Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej

20.01.2008
niedziela

Iskrzy, coraz bardziej iskrzy

20 stycznia 2008, niedziela,

0atusKacz450.jpg

Fot. Wojciech Barczyński / REPORTER

Ciekawe są stenogramy z posiedzenia Rady Gabinetowej, zwłaszcza opublikowane w dwóch wersjach. Tej, która jakoś tam „przeciekła” do „Dziennika” i miała wykazać niekompetencję rządu oraz to, że w trakcie obrad toczył się głównie spór prestiżowy między prezydentem i premierem o to, kto ważniejszy i kto faktycznie ma prawo do prowadzenia obrad, także tej opublikowanej przez kancelarię premiera, gdzie widać coś innego, a mianowicie, że jednak o kwestiach merytorycznych próbowano rozmawiać i nie jest prawdą, że prezydent nie mógł doprosić się o jakiekolwiek informacje. Oczywiście już po zakończeniu posiedzenia tego gremium, które jak na problem, którym miano się zająć, obradowało bezprecedensowo krótko, wiadomo było, że między prezydentem i premierem iskrzy, ale dopiero po opublikowaniu stenogramów widać, jak bardzo iskrzy. Także w warstwie czysto psychologicznej (wydaje się, że to napięcie trwa nieprzerwanie od wyborów prezydenckich i pogłębiło się po wyborach parlamentarnych), a nie tylko dość zasadniczych merytorycznych różnic w kwestii tego, co robić dalej z ochroną zdrowia. Takie różnice mogą być uzasadnione, bo tu ścierają się różne poglądy, różne ugrupowania mają odmienne zdania, często podyktowane zresztą miejscem, które akurat zajmują na scenie politycznej, czy są przy władzy, czy akurat dalej od niej.

W owych stenogramach czuć wyjątkowe napięcie między ośrodkami władzy. Oczywiście publikacja w „Dzienniku” mocno i dość ciekawie okrojona, zwłaszcza z tego wszystkiego, co ma charakter merytoryczny, ma przemawiać na korzyść prezydenta, który wykazywał cierpliwość, a premier niecierpliwość, bo sam chciał wszystko wyjaśniać. Publikacja całości mocno ten obraz zmienia, bo pokazuje, że nie były to wyłącznie prestiżowe utarczki, że jednak o kwestiach merytorycznych próbowano rozmawiać. Ma ona więc uzasadniać, że wyjaśnienia premiera, iż prezydent nie był szczegółowymi rozwiązaniami zainteresowany, a posiedzenie było rozczarowujące są prawdziwsze. Oczywiście zarzuty można postawić obu stronom sporu. Jeżeli wcześniej nie zna się projektów ustaw, które dopiero teraz wylądowały u marszałka Sejmu, trudno dyskutować.

Rada Gabinetowa nie musi jednak obradować nad konkretnymi projektami, może debatować nad ich założeniami, ale oczywiście nie da się tego zrobić w 45 minut. Prezydent mógł więc nieco więcej czasu poświęcić, jeżeli chciał uniknąć wrażenia, że chodzi mu wyłącznie o efekt propagandowy. Nie zrobił tego i pogorszył swą sytuację stwierdzeniami sugerującymi, że będzie coś, czego jeszcze nie zna, wetował. Nie wdając się jednak w spory merytoryczne fakt pozostaje faktem, takiego pojedynku na ujawnianie stenogramów jeszcze nie mieliśmy i jest to wydarzenie bez precedensu w relacjach między głową państwa a rządem. Wydarzenie świadczące, że ci, którzy mają nadzieję na w miarę harmonijną kohabitację – mylą się. Najwyraźniej obie strony zaostrzają i język i działania.

Kilka dni temu szefowa kancelarii prezydenta, pani Anna Fotyga, publicznie oznajmiła, że systemy obronne Patriot, o które rząd u Amerykanów zabiega (wszyscy przyznają, że tak twardych negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi nie prowadził dotychczas żaden rząd) są nam niepotrzebne, bo są przestarzałe. W dość wrażliwym, a być może nawet kluczowym momencie negocjacji takie stwierdzenie płynące z kancelarii prezydenta jest – najdelikatniej mówiąc – niezwykle mało dyplomatyczne i po prostu niepotrzebne. Wypowiedź byłej szefowej dyplomacji też nie ma precedensu. Poprzednio jednak żaden z ministrów spraw zagranicznych nie dezawuował tak swych poprzedników. Nawet kiedy się nie zgadzali, starali się raczej łagodzić kwestie sporne, niż je zaostrzać. Teraz mieliśmy wypowiedź, która bardziej świadczy o urażonej dumie niż o obiektywnym oglądzie sytuacji. Coś za dużo tego obrażania się w polskiej polityce.

Ta sekwencja zdarzeń wydłuża się. Oto premier powołał szefów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służby Wywiadu Wojskowego bez formalnej opinii prezydenta. Złamał prawo, czy nie? – będą się teraz zastanawiać prawnicy i zapewne w większości orzekną, że jeśli nawet nie złamał, to poruszał się na granicy prawa. Fakty są bowiem takie: wniosek o opinię w sprawie kandydata na szefa ABW wpłynął do prezydenta w połowie grudnia i nie było odpowiedzi, natomiast 8 stycznia kancelaria prezydenta wysłała zapytania o kandydata, który najwyraźniej głowie państwa się nie podoba. Wniosek w sprawie szefa wywiadu wojskowego premier przedstawił prezydentowi 4 stycznia i też oczywiście odpowiedzi nie było. Były natomiast formułowane nieformalnie, także za pośrednictwem prasowych przecieków opinie, że prezydent jest niezadowolony. Premier nie potrzebuje opinii pozytywnej, ostateczną decyzję bierze na siebie. Powinien jednak mieć jakąkolwiek opinię prezydenta. Nie miał jej. Czy można uznać, że czekał wystarczająco długo? Otóż wydaje się, że jeżeli w ustawie nie unormowano czasu wydania opinii, to dobrze się trzymać KPA i poczekać 30 dni. W sprawie szefa ABW 30 dni minęło, w sprawie szefa wywiadu wojskowego minęły dwa tygodnie. Czy więc premier przejął się licznymi konferencjami panów Macierewicza i Wassermanna, którzy wołali w ostatnich dniach, po odejściu z kancelarii premiera ministra Pawła Grasia, że bezpieczeństwo państwa jest zagrożone, a służby destabilizowane?

Jeżeli tak uważali, powinni apelować także do prezydenta o szybkie wydanie opinii o kandydatach o szefach, gdyż nic tak służb nie destabilizuje jak poczucie tymczasowości i niepewności. Nie apelowali, premier zapewne także ich konferencjami się nie przejął, ale postanowił pokazać, kto tu rządzi i szefów służb powołał. Donald Tusk jest dziś silny poparciem społecznym i podejmując decyzje z tego korzysta. Może się też powoływać na precedensy, bowiem w tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją precedensową. Premier Kaczyński odwołał szefa ABW i jego zastępcę (przyjaciół ministra Ziobry) też bez wymaganej prawem sejmowej opinii komisji do spraw służb specjalnych. Chodziło o to, żeby zrobić to szybko, aby jeszcze przed wyborami obaj panowie mogli usadowić się na bezpiecznych posadach w prokuraturze krajowej. Wtedy ta sprawa nie była przedmiotem dyskusji, gdyż wszyscy zajmowali się raczej perturbacjami w koalicji i zbliżającymi się wyborami.

Teraz sytuacja jest inna. Jest początek kadencji, prezydent i premier muszą współdziałać w dziedzinie bezpieczeństwa państwa, bo tak stanowi konstytucja. Zaostrzanie sporu w tej akurat kwestii jest ze strony premiera ryzykowne. Powinien więc był poczekać, przynajmniej jeszcze ze dwa tygodnie, nawet jeśli miał świadomość, że pozytywnej opinii nie będzie, bo najprawdopodobniej by jej nie było. Przecież walka trwa. Dotychczas premier wygrywał pojedynki z prezydentem, ale szala może się przechylić. Donald Tusk stąpa po cienkiej linie i nie zawsze powinien ją jeszcze bardziej napinać.

***

Po moim poprzednim wpisie rozpętała się prawdziwa burza na dwa tematy – wpisu blogowego posła Palikowa oraz służby zdrowia. Dzięki za dyskusję o służbie zdrowia, którą zainicjowała bardzo kontrowersyjnym, ale jednocześnie bardzo ciekawym i emocjonalnym wpisem magrud. Ja czytając kolejne wpisy, także blogowicza z Berlina (szczególnie go Państwu polecam) bardzo wiele się nauczyłam, gdyż – przyznaję – nie jestem specjalistką.

Jeśli chodzi o wpis magrud, to przykro mi, że Pani tak odebrała rozmowę w „Puszce”. Wydaje mi się, że prezentowano różne stanowiska – od rzeczywiście bardzo liberalnych, po społecznie wrażliwe. Ja nie przeceniam tego, co zrobiła minister Kopacz, wydaje mi się, że w tej sprawie ważne jest to, że wreszcie, choć po niepotrzebnych perturbacjach, projekty przesłano do Sejmu i nie uważam, aby kolejne debaty na ten temat do czegoś nas przybliżały. Chyba wszystko już powiedziano i czas podejmować decyzje. Osobiście uważam, za bardzo ważne, że wreszcie zwrócono uwagę na problemy młodych lekarzy (rezydenci, specjalizacje, bo to, co było dotychczas, to skandal). W kwestiach przekształceń własnościowych od początku byłam za pomysłami wicepremiera Hausnera, które blokowały wspólnie PO i PiS. Jedna tylko uwaga: jako osoba płacąca wysokie składki i b. rzadko korzystająca ze służby zdrowia chciałabym wiedzieć, jak jest naprawdę, ile zarabiają lekarze, co się dzieje, że składka rośnie o 5 mld rocznie, a w systemie podobno tego nie widać, dlaczego nie można stworzyć sensownego systemu refundacji leków, który ciągle jest workiem bez dna itp.

Mam nadzieję, że po wielkim sporze, jaki przetoczył się przez blog także i Państwo nieco więcej rozumiecie. Ja w każdym razie za wszystkie wpisy dziękuję. Odniosę do kilku spraw bardziej szczegółowych.
Wiktor twierdzi, że prof. Religia jako minister zdrowia nie miał wpływu na to, co działo się w szpitalu MSWiA (zwolnienie dyr. Durlika), bo to nie jego resort. Zgoda, ale jako minister zdrowia i profesor kardiochirurg powinien wyrazić przynajmniej swoją opinię, którą być może wzięto by pod uwagę. Nie zrobił tego. I dlatego uważam, że ponosi część winy.

Frank pisze o lekarskim lobby i dr. Radziwille, który pojawia się przy wszystkich dyskusjach i do którego ja też mam zaufanie raczej ograniczone. Otóż rzeczywiście wydaje mi się, że żadne lekarskie lobby nie zreformuje ochrony zdrowia. Ja byłabym za tym, aby wreszcie za rzecz cała wzięli się menedżerowie.

Quake – o projekcie nowelizacji ustawy medialnej proponowanym przez PO pisałam dość szeroko na łamach „Polityki”, mam wrażenie, że również na blogu i zgoda, że to pomysł na przejęcie mediów. Tam jest wprawdzie przepis o koniecznych rekomendacjach ze strony m.in. stowarzyszeń twórczych, ale jak będzie realizowany – nie wiadomo. Ponadto uważam, że na przykład stowarzyszenia dziennikarskie nie są reprezentatywne, przez lata SDP pasjonowała głównie lustracja.

Druga kwestia, która Państwa mocno poróżniła, to mój wpis w sprawie wypowiedzi blogowej posła Palikota. Mimo krytyki, części spośród Państwa nie wycofuję się z żadnego napisanego zdania. Cieszę się, że część blogowiczów moje stanowisko poparło. Uważam, że cała ta dyskusja, która trwała tydzień, była pełna hipokryzji i nie wszystkim chodziło o cześć głowy państwa. MiG słusznie zwraca uwagę, że za kontrowersyjnymi wcześniejszymi wypowiedziami Palikota kryły się dramatyczne problemy (gwałty na policji), na które nikt już nie zwraca uwagi.

Na pytania kierowane do mnie, które sami zadający określili jako chamskie, nie odpowiadam. Pozostańcie Państwo ze swoimi chamskimi pytaniami i szukajcie na nie sami odpowiedzi. Nie jestem prezydentem, nie biorę pieniędzy z budżetu państwa, nie muszę się tłumaczyć, więc porównania uznaję za nieuzasadnione. Może tylko Marius 21 przekroczył granice chamstwa i zahaczył o zwyczajną podłość, ale to już jego problem z jego własnym stanem emocjonalnym. Jacka, który mnie zwyczajnie nie lubi i pisze o tym, rozumiem. Wcale nie wszyscy muszą mnie lubić, wiem, że są tacy i tacy, mimo to zapraszam do udziału w dyskusjach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 134

Dodaj komentarz »
  1. Pani Jadwigo !
    Czy mogłaby pani skomentować dowcip Bernarda, który marc wkleił z blogu Kiczyńskiego ?
    Naprawdę uważa Pani,że pałkarza można resocjalizować ?
    Pan Prezydent obudził sie z przydługiego snu i będzie zwalczać rząd PO i premiera Tuska wszelkimi dostępnymi środkami. Nic dziwnego,że Dziennik manipuluje stenogramem. Ale przecież ten stenogram dostał z Kancelarii Prezydenta RP. Mając do dyspozycji publiczne media można do pewnego stopnia manipulować opinią publiczną. Jako przykład proszę wysłuchać przeglądu prasy w radiowej Trójce. Skowroński pięknie odwdzięcza się za nominację.
    Pan Prezydent RP mianował p. Fotygę swoim przedstawicielem na :białym szczycie „. Czyżby pozazdrościł lauru i rozgłosu p.Sowińskiej?

  2. Zachowanie Premiera RP s k a n d a l i c z n e .
    Tusk zachował się tak jakby poszedł na imieniny do sąsiada i kazał mu zmienić rodzaj wódki a także zakąski a na zwrócenie uwagi że to nie on jest gospodarzem odpowiada – nieważne bo ja jestem Donek .
    Jak znam mojego sąsiada ( a On też wychowywał się na podwórku ) na wybitym zębie i podbitym okiem p.Donka imieniny by się nie zakończyły .
    Inna mała uwaga :
    jaka zgodność światowych śr.mas.przek.
    tvn24 o niczym innym od rana nie mówi tylko że Prezydent się źle zachował ,ciekawe co by powiedzieli jakby taką gafę jako gość popełnił ktoś z PIS-u , pewnie odwróciliby kota ogonem .Przekłady , proszę bardzo :
    2. Prezydent Kwaśniewski pijany w Charkowie ;
    sławne światowe gazety piszą ;nic się nie stało to prawdziwy Polak lubi wypić , i cytat Paradowskiej:”fakt, że Kwaśniewski kilka razy wystąpił publicznie pod wpływem alkoholu nie musi jeszcze oznaczać, że cierpi na chorobę alkoholową.”
    Ten Wasz ulubieniec Aleksander który jako członek zbrodniczej PZPR jest pośrednio odpowiedzialny za mordy KPZR ( PZPR podlegało partii radzieckiej KPZR ) mógł schlać się wszędzie ale nie tam , może kpić i śmiać się z każdego ale nie z pochowanych w Charkowie .
    -ktoś b.mało ważny kogo nie szanują nawet we własnej partii wypowiada brednie wyssane z palca nie poparte najmniejszym dowodem ( Kwaśniewskiego nagrano i pokazywały TV w całej Europie ) no i jak reagują niezależne śr.mas.przek.(tvn24,polityyyka,nie itp..
    – to tylko pytanie , a może?., a gdyby?.
    Niby nie wierzą w brednie ale ..a może?..

  3. Żeby zrozumieć działanie Tuska należałoby sprawdzić kiedy obaj panowie zostali powołani na pełniących obowiązku szefów ABW i SWW. Otóż zgodnie z art. 17 ustawy o ABW powolanie na p.o. szefa ABW może nastąpić maksymalnie na 3 miesiące. Identyczny zapis zawiera art. 18 ustawy o Służbie Wywiadu i Kontrywiadu Wojskowego. Być może stąd wynikał pośpiech premiera? Ale oczywiście opinia Prezydenta jest wymagana a jej pominięcie ewidentnie narusza ustawę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. W klarowny sposob opisala Pani konflikt miedzy prezydentem a premierem. Podzielam obawy ze uplyw czasu tylko go zaostrzy. Niedoceniana przez ekipe Kaczynskiego sila rzadu Tuska jest to ze nikt na dobra sprawe za nim nie stoi. Broni sie wysokim poparciem spolecznym , a to nie jest wieczne. I proboja to zaufanie intuicyjnie podwazyc.W tle poprzednich rzadow zawsze ktos stal . Raz prezydent W. innym razem K. , raz przewodniczacy K. innym razem ojciec R. itd.
    Trzeba zachowac duzo zdrowego rozsadku i uwagi zeby oddzielic ziarne od plew posrod masy informacj naplywajacych ze wszystkich stron . Cecha wspolna tych inf. jest przewaznie brak rzetelnosci . Pani wpisy sa w tym bardzo pomocne. Rezerwuje sobie jednak prawo , gdy uznam to za stowne do uzycia cierpkich slow w zamieszczonych komentarzach do Pani wpisow.
    Poraz pierwszy na forum blogu znalazly sie slowa w ktorych przyznano sie do tego ze od komentujacych blog z zagranicy mozna sie czegos nauczyc. Chodzi o kom. piszacego z Berlina . Przede wszystkim jest to jego zasluga , poniewaz pisze w sposob zrozumialy dla wszystkich . Opisywane problemy sa podobne w Polsce i w niemczech. Uwaznie sluchajac mozna sie wspolnie wiele nauczyc , tym bardziej ze podrozujacy coraz liczniej po europie polacy wczesniej czy pozniej w objecia jakiegos medyka wpadna. I nie zawsze bedzie to polak.
    Gdy wprowadzono w Polsce kasy chorych wsrod krewnych i znajomych obserwowalem panike i zagubienie . Kazdy wiedzial swoje i to lepiej od innych . Po ok. 2 latach obserwowalem juz ze system dzialal i byl coraz lepiej rozumiany . To co probowalem wyjasniac na poczatku teraz okazywalo sie b.zrozumiale. Probowalem przekazac wlasne doswiadczenia poniewaz sam jestem ubezp. w kasie chorych .
    Z wielu stron slychac WRACAJCIE , ale gotowosc na przyjecie przez rodakow doswiadczenia wracajacych, nabytego w czasie pobytu w innych krajach , odnosze wrazenie jest mizerna.

  6. Pałac prezydencki zgromadził w tej chwili kuriozalną ekipę, wystarczy posłuchać ich wypowiedzi na czele z p. Prezydentem. Dopóki tacy ludzie będą traktowani poważnie w majestacie urzędu to nic dobrego nas nie czeka. Dlatego nie ma ważniejszego dla Polski zagadnienia jak unieszkodliwić i ubezwłasnowolnić ten ośrodek władzy.

  7. Po przeczytaniu całego stenogramu, straciłem nadzieję. Gdybym był młodszy wyjechał bym na prowincję świata: np. Kanada, Australia, a może Nowa Zelandia.
    Podziwiam Pani siłę charakteru i optymizm.

  8. Pani Redaktor, Blogowicze,
    Zgadzam się, pan premier powinien zaczekać z ogłoszeniem nominacji szefa wywiadu wojskowego na opinię prezydenta. Pan prezydent ma jednak dziwną skłonność do przetrzymywania spraw u siebie (vide legendarne nominacje sędziowskie i profesorskie, a raczej ich brak).

    Mieszkam i pracuję poza granicami Polski, zatem nie finansuję kancelarii prezydenta przez podatki. Osoby płacące podatki w Polsce mają prawo wymagać by prezydent wreszcie wziął się do roboty. Swego czasu przez internet przewinęła się akcja ?przeproś prezydenta?, czas na nową ?panie prezydencie do roboty!?
    Pozdrawiam serdecznie
    Marta

  9. jednak tak
    2008.01.20 12:34
    Wystawe o ktorej pisze znam tylko z informacji prasowych . Otwarta jest w godz przedpoludniowych i nastawiona jest glownie na odwiedziny grop szkolnych w ramach lekcji. Dla pracujacych pozostaje sobota i niedziela . Trwa do konca lutego i na pewno znajde czas zeby ja zwiedzic . Na pewno podziele sie wrazeniami na forum blogu.
    Taka wystawa jest mozliwa w kraju ktorego historia jest obciazona zbrodniami II wojny poniewaz istnieje wola rzetelnego rozliczenia sie z przeszloscia .
    Tematu rozliczen z przeszloscia w niemczech nie bede probowal nawet tykac na forum tego blogu.
    Przekonanie o tym ze jest to przeszlosc mroczna i tragiczna jest wsrod niemcow ugruntowane. Ze z ta przeszloscia trzeba zyc i o niczym nie zapomniec wpojone w swiadomosc ma kazdy . Kazde z napisanych powyzej slow moze rozpalic niekonczaca sie debate.
    Na pytanie dla czego Niemcy sa bezpiecznym krajem mozesz odpowiedziec sobie sam probujac rzetelnie wniknac jaki jest stosunek Polski i polakow np. do uchodzcow.

  10. Jeśli Prezydent nie odpowiedział w terminie 30 dni na pierwszy wniosek Premiera datowany w grudniu 2007 roku ,to uznałbym na miejscu Tuska ,że należy Go zdyscyplinować .Wystąpiły bowiem przesłanki zwykłej obstrukcji , żałosnego korzystania z swoich prerogatyw .
    W tej konkretnej sytacji brawo premier Tusk !
    ( nie wypowiadam sie o kwalifikacjach kandydatów bo nie mam żadnej wiedzy na ten temat, a nawet niewiem o jakie osoby chodzi )
    Prezydent ,jak słyszę w radio, wysyła minister Fotygę w poniedziałek na rozmowy o ochronie zdrowia . Ta pani w tamtym miejscu nadaje tylko się do wypełnienia roli czerwonej płachty !!!.
    Kancelaria dolewa oliwy do ognia, a PREZYDENT Lech Kaczyński potwierdza , jemu też chodzi o Teatrum .

  11. Szanowna Pani Redaktor !

    Ujawnienie wspomnianych stenogramów – obojętnie przez którą stronę tego żenującego i szkodzącego Polsce (nie tylko jej wizerunkowi !) konfliktu – świadczy dobitnie o degrengoladzie, braku absolutnej klasy, normalnym „buractwie” i kmiotkowości (a tak PO „dworowała” cały czas z „gumofilców” z Samoobrony – dziś Pan Premier i jego ekipa pokazują podobne maniery, mentalność i pojmowanie „dobra wspólnego”) całej klasy politycznej kraju nad Wisłą i Odrą. O „dywizji” Pana Prezydenta, obsiadłej Duży Pałac wspominał nie będę przez litość i odrobinę pozostałego we mnie jeszcze szacunku (dla urzędu i Polski, nie dla tego kto dziś zasiada w tym Pałacu).
    To jest po prostu dno; mentalne, polityczne, intelektualne, „klasowe” – wszelakie. Czyż Polska nie ma już siły aby wyłonić z „siebie” lepszej elity , zwłaszcza tej politycznej ? Czy amatorszczyzna musi być egzemplifikacją aktualnej polskiej society życia publicznego ? I najgorszym w tym jest to, że nie widać promyka nadziei na „lepsze” czasy w tej materii….
    Pani Janino – należy pisać, obśmiewać, wyszydzać i kompromitowac te pożal się Boze elity, ktore dochodząc do władzy zostają po prostu „bez spodnii”. O pustce w głowach możemy się domyślać już wcześniej, słuchając tych Panów i Pań w polskim parlamencie, a także obserwując ich jakość pracy nad tworzonym prawem.
    Pozdrawiam smutno.
    WODNIK53

  12. Przyznaję, że jako wyborca PO, Panią Fotygę mógłbym oglądać i słuchać 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. To moja Idolka!!!Jeszcze nie zdarzyło się żeby pani minister nie miała racji, których bym w pełni nie akceptował. Oczywiście, jeśli ktoś wyrasta aż tak ponad przeciętność jak pani minister, to przy powszechnym panoszeniu się rutyny, rzadko kiedy ma szansę być zrozumiany a jego słowa akceptowane. Jeśli przedstawiciele obecnego rządu, „grają „ostro z Ameryką o tarczę, jest to tylko tanią propagandą dla naszego społeczeństwa Jak można grać ostro,blefować,kiedy wszystkie nasze atuty, a raczej ich brak, są Amerykanom znane. Jaki mamy argument, kiedy Ameryce znudzi się ta przepychanka z karzełkiem- partnerkiem , i powie albo-albo. Tarcza od lat mocno nagłośniona, więc ostateczne nie dogadanie się z Ameryką to tylko nasz „obciach”.
    Obserwując, tę propagandę „ostrych” targów, aż się prosi, żeby coś sensownego dorzucić, żeby choć trochę mieć szansę na zachowanie twarzy. Jeśli zapomnimy na chwilę o wylansowanym wizerunku pani Fotygi, to jej vist z przestarzałością Patriotów jest jedynym sensownym pociągnięciem. Jeśli mamy utrzymać złudę ,gdzie się jeszcze w to wierzy, że gramy ostro, a Patrioty to faktyczny przeżytek, to co nam pozostaje?
    Jak ostro to ostro- żądajmy czegoś bardziej współczesnego. Patrioty – to Rosjanie mogą zniwelować w dziesięć minut, wysyłając odpowiednio przygotowane atrapy.
    Jest to ta sama epoka co F-16.
    „Przepychankami ” pomiędzy naszymi ośrodkami władzy też bym się nie przejmował, gdyż ich siłą motoryczną jest to, że wszyscy są siebie warci, w przeciwnym wypadku , któraś ze stron „zapanowałaby ” nad sytuacją . Ja te ich „waśnie” kwituję na bezczelnego, staropolskim- kto się lubi, ten się czubi. Nie wdając się w zbędne detale, przypomnę , że obecny układ polityczny obaj panowie -prezydent i premier ustalili w miłej atmosferze, przy lampce winka, jak podawały media. To dwaj przyjaciele od zawsze. Niech się „dziadkowie” za swoje niewątpliwe zasługi ,jeszcze trochę pobawią w politykę. W mediach , pojawia się coraz więcej młodych, bardzo sensownych osób, w różnych dziedzinach. Wyłania się NOWE, ZUPEŁNIE INNE, SENSOWNE, i to jest najważniejsze. Następne NOWE , będzie miało jeszcze krótszy cykl inkubacyjny, i te pokolenia zadecydują o wszystkim!

