Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej

31.01.2007
środa

Rokita albo śmierć?

31 stycznia 2007, środa,

Czy Jan Rokita odejdzie z Platformy Obywatelskiej? Czy zostanie z niej wyrzucony? Jakie są granice partyjnej i zwyczajnej koleżeńskiej lojalności? Po niedzielnej konferencji prasowej, na której – w towarzystwie senatora Jarosława Gowina oraz posła profesora Pawła Śpiewaka, którzy dostąpili zaszczytu uczestnictwa w tym wydarzeniu, by pokazać tę idealną „syntezę liberalizmu i konserwatyzmu” w PO – Rokita przedstawił program głębokich reform państwa i rozszalały się spekulacje. Silna medialna frakcja Rokity uderzyła na alarm: Rokita wypychany, marginalizowany przechodzi do ofensywy, ale pewnie go ten wstrętny Tusk wyrzuci. Ledwie Bogdan Zdrojewski powiedział, że być może dni Rokity w PO są policzone, już pani Nelly emocjonalnie wołała do kamer, które akurat znalazły się pod ręką: nie ma Platformy bez Rokity!

Otóż uporządkujmy nieco sytuację, ale tylko nieco, gdyż zachowań Rokity nigdy do końca przewidzieć się nie da. Tak to bywa z solistami i ich kaprysami. Jan Rokita jest niewątpliwie sfrustrowany i ma sporo powodów, by znajdować się akurat w takim stanie. Nie chciał zostać wiceprzewodniczącym partii, gdyż wice jest kilku, a on chciał być pierwszym po Tusku, co praktycznie znaczyło przed Tuskiem. Nie został wiceprzewodniczącym klubu, gdyż zapewne Tusk zdał sobie sprawę z tego, że partia powinna mieć jednego lidera i nie wszystkie radykalne pomysły Rokity dobrze służą PO.

Szef klubu automatycznie staje się też twarzą PO, a twarz Rokity bywa kontrowersyjna, a czasem nawet nieznośna. Nie chce Rokita tkwić w opozycji, bo w opozycji jest już kolejną kadencję, a on akurat nigdy nie ukrywał, że ciągnie go władza wykonawcza. Dostęp do tej władzy może mu dać jakiś alians z PiS. Nie teraz, to za kilka miesięcy. Musi więc zrobić coś, by nawiązywać jakieś nici z PiS. Jednak aby tego dokonać musi osłabić pozycję Tuska, a może i całej Platformy i wzmocnić swoją, obecnie bardzo słabą. Silna, prowadząca w sondażach PO z jedynym liderem Tuskiem nie pójdzie, jak na sznurku, do koalicji, słaba pójdzie.

Być może Rokita chciał, aby go z Platformy wyrzucono. Takiego scenariusza wykluczyć nie można. Wówczas stałby się jeszcze większym medialnym bohaterem, Tusk byłby już ostatecznie pognębiony, choć trudno sobie wyobrazić transfer Rokity do PiS. Napina więc strunę, jest nielojalny wobec kolegów z gabinetu cieni, tworzy jakieś alianse z K. Marcinkiewiczem i obaj demonstrują swoje niezadowolenie ze stanu polskiej polityki. Mają powody, obu zmarginalizowano, to fakt. Tusk Rokity nie wyrzuci, choć zapewne wielu by tego chciało. Nie w ma w PO jakiejś silnej frakcji byłego premiera z Krakowa, a jeżeli już ktoś miałby być twarzą konserwatywną, to lepiej do tej roli pasuje Bronisław Komorowski, o którym też coraz częściej mówi się jako o ewentualnym przyszłym premierze. To też jest powód do frustracji Rokity – jest politykiem zbyt inteligentnym, by nie czuć, że już jest następca, choć dziś myślenie o premierostwie to dzielenie skóry na niedźwiedziu.

Czy więc Tusk robi błąd, pozostawiając Rokitę i łagodząc ton w stosunku do niego? Wydaje się, że jeszcze nie czas na ruchy radykalne z żadnej ze stron, choć zapewne Tusk ma tej szorstkiej przyjaźni i ciągłych, dość mało eleganckich zaczepek dość. Tusk musi mieć świadomość, że część winy jest również po jego stronie, że jednak coś takiego jak problem otaczającego go dworu istnieje, że w tym drugim szeregu też mogą się toczyć wojny – rośnie pozycja Zdrojewskiego, rośnie pozycja Komorowskiego, są inne kłopoty, jak choćby prezydentura Warszawy. Nie czas otwierać nowe fronty. Taka pozycja na przeczekanie jest ryzykowna, ale na razie obaj ją przyjmują. Być może do dogrywki dojdzie, a może Rokita na jakiś czas uspokoi się, choć zjazd PO na wiosnę i należy oczekiwać, że do tego czasu napinanie struny będzie trwało.

Paradoksalnie niedzielna konferencja miała być poświęcona programowi, głębokiej przemianie państwa. To miała być programowa ofensywa Rokity. Otóż prawie nikt tego nie zauważył, gdyż wszystkich interesowało jedno pytanie: wyrzucą go, czy nie wyrzucą? Zresztą, program jak program. Jest taki sam, jaki Rokita prezentował po wyborach pod nieco innym tytułem, jako dorobek swego przygotowywania się do premierostwa. Gdyby chodziło rzeczywiście o program, to nie inscenizowano by takiego wydarzenia jak niedzielne, w ukryciu przed władzami PO, by pokazać tylko siebie i tę syntezę w postaci Gowina i Śpiewaka. Wypada mieć nadzieję, że wiedzieli w czym uczestniczą i do czego byli potrzebni.

W wydarzeniach wokół Rokity niektórzy widza spór o ideową tożsamość PO. Ja, przyznam, takiego sporu nie widzę. Uważam, że jest sztucznie wykreowany głównie przez Rokitę i jego zwolenników, przede wszystkim w mediach. Nie wierzę też, by z frustracji kilku polityków urodziła się nowa partia, choć już widzę aktywność Macieja Płażyńskiego i kilku innych, którzy mieli szansę, a obecnie znaleźli się na marginesie głównego nurtu. W obecnej aktywności Rokity widzę przede wszystkim jego osobiste zawiedzione ambicje.

W ten sposób odpowiedziałam tym z Państwa, którzy – jak quake czy marekk – zwracają mi uwagę, abym o tej sprawie nie zapomniała. Z markiemk trochę się różnię, bo uważam, że to raczej Rokita jeździ po innych, a nie jest ofiarą. Jospin przedstawił trzy scenariusze dla Rokity i uważa, że trzeci, że nic się nie zmienia i Rokita zostaje w PO z grupką swych zwolenników, jest najbardziej prawdopodobny. Też tak uważam, gdyż nie sądzę, aby Rokita mógł spowodować jakiś wstrząs z PO. Nie widzę zresztą potrzeby wstrząsów.

Mimo dość krytycznego stosunku do niektórych działań Platformy, głównie do pomysłów najbardziej radykalnych, godnych PiS, właśnie autorstwa Rokity, nie uważam, aby była to aż taka zła opozycja. Widzę w tej partii sporo sensownych ludzi i sporo ciekawych pomysłów. Widzę też niepotrzebny strach, co zaowocowało na przykład „odpuszczeniem” komisji budżetowej w Parlamencie Europejskim, aby zaspokoić ambicje Saryusza – Wolskiego, który – jako współautor hasła „Nicea albo śmierć” – nie jest moim faworytem. Uważam, że bardziej przynależy on do PiS. Problem polega też na tym, że dużo mówi się o programach, a w rzeczywistości programy prawie nikogo nie interesują. W końcu książka, którą pokazał w niedzielę Rokita, jest od dawna znana, wszystkie punkty programu też.

I teraz mam kłopot. W związku z tym, że na moim blogu postanowili Państwo zawiązać Ruch Zdecydowanej Abstynencji Czytania i Komentowania Lustracyjnych Bzdur (Torlin i inni, Marek Piegus po prostu odmawia mi nawet swojego towarzystwa „w tym temacie”), nie wiem, jak się zachować. Powstanie Ruchu przyjęłam ze sporym zadowoleniem, ale tym samym nie wiem, jak ustosunkować się do pytań i wypowiedzi na temat tak zwanego raportu z weryfikacji WSI.  

Marku Piegusie, czuję Pańską presję psychiczną, by pisać o czymś innym i dzisiaj to zrobiłam, ale myślę, że jednak powinnam parę kwestii wyjaśnić, bo rzecz dotycząca tzw. raportu i przecieków wykracza jednak poza lustrację, dekomunizację itp. Dotyczy funkcjonowania państwa i jest przykładem jakiegoś paranoicznego myślenia o państwie. Otóż zgadzam się z tymi głosami, które mówią (np. polo712), że władza uważa, iż trzeba po prostu podgrzewać atmosferę, stwarzać klimat ciągłego zagrożenia, spisku. Od dawna wydaje mi się, że jeden z filarów IV RP, czyli właśnie likwidacja WSI jako źródła patologii, okaże się humbugiem, zawali się i wyrządzi więcej szkody niż pożytku. Proszę zresztą zwrócić uwagę, że jeszcze niedawno premier, gdy mówił o osiągnięciach swego rządu, stale wymieniał dwa: powołanie CBA i likwidację WSI. Teraz przeciwnie – mówi, że nie należy rządu oceniać przez te dwie sprawy, tylko przez inne osiągnięcia, ale nie dodaje, jakie. Może się więc okazać, że afery to nie były w WSI (choć pewnie i tam jakieś były), ale wielką aferą jest rozwiązanie tych służb.

Zgadzam się z Alfredem, że cywilizowane państwa nie ujawniają swych agentów, ale kto powiedział, że my jesteśmy cywilizowanym państwem? Wizja Waldemara – sali, na której 155 agentów słucha planu głównego, który ma przekuć w czyn i opanować media, jest rzeczywiście filmowa. Można by ją uzupełnić wpisem Marzeny o samotnym jednym kontrwywiadowcy, spacerującym samotnie nad wschodnią granicą. Tu pełna sala obraduje jak opanować media, a tu – samotny żołnierz i wróg ze Wschodu przerzuca nam szpiegów całymi oddziałami.

Coś jest być może w podejrzeniach Jean Paula o jakiejś wielkiej tajemnicy leżącej u podstaw decyzji o likwidacji, od dawna słychać o FOZZ, Telegrafie i innych. Nie wiem, gdzie ta tajemnica. Sądzę, że spodziewano się, że w tych papierach będzie dużo nazwisk ważnych biznesmenów takich jak Kulczyk, szefów największych mediów, może polityków (czyli będzie wreszcie stolik), a są Grzegorz Woźniak, korespondenci zagraniczni i dr Grajewski, który naiwnie uwierzył w to, że trzeba pomóc niepodległemu państwu.

Oprócz tego mamy znów podstawowy kłopot ze znajmością prawa. Nikt nie wie, co ma ujawniać. Mówi się o raporcie z likwidacji (nie będzie ujawniony, choć marszałek Jurek w Radiu Zet upierał się, że chodzi o ten raport), z weryfikacji (też nie będzie ujawniony). Ma być ujawniony dokument opisujący podejrzenie popełnienia przestępstw i patologie. Nikt nie może w tym raporcie nic zmienić. Co napisze minister Macierewicz ze swoim zespołem, to poda do publicznej wiadomości prezydent, który jest po prostu w tej sprawie listonoszem! Słyszę, że marszałek Senatu Borusewicz mówi, że on będzie raport weryfikował. Nie rozumiem, przecież Senat uchwalił, że nie może tego zrobić, nie ma żadnych narzędzi. Marszałek nie wie, co jego izba refleksji i zadumy uchwaliła? Potem będą aneksy do raportu, bo weryfikacja będzie trwała i wtedy już sam szef kontrwywiadu wojskowego, czyli Macierewicz, będzie pisał te podraporty, a prezydent znów, jako listonosz, zaniesie je do „Monitora”.

Buku pisze, że jest jakiś podział władzy, są sądy. Otóż przerabiamy wielki eksperyment, kiedy ów trójpodział zanika, o winie lub niewinności orzeka ten, kto ma władzę. Nie tylko w sprawie WSI, także w sprawie pijanego wojewody. Generalnie zaś uczynienie z prezydenta listonosza jest fascynującym pomysłem na rządzenie i budowanie autorytetu głowy państwa.

Jak Państwo widzą, nie chodzi tylko o lustrację, chodzi o oddanie tak wielkiej władzy jednemu człowiekowi i podporządkowanie mu właściwie wszystkich innych władz w państwie. Nie mogę więc nawet Ruchowi Zdecydowanej Abstynencji (który popieram) przyrzec, że do tematu wracać nie będę, zwłaszcza że trzeba będzie jednak to „dzieło” ocenić. Także po tym kątem, o którym pisze YKW, czyli co będzie w Afganistanie przy rozwalonym wywiadzie. Czy Państwo zauważyli, że minister Sikorski znów na urlopie? Dlaczego miałby nie wyjeżdżać, jeżeli on nawet nie dostaje tego raportu. Dostają Lepper i Giertych, a minister obrony narodowej nie. Jego do ustawy o ujawnianiu już nie wpisano. Przeczyta sobie w „Monitorze” albo gazecie i dowie się, czy ma jeszcze jakieś służby wojskowe.

Bigos pyta o wino, jakie lubię (czyżby pogodził się z przegraną?). Otóż ostatnio tylko białe, i to w niewielkich ilościach, ale to ja stawiam, jeżeli Bigos wynajdzie te słowa, które mi przypisał.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 103

Dodaj komentarz »
  1. Pani Janino
    Cały czas mówimy, że PO i reszta opozycji jest bezbarwna, a gdy Rokita próbuje to towarzystwo rozkręcić to ma się mu to za zarzut. Przynajmniej coś się dzieje w tym towarzystwie wzajemnej adoracji. Jak Pani pisze sam Rokita nie odejdzie z PO. Na jego miejscu też bym tego nie zrobił. Był już w tylu partiach, że ta może być jego ostatnią. Gdy zostanie wyrzucony będzie miał status pokrzywdzonego, a to zupełnie inaczej wygląda w odbiorze społecznym
    Lepper znowu błysnął w programie TV-nu Teraz My. Wyrwał pieniądze od Rządu dla rolników, a jak się okazało pieniądze były już dawno przygotowane. Sprytnie nie powiem i w ten sposób takie cwaniaki mamią prosty lud, jak sądzę nie tylko chłopski.
    Proszę pochylić się nad propozycją ?fomy- i próbować rozmawiać z politykami o tym co naprawdę ważne, a nie o tym o czym chcą rozmawiać politycy, czyli bzdetach.
    Jak już ktoś zauważył lewica wreszcie złamana. Bardzo ciekawe skojarzenie.
    Pozdrawiam serdecznie marekk

  2. Czy Jan Rokita odejdzie z Platformy Obywatelskiej?
    A czy kogoś to naprawdę obchodzi?? przecież wydarzenia ostatnich dni nie wniosły nic nowego, a cały dym który unosi się wokół sprawy pochodzi z mediów. cała ta sprawa zaczyna przypominać groteskę pt ” czy andrzej lepper odejdzie z rządu?”, pojawiającą się na afiszu z zadziwiającą regularnością. czy w niedzielę dowiedziliśmy się czegoś nowego w kwestiach programowych, ideowych?? jak pani Janina zauważyła, nie. zobaczyliśmy tylko jak Janek ze swoimi kumplami postanowił wyrwać Wielką Księgę Naprawy i zaprezentować ją Spragnionemu Odnowy Ludowi. i na tym koniec. resztę już tradycyjnie robią media, podgrzewając sprawę i sztucznie ją rozdmuchując. Rokita na pewno sobie doskonale zdaje sprawę z tego że takie wolty zapewniają mu publicity, i skrzętnie z tego korzysta. obnaża to kolejny raz mechanizm sprawowania władzy w Polsce, tudzież bycia w opozycji: nie liczą się pomysły, tu nie chodzi o pracę na rzecz stworzenia czegoś lepszego, ale o personalia, stołki, układy, fronty itp itd. ot, polskie piekiełko w całej okazałości.

  3. To nie Rokita. A raczej: to nie tylko Rokita.
    Istotną jest zasadnicza chyba różnica mentalności wielu (większości?) ludzi z czołówki PO i PiS. Ona decyduje o niespójności PO na tle ‚żelaznej’ spoistości PiS.
    Co robią czołowi Platformersi w piątkowe popołudnia? Tusk pędzi do Sopotu, Zdrojewski do Wrocławia, Niesiołowski do Łodzi, Rokita do Krakowa. Zostają tam jak długo się da, tzn. aż do następnego posiedzenia Sejmu lub narady partyjnej. Albo i dłużej.
    Rozumiem, Trójmiasto jest piękne, żony pewnie też, dziatki wołają. Ale ten sentymentalizm, zbawienny u tzw. normalnego człowieka, jest zgubny w wielkiej polityce. Nie mam za złe Tuskowi, że nie potrafi wytrzymać długo bez spacerów brzegiem morza, Zdrojewskiemu, że lubi swe ogrody i fotografikę, Rokicie, że najlepiej czuje się medytując w podwawelskiej samotni (jak rozumiem, tak spędzają swój ‚wolny’ czas). Ale powinni zostawić w takim razie wielką politykę. Bo ona wymaga całkowitego oddania i poświęcenia. Czołowi liderzy czołowej partii, pretendujacej do objęcia rządów i prezydentury – muszą być na miejscu! Cały czas! Muszą przeprowadzić się do Warszawy, bo tam się u nas robi politykę. W wywiadzie telewizyjnym z lokalnego studia, gdy pokazuje się swą twarz w małym okienku, walcząc cały czas ze słuchawką w uchu, nie tylko, że przegrywa się z obecnym w studiu warszawskim, z krwi i kości oponentem, ale wypada się wręcz śmiesznie. Polityk musi zrozumieć siłę i znaczenie wizerunku medialnego. Nie mówię już o takiej oczywistości jak zgubne rezultaty dowiadywania się o posunięciach przeciwnika z drugiej reki, a szczególnie dopiero w trakcie wywiadu! Można wtedy tylko reagować, zawsze tylko odpowiadać, tłumaczyć się, a nie tłumaczyć własne, wyprzedzające posunięcia. Bo ich po prostu nie ma.
    Platformersi ciągle jeszcze nie zorientowali się chyba z kim mają do czynienia. Zachowują się jak dobrze wychowany siostrzeniec konkurujący na imieninach u cioci z kolegą przyprowadzonym z podwórka o uznanie zebranych cioć i wujków. O ich ochy i achy. Pewny, że zawsze podadzą rękę, gdyby umorusany kolega zaproponował nagle bójkę w salonie.
    Ale czas, żeby PO się otrząsnęła. PiS to brutalny przeciwnik. Cwani, przebiegli, wcale nie głupi, nieprzebierający w środkach ludzie z awansu, żądni władzy, którzy zrobią wszystko, żeby tę władzę zdobyć, a jeszcze więcej, aby jej nie oddać.
    Spójrzmy tylko na zmiane tonu p. H. Gronkiewicz-Waltz w ostatnich dniach. Jeszcze tydzień temu wydawało się, że myśli, iż to wszystko żart, że będzie tak jak to bywalo dotychczas, że się jakoś to rozpłynie, przecież znamy się wszyscy, do gardeł sobie nie będziemy skakać, w końcu jesteśmy ludźmi na poziomie . . . Musiała przeżyć szok, gdy ci ‚koledzy’ rzucili się jej do gardła. Ale okazała się refleksem i jeszcze żyje. Chyba ona pierwsza zdała sobie sprawę, że to nie zabawa w politykę, tylko ‚śmiertelny’ bój o wszystko. Ale inni? Z ich unikaniem, niezdecydowaniem, chowaniem głowy w piasek, z ich dąsami i wzajemnym publicznym kopaniem dołków pod sobą? Żeby wygrać z PiS, trzeba trzymać ręke na pulsie. Ale nie na nadgarstku, tylko na tętnicy szyjnej.

    P.S. Uwagi do proponowanej przez PiS nowej ustawy prasowej, w imieniu PO składać ma pani poseł Śledzińska-Katarasińska. To ta od niesławnego bubla – raportu PO o mediach publicznych. Koledzy z PiS wykolegują
    ją gładko.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. No i proszę: postępowanie lustracyjne Józefa Oleksego zostało umorzone. Bardzo ciekawe. Kończy to bodaj najdłuższą batalię lustracyjną.

    http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20070131121616089

    „Sąd uznał, że Oleksy – nie ujawniając swych związków z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym – działał w wyniku błędu, bo pytał o to w ministerstwie obrony i uzyskał odpowiedź, że nie musi tego ujawniać.”

