeszcze raz zwracam uwagę, że dyskusja o działaniu aparatu represji państwowej powinna mieć charakter merytoryczny a nie odnosić się do przymiotów osób dyskutujących. Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie aby inni sędziowie (poza sędzią Piwnik)wypowiadali się na ten temat. Zresztą wypowiadają się - z niechęcią przypominam sobie drakońskie poglądy sędziego Kryże. Merytorycznym argumentem nie jest również to, że wywiad z sędzią Piwnik spodobał się Ziemkiewiczowi. Bo niby co mnie obchodzi dlaczego tak się stało?
    W artykule o “sprawie” doktora Garlickiego przytłacza opis metod śledczych stosowanych przez CBA i w zasadzie powinieneś się z tym zgodzić, bo sam napisałeś, że służba ta stosuje latynoamerykańskie standarty działania.
    Gdyby dyskusję o aparacie represji państwowej wyprać z politycznych brudów (schlebianie autorytarnemu elektoratowi, wykańczanie przeciwników itp) to sprowadzi się ona do tezy - jak skutecznie przeciwdziałać przestępczości nie naruszając równocześnie praw obywatelskich. I ja takiej dyskusji oczekuję bo mam wrażenie, że prawa obywatelskie są w coraz większej mierze naruszane. Piszę” mam wrażenie” bo nie mam wiedzy z racji utajnienia działań różnych służb. I to też budzi moje coraz większe zaniepokojenie. Bo co może być tajnego w statystyce np dotyczącej stosowaniua podsłuchów? Chyba tylko olbrzymi (kompromitujący) zakres nagrywania cudzych rozmów.
    Pozdrawiam

  80. Kartka z podróży pisze:

    Jeszcze uwaga dotycząca Polańskiego. Też nie mogę w tym przypadku się z Tobą zgodzić. Sądzę, że wleczenie starego Polańskiego przez facetów w czarnych kominiarka akurat w Polsce wywołałoby euforię widowni.

  81. Teresa Stachurska pisze:

    http://wyborcza.pl/1,75480,7190974,Sobiesiak_Rysiek_gra_na_Florydzie.html?as=1&ias=6&startsz=x

    http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/135457,w-poszukiwaniu-
    wszystkich-swietych

  82. Teresa Stachurska pisze:

    http://lukaszfoltyn.salon24.pl/

    napisałam :

    Trzykroki
    Rent za dużo, ludzie chorują za wiele, mówi Pan? Nie słyszał Pan o skutkach niedoboru białka w pożywieniu człowieka? To proponuję zainteresować się biochemią.
    Od siebie powiem, że to chorowanie i te renty ze względu na ich niskość (bo przecież nie wysokość) to eutanazja po polsku, do tego w cierpieniach.

    Budżet będzie zasobniejszy jeśli pracownicy będą zarabiać więcej? Mogliby, gdyby nie przyjęto (Balcerowicz) kursu na radykalizm polskich reform, który to (radykalizm) napawał - o zgrozo! - mocodawców taką dumą, że się nim (radykalizmem) popisywali po świecie jak długi i szeroki.

    Bezrobocie w Polsce generowano z powodów ideolo. Dziś zaś mówi się o niskim zaangażowaniu zawodowym w grupie Polaków w wieku produkcyjnym - 57% ono wynosi.
    Nie mówi się, że dla 43 % nie ma miejsc pracy, bo je zlikwidowano. Dotąd nie zauważa się, że niskie pensje duszą rynek, czyli nakręcają błedne koło: brak pieniędzy na rynku nie pozwala nań produkować, a śmiałków, na tyle często, że warto o tym mówić, zamienia w bankrutów, skutkiem czego powiększają oni rzeszę bezrobotnych.

    Opieka socjalna? W Polsce jest jej pozór. Kto wie, czy zatrudnieni tam urzędnicy nie mają głownie do ubiegania się o pomoc zniechęcać?! Nawet bezwiednie, od tego są procedury.

    Zasiłki rodzinne? Atrapa. I straszny skandal - oczywiście. Ulgi podatkowe z tego tytułu dano najbogatszym na 8 mld zł rocznie… Jeśli budżet się od tego nie zawalił, to oznacza że można było dwa razy tyle dać najbiedniejszym, oczywiście bogatych przepraszając za to, że dla nich tym razem nie starczy. Dzieci mamy w Polsce ca 8 mln? To by oznaczało, że najbiedniejszym (120.000) można przyznać 500 zł miesięcznie.

    Poza tym? Proszę się nauczyć o polskim minimum egzystencji. Tam nie ma pieniędzy na edukację!!!, więc zubażaniu biednych aż do wyniszczenia nie ma być końca. A do tego uwzględnić, że 15 % społeczeństwa skazane jest na życie poniżej tego minimum. Poniżej, Pan rozumie?!

  83. wiesiek59 pisze:

    Karwoj8:
    Najczęściej się z Tobą nie zgadzam, ale trafiłeś w sedno.
    Odpowiedzialność , antycypacja, sumienie, to cechy obce większości dziennikarzy…………….
    Ale KASA się zgadza………

  84. wiesiek59 pisze:

    Z czym mamy obecnie do czynienia?
    Z odtwarzaniem struktur zniszczonych za PRL……….
    Oligarchia finansowa, kapitał prywatny, elity intelektualne, opiniotwórcze, gospodarcze………
    “Ziemia obiecana” w miniaturze rozdętej do wielkości Państwa?
    Odtwarzanie klasy robotników najemnych, służących, prostytutek, bogaczy, hochsztaplerów? Świat Dyzmów?
    Na pewno…………
    Po trzech pokoleniach, może się uda wrócić do standardów cywilizowanych państw. Nawet “republikom bananowym” się udaje.
    Czy można przyspieszyć proces?
    Wątpię……………….jeszcze jakieś 50 lat…………

    Po I światowej, mieliśmy elity, kadrę, świadomość potrzeb i wyzwań.
    Po IIświatowej, entuzjazm odbudowy, mieszanie się warstw, równość w biedzie, egalitaryzm,
    Po “Solidarności” Republikę Kolesiów? TKM?
    Elity nie dorosły do zadań…………
    Pech, ale przynajmniej elity odchodzące przekazały władzę bezkrwawo……

  85. Jean Paul pisze:

    wiesiek 59 17.44
    Masz rację z tym odtwarzaniem struktur i całego tego zmurszałego g……z przed I i II wojny. Nie moge się doczekać feudalizmu i cofnięcia reformy rolnej. Ale niewątpliwie najlepsze wyniki w tej reaktywacji ma KK i to mnie śmieszy najbardziej. Chyba żadne państwo na świecie nie cofa sie mentalnie i politycznie w takim stopniu jak RP, ale pocieszam się, że może na Bałkanach lub w pribałtyce jest jeszcze gorzej ?

  86. ff pisze:

    Cóż napisać Pani Janino? Mamy jeszcze jeden obok pp. Ziobry i J. Kaczyńskiego przykład bezrefleksyjnego narcyza, który uwierzył, że wszystko mu wolno…

  87. ff pisze:

    Pani Janino! Odnośnie SLD - mam nadzieję, że wyborcy srogo rozliczą p. Napieralskiego z jego romansów z PiS-em i będzie to ostateczny koniec tej zgniłej i razlazłej partyjki. Piszę to niestety bez satysfakcji, już jako były wyborca LiD-u.
    P.S. Mam też nadzieję, że na zgliszczach SLD pojawi się miejsce dla jakiejś nowej formacji lewicowej…

  88. Teresa Stachurska pisze:

    Charakterystyczne ? :

    - Koszt produkcji 15 tys.$,
    - koszt promocji ? niecałe 10 mln $,
    - przychody ze sprzedaży po 5 tygodniach ? 65 mln $ ? http://film.onet.pl/0,0,2071114,wiadomosci.html

  89. wiesiek59 pisze:

    Teresa Stachurska:
    Najprostszym wyjściem byłoby ustalenie maksymalnej stopy zysku na poziomie powiedzmy 20% na każdy produkt na świecie i ustalenie kosztów pracy żywej jako 30% kosztów produkcji……..
    Tylko, kto na to pójdzie?

    Muszą być pracodawcy i pracownicy, posiadacze i nędzarze.
    Społeczeństwo ZAWSZE ma strukturę piramidy. Areopag, merytokracja, komuna, kompetentność, to pieśń dalekiej przyszłości…………….

  90. Teresa Stachurska pisze:

    “Od sześciu miesięcy “grzebię” w informacjach na temat szczepień ochronnych dzieci w Kanadzie. Jest wiele protestów rodziców którzy odmawiają i przeciwstawiają się obowiązkowi szczepienia swoich pociech. Zaczęłam szperać by znaleźć odpowiedź na to zjawisko.
    Gdy już znalazłam omalże nie osiwiałam!!!!

    Specjalnie dla NIE znalazłam podobne materiały w języku polskim.
    Początek wieszam tutaj. Całość jest pod adresem niżej w HTML.