    Pozdrawiam ,Eddie.

  13. Szanowna Pani Janino.
    Calkowicie zgadzam sie se stanowiskiem Pani. Widac jak na dloni, ze Prezydent i Rzad prowadza juz nie bitwe ale jest to juz otwarta wojna.
    W normalnych warunkach i w „normalnych” krajach rzad otrzymuje na poczatku swego dzialanie tradycyjne 100 dni. Niestety poprzednia ekipa zyje w wyimagowanym swiecie i chce wszystko natychmiast stad ta wojna i agresja. Przypomne stare przyslowie „cudze widza pod lasem a swojego nie dostrzegaja pod nosem”. Przeciez Prezydent tez powolal nowych Ambasadorow bez konsultowania tego z nikim – i to jest w porzadku?
    Niesmaczne sa wrecz publiczne wypowiedzi bylych ministrow. Nie moge juz sluchac wypowiedzi bylej Pani Minister Spraw Zagranicznych, bylego Ministra Obrony Narodowej, Sprawiedliwosci czy np. v-ce Ministra Zdrowia.
    Ten Pan sam nie wyjasnil do konca swojego udzialu w sprawie „protekcji” lekow, a sam jest pierwszym krytykiem wszystkiego co nowe w sprawie reformy „zdrowia”, choc sam niewiele lub zupelnie nic nie zrobil w tej sprawie. Odpowiem tytulem jednego z programow „Szkoda gadac”…

    W calej tej wojnie na szczytach Pan Premier moim zdaniem byl dotychczas dosc powsciagliwy ale co za duzo to niezdrowo. Nieszczerze brzmia slowa Prezydenta i ubolewania po opublikowani calosci nagran z Narady Gabinetowej.
    Przypomne rowniez wywiad jakiego udzielil Prezydent TVP wieczorem po posiedzeniu Rady Gabinetowej. W wywiadzie tym Prezydent tez byl niezwykle agresywny wobec dziennikarza, kilkakrotnie przerywal, nie pozwalal zadac pytania do konca, na koniec dziekowal az trzy razy. A wszystko na oczach milonow widzow. Tak nie przystoi glowie panstwa.
    Odnioslem wrazenie, ze Ktos wypil trzy lampki wina za duzo …
    Pozdrawiam

  14. Jestem zdegustowany całą tą Radą Gabinetową. Odnoszę niestety wrazenie że Pan Prezydent prubuje zdyskredytować poczynania rządu. Mam wrażenie że, Pan Prezydent identyfikuje się całkowicie z linią polityczną PiS-u. W zachowaniu i wypowiedziach nie widzę różnicy pomiędzy Jarosławem a Lechem. Ale to jest jeszcze do zrozumienia. Każdy ma swoje poglądy polityczne i usiłuje tak działać jak uważa to za właściwe i nie koniecznie musi to się wszystkim podobać.
    Przeraża mnie za to sytuacja w której głowa państwa nie zwraca uwagi na konsekwencje swojego postępowania. Uważam że, powinien wznieść się ponad podziały polityczne i wspólnie z rządem szykać wyjścia z tak trudnej sytuacji w jakiej znaleźli się Polacy. Trudno teraz dochodzić jakichś własnych ambicji. Politycy mają swój świat w którym nie muszą martwić się o kolejki do lekarza, o wieczne wykupowanie dodatkowych badań i różnych innych płatnych usług że nie wspomnę dentysty lub rechabilitanta. Nikt go nie traktował jak natręta i śmiecia który tylko przeszkadza w fukcjonowaniu „słóżby zdrowia”. Lekarze są zajęci pogonią za pieniadzem i tak naprawdę tylko to się dla nich liczy. Z wypowiedzi zwiazkowców wyraźnie przebija nuta ciągoty do sprywatyzowania całej „słóżby zdrowia”. W tej atmosferze strachu ze strony pacjentów widzacych rozkład systemu lecznictwa politycy nie mają za grosz poczucia obowiazku. Dla mnie to oni są kompletnie wyalienowani z polskiej rzeczywistości. Wywołują wirtualne wojny i bitwy słowne które tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Jedymi ich adresatmi to są dziennikarze którzy z tych słownych zawieruch mają tak naprawdę chleb, wypisując kolejne dyrdymały powtarzane i przetwarzane w różnych wariantach politycznych, w zależności od gazety. Tak naprawdę to brak jest merytorycznych dyskusji na podstawie której można by postawić diagnozę i przyjąć metodę naprawy. Jest jedynie słowna agresja która w wykonaniu PiS została doprowadzona do perfekcji. Odnoszę wrażenie że politycy uważają swoich wyborców za kompletnych matołów którym wszystko można wmówić. Ja umię czytać i słuchać wypowiedzi innych. Potrafię również sam wyciągnąć wnioski a z nich nie wynika nic dobrego. Jedyne co obserwuję to zajadły atak harcowników PiS na próby naprawy opieki medycznej. Ja jestem świadom iż, naprawa tego systemu to kilka lat. Żadna ekipa rządowa nie kwapiła się do rozwiazania tego węzła gordyjskiego. Teraz widzę chociaż wolę walki. Z jakim skutkiem to trudno przewidzieć. Osobiście uważam że bez głębokich reform uszczelniających system finansowy i częściowej płatności usług medycznych to się nie obejdzie. Są ty pociągnięcia niepopularne na których pisowscy demagodzy nie zostawią suchej nitki i będą powtórnie lansować „Polskę solidarną” – wszystko dla wszystkich czyli tak naprawdę nic dla nikogo. Mieszkam w niedużej miejscowości z dala od Stolicy i proszę Panią aby mi powiedziała: czy to co ja widzę w telewizji i czytam w prasie to jest tak naprawdę rzeczywisty świat polityki mający w nosie problemy swoich obywateli , czy to tylko teatr dla uwodzenia „elektoratu” a sprawy załatwiają ministerialni urzędnicy. Jeżeli to jest rzeczywistość to raczej swoje zdrowie polecę Bogu bo na służbę zdrowie za mojego żywota raczej nie mam co liczyć. Pozdrawiam życząc zdrowia. Marsz

  15. Ja się zastanawiam jakie są motywacje i plany Donalda Tuska. W niektórych sprawach jest on ostrożny do przesady i ustępliwy. Dotąd tłumaczyłem to sobie profesjonalizmem i dążeniem do minimalizacji strat – chciał zachować „energię” na najważniejsze kwestie. Tym sobie tłumaczyłem ustępliwość przy okazji Karty Praw, łagodzenie wszelkich sporów z hierarchią rzymskokatolicką itd. Oczywiście miło byłoby zobaczyć też efekty takiej taktyki, czyli np. likwidację kilku służb mających prawo nas podsłuchiwać i podglądać, odważną reformę systemu emerytalnego (podniesienie wieku) czy rentowego, może KRUS itd.

    Teraz nie tylko wciąż nie widzę tych najważniejszych posunięć, które mogłyby być usprawiedliwieniem dla mniejszego zła gdzie indziej. Dochodzą do tego konflikty z Prezydentem – chyba niepotrzebne. I teraz nie rozumiem – czy premier ma na temat prezydenta uraz i też zachowuje się nieracjonalnie?

    Słowem – ja czekam na wyklarowanie się obrazu. Czy Tusk będzie podejmował odważne reformy (i mam nadzieję profesjonalnie wykonane), czy też wszystko się rozejdzie w tandecie i ustępliwości.

    Po pierwsze – proszę więc o więcej profesjonalizmu (merytoryczne projekty ustaw), bo postępowanie w sprawie ustaw ‚zdrowotnych’ było niepokojące.

    Po drugie – proszę o zaprzestanie zwarcia ząb za ząb z Prezydentem. Niech sobie Prezydent kamińskuje i fotydży się (jak mu to odpowiada), premier powinien na to reagować nieco bardziej flegmatycznie i powściągliwie w słowach i skrajnie praworządnie i poprawnie w procedurach.

    Boję się że Tuskowi puszczają nerwy i za bardzo chce uprzedzać (dymisje i pośpieszne projekty ustaw) lub odparowywać ataki – moim zdaniem na dłuższą metę nie tędy droga.

    Pozdrowienia serdeczne dla wszystkich 🙂

  16. Pani Janino nie zgadzam się z Panią,że TUSK kroczy po ciekiej linii i nie powinien jej przekraczać.Realna władza w Polsce w myśl konstytucji lezy w rekach Premiera a nie Prezydenta,który tak naprawdę jest figura reprezentacyjną.Lech Kaczyński nie jest samodzielnym Prezydentem i realizuje wolę i zamierzenia polityczne swojego brata – „melduję Panie Przewodniczący…” tak a pro po byłoa to najbardziej obraźliwa odzywka Lecha Kaczyńskiego w roli przezydenta nawet elekta w stosunku do Polaków.TUSK /nie jest moim faworytem/ wie,że walczy nie z Prezydentem ale tak naprawdę z byłym Premierem a jest to walka ostra tak jak Jarosław lubi grać.Tylko,że Jarosław ogólnie jest tchórzem i w momencie poznania siły przeciwnika cofa się a w chwili wyczucia słabości atakuje – to jest taka polityczna hiena.Tusk musi pokazywać siłę,potrafi to robić bez napinania mieśni,taka postawa stwarza przewagę nad Jarosławem,który wraz z bratem czuje mores przed zdecydowaniem i siłą. Realna władza jest w rękach TUSKA i powinien coraz mniej oglądać się na fochy braci mniejszych a jak się wychyla to dawać po łapach.

  17. Sadze, ze w sprawie opinii, a raczej ich barku, premier slusznie zrobil napinajac line. Najlepiej wygrac spor z prezydentem wlasnie od czasu do czasu napinajac line.
    Jest teraz jasne, ze do konca kadencji prezydenckiej bedzie trwala przepychanka Donalda Tuska z Kaczynskim. Tusk nie powinien napinac liny w kwestiach, ktore rzeczywiscie obchodza opinie publicza. W innych tak. A sprawe opinii nt. szefow sluzb 75 proc. Polakow, jak sie to mowi, olewa. Reszta, to PiS i ich mentalni akolici. U nich Tusk i tak ma przechlapane, wiec niczym nie ryzykuje.

  18. Można nie lubić Prezydenta i mieć do niego słuszne bądź nie zastrzeżenia ale czy to upoważnia Panią do takiej manipulacji i rozmywania faktów ?
    Pisze Pani? że jednak o kwestiach merytorycznych próbowano rozmawiać i nie jest prawdą, że prezydent nie mógł doprosić się o jakiekolwiek informacje?.
    A może Pani nie przeczytała stenogramów ? Chociaż rzeczywiście, to były jakiekolwiek informacje bo jakie inne można wyłowić z tego potoku chaotycznych ?odpowiedzi? i lania wody ?
    Prezydent chciał poruszyć następujące problemy (cytuję w uproszczeniu):
    I. sprawy bieżące
    1.problem finansowania służby zdrowia,
    2.problem zmierzenia się z tymi postanowieniami płacowymi w formie umów, czy zakładowych układów zbiorowych, które już zostały zawarte, prawnie wiążące,
    3. plan reagowania w sytuacji awaryjnej.
    II. plany długoterminowe,
    1.do jakiego punktu mamy dojść, jak przyszły model publicznej służby zdrowia ma wyglądać.
    a). problemy związane z tzw. współpłaceniem,
    b) ze sprawą dobrowolnych ubezpieczeń i, związanym z tym w sposób oczywisty, niebezpieczeństwem podziału pacjentów na dwie kategorie.
    c). problem groźby, czegoś, co byśmy określili jako nieekwiwalentną prywatyzację, czyli swoiste uwłaszczenie się na olbrzymim majątku zamkniętych zakładów służby zdrowia przez różnego rodzaju grupy.
    Chcąc uzyskać jakiekolwiek merytoryczne informacje na w/w problemy zadawał bardzo konkretne i rzeczowe pytania:
    1. jak ten mechanizm (przekształcenia szpitali w spółki akcyjne bądź spółki z ograniczona odpowiedzialnością) konkretnie będzie wpływał na to, żeby ograniczyć owe wycieki w służbie zdrowia ?.
    2. jak konkretnie będzie wyglądał ten mechanizm uszczelnienia?
    3. jak przy tym stanie budżetu, przez budżet rozumiem tutaj w tej chwili także Narodowy Fundusz Zdrowia, zaspokoić roszczenia, które, z tych prawnie obowiązujących już umów, wynikają ?
    4. zawarte zobowiązania rodzą roszczenia po stronie pracowników służby zdrowia. Czy jest plan załatwiania tej sprawy, skoro, jak rozumiem, rząd uważa, że nie należy w tej chwili zwiększać dopływu środków?
    5. jakie będą mechanizmy, jeżeli dany szpital się będzie zadłużał? Krótko mówiąc, czy to spowoduje upadek szpitala, a jeżeli spowoduje upadek, to jakie będą dalsze konsekwencje?
    6. co będzie, jeżeli taka spółka nie przynosi zysków, a odwrotnie – przynosi głębokie straty?
    7. gdyby (roszczenia) osiągnęły tę wartość krytyczną, to co wtedy?
    8. jeżeli dojdzie do zamykania szpitali, to co wtedy?
    Jedyna konkretna odpowiedź jaką uzyskał po długiej i lejącej wodę odpowiedzi , to chęć przeszacowania majątku Sł. Zdrowia.
    Czy na inne pytania Prezydent uzyskał jakiekolwiek merytoryczne i konkretne odpowiedzi ?
    Jeśli wg Pani Prezydent doprosił się o informacje, to rzeczywiście były one jakiekolwiek ale już ani konkretne i ani merytoryczne. Można Go tylko podziwiać, że wytrzymał tak długo, aż 45 min. i miał świętą cierpliwość. Po co miał tracić czas na przelewanie z pustego w próżne ? Jak długo można wytrzymać bleblanie, wodolejstwo i pustosłowie, same frazesy i banały ? Przecież tyle miał Tusk i PO przygotowanych ustaw i programów rządzenia. 2 lata w opozycji, ciągła chamska krytyka Pis-u, ustawy miały leżeć w zamrażarce u Jurka i Dorna bo Kaczyński nie chciał dopuścić do ich ujawnienia i uchwalenia. Tymczasem nie mieli nic, kompletnie nic i tylko kłamali na każdym kroku. Teraz też kłamstwo kłamstwem pogania. Czyżby powtórka z premiera węgierskiego ???
    Co do ?iskrzenia?, to także należy podziwiać opanowanie i kulturę Prezydenta i Jego tak łagodnie reakcje na prowokacje Tuska, który albo pomylił role albo celowo chciał Go wyprowadzić z równowagi. Czyżby Tusk nie wiedział jakie obowiązują reguły na Radzie Gabinetowej, kto ją prowadzi i kto udziela głosu ? Brak elementarnych zasad wychowania i kultury ze strony Tuska i pani Gadacz (przepraszam, Kopacz). Może na boisku takie zachowanie jest właściwe ale w trakcie rozmowy z Prezydentem ? Po prostu wstyd i kompromitacja.
    Czy rzeczywiście min. Fotyga nie mogła wypowiedzieć zdania na temat systemów obronnych Patriot, że są nam niepotrzebne, bo są przestarzałe ?. Czy to nieprawda, a może są niezwykle nowoczesne ??? Pisze Pani ?Wypowiedź byłej szefowej dyplomacji też nie ma precedensu. Poprzednio jednak żaden z ministrów spraw zagranicznych nie dezawuował tak swych poprzedników. Nawet kiedy się nie zgadzali, starali się raczej łagodzić kwestie sporne, niż je zaostrzać?
    Znowu manipulacja i indoktrynacja bo czyżby Pani nie wiedziała o skandalicznych, licznych wypowiedziach Gieremka w prasie zachodniej oraz o liście byłych ministrów spraw zagranicznych ? Czyżby to było łagodzenie kwestii spornych ? Naprawdę musi Pani traktować czytelników jak stado baranów ?

  19. Szanowna Pani Redektor,
    Nie musi Pani Bronić „Puszki”. Jest dobra i coraz lepsza.
    Ja tylko chciałam upomnieć się o podmiotowość obywatela i jego demokratyczne prawa, z prawem dokonywania wolnego wyboru, w oparciu o jak najszersze informacje i analizy.Wyboru poprzedzonego także rzetelną dyskusją, w której nie powinno zabraknąć wizji życia zbiorowego, czyli polityki.
    Uważam też, że jako osoba współfinansująca partie polityczne mam prawo wymagać jakiegoś minimum kompetencji, jeżeli nie w programach to chociażby w formie. Po co było bez przygotowania, odgrywać teatrzyk: „Wprowadzamy ustrojową reformę systemu ochrony zdrowia”?
    Jego konsekwencją była m.in owa nieszczęsna Rada Gabinetowa.
    Lepiej, żeby jej nie było i żeby tych stenogramów nie ujawniano.
    Jaki jest Prezydent każdy wie już od dawna, po co nam było wiedzieć jaki jest Tusk i sympatyczna min. Kopacz? Bo co innego domyślać się a co innego przekonać na „własne uszy”. Smutne to wszystko i tyle.
    Z wyrazami szacunku, magrud.

  20. „Publikacja całości mocno ten obraz zmienia, bo pokazuje, że nie były to wyłącznie prestiżowe utarczki, że jednak o kwestiach merytorycznych próbowano rozmawiać.”

    Albo mam problemy z rozumieniem języka polskiego, albo Pani. Tak diametralnie różna ocena wynurzeń minister Kopacz chyba nie może być podyktowana sympatiami politycznymi.

    Czy ktoś może mi pokazać fragment merytorycznej odpowiedzi na zadane przez prezydenta Pytanie?

    Polecam http://lukaszwarzecha.salon24.pl/57334,index.html

    Pozdrawiam,
    Jospin

  21. Pani Janino,
    Konflikt Premier-Prezydent jest ,bo musi byc.Obaj zostali wybrani w demokratycznych wyborach ,w ktorych kazdy przedstawial wlasny program do zrealizowania.Obowiazkiem Prezydenta oraz Premiera jest wykonanie przyjetych zobowiazan.Tego wymagaja (i slusznie) wyborcy.W Polsce wybrano „koncept wladzy” ,gdzie tej wladzy w pelnym zakresie nikt nie ma.Bylo to uzasadnione z „historycznego punktu widzenia” ale z tym trzeba zyc w terazniejszosci a nie w przeszlosci.
    Moim zdaniem pozycja Prezydenta RP jest szczegolnie zla.Moze on tylko speniac role „trouble maker”. czym obecny Prezydent sie zajmuje.
    Bedzie potrzebny „Wielki Prezydent” ,ktory sprowadzi swoja pozycje (prawnie) do roli czysto nominalnej jak w Irlandii lub poprzez zmiane Konstytucji wprowadzi wybor Prezydenta przez Parlament.
    W najblizszj przyszlosci bedzie tak jak jest ,albo gorzej.

  22. Szanowna Pani Redaktor
    Mam wrażenie, że dziennikarze, krytycy polityczni naiwnie wierzą, że w Lechu Kaczyńskim rzeczywiście tkwi wola działania na rzecz kraju. Przepraszam, może tkwi, ale w pojęciu dobro kraju = usunięcie Tuska od władzy. W żadnym wypadku nie zrobi ON niczego, co by rządowi przysparzało chwały, a jego bratu tę chwałę odbierało. Może Państwu nie wypada tego mówić wprost bez ogródek, ale przez to my postrzegamy Was jak naiwniaków prowadzących jałowe dyskusje, co obydwa obozy powinny zrobić dla dobra kraju, podczas gdy na arenie politycznej toczy się normalna walka o władzę i to choćby nawet kosztem tego kraju.
    Słuchałam dziś Puszki i najtrafniej Radę Gabinetową podsumował pan Daniel Passent. Miałam podobne wrażenie, tylko mnie się to skojarzyło z egzaminowaniem studenta. Jako belfer wiem, że właśnie taki styl odpytywania położy nawet najlepiej przygotowanego studenta (a pan Lech K. ma zapewne w tym doświadczenie) – zadać pytanie na tyle szeroko i wymagające długiej odpowiedzi, uprzedzić, że czasu jest mało, po czym przerwać i skarcić studenta, że zbyt ogólnie lub nie wszystko (w zależności od tego jak student będzie próbował wybrnąć). Sztuką odpowiedniego zadawania pytań pan prezydent się nie popisał. My to w pedagogice nazywamy syndromem „Nam chodziło o odgłos paszczą” – to z Rejsu, gdy odpowiedź była „patataj, patataj”.
    Słuchałam Pani gości, w tym pana dyrektora Wróbla i wybałuszałam oczy ze zdumienia. Nikt, ale to dosłownie nikt, nie zwrócił uwagi, że tak prowadzona Rada z założenia nie mogła niczego konstruktywnego wnieść. Nie wierzę, by Pan Wróbel chcąc rozwiązać jakiś poważny problem X zwoływał Radę i powiadamiał będziemy mówić o „X”, po czym oznajmiał, że ma mało czasu i odpytywał jednego z członków Rady samemu zajmując większość czasu. Panie Wróbel jest pan za inteligentny, by takie teatrum urządzać i na pewno wiedziałby Pan, że tym sposobem nie pomoże się w rozwiązaniu problemu „X”. W takim razie po co z kolei nam widzom Puszki to teatrum o teatrum?
    Powiedzmy jasno, że pod woalką deklarowanej troski, prezydentowi przyświecały dwa podstawowe cele:
    – mieć na przyszłość oręż do stwierdzeń „a nie mówiłem” i „próbowałem współdziałać, zrobiłem co w mojej mocy, ale rząd był nie przygotowany”
    – wyciągnąć od Kopacz (bo wiedział, że Tusk się na to złapać nie da), jakie są ewentualne plany rządu na wypadki awaryjne.
    Podanie ich do publicznej wiadomości da oręż opozycji i związkom do walki z rządem. Do drążenia o plan awaryjny prezydent wracał wielokrotnie. Chciałoby się powiedzieć – planami awaryjnymi można, a nawet trzeba się podzielić ze sprzymierzeńcami, ale nie daj Bóg z przeciwnikami politycznymi, bo AWARIA murowana! A skoro mienisz się prezydentem PiSu, to nie oczekuj, że będziesz traktowany jak przyjaciel.
    Myślę, że to stąd wynikały próby Tuska sprowadzenia Rady na właściwe tory (bo zauważył co się święci), a nie jak to interpretują dziennikarze z powodu próby jej przewodniczenia.
    I jeszcze jedno, co do tej pory uchodzi uwadze komentatorów. Na pytania skierowane do ministrów ma prawo odpowiadać sam premier. Pan prezydent na początku sam o tym mówi informując o zasadach, po czym karci za to Tuska jak dziecko, a nawet odmawia mu prawa głosu.
    Pomimo pochlebnej samooceny jakiej dokonał pan prezydent w zakresie umiejętności prowadzenia narad (podkreślał swoje wysokie kwalifikacje i doświadczenie w tym zakresie), to ja stawiam Panu prezydentowi „1” z organizacji i to we wszystkich fazach: przygotowawczej, przebiegu, treści, formy i osiągniętych celów. A to właśnie na organizatorze ciąży obowiązek zadbania o jak najskuteczniejsze osiągnięcie celu.
    Trudno oprzeć się zdziwieniu – pan prezydent nie wyraził zgody na kamery, a prowadził radę jak pod publikę – pouczanie i połajanie Tuska, sprawienie wrażenie nieprzygotowania rządu, chwalenie się doświadczeniem w prowadzeniu Rad, przypominanie, że to druga RG (z dokładną datą!), no i własne tyrady (zadawanie pytań przez prezydenta zajęło połowę całego czasu Rady!).
    Jeśli celem miało być zdyskredytowanie zamierzeń i poczynań rządu (takiego celu jednak w regulaminie RG być nie może), to i to nie wyszło panu prezydentowi, bo przede wszystkim obnażył swoją niekompetencję.

  23. AKwz53 z 20:32

    Cytuję: „Na pytanie dla czego Niemcy sa bezpiecznym krajem mozesz odpowiedziec sobie sam probujac rzetelnie wniknac jaki jest stosunek Polski i polakow np. do uchodzcow.”