    Trzeba uczciwie powiedzieć, że umorzenie postępowania po tylu latach zbyt wielkich korzyści Oleksemu nie da. Justice delayed is justice denied.

  6. Polskim politykom brakuje asertywności i zdolności do uczciwego stawiania spraw.

    Jeśli członek organizacji, której jestem szefem okazuje się nielojalny, to na mnie – przywódcy – spoczywa obowiązek wezwania go, wysłuchania w cztery oczy, co ma na swoje usprawiedliwienie i zdecydowania, jakie wyjście z sytuacji jest najlepsze dla naszej organizacji.

    Wszystkie te medialne przepychanki świadczą tylko o tym, że przywódcy nie mają odwagi spojrzeć prosto w oczy członkom swoich organizacji i potrzebują pośrednictwa mediów.

    Tak, jak Rokita boi się powiedzieć Tuskowi prosto w oczy, w jakich sprawach się a nim nie zgadza, tak i Tusk nie umie wezwać Rokity na dywanik. To samo dotyczy i innych partii (no może tylko Andrzej Lepper ma dostatecznie dużo odwagi, ale nie wiem, czy stać go na wysłuchanie usprawiedliwień winowajcy).

  7. Pozwolę się z Panią tym razem nie zgodzić. Uważam,że tym razem – a nie zawsze tak jest – Rokita jest szczery i chcodzi mu o przebudowę Platformy.
    Uważam, że Tusk to rozumie, ze Rokita jest potrzebny nie tylko PO – ale też niemu jako szefowi partii.

    Dla Rokity Platforma Obywatelska jest ostatnią partią w jakiej on działa. Prawdopodobnie.
    Bo już więcej ? to by było przekroczenie przyzwoitości.
    W przeszłości Rokita odchodził z partii i formacji politycznych, które albo były marginalne, albo, jak AWS ? spadały w otchłań polityczną. Platforma natomiast jest partią, która jakby na to nie patrzeć ? w ostatnich wyborach samorządowych odniosła sukces.

    Jan Maria Rokita jest pragmatykiem ? i elastycznym politykiem ? ale wie, że układ z Jarosławem Kaczyńskim, po tych wielu miesiącach walk, słów i wzajemnego zadawania ran ? to utrata przez niego twarzy. Raczej odstawi się na boczny to, na przykład napisać doktorat ? niż pójdzie do PiS-u.

    Całość mojej opinii na moim blogu

    http://tiny.pl/wst7

    Ukłony

    Azrael

  8. Szanowna Pani Redaktor.
    Pomimo przekonywujących argumentów za komentowaniem jednak sprawy likwidacji służb wojskowych przyłączam się do apelu komentatorów Pani blogu i popieram ich akcję. Otóż jest to tematy zastępczy, który zgodnie z życzeniem Jarosława Kaczyńskiego wypełnia całą przestrzeń publiczną i nie pozostawia już miejsca na dyskusję o jakości rządów sprawowanych przez braci Kaczyńskich. Mało miejsca lub wcale poświęca się na tematy gospodarcze, finansów publicznych, jakości uchwalanego prawa, polskiej emigracji itp. Otóż jestem zdania, że dziennikarze zostali złapani w pułapkę przez braci Kaczyńskich, której celem jest sterowanie i kreowanie tematów dla dziennikarzy. Przecież PiS rządzi od przeszło roku a trudno znaleźć na pierwszych stronach gazet ocen tych rządów pod kątem reform a raczej ich braku. Dziennikarze nie zastanawiają się, co rząd zrobił by odwieść młodych ludzi od emigracji zarobkowej. Brak jest debaty publicznej na temat jej skutków na przyszłość. Mało, kogo zajmuje sytuacja polskiej służby zdrowia a w niej tematów, kto będzie nas leczył za kilka lat? Tych tematów brakuje. Jako aplikanta radcowskiego zdumiewa mnie fakt, że minister sprawiedliwości został wybrany człowiekiem roku. Nie wiem szczerze mówiąc, za co? Co dziennie spotykam się z coraz to głupszymi aktami prawnymi, które psują nasze prawo. Nie widzę tu żadnej pozytywnej roli ministra sprawiedliwości w celu odwrócenia tej tendencji. Normą staje się, że ustawy wymagają nowelizacji tuż po ich uchwaleniu? Przypomnę w tym miejscu a co już kompletnie mało kogo interesuje, że ów człowiek roku na początku swojego urzędowania rozstał się z szanowanymi i wybitnymi profesorami prawa zasiadającymi w komisji kodyfikacyjnej zajmującymi się analizowaniem i zgłaszaniem uwagi nad projektami ustaw. A chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że jakość prawa przekłada się na jakość życia każdego obywatela, stanowiąc podwalinę każdego państwa prawa. Jak mają czuć się obywatele naszego kraju gdy nawet profesjonaliści tj. adwokaci, radcowie, sędziowie mają problemy z nadążanie nad przyswajaniem nowych przepisów. Nie będę w tym miejscu pisał o wybranych sędziach do S.N czy też do T.K. a którzy niewątpliwe też wpływają na obraz prawa a przeto i na wolność każdego człowieka. Nadto pragnę zauważyć, że dostęp do sądu dla przeciętnego człowieka jest coraz to bardziej utrudniany. Zgodnie z nowymi uregulowaniami (narastającym formalizmem) procedury cywilnej nie polecam występować przed sądem bez profesjonalnego pełnomocnika. Odnosząc się jeszcze do dokonań mim. sprawiedliwości proszę sobie wyobrazić, że polscy prokuratorzy nie dysponuje najczęściej jeszcze własnym komputerem!!!!! Przytaczam tylko kilka problemów związanych z wymiarem sprawiedliwości a które rzadko występują w debacie publicznej a które jednak moim zdaniem na to zasługują.
    Dziękuje przy tym Pani, za dostrzeganie ich, wyrażam przy tym nadzieje iż inni dziennikarze również zaczną podejmować tematy które są niezwykle ważne dla przyszłości III Rzeczpospolitej.
    Czas skończyć już z lustracją, z dekomunizacją (są już ciekawe analizy prawne, które jednoznaczne uznają, że sprawa na gruncie ETS jest przegrana z uwagi na zbyt długi okres czasu od zmian ustrojowych) i z całym zgiełkiem związanym z rozliczaniem przeszłości, a na pewno nadszedł już czas by te tematy zeszły z pierwszych kolumn gazet.
    Broniusz

  9. Pani Janino,
    rozumiem Pani dylemat w stosunku do idei RZACiKLB, chciałoby się i Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Ale jako jeden z założycieli Ruchu, moim celem nie było samo usuwanie słowa „lustracja” z debaty bublicznej, tylko nadanie problematyce (bo nie problemowi) należytych proporcji.
    Ciągłe wałkowanie lustracji, deubekizacji, raportów, przecieków itd sprawia, że brak już czasu na inne tematy; energia osób jest skierowana tylko w jedną stronę, a odbiorcom wyczerpują się możliwości percepcyjne i czasowe, by porozmawiać, przedyskutować, wypracować pewne postulaty itd. Taki brak dyskusji to problem szerszy, dotyczący zarówno PO, jak i innych partii. Wyciągnięte opracowanie Rokity jest właśnie pokłosiem braku otwartych dyskusji programowych, abstrahując od wszystkich innych, wiążących się z konferencją, kwestii.

    Zatem jeśli odniesie się Pani czasem do związku raportu z likwidacji (?) WSI w kontekscie funkcjonowania państwa, to możemy uznać, że to nie Lustracyjna Bzdura, ergo nie doszło do zdrady ideałów 🙂

  10. Rokita pokazuje rogi. I bardzo dobrze. Największa partia opozycyjna obecnie zdolna jest jedynie do reakcji, wybór tematu, czasu i formy debaty zmonopolizowany został przez PiS. Efektem jest dyskusja o, eufemistycznych rzecz ujmując, bagatelkach. Również w sprawie Rokity dyskusja, zamiast treści raportu, dotyczy kwestii „in or out”. Osobiście zobowiązuję się zapoznać z treścią raportu (dostępny: http://krzysztofleski.salon24.pl/5021,index.html) i przedstawić moje uwagi.

  11. Wydajemy się, że Rokita to taka rozkapryszona gwiazda, rozpieszczana przez media. Ponieważ na bezrybiu i rak ryba to i Rokita kreowany jest na polityka wielkiego formatu a tymczasem jest on po prostu sprawnym mówcą, nawet nie dyskutantem( swego czasu zagiął na niego parol Mazurek w wywiadzie dla Dziennika , co politykowi tej klasy nie powinno się zdarzyć). Przecież Rokita wypłynął na szerokie polityczne wody dopiero po komisji Rywina gdzie nie liczyły się umiejętności polityczne a oratorskie. W przeciwieństwie do wyborów samorządowych sprzed czterech lat kiedy to Rokita przegrał z prof.Majchrowksim.

    Rokita nie jest również politykiem-wizjonerem tylko sprawnym politycznym komandosem , który wie kiedy zrobić desant na inna partię. Najwyraźniej już przymierza spadochron i lada moment wyskoczy, może razem z Płażyńskim i Marcinkiewiczem zrobią sobie PIS-BIS, ale w to wątpię.

    Cały dorobek Rokity rozbiór frazesów, o tyle różniących się od tych braci Kaczyńskich, że są bardziej błyskotliwe i mniej populistyczne. Nadal to jednak frazesy. Gdy był czas na prezentowanie programy to słynne szuflady Rokity okazały się puste.

    rokita jest jak ryba z akwarium, musi pływać w odpowiednio zorganizowanym środowisku, jego głos musi być słyszalny, musi mieć tło na którym będzie się wyróżniać, bez tego to tylko kolejny polityk-filolozof jak Korwin-Mikke, Ikonowicz czy Bugaj. Dlatego z PO nie odejdzie, chyba ze go wyrzucą , na co Tusk moim zdaniem nie pozwoli.

  12. Cóż Rokita czy zostanie, czy odejdzie z PO?
    Mam wrażenie, ze to pytanie drugoplanowe, jeśli chodzi o tożsamość PO. Cóż to jest trochę śmiesznie, ze publicysty zastanawiają na tym, jak jeszcze nie ma decyzji, to jak szukanie pracy dla Marcinkiewicza. Problem PO jest to, ze za bardzo się kojarzy z Pisiem, i SA jakieś dwa bieguny w PO, skrzydło bardziej prawicowe i lewicowe. Jest między Pisiem a sld , ma dwie możliwości to może zgubić PO. Nie jasny program i tożsamość. Platforma bez Rokity na pewno będzie inną partią niż z Rokitą. Cóż to może zachowanie Rokity tłumaczyć, tym, że chcę pozyskać więcej wyborców dla PO, tak tłumaczyć Tusk zachowanie Rokity. Cóż parafując piosenki niech mówią, ze to nie jest miłość… To może ten spór między Rokita a Tuskiem pasują do tej piosenki. Cóż przeciwieństwa się przyciągają. A koalicja z Lepperem będzie trwała, bo Kaczyński jest skazany na tą dziwaczną koalicji. Cóż jak Borowski wyszedł z Sld, i założył własną partię Solidemokracje Polską. Coz najpierw sondaże pokazali, ze taka partia ma rację bytu, a póżniej okazało się, ze Sld jest w sejmie, a solidemokracji nie ma.. Nową partią Rokity jakby powstała może być tak samo. Cóż chyba nie ma miejsca na jeszcze jedna partię, która nie za pewny pewnie nowej jakości w polityce. A ja nie dziwiłaby jak by Rokita przeniósł się do PISU.
    Ja podobnie jak Bernard też jestem nie smaczona polityką, Cóż chętnie komentowałabym, ale w moim przypadku jest już nie możliwie.
    Pozdrawiam

  13. W tej (jak mawiał śp. Kisielewski) coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości z każdą chwilą mam co raz mocniejsze wrażenie, że żyję w jakimś wirtualnym bycie. Niemalże w matriksie. Problemy i sprawy, którymi ekscytują się media są znaczące li i jedynie dla małego i wąskiego kręgu „krewnych i znajomych królika”.
    Rację mają ci, którzy mówia: jakie społeczenstwo tacy politycy. I tu ani Jan Maria ani zdublowany Mr.K wcale nie odstają od reszty w wyznawaniu choćby filozofii Kalego czy wewnętrznego przekonania o swej jedynie słusznej racji. I wszystkie „kacze dzieci” z „przystawkami” i cała ta nasza (przepraszam za wyrażenie) opozycja ma usta pełne prawd co najmniej objawionych i „aksjomatycznych”. Wszyscy są głęboko przekonani, że ich wszystkie przemyślenia (?!?) i wypowiedzi rzucają po prostu ten naród na kolana. Nie biorą jednak zupełnie pod uwagę, że (jak powiedział kiedyś, przy innej co prawda okazji, pewien artysta) ” … jak ten naród z kolan wstanie, jak w mordę przyp …. „

  14. Dzięki za komentarz w sprawie Rokity. Jeszcze jedno. JMR – moim zdaniem – jest narcyzem. Pięknym, gdy wyeksponowanym. JMR można było śmiertelnie ugodzić tylko w jeden sposób, gdyby czołowi politycy PO nabrali wody w usta i zgodnie z zaleceniem Ojca Dyrektora nie przełykali jej przez tydzień. Milczenie dla JMR jest bowiem jak susza dla tulipanów, tudzież narcyzów. O lustracji się nie wypowiadam nawet w kontekście funkcjonowania państwa. Nie dam sobie zamknąć oczu na problemy, które naprawdę nam grożą za sprawą Braci Sprawujących Władzę. Chociażby funkcjonowanie służby zdrowia, w której pacjent jest karmiony za 2 złote dziennie, mimo że średnia składka od pracującej głowy na służbę zdrowia wynosi co najmniej 200 złotych miesięcznie.

  15. Pani Janino,

    Pisze Pani: „i teraz mam kłopot” w kontekście pisania o lustracji. Tak, dokładnie o to chodziło 🙂 Z tym, że rygory moralne w RZACiKLB nie są tak sztywne jak w PiSie: nie jesteśmy tak wściekle napaleni anty- żeby nie dać Pani w ogóle uzywać tego słowa. Bardzo zgrabnie opisała to foma z 2007-01-31 o godz. 13:27 – właśnie o to chodzi. Ja starałem się dać temu wyraz we wpisie z 2007-01-31 o godz. 10.55.

    Chodzi o zachowanie jakichś rozsądnych proporcji, szczególnie w dobie ataku nawiedzonych, którzy szantażują moralnie wszystkich, którzy mają czelność nie pisać o LB (Lustracyjne Bzdury). I o to, aby znalazło się miejsce do dyskusji o – jak to nazwał(a) a capella „ważnych dla Polski sprawach” (WdPS).

    A capella z 2007-01-31 o godz. 10:38 świetnie punktuje jakie to są sprawy, podobnie foma opisuje ważną rzecz we wpisie z 2007-01-31 o godz. 9:45. Czy w świadomości naszych polityków takie sprawy w ogóle istnieją?

    To jest moje pytanie do Pani, Pani jest blisko tych naszych wybrańców narodu. Czy według Pani w całej tej nawalance w tunelu, zwanej dla niepoznaki Polską Sceną Polityczną, o coś w ogóle chodzi? Czy oni mają w ogóle świadomość tego, że w Polsce istnieje dziura budżetowa w wys. 30 mld złotych rocznie, którą trzeba jakoś załatać? Albo że prawodastwo polskie nie daje ludziom działać, rozwijać się i że trzeba je zredukować i ujednolicić?
    Czy im tylko o to chodzi, żeby Donald podstawił nogę Jankowi, Kaczyński Marcinkiewiczowi, żeby Kaczyński walnął przeciwników w łeb lustracją, a przeciwnicy ugryźli Kaczyńskiego w kostkę i przy okazji opluli Leppera, który się odwinie i kłonicą przywali wszystkim, którzy noszą okulary?

    A może w polityce są gdzieś tacy ludzie, którzy znają te WdPS, tylko są zadekowani gdzieś w cieniu, np. w komisjach sejmowych i ich po prostu nie widać? A może ten Raport Rokity, którym on machał przed oczami dziennikarzom, zawiera coś nt WdPS? Czy może jednak w tym raporcie jest 300 stron wody, a jemu tylko o to chodziło, żeby w ten sposób pokazać Tuskowi „gest Kozakiewicza”? Jak Pani uważa?

    To są w sumie najważniejsze pytania, sprowadzające się do jednego: czy to wszystko czemuś służy? I to jest tak naprawdę pytanie podstawowe, dotyczące stanu polskiej demokracji. Bo jeżeli odpowiedź jest negatywna, to może lepiej dać sobie spokój i w ogóle nie chodzić na wybory, ani nie emocjonować się tymi igrzyskami „facetów spoconych w pogoni za władzą” – przecież sami w sobie nie są warci niczyjej uwagi.

  16. Pani Janino,

    Rokita z syntezą odwracają uwagę (nieświadomie, mam nadzieję) od rzeczy naprawdę ważnych. Oto wczoraj (30.01.2007) premier Ukrainy oświadczył. iż jest zaniepokojony zamiarem budowania przez USA tzw. „tarczy” w Polsce i Czechach. Istotne jest przy tym to, że nie powiedział on tego sam z siebie, tylko powtórzył słowo w słowo stanowisko Ministra Obrony Rosji Iwanowa. Tego samego dnia udało sie Janukowyczowi po dwu miesiącach walki usunąć z rządu MSZ Tarasiuka, który był jedynym w nim zwolennikiem współpracy z Zachodem. W ten sposób znika na wschód od nas państwo, które mogło być naszem sojusznikiem, a staje się częścią nowego Imprerium.

    Nie znalazłem na ten temat żadnych informacji w „GW” i „Rz”; WSI o tym władzom nie doniosą, bo już ich nie ma. W tym czasie Pan Premier obraża Niemców, którzy już i tak wolą rozmawiać z Imperium. Obawiam się, że jak tylko skończona zostanie rura przez Bałtyk, to Imperium zatańczy z nami jak wcześniej z Gruzją, Ukraina i Białorusią. Do tego czasu uda nam się tak zniechęcić do siebie Niemców i inne państwa UE i NATO, że nikt palcem nie kwinie w naszej sprawie. Zresztą, już teraz jakoś nie widać tam chęci do wspierania naszych intersów.

    Tymczasem u nas, Macierewicz tropi konfidentów w TV Szczepańskiego, Rokita zgłasza się na premiera, a premier zaraz rzuci się do Wisły, bo tak nie chce Niemca (Niemki?).
    Niebawem pojawi się chyba blog Wyspiańskiego.

  17. Rokita to nie tylko problem Tuska, ale rownież zdezorientowanych wyborców. Będąc wyborcą w Krakowie, nie pochyliłam się ze zrozumieniem nad frustracjami i odsunięciem Janka, ale poczułam się oszukana jego nieprzewidzianą woltą, gdy ni z tego ni z owego poparł kandydata PiS, który zresztą wg jego własnych słów nie nadawał się do rządzenia. Powiedzmy, ze zagłosuję na Platformę z Rokitą, to co wyskoczy z urny?

  18. Marku Piegusie, 2007-01-31 o godz. 14:53,
    dla porządku, za „fomą” kryje się mężczyzna 🙂 Ale to „a” na końcu może rzeczywiście wprowadzić w błąd.

  19. Krótko..

    YKW,

    zasadniczo masz rację, ale jest światełko w tunelu, czyli dyskusja wywołana przez merytoryczną konferencję poseła Tadeusz Jarmuziewicza na temat pracy ministra Polaczka. Minister infrastruktury w „gabinecie cieni” był bardzo dobrze przygotowany i konsekwentnie wypunktował ewidentnie najsłabszego ministra w rządzie Kaczyńskiego.

    W kwestii Rokity, to sprawa według mnie jest dość prosta. Jesli zostanie w PO to zmarginalizowany i to na własną prośbę, co zresztą w żaden sposób nie zagrozi Platformie. Jeśli odejdzie straci w opini publicznej resztki popularności, niezaleznie czy wybierze PiS (po tylu gorzkich słowach nikt tego nie zrozumie), czy nową partię (odrzuceni nigdy nie stworzą realnej alternatywy dla obecnego podziału sceny politycznej). Jeśli natomiast zostanie wyrzucony, również nie bedzie to miało znaczenia dla samego PO (Rokita może wybrac którąś z poprzednich możliwość, z takimi samymi konsekwencjami). Po tylu zapowiedziach elektorat juz się przyzwyczaił do takiej mozliwości i z nią oswoił. Dlatego Tusk się nie przejmuje i znosi dziwne zachwania Rokity, realnie nie ma to znaczenia dla samej PO. Jesli JR chciał coś ugrać na tym konflikcie, to trzeba to było zrobic szybko. Kazdy kolejny dzień jego sporu z Tuskiem, to osuwanie się w polityczny niebyt.