    INSTYTUT PSYCHIATRII I NEUROLOGII
    Katedra Marii Curie Komisji Europejskiej
    Zakład Farmakologii
    Profesor Maria Dorota Majewska
    ul. Sobieskiego 9, 02-957 Warszawa
    Tel./fax. 48 (22) 4582-778,
    48-22-45-82-624 (sekretariat);
    Tel/Fax: 48-22-842-76-44
    Email: Majewska@ipin.edu.pl
    2008-11-28
    Do: Zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii
    Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego i do
    Zarządu Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa
    Katedra Profilaktyki Zdrowotnej
    Ul. Smoluchowskiego 11
    60-179 Poznań
    Szanowni Państwo,
    W odpowiedzi na nadesłany do mnie protest Państwa odnośnie mojej wypowiedzi z dnia 14 października
    2008 r. o ?szkodliwości dużej liczby szczepień?, pragnę wyjaśnić moje stanowisko w tej sprawie.
    Najpierw się przedstawię. Jestem neurobiologiem. Przez 25 lat pracowałam w USA w czołowych
    instytucjach naukowych tego kraju (w Uniwersytecie Missouri, Uniwersytecie Harvarda oraz w
    Narodowym Instytucie Zdrowia pod Waszyngtonem). W 2006 r. wróciłam do Polski w celu realizacji
    projektu badawczego Komisji Europejskiej, w 2007 uzyskałam tytuł profesora nauk medycznych. Moje
    publikacje o neurosterydach doczekały się tysięcy cytowań w literaturze naukowej. Jako jedyna osoba w
    Polsce wygrałam w drodze konkursu prestiżowy grant Komisji Europejskiej (Marie Curie Chair) na
    prowadzenie badań nad biologią autyzmu i potencjalną rolą thimerosalu w patogenezie tej choroby.
    Realizuję ten projekt we współpracy w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, bowiem tu znajduje się Klinika
    Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, która opiekuje się dziećmi autystycznymi. Projekt składa się z części
    klinicznej i przedklinicznej. Badamy potencjalny związek autyzmu z liczbą, rodzajem i natężeniem
    szczepień, z powikłaniami poszczepiennymi, zawartością rtęci w przydatkach skóry i z poziomem
    hormonów sterydowych. Jak Państwu wiadomo, rtęć w postaci thimerosalu była i nadal jest dodawana
    do wielu szczepionek niemowlęcych w Polsce (ich szczegółowa lista jest przytoczona dalej w tekście).
    Rtęć w każdej postaci jest bardzo toksyczna, o czym świadczy ponad 4100 publikacji w PubMed na ten
    temat i wieloletnie doświadczenia ludzkości. Organiczny związek rtęci, thimerosal (sodium
    ethylmercurithiosalicylate), zawierający wagowo ok. 49% rtęci, wyprodukowany w latach 1930. przez
    firmę Eli Lilly przez kilkadziesiąt lat był dodawany jako środek bakteriobójczy i konserwujący do
    szczepionek oraz innych medykamentów bez rygorystycznych badań świadczących o jego
    bezpieczeństwie. Jest to niezgodne z dzisiejszą praktyką dopuszczania preparatów chemicznych do
    użycia w medycynie. Rtęć jest neurotoksyczna, kardiotoksyczna, hepatoksyczna, nefrotoksyczna,
    immunotoksyczna, kancerogenna. Powoduje zaburzenia rozwojowe u dzieci, choroby
    neurodegeneracyjne u dorosłych (Parkinsona i Alzheimera) oraz degeneracyjne zmiany w systemach
    reprodukcyjnych kobiet i mężczyzn, upośledzając ich zdolności rozrodcze oraz uszkadzając potomstwo
    (przegląd: http://www.epa.gov/iris/subst/0073.htm). Dlatego kraje skandynawskie wprowadziły u siebie
    zakaz używania rtęci (http://www.reuters.com/article/press…108558+03-Jan-
    2008+PRN20080103) i UE proponuje drastyczne ograniczenie używania rtęci na skalę globalną
    (http://ec.europa.eu/environment/chemicals/mercury;
    http://www.euractiv.com/en/environme…article-160845).
    W USA na autyzm cierpi obecnie ponad 1,5 miliona dzieci. Dla Polski nie ma wiarygodnych danych, ale
    ekstrapolacja tych liczb na liczę ludności w Polsce sugeruje, że może być ich ponad 150 000.

    Całość raportu pod adresem:
    http://www.autyzm-szczepienia.eu/upl…5D%20adobe.pdf

    Czy zapomniałam dodać, że w skład szczepionek przeciw grypie też wchodzą składniki szkodliwe, wręcz zabójcze dla ludzkiego organizmu?! Jeśli zapomniałam to dodaję to teraz, resztę już pozostawiam WAM. Co z tym zrobicie to Wasza sprawa.”

    Powyższe z @ Malina na - http://forum.nie.com.pl/showthread.php?t=2467&page=31 .

  91. Teresa Stachurska pisze:

    Wiesiek59,

    szło mi o to co można za duże pieniądze włożone (dobrze mówię?) w marketing. Od marketingu politycznego dla osób, partii jak i rozwiązań prawnych i ekonomicznych poczynając? Czy w przemyśle spożywczym nie widzimy analogii? Margaryny, pieczywo ? ostatnio gruboziarniste?, batoniki, soki, pełne konserwantów i cukru wyroby mleczne pn jogurt, czy serek jakiś tam? A te wszystkie cacki i loga obliczone na rynek konsumenta w wieku od lat 4 do 20 ?

    W konsekwencji także jakość mediów ? to nie czytelnik jest decydujący ale zleceniodawca reklam, tylko czemu lamentują, że nakłady im spadają i spadają? Pisma, ktorych nakład wynosił więcej niż 500 tys. dziś cieszą się gdy sprzedają 100 tys. Cieszą się, bo może być gorzej. W przyszłości kto wie czy gazety nie będą się utrzymywać jedynie z reklam, bo można je będzie jedynie rozdawać jak ?gazety? z supermarketów? Niech się amatorzy dziennikarskiego fachu jedynie w kątku po cichu martwią? A ja, która mam mieć dostęp do informacji nie mogę?

  92. Teresa Stachurska pisze:

    Wiesiek59, to jeszcze coś!

    Jerzy Drewnowski - http://lewica.pl/?id=20327 :

    Drewnowski: Demokracja a zawłaszczanie
    [2009-11-03 07:53:14]

    Niewykluczone, że świat w najbliższych dziesięcioleciach znajdzie się pod jeszcze większą władzą skoncentrowanego kapitału niż obecnie. Już teraz wielkie narodowe i ponadnarodowe korporacje wraz ze światowymi instytucjami finansowo-handlowymi pilnującymi ich interesów, różnego typu mafie, jak też organizacje o legitymizacji religijnej wpływają na życie polityczne, gospodarcze i kulturalne w duchu coraz bliższym autorytarnej oligarchii niż demokracji. Korzystając z politycznej bierności mas i ze swej ekonomicznej przewagi, sprawiają, że siły demokratyczne są w odwrocie, a stan posiadania zwykłego człowieka maleje. Z drugiej strony, potężniejące niezadowolenie z szerzącej się biedy stwarza podatniejszy grunt dla refleksji nad przyczynami tych i innych negatywnych procesów. Powstają tym samym sprzyjające warunki do kolejnej fali namysłu nad drogami naprawy społeczeństwa i świata.

    Elementarna obserwacja, że o jakości ludzkiego życia i o kształcie kultury decyduje zasadniczo układ sił polityczno-ekonomicznych, ma ponownie - mimo potężnej propagandy idealistycznych objaśnień świata - coraz większe szanse na szersze uznanie. Rodzi się pokusa rozwinięcia tej podstawowej tezy w nową ogólną teorię, której treść zasadniczą stanowiłyby relacje między władzą a zawłaszczaniem. Jednakże władza jako zawłaszczanie i zawłaszczanie przez władzę - to nie tylko wątki abstrakcyjnych, potencjalnie filozoficznych uogólnień. To także temat prowokujący do pokazywania rzeczonych relacji na przykładach instytucji i organizacji żyjących ze sprawowania władzy. Oczekując szczegółów teorii przy innej okazji, pomyślny intensywniej o tym, jak ten ich sposób zdobywania majątku, najłatwiejszy z możliwych, wpływa na jakość życia społeczeństw i jednostek. Pytanie o pasożytniczy charakter takich profesji nie będzie nie na miejscu.

    1. Mafie. Jeśli włoskie, bałkańskie i inne mafie mają niezastąpioną wartość wzorczą, to głównie przez prostotę i prymitywizm wzorca, który realizują. Jak wiele innych, są to organizacje nastawione wyłącznie na bogacenie się, z tą jednak cechą charakterystyczną, że swoją działalność gospodarczą prowadzą po większej części nielegalnie. Z reguły jednak pozostają w bliskiej symbiozie przedsiębiorstwami i instytucjami legalnymi i, o czym często słyszymy, nie bez osobistych kontaktów z ludźmi polityki. Należą przy tym mafie do tych organizacji, które - niekiedy bez uszczerbku na opinii - opierają swój byt na zastraszaniu, szantażu i zarazem na ofercie obrony i opieki. Niejako wedle kościelnej zasady “nie lękajcie się!”, kiedy to instytucja opiekuńcza sama wymyśla i stwarza powody do strachu. Dysponując władzą i nie podlegając niczyjej kontroli, unikają mafie dość skutecznie płacenia podatków i nie ponoszą odpowiedzialności za cokolwiek. Wedle zgodnej opinii prowadzą żywot w całym znaczeniu tego słowa pasożytniczy, czyli kosztem pracy wyłącznie cudzej. W ustroju ceniącym zysk ponad wszystko nie mogą nie funkcjonować jako ucieleśnienie rentowności idealnej.

    Zapewne wzorczym ideałem bywają mafie także ze względu na swą suwerenność. Obiektywnemu obserwatorowi trudno zaprzeczyć, że mimo swej niegodziwości są one organizacjami, w istotnym znaczeniu tej przydawki, suwerennymi zarówno wobec społeczeństwa, jak i państwa. Jeśli zaakceptować to twierdzenie, wynikną z niego kardynalne pytania o swoistość tej suwerenności: czym istotnym różni się ona od suwerenności kościołów lub wielkiego kapitału, a także - rzecz jasna - od suwerenności państwa lub “suwerennego ludu”? Jeżeli uznamy, że suwerenem nie może być nazywany niegodziwy uzurpator, drażliwe kwestie nie znikną: tym pilniej należy pytać o legitymizację każdej władzy, czyniącej wrażenie, iż legalność swego działania zawdzięcza tylko sprawności w zawłaszczaniu.

    Zawłaszczeniowa sprawność mafii opiera się, mówiąc najkrócej, na odgrywaniu roli pośrednika, szczególnie łatwej w społecznościach zzewnątrzsterownych. Na pośredniczeniu między innymi między państwem a obywatelami, a także między ich pracą a kapitałem. Że jest to pośrednictwo wymuszone, jest rzeczą oczywistą, choć nie stanowi to całej prawdy: wymuszenia są możliwe i skuteczne w ogromnej mierze z powodu korzystnych dla wyzyskiwacza proporcji sił społecznych, a ściślej z powodu moralnej i organizacyjnej słabości społeczeństwa; nie jest przypadkiem, że mafie najlepiej prosperują tam, gdzie od zaangażowania społeczno-politycznego o wiele więcej znaczą więzy rodzinne i prestiż tradycyjnej rodziny; a zatem w krajach, gdzie autorytarne wzorce życia wspólnotowego i stosunków międzyludzkich przeważają nad humanistycznymi. Społeczność wedle takich wartości ukształtowana ku postawie zzewnątrzsterownej sama się niejako prosi o szantaż i wyzysk.

    Skupienie uwagi na tych zależnościach sprawia, że sprzeczność działań mafii z prawem, nic nie tracąc ze swej grozy, schodzi na drugi plan. Na pierwszym sytuują się niedostatki samoobrony społeczeństw przed autorytarną przemocą. Niedostatki te powodują bowiem, że właściwe mafiom sposoby działania ulegają niebezpiecznemu upowszechnieniu. Doświadczenie z faszyzmem uczy, że cena spóźnionych reakcji na tego typu patologie władzy i zawłaszczania jest z reguły bardzo wysoka.