    A jaki, proszę, powiedz, jest ów stosunek? Czy Polacy biją uchodźców, mordują, nie dają im jeść? Czy wygnali Czeczenkę, która przy nielegalnym przekraczaniu granicy straciła swoje dzieci? Czy zlinczowali Murzyna, który (najprawdopodobniej świadomie) zarażał Polki wirusem HIV?

    Kiedy i jak mieliśmy poznać swoją mroczną przeszłość powojenną, skoro przez niemal 50 lat była cenzura? Czy w RFN-ie taka cenzura była?

    Czy w Niemczech legalnie działają partie nazistowskie?

    Czy umożliwiono Polakom poznanie powojennej historii AK?

  24. Sawa 1:32, otóż to, pełna zgoda.
    W 45 minut można ewentualnie ustalić kolor obić na meblach w rodzinnej dyskusji. To co odbyło się w Pałacu, to zwykły pic na wodę i fotomontaż. Sposób zadawania pytań rzeczywiście kuriozalny. Mam też wrażenie, że LK równie bełkotliwie myśli jak mówi. Iskrzyło będzie coraz bardziej, bo prezydent jest wyłącznie bytem biologicznym, dobro Polski jest dla niego nierozerwalnie związane z dobrem brata i nie należy mieć złudzeń, że jest, czy że może być inaczej.

  25. Szanowna Pani!
    Na poczatek przepraszam za swoje chamstwo ale….
    Jak mowi stare zydowskie przyslowie” ogien tylko ogniem mozna wypalac”.
    Powinna je Pani doskonale znac.
    Popieranie zwyklego chamstwa, nawet gdy cham sam sie z tego wycofal, jest albo zwyklym, albo niezwyklym chamstwem.
    Nastepne przyslowie ktore nalezy przypomniec, nie ma glupich pytan, sa tylko glupie odpowiedzi. Te glupie / na tym samym poziomie inteligencji – zaznaczam / pytania zadal Palikot i zadalem ja.
    Prezydent na glupie pytania jednak odpowiedzial.
    Ale jego scisla odpowiedz wywolala nastepna lawine i twierdzenia w stylu.
    Nie leczy sie, ale czy jest itd.

    Dalej, rozumiem dziennikarze maja prawo do wlasnych opinni.
    Ale czy maja prawo do szyderstwa z glowy / chocby tylko tytularnej jak twierdzi Pani / panstwa. Kto im dal takie prawo? Czy byli ksztalceni za nasze pieniadze w kierunku jak zohydzic strone przeciwna, demokratycznie wybrana i konstytucyjnie ustanowiona?
    A Pani, na nieszczescie ustawia sie wsrod nich. I to jest przyczyna mojego rozmyslnego chamstwa. Ale czasami nalezy pokazac wlasne chamstwo by ujaskrawic inne.

    Teraz sprawa tego wpisu!
    Czy aby Pani przesluchala przebieg posiedzenia?
    Swego czasu zaczela Pani krytykowac dokument liczacy niemal 400 stron w 15 min po publikacji, malo po 15 min miala Pani napisany artykul w tej sprawie- byl to rekord w szybkosci czytania i pisania.
    Boje sie ze sytuacja sie powtorzyla.
    Ja, kiedys tam studiujac, nauczylem sie / jestem specjalista w organizacji i kierowaniu PW/, ze narady prowadzi sie w sposob mowiac bardzo ogolnie:
    – przedmiot narady
    – przyczyny jej zwolania
    – zdefinniowanie problemow do rozwiazania
    – podjecie decyzji kto odpowiada za poszczegolne rozwiazania
    – przedstawienie proponowanych rozwiazan i ich krytyka
    – podsumowanie
    Ze swych zadan Prezydent Kaczynski wywiazal sie bardzo dobrze.
    Byl przygotowany, zadal pytania i co ?
    I tu tragedia i nic. A jak nic to musimy to konczyc!
    Jezeli Pani tego nie rozumie to wstyd.
    I pewnie dlatego pisze Pani ostatnio takie GROTESKOWE KOMENTARZE.

  26. Sytuacja kiedy prezydent sabotuje prace rządu była dotąd możliwa chyba wyłącznie w dyktaturach południowoamerykańskich, gdzie przejęcie władzy poprzez przewrót wojskowy na żądanie „demokratycznych sojuszników” było normą. Wysoki urzędnik państwa, który zaryzykowałby sabotaż prac rządu gdziekolwiek w Europie, skończyłby wraz ze swymi doradcami marnie, przed odpowiednimi trybunałami.

    W mojej opinii Premier powinien przemyśleć celowość uczestnictwa rządu w propagandowych hucpach pt. ?rada gabinetowa?, ponieważ aktualnie sprawujący zaszczytny urząd prezydenta kraju p. Kaczyński, najwidoczniej nie reprezentuje interesu wszystkich Polaków, co jest jego konstytucyjnym obowiązkiem, a głównie swego brata oraz jego ?jedynie słusznej partii?. Szczęśliwie za dwa wybory, mam nadzieję, że po prezydenturze p. Kaczyńskiego pozostanie jedynie ulotne wspomnienie

  27. Kasy chorych.

    Jezeli ktokolwiek (premier Tusk, minister Kopacz) chca czerpac z niemieckiego doswiadczenia w dziedzinie ubezpieczen zdrowotnych to tylko w negatywnym znaczeniu: system nalezy tek zreformowac, aby w niczym nie przypominal niemieckiego. Za ?Z Berlina? z komentarza pod poprzednim wpisem (?Egzorcysta w Palikota?), jako od ponad 20 lat skonfrontowany z tym systemem, uwazam, ze trudno sobie wyobrazic cos bardziej chorego. Wszelkie proby jego naprawy, korektur, reformacji koncza sie zwykle na jednym: zarowno dla ubezpieczonych jak i dla lekarzy jest coraz gorzej: skladki rosna, swiadczenia na rzecz chorych i dochody lekarzy spadaja. Przyklady dokumentujace idiotyzm tego centralnego systemu reglamentacji, pensum i kontroli moglbym tu mnozyc bez konca, ale przekroczylbym ramy czytalnosci tego i tak dlugiego wpisu. Przed jednym jednak chcialbym szczegolnie ostrzec – przed systemem dwoch kategorii: chorych lepszych (ubezpieczonych prywatnie) i gorszych (ubezpieczonych spolecznie). Ci pierwsi placa o wiele mniej (czesto o wiecej niz polowe), maja dalej idace swiadczenia, nie czekaja ani na zabieg, ani w kolejce u lekarza, ci drudzy sa odwrotnoscia. Dlaczego wobec tego nie wszyscy ubezpiecza sie prywatnie? Bo nie moga: albo nie przekroczyli progu dochodowego, albo maja dzieci na utrzymaniu (ktore musieliby oddzielnie ubezpieczyc). A przeciez w tych dzieciach jest jedyna nadzieja, ze cos sie poprawi. Otoz, moim zdaniem, w obecnej sytuacji demograficznej (zwlaszcza w Niemczech, ale problem starzejacego sie spoleczenstwa zaczyna dotyczyc rowniez Polske) nie ma recepty na szybkie uzdrowienie systemu ubezpieczen. Coraz wiecej starych i wciaz dluzej zyjacych ludzi (i, jako emerytow, nieplacacych skladek) coraz czesciej zdanych jest na technicznie coraz bardziej wyrafinowana i drozsza pomoc lekarska. Aby temu zaradzic nalezy zadbac o to, aby spoleczenstwo odmlodzic: aby wiecej ludzi placilo skladki. Stwarzanie sytuacji, w ktorej wymiernie, w Euro, kazdego miesiaca unaocznia sie obywatelowi, ze nie oplaca sie miec dzieci, bo wtedy m.in. o ponad polowe wzrosna jego skladki, z cala pewnoscia nie nalezy do tej strategii.

    Prezydent vs. Premier.

    Urzad prezydenta to jakies polskie kuriozum! Po co urzad, w ktorym, jak sie zdaje (tutaj moja wiedze czerpie jedynie z aktualnych obserwacji), kompenecje nie sa jednoznacznie zdefiniowane?. Cos miedzy niemieckim prezydentem (rola tylko reprezentacyjna) i amerykanskim (rola szefa rzadu). Ni pies ni wydra! Czy premierowi nie wystarczy kontrola parlamentarna? Czy nie mozna ograniczyc roli prezydenta do kurtuazyjnych wizyt, odsloniec pomnikow etc.? Moze wtedy znalazlby wiecej czasu np. na nominacje profesorskie z ktorymi zalega od miesiecy… W sytuacji, gdzie prezydent od samego poczatku nie poczuwa sie do bycia prezydentem wszystkich Polakow, a jedynie do obrony stanowiska Wielkiego Brata, szefa opozycji rzadowej, nalezy przeciez oczekiwac, ze wszystkie posiedzenia Rady Gabinetowej obroca sie farse.

  28. aisug w swoim wpisie o 23.52
    dokonałeś wyciągu z pytań i problemów stawianych przez pana prezydenta. Przy odrobinie dobrej woli można by dokonać takiego wyciągu z udzielonych odpowiedzi i nie byłby to tylko jeden punkt, który zauważył pan prezydent (przeszacowanie majątku). Nie jestem zadowolona z żadnej ze stron, twój wyciąg z pytań jest jednak jaśniejszy i szkoda, że pan prezydent nie potrafi tak syntetycznie jak ty ująć tych problemów. Spójrz jednak na przedstawiony przez ciebie zestaw – czy to są problemy do omówienia przez 45 minut. Woda lała się więc po obu stronach.
    Jednak prowadzący nie może dominować jeśli czegoś chce się dowiedzieć. Podzieliłam plik stenogramu na poszczególnych uczestników i wyszło:
    – 12 stron pan prezydent
    – 6 stron pan premier
    – 6 stron pani min. Kopacz
    – 0 dopuszczenia do głosu pozostałych członków Rady

    Jeśli chce się rzeczywiście doprowadzić do choćby próby rozwiązania problemu, to wcześniej należy określić problemy i przeznaczony na to czas – takie są zasady sprawnej organizacji. W przeciwnym wypadku zawsze zakończy się to tym, co czytaliśmy w stenogramie.
    Żeby było jasne, we mnie nie ma aż tyle optymizmu, by zakładać, że wówczas doczekalibyśmy się zadowalającej odpowiedzi na postawione przez pana prezydenta problemy (z całą pewnością nie w ciągu 30 minut), to jednak taka organizacja i styl prowadzenia RG te odpowiedzi całkowicie uniemożliwił.

  29. Szanowna Pani Redaktor Gospodyni,

    first of all, dziekuje za dobre slowo.

    O posiedzeniu rady gabinetowej juz troche wczesniej pisalem.
    Teraz refleksje „koncowe” po przesluchaniu tasm prawdy.

    Premier Tusk mial racje mowiac, ze spotkania tego typu powinny byc publiczne (transmisja na zywo), bo to jak sie wydaje jedyny w Polsce sposob na to, by opinia publiczna dowiedziala sie, co przy takich okazjach dieje sie naprawde.
    Wszystko inne mozna zmanipulowac, no i to dziala w Polsce na codzien.
    Gdyby Dziennik puscil wszystko bez skrotow – nie bylo by sprawy (patrz nizej).
    Rzad zostal zmuszony do kontrofenzywy a w zadaszie do ruchu obronnego ujawniajac jak bylo to wlasciwie bylo. Nie mial innego wyjscia – ale w konsekwencji zostal wciagniety do publicznego obrzucania sie blotem. Ciekawe, po raz kolejny konstatuje, ze ujawnienie prawdy to przestepstwo (patz wypowiedzi 00Ziobry i moj komentarz na tym blogu).

    Rada gabinetowa ujawnila polskie prezydencko / rzadowe pinczerstwo (przepraszam psy, ale tak sie w jezyku polskim utarlo). Smutne…..

    A mozna bylo temu zaradzic.
    W polskiej systuacji politycznej, gdzie prezydent w imieniu substancji biologicznej (brata) prowadzi otwarta dyskredytacje wybranego znaczaca wiekszoscia glosow rzadu i pociagany za sznurki przez brata bierze sie do rzadzenia (poprzez publicznie dzialajacy gabinet cieni w kancelarii prezydenta, sam ten fakt, ze prezydent bierze sie do rzadzenia jest niekonstytucyjny, nie mowiac o formie) potrzebne sa dzialania prewencyjne.

    Prosze sobie przypomniec, ze pan premier (moze w przyplywie jasnowidztwa, ale moze wtedy mial wiekszy swobode myslenia i mowienia) powiedzal po wyborach, ze rzad bedzie rzadzil transparentnie.
    Mozna by to zrozumiec i tak, ze bedzie informowal o swoich poczynaniach.
    Nie jest co prawda w zwyczaju oznajmianie wyborcom, co rzad na biezaca zamierza (od tego sa zwykle expose w sejmie, a potem to juz praca). Ale zorganizowanie przed takimi (up-front juz budzacymi emocje spotkaniami) konferencji prasowej i przedstawienie z czym idzemy do prezydenta – bylo by moim zdaniem na miejscu.
    Po pierwsze pokazalo by transparentnosc postepowania rzadu a po drugie – odebralo by mozliwosci spekulacji (to jest niestety w Polsce podstawa dzialalnosci diennikarskiej) i manipulacji (to zas jest spelnieniem wiekszosci polskich dziennikarzy, wszystkich masci i opcji).
    Oczywiscie jeden warunek – najpierw trzeba miec dobry projekt programu i odpowiednio go medialnie prygotowac i przedstawic.

    Jasne, ze sa sprawy, ktorych sie „cor ad pubicum” nie omawia (np. tajemnice panstwowe i wojskowe, szczegoly polityki zagranicznej itp.).
    Ale i rady gabinetowej nie zwoluje sie co chwile. Podstawy jej zwolywania i komopetencje sa konstytucyjnie okreslone.

    Posadzanie kancelarii premiera czy jego samego o zdrade tajemnicy panstwowej przez upublicznienie pelnych stenogramow i scierzki dzwiekowej z posiedzenia rady gabinetowej (jak to uczynil wlasnie prezydent) jest absurdalnie i pinczersko smieszne. Pokazuje natomiast, ze prezydentowi zalezalo na kontrolowanym i manipulowanym przecieku w Dzienniku.

    To wszystko prosze Panstwa to juz nie jest ani walka, ani wojna ani pinczerka (znow przepraszam te male pieski).
    Pisalem juz kiedys na tym blogu, ze dzialnosc prezydenta to zamach stanu.
    Bo prezydent probuje z rady gabinetowej zrobic posiedzenia rzadu (lub jego kawalkow) pod swoim kierownictwem. Czyli rzydzic. Czyli zamach stanu!!! nic innego.

    Ciekawe, ze jak dotad malo kto to w Polsce zauwazyl. Debatuje sie nad tym, kto i kogo i czy w oglie i w jakiej formie obrazil lub nie, a nie widzi sie ani lasu ani drzew.

    Mam pytanie do Pani Redaktor i Blogowiczow:
    czy istnieje w Polsce mozliwosc odwolania prezydenta przez narod? W koncu jesli konstytucajnie narod prezydenta wybiera, to powinien moc go takze i odwolac. Poprzez np. referendum. Zbierajac odpowiednia ilosc glosow mozna by prezydenta – ewidentnie dzialajacego na szkode kraju – pozbawic urzedu.
    Prosze o stosowne pouczenie.

    I na koniec troche o ochronie zdrowia.

    Istnieje w Polsce renomowana i uznana w swiecie instytucja:

    Instytut Zdrowia Publicznego – Zakład Polityki Zdrowotnej i Zarządzania, Kierownik: Prof. dr hab. Cezary Włodarczyk
    http://www.izp.cm-uj.krakow.pl/
    http://www.izp.cm-uj.krakow.pl/?content_id=15&sub=6

    Sa to eksperci WHO (swiatowa organizacja zdrowia) zajmujacy sie nie tylko teoria ale i praktyka organizacji ochrony zdrowia.
    Kiedys dzialali jako zespol doradczy rzadu i w prygotowali (w niemal konsensusie z rada lekarska i zwiazkami) projekt reformy sluzby zdrowia w Polsce. Byl calkiem w porzadku.

    Dlaczego nic z tego wtedy nie wyszlo? Dlaczego nie sa zaangazowani teraz?

    Bo do kazdej reformy potrzeba nie tylko kompetentnych doradcow ale przede wszystkim politycznej woli, odwagi i uporu.
    W Niemczech jest polityczna wola i upor rzadu – doradcy sa niekompetentni a sama reforma jest merytorycznie do kitu.
    W Polsce znalezli by sie ludzie kompetentni – brakuje natomiast woli i uporu decydentow. Brakuje tez odwagi do powiedzenia ludziom prawdy w oczy (choc to czasem niepolityczne).
    I jest prezydent, ktory z gory zapowiada, ze i tak wszystko zawetuje.

    Pozdrawiam
    z Berlina

  30. Pamietajmy, ze PiS to mentalnie rosyjski zabor. Cala ta szopka z przeciaganiem terminow, to klasyczne sowieckie zagranie: 2 tygodnie cisza, potem wysylamy 4 pytania, jak dostaniemy odpowiedz, to po tygodniu chcemy poznac szczegoly odpowiedzi nr 3 itd. Kiedy wreszcie rzad nie wytrzymuje i powoluje urzednikow, krzyczymy swiatu: PO lamie prawo, bo nie ma opinii prezydenta.
    Kolejna strategia PiS zywcem wzieta ze Wschodu: lam wszelkie zasady, ale pilnuj ich przestrzegania wsrod wrogow. Dalo to przewage na poczatku, ale na szczescie nasze spoleczenstwo odsialo nieuczciwych graczy.
    Wiekszej filozofii nie szukalbym zatem w palacu – torpedowanie reform to ich jedyna szansa na oslabienie pozycji PO a najwieksza „katastrofa”, to powodzenie zmian.
    Posuniecie Tuska bylo bardzo dobre, poki co trzymaja sie zasad cywilizacji zachodniej. Aparatczykow z PiS wytna SĄDY a nie lewe ustawy i kruczki prawne. Mam nadzieje, ze spadajace sondaze nie zamieszaja PO w glowach i przejma praktyk PiS.

  31. Do niezwykle trafnych uwag Sawy (1:32) warto dodać, że to posiedzenie Rady Gabinetowej odbywało się bez jakiegokolwiek porządku obrad, co wykluczało możliwość pozytywnego efektu. Rodzi to pytanie, czy w ogóle były przeprowadzone jakiekolwiek sensowne przygotowania do tego posiedzenia ze strony ministrów i jej przewodniczącego – Prezydenta. Może tematyka była postanowiona ogólnikowo albo wcale i wszystko Prezydent puścił na żywioł?
    Niewątpliwie Prezydent postanowił wezwać Premiera na dywanik – na to wskazuje jego zachowanie.
    Również jak haneczka (09:29) zwróciłem uwagę na perorowanie Pana Prezydenta tak charakterystyczne dla jego wypowiedzi. Wskazuje to, jak uzasadnione były pytania posła Palikota.

  32. A może Prezydent nadal nie ma pomysłu na „aktywną prezydenturę”? A może, tym samym, woli robić to, co jest łatwe i niewymagające wysiłku, czyli demonstrować troskę przez stawanie okoniem? A może to są retoryczne pytania? 😉

  33. Szanowna Pani Redaktor.
    Myślę że jest Pani mistrzynią w używaniu eufemizmów. Iskrzenie to stan w którym można jeszcze jakoś funkcjonować natomiast na linii Gabinet Premiera ? Pałac Prezydencki już nie iskrzy a raczej się pali.
    Staram się zawsze zachować dozę optymizmu i akurat w tym przypadku przychodzi mi to szczególnie łatwo albowiem główne postacie spektaklu nie należą do moich ulubionych aktorów, choć teatr pana Donalda Tuska jest mi bliższy od trupy Jarosława Kaczyńskiego.
    Stanowisko Prezydenta Rzeczpospolitej, choć z natury winno być apolitycznym, to takim z pewnością nie jest, co zapisać trzeba In minus na głowie Pana Lecha. Postaci na tyle wyrazistej w swym przywiązaniu do wielkości własnej co i piastowaniu obecnego urzędu. Wielkość człowieka nie tym jednak się wyraża jaką funkcję dane mu jest piastować, a tym, ? co z onej czynności ojczyźnie pożytku przynosi. Tutaj zaś zmilczeć muszę, aby majestatowi funkcji prezydenckiej jako głowie państwa ujmy nie przynieść.
    Zdecydowanie źle się stało. Narodowi, ? któremu wszakże od czasu do czasu igrzysk potrzeba, nie powinno do rąk wkładać się oręża, którym miast z wrogiem walczyć, to do targnięcia się na majestat władzy może zostać użyty a tak właśnie w tym przypadku się stało.
    Nie dosyć że umęczony latami sowieckiej okupacji, to jeszcze po wyzwoleniu targany potokiem nieudanych transformacji, naród powinien mieć możliwość uzyskania jakiegoś oparcia. Oparcia zaś zawsze szuka się we władzy. Ta zaś, zamiast skutecznego szukać porozumienia, robi wszystko co może, aby obóz swój doprowadzić tylko do władzy, za nic jednocześnie mając interes suwerena.
    Nikt już i nikomu w nic nie uwierzy. Jeżeli takie miało być końcowe przesłanie gabinetowej rady to przyznać muszę że wyszło znakomicie. Niech więc wychodzą na ulicę nauczyciele, lekarze, pielęgniarki i górnicy. Wszak władza jasno do zrozumienia daje, iż za nic ma naród. Ten sam ? który ofiarnością rąk swoich nie jeden raz dał przykład rozumienia Polski.
    Jest taka zasada ? że kiedy rodzice się kłócą, to dzieci powinny być albo na polu albo w swoim pokoju. W przeciwnym wypadku dochodzi do utraty autorytetu obojga rodziców. Nie będę się silił aby podawać analogię albowiem myślę że Pani redaktor myśl moją i bez tego pojmie.
    Z wyrazami szacunku Adam M. Grudziński.

  34. ZAGALOPOWOŁA SIĘ PANI
    Bardzo dobrze pamiętam co pisano i mówiono rok temu w b podobnych sytuacjach :
    – p. Paradowska bardzo ciepło pisała o chamskiej krytyce sld na temat tzw. pierwiastka , no i oczywiście Polityyyka ta ukazała się akurat przypadkowo dwa dni przed negocjacjami ekipy Prezydenta Kaczyńskiego
    – a wypowiedzi ex ministrów sp. zag. na temat polityki zagranicznej rządu polskiego rok temu to było stosowne , nie wspomnę o chamskim ,antypolskim wystąpieniu euro deputowanego (podobno polskiego) Geremka ,
    szkoda że wtedy „polityka ” nie tłumaczyła gazet francuskich i niemieckich które nie wierzyły że powiedział to Polak a o min spr zag. pisali że podpisy te złożyli ministrowie z przed 1989 r. bo już Ci z wolnej Polski to na pewno by tego nie napisali
    – w sprawie ABW p. red. liczy dni brakujące a nie przypomina Premiera Belki który powołuje dyr. Urzędów Wojewódzkich w ostatnim dniu urzędowania .
    Wnioski są oczywiste : w Polsce nie ważne co zrobisz i powiesz , ważne jest
    JAK OPISZĄ TO GAZETY I TV .

  35. Nie będę teraz pisał o polityce, zrobię to później. Chciałem zwrócić uwagę na pozorny drobiazg jakim jest metamorfoza prezesa TVP.
    Otóż pan prezes łaskawie zdjął z półki dwie audycje – piosenki Bułata Okudżawy i kabarecik Olgi Lipińskiej
    Wprawdzie nadała je niszowa TVKultura ale i tak nieliczne grupy wykształciuchów zobaczyly ile straciły dzięki głupiej decyzji prezesa, który wyrzucił Olę z TWP.
    To była gorzej niż głupota, przypuszczam że prezes podlegał presji jednak lepiej było się wtedy podać do dymisji niż teraz odchodzić z hukiem i w niesławie, na co mam szczerą nadzieję.
    Tak więc dzięki łasce prezesa mogłem się cofnąć w mroczne lata komuny, naocznie stwierdzić gnębienie polskiej kultury, szarganie narodowych świętości, tępy kosmopolityzm o podobne grzechy.
    Akurat w latach siedemdziesiątych musiałem służbowo odwiedzić potężną ojczyznę Bułata więc osobiście poznałem różnicę. Tam porządek i ład, milicja i KGB czuwa, w Polszie bardach: wystąpienia antysocjalistyczne, Bim- Bomy, Piwnice, Stodoły w TV i radio Wysocki, Okudżawa i „drugaja swołocz”.
    Jednaka była nędza w sklepach, choć kraj socjalizmu i tu nas znacznie wyprzedził.

  36. W przepychance dotyczącej tzw. służby zdrowia koncentrujemy się na szczegółach, kwestiach technicznych, zapominając, że najpierw należy uzgodnić zasadę. Jeszcze tego nie zrobiliśmy. Nie przeprowadziliśmy dyskusji na temat tego, czym dla nas, społeczeństwa, jest ochrona zdrowia i na jakiej zasadzie ma funkcjonować.