    Pozdrawiam.
    Math

  20. Dyzio pisze:
    2007-01-31 o godz. 14:47

    W tej (jak mawiał śp. Kisielewski) coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości z każdą chwilą mam co raz mocniejsze wrażenie, że żyję w jakimś wirtualnym bycie. Niemalże w matriksie.

    Ja tez mam takie wrażenie, politycy zapomnieli ze są w parlamencie, żeby zajmować się realnymi problemami, sprawami takimi jak bezrobocie a takie sprawy jak likwidacja Wsi, czy spór o władze w PO miedzy Rokitą a Tuskiem to nie dotyczy realnie ludzi, ale posłowie powinni zajmować sprawami wyborców jednak nawet sprawa lustracji jest ważniejsza dla polityków szczególnie z Pisu.
    Cóż tak na prawdę to jest rzeczywistość
    Pozdrawiam

  21. Odnośnie Rokity mam mieszane uczucia. Czytałem fragmenty jego programu no i można powiedzieć, że ma coś do zaproponowania. Oczywiście sam tego nie wyprodukował. Przedstawienie tego raportu miało moim zdaniem kilka powodów.

    Zatkać usta tym, którzy twierdzili, że gabinet cieni nie robi nic. Głosy takie były w kuluarach przecież nierzadkie. Chodziło o przepychanki na dworze PO pomiędzy Rokitą, który podobno nie jest b. lubiany a resztą pod wodzostwem Schetyny. Jest to sytuacja trochę dziwna, ponieważ jedni mają realny wpływ na przewodniczącego i działania całej partii. JMR jest niejako twarzą medialną PO i pewnie nie ma ochoty rezygnować z swojej pozycji.

    Przenieść środek ciężkości dyskusji w kierunku postulowanym przez JMR, czyli odbudowy państwa. Tu oczywiście wykonał ukłon ku RZACiKLB ?. Oczywiście nie wiele z tego wyszło, a szkoda. W samym PR znajduje się wiele ciekawych pomysłów dotyczących prawie wszystkich stref życia publicznego. Niektóre są trafione inne z kolei mocno dyskusyjne. Nie mam teraz jakiejś koncepcji jak można by wykorzystać taki program. Zgłaszanie w parlamencie propozycji zmian (do realizacji niektórych potrzebne są również zmiany w konstytucji) nie ma sensu.
    Może jakieś wpływanie na decyzje konkretnych ministrów?
    W naszej młodej przecież demokracji nie doczekaliśmy się jakiejś instytucji wymiany poglądów pomiędzy obozem rządzącym a jego przeciwnikami. Dyskusje w parlamencie to jest przecież czysta paranoja. Jak są kamery to pyskówka a jak ich nie ma to już nie ma tam nikogo ?. Pozostaje tylko nikła nadzieja, że ktoś, komu brakuje dobrych pomysłów sięgnie do PR i pomyśli nad zawartymi w nim pomysłami. Sam nie wiem, po co to napisałem, bo przecież wszyscy wiemy, że to nierealne.

    Nie dać o sobie zapomnieć przed zbliżającą się konwencją programową. Tu oczywiście od razu odezwały się nożyce (Komorowski), które miały tą konwencję przygotować. Tu pewnie osiągnięto jakiś sukces. Będziemy sądzić oczywiście po wynikach. PR będzie na pewno zajmowało znaczącą część przeprowadzanych tam debat. Może PO będzie trochę bardziej przygotowana do spotkania, jeśli przynajmniej część ludzi w nim uczestniczących zapozna się z interesującymi ich fragmentami PR. Może spowoduje jakiś impuls do pracy w znudzonych szeregach?

    Pokazać, że nie jest się osamotnionym w dążeniu do refleksji nad rolą PO jako opozycji. Tu oczywiście jako dwie podpory wystąpili Śpiewak i Gowin. Na ile taka postawa ma swoje uzasadnienie wśród platformersów trudno powiedzieć. Pewnie nie wszyscy cieszą się z dreptania w miejscu i tylko reagowaniu na zaczepki PiS. PO nie przegrało jakoś dramatycznie wyborów do sejmu. Miało być pięknie mieli budować razem z przyjaciółmi IV RP. Natomiast siedzą w swoich ławach sejmowych i nie pozostaje im nic innego poza różnie udanym punktowaniem rządu. Żadnych sukcesów nawet jak się uda coś wyprodukować to chwieje sondażami w granicy błędu statystycznego. Ujawnia się jakaś bezsilność w obliczu długiego okresu czekania na kolejne wybory.

    Teraz kilka słów niejako OT odnośnie przeniesienia środka ciężkości dyskusji na tematy gospodarcze. Ja tam już wolę jak PiS zajmuje się różnymi zadaniami na de.. niż kompletnie im obcą polityką rozwoju kraju. Jak czytam o wydawaniu kolejnych grubych milionów na tzw. zwiększenie zapasów strategicznych to mi się nuż w kieszeni otwiera. Niestety mamy takich polityków, jakich mamy obywateli.

  22. No i o czym moi drodzy ta rozmowa? Przecież to jakiś bubek (już na wylocie) przedstawił ‚program gabinetu cieni’. Gabinetu prawdziwych cieni partii która jest cieniem jedynej prawej i prawdziwej. To, że ta partia prowadzi w rankingach , to tylko przypadek, przekłamanie statystyk. Przecież pytają ludzi którzy głosowaliby, gdyby poszli, a nie pójdą. Tak naprawdę to już teraz macie realizowany prawdziwy program nie PiSu a PO. To przecież POwskie ‚no pasaram’ dla europy, to POwskia lustracja, POwska likwidacja WSI, POwska gospodarka planowana. Czego jeszcze chcecie? Żeby PO rządziło? Nie da rady, bo kawiarniani politycy nie mają pociągu na władzę. Lepiej się ocknijcie i zapomnijcie o tych ‚słodkich bobaskach’ przerzucających piasek w piaskownicy. Ci ‚prawicowi’ i ci jeszcze bardziej ‚prawicowi’ bolszewicy nie nadają nawet na kierowników PGR-u, a zostali wybrani do rządzenia Polską i udawania opozycji.

  23. Pani Janino !
    Chętnie przyłączyłem się do RZACiKLB .
    Zdumiony jestem , że RAPORT będzie dostarczony VIP-om bez możliwosci weryfikacji tj. sprawdzenia ,czy tezy , wnioski , zarzuty mają potwierdzenie w dokumentach zródłowych . Mogę nie znać ustawy, ale Marszałek Senatu zapowiadający weryfikację raportu >Borusewiczu Kochany ,naprawdę nie wiesz co sam uchwaliłeś ?!.
    Bardzo dziwne państwo -okresu Kaczyńskich. Jest wysoce prawdopodobne ,iż tajny zespół Antoniego i on sam bedą wleczeni za kilka lat po sądach ,a może nie będą ” wleczeni”, tylko po prostu doprowadzani przed oblicze Sądu . Muszą pamietać ,iż wbrew deklaracji Jarosława Kaczyńskiego , nie będzie ON rządził, do 91 roku swojego życia .
    Jarosław Kaczyński ani Parasol ani Tarcza .
    ,

  24. Z cyklu – jak wygląda u nas realizacja hasła „gospodarka głupcze”.

    Prawdziwa perełka z dzisiejszej „Rzepy”

    http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070131/prawo/prawo_a_1.html

    „Audytorzy spółek państwowych mają wątpliwości, jak badać sprawozdania finansowe. Minister skarbu nakazał im sprawdzanie wszystkich dokumentów, choć zazwyczaj weryfikuje się je wyrywkowo. Czasem chodzi bowiem o miliony dowodów księgowych
    Nowe wymogi zawarte zostały w zarządzeniu ministra skarbu z 24 listopada 2006 r. regulującym zasady wyboru firmy audytorskiej przez spółki. Mają zastosowanie w jednoosobowych spółkach Skarbu Państwa oraz w spółkach, w których jego udział jest większy niż 50 proc. Obecnie jest to około 500 firm. Zarządzenie nakazuje, aby w tych podmiotach badanie METODĄ PEŁNĄ obejmowało dokumenty dotyczące: kosztów zarządu i sprzedaży, pozostałych przychodów i kosztów operacyjnych, kosztów i przychodów finansowych, zysków i strat nadzwyczajnych, rezerw i odpisów aktualizacyjnych oraz umów różnego rodzaju pośrednictwa. Jeśliby ten przepis rozumieć dosłownie, to weryfikacja ksiąg wielu firm będzie praktycznie niemożliwa, ponieważ oznaczałaby konieczność sprawdzenia nawet milionów dokumentów.
    (…)
    Istnieją także poważne wątpliwości, czy minister skarbu miał prawo do wydania takich regulacji. Krajowa Izba Biegłych Rewidentów przesłała sprzeciw w tej sprawie. Uznała, że zarządzenie jest próbą ustalania nowych zasad wykonywania badań sprawozdań finansowych i to w sposób sprzeczny z ustawą o biegłych rewidentach, normami wykonywania zawodu biegłego rewidenta oraz nową dyrektywą z 17 maja 2006 r. regulującą zasady badania sprawozdań finansowych (2006/43/WE). ”

    Treść zarządzenia Ministra Skarbu jest tutaj (str. 5 paragraf 4 ust. 4 i 5):
    http://www.rzeczpospolita.pl/prawo/doc/zbr1106.pdf

    Jak czytam takie rzeczy dochodzę do wniosku, że może to i lepiej, że PiS nie zajmuje się gospodarką tylko likwidacją WSI, lustracją i dekomunizacją:-)

    –> YKW (14:11): dzięki za namiary na „raport Rokity”. Postaram go przeczytać i podzielę się uwagami na jego temat.
    pozdrawiam

  25. Proponuję zmodyfikować stwierdzenie o coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości (Kisielewski nie był tu pierwszym) na coraz bardziej otaczającą nas rzeczpospolitość.

  26. Dzien bez linczu agenta w plskich mediach jest dzisiaj dniem staconym bezpowrotnie:) im wyzej postawiony agent tym lepiej -gawiedz czeka przebierajac nogami na stracenie z wysoka w otchlanie swych dawnych idoli. w powietrzu wisi pytanie – kto nastepny? kazdy jest podejrzany, przy czym wystarczy samo pomowienie, wzmianka w dokumencie, by oglupiona propaganda tluszcza rzucala sie na ofiare rzadna krwi. opinia prawnikow nie ma zadnego znaczenia, sady sie nie licza , wyrok jest wykonywany na miejscu. publiczny lincz to dzis ulubiona rozrywka mas. kaczynscy i wrzaskliwa gromadka wokol nich p[odgrzewaja atmosfere do czerwonosci mowiac, raz ze ujawnia, raz, ze nie ujawnia, raz taki raport, raz inny, a do wybranych gazet trafiaja wybrane informacje.
    W tej sytuacji pani Janino prosze sie nie dziwic naszemu ruchowi. Nie chcemy brac udzialu w tym linczu. Oczywiscie nie mozna calej sprawy zostawic bez komentarza. Porzadne podsumowanie akcji lustracyjnej jest potrzebne i to zarowno jej skutkow jak i metod przeprowadzania lustracji . Nie gonmy jednak z wywieszonym jezykiem ze kazdym nowym tropem podrzucanym przez macierewicza.

  27. TRYLINKO:
    proponowal bym w przypadku J.K. pozostac przy niemcu i niemke pozostawic w spokoju,tak jak to zrobil juz dawno pulk. Lesiak ,inwigilujac prawice.
    Pozwole sobie postawic nastepujace pytanie: czy zdrowsza jest dla swiadomosci spolecznej ,mediow i dziennikarzy nie skrywana orientacja seksualna burmistrza Berlina, czy obluda i zaklamanie premiera Rzadu IV Rz-plitej.

  28. Jeszcze trochę o Raporcie Rokity. Szukam nadziei i dlatego w moim wpisie z 14:53 pytałem czy to aby na pewno jest tak, że ten raport to woda, a tak naprawdę to chodziło o polityczkę. Może jednak było w tym choć trochę sensu i dbałości o sprawy, o które politycy powinni dbać.
    Jeżeli rację ma marekk, że JMR próbował w ten sposób rozkręcić niemrawą Platformę, to ja jestem za. Bo jeżeli ma z tej nawalanki wyniknąć coś pozytywnego dla kraju, coś merytorycznego, to proszę bardzo, niech się nawalają. I to jest to pytanie: czy z tego coś wynika, czy to tylko bijatyka dla bijatyki.
    A jeżeli rację ma Jospin, że JMR chciał przenieść środek ciężkości dyskusji z lustracji na sprawy merytoryczne, to faktycznie należy mu się wiązanka kwiatów od RZACiKLB.

    foma – sorry, skąd mogłem wiedzieć:)

    I na koniec perełka. Marekk przypomina, że Lepper w końcu, po długich bojach, dobił się tych pieniędzy od Kaczyńskiego na swoją kampanię PRowską. I to pomimo, że Kaczyński go potraktował w taki sposób, że z początku nawet nie chciał się z nim spotkać. Przewidział to Gogol:

    „Znam takich którym po parę razy w twarz napluto, przysięgam. Ja też jednego znam: niebywale przystojny mężczyzna, cała twarz – jeden rumieniec. Ale tak długo i natrętnie domagał się od swego szefa podwyżki pensji, że szef stracił cierpliwość, plunął mu w twarz – przysięgam – i powiedział: „Masz – powiada – podwyżkę, i odczep się szatanie!” I mimo to podwyższył mu pensję. Więc co to szkodzi, że ktoś plunie? Inna sprawa, gdyby chusteczka była daleko. Ale wystarczy przecież sięgnąć do kieszeni i wytrzeć.”
    („Ożenek”, tłum. Julian Tuwim).

  29. „Być może Rokita chciał, aby go z Platformy wyrzucono”.
    Chciał i chce, bo nie ma lepszego pomysłu. Sam odejść z Platformy nie może, gdyż już zbyt wiele razy odchodził z różnych partii. Wolałby zatem zostać wyrzucony i zyskać przez to status męczennika.

    „Tusk Rokity nie wyrzuci, choć zapewne wielu by tego chciało”.
    Teza trochę ryzykowna, gdyż Rokita najwyraźniej gotów jest przypierać Tuska do ściany bardzo długo i bardzo mocno. Powiedziałbym nawet – coraz mocniej. I – co ważniejsze – kosztem Platformy, gdyż Tusk, zamiast skoncentrować się na roli lidera opozycji, musi znaczną część uwagi poświęcać niedoszłemu premierowi z Krakowa.

  30. jospin
    w poprzednim wpisie pyta co nalezy sadzic o porownaniu naszego premiera do putina ?
    po porownaniu brata blizniaka do kartofla juz nie poraza.
    tak na marginesie: w komentarzu po wyborach na jesieni 2005 niem Tageszeitung napisal ze wyniki wyborow w polsce sa na reke putinowi .
    porownanie K. do kartofla ma jeszcze jeden aspekt. sylwetki obydwu br. pasuja bardzo do zapyzialych , zatachlych domow mieszczanskich w ktorych zoneczki z niezwykla pieczotolowistoscia pielegnuja brzusiu swego mezusia gladzac ich po zapieranych pod pachami koszulach.
    zalatuje mi to bardziej moralnoscia pani dulskiej niz kartoflami.

  31. Szanowini Państwo,
    Do nowych wyborów na szcżęście juz nie długo. Tylko 2,5 roku. Więc czas szybko zleci. Dopiero co Pęczaka wsadzili a juz wyszedł i okazuje sie, że siedział już 2 lata. Migiem zleciało.Te rózne kombinacje,rozmowy, kłótnie i inne sensacje nie maja znaczenia. Posłowie dopiero od niedawna dobrze sie „osadzili” w rzeczywistości i muszę „odzyskać” to, co zainwestowali w wybory /np. nabrali pozyczek na kampanie/. Więc nikt z niczego nie bedzie wychodził ani nigdzie wchodził. Będzie taka sobie kompromitujaca młócka na słowa w ramach PO i poza ramami PO, miedzy PiS a Giertychem i Leperem, wszystkich ze wszystkimi a więc działania pozorne. A ludzie prości są coraz bardziej świadomi. Bo bloguja i to coraz intensywniej. To jest super, bo to jest wolne słowo wolnych myslacych ludzi.
    Przed chwila słuchałem wywiadu M.Olejnik z marszałkiem Senatu. Genialne. Powiedział bardzo powaznie, że on bedzie weryfikował materiały o WSI. No ciekawe na jakiej podstawie. On przeciez ma prawo tylko trochę wczesniej od nas ten raport przeczytać. Podobnie jak wicepremierzy. Czyżby oni też chcięli coś weryfikować? Byłem w kinie na „Królowej”. Proponuje nakrecić film o polskim dworze. Jesli chodzi o wydatki to sa to porównywale dwory. Na filmie podano, że królowa wydaje 40 mln funtów. A u nas 160 milionów pln, co bez przerwy podkreślam, bo to jest najważniejsz. Co my za to mamy? O królowej coś sie dowiedziałem, na co ta kasa idzie. Ciekawa była zwłaszcza relacja miedzy królową a premierem.
    pozdrawiam oprymistycznie. czas działa na korzyśc ludzi cierpliwych.

  32. Pisze Pani
    Teraz przeciwnie – mówi, że nie należy rządu oceniać przez te dwie sprawy, tylko przez inne osiągnięcia, ale nie dodaje, jakie. Może się więc okazać, że afery to nie były w WSI (choć pewnie i tam jakieś były), ale wielką aferą jest rozwiązanie tych służb.
    Może Podyskutujemy o tym kto i jak odpowie za to kuriozalne osiągnięcie

  33. Witam Panią Redaktor i wszystkich blogowiczów.
    Zabieram głos po raz pierwszy w Internecie i chciałam się przedstawić. Czytuję wypowiedzi w różnych blogach. Zdecydowałam się na wypowiedź w Pani blogu bo, czytuję felietony pisane przez Panią od zawsze, urodziłam się w 1950r. Tematy przez Panią poruszane zawsze są ważne ale dziś chciałam zabrać głos nie w sprawie P. Rokity. Powodem dla którego, zdecydowałam się napisać jest „awantura w Teatrze Powszechnym” i w moim mniemaniu nie jest to sprawa lokalna ani błaha. Młody człowiek przelał na papier swoje poglądy. Niby dotyczą one spraw wewnętrznych Teatru Powszechnego ale, według mnie to jest problem nas wszystkich. Pan Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej napisał, że szum wokół ?manifestu? (mój cytat) wyciągniętego z szuflady (czy ktoś przeszukiwał biurko P.Bolesto), odwraca uwagę od sytuacji w Teatrze Powszechnym. Używanie słowa manifest w kontekście tego ?papieru? jest nobilitowaniem prostactwa i chamstwa. Przecież nie jest przyjętą normą życia społecznego, że ktoś pluje innemu człowiekowi w twarz, dlatego, że jest stary, ma inne poglądy czy popełnił błąd. Jak stare przysłowie mówi ?ryba psuje się od głowy?. Przyzwoleniem na takie zachowanie P. Bolesto jest to, co dzieje się na scenie politycznej zaczynając od najwyższych głów w państwie a kończąc na opozycji i tego co dzieje się w kościele polskim. Czy ktoś wychowywał tego młodego człowieka?. Czy w jego domu prowadzono rozmowy używając takiego słownictwa na poparcie swoich poglądów czy wyłożenie swoich racji?. Jakich miał profesorów? (zakładam, że skończył studia), czy może wykłady były prowadzone takim językiem?. Co było przedmiotem tych wykładów, że młody człowiek zieje taką nienawiścią i w taki sposób wyraża swoje poglądy. Kto go uczył i wychowywał, że gdy dostał taką szanse w życiu potrafił tylko tak się zachować.
    Młodzi ludzie są przyszłością naszego kraju, dlatego muszą mieć dobre wzorce i być dobrze wykształceni (w tym również dobrze wychowani). Żeby byli dobrze wykształceni muszą mieć nauczycieli z powołaniem i dobrze opłacanych. Dobrze opłacanych dlatego, żeby tego zawodu podejmowali się najlepsi i tylko temu zawodowi się poświęcali. Gdy będą dobrze opłacani podniesie się prestiż tego zawodu. Dlatego ministerstwo edukacji powinno być jednym z najważniejszych ministerstw. Ministrami edukacji powinni być ludzie o autorytecie uznawanym przez wszystkie opcje.. Naród nie składa się ze zwolenników tylko PiS, czy tylko każdej innej partii. Edukacja młodych ludzi jest równie ważna jak dzietność ( żeby była jasność nie mam i nie miałam nic wspólnego ze szkolnictwem)
    Mianowanie odpowiednich ludzi na odpowiednie stanowiska jest gwarancją sukcesu. Zespołowi Teatru Powszechnego życzę lepszych wyborów. To jest mój teatr, wychowałam się na Pradze i życzę mu żeby jak najprędzej uporał się z kłopotami.
    Przywódcom różnych partii życzę opamiętania. Wszystkim polecam film ?Królowa?. Jest to film wielowątkowy każdy może znaleźć w nim coś dla siebie. Proszę zwrócić uwagę na ostatnie kadry filmu gdy premier relacjonuje J.W. Elżbiecie II nad czym w pierwszej kolejności będzie obradował parlament. Pozdrawiam Panią Redaktor i przepraszam, że nie na temat i długo.