    2. Globalne imperium pieniądza. Powstaje pytanie o koszta świata umiejącego neutralizować przemoc w warunkach obecnych. Ile wysiłku i cierpień musi taki świat kosztować w sytuacji, gdy o jego porządku ekonomiczno-politycznym co aktywniejsze społeczeństwa jeszcze wprawdzie współdecydują, lecz na ogół w stopniu dotkliwie malejącym. Nie może w każdym razie kosztować mało demokratyzacja takich instytucji symbolizujących światową dominację kapitału, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Światowa Organizacja Handlu lub Bank Światowy. To prawda, iż inaczej niż to, co nazywamy zorganizowaną przestępczością, wszystkie te instytucje i organizacje, podobnie jak wielkie korporacje włącznie z nieuczciwymi bankami, działają legalnie, a nawet deklarują wolę walki z biedą i nędzą. Niestety, kleptokratyczne i przestępcze komponenty ich działalności, budzące sprzeciw miliardów ludzi na globie, nie pozostawiają wątpliwości, z kim mamy do czynienia. Jest też niemal pewne, że w obronie swoich wielkich przywilejów wielkie podmioty gospodarcze nie cofną się przed niczym.

    Choć przyjęty obyczaj tego zakazuje, trzeba by tu zapytać, czemu wspomniane instytucje typu Światowej Organizacji Handlu zawdzięczają swą legalność. Wiele wskazuje na to, że zawdzięczają ją głównie swej wyróżnionej pozycji i potędze korupcyjnej, a także ogromowi zobowiązań wobec światowej elity gospodarczej, którą reprezentują prawie oficjalnie. Dokonawszy w sprzyjających okolicznościach geopolitycznych swoistego zamachu stanu i wybiwszy się na pełną niemal niezależność, nie działają wbrew prawu głównie dlatego, że same je w istotnej mierze stanowią. Jako ponadnarodowe instancje nie tylko gospodarcze, ale i polityczne narzucają swoją wolę aparatom państwowym i społeczeństwom; symboliczne w pod tym względem umowy GATS-u, czyli o handlu usługami, wymuszają regulacje gospodarcze i socjalne, które ludność politycznie suwerenna odrzuciłaby w niejednym wypadku jako szkodliwe i przestępcze.

    To wymuszone pośrednictwo - między kapitałem z jednej strony a dochodami, pracą i majątkiem ludności z drugiej - odczuwają także mieszkańcy krajów znanych ze swej zamożności. Również tam renciści, emeryci, bezrobotni, ogół pracobiorców, wszyscy niemal korzystający z publicznej służby zdrowia skarżą się coraz głośniej na zanik społeczeństwa dobrobytu. Wielkie strategie oszczędnościowe narzucane aparatom państwowym - rzekomo dla pobudzenia gospodarki, wymuszanie zmian ustrojowych i wydrążanie demokracji z jej socjalnych i egalitarnych treści są gruncie rzeczy jednym i tym samym. Niczym innym jak zawłaszczaniem świata przez garstkę najsilniejszych. Pospolita kradzież i malwersacje banków i innych wielkich korporacji, chronionych przez szacowne instytucje globalnego szczebla, stapiają się w jedno z korzystaniem z przywilejów uznawanych za legalne: ulgi podatkowe i szczodra finansowa pomoc państwa dodatkowo ograbiają obywateli z ich majątku w większej mierze, niż to czyni jakkolwiek mafia.

    Egoistyczne zawłaszczenia i pasożytowanie na mieszkańcach globu nie wyczerpują miary nieszczęść obecnych i przyszłych. Szkody największe, o charakterze katastrofy, które powoduje globalne imperium pieniądza, stanowi wynikająca z koncentracji kapitału koncentracja władzy.

    Ona to, przede wszystkim, sprawia, że wspólne przeciwdziałanie dehumanizacji świata jest tak trudne. Ona jest też powodem, dla którego mimo nieustających protestów, panujący porządek gospodarczych i politycznych zysków jest wymuszany przez inwazje i wojny, a Organizacja Narodów Zjednoczonych ma w tych sprawach coraz mniej do powiedzenia. Nadmiar skoncentrowanej władzy odebranej innym odpowiada za to, że powodowane przez zbrojne interwencje straty w ludziach i w ludzkim cierpieniu, dla kultury i dla środowiska naturalnego są tak wielkie, a zarazem znane tylko po części. Tutaj także tkwi przyczyna odwracania lub blokowania najważniejszych prospołecznych reform. Tutaj należy szukać głównego powodu, dla którego nie wprowadzono do tej pory - mimo rosnących realnych możliwości w tym względzie - bezwarunkowego dochodu dla wszystkich ludzi na świecie, a głód i niedożywienie uchodzą za zło konieczne.

    Sprawa daje się uogólnić filozoficznie: globalne imperium pieniądza unaocznia największą moralną słabość człowieka. Nic nie jest chyba groźniejszą słabością ludzi w ich społecznym współżyciu niż brak spontanicznych mechanizmów ograniczających patologię władzy. I chyba tylko ten mankament zasługuje na nazwę pierworodnego grzechu ludzkości. Inaczej jednak niż w ujęciu biblijnym, słabość moralna polega tu raczej na nadmiarze szacunku dla autorytetów niż na braku takiego szacunku. Na szczęście, jest to słabość nie dająca się wprawdzie odkupić, lecz za to przezwyciężalna. Przezwyciężalna między innymi przez uwewnętrznioną wiedzę etyczną o tym, że zawłaszczanie i władza w rękach niewielu prowadzą do barbaryzacji świata.

    3. Organizacje teokratyczne. Jak uczy historia, skupienie władzy w jednych rękach bywa groźne także wtedy, gdy jest ona sprawowana w imię i w imieniu Boga, choćby najlepszego. Religijne organizacje wyznawców i ich duchowieństwa, zwane w chrześcijaństwie kościołami, są z reguły organizacjami rządzonymi przez wyższych duchownych. Póki są małe i słabe, żyją głównie ze świadczenia tak zwanych “posług” religijnych. Przypominają z tej racji przedsiębiorstwo usługowe lub ? przy odpowiednio silnym rozwoju ? korporację. Osiągnąwszy dojrzałość, stają się organizacjami żyjącymi przede wszystkim z władzy swojej własnej i cudzej. I trudno, by było inaczej, ponieważ bliski związek z własną i cudzą władzą rodzi już sama swoistość usług religijnych.

    Rzecz w tym, że dotykają one najgłębszych podstaw życia. Czyż mogą być usługi ważniejsze od niosących nadzieję na uniknięcie śmierci, na cudowne uleczenie z bólu lub choroby, na takież wyzwolenie narodu z niewoli i uciemiężenia, na nagłe i niespodziewane wyjście z biedy i nędzy, na lepszy świat pod rządami sprawiedliwych mężów bożych? Czy mogą istnieć - dla wierzących w te sprawy - oferty cenniejsze niż ochrona przed knowaniami złośliwych, wszystko psujących złych duchów? Jeśli ktoś uchodzi za umiejącego pomagać w czymś tak wielkim, nie sposób, by się nie cieszył się autorytetem i wpływem na wierzących. Brzemienny w skutki jest przy tym fakt, że każde panowanie nad tak zwanymi sercami i umysłami rodzi w sposób naturalny władzę polityczną.

    W szczególności zdolność kreowania lęku i efektywnego nim gospodarowania stwarza możliwości bezpośredniego rządzenia. Zarazem jest to zdolność rodząca zapotrzebowanie aktualnie rządzących możnych na świadczenie im pomocy - w manipulowaniu rządzonymi. Mowa tu, rzecz jasna, o rządzeniu w sposób hierarchiczny i autorytarny. Także specjalizacja w nauczaniu światopoglądów irracjonalnych czyni duchownych nieocenionymi dla sprawujących władzę w ten sposób. Retenebracja, czyli powrót mroków, który obserwujemy w ostatnich czasach, czyni nad wyraz aktualnym to wszytko, co w aspekcie niedemokratycznych rządów zwykło się mieć na uwadze pod hasłem fałszywej świadomości. Zapotrzebowanie jest tu przy tym wzajemne: jak niedemokratyczni politycy potrzebują organizacji teokratycznych, tak i one same, choć wspierane władzą boską, bez pomocy polityków nie czują się bezpieczne.

    Zależność od władzy politycznej powoduje przede wszystkim sama swoistość usług religijnych: popyt na ersatze ratunku - przed wojną, biedą, nędzą, głodem, brakiem opieki lekarskiej, politycznym prześladowaniem - nie jest stabilny; wystarczy długi okres pokoju ze szczyptą demokracji i dobrobytu dla wszystkich lub dla znakomitej większości, jak w ostatnich dziesięcioleciach w Europie Zachodniej, a rynek zbytu na usługi religijne zamiera. Ponieważ wiara religijna, poza okresami wielkich nieszczęść, rodzi się głównie z jej nauczania i z przymusu do niej, do najlepszych wyjść należy sojusz ołtarza z tronem. Pod warunkiem, że ów tron nie będzie na tyle suwerenny, by ów sojusz zlekceważyć.

    Nieumiarkowane zawłaszczanie dóbr materialnych, druga po potrzebie władzy specjalność organizacji teokratycznych, jest w istotnym stopniu niezależne od ewentualnych programów życia w ubóstwie i służenia innym. Stanowi ono nieuniknioną, jak się zdaje, konsekwencję i samej orientacji na władzę, i łatwego dokonywania zawłaszczeń w społecznościach wychowanych religijnie w szacunku dla kleru.

    Już samo zawłaszczenie potrzeb psychologicznych płynących z tragizmu ludzkiego bytowania przez sprawną organizacyjnie instytucję stwarza możliwości dochodu porównywalne bodaj tylko z profesją bankierską. Dzięki wpływowi na możnych może być to zarazem dochód trwały i względnie pewny. Na wielkość zysków, o wiele łatwiejszych niż te, które dają się osiągać przy pomocy pracy, wpływa przy tym w ogromnej mierze pośrednictwo. A trudno, by nie było to pośrednictwo intratne, gdy się dokonuje między rządzącymi a społeczeństwem, w sferze wyobraźni - między człowiekiem a Bogiem, Szatanem i Wszelkim Złem. Pośrednictwo intratne dodatkowo i przez to, że koszta błędnych moralnych decyzji pozostają niespłacone lub ponosi je co najwyżej Bóg. Zapewne nie jest przypadkiem, że również wielkie świeckie korporacje starają się realizować taki właśnie model redukcji kosztów.