    Zrobiono to, na przykład, w Kanadzie. Tam pobieranie opłat od świadczeniobiorców bezpośrednio przez usługodawców jest nielegalne (poza nielicznymi i niewielkimi wyjątkami, natury bardziej kosmetycznej niż medycznej). Tamtejsze społeczeństwo, od ponad 40 lat (czyli od czasu wywalczenia sobie prawa do powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, odmiennie niż w sąsiednim USA) zwalcza próby wprowadzenia różnych form wielotorowego ubezpieczenia i odpłatności za usługi medyczne, proponowane co i rusz przez tych, których na takie rozwiązania byłoby stać. Kanadyjczycy bowiem rozumieją, że prawdziwa ochrona zdrowia może funkcjonować jedynie w wyniku umowy społecznej, że jedynym gwarantem jej równej dostępności i równej jakości dla wszystkich jest powszechne ubezpieczenie. Zdają sobie też sprawę, że równa dostępność i równa jakość dla wszystkich jest podstawowym prawem obywatelskim i zdobyczą społeczną, dla których warto poświęcić wiele innych, pozornych tylko korzyści płynących z systemu niepowszechnego i nierówno dostępnego.

    W Kanadzie ochrona zdrowia finansowana jest z budżetu (czyli z podatków federalnych i tych płaconych prowincji; te ostatnie, w części dotyczącej ich wydatkowania na finansowanie służby zdrowia, nadzorowane są ściśle przez rząd), ale tylko niewielka liczba najważniejszych szpitali psychiatrycznych, prowadzących badania sądowo-psychiatryczne i leczenie zlecone przez sąd, jest „własnością” rządów poszczególnych prowincji (ale przeważnie znacznie większych i majętniejszych niż nasze województwa i ich samorządy).
    Nie ma osobnej składki na ubezpieczenie zdrowotne: jest ona elementem płaconych przez mieszkańca podatków (pewne dodatkowe ubezpieczenia medyczno-dentystyczne oferują pracownikom więksi pracodawcy, jest to jednak niewielki procent ogółu świadczonych usług). Zresztą i w Polsce nazwa „składka zdrowotna” to manipulacja, bo w istocie jest to po prostu podatek.
    Upoważniony do korzystania z ochrony zdrowia jest każdy stały mieszkaniec kraju (przybysz po 6 miesiącach pobytu), bez względu na wiek, obywatelstwo (sic!), stan zatrudnienia. O ile przebywa w kraju legalnie, choć to dopiero ostatnio jest przestrzegane bardziej rygorystycznie (czy zdajemy sobie sprawę z tego, że w Polsce, dziecko w wieku powyżej 7 lat, rodzica, który utracił zasiłek dla bezrobotnych – nie ma ubezpieczenia medycznego?).

    Kanadyjski budżet, poprzez ministerstwo zdrowia, płaci usługodawcom (szpitalom, lekarzom, itd., itp.) za wykonane usługi wg stawek uzgadnianych regularnie między tym budżetem (federalnym i prowincji) a usługodawcami. Natomiast usługodawcy są prywatni, samozatrudnieni lub na kontraktach, opłacani z pieniędzy publicznych. Państwo i prowincje mają kontrolę nad sumą przeznaczonych na ochronę zdrowia (z budżetu) pieniędzy i ogólnie nad zasadami ich wydawania, i tylko w ten sposób – pośrednio – nad strukturą służby zdrowia. Natomiast administracja służbą zdrowia jest prywatna (kontrolowana przez rady nadzorcze, kolegia, izby zawodowe, na podstawie prawa i umów). Lekarze nie mogą tworzyć związku zawodowego ani doń należeć. Rządy prowincji za to poddają się, wraz z samorządem lekarskim, arbitrażowi. Pielęgniarki i administratorzy służby zdrowia z kolei należą do związków zawodowych. Istnieją pewne różnice między rozwiązaniami w poszczególnych prowincjach kraju, ale generalna zasada jest wspólna, z wyjątkiem tej we francuskojęzycznej prowincji Quebec, gdzie przypomina raczej system francuski i gdzie uważana jest za nie tak efektywną jak w Kanadzie anglojęzycznej. Oczywiście, jak wszędzie na świecie, tak i tam obciążenie obywateli ciągle rosnącymi kosztami ochrony zdrowia jest poważnym problemem, stąd propozycje zmian, stopniowych i cząstkowych wszakże.

    Biorąc pod uwagę procent PKB wydawany na ochronę zdrowia (wyższy niż średnia w „starej” UE, niższy niż w USA) oraz jakość i powszechność ochrony zdrowia (lepszą niż średnio w Zachodniej Europie i w USA) uważa się obecnie, że kanadyjski system ochrony zdrowia jest, generalnie, najlepszy na świecie (choć nie jest najlepszy w żadnej chyba, poza może genetyką pediatryczna, poszczególnej jego dziedzinie; jest najlepszy ogólnie, co najbardziej interesuje przeciętnego świadczeniobiorcę, człowieka korzystającego z porady lekarza czy opieki pielęgniarskiej na co dzień). Jest więc generalnie najlepszy, tak jak rozumie go tamtejsze społeczeństwo, przekonane, że wszyscy stali mieszkańcy kraju zasługują na równy dostęp do takiej samej jakości usług, opłacanych z ich podatków, na podstawie umowy społecznej, w formie powszechnego ubezpieczenia, i dostarczanych przez prywatnych usługodawców, rozliczających się z budżetem, w systemie administrowanym prywatnie, nadzorowanym i opłacanym publicznie.

  37. …widziane, ze sredniego, dystansu…

    @z Berlina (2008-01-21 o godz. 11:45)
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43410

    „…Mam pytanie do Pani Redaktor i Blogowiczow:
    czy istnieje w Polsce mozliwosc odwolania prezydenta przez narod?”

    Tez bylem taki sprytny… 😉
    Zjazyj tu prosze.
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=362#comment-63239

    …po czym zostalem pouczony przez TesTeq.
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=362#comment-63242.

    Nie masz czasami takiego odczucia, ze pawdziwa przyczyna, dla ktorej wyjechalismy wtedy z Polski, nie byla wcale owczesna sytuacja, tylko przeczucie, ze bedzie wlasnie tak jak „na zaloczonym obrazku”? 😯

    A powaznie? Moze to dobrze, ze tak wlasnie jest na linii Prezydę(!)t – Rzad.
    Moze dzieki temu rola prezydenta w Polsce zostanie przeanalizowana i konkretnie zdefiniowana – a moze w razie potrzeby przycieta, tak aby juz nie bylo na ten urzad wielkich apetytow i tym samym zadnych „wielkich” i rownie jalowych spekulacji co do kandydatury do wyborow, ktore beda dopiero za dwa lata.
    Wydaje mi sie ze Tusk powinien „jechac” twarda linie. Wtedy Prezydęt bedzie znikal a rzad bedzie mogl w miare spokojnie pracowac

    I znow niepowaznie 🙂
    Mam wrazenie, ze jestesmy tu „podsuchiwani” przez „wrogie elementy”. Fotyga „zerznela” informacje co do PATRIOT’ow z mojego posta. …ggg…
    http://passent.blog.polityka.pl/?p=397#comment-77007

    Troche moze odbiegne od tematu, jako zes „z Berlina”, a temat antysemityzmu w Polsce goracy – ksiazka Grossa.

    W Berlinie miala miejsce antysemicka „nagonka” na dzieci wracajace ze szkoly.
    http://www.n-tv.de/905577.html
    Czy wiesz cos wiecej na ten temat?

    Pozdrawiam

    Sailor

  38. Od poczatku bylo wiadomo, że pan Lech Kaczyński nie dorasta do swego stanowiska i zamiast dbać o polska racje stanu, bedzie dbał o interesy rodziny i jej partii.Kolejne spiecia na linii premier-prezydent potwierdzaja te oczywista oczywistość. Dramatyzm sytuacji powieksza jeszcze wyjatkowy brak kompetencji i odpowiedzialnosci u urzednikow jego kancelarii. Chciałoby sie zapytać: Quousque tandem abutere, panie Lechu, patientia nostra?

  39. Wałęsa rozbijał rządy, jak mu się podobało. Kwaśniewski rozwalił rząd, jak chciał. Kaczyński ma buty swoich poprzedników i idzie ich drogą. Jeśli rozsadzi rząd Tuska, to tylko dopełni tradycji.

    Wałęsa – Kwaśniewski – Kaczyński – pobratymcy w niszczeniu rządów i dbaniu o interesy swoich kumpli.

    Problem więc nie w działaniu prezydenta takiego czy siakiego, ale w Konstytucji. Po co ta dwuwładza o niejasnych kompetencjach? Chyba właśnie po to, aby dzielić, rozwalać…

  40. Szanowna Pani Janino!
    Na poczatku pozwole sobie na sugestie aby nien reagowac na chamskie komentarze osob przypadkowych i majacych najmniej do powiedzenia a najwiecej do bezsensownego ublizenia.
    Wracajac do tematu Pani tekstu chcialbym wyrazic poglad, iz postepuje gangrenizacja polskiej sceny politycznej, gdzie w mysl powiedzonka iz ryba psuje sie od glowy chyba nie trzaba wskazywac ognisko zapalne gangreny.
    Rada Gabinetowe byl bezczelnym ze strony Prezydenta RP aktem dyskredytacji Premiera Donalda Tuska i jego gabinetu, a w calym Paltformy Obywatelskiej.czlowiek, ktory wspolnie ze swoim bratem, bedacym dwa lata Premierem zupelnie ignorowal probloemyn sluzby zdrowia, ktory nie moze wykazac sie ceikawymy inicjatywami ustawodawczymi, stara sie egzekwowac od czlowieka bedacego Premierem dwa miesiace gotowych rozwiazn systemowych, projektow dzialan.Z prezentowanego zapisu tzw. przecieku wyraznie bylo widac, iz Tusk posiada orientacje w problemie i z jego inicjatywy zwoluje sie szczyt na ktory nota bene Prezydent zostaje zaproszony.Ten sam Prezydent RP uznaje za stosowne zamiast Ministra Spraw Zawgranicznych samemu udac sie do Gruzji na zparzysiezenie Prezydenta Gruzji Shaakashvili by tam, niemal w przeddzien wizyty Premiera Tuska zamanifestowac s swoim wywiadzie telewizyjnym dla Gryuzinskiej Telewizji Publicznej podkreslic swoja antyrosyjskosc.Z Moskwy uczestniczyl Minister Spraw Zagranicznych Lawrow.W nader istotnych sprawach Prezydenta w szczycie sluzby zdrowi reprezentuje nie kto inny jak najbardzie niekompetentna osoba Ministre Fotyga.Kolejny akt aroganctwa.To sa wymowne gesty i kontakty Premiera z resortami sliowymi nie sa wcale niczym nadzwyczajnym ani przekraczajacym ponad ramy prawne.przekroczenie poza ramy pawne to wykorzystanie bez zgody i poinformowania Prezydenta resorto silowych w okreslonych dzialaniach wewnetrznych i zewnetrznych.Rozmawiac z resortami silowymi Tusk mze ile chce i kiedy chce. Majac jednak na uwadze to, iz braciszek naszego Prezydenta onegdaj powiedzial cos o powtorce 13-go Grudnia chyba wywoluje u Tuska pewna ostroznosc i to moim zdaniem wyjasnie okreslone jego kroki.Wogole sytuacja w Polsce jest smieszna i nawet tragikomiczna a wszystko za przyczyna niecheci do komrpomisow, wzajemnej arogancji i cynizmu.Pozostaje pytanie a gdzie profesjonalizm i rzeczywiste zainteresowanie istotnymi problemami kraju.
    45 minut udzielone Prezydentem na posiedzenie Rady Gabinetowej to juz kpina.To jak lekcja w szkole, tylko ze lekcja bez zadania domowego, bez puenty ale za to z przeciekiem.To jeszcze jednak kompromitacja Prezydenta i tak prawde mowiac nie przypominam sobie aby Aleksander Kwasniewski za swych 8 lat urzedowania mial chocby polowe gaf i wpadek takich jak Kaczynski za nieco ponad dwa lata urzedowania. To o czym mowi – komentarz pozostawiam kazdemu dowolny.
    Pani Janino tekst doskonaly, wnikliwy i nader wymowny.Czekam na nastepne.
    Z wyrazami szacunku
    Roman P.Strokosz

  41. Godzinę temu pisałem tu o organizacji ochrony zdrowia w Kanadzie (gdzie mieszkałem wiele lat). A teraz przeczytałem taki „kwiatek” (wywiad red. Paradowskiej z Michałem Boni). A w nim m.in.:

    „Janina Paradowska: W Kanadzie do specjalisty czeka się po trzy, cztery miesiące i wszyscy są do tego przyzwyczajeni.

    Michał Boni: Mam kolegę z Kanady, który przyjechał do Polski, żeby prywatnie zrobić sobie operację łękotki, bo powiedziano mu, że za pół roku. Wiec w różnych krajach te problemy z systemem ochrony zdrowia istnieją.”

    Kpiny. Świadomość „zdrowotna” Kanadyjczyków, świadomość przysługujących im praw, umiejętność wykorzystania ich i domagania sie ich jest wielokrotnie wyższa niż Polaków. W porównaniu z ogromem systemu w Polsce, „nacisk” społeczny na ten system, jego wykorzystanie, jest o wiele mniejsze niż w Kanadzie. Tam on jest efektywny. Widzieliśmy i widzimy bezzębnych rolników, zreumatyzowane stawy robotników, schorowane płuca górników, zalkoholizowane wątroby mieszkańców naszych „metropolii”. Czy oni się leczą? Czy komukolwiek, oprócz sportowców, wiceministrów, dzieci dziennikarzy i profesorów, przychodzi na myśl, żeby leczyć swe łękotki? Oni przecież domagają sie tylko L-4, może jeszcze jakiejś recepty, zalegają łóżka szpitalne jak poczekalnie, przechodzą na emerytury (wczesne) lub renty chorobowe i umierają jak muchy, wiele, wiele lat wcześniej niż Kanadyjczycy. Gdyby Polacy korzystali z ochrony zdrowia w takim stopniu, jak to robią Kanadyjczycy, to oczekiwanie na jakikolwiek zabieg trwałoby nie cztery miesiące, a cztery lata. Albo i 40.
    A pan Michał Boni twierdzi, ze plusem służby zdrowia w Polsce jest to, że znajomy z zagranicy, zarabiający wielokrotnie więcej niż Polak, przyjechał tutaj, aby się prywatnie zoperować. Pan Boni racy kpić. Albo o drogę pyta.

    P.S. Administratorze: piszę to po raz drugi, bo przed chwila zostałem „skarcony” za zbyt częste wpisy. raz na godzinę to zbyt często??? Ten system działa tak jak służba zdrowia.

  42. Sam fakt kłótni między prezydentem i premierem, jej przebieg i komentarze dziennikarzy wydają mi się zupełnie jałowe.
    Gdybyż oni się jeszcze spierali o sprawy merytoryczne! Np. jeden byłby za częściową odpłatnością a drugi przeciw. Albo jeden za częściową prywatyzacją a drugi przeciw itp.

    A tu nic, tylko bzdury – kto przewodniczy Radzie Gabinetowej, czy „obstrukcja opiniowa” jest łamaniem prawa czy mianowanie bez opinii jest łamaniem prawa. To i tak nieco lepiej niż ubiegłoroczna dyskusja nt lustracji, ale wspólnym mianownikiem jest pytanie: czemu to wszystko służy? Czy kraj ma z tego cokolwiek? Przecież to jest zupełnie jałowe, tysięczny dowód na to, że politycy wyalienowali się ze społeczeństwa i istnieją sami dla siebie, zajmują się tylko sami sobą nawzajem.

    Gdyby nagle społeczeństwo przestało istnieć, po prostu by wyparowało, to oni by tego nawet nie zauważyli.

    Gwoli sprawiedliwości – odnosi się to bardziej do L. Kaczyńskiego niż do Tuska. Obie te sytuacje (Rada Gabinetowa i opinie) były sprowokowane przez Kaczyńskiego, żeby mógł opowiadać jak to jest bardzo przez Tuska krzywdzony. Ten człowiek nie może żyć bez wszczynania awantur i bez poczucia, że jest „wręcz niebywale” atakowany. Jest od tego uzależniony jak narkoman. Jego brat przez te awantury przegrał wybory, ale nawet to go niczego nie nauczyło – swojej natury nie zmieni. Co do niego to nie mam złudzeń.

    Pozostaje pytanie czy dla Tuska to też jest treść życia czy może przynajmniej on chce czegoś dokonać, zostawić coś po sobie. Przecież chyba każdy normalny człowiek ma przynajmniej momenty refleksji w stylu „rany, ludzie mnie wybrali, trzeba coś stworzyć oprócz tych awantur.”

    Chyba za wcześnie żeby na to pytanie odpowiadać, ale po przesłaniu do Sejmu projektów ustaw kiełkuje we mnie nadzieja, że może chodzą mu po głowie takie myśli. Przynajmniej jedna z tych ustaw to naprawdę duża, jakościowa zmiana – ta wprowadzająca odpowiedzialność dyrektorów za długi, tak jak w spółkach prawa handlowego. Wszystkiego to nie załatwi, ale krok naprzód to to jest na pewno.

    Zobaczymy czy to uchwalą, miejmy nadzieję, że tak i że odpowiednio dużą większością (bo pan prezydent pewnie będzie chciał i to storpedować). Ale dla mnie cudem – tym obiecywanym w kampanii wyborczej – byłoby już samo to, że nasi wybrańcy zajmują się tym, czym powinni. Lepiej czy gorzej, ale tym czym powinni.

  43. mw,
    Dzięki za Twój wpis. Trwa posiedzenie „Białego Szczytu”,
    Sandauer ( Stowrzyszenie „Primum non nocere”) uświadomił zebranym, że po odejściu od budżetowego systemu w Polsce ilość hospitalizacji wzrosła z 5mln w 1995 r. do 6.7mln obecnie. Oraz, że przemawianie w imieniu i w interesie pacjentów jako niezależnej od wszystkich związków zawodowych grupie jest mydleniem oczu.
    W Polsce tak się jednak utarło, że najgłośniej przemawia się w imieniu nieistniejących podmiotów np. dzieci nienarodzonych czy niewidzialnej ręki rynku.
    A interesy takich sztucznych tworów jak osoby prawne czy KK są interesami nadrzędnymi.
    Polityka to zgodnie z obowiązującą propagandą nie żaden tam ogół spraw państwowych czy publicznych, tylko bezpardonowa walka o władzę, a polityczny znaczy dziś tyle co plugawy.
    Dlatego w każdej istotnej kwestii dokonuje się najpierw rozdziału tego, co polityczne od meritum sprawy.
    Jako, że w demokracji przedstawicielskiej to polityk reprezentuje interes wyborcy a u nas, dla dobra sprawy, powinien z daleka trzymać się od meritum problemu, jako czegoś „apolitycznego”, to problemy społeczne rozwiązują dziś „eksperci – lobbyści”, „ekonomia” i niewidzialna ręka. Albo nikt ich nie rozwiązuje.
    Ponieważ rynek bezradny jest zarówno w ochronie zdrowia jak i np. w oświacie o nauce i mieszkalnictwie nie wspominając, to problemy narastają. Narastają, bo jak niesie medialna propaganda za bardzo się je „upolitycznia”. I koło się zamyka. Pozdrowienia

  44. buku z 12:49

    Cytuję: „Tak więc dzięki łasce prezesa mogłem się cofnąć w mroczne lata komuny, naocznie stwierdzić gnębienie polskiej kultury, szarganie narodowych świętości, tępy kosmopolityzm o podobne grzechy.”

    Dobrze piszesz, buku z 12:49, bardzo dobrze. Szkoda, że nie dodajesz, że i Kazimierz Wierzyński mógł sobie drukować, i że czytelnicy mogli sobie bez cenzury czytać emigracyjnych pisarzy. Dobrze mówisz, buku z 12:49. Bardzo dobrze, bo nikt nie zaszczuł Wierzyńskiego, nieprawdaż?

  45. Wodnik53, 01.20, godz20.46
    Bardzo mądrze, pewnie dlatego tak smutno.

  46. Sailor,
    w odpowiedzi
    dla wszystkich, ktorzy chca pocwiczyc niemiecki. (cytuje ta DPA Info). Na koniec jest omowienie i fragment przetlumaczony – dla mniej niemieckojezycznych.

    Ten tekst warto przeczytac w originale z dwoch powodow – powszechnego oburzenia i bardzo ciekawej, jakby mimowolney „pointy” podanej w ostatnim akapicie:

    19.01.2008: „In Berlin Mitte wurden fünf Schüler auf dem Heimweg von vier Punks angriffen. Einer der Schüler konnte sich in einen Bäckerladen retten. Zudem hetzten die Täter einen Hund auf die Juden im Alter von 15 bis 17 Jahren. Der Berliner Bürgermeister Klaus Wowereit meinte, dass solche Angriffe unerträglich sind. Des Weiteren fordert die Präsidentin des Zentralen Judenrates in Deutschland, dass solche Täter schnell bestraft werden müssen und nicht erst in ein paar Monaten.

    Zeugen riefen sofort die Polizei. Die Polizei nahm die Täter die durch die Schüler identifiziert wurden noch am Tatort fest. Gegen zwei der Täter gibt es einen Haftbefehl. Die anderen zwei sind wieder auf Freiem Fuß.

    Die Präsidentin des Zentralrats der Juden in Deutschland, Charlotte Knobloch, forderte, die Täter müssten ?schnell einer Verurteilung zugeführt werden?, dazu dürften ?nicht wieder Monate vergehen?. Die ?abscheuliche Tat? zeige, ?dass die Gewaltbereitschaft auch unter inländischen Tätern in Deutschland hoch ist?. Es sei zudem bekannt, dass bei einzelnen Angehörigen der Punkszene ?ein hohes, aus Anti-Israelismus gespeistes, antisemitisches Gewaltpotenzial besteht?, erklärte sie in einer Pressemitteilung.

    Eine Sprecherin der Jüdischen Oberschule konnte sich den Vorfall nicht erklären. Denn man konnte nicht erkennen welchen glauben die Schüler hatten. Das heißt, dass die Täter die Jugendlichen Grundlos beleidigt und angegriffen haben. ”

    Chodzi w skrucie o to, ze 5 (15-17 letnich) uczniow jednej z berlinskich szkol zydowskich zostalo na ulicy zaatakowanyh przez czterech punkow (wszyscy wiemy kto to), obrzuconych antysemickimi wyzwiskami i na koniec poszczutych psem. Nikt nie odniosl obrazen i nie ucierpial fizycznie.
    Napastnikow szybko zlapano, dwoch siedzi w areszcie, dwoch na razie jest na „wolnej stopie”.

    Zapanowalo powszechne oburzenie, politycy wszystkin opcji potepili. Centralna Rada Zydow w Niemczech wzywala policje do szybkiego dzialania a sady do surowych kar, gdyz wiadomo ze punkowie charakteryzuja sie szczegolnie wysokim potencjalem antysemickim.

    Wszystko zrozumiale, zle sie stalo.

    Koncowy akapit jest interesujacy (ten tlumacze w calosci, niemal doslownie wiec nie zawsze gramatycznie, ale tu chodzi os slowa): „rzecznik szkoly zydowskiej nie mogl znalesc wytlumaczenia dla tego co sie stalo. Przeciez (z wygladu, moj dodatek) nie mozna bylo sie zorientowac jakiego wyznania byli napadnieci uczniowie. Oznacza to, ze napastnicy tych mlodych ludzi po prostu bez przyczyny wyzwali i napadli”.

    Mnie sie wydaje, ze byl to incydent jakich wszedzie na swiecie wiele. Grupa zozrabiakow zaczepila agresywnie bogu ducha winnych mlodych ludzi. W pewnym momencie naublizali im „od Zydow” (to w Niemczech tak samo obrazliwe slowo jak w Polsce – wystarczy popatrzec na polskie mury domow), troche poszturchali (wg samych napadnietych nikt nie ucierpial). Pies szczekal.
    Mlodzi napadnieci zawiadomili policje, ta szybko ujela sprawcow. Koniec.

    Przykra informacja, ale nic „szczegolnego”. Sprawna policja, pochwala im za to.

    Szczegolnie i glosno zrobilo sie dopiero, jak sie okazalo ze napadnieci zostali mlodziency pochodzenia zydowskiego. Wszyscy protestowali, bo w Niemczech znowu bija Zydow.

    Gdy czytam polskie portale informacyjne lub gazety widze, ze w Londynie pobili Polaka, ze w Berlinie pobili Polaka, ze w USA pobili Polaka.
    Ostatnio glosno bylo i tym, jak w irlandzkim Limerycku pobito i podpalono Polaka.
    Prasa i dziennikarze internetowi – a zatym i narod (chyba) – nie oburzaly sie, ze napadnieto i zrobiono krzywde czlowiekowi.

    Jakos mi to wszystko sie razem uklada.

    Nie czytalem ksiazki Grossa, jak bede w Polsce za pare dni to kupie i przeczytam. Bo nalezy czytac zrodla, a nie przetrawki i przekretki (o tym pisze do znudzenia) by wyrobic sobie poglad na to, co autor chcial przez to powiedziec.

    A polski antysemityzm bardzo podobny jest do kazdego innego nurtu antynarodowego.