  34. O falstarcie, czy występie prymusa tyle już napisano, że szkoda już słów. Ale ja widząc jak nazajutrz rano PiS w zachwycie o Rokicie, to pomyślałam sobie, że Platformie chociaż jeden ciężar spadł, bo już nie będzie akcji o Śpiewaku – „Jak Pan mógł?” . No i proszę sprawdziło się, nikt Śpiwewaka się za wywiad nie czepia.
    Swoją drogą to w tej sprawie były dwa falstarty: w niedzielę w południe Rokity, w poniedziałek rano PiSu.

  35. Dzień dobry,
    jestem nowy na tym blogu.
    Generalnie współczuję trochę p. Janinie Paradowskiej, która, jako komentator polityczny, z zawodowego obowiązku musi zastanawiać się nad kwestią, czy i w jaki sposób Rokita pożegna się z Platformą. Albo czy Lepper jest ojcem kogoś tam i czy w związku z tym koalicja przetrwa. Współczuję też, że pisać musi o likwidacji WSI i tych wszystkich „porażających” rzeczach, jakie się z nimi wiążą. A współczuję dlatego, że gdybym ja miał o tym wszystkim pisać, czyli chcąc nie chcąc – zajmować się tymi tzw. problemami, to miałbym wrażenie, że piszę o niczym i zajmuję się niczym. Co oczywiście nie zmienia faktu, że analiza tego „niczego” wymaga takiej samej staranności, jak analiza kwestii naprawdę istotnych. Innymi słowy, szkoda trochę czasu i talentu, żeby wnikać w psychikę Rokity albo DNA Leppera. Ale cóż, takie czasy. Społeczeństwo wybrało.
    Myślę, że każdy w miarę inteligenty człowiek wie doskonale, że np. „afera” z WSI to nie żadna afera. Przecież czy ta „afera” różni się czymś od „afery” Oplenu albo prywatyzacji PZU? A kto o nich teraz pamięta? I czy jest w Polsce chociaż pięć osób, które rozumieją, o co z tym Orlenem chodziło? Kiedy za jakieś 3 tygodnie skończy się afera WSI, będzie na pewno jakaś nowa afera, i tak dalej. Przecież na tym tylko polegają rządy Kaczyńskich – jak najwięcej pomówień, jak najwięcej szumu, bo w jakiś sposób trzeba zatuszować totalny brak pomysłów i kompetencji.
    Dlatego współczuję p. Paradowskiej (nie tylko jej, oczywiście), że zdając sobie z tego wszystkiego sprawę, musi jednak o tym pisać. To są z pewnością dobre czasy dla satyryków, natomiast dla poważnych komentatorów już chyba nie.
    Podobnie jak wielu moich znajomych mimowolnie czytam jednak gazety i dowiaduję się o kolejnych aferach, komisjach, zlustrowanych i całym tym szambie. Mam nadzieję, że potrwa to jeszcze najwyżej dwa i pół roku, po czym IV RP zdechnie śmiercią naturalną w następnych wyborach.

  36. Marku Piegusie!
    Rewelacyjnie na temat przez Ciebie poruszony pisze w „Polityce” Żakowski.

  37. Witam Panią Redaktor i Blogowiczów!
    Zabieram głos po raz pierwszy w Internecie. Zdecydowałam się na wypowiedź w Pani blogu bo czytuję Pani felietony od zawsze i miała Pani ostatnio nowe doświadczenie związane z teatrem. Tematy przez Panią poruszane zawsze są ważne ale dziś chciałam zabrać głos nie w wsprawie Pana Rokity, PO, Precydenta W-wy czy jakiegoś agenta.
    Powodem dla którego zdecydowałam się zabrać głos jest „awantura w Teatrze Powszechnym” i wydaje mi się, że nie jest to sprawa lokalna ani błaha. Młody człowiek przelał na papier swoje poglądy. Niby dotyczą one spraw wewnętrznych Teatru Powszechgnego ale, wydaje mi się, że problem dotyczy nas wszystkich. Pan Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej napisał, że szum wokół „manifestu” (cytat mój), wyciągniętego z szuflady (czy ktoś przeszukiwał biurko P.Bolesto), odwraca uwagę od sytuacji w Teatrze Powszechnym. Używanie słowa manifest w kontekście tego „papieru” jest nobilitowaniem niegodnych zachowań. Przecież nie jest przyjętą normą życia społecznego „plucie ludziom w twarz” dlatego że są starzy, mają inne poglądy czy popełnili błąd. Jak stare przysłowie mów, „ryba psóje się od głowy”. Zachowanie P.Bolesto jest wynikiem tego co dzieje się w naszym kraju, poczynając od ekipy rządzącej państwem przez opozy do tego co dzieje się w kościele. Czy ktoś wychowywał tego młodego człowieka? Czy w jego domu prowadzono rozmowy używając takiego słownictwa na poparcie swoich poglądów czy wyłożenie swoich racji. Jakich miał profesorów? (zakładam, że skończył studia), czy może teraz prowadzi się wykłady takim językiem?. Co było przedmoitem tych wykładów, że młody człowiek zieje nienawiścią i w taki sposób wyraża swoje poglądy? Kto go uczył i wychowywał, że gdy dostał taką szansę w życiu tylko tak potrafił się zachować.
    Młodzi ludzie są przyszłością naszego kraju, dlatego muszą mieć dobre wzorce i być dobrze wykształceni (w tym również dobrze wychowani). Zeby byli dobrze wykształceni muszą mieć nauczycieli z powołaniem i dobrze opłacanych. Dobrze opłacanych dlatego, żeby tego zawodu podejmowali się najlepsi i tylko temu zawodowi się poświęcali. Gdy będą dobrze opłacani podniesie się prestiż tego zawodu. Dlatego też ministrami edukacji powinni być ludzie o najwyższym autorytecie, uznawanym przez wszystkie opcje. Edukacja narodu jest równie ważna jak dzietność. (żeby była jasność nie mam nic wspólnego ze szkolnictwem).
    Mianowanie odpowiednich lidzi na odpowiednie stanowiska jest gwarancją sukcesu.
    Zespołowi Teatru Powszechnego życzę dobrych wyborów. To jest mój teatr, wychowałam się na Pradze.
    Przywódcom różnych partii życzę opamiętania.
    Wszystkim polecam film „Królowa”, jest to opowieść wielowątkowa. Każdy w tym filmie znajdzie coś dla siebie. Proszę zwrócic uwagę na ostatnie kadry filmu, gdy premier relacjonuje J.W. Elżbiecie II nad czym w pierwszej kolejności będzie obradował parlament.
    Pozdrawiam Panią redaktor i Blogowiczów i przepraszam, że nie na temat i długo

  38. A ja mam wrażenie, że z Janem Marią jest wciąż more of the same, jak mówią komentatorzy za oceanem. Ten facet się w ogóle nie rozwija – tkwi w mentalnych okopach z wczesnych lat 90-tych i nie dostrzega zmian wszystkiego dookoła. Pod tym względem pasuje do Bliźniaków i ich kompanii, jak ulał. Z tego powodu oczyma duszy widzę rozjechanie się PO na dwie „nierówne połowy”, choć rozsądek podpowiada, że dla PO nie byłby to najlepszy ruch.

  39. Nie zgadzam się ideą RZACiKLB. Według mnie „wewnetrzna emigracja” bardziej wrazliwej estetycznie części wyborców jest częścią strategii rządzącej ekipy (i niestety częściowo również tej, będącej w opozycji).

  40. Tytuł przepyszny!

    Obawiam się jednak, że Rokita Wiecznie Żywy

    chylę (wirtualnego) kapelusza…..

  41. Lubię czasem posłuchać elokwentnych komentarzy Rokity, ale sądzę, że PO może się go pozbyć i nie odczuje wielkiej straty. Obserwowałem z bliska polityków PO w trakcie wyborów samorządowych. Tusk Komorowski i kilku innych peregrynowało wtedy po Polsce wspierając kandydatów Platformy. Takie jeżdżenie na setki spotkań z komitetami i z wyborcami, ściskanie rąk i zagrzewanie do boju to codzienna żmudna praca polityka. Gdzie był wtedy Rokita? Siedział w Krakowie i udzielał telewizyjnie wsparcia kandydatowi PIS-u. W trakcie parlamentarnej kampanii wyborczej również nie dało sie zauważyc, żeby ten polityk wykonał wielką pracę. Myślę, że tak naprawde J.M.R. jest leniwy i dlatego stworzył wokół siebie nimb wielkiego stratega, który siedzi w zaciszu gabinetu i pisze program. Gdyby naprawdę coś pisał to jego ulubionym medium byłyby poważne gazety, które mogą sobie pozwolic na publikacje głębokich analitycznych tekstów. Tymczasem Rokita naprawdę kocha tylko telewizję dzięki której siedząc w wygodnym fotelu może podziwiać swój wizerunek jak na leniwego narcyza przystało.

  42. Do nowych wyborów już tylko 2,5 roku – fakt. Ale wyniki sondaży zdają się upływu czasu nie odczuwać: PO 30%, PiS 28%. Albo na odwrót. Obawiam się, że zbliżamy się do etapu południowo-amerykańskiego: dwie zwalczające się frakcje, dla których poparcie w zasadzie nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek politycznymi wydarzeniami, decyzjami, programami etc. a jest tylko kwestią emocji i przyzwyczajenia.

  43. Do InDoor.
    To nie przejaw wewnętrznej emigracji tylko zdrowego rozsądku. Osobiście nie zamierzam dać się zamulić medialną kampanią w sprawie szpiegów. Obserwuję inne obszary polskiego życia, które mają istotny wpływ na moje własne. Na przykład sprawę amerykańskiej tarczy antyrakietowej do obrony USA na polskim terytorium, widmo bankructwa ZUS i służby zdrowia, zatruta mąka, znowu podniesione podatki, znowu bardziej skomplikowane przepisy gospodarcze, znowu nieudany bój o prezesurę w PKO BP, gdzie miliony Polaków trzyma swoje pieniądze itd. itp. Mityczni szpiedzy to dobre dla bezrefleksyjnych oglądaczy. Przejawem wewnętrznej emigracji byłoby nieuczestniczenie w wyborach. Na te pójdę zawsze, choćby HGW ku mojej wściekłości i 10 razy nie złożyła oświadczenia majątkowego. Zwłaszcza w kontekście szwindla z prawem jazdy miłościwie nam panującego Wojewody Mazowieckiego z namaszczenia Braci Trzymających Władzę.

  44. Brawo, Broniusz! Tez jestem prawnikiem, chociaz z poteznym stazem zawodowym, i w zupelnosci sie zgadzam z tym, co piszesz o stanie prawa i panstwa prawa.

    Ziobro jest zwyczajnym niefachowym palantem, a to, ze Wprost wywindowalo go na miejsce czlowieka roku tylko potwierdza to, co o Wproscie mysle: ze w pogoni za czytelnikiem robi sie ono coraz gorsza szmata. Za kazdym razem, kiedy napisza oni o prawie, rece i nogi opadaja w reakcji na taki poziom powierzchownosci i kompletnego dyletantyzmu. Nic dziwnego, ze Ziobro im sie podoba.

    Pocieszajace, ze nie wszyscy mlodzi zajeci sa kombinowaniem jak by tu, przy pomocy teczek i insynuacji, dowalic starym, tylko rzetelnie mysla o panstwie i warunkach wykonywania swojego zawodu.

  45. „Nasza waadza” odbiera pieniądze szpitalom. Na co je wydaje? Na państwowe kopalnie i huty, aby pokryć straty, które one przynoszą. Szpitalom nie wolno. Los szpitali zależy od wyników ekonomicznych. Państwo, za nasze, podatników pieniądze, jest właścicielem ciężkiego przemysłu. Służbie zdrowia pozwala bankrutować, a najlepiej w ogóle by się jej pozbyło. Chyba, że wykupimy dodatkowe „ubezpieczenie”.
    To połączenie komunizmu z XIX wiecznym kapitalizmem to właśnie „Polska solidarna PiS”.

  46. Jarek 9,51 – doskonale opisałeś JMR! Ja od dawna zastanawiam się jakim cudem ten nadęty mitoman uchodzi za wytrawnego polityka, jego wywiady, jego opinie, jego wizerunek, jego kapelusze i kołnierz kratką podbity et cetera bomba noch einmahl! No i ostatnio jeszcze jego Nelly! Mam wrażenie, że właśnie dlatego, że nigdy nie oddala się od kamer i mikrofonów. Jest pod ręką, jak Gosiewski i zawsze ma coś do powiedzenia, trzeba, czy nie trzeba.
    Leniwy polityk, dla leniwych dziennikarzy.
    ;
    Co do RZACiKLB – może nie jestem absolutnie apolityczna, ale za to zupełnie bezpartyjna. Dyskutować trzeba o wszystkim.
    W granicach zdrowego rozsądku. 😉

  47. Witam, miało być o Rokicie, ale dzisiaj rano wysłuchałam konferencji prasowej wojewody mazowieckiego i nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Ten pan jest równie elokwentny, błyskotliwy i przenikliwy w swojej mądrości co pan Skrzypek, nawet jakieś wizualne podobieństwo dostrzegam. Ale serio to kolejna „chybiona” nominacja pis-u, kolejna kompromitacja z której pewnie nie wyniknie nic na przyszłość – niestety. Czytam, ze minister Dorn wystąpił o odwołanie wojewody, ciekawe kto go zastąpi, bo kadrowa stajnia PiS -u, chyba pusta! Ale jak pan wojewoda zna się na prawie samorządowym tak jak na kwestiach związanych z prawem jazdy, to może jest coś na rzeczy w tłumaczeniach HGW, że nie udzielił w kwestii oświadczeń majątkowych właściwej odpowiedzi 🙂
    Pozdrawiam i TOPOLOWKA z tym ministrem Ziobro ostro pojechałas, ale zgadzam się co do jego intelektualnych walorów 🙂

  48. Teraz chciałem wrzucić kamyczek do naszego ogródka.
    Mam mianowicie na myśli tropienie układu. Czytałem ostatnio artykuł dotyczący Senatora Stokłosy. Działał sobie ten pan w taki sposób, że pod jego dyktando działały wszystkie instytucje państwa. Wystarczyło odrobinę korupcji przemieszać z sporymi znajomościami w terenie. Można przypuszczać, że w podobny sposób mogło działać wiele małych kombinatorów, którzy wiedzieli, kiedy i co mają kupić jak załatwić odpowiednie pozwolenia oraz w jaki sposób przysłonić swoją nielegalną działalność przed organami ścigania.
    Inny przykład to jest klika urzędnicza panosząca się w ministerstwie finansów. Pod bokiem miłośnie nam panujących rozwinęła się hydra, która wiedziała, w jaki sposób wykorzystać swoje możliwości w dziedzinie umorzeń podatkowych na podstawie odpowiednich datków.
    Pewnie przykładów jest wiele więcej. Wspomnę tylko o mafii paliwowej, której macki sięgały szczytów władzy w policji.
    Z tych tylko kilku przykładów można wysnuć tezę (i ja mam właśnie taki zamiar), że nasza Polska nie jest do końca zdrowa. Istnieją w niej nieprawidłowości, które trzeba zwalczać i nieprawdą jest stwierdzenie, że liczy się tylko gospodarka. Gospodarka m prawo rozwijać się jedynie w sytuacji, w której nie jest tłamszona przez lokalne sitwy.
    Zaniedbania na tym polu były spore i cieszę się z faktu, że ktoś się za te sprawy wziął.

    Najprawdopodobniej w WSI działy się rzeczy równie niedobre (np. sprzedaż broni mafii). To, co stało się jednak dzieje w sprawie ich likwidacji woła o pomstę do nieba. Okazało się, że są ludzie pomówieni o współpracę z WSI, którzy nigdy tej współpracy nie podjęli. Do pomyłki przyznali się również autorzy pomówień.

    Dlatego chciałem zaapelować.
    Są sprawy, które trzeba załatwić i nawet nie mierzi mnie tak bardzo uznanie ich za priorytet (choć jak kiedyś pisałem władza to praca zespołowa i zespół powinien w miarę możliwości realizować jak największą ilość zadań). Uprasza się jednak, aby wszelkie nieprawidłowości podczas ich załatwiania były ścigane z równą pasją.

  49. topolowka, Broniusz mam do Was pytanie. Czy nie mieliście problemów z rozpoczęciem swojej kariery prawniczej? Czy przypadkiem nie widzicie potrzeby ucywilizowania tej sprawy? W jaki sposób Wy byście to załatwili?

    Ja nie jestem prawnikiem. Mam znajomego, który twierdził, że problemy są ogromne. Co prawda jest to bardzo daleki znajomy dlatego chciałem jeszcze skonsultować swój niewyrobiony pogląd na tą sprawę z innymi ludźmi, którzy być może mieli podobne problemy. Chyba, że problem jest tylko sztucznie nadmuchany.
    Proszę nie traktujcie mojej wypowiedzi jako atak na cokolwiek związanego z prawnikami. Chciałbym wyrobić sobie zdanie na ten temat.

  50. Wojewoda mazowiecki padł na polu wątpliwej chwały, bo min. Dorn nie wytrzymał i zawnioskował o odwołanie. Teraz pora na tęgie głowy prawników; jak w tej sytuacji poradzić sobie z problemem HG-W? Nie jestem prawnikiem, ale ciekawość nie daje mi usiedzieć na miejscu. Co dalej???
    ;
    Na jednym z wpisów w GW znalazłam rozszyfrowanie tytułu tego blogu – skrót myślowy, to patrzeć na obu braci, a widzieć jednego!!! Ładne co nie?:-D

  51. Absolutnie nie zgadzam się z Topolowką. Ziobro jest BARDZO fachowym palantem, zaś jedyną rola jaką ma spełnić ( oprócz nieustającego lansu) to dusić w zarodku wszystkie dochodzenia i zagrożenia dla PIS. Wywiązuje się z tego znakomicie. Podejrzewam że nawet nagłośniona sprawa wojewody Dąbrowskiego zostanie zamieciona pod dywan i umorzona z powodu znikomej szkodliwości. Wszystkie inne afery, np Netzela Sośnierza czy Kazia ( łapówki od zaprzyjaźnionego biznesmena , wyjazdy na narty etc) już zamieciono, sprawa nadużyć w SKOK wogóle nie ruszyła z miejsca. Ale predzej czy później także i Ziobro stanie przed Trybunałem i wtedy bedzie z nim bardzo cienko.

  52. Stary ! (obywatel)
    Likwidacja WSI, sposób, w jaki się odbywa i postawa mediów wobec poszczególnych graczy (zlikwidowanych, likwidarorów, współpracujacych w róznych okresach na róznych zasadach) według mnie wymaga komentarzy. Nie chodzi o to, by wsłuchywać się w brednie Jachowicza i wdawać się w dyskusję merytoryczną. Tylko by komentować sposób i potencjalne skutki.
    Tym bardziej, że jak dobrze się przyjrzeć to jest to fragment wiekszej całości, całośc ta polega na kwestionowaniu legalności państwa o nazwie PRL i docelowo ma doprowadzić do przyspieszonej wymiany generacji we wszystkich dziedzinach zycia. Gorzej, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa „młodzież” który coraz głośniej optuje za taką alternatywą, ma wyraźne skłonności totalitarne a w ten sposób zbudowana „elita” będzie w założeniach zakłamana. Nie wiem czy się powinno milczeć.