    Zasada “zysk trwały, pewny i z minimum odpowiedzialności” określa także tę sferę biznesu, którą tworzy współsprawowanie władzy politycznej. Tu również skrywanie się za innymi jest metodą działania optymalną. Każdy polityk wie, że bezpośrednia władza polityczna oznacza zyski mniej lub bardziej kontrolowane. I że oznacza także utratę zysków w wypadku niezadowolenia rządzonych, gdy dochodzi do przewrotu. Również kościoły i inne organizacje religijne zauważają tę prawidłowość i mimo pokus bezpośredniego rządzenia godzą się z tym, że przynajmniej nominalnie władzę polityczną winien sprawować ktoś inny. Odpowiedzialność - to zresztą dziedzina szczególnie wyczulonej świadomości duchownych: zarzutów złej jakości teorii, usług lub doradztwa w sferze moralnej lub religijnej nie muszą się obawiać, jak długo obyczaj rozliczania nauczających z nauk szkodliwych jeszcze nie istnieje; wystarczy dbać o to, by się taki nawyk nie wykształcił, i czynić swoje. Inaczej ma się rzecz ze zdawaniem rachunku z politycznych lub ekonomicznych opcji czy też z własnych przywilejów wynikłych z rządzenia. Tutaj przed odpowiedzialnością ratuje właśnie istnienie innej, odrębnej władzy i, oczywiście, fikcja własnej apolityczności i nieingerencji w kwestie gospodarcze. Najlepiej w połączeniu ze skargami na złe traktowanie lub prześladowanie.

    Bez ponoszenia odpowiedzialności za cokolwiek - z wyjątkiem pomyślności własnej organizacji ? można przy pomocy takiej polityki odnosić sukcesy imponujące: zwolnienia z podatków, wyłączenia spod gospodarczej kontroli, dotacje z publicznej kasy. Unaocznia to odwieczna tradycja kościołów, między innymi Kościoła rzymskokatolickiego, organizacji żyjącej z pośrednictwa i z pośredniego sprawowania władzy od wielu setek lat. Ustawowe przywileje kosztem kompetencji państwa i lokalnej samorządności są integralną częścią tej tradycji, która ma powody, by imponować także globalnemu imperium pieniądza. Wzorcze oddziaływanie Kościoła jako instytucji gospodarczej przodującej w wyzysku nie bez racji zaczyna być tematem prac historycznych.

    Zauważmy, że służące wielkiemu kapitałowi wspominane wyżej umowy o handlu usługami nie są wynalazkiem ani jego wyłącznym, ani całkiem nowym. Wynalazł rzecz Kościół rzymskokatolicki, na swoim terenie i dla swoich zysków, chrzcząc ją między innymi mianem konkordatów. Tak czy inaczej, trudno sobie wyobrazić społeczeństwo przywiązujące wagę do swojej suwerenności, które by chciało głosować za umowami tego rodzaju.

    Państwo, którego potrzebują wielkie kościoły i im podobne organizacje kleru, niewiele różni się od tego, którego życzą sobie wielkie korporacje i światowe organizacje gospodarcze. Jak słusznie podkreślają niektórzy współcześni filozofowie także w Polsce, nie może to być państwo demokratyczne, lecz raczej hierarchiczne i autorytarne. Dodajmy rzecz prawie oczywistą, że nie powinno to być, poza tym, państwo ani opiekuńcze, ani skutecznie dbające o powszechny dobrobyt. Między innymi dlatego, że bez ubóstwa z jego skutkami w postaci niedokształcenia i prymitywnej autorytarnej etyki znaczna część mądrościowych ofert kleru może się ukazać w całej swojej myślowej nędzy. W każdym razie, jest rzeczą znamienną, iż organizacje zarabiające na pocieszaniu strapionych i biednych na temat tak fundamentalny, jak bezwarunkowy dochód dla każdej osoby, milczą niemal wszystkie.

    4. Aspołeczne aparaty państwowe. Również postsocjalne państwo, zbudowane w toku światowej deregulacji kapitału, żyje wraz - ze swą klasą polityczną - w decydującej mierze z narzuconego pośrednictwa. Nie zapytawszy nikogo o zgodę, pośredniczy w szczególności między ludnością a globalnym imperium pieniądza. Z efektem między innymi ekonomicznych depresji i katastrof, niszczenia służby zdrowia i deprecjacji kultury. W wielu krajach pośredniczy także między ludnością a kościołami, decydując w jej imieniu o ich uprawnieniach i przywilejach bez jakiegokolwiek referendum lub takiej czy innej formy konsultacji. Zdarza się również, że pozazdrościwszy kościołom, próbuje pośrednictwa między człowiekiem a Bogiem i innymi niesprawdzalnymi wartościami. Polscy politycy, wraz z niektórymi amerykańskimi, stanowią w tej dziedzinie - niezależnie od swej śmieszności - znak czasu warty uwagi.

    Poza tym, o czym rzadziej myślimy, siła takiego państwa, jak każdej władzy niedemokratycznej, opiera się w wielkiej mierze na pośredniczeniu między społeczeństwem a tym, co stanowi w nim, by tak rzec, komponentę motłochu. Motłoszeniem ludu można by nazwać ów proceder, uprawiany głównie przy pomocy wielkich mediów, a zmierzający przede wszystkim do zamieniania społeczeństwa w bezkrytyczną masę. W Polsce i w niektórych innych krajach łączy się to coraz częściej z popieraniem przez państwo chrześcijańskiej autorytarnej etyki dzielącej ludzi jednoznacznie na złych i dobrych, świętych i zbrodniarzy. Niezależnie od tego państwo i media zmierzają ku temu, by miejsce lęku przed niesprawiedliwym ustrojem społecznym zajął lęk i strach przed zdegenerowaną jednostką. Podsycanie strachu przed przestępcami - złodziejami, niszczycielami samochodów, uwodzicielami dzieci - to jedno z głównych praktycznych zastosowań tego motłoszącego pośrednictwa. Ludność nieufna, zalękniona i niesolidarna ze słabszymi, nienawidząca “gorszych” ? cóż może być wygodniejszego w aspekcie rządzenia i manipulacji! Paradoksalnie, najbardziej zaangażowani w tego rodzaju ogłupianie innych i najbardziej mu podlegli są, statystycznie rzecz biorąc, konserwatywni intelektualiści i takaż tak zwana inteligencja.

    Sprawa jest zresztą poważniejsza, niż się wydaje, i wykracza daleko poza manipulację. Niepokoi zwłaszcza to, że nie tylko w nietolerancyjnej Ameryce, lecz i w krajach znacznie liberalniejszych, liczba ludzi wtrącanych do zakładów karnych znacznie rośnie mimo spadającej przestępczości. Niedobrze wróży - demokracji i stabilności praw człowieka - także fakt, że trafia tam coraz większy odsetek ludzi ubogich. Trudno tu nie myśleć o dynamicznym rozwoju przemysłu więzienniczego w ostatnich czasach, i we wzorczych dla reszty świata Stanach Zjednoczonych, i w przeciętnie bardziej demokratycznej Europie. Tańsza i bardziej subordynowana siła robocza, łatwiejsze polityczne podporządkowanie ubogich mas świata, gdy w więzieniach jest przetrzymywana wielka liczba młodych mężczyzn, wyjaśniają sprawę. Rozwiązanie kwestii socjalnej niedalekie od modelu globalnie obowiązującego!

    Szczególnie intensywne przepompowywanie dóbr ważnych do życia i rozwoju ku wielkim podmiotom gospodarczym i innym silnym organizacjom ? to właściwość państwa postsocjalnego podstawowa. Uwłaszczanie tak zwanej klasy politycznej przez siebie samą jest również cechą takiego państwa konstytutywną: im ludność kraju ma w swoich sprawach mniej do powiedzenia, tym swobodniej bogacą się politycy. Współzależność to tym istotniejsza, że z innych stron trudno liczyć na przeciwdziałanie: ani wielki kapitał, ani ewentualne szare eminencje organizacji teokratycznych nie mają powodu, by odsuwać od władzy skorumpowanego polityka, jak długo ich własne interesy nie doznają przezeń uszczerbku; przeciwnie, mimo swego zapotrzebowania na silne państwo znajdują się jako suwereni w wygodniejszej sytuacji, gdy jego funkcjonariusze są dodatkowo dyspozycyjni wskutek podatności na szantaż.

    Oczywiście, jest to historia stara jak świat, a jeśli ją tak mocno przeżywamy, to z powodu radykalnej zmiany trendu we względnie krótkim czasie. Fakt, że państwo nie chce już odpowiadać za dochody obywateli, za godziwe warunki pracy, za służbę zdrowia, za oświatę i kulturę - to przy tym wszystkim tylko mniej gorzka część prawdy. Że może być jeszcze gorzej, świadczy - także w krajach Europy Zachodniej - agresywna ideologiczna wrogość, jaką wobec idei państwowego zaangażowania w bytowe sprawy ludności demonstrują prosystemowi dziennikarze. Kierunek zmian w prawie pracy, w prawie autorskim i w wielu innych gałęziach ustawodawstwa czyni wrażenie, że głównym świadomie realizowanym zadaniem polityków jest uczynienie obywateli bezbronnymi wobec wszelkiego wyzysku.

    Dary dla obywateli, które niesie ze sobą postsocjalne państwo dla uzasadnienia swego bytu, są najtańsze z możliwych. Zamiast realnych inwestycji w człowieka ? antylewicowa bądź antyterrorystyczna propaganda, sankcje za obrazę uczuć religijnych, nawoływania do troski o zdrowie, tandetna biurokratyczna ochrona środowiska naturalnego. Jednocześnie z rozdawnictwem tego rodzaju świecidełek trwa przy czynnym udziale aparatów państwowych epokowy rabunek wspólnego majątku poszczególnych społeczności, całej ludzkości i ekosfery. Przede wszystkim - przejmowanie tytułów własności do wszystkiego, na czym można zbijać majątek, włącznie z naukową wiedzą o przyrodzie i wodą pitną.

    Odpowiedzialności za niezliczone decyzje dotyczące każdego człowieka nie ponosi nikt i nikt się im jako oficjalna siła polityczna nie przeciwstawia na serio. Państwo uległe globalnemu imperium pieniądza nie może być inne jak asocjalne, a pytanie, jak po światowej deregulacji kapitału budować państwo służące ludziom, nie prędko będzie rodzić konsekwencje praktyczne. Mimo to warto myśleć o silnych i słabych stronach systemu gospodarczo politycznego, który nieponoszenie odpowiedzialności uczynił swą naczelną zasadą. Być może, w tej jego tyrańskiej skrajności, nie akceptowanej przez miliardy ludzi na świecie, kryje się także w naszych czasach jego słabość.