    Dla zobrazowania mojego stanowiska w tej sprawie przypominam moj tekst z 15 marca 2006, wpis na blogu Pana redaktora Passenta:

    I jak tu zachowac poczucie, ze to co sie teraz w Polsce wyprawia to wykladnik demokracji a nie po prostu paranoja.
    Wezmy na przyklad wzorowego syna Prawa i Sprawiedliwosci, Pana Kurskiego. Jak uslyszal lub tez jak mu usluznie doniesiono, ze w trawie zapiszczalo iz moze byc posadzony o bycie Zydem, to zaraz sie od tego publicznie zdystansowal jak od zarazy. Pewnie byloby podobnie gdyby ktos puscil wiesc, ze Pan Kurski jest homo albo, ze jego dziadek byl czlonkiem armii czerwonej.
    Pan Kurski podjal wiec odpowiednie kroki i w mediach, takze tych co mowia tylko prawdziwa prawde i oznajmil, ze czje sie takim plugawym pomowieniem obrazony i upokorzony. Obrazonym i upokorzonym za nazwanie Zydem moze byc tylko ktos z nadludzi. Tyle, ze nadludzi mielismy juz kiedys w Polsce, ci nieco starsi od Pana Kurskiego zaznali tego na wlasnej lub rodzinnej skorze. Jesli Pan Kurski sam nie rozumie o co chodzi a ma dzieci w wieku szkolnym, niech zapyta. Jesli nie, nich pojdzie do przyjaciol, np. do Pana Leppera lub lepiej do Pani Berger (w koncu maturzystka). A jak Pan Kurski juz udowodni kim nie jest lub kim jest to nie pozostanie mu nic innego jak wystapic z wnioskiem do sejmu o powolanie sledczej komisji napletkowej. Komisja zas powola specjalna policje, ktora znienacka bedzie sciagac bielizne kazdemu napotkanemu Polakowi plci meskiej (pewnie by wolala zenskiej, ale coz, pech), aby ? po wczesniejszym wylegitymowaniu i zapisaniu w kartotece danych osobowych, orientacji seksualnej, tytulow ulubionych ksiazek, kontakow i adresow ? oddzielic tych co powoduja u Polaka Kurskiego odraze i obrzydzenie od tych co nie (tu brakuje jeszcsze wytycznych, przynajmniej oficjalnie). No coz, poniewaz z tymi bez napletkow trzeba bedzie cos zrobic, no to moze tak jakis oboz ?pracy?. Ciekawe, czy tym co zadeklaruja podpisanie Polkslisty beda przyszywac napletki?. Tylko skad je brac? Od prawdziwych Polakow ochotnikow?. Toz wtedy jednym cieciem bedziemy mieli w Polsce samych obrzezanych, no i co zrobic jak przeszczepy sie nie przyjma? A moze importowac? Jest kilka krajow na swiecie, gdzie zbednych napletkow jest od groma. Czy powstanie wtedy w Polsce narodowy bank napletkow? I kto zrobi na tym (nomen omen) interes? Bobrze by bylo, by Bracia Kaczynscy zamim ostatecznei wysla Pana Kurskiego i komisje napletkowa do boju o czystosc rasy zadbali o rozwiazanie tego palacego problemu. Przedtem trzeby bedzie tylko zapewnic najwierniejszym Pis-Owcom (aby nie powiedziec PiS-Baranom) pasy cnoty, aby w nadgorliwosci komisja napletkowa w oczyszczaniu nie posunela sie za daleko.
    Ciekawi mnie tylko co bedzie, jak po tym totalnym rozliczeniu sie z tym i innymi wewnetrznymi i zewnetrznymi wrogami Panowie Kaczynscy, Gertychowie i Lepperscy, Kurscy i im podobmi pozostana sami. Beda sobie wtedy nawzajem sciagac spodnie czy moze w poplochu przyszywac napletki?

    Pozdrawiam
    z Berlina

    PS: nie calkiem w temacie rady gabinetowej, ale tylko nie calkiem….

  47. Felieton p. redaktor /jak każdy/ ma głęboki sens i nie jest pozbawiny merytorycznych dowodów.
    Natomiast listy niektóre niedosyć , że są pobawione sęsu i merytoryki to kalają godność ludzką. Używanie takich słów jak mordercy, jest duchem Beri i wyrazem braku kultury – ubolewam.
    Każdy kto ma odrobine oleju w głowie to wie, że scenariusz spotkania ułożony był przez braci w Juracie i gdyby nawet wszystkie słowa i opinie wyrażone przez p. Kopacz czy p. Tuska były złotymi zgłoskami to i tak po 45 minutach były by odrzucone. Tu nie trudno zauważyć, że podmiotem nie jest inters narodowy tylko interes braci. Kto jest innego zdania i uważa, że nie mam racji to przbudzi się z ręką w nocniku niebawem.

  48. Szanowna Pani Redaktor: myslę, że jednak mam rację z dr Durlikiem. Pani chciałaby parafrazując, aby Pani szef red. Baczyński interweniował w sprawie zwalniania akurat dziennikarza w „Dzienniku”. Może prof. Religa mógł rozmawiać na temat kuluarowo i może rozmawiał (tego nie wiemy) natomiast z całą pewnością nie było w jego kompetencji wtrącanie się w politykę personalną innych resortów i to publicznie. Natomiast, czym innym jest danie oferty zatrudnienia. Przykładowo, były minister Łapinski zwalnianego po wyborach opozycyjnego (w stosunku do SLD) wiceministra zatrudnił od razu jako dyrektora Centrum Zdrowia Dziecka i jaki wtedy był krzyk? A CZD chyba sobie chwali. Trochę też zaprzecza Pani sobie wołając o to, aby służbą zdrowia zajęli się menedżerowie. Dr Durlik akurat jest lekarzem i to w dodatku jako kierownik jednej z klinik szpitala, któym zarządzał jako dyrektor był w pewnego rodzaju konflikcie interesów. Czyli inaczej mówiąc MSWiA powinno było zastąpić go menedźerem. Problem w tym, że on właśnie jako lekarz był bardzo dobrym menedźerem. Sprawy więc nie są tak proste, a poza tym już obecnie niemal wszyscy dyrektorzy szpitali którzy pierwotnie byli lekarzami są głównie menedżerami. Bardzo rzadko jest tak, jak w przypadku dr Durlika, że ktoś jednocześnie i leczy i zarządza. System refundacji leków jest i będzie workiem bez dna. Wynika to między innymi stąd, że ceny leków w Polsce muszą być takie same albo wyższe niż w innych krajach Unii (aby zapobiec tzw. eksportowi równoległemu), a za względu na bardzo niewielkie nakłady na ochronę zdrowia zżerają większą część tych nakładów. Po drugie, mamy stały rozwój medycyny. Pojawiają się leki na schorzenia, których wcześniej nie leczono, leki bardzo drogie, ale często ratujące życie. Jest pytanie, czy ludzie, którzy mogą skorzystać z tych leków i żyć dla dobra budżetu zdrowych powinni umrzeć? W piątek zostałem skonfrontowany z kosztem leczenia jednego chorego dwudziestolatka w wysokości 3,5 miliona złotych. To jest równowartość około 1000 hospitalizacji normalnych chorych. Na ilu hospitalizacjach takich chorych trzeba oszczędzić 100 złotych, aby móc sfinansować taką hospitalizację? Jestem w tej samej sytuacji, co Pani tj. płacę bardzo dużo i prawie nie korzystam, ale pozwolę sobie uświadomić Pani, że na uratowanie życie tego jednego chorego musiało się złożyć kilkaset takich osób. Państwo bardzo często zapominacie o tym, że kiedy przygotowywano zmianę systemu i wprowadzenie kas chorych to wykonano obliczenia określające, jaka musi być składka, aby utrzymać ten sam poziom świadczeń, który wcześniej finansowano z budżetu. To wyniosło 9% i taki był pierwotny zapis ustawowy. Arbitralną zmiane wprowdził wicepremier Balcerowicz zmieniając wysokośc składki na 7,5% i spowodował miliardowe niedobory środków w systemie, do którego w dodatku przez niechlujstwo nie wliczył kosztów krwi. Obecnie mamy te 9%, ale musimy opłacać skutki działania tego cudotworcy. To są wygenerowane wtedy długi szpitali, a obecnie obsługa tych długów. Poza tym, nastąpił rozwój medycyny i trzeba sfinansować nowe metody leczenia, których 10 lat temu (gdy tworzono ten system) nie było. I to jest te Pani 5 miliardów. Sam deficyt środków wygenerowany przez Pana Balcerowicza wyniósł ponad 20 miliardów.

  49. Drogi mw,
    Pan Boni ani nie kpi, ani o drogę pyta. Powiedział tylko tyle, że nawet w Kanadzie, gdzie nakłady są ogromne, a system bardzo rozbudowany i szeroko finansowany z obowiązkowych składek, istnieją kolejki w dostępie do wielu zabiegów. I jeśli ich stać, to jadą tam, gdzie mogą to wykonać prywatnie i nie czekać w kolejce na bezpłatny zabieg. A ilu to Polaków jeździ na wschód, bo tam taniej wyleczyć uzębienie.
    Nie wszyscy Kanadyjczycy zadowoleni są z tak rozbudowanego systemu opieki zdrowotnej, bo w coraz większym stopniu podnoszą się głosy niezadowolenia z wysokich obciążeń jakie idzie im ponosić za tak, jak to napisałeś powszechną „świadomość zdrowotną” , a oni nazywają to po imieniu marnotrawstwem i coraz większym rozchwianiem systemu. Przykład Kanady pokazuje tę skrajność, która marzy się niektórym u nas: wprowadzić więcej pieniędzy do systemu i zapewnić wszystkim wszystko w jego ramach (choć i w tej przykładowej Kanadzie nie jest to zapewnienie wszystkiego i jest duża lista procedur wymagających dodatkowych ubezpieczeń, w tym z zakresu stomatologii). Przykład ten obnaża magiczność i nieracjonalność takiego myślenia – medycyna idzie na przód, procedury i leki są coraz droższe i żaden worek nawet najbogatszego kraju nie jest w stanie udźwignąć ciężaru wszystkich tych procedur dla każdego.
    Taka jest rzeczywistość i uczciwie to trzeba powiedzieć, a nie snuć wizje ogólnej szczęśliwości bez pokrycia w realnej rzeczywistości.

  50. haneczka…

    Dotrzymuję słowa.
    Koszty dodatkowe można podzielić na konieczne i fanaberie.:-)
    Konieczne-trzykrotna wizyta u profesora będąca wynikiem sprzecznych opinii lekarza z przychodni i ze szpitala.Ten pierwszy wysyła karetką do szpitala-ten drugi odmawia przyjęcia.3×300
    Fanaberie-pojedyncza sala porodowa-550,znieczulenie-550,położna-600.
    Dwukrotny pobyt w szpitalu-uzasadniony-około miesiąca.
    P.S.Wnuk śliczny,taki malutki.:-)

  51. Ostatnio Sailor zapytal mnie, czy przed wyjazdem z Polski – pamietam jak dzis, byl straszny mroz ostatniego dnia lutego 1986 roku – bylo to, ze jakims zmyslem przewidzialem zalaczony obrazek (obrazki), takie np. jakie przedstawia dzisiejsze wydanie Gazety Wyborszej (online), TVN24, http://www.rz.pl (Rzeczpospolta online) czy wreszcie Polityka, gdzie red. Baczynski tlumaczy sie, ze to jemu ukradli rower.

    Mysle, ze nie. Bo nie przszlo mi w najgorszym snie do glowy, ze cos takiego w Polsce kiedykolwiek moze sie przytrafic. Ze rzekomi patriotyczni i solidarnosciowi wyzwoliciele beda metodami, ktore podobno odrzucaja i potepiaja, terroryzowac politycznych przeciwnikow i mamic narod.

    Bo nie przyszlo mi do glowy, ze „teczki” i jakise inne sfabrykowane dokumenty sluzb powszechnie uznanych za „niemal ludobojcze” a juz z pwenoscia za sluzalcze totalitarnemu systemowi nagle osiagna wiarygodnosc elitarnej encyklopedii.

    Bo nie przypuszczalem, ze w Polsce XXI wieku odrodzi sie stalinizm, dzierzynszczyzm, faszyzm, hitleryzm i goebelsowszczyzna (te trzy ostatnie pojecia to nie to samo, mimo ze chetnie stosuje sie je zamiennie), Chile Pinocheta (systemowo, nie morderczo) i inne podobne strasznosci.

    Bo nie przypuszczalem, ze bede konfrontowany z politycznymi nagonkami na znajomych i przyjaciol (jeszcze nie calkiem na siebie) tylko dlatego, ze mieli czelnosc urodzic sie np. w roku 1953 lub 1954, wychowac w Polsce (jaka byla, ale taka maozliwosc dawala) i osiagneli sukces.

    Motywy mojego wyjechania poisalem dosc szczegolowo na blogu red. Passenta kilkanascie tygodni temu.

    Dzis ciesze sie z tego, ze moi rodzice juz nie zyja.
    Bo mysle, ze na Polske dnia dzisiejszego nie zasluzyli.

    Pozdrawiam
    bardzo osobiscie
    z Berlina

  52. Witam
    Ciężko się z Panią nie zgodzić.
    Wojna na górze trwa. Stosunki premiera z prezydentem opierają się na zasadzie „jak Bóg Kubie tak Kuba Bogu”.
    Wszystko byłoby dobrze gdyby panowie mieli 15 lat i urzędowali na boisku czy podwórku.
    Panowie jednak mają lat więcej i chyba trochę większą odpowiedzialność. Ani jednego ani drugiego nie są świadomi tocząc tą urzedowo- partyjną batalię między premierem z PO a prezydentem z PiS. Dlaczego? Bo gdyby któryś z nich wiedział, do czego może doprowadzić ta medialna „bijatyka” ustąpiłby głupszemu…
    Dalszy ciąg tej specyficznej kohabitacji, prania brudów między kancelariami DT i LK mogą mieć gorsze skutki dla Polski niż tylko ośmieszenie i utrata tak już nadszarpniętego prestiżu.
    Ale nad tym się nikt nie zastanawia, prasa tv żyją się tylko pr serwowanym przez jedną lub drugą strone.
    Pozdrawiam.

  53. # Sawa pisze:
    2008-01-21 o godz. 11:38
    ……czy to są problemy do omówienia przez 45 minut. …….
    ================================
    w pełni sięe z Tobą zgadzam. Oczywiście, że tych problemów nie można omówić w ciągu 45 min. Ale czy można dłużej wytrzymać wodolejstwo i pustosłowie.Czy jakikolwiek dyrektor w jakiejkolwiek instytucji wytrzymałby takie kompletnie niekonkretne odpowiedzi ?? Co by zrobił ?? Czy politycy i dziennikarze „już tak mają”, że potrafią godzinami lać wodę ??? Po wyciśnięciu albo nie zostaje nic abo jakieś marne szczątki do wypowiedzenia w ciagu 3 min. a często i to za dużo. Ja rozumiem, że te 45 min. Prezydent był w stanie wytrzymać a potem już nie widział sensu kontynuowania Rady. W przeciwieństwie do Tuska i wsp.oraz zdecydowanej większości polityków tylko Jarosław Kaczyński mówi zwięźle, krótko, zrozumiale i konkretnie. Niestety i on lubi używać zwrotów nie zrozumiałych dla przeciętnego słuchacza (np. szatani).Niestety za często wypowiada się zbyt agresywnie i pewnych określeń mógłby unikać (chociaż się same cisną na usta).
    Dziękuję za miłe słowa.

  54. Owal40 18:54
    Jej, aż chciałabym już-teraz-zaraz-natychmiast zostać babcią!
    A znieczulenie nie jest fanaberią. Zapewniam cię o tym z całym przekonaniem, jako matka dwójki dzieci urodzonych „za komuny”, we właściwych tamtym czasom, pięknych okolicznościach niczym nieskażonej natury. I sam pamiętasz jak to jest – urośnie, a ty z każdym centymetrem będziesz szczęśliwszy :-)).

    Z Berlina 19:12, twój wpis to prawie „gorzko, śmierć tylko większe zna gorycze”. Niech ci będzie jak najlepiej tam, gdzie jesteś. Ale ten las nie jest taki ciemny. Pozdrawiam pogodnie ze swojej polany.

  55. Szanowna Pani Redaktor – nie warto pisać i dyskutować. Z „reformy” służby zdrowia pozostaną – reformy! Czy pamięta Pani dowcip z PRL’u „Wojtuś gdzie twoje reformy?” Takie właśnie reformy pozostaną, wraz z charakterystycznymi dla tej części garderoby zabrudzeniami. Wodnik53 wyraził to lepiej, bardziej obrazowo i dobitniej, niż ja potrafiłbym to zrobić. Prof. Osiatyński kiedyś stwierdził: Kolejne rządy Polskie od pięćdziesięciu lat wobec nauczycieli i lekarzy zachowywały się nikczemnie. Zachowują się tak nadal! Obecne „okrągłe stoliki d/s itd…”, rady gabinetowe z ich „wyciekami”, to tylko bicie piany! Społeczeństwo ma autentyczny postęp medyczny i nowoczesne leki dzięki zaangażowaniu lekarzy (pracowników zdrowia wszystkich!, bez wyjątku, dzięki ich NIEWOLNICZEJ pracy) i niestety… dzięki obśmiewanym firmom farmaceutycznym oraz innym dla zdrowia pracującym. Rządy dotychczas nie zrobiły nic, mimo ich szumnych zapewnień. Tylko nieustannie przeszkadzały! Dowodem tego są padające i zadłużone szpitale oraz zdesperowani, zrozpaczeni pracownicy ochrony zdrowia. Świat im, pracownikom tego działu, odjeżdża. Wielu z nich wyjeżdża z Polski. Pani Redaktor oni postępują słusznie! Tylko brak pracowników wymusi wreszcie dla społeczeństwa pozytywne zmiany w tej dziedzinie Pisze to Pani „stary medyk” z różnych przyczyn pamiętający losy prawdziwej służby od początków PRL’u i jeszcze towarzysza Sztachelskiego (wyszedł w ówczas ze słusznego lasu!).
    Ale to nie warte dyskusji. Prawdziwa dyskusja i prawdziwe zmiany jeszcze przed nami. Z powodów, o których pisze Wodnik53. Napisał to genialnie!
    Pragnę jednak powrócić do Pani felietonu w „Gazecie Lubuskiej” z ostatniego weekendu. Ma Pani rację, że słusznie premier Pawlak „pogonił” z Warszawy żony górników z kopalni Budryk. Tylko czy pamięta Pani czym zakończył sie podobny epizod w wolnej już Polsce, kiedy pewien premier stwierdził przytomnie, że przed klęskami żywiołowymi należy się ubezpieczać. Czy pamięta Pani ton wypowiedzi medialnych w tym pani red. Wiernikowskiej? A przecież każdy średnio rozgarnięty kierowca płaci AC i się nie buntuje… no chyba, że jedzie z pielgrzymką w Alpy niedozwolonymi drogami. Pozdrawiam Lech (z Lubuskiego).

  56. Wielce Szanowna Pani Redaktor !
    Jako Redaktor jest Pani Super ! Muszę jednak z przykrością dodać, że Redaktor wielce spolaryzowany. Do obiektywizmu jest Pani cho..cho..cho- już nie wiem jak daleko. Ja; prosty człowiek powiem Pani, jak ja odbieram polską transformację. W Polsce dzieje się źle. Żarłoczna dzicz rzuciła się na; trzeba powiedzieć duży majątek państwowy, aby go sprywatyzować- czytaj rozkraść. I działo się to, nie tylko z przyzwoleniem władzy, ale,a moż przede wszystkim z jej udziałem. Skąd nagle takie dysproporcje majątkowe. Kto pozwala na tak wielkie „kominy” zarobkowe. W końcu niech Pani obejrzy, choć jeden program P. Jaworowicz. Choć ja uważam, że jej głos to głos wołającego na pustyni. Pani też, zapewne nie pójdzie Jej w sukurs. Woli Pani lecieć przed,ewentualnie za karawaną. Tak łatwiej.
    Kaczyńscy chcieli to zmienić. Padł ogólny strach na wielu,ale ich było za wielu, więc zostali zlikwidowani. Co prawda; chcieli zrobić to za szybko, krótko mówiąc nie umiejętnie. Do tego byli w mniejszości. Można powiedzieć,że wszystko się sprzysięgło przeciwko Nim. Teraz wszystko zło przypisuje się Kaczyńskim i PIS-owi. A o prawdziwej zarazie; tej SEPSIe POLSKI nikt nie wspomina. Nikt jej nie leczy. W końcu trzeba się będzie za nią wziąć. Nie uciekniemy od tej, jakże bolesnej operacji. Im szybciej tym lepiej. Pani i Pani podobni przy odrobinie chęci mogliby to przyspieszyć.
    Mój głos niech będzie tym ziarnkiem piasku na szalę, która w końcu musi się kiedyś przechylić na właściwą stronę. Dziękuję i Pozdrawiam !

  57. Pani Redaktor,
    choć często zdarza mi się odmienne zdanie z Panią Dyrektor w ocenie zdarzeń życia politycznego i społecznego to przyznaję, że co do oceny postępowania posła Palikota mam podobna opinię. Jednocześnie solidaryzuję się z Panią czytając ostatni akapit wpisu dotyczący zachowania niektórych blogowiczów. Ludzie! dyskutujmy, rozmawiajmy, wymieniajmy uwagi, krytykujmy wygłaszane przez adwersarzy tezy, ale szanujmy swoją godność i pamięć bliskich. To naprawde niewiele i warto spróbować.
    pozdrawiam wszystkich gości blogu!

  58. oczywiscie z Panią Redaktor nie Dyrektor – pomyłka nie była zamierzona 🙂

  59. Rada gabinetowa była niewątpliwym niewypałem. Logicznie, odpowiedzialność ponosi za to osoba, która ją zwołała na wiwat a raczej by wypuścoć odpowiednia spreparowane przecieko. To też metoda.
    Wbrew szumnym wypowiedziom przedwyborczym PO nie miała gotowego pakietu ustaw dotyczących opieki zdrowotnej. Nie miała bo nie mogła mieć, dobra ustawa powinna uwzględniaś nie tylko warunki ekonomiczne ale również społeczno – polityczne. Obecne rzeczywiste uwarunkowania zadziwiają nawet politologów zawodowców nie mówiąc o politykach.
    CO ROBIĆ?
    Na to pytanie odpowiedział Lenin i Wojtek Młynarski. Nie będę sięgał do klasyka, podeprę się pieśniarzem. Należy roboć swoje, zarówno pan premier jak p. minister. Nie śpieszyć się zbytnio, podpatrzeć u innych, posłuchać przyjaciół i wrogów. A w końcu i tak zrobić swoje, trochę tylko zmienione. Nic to, że Pan Prezydent naburmuszony, nic to, że Anna się krzywi i patrzy w telefon. Nawet prezes lekarzy nie wyżre wszystkiego cukru, trochę zostanie i dla pań poelęgniarek.
    Poważnie mówiąc nie potrafię nijak pojąć dlaczego nie pomyślano w dotychczasowych projektach o kilku podstawowych sprawach w znanych prasie projektach zmian. Sprawy te to:
    – ustalenie konkretnej ścieżki zmian składek KRUS,
    – przywrócenie ulgi zdrowotnej przy jednoczesnym wprowadzeniu kas fiskalnych w niepublicznej opiece zdrowotnej,
    – wprowadzenie systemu pracy dwuzmianowej lekarzy jednocześnie z nowymi taryfikatorami jako warunku skorzystania z nich,
    – analiza wykorzystania sprzętu medycznego i ewentualna zmiana jego lokalizacji.
    Gdy się rządzący z tym uporają można rozważyć podwyższenie składki. Nie można uniknąć podwyższenia NAKŁADÓW na zdrowie, wystarczy popatrzeć na miejsce Polski w UE w tej dziedzinie. Nawet pan Premier nie zrobi tu cudu, przecież go wcale nie obiecywał.

  60. magrud,

    czy wzrost liczby hospitalizacji może się wiązać ze wzrostem liczby osób utrzymujących się za mniej niż wynosi minimum egzystencji (jest tychże już 5 mln) oraz minimum socjalne?

  61. wiktor i Szanowna Gospodyni,
    Od kilku lat zoz-y mają tez obowiązek przystosowania budynków do nowych wymagań technicznych ogólnobudowlanych i tych wprowadzonych rozporządzeniem Ministra Zdrowia. To potężne przedsięwzięcie modernizacyjne pochłaniające znaczne środki, ale niezbędne. Jak dużą część tych kosztów ponoszą same szpitale nie wiem. Ale ponoszą i nadrabiają wieloletnie zaniedbania remontowe.
    Studnią bez dna to są w Polsce roszczenia „przedsiębiorców” i menedżerów.
    Nie wolno bowiem narzekać na rzekomo rozdęte wydatki socjalne, młodych emerytów i rencistów nie pamiętając skąd oni się wzięli.
    Bo sa rezultatem gwałtownego spadku aktywności zawodowej. A ten skutkiem, a nie przyczyną deproduktywizacji Polski po 1989r.
    Renty i wczesniejsze emerytury są ceną jaką płacimy za szok bez terapii z 1990 r. i ujemny bilans handlowy ostanich 18 lat, którego główne przyczyny to brak polityki przemysłowej, niekorzystny dla rodzimej wytwórczości traktat stowarzyszeniowy, polityka drogiego pieniądza i nieprzemyślana prywatyzacja.
    Owe „rozdęte” wydatki socjalne to nie spadek po realsocjaliżmie tylko społeczy koszt reform przeprowadzanych w duchu konsensusu waszyngtońskiego. Bo co z tymi ludżmi, których rynek wypluł mieliśmy zrobić? Eksterminować? Pozostawić samym sobie by siali niepokój? Kupiliśmy za te renty i emerytury przyzwolenie na budowanie turbokapitalizmu. Bądżmy więc sprawiedliwi i nie obciążajamy winą ofiar naszego „sukcesu”. Pozdrowienia.