  53. Dylemat na linii Tusk-Rokita jest efektem, wydaje mi się, dość mizernej klienteli wśród społeczeństwa polskiego dla polityki, a raczej dla demagogii liberalnej. Rokita co prawda podpisał się pod 3*15, co jest nawiasem mówiąc hasłem równie śmiertelnym jak to o Nicei, może nośnym w niektórych kręgach, ale nie czyni jeszcze z Rokity prawdziwego liberała. Ciekawe, że etykietka liberalno-konserwatywny wzbudza wśród intelektualnej elity uśmieszek kpiny. W końcu jest/było kilku znakomitych liberalnych konserwatystów – Michael Oakeshott, czy konserwatywnych liberałów – – lord Dahrendorf. Zasadniczo Rokita pasuje do Tuska, w końcu liberalny Tusk gwarantował PO stabilne 12-13% poparcie, a konserwatywny Rokita dorzucił do niego drugie tyle. Ale wnoszę z różnych sygnałów, że idzie o ?charakter Jasia?.

  54. Witam. Ech czlowiek chwilke sie zagapi i juz tyle komantarzy. Ja chcialbym powiedziec ze kwestja czy Rokita odejdzie czy mu delikatnie podziekuja jest zupelnie nieistotna z punktu widzenia wyborcy, nawet tego niezaangazowanego. Problem z Rokita jest taki ze jest mu charakterologicznie blizej do JK niz do PO. Rokita jak ukladal swoj program bedac niedoszlym premierem z Krakowa ( swoja droga co za szczwany PR-owiec mu ten tekst podsunal, wiedzac ze POlacy najmniej lubia tych „Hej do przodu”) to to musialbyc program „autorki”, jego, wlasny, tajny i wogole, a nie wspolny, PO, dla ludzi. To podejscie bardzo laczy go z JK. Obaj nieufni, obaj opetani zadza wladzy dla wladzy ( ani JK ani tez Rokicie nie wierze ze mysla o wladzy jako srodku do osiagniecia celow dobrych dla kraju, obaj obsesyjnie mysla o wladzy jako celu ostatecznym i choc sa ludzie co obu nie odmawiaja talentow ide o zaklad ze po osiagnieciu wladzy Rokita spalilby sie tak samo jak robi to JK), obaj chca miec podwladnych, byc samotnym liderem, obaj maja sklonnosc do dramatyzmu na scenie, obaj sa niezrealizowani ( choc JK chyba w koncu sie realizuje, co tym bardziej Rokite musi denerwowac) itd. A w platformie to taki Rokita sie jednak nudzi, cicho tam i spokojnie, majac Tuska za lidera wiecej sie spodziewac nie mozna ( ech moze w koncu KOmorowski wykarze wiecej ikry i przejmie stery) wiec nie ma co sie dziwic ze R naciaga strune. Ale jak JK zaplatal sie w mierna moralnie koalicje tak R zaplatal sie w te swoje cierpienia za milony. Ech taki romantyczny bohater tragiczny. Brr strasznie to wrozy dla POlski. Dlatego uwazam ze dobrze ze R jest powoli maginalizowany lub tez sam sie marginalizuje. Im szybciej tym lepiej dla wszystkich. Natomiast to wogole nie jest problem jako taki. To po prostu nuda jednego frustrata rozciagnieta na milony za posrednictwem mediow (ale to to juz chyba smutna norma). Problemem jest ze tak naprawde ten zaprezentowany program naprawy ani nie jest nowy ani nie jest odkrywczy ani nic nie rozwizuje w zyciu szarego wyborcy. Takie bicie piany na ekranie. I to martwi. Martwi rowniez to ze po raz kolejny jest to proba walki o te 5% wyborcow wsrod „moherowych beretow” zamiast o 20% wsrod tych co nie poszli do glosowania (dla przypomnienia jakies ~60%). I to jest cos co nie powinno nam tu umknac. A to ze sie jakis polityk frustruje bo czuje sie niezrealizowany albo bo mu zona kolki na glowie ciosa (Nelly mi na taka wyglada ostatnio) to co to kogo obchodzi. Media moze? Ale nas?? Nas powinno obchodzic ze nas nie ma w swiecie ze w Davos nas nie ma, ze w europie nas nie ma, ze nigdzie nas nie ma jako panstwa jako Polska. Ale to panow JK i R nie frustruje, a powinno sen z oczu spedzac… POzdrawiam

  55. Szanowna Pani Redaktor,
    Wszedłem po raz pierwszy na Pani blog z czystej ciekawości, no i oczywiście żeby po raz kolejny usłyszeć głos rozsądku, którym niewątpliwie Pani jest w naszym życiu publicznym. Jestem bardzo miło rozczarowany tym, co widzę, a mianowicie faktem Pani interakcji z komentatorami tego bloga. Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś zgoła innego.

    Odnosząc się do sytuacji w PO, chciałem zauważyć miałkość i plastikowy wizerunek jej nominalnego lidera – Donalda Tuska. Polityk ten, sam właściwie nie wie, czego chce, no może poza niezaspokojonym pragnieniem władzy, z pewnością jednak nie ma długofalowej koncepcji na działanie Platformy w warunkach opozycji. Tak naprawdę partia ta nie przedstawiła żadnego sensownego programu, nawet po ostatnich wyborach samorządowych, co pozwala wątpić w jej przetrwanie, jako liczącej się siły politycznej, do następnych wyborów parlamentarnych. Trochę w tym kontekscie nie dziwi mnie postawa Jana Rokity, który bez wątpienia jest politykiem ambitnym z dużą dozą pociągu do władzy. W swojej partii jest natomiast niejako na bocznym torze i zrozumiałe są działania Tuska, zmierzające do marginalizacji Rokity. W Platformie rozgrywa się walka o przywództwo i Tusk doskonale wie, że z Rokitą będzie mu bardzo trudno tę walkę wygrać. Sam niedoszły „premier z Krakowa” chyba jeszcze nie ma na tyle siły, by próbować tworzyć jakąś wewnętrzną opozycję w Platformie, a tym bardziej nową partię polityczną, którą należałoby powołać do zycia w jakimś rozsądnym terminie przed wyborami. Być może jego obecne działania to jakaś próba wysondowania, na ile może sobie pozwolić i jakim poparciem dysponuje. Zastanawia też spotkanie z Marcinkiewiczem, do którego ten odniósł się na swoim blogu. Przypuszczam, że obaj politycy nie spotkali się jedynie w celach towarzyskich, a wymiana poglądów dotyczyła pewnie jakichś konkretnych spraw. Obaj są w jakimś sensie wyoutowani w swoich partiach, a taka sytuacja zbliża, tym bardziej że podobno zgadzali się w większości spraw w 99%.
    Jest jeszcze jedna teoria, która przychodzi mi do głowy. Być może Rokicie chodzi o to, by Platforma przestała zachowywać sie jak znieważona panna młoda, pozostawiona na ślubnym kobiercu przez swego oblubieńca (PIS), a zaczęła działać w jakiś konstruktywny sposób, najlepiej na podstawie przejrzystego programu? Ciekaw jestem tylko na jak długo starczyłoby konsekwencji Tuskowi. Czasami odnoszę wrażenie, że ten polityk byłby gotów do rozmów z PIS o koalicji w każdej chwili, gdyby tylko partia braci Kaczyńskich wyrzekła się Leppera i Giertycha. I jest to trochę smutne, bo Tusk krytykując PIS tak naprawdę światopoglądowo nie bardzo różni się od swoich antagonistów. Trudno mi wyobrazić sobie np. Niesiołowskiego, który by zszedł z pozycji konserwatywnych będąc przy władzy. A ponieważ przy niej nie jest, to pozostaje mu używać ciętego języka do tworzenia barwnych porównań Kaczyńskiego i Gomułki. Rokita w tej całej układance nie pasuje, jak kawałek ze zdekompletowanego pudełka puzzli, jego indywidualizm nie pozwala mu siedzieć cicho, a skoro nie może mieć władzy premiera lub ministra, to zabiega chociaż o namiastkę w postaci władzy we własnej partii. Pozostaje jeszcze pytanie na ile dziś Platforma jest jeszcze partią Rokity? Na nie niestety nie znajduję odpowiedzi.

  56. Jospin,

    ja jestem prawnikiem młodym (trochę ponad 4 lata po studiach), pracuję w zawodzie (o ile prawnik to zawód), na aplikacji nie jestem bo do egzaminów nie podchodziłem (interesuje mnie doradztwo podatkowe), natomiast w kancelarii pracują ze mną moi rówieśnicy, którzy na aplikacje się dostali. Nie było im łatwo, do egzaminów podchodzili kilka razy, ale udało im się. Nikt z nich nie pochodzi z prawniczej rodziny, co więcej, wszyscy pochodzą z terenów dość dalekich od Poznania, gdzie dostali się na aplikacje. „Pleców” na egzaminach na pewno nie mieli.

    Co do Ziobry – bardzo mnie rozbawiło, jak człowiek po bez etatowej aplikacji prokuratorskiej ubzdurał sobie, że może narzucić prof. Sołtysińskiemu (guru w kwestii Kodeksu spółek handlowych) maksymalna stawkę wynagrodzenia za godzinę doradzania ORLEN-owi. Kabareciarze nie mają żadnych szans.

  57. DO Jarka 07.0201 godz.09.51
    Tak mi sie w wydaje ,że trafiłeś Jana Rokitę w miękie podbrzusze . medialny, ale tylko w radio i TV .
    –Trybun spotykający się z wyborcami -nie ma szans , powiedziałbym brak w tym męższczyżnie męskości , nie bardzo męska mimika , ubiór ,chód . Dalej nie brnę .
    Gabinetowy polityk , w PO jest taki potrzebny, ale nie jako medalowy Lider . Poza Platformą zniknie jak znika powoli Kazimierz Marcinkiewicz , czy wychylajacy głowę z nizin , pan Płażyński.Panowie zupełnie przypadkowo są podobni do siebie ,bo łysi.
    Patformą kierować bedzie grupa Gdańsko -Wrocławsko- Warszawska , a z jakim skutkiem ,to zobaczymy !.

  58. Wszystkim zalecałbym obejrzenie filmu „Jak to sie robi” Marcela Łozinskiego.Obiektywny obraz polskicj polityki i polityków.Zreszta to film szkoleniowy i kazdemu kto pracował w jakimś porządnym koncernie sprawa znana ze szkoleń w dziedzinie komunikacji i prezentacji. Ale tu na przykładach z życia wszystko jest prawdziwie opisane. Samo życie -nasi obecni politycy to wydmuszki, bez idei, kompetencji itd itp. W filmie jest tez ocena p.Tymochowicza nt. polskiego społeczństwa, które jest cytuję:”Ch….owe” a poza tym bezideowe, głupie i co tam jeszcze nie pamiętem. Więc drodzy blogowicze jesli chcielibyście zmienic taką fachowa ocenę i nie narzekać zastanówcie sie troche i weźcie do roboty. Polega to na patrzeniu co rzadzący i opozycja robia, a nie mówią. Bo na razie to mówia, mówią i mówią! A dziennikarze niech pisza co politycy robia i czego nie robia. To jest dziennikarstwo na dzisiaj -obiektywne raporty, artykuły o sprawach, a nie o jakimś tam Rokicie, który nie ma dla nas zadnego znaczenia.. Konkretnie. Dlaczego np. nie ma hałasu że w budzecie nie ma ani grosza na metro w Warszawie itd., że kolejne kilkadziesiat milionów odebrano na remont Aj Jerozolimskich To są fakty, świadczace o tym, że PiS walczy ze społeczeństwem w Warszawie. Kolejna zemsta na ludziach w Warszawie niby warszawskich patriotów. Więc, jak juz wspomniałem w poprzednim lisciku z przedwczoraj rozum ma szanse najwcześniej w nastepnych wyborach, a teraz jest czas na myslenie i przygotowywanie sie do zwyciestwa nad szaleństwem. Oj zbiera sie zbiera. Dlatego HGW musi zostać za wszelka cenę w Warszawie, a FIFA wygrac z PiSem nasza piłke nozna, a Lipiec musi odpowiedzieć za naduzywanie słuzbowej karty. Prasa ma otakich faktach trabić jak cholera.. Rokita ze swja gadką jest w tej sytuacji totalnie bezsensowny.

  59. InDoor: RZACiKLB nie ma nic wspólnego z wewnętrzną emigracją, to jakieś nieporozumienie. RZACiKLB to walka o podstawowe standardy higieny umysłu, w poprzednim systemie znana pod hasłem „proszę państwa, nie dajmy się zwarowiać”. W dodatku RZACiKLB przeszedł do kontrofensywy i stara się (jak widać po wpisie p. Paradowskiej – skutecznie) przeorientować tematykę publicznej debaty.

    Nela pisze: „Dyskutować trzeba o wszystkim.” A według mnie tylko o rzeczach sensownych. Dyskutowanie z nawiedzonymi jest nie tylko z góry skazane na porażkę (nawiedzonego nie przekonasz, co najwyżej dojdzie do wniosku że ty też jesteś agentem), ale również grozi infekcją górnych dróg myślowych; niepostrzeżenie przejmujesz jego sposób rozumowania, choćby dlatego, że nie zajmujesz się w tym czasie sensownymi rzeczami. Podejmowanie dyskusji z nawiedzonymi jest de facto przyznaniem im racji, że lustracja jest najważniejszą sprawą świata.

    Tymczasem RZACiKLB jest po prostu wezwaniem: niech oni do nas się dostosują, nie my do nich.

    I ta metoda powoli, powoli zaczyna działać. Spójrzcie na dzisiejsze komentarze: jaki ozdrowieńczy wpływ wywarł RZACiKLB w ciągu zaledwie jednego dnia. Zamiast o tym co Wołoszański albo Wilegus robili 20 – 30 lat temu nagle wszyscy się rozdyskutowali o tym, czym powinna być w kraju opozycja, o tym jakie mamy prawo, o zadłużeniu służby zdrowia. Nagle okazało się, że jednak w Polsce jest parę innych spraw do załatwienia.

    Tak trzymać. RZACiKLB czuwa.

  60. Pani Janino
    Zamysł ankiety skierowanej do posłów PO czemuś służy. Podejmuje próbę udokumentowanej „inwentaryzacji” poglądów i trendów występujących w partii.
    Jeden z punktów ankiety stawia kwestię możliwych aliansów PO. Myślę, że tu jest pies pogrzebany.Problem polega na sporze o kierunki przymierzy , a tym samym charakter partii. J.M.Rokita jest osobą, która tamuje ewentualne zmiany, które w zasadzie wymusza lub już wymusiło życie.Myślę, że gdyby nie stanowisko Rokity PO bylaby mniej skostniała, bardziej elastyczna, co wyszłoby jej tylko na dobre.
    Moim zdaniem J.M.Rokita jest hamulcowym PO
    Pozdrawiam Halszka

  61. Witam Pani Janino serdecznie,

    Myślę, że Jan Rokita przechodzi do Planu B i podejmowane przez niego działania są obroną przed postępującą marginalizacją jego roli w Platformie Obywatelskiej.

    Wydaje mi się jednak, że mimo licznie obserwowanych kryzysów na linii Rokita-Tusk, pozostanie tego pierwszego w partii może okazać się długoterminowe i trwałe. Wewnętrzne konflikty dotyczące celów lub interesów, jeżeli tylko nie są sprzeczne z podstawowymi założeniami, na których opiera się współpraca liderów partii, są zazwyczaj funkcjonalne. Stwarzają bowiem możliwość skorygowania stosunków społecznych pomiędzy członkami partii w oparciu o wzajemne roszczenia i interesy. Każdy konflikt wskazuje na odrzucenie poprzedniego układu między stronami i zarazem doprowadza do nowej równowagi w stosunkach między nimi. Donald Tusk wykazuje póki co postawę tolerującą konflikt, dlatego też w tym wypadku można mówić o jego funkcjonalnym obliczu. Istotne jest również, że konflikty w PO ujawniają się, a nie kumulują, co niweluje ich szkodliwość, ale oczywiście nie wyklucza.

    Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę dużo odpoczynku w weekend, albowiem miniony tydzień był solidną porcją Pani aktywności. Wszystkiego dobrego!

    Bartosz S.

    http://www.bsocz.blox.pl

  62. ja ci odpisze co mysle o aplikacjach a własciwie ci wkleje mój tekst

    Jako, mam nadzieje przyszły absolwent prawa, z przykrością stwierdzam, że w swym orzeczeniu Trybunał w wielu sprawach ma racje. Winą posłów Prawa i Sprawiedliwości jest ustawa napisana z błędami i niestety pod publiczkę. Poseł Gosiewski czy Ziobro wiedzieli albo powinni wiedzieć, że będzie ona zaskarżona do Trybunału a w nim zasiadają wybitni prawnicy czekający na argumenty prawne a nie polityczne. Autorzy zlekceważyli krytyczne uwagi osób sprzyjających otwarciu dostępu do zawodu i teraz ponieśli tego konsekwencje. Po prostu słuszna idee urzeczywistnili w bublu prawnym.

    Na mocy ustawy prawników można podzielić na trzy grupy- absolwentów idących zwykłym trybem aplikacji, absolwentów minimum 5 lat stosujących i stanowiących prawo oraz osoby (niekoniecznie absolwenci prawa) prowadzący pomoc prawną w formie działalności gospodarczej (jeżeli maja dyplom i robią to 5 lat podpadają pod druga grupę). Ponadto prace prawników można rozróżnić na występowanie przed sądem i pozostałe czynności. To proste rozróżnienie pozwala na rzetelna analizę problemu, bez populizmu i demagogii z obu stron

    Jeżeli chodzi o pierwszą najliczniejszą grupę, to najważniejsza zmiana została. Znowelizowany nabór na aplikacje nie został przez Trybunał podważony. Jak pokazała praktyka jest to droga obierana przez znakomitą większość absolwentów. Choć nie jest to pogląd popularny wśród studentów prawa uważam, że korporacja ma racje upierając się przy obowiązkowej aplikacji ( abstrahując od tej jaka jest), ale tylko w przypadku prawników mogących występować przed sadem ( czyli de facto adwokatów i radców). Sęk w tym aby egzamin na aplikację i kończący ją egzamin zawodowy nie był sztuczna barierą, jak to było przed nowelizacją, a jedynie wymagającym sprawdzianem wiedzy. Sama aplikacja, tak jak staż medyczny, nie jest sprzeczna z wolnym rynkiem. To dopiero jej degeneracja powoduje ten nieszczęsny skutek. Jeżeli egzamin na nią i kończący ją egzamin zawodowy będą choć trudne to jednak uczciwe i możliwe do zdania to aplikacja będzie po prostu specjalnym SZKOLENIEM. Szkoleniem niezbędnym dla prawników chcących reprezentować mocodawców przed sądem. W wielu zawodach jest czymś naturalnym, że po zdobyciu wykształcenia należy zdobyć praktyczne umiejętności pod okiem doświadczonego fachowca. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Obecne znowelizowane i nie podważone przez Trybunał egzaminy na aplikacje ( zwłaszcza adwokacką) nastrajają optymistycznie. Jestem studentem V roku prawa UAM (bez koneksji bo to teraz trzeba niestety podkreślać) i wiem jak niska jest wiedza praktyczna absolwentów prawa, nawet jeżeli w trakcie studiów pracowali. Adwokat i radca prawny ma oprócz znajomości teorii, potrafić reprezentować klienta przed sadem .Tego można nauczyć się( chociaż w zarysie) tylko na porządnie przeprowadzonej aplikacji bo, poza paroma wyjątkami, występowanie przed sądem jest tylko na niej lub po jej ukończeniu możliwe. Uważam że bez nadzoru promotora nie powinno się występować przed sądem tak jak nie powinno się samodzielnie prowadzić pojazdu na kursie prawa jazdy.