    5. Zachłanny antydemokratyczny system . Z obserwacji i refleksji wolnych od ideologicznej cenzury widać dość wyraźnie, że organizacje rządzące światem - globalne imperium pieniądza, zorganizowana przestępczość, aparaty państwowe i organizacje teokratyczne tworzą razem dość spójną całość. Niezależnie od konkurencji, konfliktów i walk jest to całość czyniąca wrażenie znacznej stabilności. W aspekcie ustrojowym - i to może ową stabilność jej zapewnia - jest tworem hierarchicznym jak najdalszym od demokracji. Nie przeczy temu fakt, że aparaty państwowe, element nie bez znaczenia, są wyposażone w organy władzy przedstawicielskiej. Mimo parlamentaryzmu zainstalowanego w większości państw, ustrój polityczny utwierdzający się na całym globie jest lub staje się coraz bardziej systemem de facto oligarchicznym. Instytucje parlamentów, lokalnych samorządów i wyborów, a także istnienie opozycji i organizacji pozarządowych zostają zachowane, mogąc sprawiać wrażenie, że się nic złego nie dzieje. Najczęściej jednak wszystkie te demokratyczne urządzenia nie przeszkadzają sposobom rządzenia nie tylko niedemokratycznym, ale też coraz wyraźniej antydemokratycznym. Co równie godne uwagi, pozór demokracji jest czymś więcej niż kamuflażem i ma niebłahe znaczenie strategiczne.

    Rzecz w tym, że oligarchia i konieczna w demokracji podmiotowość ludności nie dają się ze sobą pogodzić, a emancypacyjne ruchy polityczne nie wymierają i mogą nabrać impetu. Najlepszym dla oligarchii wyjściem jest w tej sytuacji utrzymywanie przy życiu politycznej machiny, która wygląda na demokratyczną i od biedy może służyć demokracji, lecz dzięki samoczynnym i sterowanym zabiegom modyfikacyjnym służy oligarchii jeszcze lepiej. Istotą jej działania jest wspomaganie naturalnej homeostazy systemu, niszczącej w zarodku inne systemy, a systemy niehierarchiczne w szczególności. Inaczej niż w samozabezpieczeniach oligarchii jawnie dyktatorskich, w ustroju wystylizowanym na demokrację prawno-policyjne ograniczenia wolności i represje stanowią raczej środek uzupełniający. Większości zagrożeń przeciwdziała samo zawłaszczanie możliwości rozwojowych - zespół metod i mechanizmów selekcyjnych, które można nazwać łącznie “depotencjalizacją obciążeń”.

    Odbieranie mocy wszystkiemu, co oligarchiczności systemu zagraża i co go obciąża nadmiernie, wynika z samej jego istoty, którą stanowią uzgodnione z parlamentaryzmem przywileje najsilniejszych - korporacji, mafii, klasy politycznej, wielkich organizacji teokratycznych. Rynek regulowany przywilejami, po części przez nikogo nie formułowanymi, a znajdujący przedłużenie w podobnymi metodami regulowanej polityce, sprawia, iż kurczą się albo giną możliwości działań gospodarczych, politycznych, społecznych i kulturowych w sferze nieuprzywilejowanej. Przemyślana polityka grup nacisku i spontaniczne oddziaływania systemu przerastają się ze sobą tak ściśle na wzajem, że trudno je od siebie odróżnić.

    Depotencjalizacja obciążeń skierowana przeciw demokracji celowo i świadomie jest strategią wieloczynnikową. Mogłaby stanowić - zauważmy nawiasowo - cenny temat prakseologiczny uszczegółowiający stworzoną w Polsce ogólną teorię walki. W każdym razie, jako przeciwdziałanie politycznemu i gospodarczemu upodmiotowieniu mas ma charakter globalny i podlega doskonaleniu. Można się zastanawiać, czy nie jest tak, że jedną z podstawowych cech współczesnej kultury stanowi - wbrew wszelkim mistyfikacjom - taki właśnie antydemokratyzm, czynny, ekspansywny, planowo profilaktyczny.

    Osławiony program tittitainmentu, nowoczesnego odpowiednika strategii “chleba i igrzysk”, mimo swej znacznej skuteczności nie wystarcza. Na wypadek, że antysystemowa polityzacja mas będzie mimo wszystko następowała nadal, do zjawisk społecznych nieocenionych dla zachowania oligarchii należą także w naszych czasach ksenofobia, nacjonalizm, konflikty wyznaniowe. Jak skutecznie, zjawiska te potrafią przeciwdziałać uspołecznianiu władzy i zawłaszczaniu dóbr przez ludność, świadczy choćby rozwój sytuacji politycznej w Iraku i w byłej Jugosławii. Pompowanie pieniędzy w polityków i ideologów czuwających nad zmianami ustrojowymi potencjalnie demokratycznymi należy również do strategii priorytetowych i skutecznych. Jej efektem jest między innymi polityczna dezaktywacja ludności, ufającej w obietnice wolności o dobrobytu. Neutralizowanie tendencji i działań demokratyzacyjnych ? to zresztą najrozleglejsza bodaj dziedzina wiedzy praktycznej nie spisywanej przez swych użytkowników.

    Do szczególnie ważnych prawd tej wiedzy należy - zaznaczmy to tutaj jeszcze silniej - hierarchiczny charakter panującego systemu, której to cechy jako czynnika swej stabilności nie może się on wyzbyć. To, że niektóre kraje, jak cała Skandynawia, jeszcze tej hierarchiczności nie uległy, to inna sprawa. Chodzi o to, że hierarchizujące oddziaływanie globalnej oligarchii należy do jej cech zasadniczych i sprzecznych z demokracją. Sprawa ma wiele aspektów zasługujących na wnikliwą uwagę. Między innymi ten, że z hierarchicznych podziałów społecznych płynie dla panujących tania lub darmowa pomoc warstw i klas społecznych mniej uprzywilejowanych, kiedy to w marzeniu o poprawie swego socjalnego statusu solidaryzują się emocjonalnie i politycznie z najbogatszymi. Najlepsze jednak zabezpieczenie oligarchii tworzy hierarchiczność społeczeństwa wtedy, gdy towarzyszą tej hierarchiczności szerokie marginesy skrajnej nędzy i niewyobrażalnych bogactw.

    Skrajne zróżnicowanie dochodu służy stabilności oligarchii już przez sam fakt, że generuje ono potężną siłę korupcyjną najbogatszych. Wzmocnieniem oligarchii jest również to, że nędza podobnie jak zwykła bieda, odbierając możliwości działania i poczucie osobistej godności, wyłącza wielkie masy ludzkie z walki o polityczne i ekonomiczne prawa człowieka: jeśli nie stają się one, owe masy, całkowicie politycznie bierne, to skłaniają się raczej do hierarchicznego autorytaryzmu niż do demokratycznej równości. Gdyby zresztą wiodło im się lepiej, jest bardzo prawdopodobne, że na pewnym etapie rozwoju zechciałyby nie tylko dalszej poprawy bytu, ale i uczestnictwa w sprawowaniu władzy politycznej. Oto jeden z przykładów depotencjalizacji potencjalnych sił oporu dokonującej się prawie samoczynnie: nędza powstaje sama, a wystarczą do niej postępy koncentracji kapitału. Neoliberalne programy pomocy gospodarczej są już tylko zabezpieczeniem kontynuacji.

    Depotencjalizacja sił demokratycznych przy pomocy ideologii i etyki jest sprawą zasługującą na oddzielne obszerne potraktowanie. Zauważmy tu tylko, że to, co nazywamy etyką neoliberalizmu z jej zasadniczym podziałem na ludzi sukcesu i nieudaczników, jest w ogromnej mierze świeckim wariantem kościelnych antropologii moralnych. Tych mianowicie, w których osoby doskonałe są przeciwstawiane indywiduom skrajnie złym, przeznaczonym na potępienie wieczne. Zauważmy także, że hierarchie niejednakowego dostępu do pieniądza i rodzącej się z niego władzy mają nieprzypadkowy odpowiednik w uhierarchizowaniu ludzkiej godności wedle odległości od Boga, mniejszej świętych papieży, większej świeckich bezrobotnych.

    Osłabianie przeciwnika to - oczywiście - także przemoc i terror. Niezależnie od wielkiej roli wojska i policji wszechobecność jednostek antyterrorystycznych jest znakiem naszego czasu - także w aspekcie demokracji i jej pozorów. Jest rzeczą symptomatyczną, że o aktualnych i możliwych nadużyciach doktryny antyterrorystycznej milczą zgodnie duchowni, politycy i przedstawiciele organizacji gospodarczych. Trudno zresztą by przeciwko ograniczeniom wolności obywatelskich pod pretekstem walki z terroryzmem protestowały organizacje i instytucje, które żyjąc z zawłaszczania przez władzę są żywotnie zainteresowane tym, by zawłaszczanie i władza pozostawały praktyką elitarną.

    Rosnąca potęga instytucji i organizacji, które profitując z braku demokracji, jest zdolna człowieka żyjącego sprawami ogółu przyprawić o głęboką depresję. Zarazem nieodparta potrzeba myślenia o tych sprawach jest, mimo coraz to nowych frustracji, punktem wyjścia do zadawania pytań o przeciwdziałanie.

    6. Władza i zawłaszczanie po drugiej stronie. Pytanie podstawowe dotyczy sprawy najtrudniejszej: którędy w twardniejącej, coraz gęstszej tkance organizacji i instytucji w swej najgłębszej istocie antydemokratycznych może wieść droga do demokratyzacji świata. A w szczególności: co czynić, gdy dyrygenci dominującego ustroju kontynuują swą egoistyczną politykę mimo światowego kryzysu z niesłabnącym rozmachem; gdy z jeszcze większą, jak się zdaje, energią niż dotychczas rozbijają państwo dobrobytu, gdziekolwiek powstało, wspierają tendencje autorytarne i na wszelkie możliwe sposoby niszczą podstawy demokracji budowanej w poprzednich stuleciach.

    Odpowiedź przekonanego demokraty, nawet gdy jest bardzo ostrożnym realistą, podkreśla przede wszystkim wyższość działania nad niedziałaniem. W samym działaniu najsilniejszy nacisk kładzie na długoterminową, korygowaną doświadczeniem strategię - jako na warunek walki odpowiedzialnej, owocnej i z jak najmniejszymi stratami.

    Wbrew potocznym opiniom, doświadczenie polityczne nie jest w stanie zastąpić strategicznych zasad i teorii z płynącym z nich nawykiem myślenia wariantowego. W szczególności, dobra znajomość mechanizmów władzy i zawłaszczania jest nie mniej ważna od przejrzystych doktryn efektywnej walki ujmowanej w aspekcie ludzkich decyzji, reakcji i postaw. Stworzona w Polsce i zaliczana do prakseologii, oryginalna doktryna skutecznej kooperacji negatywnej i pozytywnej, czyli walki i współdziałania, zasługuje na dalszą nad nią pracę także w obecnych warunkach politycznych. Jednakże w aspekcie walk społecznych będzie w wielkiej mierze ułomna, jeśli problematyka zawłaszczania, posiadania i własności będzie pozostawać poza jej zakresem. Podobnie ma się sprawa z programami tak zwanej ekonomii uczestniczącej: bez problematyki uspołeczniania władzy i jego związków z zawłaszczaniem nie zbliżymy się dostatecznie do rzeczywistości, a hasło uczestnictwa zawiśnie w powietrzu.