  62. Iskrzeniu, sprzyja iskrzenie – wiec… Tusk winien! – olac bywanie w jamie hybrydy – po co?!

    Olac prezyDenta i… – robic swoje.

    Czy naprawde Polska Konstytucja nie przewiduje wyj****e parcha z siodla?

    Ulan na koniu, bywa ulanem – bez – kon zawsze jest koniem, zas byly ulan, czym byc moze?!

    – Spier****j – glupku!

    Ps, To, jedynie moje skromne zdanie, od lat 20-dziestu nie podkladam pod „kociolek” – zatym.. Przepraszam.

  63. Zainteresowanym, co prawda 2005 rok, ale lepiej nie jest, przeciwnie:

    Raport Głównego Urzędu Statystycznego – Zatrważające ubóstwo

    Blisko 5 milionów Polaków żyje w skrajnym ubóstwie – wynika z najnowszego, zatrważającego raportu Głównego Urzędu Statystycznego. 4-osobowa rodzina znajdująca się w takim położeniu ma na swoje miesięczne utrzymanie mniej niż 960 zł, czyli najwyżej 8 zł dziennie na osobę.

    Pojedyncza osoba, która żyje w skrajnym ubóstwie, to taka, której miesięczne dochody wynoszą maksymalnie 350 zł, czyli 11 zł na dzień.

    Prawie 7,7 mln rodaków mieszka w rodzinach, które na swoje wydatki mają mniej niż wynosi tzw. ustawowa granica ubóstwa. Została ona wyznaczona dla 4-osobowej rodziny na mniej niż 1226 zł miesięcznie, czyli co najwyżej 10 zł na członka rodziny dziennie.

    – O kilku milionach Polaków, którzy nie mają za co przeżyć, media i politycy najczęściej milczą, zajmując się sprawami trzecio- lub czwartorzędnymi. To jest nie tylko fatalne, ale wręcz tragiczne – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Polityki Socjalnej, znawca zagadnień dotyczących rynku pracy, zwłaszcza bezrobocia. Zwraca uwagę, że szybkie powiększanie się liczby Polaków żyjących w nędzy będzie miało ogromny wpływ na losy kraju w przyszłości. Nasz rozmówca przypomina, że dzieci z rodzin zagrożonych biologicznie są z reguły skazane na gorszą przyszłość. Ubóstwo przyczynia się też do wzrostu przestępczości.

    Aby uzmysłowić sobie dramatyczną sytuację milionów rodzin, podajmy kilka innych danych. 23 miliony obywateli naszego kraju (60 proc.) ma na przeżycie mniej, niż wynosi minimum socjalne, czyli poniżej granicy określającej sferę niedostatku i ostrzegającej przed ubóstwem.

    Tragizm polega również na tym, że od 1996 roku stale rośnie liczba osób, którym grozi biologiczne wyniszczenie. W ciągu tylko jednego 2003 roku o 1 procent, czyli o ok. 385 tys. zwiększyła się liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie. Dla porównania: w 1996 r. poniżej minimum egzystencji znajdowało się 4,3 proc. Polaków, podczas gdy rok temu – 12 proc.

    Z raportu GUS wynika też, że rozwarstwienie majątkowe w Polsce szybko pogłębia się. Bogatsi mają coraz więcej, biednych przybywa. Zdaniem prof. Mieczysława Kabaja dalsze utrzymywanie się takiej patologicznej sytuacji musi w końcu doprowadzić do buntu społecznego.

    Zagrożenia wybuchem społecznym nie wyklucza również prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog z Instytutu Studiów Politycznych PAN. Socjologowie i psychologowie społeczni od dawna ostrzegają, że jeżeli na polskiej scenie politycznej pojawi się zręczny demagog, który będzie w stanie pociągnąć za sobą tłum, może on przejąć władzę, wykorzystując do tego celu miliony ubogich. Dodajmy, że prawie co trzeci Polak ocenia, iż jego położenie jest bardzo trudne (tzw. ubóstwo subiektywne).

    Dla uzmysłowienia sobie skali problemu podajmy, że blisko 5 milionów ludzi, których egzystencja jest zagrożona, to więcej niż mieszka w pięciu największych miastach Polski: Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. Osiem lat temu takich osób było około 1,6 miliona.

    – Najgorzej się dzieje w rodzinach korzystających z opieki społecznej, gdyż niemal co trzecia taka rodzina żyje na granicy minimum egzystencji – mówi prof. Mieczysław Kabaj. – Na domiar złego ośrodki pomocy społecznej nie mają pieniędzy dla potrzebujących albo mają ich grubo za mało – dodaje nasz rozmówca.

    Wiesław Łagodziński, socjolog, tłumaczy, że cechą polskiego ubóstwa jest jego ogromne zróżnicowanie terytorialne i społeczne. – W krajach zachodnich ludzi ubogich też jest sporo. Jednak w żadnym kraju należącym do Unii Europejskiej ubodzy nie są aż tak bardzo biedni jak w Polsce. Co gorsza, u nas nie tylko przybywa ludzi żyjących na granicy lub poniżej minimum egzystencji, ale takie osoby stają się – chociaż wydaje się to praktycznie niemożliwe – z każdym rokiem jeszcze coraz biedniejsze – mówi.

    WŁODZIMIERZ KNAP, Dziennik Polski, 31 stycznia 2005

  64. mw,

    szpitale w Kanadzie to też prywatni usługodawcy ?

  65. Witam P. Redaktor.
    Czytam Pani blogi i oglądam Puszkę Pandory – prawie zawsze. Dlaczego, ponieważ Pani opinie i komentarze są zbieżne z moimi. Krótka i zwięzła odpowiedż. Pani blog „iskrzy, coraz bardziej” jest jeszcze jednym świadectwem naszej rzeczywistości. PREZYDENT – człowiek mały, zakompleksiony, nie mający własnej wyrażnej osobowości, mający takich samych złych doradców, i mający brata o tych samych cechach tylko o więszej indywidualności nie będzie migdy moim prezydentem. Naród dał się wprowadzić w maliny wybierając go, mam nadaieję tylko na jedną kadencję. Ten człowiek chyba nie ma lustra w którym mógłby zobaczyć swoje własne rzecztwiste odbicie. Pani ma rację ten stan wojny podjazdowej będzie trwał i będzie się pogłębiał, Jarek przepadł a tylko brat ma jeszcze możliwości więc z nich korzysta. Jezeli dodamy do tego
    P. Fotygę jako wybitnego eksperta do wszystkich spraw, lewą rękę Prezydenta, bo prawą jest jego brat to komentarze są zbyteczne.
    Do Pani blobu dodałbym kilka szczegółów jak choćby ten, że Prezydent na Radę miał tylko godzinę czasu i nie mógł się spóżnić a spotkanie
    z sędziami.
    Piszę pierwszy raz, może ostatni ale napisać muszę. Chcę się odniść do
    Pani komentatorów, czyli do forum. Pani blog ukazał się o godz. 17,39 a pirewszy komentaż już o godz. 18,05 i następny nieco póżniej. To dziwne czyżby ci komentatorzy tylko czekali na Pani wpis. Komentarz powinien się donosić tylko do tematu Pani blogu, natomiast komentatorzy z własnych komentarzy robią swoiste własne forum, dziwne to i kuriozalne. Mam pytnie, Po czy poznać idiotę?. Odpowiedż, napewno nie po wyglądzie a po tym co pisze i mówi, to proste. W Pani forum jest dużo takich komentarzy.
    Szczególnie ci którzy piszą swój komentarz prawie natychmiast, pewnie po przeczytaniu tylko tytułu. Ale ich komentarz jest pierwszy, więc na samej górze. Przykład CO MA WSPÓLNEGO RADA GABINETOWA Z WYDAŻENIAMI W CHARKOWIE. Szkoda, idiotów nikt nie sieje sami się sieją. Może ci ludzie otrzmują e-maile z instrkcjami co mają mówić i pisać. Idioci byli są i będą. Współczuję Pani w czasie czytania takich komentarzy ale głowa do góry psy szczekają karawana dalej idzie.
    Na koniec mówię róbmy swoje może kiedyś ktoś nas prawdziwie oceni.
    Serdecznie pozdrawim, życząc wytrałości i trwaniu w swojej dotychczasowej osobowości.
    Z poważaniem WP

  66. W sprawie Rady Gabinetowej;

    trafnym wydaje mi się spostrzeżenie „z Berlina” ( 21.01.-11,45), że zwołanie Rady Gabinetowej przez Prezydenta miało – w założeniu – służyć pokazaniu kto tu rządzi, – inaczej mówiąc Premier z rządem zostali wezwani na dywanik i „opędzlowani” zgodnie zresztą z założeniami, bo tylko ostatni naiwny uwierzy, że możliwa była merytoryczna rozmowa o problemach służby zdrowia i sposobach ich rozwiązania w ciągu 45 minut – bo tyle Pan Prezydent na posiedzenie Rady przewidział (czekali sędziowie). Pan Prezydent uznał się po prostu za szefa szefa rządu (Premiera) i podjął próbę rozliczenia rządu nie tyle z działalności ile z zamierzeń. Fakt, że Konstytucja takich uprawnień Panu Prezydentowi nie daje nic nie znaczy dla Pana Prezydenta. Pan Prezydent wielokrotnie dawał do zrozumienia, że jeżeli przepisy Konstytucji nie są zgodne z pana prezydentowymi wyobrażeniami o ich treści, to tym gorzej dla tych przepisów.
    W tym kontekście znamienna jest zapowiedź, że Rady Gabinetowe będą zwoływane częściej. Intencje wyraźne i oczywiście oczywiste.
    Dla Premiera Tuska mam propozycję następującą: w swoim czasie, gdy rządy objął AWS i Premier Buzek, Prezydent Kwaśniewski również zwołał Radę Gabinetową. Buzek posłał na tą Radę drugo i trzeciorzędny garnitur zastępców i urzędników ministerialnych.
    Pomysł do twórczego wykorzystania.

  67. Teresa Stachurska z 2008-01-22 o godz. 01:40 :

    Rozumiem, że Pani przytacza słowa dziennikarza, nie swoje, ale jednak sam fakt cytowania tego artykułu na forum oznacza chyba, że Pani się z tymi słowami zgadza – chyba, że nie zrozumiałem intencji.

    Jesli wolno; mam na temat tego artykułu zupełnie odmienne zdanie.

    Ten artykuł to curiosum, przedziwne nagromadzenie nieprawd, półprawd, przemilczeń i przeinaczeń. Żonglerka danymi z różnych lat godna podziwu – ktoś zadał sobie trud wycinania z chirurgiczną precyzją takich danych, które pasują pod tezę i komentowania ich w sposób, którego trudno nie nazwać kłamstwem (np słowa: „O kilku milionach Polaków, którzy nie mają za co przeżyć, media i politycy najczęściej milczą” – dodajmy że to są słowa sprzed trzech lat, czyli kiedy Samoobrona i LPR działały w najlepsze, nie mówiąc o PiSie.)

    „Dramatyczna sytuacja” „tragizm” „egzystencja ludzi jest zagrożona” „szybkie powiększanie się liczby Polaków żyjących w nędzy” – to wszystko nie o latach II Wojny Światowej lecz o czasach współczesnych. Sorry, ale pisanie tego w roku 2008 jest po prostu śmieszne i w niczym nie służy poprawie losu ludzi ubogich. Wręcz odwrotnie – tak jak książka Grossa „Strach” swoją skrajnością, jednostronnością żenuje nawet amb. Weissa, Marka Edelmana i Ryszarda Bugaja, a wielu ” prawdziwych patriotów” wręcz wścieka, tak tego typu artykuły nt biedy w Polsce wywołują reakcję odwrotną od zamierzonej. Swoją zupełną nieadekwatnością do tego co się dzieje za oknem i do opracowań, o których chyba każdy słyszał (np. prof. Czapińskiego, szeroko komentowane) wzbudza tylko rekacje stukania się w czoło, a osoby, które rzeczywiście chcą zrobić coś sensownego dla ograniczenia sfery ubóstwa stawia w dwuznacznej sytuacji, bo są przyjmowane z góry jako „wariaci” „populiści” itd.

    Nieraz tak jest, że intencje ktoś ma dobre, a wychodzi na odwrót.

  68. Pani Janino,

    Nie komentowalem juz chyba z pol roku, ale ten wpis jest takiego kalibru, ze nie moglem sie powstrzymac. Moim skromnym zdaniem ma Pani ogromnie duzo racji w zestawianiu dwoch stenogramow i komentarzu ich rozbieznosci oraz wyciagnietych wnioskach. Jest to dla mnie takim szokiem, ze nadal nie domykam powiek przy szeroko otwartych oczach… manipulacja opinii publicznej jaka tutaj zaistaniala jest po prostu gigantyczna i niedopuszczalna w cywilizowanych krajach. Martwi mnie najbardziej to, ze jest ona ewidentnie sterowana ze strony osrodka prezydenckiego i fakt iz przenika do jakiejkolwiek gazety jest kolejnym dowodem na niekompetencje, arogancje dla prawa i co tu duzo mowic… dla narodu – wlasnie ze strony glowy panstwa – szkoda, naprawde szkoda.

    Jeszcze jedno – czytalem wczoraj komentarze po wczesniejszym wpisie o Palikocie i musze powiedziec, ze poziom emocjonalny/kulturalny niektorych komentujacych jest podobny do moich kolegow z czasow przedszkola, gdy okazywalo sie, ze ktos im zabral czerwona kredke… szkoda nawet zaczynac dyskusji z nimi.

    Toja,
    ja wiem mniej wiecej o co Ci chodzi w Twoich komentarzach i jakie jest Twoje zamierzenie – niestety Ci sie to nie udaje. Ostatnie porownanie Rady Gabinetowej z balanga u sasiada moze i bylo smieszne, ale troche Ci sie pomylily role zapraszanego i gospodarza. Gdy sie przestudiuje stenogramy dokladnie, mozna latwo zauwazyc arogancje i wypracowana taktyke prezydenta, ktorego tak naprawde w ogole nie interesowal poruszany temat. Zamierzenie mial bardzo proste – doprowadzic do uznania Tuska z rzadem za niekompetentny(ch) i spowodowanie takiej opinii u jak najwiekszej liczby obywateli, co trzeba szczerze przyznac, na Twoim przykladzie, ze w jakims stopniu sie udalo. TZ tego co obserwuje taka taktyka jest (niestety) stosowana chyba od poczatku zaprzysiezenia nowego rzadu…

    juki,
    czytam te same stenogramy i wierz mi, ze ciesze sie ogromnie iz do Polski przylatuje tylko juz w odwiedziny. Nie jest to niestety takie cudowne jakby sie wszystkim wydawalo, bo wierz mi, ze swoje wycierpialem, gdy jeszcze studiowalem na tutejszym uniwersytecie znaczna czesc moich wykladowcow podchodzila do mnie z ktoryms wydaniem The Economist (czy czegos podobnego) i pokazujac artykul o Polsce pytala czy ta sytuacja z blizniakami to prawda, czy to jakis zart. No i jak to mozliwe, ze jestesmy w UE, mamy wolna gospodarke, w miare wysoce uznanych naukowcow, bardzo dobre perspektywy rozwoju,…. a lekarz (nadal) u nas zarabia w granicach 2-tygodniowej pensji londynskiego kelnera (moja siostra jest lekarzem, wiec niestety wiem ile ma podstawowej pensji – wysmialem ja gdy mi powiedziala… porownujac, ze inwestycje hotelowe szybciej sie zwracaja niz jej studia i wlozona praca)

    do tych co sie tak tutaj piekla,
    zycie jest za krotkie i za piekne, by unosic sie emocjami nawet przy takich przekretach politycznych. komentarz jest zawsze potrzebny, ale musi byc szczery i oparty o prawdziwe fakty, a nie jak niektorych z Was jedynie o emocje, uprzedzenia i podskorne zaszczucie na odmienny poglad.

    do wszystkich pozostalych
    Reszcie gratuluje opinii, naprawde przyjemnie sie czyta niektore Wasze wypowiedzi – mozna sie wiele nauczyc, szczegolnie, gdy na codzien czlowiek ma do czynienie z tutejszymi (gdzie mieszkam) informacjami typu ‚otworzylismy najnowoczesniejsza na swiecie stacje kolejowa’, ‚za 2 miesiace otwieramy nowy terminal na lotnisku’, albo ‚poszerzenie o 2 pasy autostrady na odcinku 100 km zakonczy sie pod koniec tego roku’ – zycze wszystkim takich news’ow w Polskich gazetach 🙂

    pozdrawiam
    chopin

    p.s. przepraszam za brak polskiej czcionki

  69. Cóż merytoryczna dyskusja o słuzbie zdrowa w ciągu 45?
    Cóż ktoś zrobi sobie jakies zarty, ze to jest wogole możliwe. Coż prezydent jest emocjonalne związany z swoim bratem, jeszcze to wygra niż rozsadnie rozwiazania w słuzbie zdrowa. Cóż może rzad nie był przygotowany, ale musi to nadrobić to jakis zmiany służbie zdrowa sa niezbędnie.
    Co z podobno Kopacz kopiowała pomysły na słuzbę zdrowa prof. Religi.Coz moze to dobrze, bo teraz Pis musi to popierać, chociąz powinien.
    a Teraz mam wrazenie, ze Pis zrobił się jak mozna tak napisac metoryczną, fachową opozycja, coż mam nadziweje, ze rozsadnią.
    Coż jak mowią nadzieja jest matką głupich. Coz jeszcze trzeba pamietac, że prezydent i premier grają do tej samej bramki, najblizsza prezydentura , bo wątpię, że Tusk zrezygnuje marzenia o byciu prezydentem
    pozdrawiam

  70. Szanowna Pani Janino!!
    Jak zwykle cenny komentarz do dni naszych powszednich. Uwagi co do wspóldziałania na linii prezydent – premier napisali już przedmówcy. Chciałbym zwrócić uwagę na jeden pospolity element dotyczący Prezydenta. Otóż, niezależnie od jego wyborców, co chętnie podkreślają jego zwolennicy, jest on Prezydentem Rzeczpospolitej. Nie jest natomiast prezydentem partii o nazwie PiS. I niezależnie od swoich korzeni jest winien Państwu służalczość niezależną od poglądów Członków swojej partii, lecz dobru obywateli tego państwa. W związku z tym konieczne jest dla owej służalczości niezależne widzenie problematyki państwowej. I tu zadaję pytanie: gdzie mamy tychy niezależnych prezydenckich ekspertów? Gdzie i kiedy Pan Prezydent ma możliwość zapoznania się z niezależnymi opiniami ekspertów, jeśli otoczony jest dworem PiS. Jaka jest przydatność opinii i ekspertyz tych dworaków Jarosława Kaczyńskiego do wygłaszania opinii przez Pana Prezydenta. Jakim prawem grupa nieudaczników- z Panią Fotygą na czele, wygłasza poglądy w kwestiach, o których nie ma zielonego pojęcia, (system Patriot znany jest jej podobnie jak mnie znany jest wykot królików, czyli gdzieś słyszała, że jest). Kto w kancelarii Pana Prezydenta nie jest członkiem lub zwolennikiem PiS-u? Chyba sprzątaczka Krysia. Jak w takiej sytuacji Prezydent jest gwarantem niezależnej polityki Polski, skoro jego działania są wypadkową poglądów jednej partii. Czy jest to w takim razie Prezydent Polski, czy prezydent – rezydent PiS? Jeśli tylko PiS, to gdzie jest miejsce dla Polski?
    A tak przy okazji – marius 21. Twoje wielkie wywody na temat organizowania zebrań – znają organizatorzy zebrań wsi – sołtysi. Ale czy do tego potrzebne są studia?? he he he. Jeśli aż takie kończyłeś, to może nie ten styl i nie to miejsce na Twoje wywody.

  71. Haneczka
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43461

    zycze duzo slonca na Twojej polanie. Tylko oby nie zsaslepilo Cie w tym cieplym szczesciu. I uwazaj – ilosc oparzen slonecznych jest wprost proporcjonalna do ryzyka zapadniecia na raka skory.

    Ja czuje sie dobrze, chyba nie musi mi byc specjalnie lepiej tu gdzie jestem, w Berlinie, w Texasie, w NY, w ZA, w UAE w…

    i pozdrawiam
    stad gdzie jestem
    z Berlina

  72. W jakich okolicznościach by się to nie stało, ale padło pytanie – czy Kaczyński L. jest alkoholikiem, czy nie.

    Ale nie padła do tej pory odpowiedź.

    Czy naród nie zasługuje na odpowiedź utrzymywanego przez siebie urzędnika? Czy nie powinniśmy dostać do czytania rzetelnego raportu, sporządzonego przez niezależnych specjalistów – lekarzy o stanie zdrowia tego urzędnika? Czy PiS i jego poplecznicy nadal będą lekceważyć Polaków? Nadal mają dla Polaków tylko pogardę?

  73. Teresa Stachurska o 02:20

    Tak, z wyjątkiem kilku dużych szpitali psychiatrycznych, upoważnionych do „przechowywania” osób uznanych za nieponoszące odpowiedzialności karnej ze względu na stan psychiczny a stanowiące zagrożenie dla społeczeństwa.

    Szpitale są wiec prywatne, w takim sensie, ze ich właścicielem jest, np. metropolia kościoła katolickiego (St. Joseph’s Hospital London, Ont.) lub uniwersytet, lub wielu udziałowców (w tym np. miasto, hrabstwo, prowincja) lub fundacja. Itd, itp.
    Praktycznie wszystkie te szpitale, będąc własnością prywatną i zatrudniając lekarzy „prowadzących działalność gospodarczą” (w ramach odnawianych kontraktów), oraz pielęgniarki na pensji (w ramach odnawianych kontraktów) są finansowane w przeważającej mierze (dochód świadczeniodawców oraz leki) przez ministerstwo zdrowia, federalne i prowincji, a więc z podatków mieszkańców.
    Bezpośrednio szpitalami tymi administrują menadżerowie zatrudnieni przez właściciela szpitala, odpowiedzialni przed nim, nadzorowani bezpośrednio przez radę nadzorczą (w skład której wchodzą udziałowcy, reprezentanci fundatora oraz publiczności), ale w ramach prawa, zasad i umów zawartych z płatnikiem (czyli budżetem federalnym i prowincjonalnym).

    To tylko tak ogólnie, bo przecież diabeł tkwi w szczegółach, których już nie znam.

  74. z Berlina 14:25
    Jeżeli cię uraziłam – przepraszam. Chcialam być tylko miła i podtrzymać cię na duchu. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
    Rak skóry może mnie ominie, ale z rakiem nieżyczliwości mam do czynienia codziennie, a cieplutki to może być co najwyżej błogostan.

  75. Olhado z 14:53

    Przyłączam się do twojego apelu i dlatego oczekuję, że niezależni specjaliści-lekarze przedłożą także raport o stanie zdrowia premiera Tuska. Premier Tusk wypił z prezydentem Kaczyńskim cztery butelki wina, pije także piwo, co można było zobaczyć w telewizji. Chcę wiedzieć, czy Tusk jest alkoholikiem. Czy PiS, PO oraz ich poplecznicy nadal będą lekceważyć Polaków? Nadal mają dla Polaków tylko pogardę?

  76. Tadeusz !
    Bracia Kaczyńscy nie urodzili się w 2005 roku. I swój strzęp sukna już oderwali.
    Po „Białym szczycie” zapewne wzrośnie jeszcze bardziej popularnośc Tuska , niezależnie od efektów spotkania. Zakładając dobrą wolę obradujących i wykorzystując już istniejące projekty(jak choćby opisany przez Z BERLINA) możnaby zapewne stworzyć jakiś racjinalny plan naprawy służby zdrowia. Musi to jednak zrobić nieliczny zespół, gdyż ciał wieloosobowe z reguły nie są zdolne do podejmowania decyzji.
    Jako ciekawostkę opiszę białostocki sposób na niesforne pielęgniarki. Pani dyrektor jednego ze szpitali zatrudniła na etacie męża i córkę przewodniczącej OZZPiP. I nie ma problemu z żądaniami płacowymi. I nie ma potrzeby podnosić wysokości składki zdrowotnej.
    Przy okazji przypominam, że w ustawie z 1997 roku przyjęto 10% wysokośc składki. Na to AWS orzekł, że komuna chce wykończyć naród polski i składka powinna wynosić 11%. Na to Unia Wonności odparła ,że budżetu stać tylko na 7%. Po powstaniu rządu AWS-UW stanęło na 7,5%.
    Jak Państwu podobają się rewelacje tygodnika „Wprost ze służb” na temat Jerzego Baczyńskiego ? Moim zdaniem takie teksty w takim tygodniku to „siurrrealizm”. Swoją drogą to kim trzeba być, aby pracować u towarzysza Marka sekretarza Króla ? Nie wiem dlaczego publiczna Trójka ustami redaktora Strzyczkowkiego zachęca w niedziele i poniedziałki do czytania prywatnego tygodnika „Wprost ze służb”. Dla mnie jest to po prostu nieprzyzwoite.