    Należy się zdecydować albo zostawiamy samorząd i profesjonalnie go reformujemy ( za czym się opowiadam) albo go likwidujemy kończąc z aplikacjami lub przekazując je państwu. Istotą samorządu jest sprawowanie przez jego członków pieczy nad należytym wykonaniem zawodu. Jeżeli już został utworzony to ma mieć zapewnioną faktyczną kontrolę ( z elementami nadzoru) nad wykonywaniem zawodu. Nie może być przysłowiowym kwiatkiem do kożucha. Tak czy inaczej musi być grupa ludzi czy instytucja, która przygotuje absolwentów do występowania przed sądem. Uniwersytet się do tego nie nadaje więc może to być albo samorząd albo państwo. Efekt będzie taki, że miejsce samorządowych wybrańców zajmie grupa urzędników. Z tym , że wówczas prawnicy nie będą mieli na nią żadnego nawet iluzorycznego wpływu. Prawnicy bez aplikacji (ci którzy mimo jej dostępności jej nie ukończą) powinni być pozbawieni przywileju występowania przed sądem, ale móc robić wszystko inne. Przecież spory sadowe to tylko część pracy prawnika.

    Egzaminy zawodowe powinny być więc oddane w ręce korporacji( jeżeli ja utrzymujemy), bo bez tego nie mogą wypełnić konstytucyjnego obowiązku sprawowania pieczy nad należytym wykonaniem zawodu. Jednakże formuła egzaminu powinna być wypracowana w drodze kompromisu środowisk absolwentów, palestry, ministerstwa. Mam nadzieje, że nie doszliśmy jeszcze do momentu kiedy to apel o kompromis jest naiwnym idealizmem.

    Jeżeli chodzi o druga grupę to 5letni okres stosowania i stanowienia prawa powinien być uregulowany bardziej szczegółowo- przecież na dobra sprawę prawo stosują niemal wszyscy. Wystarczy więc dyplom, 5 letni, nie tyle staż co dowolna praktyka ( np. radny czy pracownik biurowy) i omija się obowiązek aplikacji. Sama idea uprzywilejowania długoletnich pracowników kancelarii jest ze wszech miar słuszna. Ma dać szansę absolwentom którzy zamiast na siebie zmuszeni są pracować na rzecz adwokatów czy radców. Niestety pomysłodawcy poszli po najmniejszej linii oporu. Zamiast wyznaczyć jasne kryteria, uchwalili kryteria skandalicznie ogólnikowe. Jak argumentowałem wyżej potrzebna jest jednak aplikacja Chociażby ktoś nawet 30 lat analizował skomplikowane umowy to zgodnie z prawem nie ma i nigdy nie miał szans na bycie pełnomocnikiem przed sądem. Tymczasem teraz po zadaniu egzaminu zawodowego ( odebranego Radzie) miałby dostać takie uprawnienia. Żaden egzamin nie sprawdzi dostatecznie wiedzy praktycznej a jeżeliby sprawdzał to większość z tych, niedoświadczonych w procedurze prawników musiałby go oblać. I tak źle i tak niedobrze. Istnieje kompromisowe rozwiązanie. Otóż po spełnieniu jasnych kryteriów i udowodnieniu faktycznej pracy w zawodzie prawnika, osoby te powinny być częściowo zwolnione z aplikacji -w zakresie wykonywanych przez te 5 lat czynności. Jeżeli mają być w stanie zdawać egzamin zawodowy to przecież nic by się nie stało jakby wcześniej zdali egzamin na aplikacje i ta byłaby odpowiednio skrócona np. do roku i tylko do nauki praktyki. Oczywiście uznaniowość powinna być w jak najbardziej możliwym stopniu wyeliminowana.

    W przypadku trzeciej grupy Trybunał nie zakazał prowadzenia porad prawnych w formie działalności gospodarczej bez wpisu na listę rady ale owi prawnicy powinni mieć dyplom ,podlegać sadownictwu korporacyjnemu i wykupić OC (tak jak np. inżynierowie) Pozbawienie możliwości pomocy prawnej( ale nie możliwości reprezentowania przed sądem) osób nie wpisanych na listę jest nie tylko niemoralne, ale niemożliwe. Jest tyle luk maskujących faktyczne poradnictwo prawne( np.tzw. interwencja uboczna) , że na szczęście nie da się tego zwalczyć . Pomoc prawna, zwłaszcza ?debiutantów? jest konkurencją jedynie dla pojedynczych, słabych adwokatów. Inni grają po prostu w innej, wyższej lidze . Najlepiej jak wskazał TK stworzyć odrębna korporację doradców prawnych bez egzaminów (lub z łatwym egzaminem) z ewidencja, bez aplikacji, wzorowaną np doradcach podatkowych

    Trybunał ma częściowo rację co do automatycznych wpisów na listę adwokatów i radców. Są one niepoważne w przypadku osób które ja zrobiły dawno temu i faktycznie nie wykonują swoich zawodów. Przy czym oba kryteria należy rozpatrywać łącznie. W przypadku prawników aktywnych lub tuż po aplikacji(np.sądowej) aż tak wielkiej różnicy nie widać. Jeżeli ktoś ma kompetencje do osądzania to ma tez kompetencje do obrony, zwłaszcza, że aplikacja sądowa powszechnie uważana jest za bardziej wymagającą. W przypadku aplikantów prokuratorskich sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana- zajmują się tylko prawem karnym.

    Można jednak wybrnąć z sytuacji uwzględniając ten błędny wyrok Trybunału. Wystarczy ustanowić , ze wpis na listę adwokatów ,radców może być dokonany jeżeli dana osoba ukończyła aplikacje(sądową prokuratorską) w określonym czasie i aktywnie wykonywała swój zawód oraz zdała egzamin zawodowy. Wyznaczenie określonego czasu ukończenia aplikacji będzie trochę terminem ? z sufitu? ale jakiś trzeba przyjąć. Najlepiej zaś gdyby egzamin zawodowy został ograniczony do tych nielicznych ( w przypadku apl. sądowych) lub liczniejszych ( w przypadku ap. prokuratorskich) różnic między aplikacjami. Chodzi o to, żeby nie dublować egzaminów.

    Wydaje się ,że w kwestii analogii z automatycznym wpisem na listę profesorów i doktorów habilitowanych rację można przyznać Min. Ziobro. Jednakże Trybunał jest związany granicami skargi a przepisy o naukowcach nie były ani jej przedmiotem ani przedmiotem nowelizacji. Trybunał nie był więc niekonsekwentny.

    Byłbym niesprawiedliwy gdybym za obecna sytuacje winił tylko stronę rządową. Ba za wprowadzenie państwowego egzaminu na aplikację absolwenci prawa powinni podziękować zwłaszcza politykom Pis. Adwokatura, czy raczej jej przedstawiciele okopali się w swych poglądach tak głęboko ,że z czasem przestali być traktowani poważnie. To zacietrzewienie, brak chęci kompromisu zemściło się obecną ustawą, która zupełnie nie uwzględniała postulatów Naczelnej Rady Adwokackiej. W atmosferze histerii, rozdzierania szat i złorzeczenia na Trybunał chciałbym podkreślić ,że całe to zamieszanie powinno być przede wszystkim lekcją pokory dla obu stron.

    W sumie tylko tyle i aż tyle. W sprawie uchwalania ustaw w Polsce jestem sceptykiem więc podejrzewam, że PIS zrobi teraz igrzyska podparte seansem oskarżeń. Tym samym nie zdąży do grudnia a najbardziej ucierpią na tym, jak zwykle, absolwenci.

    tekst pisany tuz po orzeczeniu Trybunału

  63. Minister Ziobro miał fantastycznego nauczyciela – obecnego Prezydenta. Wiem ze źródeł prokuratorskich, że za czasów ministra Kaczyńskiego prokuratura działała na podstawie wytycznych i to bardzo szczegółowych od pana ministra, teraz uczeń Ziobro prześciga ministra. I gorzka to radość. Wyrzucił z komisji kodyfikacyjnej wielu szanowanych autorytetów bo mu do koncepcji uzdrowiciela naszego prawa nie pasowali.
    Apropo aplikacji czy ktoś się zastanawiał jak na adwokacą aplikację dostał się minister Giertych? Ciekawe, nauczył się czy miał szerokie plecy. Ale ja z moich czasów studenckich (połowa lat 90 – tych) pamiętam jak przesympatyczny asystent z prawa finansowego mówił nam jak wygląda nabór na aplikację radcowska w trójmieście – miejsc 20, a osób z plecami 40, będą się mocowali, kto ma szersze plecy. Wiem że z dostępem na aplikację bywa różnie, w mniejszych ośrodkach łatwiej się było dostać, w większych nieco mniejsze szanse. Teraz, kiedy są pomysły aby obniżyć jeszcze bardziej progi punktowe obawiam się, ze dostanie się każdy kto chce i będziemy mieli takich wielkich prawników jjak nasi dwaj ministrowie – Ziobro czy Giertych.

  64. Proszę Pani, o tym
    http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/pierwsza_strona_070202/pierwsza_strona_a_2.html
    należało by napisac słów parę, a nie o dyrdymałach w rodzaju lustracji.

  65. Chciałem nieśmiało zauważyć,że wszystkie punkty tzw. programu Rokity powinny byc realizowane przez każdy rząd, bez bicia w tarabany.

  66. Marku piegusie 21,14, cytujesz mnie wybiórczo! Wprawdzie napisałam, że dyskutować należy o wszystkim, ale dodałam też, że w granicach rozsądku, a to nie to samo. Dyskusja powinna być celowa i uczestnicy albo dzielą się wiadomościami, albo wyciągają jakieś wnioski na własny użytek. Gdy zaczyna być bezprzedmiotowa – wygasa. Albo ktoś z dyskutujących sugeruje jej zakończenie, najczęściej skutecznie. Nie ma potrzeby organizowania się w tym celu. Jeśli chodzi o mnie, to od czasu rozwiązania ZMP, do którego w szkole zapisano mnie bez pytania; nie należałam do żadnej organizacji, poza Zw.Zawodowym [kasa zapomogowo-pożyczkowa] oraz PTTK – uprawiałam turystykę kwalifikowaną. Jest we mnie organiczny sprzeciw wobec wszelkiego zrzeszania się. I tylko tyle chciałam powiedzieć. I tylko we własnym imieniu, nikomu własnego poglądu nie narzucam. Mogę się natomiast przyłączyć do przeróżnych akcji i wezwań, a także zawsze biorę udział w wyborach – od kiedy przestały być plebiscytem.
    Poza tym bardzo lubię Twoje wpisy, Marku piegusie.

  67. galopujący major,
    Reasumując. Potrzebne jest napisanie spójnej i nieuciekającej w propagandowe ogólniki ustawy. Odnośnie ustawy to jak widzę zgadzasz się z jej poniektórymi postulatami, ale nie przyjmujesz jej jako całość twierdząc (za trybunałem), że jest bublem.
    Tu kłania się oczywiście nasz wszystkich apel o poprawę w dziedzinie legislacji. Prawo powinno być pisane przez tych, którzy na pisaniu prawa się znają. Politycy mają ku temu, bardzo łagodnie powiedziawszy, średnie kwalifikacje. Dotyczy to również polityków prawników (hmm czy na prawie uczy się pisania prawa?).
    Z Twojego tekstu wyczytałem, niejako między wierszami, że patologie na odcinku przyjmowania na aplikacje były, a naprawienie przepisów jest jakby niekwestionowane (nie licząc, jak powiedziałeś, ?okopanych? 🙂 ).
    Coraz częściej widzę, że jeżeli nawet nasi wybrańcy mają jakieś szczere chęci, to jednak brukują nimi pewną ogólnie znaną posadzkę.

  68. Witam Wszystkich a szczególnie naszą Gospodynię (jak to brzmi) po raz pierwszy.

    Jak dla mnie to Rokita pasuje bardziej do PIS szczególnie z jego śledczym zacięciem, i tanim radykalizmem w stylu właśnie coś tam albo śmierć.
    A tak z innej beczki czy dofinansowanie Świątyni Opaczności nie wskazuję na butę władzy, szczególnie w zestawieniu z problemami zadłużonych szpitali. Ja to odbieram jako rodzaj „przekupstwa” na rzecz radykałów katolickich. Ale z niedawnej historii widać że łaska Rydzyka na pstrym koniu jedzie.

  69. Alfred masz rację, a nie kłócic się , ze sam Rokita to mówi, tylko wziac się do roboty
    a ja mam wrażenie, ze cofnięłam się o pare lat jesli chodzi o obyczaje w polityce, do rzadu Leszka Millera, coz chyba ostatnio złe się czuję
    pozdrawiam

  70. Jospin, Twoje pytanie bardzo ciekawe. W najwiekszym skrocie: ja nie mialam problemu z wejsciem do zawodu, ale to bylo dwadziescia pare lat temu. Skonczylam aplikacje sadowa, pozaetatowa, ale nie chcialam zostac w sadzie, bo to byl stan wojenny. Po czym zdalam egzamin korporacyjny w koncu lat osiemdziesiatych, no i juz.
    Natomiast teraz rzecz sie ma, moim zdaniem, tak: dostep na aplikacje sadowa wydaje sie znacznie, w wielu osrodkach, znepotyzowany. Dostaja sie krewni i znajomi krolika, duzo sedziowskich dzieci i pociotkow. Ale w zwiazku z tym, ze zawod sedziego zrobil sie atrakcyjny, ci mlodzi, ktorzy w koncu egzamin sedziowski zdaja, sa lepiej przygotowani i umieja znacznie wiecej, niz moi rowiesnicy, kiedy go zdawali. W wielu osrodkach asesorami, a nawet referendarzami – bo tylu posad asesorskich nie ma, ilu chetnych- moga zostac tylko ci, ktorzy egzamin zdali bardzo dobrze. I ci sa naprawde dobrze przygotowani do zawodu, przynajmniej merytorycznie, bo czy osobowosciowo, to inna rozmowa.

    Czy przy zdawaniu egzaminow sedziowskich mamy do czynienia z korupcja i nepotyzmem, tego nie wiem. Mozna ekstrapolowac, ze skoro przy decydowaniu o wstepie na aplikacje to sie zdarza, to moze sie zdarzac takze i przy egzaminach, ale nie wiem tego na pewno. Nie znam tez anegdot, ktore by takie posadzenie potwierdzaly.

    Co do adwokatow, wykazuja oni od lat odejmujaca mowe hipokryzje na temat kwestii wstepu do zawodu. Nie byli w stanie tak zorganizowac egzaminow na aplikacje i adwokackich, zeby szeroka publicznosc byla zmuszona przyznac, ze prowadzone sa one fair. Juz to samo jest dla nich porazka zawodowa jako dla korporacji, bo jezeli nie umieja nawet stworzyc pozorow procedury rekrutacyjnej rzetelnej i fair, no to zle swiadczy o nich zawodowo.

    Przy tym jakakolwiek proba podjecia rozmowy na temat zasad rekrutacji przeradza sie, i jest to absoolutny knee-jerk odruch,nad ktorym malo ktory ze znanych mi adwokatow jest w stanie zapanowac, w lament nad tym, ze mamy do czynienia z zamachem na swieta niezaleznosc profesji.

    W rezultacie, nie sposob prowadzic rzeczowej rozmowy na ten temat z korporacja jako caloscia. Korporacja lze, kreci, unika rozmowy o faktach jak ognia, drze szaty i ucieka sie natychmiast do lzawej retoryki, z ktorej mialoby wynikac, ze ci, ktorzy chca o tym rozmawiac, za nic sobie maja wiekopomna role adwokatury polskiej jako forpoczty wolnosci wsrod inteligencji etc, etc. (Nota bene dlaczego adwokaci maja tak dobre samopoczucie jako forpoczta wolnosci to dla mnie zagadka jest. Za komunizmu w kazdym wiekszym miescie byl jeden-dwoch adwokatow, ktorzy mieli odwage bronic politycznych. Reszta zas po prostu wykonywala swoj zawod, i tyle. Czerpanie zas tytulu do moralnej chwaly za to, ze wykonywali ten zawod nie jako pracownicy panstwa, tylko w zespolach adwokackich, wydaje sie przynajmniej przesadne. No, ale to tez osobny watek, to fantastycznie dobre samopoczucie adwokatury. ) Uzyskanie statystyk na temat powiazan pokrewienstwa miedzy przyjmowanymi do zawodu a juz w nim bedacymi, jest absolutnie niemozliwe, bo nikt ich nie zbiera. Tym samym, rozmowa sie nie toczy, bo zastepuja ja pohukiwania, obraza, moralny szantaz, dasy i insynuacje.

    Co do radcow, ci radza sobie chyba troche lepiej, i posadzenia o korupcje i nepotyzm w stosunku do nich sa raczej gorzej uzasadnione – no ale tez tam konfitur jest wiecej, bo radcow jest wiecej i prowadza rekrutacje szerzej, niz adwokaci.

    Moglabym jeszcze, ale nie chce naduzywac cierpliwosci. Moge przeslac linki do orzeczenia TK na ten temat.

  71. Czy naprawde premier stwierdził, że zamierza rzadzić do 91 roku życia? Czy to jakaś „mowa szyfrem” któregoś z blogowiczów? Byłabym wdzieczna za odpowiedz tu lub pod następnym felietonem Pani Redaktor.

  72. Jako jeden z wymienianych przez Szanownych Blogowiczow „ojcow zalozycieli „nowego Ruchu chcialbym powiedziec ,ze mimo ,ze nie bylo to moim zamiarem ( nie mierzylem po prostu tak wysoko) witam ta inicjatywe z ogromna radoscia i satysfakcja .Powialo optymizmem ,zmaconym nieco swiadomoscia ,ze potrzeba rozmowy o rzeczach naprawde waznych nie jest niestety powszechna .No ale jak obserwuje liczba wpisow w tym duchu rosnie i niech to bedzie poki co nasza satysfakcja .
    Myslac o bliskim bruku poziomie debaty politycznej w Polsce chcialbym sie z nasza Gospodynia i Wami Drodzy Blogowicze podzielic taka oto ciekawostka z Holandii ,w ktorej przyszlo mi mieszkac .
    Wiecie o czym obecnie debatuje sie w tym bogatym kraju ,posiadajacym NADWYZKE BUDZETOWA ?
    Chodzi o to jak zagospodarowac wplywy ze zloz wlasnego gazu ,ktory Holandia szczesliwie dla niej posiada .Zloza te skoncza sie jednak za jakies 35 lat .Oblicza sie ze wtym okresie przyniosa okolo 100 miliardow euro.
    Pytanie -jak zagospodarowac te wplywy aby kraj dalej dobrze funcjonowal w epoce „postgazowej” Za 35 lat !!!
    Toczy sie rzeczywista debata publiczna ,w ktorej udzial biora politycy ,organizacje gospodarcze i oczywiscie media ,padaja konkretne propozycje w co zainwestowac co najmnie 60 % z przewidywanych wplywow aby stworzyc takie firmy i instytucje ,ktore beda dawac zatrudnienie i generowac zyski juz bez gazu.
    Te 60 % to okolo 60 miliardow euro co skojarzylo sie z kwota jaka mamy otrzymac z EU.Przypadek.
    Czy slyszeliscie Panstwo o jakiejs powaznej debacie na temat optymalnego wykorzystania tych unijnych pieniedzy ?
    Wprawdzie slychac glosy Danuty Huebner czy minister Gesickiej ale wielkiej debaty z udzialem srodowisk naukowych ,politykow wszystkich liczacych sie opcjii politycznych (chodzi przeciez o dlugofalowa polityke ) ,mediow ,samorzadowcow i po prostu obywateli nie ma .
    Po co mamy telewizje publiczna ?
    Do emitowania programow typu Misja Specjalna I Warto Rozmawiac ?
    Rzadzacy krajem mysla oczywiscie o tych pieniadzach ale w raczej w kontekscie ich podzialu miedzy wladze centralna a samorzady ,ze wskazaniem na centrum oczywiscie.Po diabla wciagac w to spoleczenstwo ?
    To my mamy wladze a wiec i piecze nad kasa .
    Mysle ,ze w katalogu spraw waznych to wlasnie wykorzystanie szansy jaka mamy po raz pierwszy w historii gdy ktos nam DAJE DUZE PIENIADZE (do tej pory raczej nam je zabierano) jest sprawa najwazniejsza.
    Powszechnie uwaza sie ,ze zbudujemy drogi ,oczyszczalnie sciekow ,krotko mowiac poprawimy infrastrukture i bedzie dobrze bo takie dzialania generuja wiele biznesow.
    To prawda …………ale .Rozbudowana infrastruktura generuje tez koszty jej utrzymania (popatrzmy na Hawane ,kiedys piekne miasto ) a jezeli w okresie po wydaniu pieniedzy unijnych nie bedziemy mieli wystarczajaco silnej gospodarki z nowoczesnym przemyslem ,uslugami ,niskim zadluzeniem a wiec mozliwymi niskimi podatkami ( ktore moglyby przyciagnac inwestycje zagraniczne kompensujace w jakiejs mierze wyschnieta rzeke pieniedzy plynacych z Brukseli)itp to nie utrzymamy takiej infrastruktury.
    W dyskusji holenderskiej mowi sie na przyklad ,ze pierwsza potrzeba jest inwestowanie w edukacje i to przede wszytkim w ksztalcenie inzynierow ,informatykow ,fizykow bez ktorych nawet z duzmi pieniedzmi nowych firm otworzyc sie nie da.To samo mowi prezydent Wroclawia ale co mowi Premier czy minister edukacji ,minister szkolnictwa wyzszego ?
    Cos slychac z kregow uniwersyteckich ale nie wspolnie z w/wymienionymi a wiec …………strukturalnych zmian w szkolnictwie spodziewac sie nalezy.
    Nudze ,wiem ,
    Zycze milego weekend’u,
    Leszek

  73. Odnośnie ministra Z. Ziobro polecam lekturę następującego pisma:

    http://www.komornik.pl/pdf/061121/1199_06.pdf

    Jak widać ze znajomością obowiązujących przepisów u naszego reformatora jest dość słabo. Ważne jednak, że na konferencjach prasowych dobrze wygląda 😉

  74. Szanowna Pani Redaktor. Pragnąłbym zwrócić uwagę na ostatni wpis Autora konkurencyjnego blogu i komilitona z POLITYKI A.Szostkiewicza o Chinach i zestrzeleniu przez to rosnące jak na drożdżach mocarstwo XXI wieku sztucznego satelity okołoziemskiego, a także na ciekawą dyskusję jaka wypączkowała na kanwie tego materiału. To chyba b.ekscytujące niźli podrygi wiecznie nadętego i megalomańskiego Jana Marii R (i jego wymizdrzonej żony) – w ogóle my w Polsce stajemy się coraz bardziej zaściankowi, zamknięci, porażeni prymitywizmem i pospolitą arogancja naszej „klasy” politycznej, sami chamiejemy, „buraczejemy” i stajemy się coraz bardziej „ziemniakopodobni”. Chciałoby się za Diogenesem z Synopy zakrzyknąć – królu (ale gdzie ten król ? może to król kartoflany) nie zasłaniaj mi światła. Pozdro.