    Czy punktem wyjścia nowoczesnej refleksji nad demokratyzacją globu będzie marksizm, czy ogólniejsza teoria, nie ma zasadniczego znaczenia. Rzecz w tym, by oparta na prodemokratycznym wyborze wartości strategia przystawała do rzeczywistości, nie pomijając spraw drażliwych. Gdy zawłaszczanie przez mieszkańców globu tych wszystkich dóbr, którymi muszą dysponować, by demokracja mogła się rozwijać, ulega tabuizacji, wszelkie dyskursy o demokratyzacji stają się kalekie i mało użyteczne. Najwyższy czas otworzyć umysły na prawdy systemowo niepoprawne.

    Świadomość dialektycznego związku między władzą a zawłaszczaniem nie może nie znajdować odbicia w liście najważniejszych koniecznych zmian. Jest ona tyleż krótka, co imponująca trudnościami. Dekoncentracja wielkiego kapitału, jego uspołecznienie i niedopuszczanie do ponownej koncentracji ? to punkt pierwszy i podstawowy. Oznacza on między innymi skuteczne pilnowanie tego, co winno stanowić własność wspólną - w przestrzeni miejskiej, w sferze kultury, w ożywionej i nieożywionej przyrodzie całej Ziemi. Zasoby słodkiej wody zajmują tu szczególne miejsce: przede wszystkim z przyczyn biologicznych, ale też jako symbol życiodajnych dóbr, do których mamy prawo bezwarunkowe. Wspominany wyżej dochód dla każdego człowieka na Ziemi, niezależny od wykonywania jakiejkolwiek pracy - to sprawa nie niższej rangi i symboliczna w podobny sposób; w aspekcie moralnym jest sprawą wysuwającą się na czoło przede wszystkim z tego powodu, że nikt się na świat nie prosi; lecz także w aspekcie demokracji ma wagę ogromną: jak bez dostatku wody pitnej, tak i bez wystarczających środków do życia - przypomnijmy tę oczywistość także w tym miejscu - trudno o czynne zaangażowanie polityczne. Między innymi z tego powodu nie trzeba się dziwić demokratom, gdy wielkie znaczenie przywiązują do żądań i roszczeń.

    Bez postawy roszczeniowej szanse na zahamowanie dehumanizacji współżycia na Planecie nie mogą być wielkie. Lecz chodzi także o to, by zarówno roszczenia, jak i wyrastające z nich zawłaszczenia miały charakter fundamentalny. Dotyczy to także zawłaszczeń w sferze kultury - w myśleniu o świecie, w postawach moralnych i politycznych. Także w tutaj dobru człowieka służą zawłaszczania nie jakiekolwiek, lecz odniesione do spraw zasadniczych. Tworzą je przede wszystkim: rzeczywista wiedza o społeczeństwie, zamiast utopijnej i fikcyjnej upowszechnianej przez konformistycznych naukowców i dziennikarzy, ekonomia budowana nie wedle zysku ponad wszystko, lecz na miarę potrzeb człowieka i ekosfery; i ? oczywiście ? humanistyczna etyka odpowiedzialności zamiast etyki autorytarnej, zakorzenianej po społu przez kościoły i ideologów wielkiego kapitału.

    Media i szkolnictwo pozostające w rękach świeckich oligarchów lub - w wielu krajach - organizacji teokratycznych, czynią taką rewindykację nierealną. Mogą je odzyskać tylko społeczeństwa politycznie aktywne i budzące respekt władzy. Wysiłek wkładany w budowanie mediów niezależnych zadecyduje i o tym respekcie, i o kształcie nadchodzących zmian. Samo bowiem nadciągające nasilenie ruchów antysystemowych nie musi budzić nadziei: do uspołecznienia władzy przyczynią się tylko te ruchy, które jasną świadomość właściwie wybranego przez siebie celu połączą z działaniem energicznym wedle strategii odpowiednich do miejsca i czasu. Prawdziwie demokratyczne i demokratyzacji świata oddane media można poznać bodaj głównie po tym, w jaki sposób wyczulają odbiorców na sprawy strategiczne. Jak, zwłaszcza, mówią o niebezpieczeństwie popełniana błędów i zaniedbań kardynalnych.

    Zamiast podsumowania. Mechanizmy zawłaszczania w jego związkach ze sprawowaniem władzy, stosowane przez mafie, globalny biznes i organizacje teokratyczne, winny mieć status wiedzy koniecznej i elementarnej zarazem. Nie tylko dla lepszej orientacji we współczesnej nam rzeczywistości, lecz także dla ofensywnej samoobrony jednostek i społeczeństw przed manipulacją, wyzyskiem i eksterminacją najsłabszych. Jak w początkach nowożytnej walki o demokrację, jednym z podstawowych wyzwań staje się znowu, prosta instruktywna teoria. Teoria, która unaocznia, że postępy biedy i nędzy, a także wojennej agresji, nie zostaną zahamowane bez ofensywnych roszczeń i zawłaszczeń ukierunkowanych na uspołecznianie władzy. Teoria, która poza tym przypomina raz po raz, że o jakości życia człowieka i jego współżycia z innymi decydują nie same piękne idee moralne oraz przejęci nimi uczciwi polityczni działacze, lecz również odpowiednia proporcja sił w społeczeństwach. I że o tej odpowiedniej proporcji stanowi przede wszystkim postawa polityczna obywateli działających solidarnie wedle rozumnych strategii.

    W Jedlni Letnisku, 13 maja 2009

    Jerzy Drewnowski

    Tekst ukazał się w czasopiśmie “Forum Klubowe”

  93. Torlin pisze:

    Tyle razy prosiliśmy, aby Pani, Pani Tereso, nie wbijała w blog całych cudzych tekstów, które nie wszystkich interesują. Naprawdę wystarczy link. Teraz nie dość, że jest link, to jeszcze na pół blogu są przerażające wizje jakiegoś faceta.

  94. Przeciek pisze:

    Torlin, 20.42. To dobrze, że Pani Teresa wkleja mądre teksty. Jeżeli go przeczytasz to może coś Ci się odmieni i tylko zyskasz na tym.

  95. woltron pisze:

    Przyłączam się do apelu Torlina! Pani Tereso proszę się nad nami zlitować i przestać wklejać cudze teksty. Naprawdę wystarczy link do tekstu/strony/przemyśleń z krótkim jego opisem. Zainteresowani wejdą na stronę, niezainteresowani nie wejdą i pozostaną w błogiej nieświadomości jak straszne, a nawet porażające (używając języka Jarosława Kaczyńskiego) rzeczy dzieją się na świecie…

    Ostatni tekst który pani wkleiła miał 38 tys. znaków (11 stron A4) i był dłuższy od tekstu pani redaktor o 34 tys. znaków (ze spacjami). Może jestem w błędzie, ale wydaje mi się że większość osób która wchodzi na ten blog, wchodzi tu dla tekstów pani redaktor, a nie tekstów z portalu lewica.pl. Nie mówiąc już o tym, że wklejenie 11 stron a4 w komentarze powoduje przecięcie toczącej się dyskusji na pół i właściwie uniemożliwia przeszukiwanie komentarzy w inny sposób po nickach z pomocą ctrl+f…

    PS: Wczoraj GW opisywała o problemach punktów aptecznych w małych wsiach i miasteczkach. Ciekaw jestem jakie lobby i ilu lobbystów kręciło się przy tym, ale sądząc po efektach [wpisanie konkretnych leków na listę i zakaz sprzedaży innych] całkiem sporo… Oczywiście CBA się nie zainteresowało, bo przecież łatwiej jest śledzić prywatyzacje…

  96. pielnia1 pisze:

    Szanowna Pani Janino, może złamię procedury, a może naruszę dobre obyczaje, ale chcę napisać tu, na blogu, kilka słów dot.Pani felietonu z 2.11 br “Kandydat na kandydata”. Wyrażam absolutną zgodność moich ocen z ocenami Pani, szanuję Panią za takie mądre podejście obywatelskie i państwowo -twórcze, ale tym bardziej jestem zniesmaczony tą nagonką kilka lat temu na Cimoszewicza (sprawa Jaruckiej) w mediach, tym ohydnym babraniu się “dziennikarzy” w insynuacjach, szkalowaniu,tym świństwie ,jakie zrobiła wtedy PO rękami oprycznika Miodowicza przy całkowicie biernej postawie szefów PO.
    Zgadzam sięz Panią, że Cimoszewicz jest w tej chwili najlepszym kandydatem na prezydenta i sądzę, że pan Cimoszewicz powinien pokazać klasę , odrzucić urazy i jednak kandydować, zyska wtedy duże poparcie .PO zrobiłaby bardzo mądrze i racjonalnie dla dobra Polski, gdyby poparła Cimoszewicza,a Tusk byłby nadal premierem.Wtedy uwierzyłbym(myślę, że nie tylko ja), że tym wszystkim ludziom naprawdę zależy na dobru Kraju. Zakończyłyby się czasy tej wstydliwej parafiańszczyzny, kołtunerii, zasady L.Kaczyńskego:”nie, bo nie”, tej paranoi w wydaniu PiS i obecnego SLD.
    Pomarzyć można.
    Pozdrawiam

  97. jsg pisze:

    Szanowna Pani Redaktor
    Zwracam się do Pani jako współpracownika Superstacji.
    Program niedzielny w internecie przewiduje:
    15.40 podsumowanie wydażeń w kraju
    16.40 podsumowanie wydarzeń na świecie
    Czy zastosowana pisownia wynika z rangi wydarzeń czy z nieznajomości ortografii?
    Zjawisko sygnalizowałem w mailu odczytanym 7.09.2009 godz.9.46 oraz spotkanej na ulicy reporterce Superstacji, ale do chwili obecnej pisownia nie uległa zmianie.
    Z poważaniem
    jsg

  98. Teresa Stachurska pisze:

    http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/bronislaw-wildstein-przedstawia/wideo/03112009

  99. wiesiek59 pisze:

    Teresa Stachurska:
    Obawiam się, że wizja przedstawiona w tekście Drewnowskiego realizuje się…….
    Link by wystarczył, fakt………

    Dodałbym tylko aspekt rozluźnienia, czy braku kontroli społecznej nad politykami, Komisja Majątkowa byłaby egzemplifikacją doskonałą pewnych trendów, o upolitycznieniu związków zawodowych szkoda mówić…………..
    Dzięki za niezły materiał do przemyśleń, mam podobne, ale nie tak klarowne, przemyślane, wieloaspektowe………