  77. Marku Piegusie,
    Bieda w Polsce jest faktem i gigantyczne rozwarstwienie również.
    Możemy się oszukiwać, że biedni nie chodzą przecież boso, mają pralki i telewizory. Wielu ma nawet samochód.
    Tylko co to zmienia?
    Wraz z postępem technologicznym dobra, które jeszcze wczoraj były luksusowe, dziś stają się śmieciami.
    Dlatego myślę że i Ty żyjesz dziś w takim komforcie, o jakim XVIII wieczni królowie nawet nie marzyli.
    Ubóstwo i nędza to nie są zjawiska przyrodnicze tylko społeczne. I jak wszystko co społeczne są głęboko zrelatywizowane. Posiadanie telewizora czy samochodu w żaden sposób nie stanowi dziś atutu w konkurencji na rynku pracy. Liczą się inne dobra, na które ludzi tych nie stać.
    Pomyśl. Ile kosztuje obiad na dwie osoby w porządnej restauracji?
    150-200zł. A ile wynośi średnia płaca? Ile zjesz za nią takich obiadów?
    Godzina korepetycji w Warszawie i okolicach to 30-50zł.
    Jak jesteś w stanie pomóc dziecku w nauce ( zwłaszcza, ze korepetycje przy przeładowanych programach, do tego programach niedostosowanych do naturalnego procesu rozwoju mózgu uczniów, są niezbędne) jeżeli na członka rodziny wypada 500 -600 zł miesięcznie? A więc tyle ile cena jednej pary butów, które noszę.
    Ilekroć uświadamiam sobie ten związek, ciarki przechodzą mnie po plecach. Dlatego wiem, że zmierzenie się z tym problemem nie jest łatwe. Ale zmykanie na niego oczu jest niesprawiedliwe.
    Związek pomiędzy nędzą a luksusem jest wprost proporcjonalny.
    To właśnie luksusu brakowało nam w komunie, to o nim marzyliśmy.
    I wreszcie go mamy, ale za cenę ubóstwa naszych sióstr i braci.
    Dlatego pamiętajmy, że wszelkie nasze wybory polityczne dotyczące sfery społeczno- gospodarczej są wyborami aksjologicznymi. Dotyczą bespośrednio naszego stosunku do drugiej ludzkiej istoty. I żadne tam ideologie, ekonomizmy czy inne pseudonaukowe argumenty nas nie usprawiedliwiają. Niestety.
    Teresa Stachurska,
    Nie wiem czym ten wzrost hospitalizacji jest spowodowany. Pogorszenie się kondyncji zdrowotnej społeczeństwa może być jedną z przyczyn, ale nie musi. Może i zapewne w dużej mierze jest spowodowane grą pomiędzy świadczeniodawcą a świadczeniobiorcą. Typowym dla systemu kas chorych konfliktem interesów.
    Jeżeli nowoczesne ambulatoryjne metody są nisko wynagradzane to chorego by je wykonać kładzie się na oddział. I wtedy kasa chorych płaci za zabieg i dodatkowo za hospitalizację. Jak cena jest niska, to trzeba zwiększać obrót by wyjść na swoje.
    Zapytaj Wiktora, jak to się robi. On pewnie wie lepiej.
    Pozdrowienia

  78. Manipulacja tvn24.pl, która pisze dziś: „Zwolennicy prawa do aborcji we Francji rozpoczęli kampanię promującą przerywanie ciąży.”

    Zwolennicy prawa do przerywania ciąży promują prawo do przerywania ciąży, a nie przerywanie ciąży!

  79. Teresa Stachurska (TSS):

    dzieki za zestawienie moich wpisow:

    http://www.polskajestkobieta.org/phpbb/viewtopic.php?t=2919

    nie ma to jak porzadek zrobiony kobieca reka.

    Pozdrawiam
    z Berlina

  80. J.S. – 15;50 pisze; ” Nie wiem dlaczego publiczna Trójka ustami redaktora Strzyczkowkiego zachęca w niedziele i poniedziałki do czytania prywatnego tygodnika ?Wprost ze służb?. Dla mnie jest to po prostu nieprzyzwoite.”
    Pan red. Kuba jest moim ogromnym rozczarowaniem. Bardzo lubiłam jego głos i sposób prowadzenia audycji na żywo, szczególnie z młodymi słuchaczami. Kultura, dowcip, dobre wychowanie… A gdzie to się podziało?
    Po obejrzeniu jego wywiadu z J. Kaczyńskim w „Autografach” byłam zdruzgotana ogromem lizusostwa w najgorszym wydaniu. Jeszcze parę razy zajrzałam w ekran na ten program i postanowiłam, że już nigdy więcej.
    Co żądza pieniądza robi z człowieka!

  81. jednak tak

    ze złą wolą ignorujesz fakty. To nie o Tusku mówili politycy PiS że popija – pytania Palikota nie wzięły się przecież znikąd.

    Od siebie mógł bym dodać, że to również nie Tusk chodzi w rozwalających się, brudnych butach, to nie Tusk miewa niezapięty rozporek podczas wizyt międzynarodowych, to nie Tusk mamrocze pod nosem tak, że nie można go zrozumieć. To nie Tusk podczas rady gabinetowej nie potrafi zrozumieć elementarnych informacji które mu się przekazuje.
    Gdybym był złośliwy, dodał bym, że w tych okolicznościach wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że to nie Tusk ma dziary i grypsuje ;-P

    pozdrawiam bardzo serdecznie dziw (w tych okolicznościach) natury – zwolenniczkę PiS i L.K.

  82. Dla Marka Piegusa. Może się przyda – http://passent.blog.polityka.pl/?p=393#comment-75391 ? Pomoc potrzebna, niestety.

  83. magrud
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43514

    czytam Twoje wpisy z zainteresowaniem, bo twoja konsekwencja w tesknocie za powszechna sprawiedliwoscia, dobrem, rownoscia i wszelka pomyslnoscia jest z jednej strony godna podziwu, z drugiej zas powiedzmy… niezyciowa.

    Slusznie piszesz, ze Marek Piegus, a pewniw i Ty i ja żyjemy dziś „w takim komforcie, o jakim XVIII wieczni królowie nawet nie marzyli”. Po prostu swiat przez te ostatnie 2 stulecia z malym hakiem poszedl naprzod. To naturalny tor rozwoju, ten z zasady pcha do przodu (czasem plata psikusa i mamy socjologiczny obraz rozwoju wstecznego, ale to temat dla socjofilozofii).
    Dlatego tez Twoje porownanie nie jest chyba calkiem na miejscu.

    Nieslusznie natomiast uwazasz, ze „posiadanie telewizora czy samochodu w żaden sposób nie stanowi dziś atutu w konkurencji na rynku pracy”.
    Posiadanie telewizora stanowi mozliwosc poglebiania wiedzy o swiecie i ludziach, a co za tym idzie – edukacji. Chyba, ze oglada sie wylacznie pelne przemosy i gwaltu filmy „przygodowe” albo pornosy (te ostatnie moga byc po czesci edukacyjne, ale to inna historia). Posiadanie samochodu zas pozwala na zwiekszenie mobilnisci, co z kolei zwieksza szanse na rynku pracy.
    Rozejrzyj sie dookola, zapytaj „mobilnych”.

    Nieslusznie piszesz, ze: (w konkurencji na rynku pracy) „Liczą się inne dobra, na które ludzi tych nie stać.”. W konkurencji na rynku pracy licza sie przede wszystkim: charakter, wytrwalosc, wiedza i umiejetnosci.
    Przyjzyj sie swiatu a zobaczysz, ze i z „piszczacej biedy” (wg. Twoich kryteriow) wywodzia sie czesto znakomici i bardzo konkurencyjni na rynku pracy ludzie. Tym bardziej cenni, ze prace i z trudem zdobyta wiedze szanuja.
    Twoja wypowiedz badzo przypomina lewicujaca socjaledmokracje ktora uwaza, ze pochodzenie, status spoleczny i zamoznosc czlowieka decyduja o tym, czy bedzie w brudnym ubraniu sprzatal ulice (tez dobra praca, a ubranie nie musi byc brudne, to juz sprawa czlowieka a nie systemu) czy tez z latwoscia przebrna przez wszystkie etapy kariery az na sama gore (co by to nie mialo byc). Niektorzy co bardziej „uczeni w pismie” probuja dolaczyc do tych kryteriow jeszcze kolor skory, rase, wyznanie….

    Piszesz „Ile kosztuje obiad na dwie osoby w porządnej restauracji?
    150-200zł. A ile wynośi średnia płaca? Ile zjesz za nią takich obiadów?
    Godzina korepetycji w Warszawie i okolicach to 30-50zł.
    Jak jesteś w stanie pomóc dziecku w nauce ( zwłaszcza, ze korepetycje przy przeładowanych programach, do tego programach niedostosowanych do naturalnego procesu rozwoju mózgu uczniów, są niezbędne) jeżeli na członka rodziny wypada 500 -600 zł miesięcznie? A więc tyle ile cena jednej pary butów, które noszę.”
    Przepraszam, ale to czysta demagogia.
    Tym bardziej, ze nosisz buty za 500-600 zl. Ja bym nie urzywal tego faktu jako argumentu o braku szansy edukacyjno-korepetycyjnej „dla biednych” bo wywoluje akurat odwrotny efekt.
    A i obiad mozna przyzwoicie zjesc za duzo mniej (sluze adresami w kilku polskich miastach, z doswiadczenia).

    Piszesz „Ilekroć uświadamiam sobie ten związek, ciarki przechodzą mnie po plecach. Dlatego wiem, że zmierzenie się z tym problemem nie jest łatwe. Ale zmykanie na niego oczu jest niesprawiedliwe.”
    Ja, o ile moge zaproponowac, zaczal bym od chodzenia do tanszych restauracji i noszenia bardzo eleganckich butow za owiedzmy max. 230 PLN (dam Ci adres szewca w Lodzi, zrobi na miare z super skory, niczym nie gorsze od tych za od 600 PZN wzwyz, a wygodniejsze). A roznice przeznaczyl bym na sponsorowanie edukcji i podnoszenie standardu zycia jakies istoty, nad ktorymi tak bolejesz.

    Piszesz: „To właśnie luksusu brakowało nam w komunie, to o nim marzyliśmy”.
    Szczerze, ale smutno….
    Mnie w „komunie” nie brakowalo luksusu, mie brakowalo normalnosci. Luksus nie jest bowiem wykladnikiem czlowieczenstwa. Dzis w Polsce nie brakuje luksusu, nie ma komuny, a z czlowieczenstwem …jeszcze bardziej krucho niz kiedys.

    Piszesz: „…nasze wybory polityczne dotyczące sfery społeczno- gospodarczej są wyborami aksjologicznymi. Dotyczą bespośrednio naszego stosunku do drugiej ludzkiej istoty. I żadne tam ideologie, ekonomizmy czy inne pseudonaukowe argumenty nas nie usprawiedliwiają.”
    Tu sie chyba w swojej socjomechanice zaplatalas.

    Co do Twojej oceny wzrostu hospitalizacji, to duzo przypuszczen, troche populizmu, malo faktow.

    Magrud, walczysz dzielnie w swoim, jedynie slusznym boju. Ale… czasy sie zmieniaja i w miare uplywu blogu uciekaja Ci argumenty.

    Pozdrawiam
    z Berlina

  84. Podwórkowa piaskownica, gdzieś w Polsce…
    Dramatis personae:
    Lesio ( naburmuszony, krótkie spodenki na szelkach, usmarkany)
    Donek ( niepozorny, niepewny uśmiech, gryzie dropsa )
    Ewuś ( zadarty nosek, okularki, sukienka w kwiatki )

    L: Zaaawołałem was, bo mam problem z nieszczelnym wiaderkiem, to straszny problem i nie wiem co mam zrobić z tym problemem, no bo piasek mi wylata i mam problem ze zrobieniem babki, i jeszcze mam inne istotne problemy, i problemy towarzyszące próbom rozwiązywania problemów

  85. z Berlina,

    Ja dziękuję za interesujące informacje. Kolportuję, mam nadzieję że z pożytkiem. Źródło podaję, więc chyba zachowuję się poprawnie.

    Pozdrawiam, Teresa

  86. mw,

    dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam, Teresa

  87. No nie, niechcący kliknąłem na „dodaj” i poszło…

    cd.
    i się bojem, że tego problemu rozwiązać się nie da. I chciałbym poznać szczegółowe mechanizmy tego uszczelnienia.

    D: Chciałbym, abyśmy możliwie sprawnie i jeśli Lesio pozwoli, będę pomocny…
    L: toja mam najładniejsze ( choć nieszczelne ) wiaderko i największom łopatkem, i toja będem decydował…
    D: To może Ewuś powie, jak załatać to wiaderko. Ewuś w ogóle jest do twojej dyspozycji Lesiu, ale to trochę potrwa.
    L: Jeszcze raz przypominam, że ja mam największom łopatkem i proszem, może Ewuś będzie łaskawa ograniczyć wycieki.
    E: Nasze wiaderko powinno być sprawne, piaskownica solidarna, a babki sprawiedliwie podzielone. Stąd nasz pomysł: bezpieczny dom, bezpieczne podwórko i godnie zarabiający rodzice.
    L: Dobrze, czy to ma być odpowiedź na moje pytanie, tak Ewuś? Muszę zwrócić uwagę, że ona jest w najwyższym stopniu ogólna.
    D: Lesiu, jeżeli można, bo oczywiście..
    L: Chwileczkę Donek, rozumiem że jesteś przyzwyczajony do swojej łopatki…
    D: Ale ja chcę pomóc.
    L: Z tobom to same kłopoty, z Kaziem kłopotów nie było.
    D: To może kupimy nowe wiaderko. Zrobimy ściepę. Ja mam teraz dychę, Ewuś da piątkę, no i ty coś dorzucisz. Będziemy mieli ze dwie dychy!
    L: Znaczy więcej ?
    D: Wiecej, ale tylko w porównaniu do mnie.
    L: Muszem podkreślić, że nie uzyskałem w ogóle odpowiedzi na pytanie, które postawiłem.
    E: No tak to możemy gadać…
    L: I proszem nie używać słowa „gadać”.
    D: Lesiu, mamy cie dosyć, wyp……..
    L: A co to znaczy?
    D: Mój stary powiedział wczoraj tak do mamy, i sobie poszła.

  88. Teresa Stachurska
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43534

    to mialo byc mile, a nie zarzut, ze cos nie tak.

    Widzisz, jak rzeczywistosc, nawet jesli ja odrzucmy, dziala na podswiadomosc.
    Na wszelki wypadek myslimy, ze moze trzeba sie bronic, choc nikt nie powiedzial, ze jestes wielbladem. Ja tylko pogratulowalem Ci kobiecosci.

    Co to sie porobilo….

    Pozdrawiam jeszcze raz
    z Berlina

  89. Plus dodatni ma u mnie poseł Palikot. Otrzymał od posła Poncyliusza prezent w postaci kosza wypełnionego markowymi winami marki wino. Jakiś torreador, Złoty Strzał, Arizona i tym podobne delikatesy. 😮
    Prezent przyjął z uśmiechem, podziękował, przy okazji zareklamował polskie tanie wina, zawierające mniej siarki, niż francuskie tanie wina, po czym poinformował, że do domu podarunku nie zabierze, bo musiałby zgłosić w deklaracji majątkowej, jako darowiznę. Umiar i elegancja. 🙂
    Jarosław Kaczyński spytany, jak mu się podoba wręczenie takiego prezentu posłowi Palikotowi, upewnił się czy na pewno podarowano mu alpagę i okazał wielkie zadowolenie. To się nazywa poczucie humoru!!! 😛

  90. Olhado z 19:32

    Dziękuję za odpowiedź. Niestety, piszesz nie na temat. Rzecz dotyczy alkoholizmu (temat podniosłeś ty)

    Słusznie napisałeś, że ty – podatnik – chcesz wiedzieć, czy prezydent Kaczyński jest alkoholikiem. Ja – tak samo jak ty – też płacę podatki i chcę wiedzieć, czy premier Tusk jest alkoholikiem.

    Uzasadnienie: obaj (Tusk i Kaczyński) wypili 4 butelki wina, co zostało udokumentowane w mediach.
    A skoro obaj pili, to i o obu powinni wydać werdykt lekarze-specjaliści. Chyba że ty – podatnik – jesteś równiejszy ode mnie – podatnika.

    Ps. Cytuję: „dziw (w tych okolicznościach) natury – zwolenniczkę PiS i L.K.”

    Nie wiem, jaki to ma związek z tematem…

  91. Kliknalem sobie wlasnie na znany mi od lat link

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/0,0.html

    a tu taka informacja:

    „Nie znaleziono strony o podanym adresie.
    Przepraszamy. Strona, której szukasz nie została odnaleziona. Prawdopodobnie została skasowana, zmieniono jej nazwę albo została czasowo usunięta. ”

    Dzis jest 22.stycznia a nie 13. grudnia, o ile sie nie myle….

    Pozdrawiam
    z Berlina

  92. Haneczka
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43508

    wybaczamy i prosimy o przebaczenie……..

    Pozdrawiam
    z Berlina

  93. A propos tego wpisu wyżej. Oby dwaj są siebie warci.

    Pani Janino czy list przez redakcję do Pani dotarł? Prosiłbym o odpowiedź.
    Dziać się dzieje i dziać się jeszcze będzie.

  94. Do domniemania Pani (takze innych komentatorów) o zastsowaniu pre analogiam przepisu art. 35 kpa dwie uwagi.
    1. Paragraf pierwszy tego przepisu mówi o „załatwieniu sprawy bez zwłoki”, a trmin 30 dni dopuszcza tylko wtedy, kiedy konieczne jest postępowanie wyjaśnijące.
    2. Obligatoryjność opinii Prezydenta nie jest oczywista w żadnym terminie, skoro Premier może nie uwzględnic opinii negatywnej.
    Wniosek: wadliwy jest przepis o opiniowaniu.
    Co do sporu Prezydent – rząd – „ciche” sypanie piasku w trybu (co robi p. L. Kaczyński osobiście to jeszcze drobiazg w porównaniy z dywersyjną wypowiedzia A. Fotygi. Kiedys ktoś tu będzie musiał uderzyc pięścia w stół i wydaje sie, że p. Premier zapowiada to łagodnie. Mądremu było by dość. Czas pokaże kto ma przymiot mądrości.

  95. Przyjrzyjmy się więc bliżej, porównajmy opiekę zdrowotną w Polsce i w Kanadzie, a właściwie w prowincji Ontaro, która jest największa, reprezenatywna, centralnie położona, i którą zamieszkuję od ponad 20 lat.

    1. Budżet.
    Polski NFZ = 42 mld PLN [wg. min. Kopacz w słynnym stenogramie z Rady. Ontario z ludnością 12,2 mld, min zdrowia = 28,1 mld CDN (kanadyjskie dolary) i ma wzrosnąć o kolejne 4 mld. Czyli, licząc 1 CDN = 2,4 PLN, w Onatrio wydaje się 5 razy więcej na pacjenta. Oczywiście koszt płacowy jest o wiele niższy, ale inne składniki, budynki, aparatura, wyposażenie, materiały i lekarstwa mają ceny porównywalne. Z tych pieniędzy standard kanadyjskich usług medycznych jest o wiele wyższy. Pewna znajoma rodziła (przełom lat 70-tych i 80-tych) w najlepszym szpitalu w W-awie, i w przeciętnym General Hospital w Toronto. Powiedziała mi o swoich wrażeniach ? pod kilkoma względami przepaść.

    2. Liczba lekarzy.
    Polska ? 100-130 tys, powiedzmy średnio 350 lekarzy na 100 tys ludności. Ontario tylko 185 lekarzy na 100 tys. Pracują średnio po ponad 50 godzin w tygodniu. Podejrzewam, że podobna jest relacja liczby pielęgniarek na 100 tysięcy, szczególnie niższego personelu, w obu obszarach.

    3. W Ontario niemal połowę lekarzy stanowią GP/FP (general practitioner, family physician), czyli lekarze ?pierwszego kontaktu?, albo lekarze rodzinni. Mam wrażenie, że w Polsce ich rola, nie mówiąc o liczbie i jakości, jest o wiele niższa. A to wpływa na całą organizacje podstawowej opieki lekarskiej. Nie będę opisywał w szczegółach jak ten model funkcjonuje tutaj. Powiem tylko, że z moim lekarzem domowym (pomijając zabiegi stomatologiczne), spotykam się dominującą ilość razy, i u niego zaczyna się wszelkie moje leczenie czegokolwiek. Bardzo mi się podoba ten model, może dlatego, że mój lekarz jest równy chłop i doskonały fachowiec.

    4. Pamiętajmy, w Kanadzie system jest daleki od ideału. Dzisiaj słyszałem w radio, że dokonano porównania służby zdrowia w Kanadzie i w iluś tam krajach Unii Europejskiej pod względami jakości usług i kosztów ponoszonych na nie. Zgadnijcie na którym miejscu wylądowała Kanada. Na ostatnim! W ostatnich 2 latach było 600 przypadków, kiedy pacjenta z oddziału ciągłej opieki wywieziono do Stanów, bo nie było możliwości prowadzenia go w szpitalu kanadyjskim! Kilkaset tysięcy (oczywiście zamożnych ? tego nie podają żadne statystki) ma ubezpieczenia w USA! Gdyby nie prywatne kliniki amerykańskie to światowy postęp w medycynie byłby powolniejszy- my w Kanadzie, i w Polsce, korzystamy z prywatnej medycyny, i to się nazywa free ride – ale to na marginesie.

    5. Leczyłem sobie i badałem kilka jednostek chorobowych i organów u specjalistów. Byłem w szpitalu (nie leżałem). Zawsze czekałem kilka (naście) tygodni na wizytę. Nigdy nie zetknąłem się z ?polskimi patologiami?. Może demonizuje niektóre (drobne dla salowych, załatwianie dojść po znajomości, dowody wdzięczności dla lekarza, etc). Ostatnio słyszałem opowieść z Polski pt. przyszła baba do lekarza, a on mówi ? pani też lekarz (lekarze mówią ze sobą na ten temat po łacinie, że mają obowiązek leczyć medyka bezpłatnie), to ja pani nie policzę. W domyśle ? on weźmie za ten zabieg z NFZ w ramach przerobu, a od nielekarzy pobierze normalną taksę. I teraz nie wiadomo, jest leczenie bezpłatne, czy może nie? Ruletka. Wszystko w tej samej ?przychodni prywatnej?, ze sporym wkładem sprzętu państwowego. Trzeba być niezłym wykształciuchem, aby w tym systemie się leczyć.

    Dlatego nie rozumiem głosów, które przeciwstawiają się zasadniczym zmianom modelu ochrony zdrowia w Polsce. W obecnym nie dba się o zdrowie niższych grup społecznych z automatu ? tu zgodzam się z przedmówcami całkowicie. Więc co? Powiedzmy, że jakąś drakońską metodą resocjalizacji personelu lekarskiego udaje nam się wyrównać dla wszystkich dostępdo specjalisty lub łóżka szpitalnego, to za te 42 mld rocznie średni poziom usług byłby opłakany jeszcze bardziej. Zbliżenie do kanadyjskiego poziomu usług i równości dostępu wymaga, biorąc pod uwagę wzrost płac, ale także znaczne inwestycje, kwotę 2-4 razy wyższą (100-150 mld), czyli dodatkowo na obywatela (włącznie z niemowlętami i starcami) wypada po 1000-3000 PLN rocznie. Kogo na to stać? Czy polska gospodarka może to udźwignąć? Opodatkowanie zarobków i tak jest wyższe w Polsce niż w Kanadzie, biorąc pod uwagę składki zdrowotne i inne, a już szczególnie w niższych przedziałach dochodów (tutaj minimalna kwota wolna od podatku to marne 20 tys PLN rocznie).

    Nie wiem czego oczekuje umysł naiwny. Kto za to zapłaci? Unia? Rosja? Ameryka? Te fundusze muszą być wypracowane w kraju. Ale przy marnym 5% wzrostu PKB rocznie długo jeszcze będzie trzeba czekać, aż marzenia się ziszczą. A może należałoby uporać się z marnotrawstwem w szpitalach i przychodniach? Droga jest całkiem oczywista. Wydajność i rzetelność pracy. Dlaczego wpakowano ze 100 mld PLN w górnictwo? Ileż można zaoszczędzić porządkując prawo gospodarcze? Gospodarka: wydajność, sprawność gospodarowania ? GŁUPCZE!!!

  96. z Berlina,

    Nigdy nie miałam ambicji być studnią bez dna takich, czy innych argumentów.
    Socjomechaniki też nie uprawiam, a tezę z poprzedniego wpisu :
    ??nasze wybory polityczne dotyczące sfery społeczno- gospodarczej są wyborami aksjologicznymi. Dotyczą bezpośrednio naszego stosunku do drugiej ludzkiej istoty. I żadne tam ideologie, ekonomizmy czy inne pseudonaukowe argumenty nas nie usprawiedliwiają” –
    powinnam powtarzać niczym mantrę.
    Tak się bowiem składa, że argumenty mające wytłumaczyć i oswoić biedę i głęboką nierówność oraz bezpardonową rywalizację formułowane są w oparciu o pseudonaukowy determinizm.
    I nie ma znaczenia, czy jak w przypadku marksistów chodzi o walkę klas, czy też o neoliberalną rywalizację jednostek.W pierwszym o statusie człowieka ma decydować przynależność klasowa, w drugim genetyczny lub rodzinny posag jako kapitał w rynkowej grze.