  75. Jan Maria to nasze dobro narodowe i jako takie powinno być otoczone ochrona konserwatorską. Przemieszcza sie po scenie politycznej i rozmontowuje wszelkie zastane związki i konfiguracje. Zasadniczo robi to bez jakiejś konkretnej przyczyny, od tak z nudów i aby zaimponować Nelly. Gdyby nie Jan Maria, scena polityczna dryfowała by sennie w stronę horyzontu i jakoś tak byłoby mało dramatycznie. Donald jednak nie rozpoznał siły Jana Marii i dlatego cały czas trzyma go dosyć ryzykownie bardzo blisko siebie. Może mu się wydaje, że dzięki temu ma nad nim władzę? że minimalizuje ryzyko bo ma rękę blisko czoła Jana Marii?
    Ależ nie Donaldzie, on każdego dnia zmienia twoje notowania o pare procent w dól. Gdybyś był mądry (a conajmniej sprytny) to wyeksportowałbyś Jana Marię w objęcia Jarosława K. i rozwalił PiS od środka tak jak jest rozwalane PO od czasu pojawienia się Jana Marii w jej wnętrzu.
    Jak wspomniałem na wstępie, Jan Maria to nasze dobro narodowe….

  76. Witam,

    Torlin, powinienieś dostać od Redakcji jakiś bonus, bo po twoim wpisie kupiłem najnowszą „Politykę”. Faktycznie, J. Żakowski jak na zamówienie. Ogólnie zgadzam się z nim, niekiedy nawet zupełnie. Ale z końcówką, w której autor pisze, że wszyscy jesteśmy temu winni – nie do końca. To znaczy: zawsze twierdzę, że tych panów nikt nam nie przyniósł w teczce, że Naród wybrał ich z własnej nie przymuszonej woli i sam sobie jest winien.
    Ale ten fragment mówiący żeby więcej uczestniczyć to trochę harcerstwo. Tak się składa, że ja faktycznie pisałem maile do posłów – dwa razy (oni rozsyłają po firmach takie maile, w których piszą jak to pracują dla gospodarki i żeby im pisać co nas boli itd). Odpisałem w konkretnej sprawie. Jeden mnie olał zupełnie, drugi po kilku dniach przysłał tekst : „zgadzam się z Panem w zupełności”, czyli innymi słowy „nie zawracaj mi głowy”. Do Prezydenta Miasta tez pisałem (był nim wówczas L. Kaczyński), bo na mojej ulicy jest masa wypadków samochodowych. Raz do roku jest trup, raz nawet matka z dzieckiem. Napisałem, żeby ustawić światła i znak ostrzegawczy, a ruch ciężkich pojazdów puścić inną trasą. Do dziś brak odpowiedzi i to pomimo, że pisałem w trybie KPA, więc urząd ma 30 dni na odpowiedź.
    Pisałem też do RPO w pewnej sprawie, według mnie ważnej, zgodności konkretnego przepisu z konstytucją. Po 4 miesiącach odpisała jakaś Pani kierownik, ale nie na temat, po prostu nie zrozumiała (albo nie chciała zrozumieć). Więc ja znowu do niej napisałem, jeszcze raz wytłumaczyłem o który przepis mi chodzi. Następne 4 miesiące i znów przyszła odpowiedź, ale zupełnie nie na temat, bez odniesienia się do tego przepisu, tylko parę zdań, które rozpoznałem jako przepisane z artykułu w „Gazecie Wyborczej” z poprzedniego dnia. Odpisała tylko po to, by odfajkować, że odpisane.
    Mam duże doświadczenie w sprawach formalnych, walki z urzędami w sprawach budowlanych, skarbowych, przetargowych i w wielu innych. To pisanie do posłów, urzędów nic nie daje, sprawa jest dużo głębsza.

    Na pierwszym roku miałem zajęcia z socjologii. Pierwszy semestr, pierwsze zajęcia i temat: „instytucje społeczne i Prawo Alienacji Instytucji”. Chodzi o to, że społeczeństwo powołuje do życia pewne instytucje (urzędy, parlament, policja itd), a one po pewnym czasie, nieuchronnie, uwalniają się od swoich twórców jak balonik urwany z uwięzi (alienują się), i zaczynają realizować własne cele, służące im, a nie społeczeństwu.

    I to jest właśnie dzisiejsza Polska. Mam wrażenie, że gdyby społeczeństwo nagle przestało istnieć, po prostu magicznie wyparowałoby, to panowie Kaczyńscy, Rokitowie oraz tysiące posłów, urzędników itd nawet by tego nie zauważyły.

  77. Nela,
    ja też lubię Twoje wpisy :-)) I tak samo jak Ty nigdy do niczego nie należałem, oprócz jednej organizacji, ale nie wiem jakiej. Pani w szkole kazała przynieść po pięć złotych „na jutro”. Przyniosłem, a potem się dowiedziałem, że to była składka członkowska. Podejrzewam, że to mogła byc Liga Ochrony Przyrody albo Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej – bo te dwie oranizacje w szkole istniały. Osobiście wolałbym żeby to był jednak LOP.
    Ale spokojna głowa; RZAKiCLB jest organizacją bardzo nieformalną. Tak naprawdę nie istnieje 😉 To chyba o nas Naczelny Socjolog Kraju p. Żukowski powiedział „Szara sieć”. 🙂

    Specjalnie dla Ciebie dwa cytaty z bieżącego nru „Polityki”

    Pierwszy z wywiadu z Kapuścińskim, o lustracji:
    „(…) jest to działanie zupełnie odciągające myślenie ludzkie, od tego co mamy zrobić (…) żeby Polska była silna i wolna”.
    I to jest właśnie przyczyna powstania RZAKiCLB. Gdyby to zależało od szanownych panów lustratorów, to telewizja podawałaby prognozę pogody na przedwczoraj.
    Tymczasem w czwartkowym „Dzienniku” przenikliwy jak zwykle publicysta Michalski postanowił przybliżyć publiczności rzadko ostatnio omawiany temat lustracji…. Bite dwie strony! Chryste… oni są nie do zdarcia.

    I drugi cytat, z felietonu Stommy:
    „Mój Panie, na cóż tłumaczyć durniowi, że jest durniem. Przecież jego dureństwo na tym właśnie polega, że nie ma o nim pojęcia”
    To oczywiście na temat dyskutowania z tymi, których ja nazywam nawiedzonymi, nie na temat dyskusji z Tobą:)

    Leszek: O Holandii super wpis. Nic nie nudzisz. Dokładnie o to mi chodzi, co napisałeś. Podróże kształcą. Gdyby dwaj panowie K. kiedyś w życiu pojechali do Holandii, to pewnie sporo by się im w głowach naprostowało. Chociaż…

    Hipolit Kwas: chyba czytamy te same książki, co? 😉

    Pozdro,
    Marek Piegus

  78. Szanowna Pani Redaktor,

    przepraszam za tak pozny wpis, ale od srody bylem poza miejscem dostepu do komputera, czyli w Polsce. Jednak jakos podswiadomie czulem temat Pani kolejnego odcinka blogu, w zwiazku z czym wypowiedz jest juz w glowie ulozona.

    A teraz do tematu… Obserwuje uwaznie posla Rokite od czasu jego ostrej opozycji do rzadu Millera i hasla „Nicea albo smierc”… Uwazam go za czlowieka egzaltowanego i przeczulonego na punkcie wlasnego ego… Pamietam jego udzial w programie „Co z ta Polska” Tomasza Lisa tuz przed wyborami 2005, gdzie Lis tytulowal go juz Premieram, a Rokita nie prostowal i wyraznie plawil sie w tej terminolgii… Pamietam rowniez jego wypowiedzi zaczynajace sie twierdzeniem „moj Boze…”albo „Na Boga…”. Juz sam styl wypowiedzi wskazuje – moim zdaniem – na czlowieka starajacego sie egzaltacja potwierdzic wage wlasnej wypowiedzi… Tak tez przyjalem jego niedzielna konferencje prasowa, do ktorej pozyskal J. Gowina i czlowieka, ktory zdyskredytowal Cimoszewicza w kampanii prezydenckiej. ROKITA NIE WNOSI ZADNEJ WARTOSCI DODANEJ DO PO, poza wyjatkowa egzaltacja. Jest tak samo nieskuteczny jak cala partia i tak samo niewiele ma do zaproponowania, przynajmniej w ramach PO. Nie jest dobrym politykiem. Jest za to osoba, ktora glosi hasla radykalne, a z drugiej strony nieskutecznie probuje tych racji bronic i to w dodatku wykorzystujac wlasna zone.

    W celu podsumowania… PO bez Rokity nie straci ani punkta w sondazach po eliminacji Rokity z wlasnych szeregow bo konserwatywne poglady jest w stanie glosic kilku innych prominentnych politykow tej partii… A brak umiejtnosci dojscia do kompromisu nawet we wlasnych szeregach moze tej partii tylko zaszkodzic….

    Na sam koniec off-topic… W poniedzialek mial miejsce w Operze Brukselskiej koncert Filharmonii Lodzkiej, na ktorym mialem przyjemnosc byc. Publika szlala, gdy Krzysztof Jablonski gral najslynniejsze polonezy Chopina… Na widowni Ambosaador i czlowka Europoslow…. Tedy droga prosze Panstwa do promocji naszego kraju i kultury. Brawo!!!

  79. Marku Piegusie – co do Stommy, to też pasjami lubię jego felietony, a także jego sąsiada Grońskiego [że o D.P. nie wspomnę]. Jak to dobrze, że jest jeszcze paru mądrych ludzi – erudytów obdarzonych niepospolitym poczuciem humoru, którzy pomagają nam zachować normalność w tym idiotycznym układzie [jakie modne słowo!] w jakim przyszło nam żyć.
    Ty mi cytat o durniu – to ja ci o mędrcu: Nawet o tym nie wiedział, że ma na d…e przedział. 😉 I tym optymistycznym akcentem….
    Pozdrawiam

  80. Acha! to oczywiście cudowny Sztaudynger! 😀

  81. Yaddane premier naprawdę powiedział, że będzie rządzić do 91 roku życia.

    Co do JMR to znajomy z Krakowa (z kręgów łżeelit), opowiadał mi kiedyś taką oto anegdotkę na temat krakowksiego premiera. Mianowicie JMR został zaproszony na urodziny pewnego znanego artysty. Oczywiście pojawił się mocno spóźniony, przywitał się z gospodarzem po czym… włączył przed telewizorem i zaczął oglądać program w którym wystąpił. Ciekawe prawda?

  82. Co do Rokity, w pełni się zgadzam z analizą Pani Janiny. Wydaje mi się też, że „premier z Krakowa” mógł dążyć do sprowokowania innych dla wykluczenia go z partii, wtedy uchodziłby za swoistego „męczennika”.
    Reakcję Tuska oceniam jako trafną. A Rokita mocno podpadł partyjnym kolegom, zwłaszcza rzecznikom cieni, w tym i taki, którzy dotąd byli mocno neutralni (np. Zdrojewski).

    Rosnąca pozycja Zdrojewskiego i Komorowskiego w PO nie jest chyba dla Tuska zagrożeniem. Są to natomiast politycy mogący stanowić jakąś pozytywną przeciwwagę dla tzw. dworu Tuska (chociaż trudno mi ustalić kto poza posłami Schetyną, Drzewieckim, Nowakiem, Aziewiczem wchodzi w skład tego dworu).

    Nowej partii nie będzie. Raczej wszystko skończyło się w sferze ambicji i planów Płażyńskiego i b. nowosądeckiego posła SKL Berdychowskiego (który organizował to spotkanie opłatkowe). Istotna tu moim zdaniem była reakcja Buzka, który mógł uchodzić za swoiste spoiwo różnych ludzi dawnej AWS (w tym Rokity, Marcinkiewicza itp.). Wiadomo jednak, że Buzek (ale też Steinhoff negocjujący przejście do PO) nie wyrazili zainteresowania nową formacją.

    I jeszcze odnośnie komisji w PE. Saryusz-Wolski mimo nieszczęśliwego hasła „Nicea albo śmierć” to jednak polityk mocno znany w UE i powszechnie szanowany. Też uważam, że komisja budżetowa jest ważniejsza, niemniej warto zwrócić uwagę, iż PO objęła w niej i w komisji rozwoju regionalnego (też istotnej) funkcje wiceprzewodniczących.
    Ogólnie więc wynik negocjacji co do stanowisk oceniam dość pozytywnie.

    Pozdrawiam

  83. W uzupełnieniu.
    Również odnoszę wrażenie, że sprawa „odejścia Rokity” jest w znacznej mierze rozdmuchana przez media. I to przez media określone, w których działa sporo dziennikarzy marzących w swoim czasie o koalicji POPiS, a po upadku tej koncepcji mocno przychylnie przyglądających się inicjatywom PiS.

  84. Marku Piegusie, w takim razie polecam również artykuł Jacka Żakowskiego z numeru 3 pt „Dzieci rewolucji”. Ostatnio nie tylko dla pani Paradowskiej, ale także ze względu na świetne artykuły i ciekawe w nich tematy Jacka Żakowskiego kupuje Politykę.
    Jeśli chodzi o jego artykuł w ostatnim numerze miałam dosłownie takie same odczucia. Nie sądzę, żeby pan Żakowski naiwnie nawoływał nas do aktywności i w jej braku upatrywał w nas wszystkich winy tego co się dzieje. Sądzę, że jest zaniepokojony stanem naszego zobojętnienia i w ten sposób chciał spełnić swą powinność opiniotwórczą. Zmorą lat pseudodemokracji socjalistycznej był brak wiary w sprawczość swojej aktywności obywatelskiej. Wszyscy przywykli do tego, że nie ma co się skarżyć, pisać, zwracać uwagi, bo to na nic się nie zda (w wydaniu kabaretowym uwiecznił to Dudek ze słynnymi wpisami do książki zażaleń). Z jaką radością chwytaliśmy po 89 roku tę wolność i odradzającą się wiarę w sprawczość naszej aktywności . W sklepach jesteśmy uprzejmie obsługiwani, w bankach też coraz lepiej, po to, byśmy go przypadkiem nie zmienili. Niestety instytucje rządowe i samorządowe nie zmieniły się nic, bo mają zagwarantowany byt na całą kadencję, a po nich „choćby potop” (pod koniec kadencji nawet specjalnie nic się nie rozpoczyna, żeby przypadkiem następcy nie zostawiać prezentu).
    Ja również pisuję do władz, komisji sejmowych i to często nie w moich sprawach prywatnych – w trybie aktywności obywatelskiej, kpa, dostępu do informacji publicznej. Efekty żadne – brak odpowiedzi, nierozumienie własnych ustalonych przez urząd procedur lub ugrzecznione podziękowanie bez żadnych efektów zmian.
    Działania obecnej ekipy rządzącej w dziedzinie spustoszenia w ludzkich postawach obywatelskich są równie groźne jak zaniechania gospodarcze, lub finansów publicznych, ale tych postaw niestety nie naprawią nasze harcerskie postawy.

  85. Moje przepowiednie sie spełniaja. Jestem genialnym analitykiem. Własnie jestesmy na etapie jednoczenia narodu pod hasłem wojennym :”bić niemca”. Oznacza to ze raprt o wsi jest nic nie wart i niezbędny jest nowy konflikt i podziały spoleczne. Nic tak nie łaczy jak wojna sprawiedliwa w obronie czego tam…A że padło na niemcy, nic dziwnego. Dla braci niemiec to taki facet, co lata po warszawie ze schmeisserem i morduje polaków.Moze zechaciałaby Pani redaktor i inni dziennikarze wyjasnic gawiedzi o co biega i narobic szumu, aby te propagandowe zabiegi nie narobiły zanadto ludziom szumu w głowie. O rany.. westchnąłem
    pozdrawiam

  86. Polska Partia Wirtualna
    Zanosi się na niebywały przełom w polityce i naukach politycznych. Z prawdziwą dumą donoszę uprzejmie, że przełom ten jest twórczym wkładem Narodu Polskiego do skarbnicy nauki światowej i światowej myśli politycznej. Jak wszystkie wielkie odkrycia jest ono owocem wspólnego wysiłku, na pewno ogólnonarodowa dyskusja pozwoli dokładnie zidentyfikować wynalazców. Będzie to tym łatwiejsze dla polskiej szkoły politycznej, ze kraj nasz dysponuje najlepszą w świecie kadrą śledczych, sprawdzoną w bojach z agentami, korupcją, cyklistami po piwie, sędziami piłkarskimi i innymi osobnikami utrudniającymi budowę IV RP.
    Najwyższy czas by powiedzieć o co chodzi. Otóż wg. specjalnych sondaży
    na czoło sił politycznych w naszym pięknym kraju wysunęła się partia, której nie ma realnie, partia która istnieje jako idea.
    Zanim zacznę o niej pisać więcej śpieszę zastrzec dla siebie przyszłą nazwę partii POLSKA PARTIA WIRTUALNA (copyright by buku 2007).
    Teraz spokojnie mogę wymienić główne jej zalety;
    -niewrażliwość na korupcję, lustrację dekomunizację i wszelkie inne „de”
    -brak prywaty, nepotyzmu i niekompetencji
    -pełna czystość moralna.
    Dalsze prace naukowo badawcze są w toku, ich wyniki będą opublikowane w najbliższym czasie i jak przewiduję WSTRZĄSNĄ POLSKĄ SCENĄ POLITYCZNĄ na równi z raportem AM.