    Wracamy do Zajdla i “Limes Inferior”?
    Punkty czerwone, za istnienie, uprawniające do standardowych artykułów żywnościowych, mieszkania, leków itp
    Punkty zielone, za gotowość do pracy, podwyższanie kwalifikacji, inteligencji , uprawniające do nabywania artykułów wyższej klasy
    Punkty żółte za pracę, dające możliwość życia w luksusie………

    Czy ziści się wizja z “Robocopa” lub “Batmana”- miasto własnością korporacji dowolnie je kształtującej?
    Najemników zawsze dostatek, szczególnie gdy będzie to jedyna możliwość awansu………..
    Możliwa też wizja z “Przestrzeni, przestrzeni” my jako “zielony soylent”???
    Chyba dość dawno ukuto powiedzenie:
    “a po nas choćby potop”…………

  100. Torlin pisze:

    Dzięki Woltronie - o to mi właśnie chodziło. Żeby tylko dawała linki.
    Przecieku!
    Ja nie napisałem, że to nie jest mądry tekst. Tylko wypisywanie (lub dawanie linków) przez Panią Teresę cały czas na jedną modłę, nie zauważając w ogóle drugiej strony, żadnych uwarunkowań, możliwości spełnienia - może przynieść więcej szkody niż pożytku. Takim właśnie znakomitym przykładem była dawna działalność Jaworowicz, która słusznie piętnując złodziejską prywatyzację (bo i taka była) nigdy nie wspomniała o tej dobrej, prawidłowej. Widzowie jej programów mieli pokaz tylko złodziejstwa, korupcji, łez, nieszczęścia ludzi i taki obraz utrwalił się na lata. Czy ona kłamała? Nie - mówiła (pokazywała) prawdę. Ale brak było kontekstu.
    I to samo zarzucam Pani Teresie i jej autorom, bo w większości, co piszą, jest to prawda. Ale jak zadaję pytanie podstawowe, fundamentalne, kluczowe, to Pani Teresa albo nie odpowiada, albo w ten sposób, aby przypadkiem się do pytania nie odnieść. Powtórzę je w takim razie:
    Skoro lecznictwo i nauka mają być bezpłatne, żywność i artykuły powszechnego użytku mają być tanie, wszyscy mają mieć pracę i godziwe zarobki, to kto na to da pieniądze?
    I pytanie dodatkowe: Jeżeli państwo, to skąd ono je weźmie?
    A Panu Drewnowskiemu radziłbym poczytać na tematy związane z Unią Europejską, działalnością Komisji Europejskiej.

  101. gedanus pisze:

    Szanowna “Kartko z Podroży” - Istotą problemu jest owa “dyskusja merytoryczna” ,której faktycznie nie ma. Zamiast konkretnych danych statystycznych ,faktów czy dowodów przedstawiane są opinie tzw. ekspertów ,wrażenia i sugestie . Kolejnym mitem jest ” naruszanie praw obywatelskich”. Na podstawie spraw jednostkowych częstokroć nierzetelnie przedstawianych dokonuje się uogólnień .
    Problemem polskiego wymiaru sprawiedliwosci nie są rzekome tortury w śledztwie, ale powszechne kłamstwo. Ponieważ składanie fałszywych zeznań zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 3 - osoby, które zeznają fałszywie aby uniknąć odpowiedzialności karnej twierdzą, ” że były bite ,zmuszane ” w śledztwie. Dlaczego zatem zmieniają zeznania - powodów jest kilka - przekupstwo ,zastraszenie przez osoby oskarżone i ich rodziny oraz nacisk otoczenia w tym mediów - Np. w sprawie doktora G. - który został już uniewinniony przez media zanim proces się zaczął. Powiedzenie ,że oskarżony przyjmował pieniądze czy inne łapówki od razu piętnuje takiego świadka jako “donosiciela” w dodatku zawistnego. Z kolei jak powie ,że “CBA go zmuszało” to dziennikarze pokiwają z uznaniem głowami i będzie przedstawiany jako “ofiara”. Ponadto osoba siedząca na ławie oskarżonych wzbudza litość - świadkowie (jeżeli nie są pokrzywdzonymi) wolą kłamać niż mówić prawdę i przyczyniać się w ten sposób do wydania wyroku skazującego na więzienie.-” co prawda jest winny ale nie chcę żeby siedział - szkoda chłopa”. Dla osób, które znają bieg procesów karnych to co się dzieje w tym procesie jest typowe .

    Nie wiem czy zatrzymanie Polańskiego w Polsce wzbudziłoby zachwyt rodzimej opinii publicznej . Podając ten przykład chodziło mi głównie o to,że zatrzymanie to nie wzruszyło w ogóle żadnych instytucji tzw “ochrony praw obywateli ” na Zachodzie, chociaż czyn jego w całej Europie jest przedawniony. Amerykanom z resztą również nie chodzi o wsadzenie go na 30 lat, ale o pokazanie ,że prawo amerykańskie ma pierwszeństwo na świecie i nikt kto uchyla się od sądu USA nie może być bezpieczny do końca życia. Inaczej mówiąc jest to typowa “pokazówka” ,a nie wymiar sprawiedliwosci.

  102. MaliNeo pisze:

    Torlinie, Ty nie napisałeś, że nie jest to mądry tekst - ale napiszę to ja. Koszmarna polszczyzna, ton jak z komunistycznej agitki, brak powoływania się na jakiekolwiek fakty, badania, teorie… Zgroza.
    Przyłączam się do Woltrona i Torlina i proszę o same linki. Wiem już, że jak zobaczę “lewica.pl”, to niech mnie duch Marksa swoją niewidzialną ręką broni przed wejściem.
    Nieco podobne myśli, ale spisane porządnym językiem i z powoływaniem się na jakiekolwiek poważne badania, można znaleźć w Przewodniku Lewicy Krytyki Politycznej. Dzięki niemu utwierdziłem się w przekonaniu, że lewicowcem nie jestem, ale czytało się to z przyjemnością i dawało do myślenia.

    Właściwego tematu wpisu Gospodyni komentować nie mam siły. Po Kamińskim można było spodziewać się dokładnie czegoś takiego.

  103. NELA pisze:

    Nie wpisuję się często, ale tym razem spodobał mi się wpis pielni1 - 10:07 - zresztą jak zwykle :) dotyczący kandydatury W. Cimoszewicza.
    Takich, którzy Tuskowi nie zapomnieli odmowy interwencji, lub choćby odcięcia się od paskudnej prowokacji z Jarucką jest znacznie więcej. Mój głos za Tuskiem był wyłącznie głosem przeciw L. Kaczyńskiemu, nie zaś za Tuskiem. Jeśli mogłabym swój głos dać na Cimoszewicza, to go dam.
    Ale czy znajdzie się partia, która jego kandydaturę wystawi?
    Nie wierzę. - ANCA

  104. Piotr pisze:

    Dzisiejszy sondaż w dzienniku “Rzeczpospolita” potwierdza moje wszystkie obawy i przypuszczenia. Komisja , która rodziła się w takich bólach, w atmosferze żenujących utarczek słownych nie wniesie nic nowego do rozwoju polskiego parlamentaryzmu, będfzie to kolejna farsa w wykonaniu przedstawicieli narodu.
    wczorajsze wystąpienia posłów Pis-u nie pozostawiają najmniejszych wątpliwosci , co jest głównym celem tego gremium, Donald Tusk to jest oczywista oczywistość. Nie będzie żadnej merytorycznej pracy tylko mnożenie watpliwosci wobec osoby premiera. Pis stawia wszystko na jedna kartę, reelekcja Lecha Kaczynskiego albo nic. To przeciez Donald Tusk jest najgroźniejszym rywalem, który stoi na drodze Jarosława Kaczyńskiego do zrealizowania jego marzenia o kolejnej kadencji dla brata, dzieki czemu ma jeszcze nadzieję na zdobycie władzy w budowanie swojej IV RP.

  105. MaliNeo pisze:

    Główną przeszkodą w prezydenturze Cimoszewicza jest to, że Cimoszewicz sam nie ma na nią ochoty :) Właśnie oznajmił, że wystartuje tylko w ostateczności, czyli ewentualnie gdyby krajowi groziła reelekcja Kaczyńskiego. A SLD rzeczywiście nie wygląda jakby paliło się do wystawienia go.

  106. PIRS pisze:

    Pani Janino!
    Właśnie wysłuchałem Pani rozmowy w Superstacji z prof. Stępniem, byłym przewodniczącym Trybunału Konstytucyjnego, na temat obecności krzyży w szkołach, w związku z głośnym wyrokiem Trybunału Sztrasburskiego. Słuchałem i przecierałem oczy ze zdumienia.
    Pan profesor, zastrzegając się że jeszcze nie wyrobił sobie do końca zdania, wypowiedział parę uwag zdumiewających jak na prawnika tej klasy.
    Zaczął od tego, że Polska jest krajem tolerancji religijnej i już król Zygmunt August powiedział że nie jest królem sumień swoich poddanych. Stąd pan profesor przeszedł do ? możliwości urażenia uczuć religijnych uczniów-katolików, gdyby zabrano im krzyże z klas (W SZKOŁACH PUBLICZNYCH!!!).
    Jego zdaniem o tym co wieszać w szkołach publicznych powinni decydować rodzice uczniów. No, gdyby tak wszyscy rodzice w jakiejś szkole zdecydowali żeby zdjąć krzyże, to w tym określonym przypadku można by to zrobić.
    Tak więc zdaniem pana profesora, w sprawie rozdziału Kościoła od państwa trzeba by pytać rodziców dzieci, czy są za takim rozdziałem w szkole czy nie.