  87. Optymisto,
    czas założyć czarne okulary 🙂

  88. Woltron 01,10 – na tym przyjęciu był także szczęśliwie pan Ludwik Stomma i opisał wydarzenie w kapitalnym felietonie na łamach Polityki. Do dziś mam przed oczami opisaną scenę; JMR stoi w przedpokoju witany przez gospodarzy… odchyla nieco do tyłu ramiona, z których pani domu zdejmuje sławny płaszcz… następnie wchodzi do pokoju, włącza telewizor, patrzy na siebie… coś zjada… wychodzi do przedpokoju… odchyla ramiona do tyłu… pani domu wkłada na te ramiona słynny płaszcz… koniec sceny! W międzyczasie były jakieś pojedyncze burknięcia w rodzaju dzineebry…
    Goście byli zachwyceni. A felieton!!! 😀 😮

  89. Pan Kaczyński włączył się twórczo w atmosferę przedfinałową mistrzostw świata w piłce ręcznej. Teraz mecz Polska Niemcy stał się sprawa NARODOWĄ i tak jak pod Grunwaldem będziemy walczyć o honor całej Europy. Obawiam się jednak,że po meczu, gdy opadną te prawdziwe emocje, znowu zostaniemy z ręką w nocniku a juz obroniona Europa będzie się śmiać z Polski aż do póżnej jesieni. Inne tematy nie wypaliły no to teraz na Niemcaaa……. I jeszcze pytanie: czy tak na przyszłość, pan Kaczyński nie mógłby zadzierać z jakimś państwem powiedzmy w Afryce?, bezpieczne to a tak samo wypełniłoby mu czas po pracy.

  90. Leszek, Może i nudzisz, ale twój sposób myślenia jest mi wyjątkowo bliski. Dlatego właśnie nie zachwyca mnie Rokita, którego kariera polityczna jest przedmiotem wpisu Szanownej Gospodyni. Czy słyszałeś, żeby J.M.R. wypowiedział jakąś sensowną głębszą myśl na temat tego jak mamy kształcić naszą młodzież, jak mamy wykorzystywać polski potencjał naukowy i techniczny, jak mamy uzyskać dodatkowe źródła energii, co zrobić żeby przygotować się do problemów wynikającyh ze starzenia się naszego społeczeństwa, co zrobić z systemem emerytalnym, jak zachować się wobec naszej coraz młodszej emigracji zarobkowej, jak mamy wyjść z Iraku, czy powinniśmy się angażować w kolejne interwencje militarne, czy mamy instalować na swoim terytorium elementy amerykańskiej broni kosmicznej?

  91. Witam wszystkich,

    po wlaczeniu dzis rano telewizora wylal sie na mnie news dnia: wywiad premiera dla Dziennika. Znowu szukanie konfliktu, jatrzenie, granie na sentymentach, a przy tym wszystkim szafowanie ogolnikami. Chodzi mi oczywiscie o kontekst pogorszenia sie stosunkow polsko-niemieckich.

    Premier zadaje retoryczne pytania w celu nadania dramatyzmu swojej wypowiedzi i poruszenia tlumow w slusznej sprawie. Ja postaram sie jednak do tej retoryki ustosunkowac i rad bym poznac opinie Pani Redaktor na temat przyczyn ksenofobicznej wrecz niecheci braci Kaczynskich do Niemiec, a moze sa jakies fakty, ktore faktycznie to pogorszenie by uzasadnialy i tlumaczyly. Ja widze to tak:

    „A czy to Polska nie chce ostatecznie potwierdzić spraw własności na jednej trzeciej terytorium Niemiec?” – nie, panie premierze to grupa stetryczalych starcow probuje noglosnic sie medialnie, a rzad niemiecki od tych roszczen wyraznie sie odcina. Chcialbym panu premierowi przypomniec, iz jego brat blizniak 2 tygodnie temu poparl czlonkostwo w UE Turcji, ktora od ponad 30 lat w wyniku militarnej inwazji okupuje polowe terytorium innego panstwa czyli Cypru finansujac marionetkowa Republike Cypru Polnocnego. Podwojna moralnosc?

    „Czy to Polska próbuje zweryfikować obraz historii, by w istocie przerzucić część odpowiedzialności ze sprawcy na ofiarę?” – nie, panie premierze to Erika Steinbach probuje relatywizowac historie i jest w tych dzialaniach dosc osamotniona. A gdyby nie grzmienie pana premiera, to bylaby osamotniona jeszcze bardziej bo nikt by na nia nie zwracal uwagi. Proponowalbym jednak panu premierowi troche szersza perspektywe i intensyfikacje dzialan naszej dyplomacji w stosunku do ulubionego sojusznika. Tam do relatywizacji polskiej historii dochodzi notorycznie („polskie obozy smierci” pojawialy sie glownie w mediach polnocnoamerykanskich). Nie wspomne o wszechobecnej w powaznych dziennikach, ale i kregach polityczno-lobbystycznych krzywdzacej ocenie stosunkow polsko-zydowskich czy nawet probach uczynienia Polakow wspolwinnymi holocaustu. Prosze sobie panie premierze narzucic wlasciwe priorytety!

    „Czy Polska forsuje rozwiązania europejskie niekorzystne dla Niemiec, osłabiające ich pozycję?”. A oto wlasnie typowe dla PiS formulowanie ogolnych zarzutow bez podawania detali. Chyba, ze premier cos wie, tyle ze wiedza ta jest tak bulwersujaca, ze ujawnienie jej opinii publicznej spowodowaloby masowy marsz Polakow na Berlin. Rozumiem, ze premier oburzony jest faktem wykonania telefonu przez Angele Merkel do Donalda Tuska bez uzgodnienia tego z pania Fotyga. A moze premierowi chodzi o dyplomatyczne zabiegi Niemiec by Polska wycofala weto odnosnie rozmow UE-Rosja? Premier nie powinien jednak odczuwac niepokoju bo najwyrazniej niemiecka dyplomacja jest jeszcze bardziej nieudolna od naszej skoro przy stosowaniu silnych antypolskich naciskow nie byla w stanie przekonac innych panstw do potepienia polskiej postawy. Z tego co czytalem w prasie, to Unia uznala swoje kompetencje do uczestniczenia w sporze o mieso jako strona, a kanclerz Merkel uczynila z tego glowny temat rozmow z Putinem. Innych wrogich inicjatyw na szczeblu unijnym nie zauwazylem.

    „A może to mniejszość niemiecka w Polsce podlega ograniczeniom, i to tak drastycznym, jak zakaz mówienia we własnym języku do własnych dzieci?” – to prawda panie premierze, ale nie mozna miec pretensji do garbatego, ze ma dzieci proste. To Polska nie zagwarantowala sobie odpowiednich zapisow w traktatach i doprowadzila do takiej sytuacji na wlasne zyczenie. Karygodna praktyka sadow niemieckich odnosnie zakazu dwujezycznej komunikacji z wlasnymi dziecmi nie dotyczy jedynie Polakow lecz i wszystkich innych cudzoziemcow mieszkajacych w Niemczech, o czym szeroko pisala prasa krajowa i zagraniczna. Wyciaganie tego jako argumentu psujacego stosunki polsko-niemieckie jest typowym dla panow Kaczynskich semantycznym naduzyciem.

    „I wreszcie, czy to my podejmujemy inicjatywy gospodarcze zagrażające bezpieczeństwu energetycznemu Niemiec?” – pan premier wykorzystuje powazna gafe dyplomatyczna rzadu Schroedera, ktory podpisal umowe z Rosjanami bez konsultacji z sasiadami. Pan premier zdaje sie miec rowniez bielmo na oku nie widzac, iz od przejecia rzadow w Niemczech przez Angele Merkel stara sie ona ten blad naprawic, ostatnio proponujac przylaczenie sie Polski do baltyckiej rury z niemieckimi gwarancjami dostaw. Pan premier na pewno rowniez wie, ze Europejski Bank inwestycyjny podjal decyzje o nierozpatrywaniu finansowania tego projektu dopoki trwa weto Polski. Bez pozyczki z tego banku projekt stanie sie nieoplacalny. O co wiec panu premierowi chodzi? Moze raczej nalezaloby przyjrzec sie wlasnym gafom i potknieciom na niwie dyplomatycznej, odwolaniu szczytu trojkata weimarskiego z powodu dasow pana prezydenta itp.?

    I na koniec cymesik, istny delikates:-)
    „A z drugiej strony: w Polsce mamy najrozmaitsze media, ale czy publikuje się u nas rzeczy, które tam na temat polskiego prezydenta i premiera ukazują się regularnie?” Proponowalbym skorzystanie z numeru telefonu do minister Kalaty i poproszenie kolezanki o namiar na specjalistke od wizerunku, z ktora wspolpracuje. Gazety zawsze chetniej rozpisuja sie o cudakach i oryginalach, niz przewidywalnych politykach. Nie przypominam sobie, aby prasa niemiecka interesowala sie rownie zywo ktorymkolwiek z poprzednich polskich premierow lub prezydentow, wiec pan premier jako czlowiek inteligentny powinien sie domyslic, ze nie chodzi tu o niechec do Polakow, lecz o niechec do niego i jego brata. Personalna i bez zadnych podtekstow narodowosciowych. Do tego identyczna na obu brzegach Odry.

  92. Jarek
    To, co napisałeś o JMR, o tym czego nie powiedział, należy pociągnąć dalej.

    Dlaczego publicyści, tacy jak pani Paradowska, pozwalają politykom na zajmowanie się tylko i wyłącznie politycznym folklorem? Skąd zainteresowanie publicystów (wykreślamy tu Michalskich, Ziemkiewiczów i resztę hołoty) tym folklorem, zamiast rzeczami istotnymi? A kto, pytam się, ma polityków kijem zawracać do tych żywotnych dla kraju spraw? Wyborca, niewyrobiony? To właśnie dlatego od miesięcy bębniłem żeby przestać się dawać hipnotyzować głupotami w rodzaju lustracji (niech będzie że to Marek Piegus założył Ruch, ważne że jest). To intelektualiści któzy mają siłę przebicia się do świadomości wyborców jak i polityków grzeszą dopuszczając do takiej sytuacji.

    Dlatego ponowię apel: Pani Paradowska, niech pani uszanuje wolę tylu ludzi, niech Pani nie porusza tematów związanych niepoważnych i niech Pani nie reaguje na podszczypywania politycznych trolli w rodzaju Bernarda czy Geralta.
    Proszę pilnować polityków opcji wszelakich, by działali na pożytek kraju i narodu. NIech swoją energię skupią na sprawach ważnych. Powyżej Jarek napisał parę ważnych tematów.

  93. Uważam, że pomysł powołania tego ruchu o długiej, ale dowcipnej nazwie jest świetny.
    Przychylalbym sie do wniosku tych, ktorzy uważają, że Pani red. paradowska nie powinna zajmowac sie folklorem. Niech się tym pasjonują dziennikarze, ktorzy nie mają niczego innego do zaproponowania i ich lubująca w grzebaniu się w ekskrementach publiczność. Ale byłoby świetnie, gdyby poszli za tym głosem inni poważni publicyści z poważnych mediów.
    W przeciwnym razie ignorowanie spraw typu teczki czy raport WSI (świetny dzis wywiad gen., którego nazwiska zapomniałem, a który kierowal ta formacja w l. 1991-94 w TOK FM) może pozostac w skali szerszej niezauważony.
    A blog p. red. paradowskiej zapisuję do Ulubionych

  94. NELA felieton Stommy przegapiłem (co niestety zdaża mi się coraz częściej z braku czasu), ale opowieści z ust uczestnika równie urocza. Szczególnie że ów uczestnik bardzo podziwiał do tego czasu JMR…

    Z innej beczki. Spektakl WSI trwa. Telewizja podała że „Burski”, to nie jest Kościelski,a Brodniewicz. Przyznam się, że nazwisko nic mi nie mówi, a całość przedstawienia zaczyna być groteskowa i nudna. Jutro okaże się, że agentem „Burskim” nie był ani Brodniewicz, ani Kościelski, a pan YXZ. Poziom dziennikarstwa sięga dna (a nawet DNA). Może zamiast takich programów należałoby wprowadzić audiotele „wybierz agenta WSI w telewizji! Do wygrania 5 000 zł!” – przynajmniej byłoby zabawniej…
    Swoją drogą nie wiem jak mieliby działać ci biedni agenci WSI w telewizji w której wiadomości pilnował pan Kurski.

    polo712 -> zgadzam się z wszystkim co napisałeś. Od siebie dorzucę, że wyobrażam sobie larum, połączonych sił medialno-pisowskich, jakie podniosłoby się gdyby wywiadu w tym duchu co pan premier udzieliła pani kanclerz Merkel dla np.: Frankfurter Allgemeine Zeitung.
    Chociaż wydaje mi się, że jest to temat-przykrywka tylko na parę dni. Przecież od poniedziałku ruszy rekonstrukcja rządu po wielkim przeglądzie „wojsk” dokonanym przez premiera. Znowu będzie można się tłumaczyć, że jak coś nie wyszło, to tylko dlatego że był zły minister itd. Wszystkie problemy ładnie zmiecie się na parę tygodnii, a później… później będzie raport z WSI, a potem bracia coś nam już wymyślą. Smutne, że w natołku wiadomości znikną nam z oczu sprawy naprawdę ważne jak np.: sytuacja szpitali (o tym że może dojść do takiej sytuacji zainteresowani ostrzegali już rok temu, ale widać ministerstwo zdrowia i rząd miały ważniejsze sprawy…).

    Pozdrawiam

  95. Próbahttp://kuczyn.com/2007/02/03/dziennikarstwo-kagancowe/#comment-15358
    Dostałam instrukcję, jak wkleić tekst z innego blogu i robię próbę…Czy się uda?

  96. A) W sprawie stosunków polsko-niemieckich premier Jarosław Kaczyński POSTAWIŁ mocne pytania:

    1. Czy to Polska nie chce potwierdzić spraw własności na jednej trzeciej terytorium Niemiec?
    2. Czy to Polska próbuje zweryfikować obraz historii, by w istocie przerzucić część odpowiedzialności ze sprawców na ofiarę?
    3.Czy Polska forsuje rozwiązania europejskie niekorzystne dla Niemiec?
    4.A może to mniejszość niemiecka w Polsce podlega zakazowi mówienia we własnym języku do własnych dzieci?
    5. I wreszcie, czy to my podejmujemy inicjatywy gospodarcze zagrażające bezpieczeństwu energetycznemu Niemiec?

    ————————————————

    B) W wywiadzie dla „Dziennika”, szef rządu powiedział, że MAMY w Polsce POTĘŻNY front ludzi REAGUJĄCYCH gwałtowną AGRESJĄ na KAŻDĄ próbę OBRONY naszych INTERESÓW narodowych.

    „Polska BYŁABY w nieporównanie LEPSZEJ sytuacji wobec partnerów (zachodnich), gdyby ELITY (nasze) jako całość BRONIŁY polskich INTERESÓW narodowych”.

    C) Jarosław Kaczyński ocenił jako NIEBYWAŁE robienie monstrualnej HISTERII z udziałem WSZYSTKICH byłych MINISTRÓW spraw ZAGRANICZNYCH wokół ponownego odwołania spotkania Trójkąta Weimarskiego.

    „I SKANDALEM nie jest techniczne przełożenie wizyty, co druga strona zrobiła wcześniej, ale…
    ale SKANDALEM jest brak LOJALNOŚCI dużej części wpływowych ŚRODOWISK wobec WŁASNEGO kraju” – dodał.

    W ocenie szefa rządu, Polska BYŁABY w nieporównanie LEPSZEJ sytuacji wobec partnerów (zachodnich), gdyby (nasze) ELITY jako całość BRONIŁY polskich INTERESÓW narodowych.

  97. Jarek, badger:

    Myślicie, że w obecnej, narzuconej, silnie zideologizowanej sytuacji można coś zdziałać w kwestii ‚kształcenia naszej młodzieży, wykorzystania polskiego potencjału naukowego i technicznego, uzyskania nowych źródeł energii, przygotowania się do problemu starzenia społeczeństwa’?
    Przecież tak samo było przed 1989 r. Te problemy również były istotne i wtedy, światli ludzie zdawali sobie sprawę z ich wagi, o problemach ‚niepoważnych’ (tzn. ideologicznych) nie dyskutowali (nie wolno było), ale mimo tego NICZEGO nie zdołano zdziałać, DOPÓKI NIE OBALONO SAMEJ ZASADY. Taki pozytywizm, o ktory apelujecie, jest racjonalny i przynosi rezultaty w DEMOKRACJI. Ale gdy władzę mają hunwejbini, nic on nie daje. Wręcz przeciwnie, to woda na ich młyn: ludzie, którzy zdają sobie z istotnych problemów sprawę, będą o nich dyskutować, a w tym czasie hunwejbini, na czele ‚ciemnego ludu, który to kupi’ (jak mówi ich czołowy) rozkręcają rewolucję kulturalną.
    Teraz czas na walkę o IDEE, bo dopiero wtedy, gdy zostanie wygrana, będzie możliwość zajęcia się tym, co istotne dla stabilnego społeczeństwa. Dziś nie czas liczyć drzewa, bo traci się z oczu las.

  98. mw, Moim zdaniem najwyższa pora na pozytywizm. Użyjmy tego słowa klucza bo w Polsce nie sposób wprost dyskutować o niczym nie wpadając w końcu w dychotomię pozytywizm kontra romantyzm. Pora na pozytywizm bo alernatywą jest toczenie walki na polu gry wytyczonym przez Kaczyńskich. „Antykaczyzm” będzie niestety tylko kalką „kaczyzmu”. To będzie bicie piany i pusta propaganda. Póki co to w telewizji nie można już niemal znaleźć poważnego programu publicystycznego bo politycy umówili się, że na wizji będą robić małpę jak estradowcy z piosenki Młynarskiego.

  99. Blizna,

    jak się zwie kraj europejski, w którym prezydent, premier, ministrowie, marszałkowie parlamentu – słowem wszyscy ci, którzy sprawują władzę – nie są członkami elity ?

  100. Ale idee, powinno przekruć do rzeczywistego świata, do realnego, ale czasami trudno. Coz jak sam Rokita powiedział kiedyś w Vivie, to tylko u Platona jest idealny swiat cos takiego powiedział.
    Ale ideały w realnej polityce, szczegolnie w polscej polityce jest prawie nie możliwe, tak wynika z mojej obserwacji.
    pozdrawiam

  101. Oj na Niemcy nam trochę dryfuje dyskusja.
    Teza:
    Rządząca partia na tzw. Ziemiach Odzyskanych ma ciągle gorsze rezultaty niż gdzie indziej. Lekka paranoja pod tytułem „Niemiec chce tu wrócić a myśmy som z wami i Niemcu nie damy” może przerzucić parę oczek w kolejnych wyborach na obrońców polskości.
    Premier jest graczem – gra już być może kolejną rundę a przynajmniej układa karty.

    Podoba mi się głos mw w sprawie PO. Trochę rozkojarzenia wkrada się w działania Platformy. Dobra komunikacja podstawą zarządzania. To idąc dalej: może liderzy wynajmą sobie i swoim rodzinom kilka lokali w Warszawie. Ze wspólnym salonem dla wszystkich i specjalnym gabinetem dla rozmów partyjnych. A przy okazji po kilku wódkach karnawałowych może pryśnie dystans między liderami.

    PS. świetny śnieg na narty dziś spadł na Tatry. Kto się waha czy pojechać niech nie zwleka.

  102. Ale dlaczego do tej pory nikt nie odpowiedział na pytanie: Rokita albo śmierć ? JA WYBIERAM ŚMIERĆ !. Nic gorszego nie mogło nas spotkać niż premier z Krakówka, za wyjątkiem Jarka Maliniaka !
    PS. Jedźcie do Zakopanego -tam przez trzy tygodnie jeszcze będą FERIE !

  103. Ostatnie wieści z frontu sa takie, że dymisję złożył minister Dorn. Mając na uwadze jego zażyłe kontakty z premierem prezesem oraz plotki, że ma zostać wicepremierem bez teki, narodziła się w mej głowie pewna nadzieja. Może jednak Macierewicz jest do ruszenia i właśnie premier przygotował nowego kandydata na jego miejsce ? Zaraz się dowiemy 🙂

  104. Pani Janino!

    Pani jest zbyt mloda aby to wydarzenie pamietac.A bylo tak. Na poczatku 1953 roku tow.Stalin nakazal uwiezienia pracownikow Lecznicy Kremlowskiej, pod zarzutem rzekomego spisku przeciwko niemu i pacjentom tej szanownej placowki. /Tzw.Proces moskiewskich lekarzy/.
    Wkrotce potem tow.Stalin nagle zmarl.
    Moskiewscy lekarze to byla ostatnia grupa, ktora dosiegnely represje Stalina .
    Zdazyl ich uwiezic ,ale juz nie zdazyl rozstrzelac.

    Biorac pod uwage ostanie aresztowania w Klinice MSW ,na zasadzie prostej analogii opierajac sie na tym historycznym przykladzie -zalecalbym braciom Blizniakom pospiech.

css.php