  107. Kartka z podróży pisze:

    Szanowny Gedanusie
    Mam swoje lata i wiem, że ludzie łżą w sądzie - podobnie zresztą jak łżą w życiu. Nie sądzę, by dało się ich jakoś wychować i by mieli respekt dla przysięgi składanej przed sądem. Tak więc pozostaje dotkliwe karanie za krzywoprzysięstwo - może nie koniecznie więzieniem ale sowitą i dotkliwą grzywną. Tym niemniej uważam, że najlepszą metodą by podejrzani nie kłamali iż wymuszono od nich biciem zeznania jest po prostu przekonanie ludzi, że policja nie bije i nie dręczy. A jak można w to uwierzyć skoro ona bije! Mało tego - najwyraźniej się tym szczyci pokazując w mediach krwiste relacje z zatrzymań. 4 lata temu zamknęli pedofila z Wałbrzycha, alkoholika który zabił dziewczynkę. Żeby mieć dobry materiał wyprowadzili go z celi, przewlekli z wyłamanymi do tyłu rękami(odrzutowiec) przez korytarz więzienny i to sfilmowali dla tv. No i powiedz mi po co? Czy to są Chiny? Leją i się z tym dumnie obnoszą więc bandyci na bicie się powołują. A ludzie wierzą w to co widzą i mają rację.
    Doktor Garlicki - Przypomnij sobie zarzuty które przedstawił Ziobro na słynnej konferencji. Co z tego zostało? I prasa go nie uniewinnia - prasa pokazuje tylko jaki g…no stało za publicznym linczem, który dokonały na doktorze służby.
    Niedawno Lepper całkiem sensownie spytał w tv gdzie jest protokoł ze zniszczenia nośników jego rozmów telefonicznych gdy był podsłuchiwany. Słyszałeś może o przypadku poinformowania osoby, że była podsłuchiwana? Śłyszałeś o przypadku przekazania jej protokołu ze zniszczenia nośników informacji? Ja nie słyszałem.
    Wiele można mnożyć tego typu przypadków.
    Zgadzam się natomiast z Twoją oceną sprawy Polańskiego i mam nadzieję, że wkrótce wyjdzie na wolność. Ostatecznie kręci dobre filmy nie tylko dla swojej ale i naszej satysfakcji. szkoda by było gdybyśmy nie mogli cieszyć się jego talentem
    Pozdrawiam

  108. Roman69 pisze:

    Pani Janino!
    Muszę przyznać, że ostatnio uważam Panią za najlepiej przygotowanego i kompetentnego dziennikarza (dziennikarkę) w Polsce. To co jest już komentowane na blogu, czyli erozja postaw dziennikarzy, czy wręcz dziennikarstwo pseudo-aferalne albo partyjne stało się powszechne i niestrawne dla wielu ludzi. Niestety dotyka to już znanych dziennikarzy czyli P. Rymanowskiego, P. Olejnik i innych. Na szczęście zarówno Pani jak i P. Eliza Michalik zachowujecie trzeźwość ocen.
    Moim celem jest sprowokowanie na blogu dyskusji o 2-ch moim zdaniem ważnych tematach dotyczących naszego codziennego życia.
    Jest to odpowiedzialność zawodowa lekarzy i odpowiedzialność zawodowa sędziów. Te dwie grupy zawodowe odpowiadają generalnie przed sądem koleżeńskim. Skutki takich rozwiązań można wymieniać, ale chodzi o dyskusję jak zmienić istniejący stan rzeczy.

    1. W przypadku lekarzy ciekawe jest rozwiązanie w USA. Każdy lekarz prowadzący gabinet musi wykupić ubezpieczenie, jeśli chce przyjmować pacjentów. W momencie jeśli pacjenta przyjmie, to odpowiada za proces leczenia (również przed sądem), dopóki nie przejmie pacjenta inna placówka, albo pacjent nie zostanie wyleczony. Lekarz, który straci zaufanie firm ubezpieczeniowych może pożegnać się z zawodem, albo odpowiada całym swoim majątkiem za wykonywane czynności. Obecnie jest wysyp gabinetów i wyścig po pieniądze, kto przyjmie więcej pacjentów, bez żadnej odpowiedzialności za proces leczenia pacjenta. To w ogóle nie jest ustawowo rozwiązane, przynajmniej nie jest to czytelne chyba dla żadnego pacjenta.

    2. Jeśli chodzi o odpowiedzialność sędziów to w USA funkcjonuje ciekawe rozwiązanie - sędziów wybiera się w wyborach co 10 lat. Podobnie jak w przypadku senatorów, władz lokalnych muszą tam sędziowie uważać na to co robią. Uzasadniona krytyka ze strony mediów może przekreślić karierę sędziego i o to de facto chodzi.
    Rozwiązania obowiązujące w Polsce są skandalicznie i działają na niekorzyść obywateli. Rozumieją to wszyscy ci, którzy spotkali się z sądem w Polsce, to czy proces będzie uczciwy zależy od humoru i dobrej woli sędziego. System dwuinstancyjny też często jest pozorny, bo w mniejszych miejscowościach sędziowie sądów rejonowych i okręgowych oraz prokuratorzy to dobrzy kumple i to “kumpelstwo” jest często ważniejsze niż prawo. W dodatku sędzia ma immunitet i praktycznie nikt nie ocenia jego pracy (jeśli już to koledzy). Pomijam tu sprawy tzw. medialne, bo wtedy wszystko najczęściej jest ok. Problem występuje jak przed sądem staje przeciętny Kowalski.

    Liczę na to, że zainteresuję Panią tą tematyką, słabość polskiego dziennikarstwa polega m.in. na niepodejmowaniu spraw poważnych, ustrojowych, a uciekanie w dyskusję o niczym.

    Pozdrawiam

  109. Teresa Stachurska pisze:

    “…Lecz oto pojawia się nadzieja: na pierwszym planie, mocno skoncentrowani, ci Sarkozy?owie, Paulsonowie, Merkelowe, Brownowie i inni Trichetowie o mrocznym spojrzeniu, niczym w filmie katastroficznym; mała eskadra możnych, gasząca monetarny ogień, wrzuca w centralną Dziurę tysiące miliardów. Później będziemy się zastanawiać (w felietonach, które się pojawią), skąd oni je biorą, skoro w odpowiedzi na najskromniejsze żądanie biednych od wielu lat wywracali kieszenie, twierdząc, że nie mają nawet miedziaka. Na razie jednak jest to mało istotne. “Ocalić banki!” ? ten szlachetny, przepełniony humanizmem i demokratyczny okrzyk wydobywa się ze wszystkich politycznych i medialnych piersi. Ocalić je za wszelką cenę! Dobrze, że o tym wspomnieli, gdyż cena ta jest niemała…” - (nie tylko) http://lewica.pl/?id=20343

  110. rapsod pisze:

    jestem zmartwiony jak łatwo społeczeństwo kupuje sprawę Sawickiej i t.zw. aferę hazardową.Czy naprawdę nie widac, jakie cele przyswiecały inicjatorom z CBA? a oto przykład ,co 4 Rzp. zrobiła z umysłami:
    rozmawiam ze znajomym o tym ,że w moim mieście nie ma metra. “gdyby politycy nie kradli, to starczyłoby na metro. Proste, nieprawda?Afera jest, ale w umysłach.Czy mało było w ostatnich latach aresztowań ,pozniej okazywało się, że nie ma dowodów. Nawiasem mówiąc,nie znam ani jednej merytorycznej wypowiedzi jakiegokolwiek polityka z PiS-u.Moze p. Rostkowska.

  111. ossa pisze:

    Do TVP, na szefa kanału Info, wrócił Jacek Snopkiewicz, znakomity dziennikarz. Przyszedł do TVP w ekipie Drawicza. Kierował Wiadomościami i Panoramą w okresie ich świetności. Trzy lata temu był jedną z wielu ofiar wildsteinowskiej dintojry. Nie wiem kto stoi za nominacją Snopkiewicza, ale gratuluję pomysłu.

  112. Teresa Stachurska pisze:

    http://cyklista.wordpress.com/2009/11/05/zimny-prysznic/#comment-800 :

    vdm
    7 listopad 2009 @ 11:47

    Chamskie proby polskich ciemnych rzadow zablokowania rurociagu polnocnego sa sczegolnym przykladem oblakania.

    Zastanawiam sie jak to mozliwe by w srodku Europy i w 21 wieku tak durne ekipy dochodzily do wladzy. Nazwijmy to cudem nad Wisla gdzie te dwa kurduple z Zoliborza sa jego szczegolnym symbolem.

    Koszt budowy rurociagu Polnocnego to okolo $8 mld a jego przypustowosc bedzie 55 mld metrow szesciennych gazu rocznie. 26 milionow gospodarstw domowych dostanie gas glownie w Niemczech, Francji, Holandii i Brytanii. Roczny koszt gazu przesylanego przez ten rurociag wyniesie $11 mld. Ceny ktore konsumenci beda placic to prawie $22 mld rocznie. To stanowi $890 mld (na podstawie obecnych cen) w ciagu 40 lat. Takie inwestycje planuje sie na co najmniej 40 lat.

    A tu dwa benkarty z Zoliborza i ich dupowlazy chca zatrzymac tak wielka inwestycja z powodu chamskiej nienawisci do Rosji.
    Jest to prowokacja najwyzszego rzedu i nie tylko wobec Rosji. Wobec Europy !!!

    To ci zwyrodnialcy zmusili budowe przez Baltyk. Gdyby ta inwestycja przechodzila przez Polske, byl by to dochod dla kraju rzedu $160 mld i tylko za tranzyt. (przez 40 lat obecne ceny

  113. Teresa Stachurska pisze:

    O wirusach, krótko - http://dr-kwasniewski.pl/media/2/media/vir%201.wma

    http://wyborcza.pl/1,76842,7225123,Jak_Jadzka_miala_wstawic_zeby___20__Antologia_reportazu.html?as=1&ias=8&startsz=x

  114. Teresa Stachurska pisze:

    Agnieszka Wołk-Łaniewska “Świnie szczepią ludzi” - http://www.nie.com.pl/art21551.htm

    http://kontrowersje.net/tresc/swinska_propaganda_grypy_w_wydaniu_who_i_innych_autorytetow#comment-70130

  115. wiesiek59 pisze:

    Jeszcze ziarnko do dyskusji ………
    Mieliśmy władzę pochodzenia boskiego, dynastycznego, wybieralną……..
    Dotychczas , była SPERSONALIZOWANA.
    Obecnie, jest tajna.
    Kilkuset ludzi na świecie- szefów banków, konglomeratów przemysłowych, funduszy inwestycyjnych, podejmuje decyzje- anonimowo.
    Żywy człowiek odpowiadał przed poddanymi, wyborcami za swoje decyzje.
    Obecnie, anonimowy funkcjonariusz korporacji odpowiada za ZYSK, podejmując decyzje- otworzyć, czy zamknąć fabrykę……..
    Jaki margines- 0,5%, 1% bilansu globalnej firmy decyduje o życiu tysięcy ludzi? Zamknięciu fabryki? Przeniesieniu produkcji?
    Człowiek zaczyna być dodatkiem do maszyny……..

    Lojalność……..
    Wobec kogo? Pracodawcy, czy plemienia?
    Wobec kogo był lojalny, podejmując decyzje Busch, Schroder?………
    Tych , którzy dostarczali pieniędzy na kampanię wyborczą? siebie? interesów narodowych? definiowanych przez kogo?………….
    Pensja urzędnika w Polsce to 2-5 tysięcy zł. Ile trzeba dać, aby kupić jego pozytywną decyzję? Przeciętny człowiek, przez cały okres aktywności zawodowej, zarobić może jakiś milion zł………
    Ciekawa proporcja………..

Dodaj komentarz