    W obu bowiem przypadkach tak projektowany i urzeczywistniany model stosunków społecznych redukuje człowieka do roli marionetki w rękach HISTORII. A to oznacza, że heglowski jad ciągle poraża nasze myślenie i redukuje nasz potencjał.

    O nic też nie walczę, przynajmniej nie tu, na blogu. Pragnę tylko podzielić się prostą prawdą, którą odnalazłam poszukując sensu.
    Odkryłam mianowicie, że rguły życia zbiorowego i stosunków międzyludzkich mogą być świadomie kształtowane przez nas samych.
    Że może to być jedna z niewielu nisz wolności dostępnych nam na tym świecie.
    Akceptacja z góry narzuconych reguł życia zbiorowego nie jest wcale konieczna i skazuje nasze życie na jałowość, czyli mniej lub bardziej udane naśladownictwo. Zawsze odtwórcze i zniewalające.
    Pewnie dlatego szkolni prymusi bardzo rzadko odnoszą sukcesy w dorosłym życiu. Natomiast outsiderzy zmieniają świat.
    Możesz moją pisaninę nazwać nieżyciową. Dla mnie będzie to komplement.
    Albowiem – jak mawiał Einstein – zdrowy rozsądek to nic innego jak przesąd większości.

    W takim pojmowaniu wolności nie jestem oryginalna, i dobrze.
    Bo popełnienie tego samego błędu jest mało prawdopodobne, i rodzi podejrzenia o ściąganie. Natomiast niezależne dojście do tych samych tez i prawd sugeruje ich prawdziwość. Dlatego wspólnota poglądów z osobistościami tego kalibru co Rousseau czy J.S. Mill a nawet Shopenhauer jest dla mnie żródłem radości.

    I jeszcze jedno. Jeżeli samochody i telewizory są powszechne to przestają być żródłem komparatywnej przewagi.
    Musiałbyś też być spadkobiercą Billa Getsa, by rozmawiano z tobą o interesach w taniej restauracji. Wtedy buty za mniej niż 1000 PLN i marynarka z Vistuli byłyby traktowane jak ekstrawagancja i swego rodzaju artsytyczny snobizm, w przeciwnym razie nikt by z Tobą nawet nie gadał. Interesy robi się ze swoimi. Nie tylko interesy. Mamy bowiem zakodowaną genetycznie (psychologia ewolucyjna) wrogość wobec obcości.
    A wszelkie różnice, zwłaszcza jaskrawe wrogość tę wzmacniają. I naiwne jest oczekiwanie, że może być inaczej.
    Mit o tym, iż zależymy wyłącznie od siebie i wolni jesteśmy w swoich wyborach, nie da się obronić ani na gruncie nauk społecznych ani tym bardziej na gruncie biologii i genetyki.
    W świetle dzisiejszej wiedzy determinizm dotyczy jednostki, jej genetycznego wypozażenia a nie ustroju czy historii. I warto o tym pamiętać, gdy poddajemy się zadanym kryteriom sukcesu czy porażki. Obecnie bowiem większość przegrywa w chwili poczęcia. I moim zdaniem potrzeba zmienić i znacząco rozszerzyć możliwości i cele awansu, nie tylko po to, by zaspokoić potrzebę szacunku i uznania u każdej żywej istoty, także dlatego by wzbogacić nasz wspólny społeczny świat, o tę radość i perspektywę, której rynek i komercjalizm ofiarować nie mogą. Równość i braterstwo do takich właśnie radości należą.
    Pozdrowienia
    P.S
    Jestem zbyt ambitna by zajmować się filantropią. I zbyt próżna by pozbawiać się odrobiny luksusu. Daleko mi do ideału, tak daleko, że nie zamierzam się tym martwić.

  97. z Berlina,

    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43541 , małe nieporozumienie. Było mi miło i dziękowałam. Jeszcze raz dziękuję.

    Druga sprawa to kobiecość. Co by to miało tu być? Ciekawi mnie odpowiedź Pana, proszę o nią.

    Pozdrawiam, Teresa

  98. Telegraphic Observer,

    w Ontario na ochronę zdrowia – 28,1 mld CDN. Proszę powiedzieć ile wynosi cały budżet Ontario? Z góry dziękuję.

    Dodatkowo podzieliłam 28,1 mld CDN przez liczbę ludności Ontario i otrzymawszy wynik 2303 CDN na osobę. W Polsce ten wynik wynosi 1105 zł. Nawet gdyby dolar kanadyjski równał się złotemu polskiemu, to i tak różnica jest ogromna.

    Pozdrawiam Pana, Teresa

  99. magrud z 03:23

    Cytuję: „Mit o tym, iż zależymy wyłącznie od siebie i wolni jesteśmy w swoich wyborach, nie da się obronić ani na gruncie nauk społecznych ani tym bardziej na gruncie biologii i genetyki.”

    Człowiek ma wolność w tym, co czyni, jakich dokonuje wyborów. Nawet w niewoli, nawet w więzieniu, nawet skrępowany łańcuchami – ma wolność, bo może wybrać śmierć, bo może milczeć, choćby był najokrutniej torturowany. To dlatego, iż byli wolni, choć w łapach gestapowców – akowcy nie wydawali swoich przyjaciół (vide: Rudy z „Kamieni na szaniec”).

    Gdyby nie istniała wolność wyboru, wówczas należałoby natychmiast wybielić Hitlera i Stalina oraz od teraz zlikwidować sądy, więzienia. Z wolnością bowiem łączy się odpowiedzialność.

    Przecząc istnieniu wolności, magrud czyni z człowieka kukłę, istotę niczym nieróżniącą się od muchy czy ogórka.

  100. Magrud
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43559

    Dziekuje Ci za bardzo interesujacy tekst.

    Widzisz, mnie sie wydaje, ze odbierasz swiat dosc czarno-bialo i poprzez pewne stereotypy (byt, ktory ksztaltuje wszystko, geny…), takze z filozoficznego i socjologicznego punktu widzenia.

    Moje przygotowanie „w naukach humanistycznych” Twojemu z pwenoscia nie dorownuje. A i Twoje przygotowanie dziennikarskie mnie przerasta.
    Ty obracasz sie w kregu panteonu filozofii (wspólnota poglądów z osobistościami tego kalibru co Rousseau czy J.S. Mill a nawet Shopenhauer).
    Ja przeszedlem twarda szkole w Polsce i poza nia, uwazam sie za obywatela swiata, troche zwariowanego ale porzadnego czlowieka i „socjalnie myslacego kapitaliste”. Nie mam natomiast nic wspolnego z „tzw. demokratycznym socjalizmem”, „wszystkim wg. potrzeb” ani z gory nadana „rownoscia i braterstwem”.
    Mnie wychowaly zmiany i woda pita z roznych szudni. Filozofia rozszerza horyzonty, ale nie napelnia garnka. Szczegolnie ta utopijna.
    Podzielam poglady bardziej przyziemne i opieram je na „lekturze pracy i obserwacji wlasnej”, pewnie bardzo innej niz Twoja.

    Ale wlasnie za te Twoja filozofie jestem Ci wdzieczny. Bo uczymy sie az do…nastepnej klasowki z zycia.

    Poczynajac od 4-go akapitu zaczynam ze zdumieniem stwierdzac, ze chyba kieruje Toba jakis stereotyp albo „uraz z przeszlosci”.
    Ja ten przyslowiowy juz telewizor i samochod traktuje jako element wzbogacajacy mozliwosci osobnika a nie zrodlo komparatywnej przewagi czy symbol statusu spolecznego. Tego typu symbole, a takze ich komparatywnosc, sa mi zdecydowanie obce.

    Przyznam sie szczerze, ze nie rozumiem Twojego pojmowania „swiata interesu”.
    Piszesz: „Musiałbyś też być spadkobiercą Billa Getsa, by rozmawiano z tobą o interesach w taniej restauracji. Wtedy buty za mniej niż 1000 PLN i marynarka z Vistuli byłyby traktowane jak ekstrawagancja i swego rodzaju artsytyczny snobizm, w przeciwnym razie nikt by z Tobą nawet nie gadał. Interesy robi się ze swoimi. Nie tylko interesy. Mamy bowiem zakodowaną genetycznie (psychologia ewolucyjna) wrogość wobec obcości.”

    Widzisz, ja robie „interesy” takze z obcymi (kazdy jest najpierw obcy, dopiero z czasem moze bedzie „swoj”, albo i nie) i w roznych miejscac. Moze nie w miliardach jak Bill ale nasze transakcje i produkty przynosza obrot w bardzo wysokich milionach. I nie handlujemy ludzmi, narkotykami ani bronia.
    Dosc czesto odbywa sie to w miejscach do ktorych Ty w butach za min. 600 zl nawet bys nie weszla (sadzac po wypowiedzi), bo by Ci bylo szkoda butow. Np. „bar orzeskow ziemnych” lub „barbecue bar & grill”, see food bar w porcie w Aleksandrii (polecam, ale uwaga, plamy na odziezy gwarantowane!). Wazne ze daja dobrze jesc i ze obie strony ten rodzaj potraw lubia i nie dostaja po nich uczulenia (to bardzo wazne w dzisiejszym swiecie!).
    Jak tak wychodzi, to i w przyslowiowym barze mlecznym (szkoda, ze wymarly lubilem tam chodzic na „leniwe z cukrem”) albo na stacji benzynowej.
    I rozmawiam tam z ludzmi, ktozy wydaja np. na drobne „wydatki” (ale nie buty i ciuchy) caly Twoj zyciowy zarobek (moze sie myle?) a w miedzyczasie sprzedaja jedna firme za 180.000.000 $ cash + opcje i pakiety tzw. akcji preferowanych i kupuja inny start-up z branzy (lub nie, zaleznie czy ciekawy i ma potencjal). Wszystko w tenisowkach i kanapka w reku. Zarys umowy na serwetce.
    I rozmawiam nie „ja” (nawet jesli fizycznie jestem sam) – tylko my, w businessie nie ma samolubstwa, samouwielbienia i trzymania nosa do gory. Ja moge reprezentowac „nas” i to co mamy do zaoferowania.

    W Polsce od zawsze mowi sie o jednostkach i ocenia je przez pryzmat „ja osiagnalem”, „ja zrobilem”, „moja zasluga”, „moj sukces”, „nachapal sie”, etc. Dla mnie jednostka samodzielnie moze wygrac w totolotka. Wszystko inne to wynik jakiejs pracy zespolowej.
    Przedstawiony przez Ciebie stereotyp, ze tzw. „interes” mozna zrobic tylko w knajpie, przepraszam, w restauracji (najlepiej najdrozszej), trzeba to wszystko suto podlac i byc w stylu „zastaw sie a postaw sie” – juz dawno nie dziala. To zdaje sie byc ten byt, ktory negatywnie ksztaltuje Twoja swiadomosc.

    W moim swiecie „interesy” robi sie grajac w golfa, idac np. do „baru” na sandwicza lub przynoszac go sobie w torebce do sali konferencyjnej, gdzie jest mozliwosc prowadzenia telefonicznej video-konferencji z calym swiatem, komputery, projektory, itp.
    I nie trzeba przy tym miec butow za 1000 $ i garnituru od Armani za wiecej.
    Wystarczy koszula (czysta) i wgodne, czyste buty.
    Na oficjalne ostateczne prezentacje i spotkania (np. w FDA, BfARM, Komisja EU, lub obrady grup kapitalowych, gdzie chodzi o miliony $) chodzi sie w garniturze, chyba ze nie.., bo to by wprowadzilo gospodarza w zaklopotanie. Ale tu garnitur z Vistuli – jest on nie tylko porownywalny ale czesto identyczny z tym od Armani (szyje Vistula) – w zupelnosci zaspokja wszystkie potrzeby socjo-towarzyskie w „sferach”. To znam z autopsji od poznych lat 80′.
    I jakos gadaja ze mna (z mani!) jak ze swoim. Bo liczy sie nie „garnitur i buty”. Liczy sie schludnie ubrany, open-minding czlowiek (ja = my) z ktorym rozmawiaja, liczy sie to co soba reprezentuje, ile jest wart, jakie ma kwalifikacje, jaki ma produkt, jaki obie strony maja potencjal i jaki efekt synergistyczny moga osiagnac.
    A to co piszesz o butach i garniturach, to – przepraszam za prywatnosc – snobizm i kompleksy.

    Piszesz: „Mamy bowiem zakodowaną genetycznie (psychologia ewolucyjna) wrogość wobec obcości.”
    To bardzo niebezpieczna teza.
    Piszesz o genetycznych uwarunkowaniach jednostki, tak jakby status rasowy i spoleczny w chwili poczecia dzielil ludzi na kategorie i determinowal ich postawy w przyszlosci. Czy to jest naprawde to, co chcialas wyrazic?
    Gdybym byl ciut bardziej zjadliwy, moglbym Twa teze rozwinac i byloby Ci smutno.
    Bo widzisz, ja jestem ten obcy….

    Piszesz: „Jestem zbyt ambitna by zajmować się filantropią. I zbyt próżna by pozbawiać się odrobiny luksusu. Daleko mi do ideału, tak daleko, że nie zamierzam się tym martwić.”

    Szczere az do bolu (nawet jesli ma byc to stwierdzenia ironiczne i jak to mowia po tej stronie Odry, „nimmst Du mich auf den Arm”).

    I zastanawiam sie tez, co by na to powiedzieli ci wielcy, ktorych cytujesz i z ktorymi sie tak czujesz zwiazana.

    Pozdrawiam
    z Berlina

  101. Teresa Stachurska
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43541

    Kobiecosc, to tu np. umiejetnosc poukladania faktow zgrabnie, by tworzyly calosc i byly zrozumiane. To forma kreatywnosci, ale tez umiejetnosc syntezy.
    Tak, jak wiele z Pani wpisow.

    Moja zona twierdzi, ze mezczyzni to fantasci i male dzieci, ktorym dopiero kobiety musza poukladac zabawki aby wiedzieli w co sie bawia….

    Pozdrawiam
    z Berlina

  102. jednak tak

    wybacz, ale nie mam czasu ani ochoty przebijać się przez Twoje bariery mentalne. Piszę to, żebyś miała świadomość, że przeczytałem to co napisałaś i celowo nie podejmuję polemiki – szkoda mi na to czasu.

  103. Pani Tereso.
    Tak jest, na głowę licząc po kursie w Ontario wydaje się 5 razy więcej. Oczywiście trzeba uwzględnic, ze pensje personelu są 4-5 razy niższe, ale jest go niemal dwa razy więcej, po doliczeniu pielęgniarek i administracji wyszłaby jeszcze mniejsza wydajność.

    Pyta pani – ile wynosi cały budżet Ontario?
    Domyślam się, że interesuje panią jaki procent w całym budżecie stanowi budżet „tutejeszego NFZ”. Otóż nie da się tego porównać, gdyż Ontario jest prowincją, nie ma armii ani służby dyplomatycznej, etc, jest takim wielkim, bardzo samodzielnym województwem. Ale łatwo obliczyć, że skoro budżety zdrowia mają się jak 5:1, a PKB jak 3:1, to udział kanadyjskiego NFZ jest większy niż w Polsce. Czy z tego wnioskować należy, że polski NFZ trzeba zasilić? Tylko w jaki sposób? Wzrostem składki, czy dodatkowymi ubezpieczeniami?

    Wydaje mi się, że dylemat polski polega na tym, że rosnąca polska klasa średnia jak dotąd otrzymywała lepszą opiekę zdrowotną za swoistą prywatną, czarno albo szarorynkową, dziką składkę. Już teraz z państwowego systemu wyciekają środki i personel do tej strefy. Reszta podupada. Chciałoby się to jakoś unormować, uporządkować, ukrucić marnotrawstwo, które przecież każdy widzi, czyż nie? I są właśnie dwa sposoby: (A) wzrost stawki, (B) ubezpieczenia dodatkowe.

    Metoda A jest wzrostem opodatkowania i możliwością wyrównania poziomu usług. Ale czy gospodarka osłabiona niską aktywnością zawodową, obciążona tyloma podatkami (wyższymi niż w Kanadzie), obłożona wypłatami rent i wczesnych emerytur to uciągnie. I gdzie jest gwarancja, że poziom opieki się poprawi. Na pewno nie, bez zmian ustrojowych i organizacyjnych. Panią jakoś nie interesują różnice w organizacji służby zdrowia tu i tam. Metoda B niewątpliwie doprowadzi do różnic w dostępie, ale czy ich teraz nie ma. Może te różnice zmniejszy, dostęp uporządkuje. W każdym razie proste myślenie w kategoriach „dorzućmy jeszcze trochę koksu do tego pieca” nie spowoduje poprawy.

    Dorzucę jeszcze jeden punkt porównawczy, zresztą odpowiedź na inne pytanie:

    6. Szpitale w Kanadzie mają status podobny do crown corporation, coś w rodzaju spółki skarbu państwa, z dodatkowymi regułami statutowymi. Właściciel, czyli prowincja, dorzuca szpitalom fundusze na rozwój, niektóre z nich zamyka, fala takich zamknięć (koniecznych z uwagi na zmiany w sposobie leczenia) i innych redukcji przeszła przez kraj w latach 90-tych. Pozycja szpitali i innych placówek podlega ewolucji. Jak to się dzieje, że nie ma oddłużania szpitali co kilka lat, tego doprawdy nie wiem. Może to jest taka nudna kanadyjska specyfika 😉
    Pozdrawiam Panią

  104. Olhado z 12:56

    Proszę, wybacz, lecz żal mi czasu na borykanie się z Twoimi barierami mentalnymi. Piszę to, abyś wiedział, że czytam Twoje wpisy, ale świadomie rezygnuję z polemiki. Nie ma sensu.

  105. jednak tak… no dobra, spróbuję, choć wątpię by była w tym jakaś wartość dodana.
    Wyobraź sobie:
    schemat 1:
    1 osoba: Janusz Palikot, poseł ziemi Lubelskiej
    2 okoliczności: ktoś twierdzi, że ukrył spory fragment majątku przed rozwodem. ktoś nie pokazuje dowodów, ale były (?) polityk opozycyjny wobec Palikota, Roman Giertych, skwapliwie łapie temat i udziela pomocy prawnej osobie oskarżającej Palikota. Mamy więc „nieformalną informację” i polityka z opozycji, który sprawę podłapuje.
    3. reakcja mediów: publikują informacje na ten temat, publikują komentarze. Dziennikarze n i e mają zastrzeżeń dla publikowanie takich informacji. Dziennikarze n i e mają zastrzeżeń dla stawiania takich pytań.
    4. reakcja polityków: n i e potępiają Giertycha
    5. reakcja Palikota: i n f o r m u j e że nieformalne informacje nie są prawdziwe, gotowy pokazać papiery

    schemat 2
    1 osoba: L.K., dobrze znany brat bliźniak
    2. okoliczności: Janusz Palikot, polityk opozycyjny wobec L.K. pisze o nieformalnych informacjach o kłopotach ze zdrowiem L.K, rozpowszechnianych również przez kolegów partyjnych L.K.. Pyta grzecznie czy to prawda
    3. reakcja mediów: dziennikarze mają zastrzeżenia dla stawiania takich pytań, jakie postawił Palikot. Uważają, że nieformalnych informacji nie należy powtarzać.
    4. Reakcja polityków: gremialnie potępiają Palikota
    5. reakcja L.K. nie odpowiada na pytania, za to nazywa Palikota klaunem.

    Podsumowanie: podobna sytuacja, jakże różne reakcje. Skąd różnica? I czy nie lepiej by było dla wszystkich, gdyby L.K. szczerze udzielił informacji, pokazał papiery, skoro pytanie już padło?

  106. z Berlina,

    z jednej strony miło jest czytać o sobie, że się w Pana ocenie posiada „…umiejetnosc poukladania faktow zgrabnie, by tworzyly calosc i byly zrozumiane. To forma kreatywnosci, ale tez umiejetnosc syntezy.” , z drugiej trudno się zgodzić, że to wynika z kobiecości, jeśli ww umiejętność występuje także wśród mężczyzn, np u Pana.

    W następnej kwestii, mianowicie „Moja zona twierdzi, ze mezczyzni to fantasci i male dzieci, ktorym dopiero kobiety musza poukladac zabawki aby wiedzieli w co sie bawia?.” nieśmiało pytam, czy Pan tak serio, czy zasłania się żoną jak (chyba) Colombo, w innym (jakim ?) celu.

  107. Teresa Stachurska 10:10

    zapewne „telegraphic observer” odpowie dokładnie, ale ja tylko z grubsza:

    W Kanadzie średnio roczne wydatki na ochronę zdrowia na osobę wynoszą mniej więcej równowartość 90% średniego miesięcznego wynagrodzenia brutto lub niecałe 10% PKB.

    W Polsce średnie roczne wydatki na ochronę zdrowia na osobę (publiczne + prywatne) wynoszą ok. 55% średniego miesiecznego wynagrodzenia w przedsiebiorstwach, 65% wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce ogółem, i ok. 110% średniej miesiecznej z wynagrodzeń, rent, emerytur i swiadczeń (zasiłków) lub ok. 6% PKB.

    W Polsce wydatki na ochronę zdrowia stanowia mniejsza część wydatków „budżetowych” (choć tak się u nas nie nazywają) niż w Kanadzie i innych krajach zachodnich, ponieważ w tamtych krajach budżet stanowi mniejszą część PKB niż w Polsce (u nas państwo jest znaczącym płatnikiem).

    Oczywiste jest więc, że – ponieważ wiele kosztów ochrony zdrowia jest takich samych na całym świecie, a tylko koszty pracy są u nas niższe) nie możemy wyrównać standardu ochrony zdrowia i JEDYNYM SPOSOBEM NA RACJONALIZACJĘ JEST OBNIŻENIE OCZEKIWAŃ SPOŁECZNYCH W TYM WZGLĘDZIE. Ale komu się to uda???

  108. Olhado z 15:08

    Istota rzeczy polega na tym, że ciągle zmieniasz temat. Ty podjąłeś motyw alkoholizmu Prezydenta i ja przyznałem ci rację. Powtórzę, słusznie oczekujesz, że lekarze złożą raport na temat alkoholizmu. Lekarze-specjaliści – takiego sformułowanie użyłeś.

    Ja mam takie samo prawo jak i ty. Przyznaję ci rację w sprawie Prezydenta (alkoholizm). Dodaję wszak, że ci sami lekarze-specjaliści powinni też złożyć raport w sprawie Premiera (alkoholizm).

    Jako uzasadnienie podałem fakt, iż obaj wyżłopali 4 butelki wina.

    Gdybym żądał raportu lekarskiego tylko w sprawie jednego z tych dwóch miłośników 4 butelek wina, to bym urągał umysłowi.

  109. jednak tak

    widzę że lubisz dziecięce zabawy: a to w echo, a to w „a wcale że nie ja tylko ty” 😉
    oj dziecko, do ciebie trzeba anielskiej cierpliwości, ale – wybacz – ja nie mam czasu. EOT.

  110. Do dyskusji o polskiej sluzbie zdrowia:
    przytaczam w calosci

    mar, PAP 2008-01-23, ostatnia aktualizacja 2008-01-23 14:40

    Sejmowa komisja zdrowia przyjęła w środę projekt nowelizacji Narodowego programu zwalczania chorób nowotworowych. Ma on umożliwić przeznaczenie niewykorzystanych na profilaktykę środków na inne cele, m.in. szkolenia lekarzy.

    Wieloletni program nowotworowy przyjęty ustawą w lipcu 2005 r. mówił, że na profilaktykę muszą być przeznaczone odpowiednie, określone procentowo, środki (od 20 proc. środków na cały program w pierwszym roku jego istnienia do 35 proc. w ostatnim roku).

    Nowelizacja zakłada, że środki na profilaktykę muszą stanowić rocznie nie mniej niż 10 proc. nakładów na program.

    Jak uzasadniał podczas posiedzenia komisji wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk, nowelizacja ma na celu racjonalizację wydawania pieniędzy na program nowotworowy i dostosowanie ich kwoty do faktycznych potrzeb zdrowotnych Polaków.

    Środki przeznaczane na profilaktykę nie były wykorzystywane, bo pacjenci nie zgłaszali się na bezpłatne badania. W 2006 r. Narodowy Fundusz Zdrowia przeznaczył na program profilaktyki raka szyjki macicy ponad 23 mln zł, z czego wykorzystano jedynie 12,5 mln zł; z ponad 52 mln na profilaktykę raka piersi wydano 34 mln zł.

    Opiniując pozytywnie projekt nowelizacji posłowie podkreślali, że jest to jednocześnie przyznanie się do bezradności, do braku pomysłu, jak dobrze wykorzystać pieniądze na zapobieganie nowotworom i na zachęcenie pacjentów do korzystania z bezpłatnych badań.

    Jolanta Szczypińska (PiS) podkreśliła, że w jej okręgu wyborczym pacjentki nie korzystały z bezpłatnych badań nie dlatego, że mają niską świadomość zagrożenia, tylko dlatego, że po ewentualnym stwierdzeniu nowotworu nie mają szybkiego dostępu do leczenia.

    Posłowie zastanawiali się też nad mechanizmami, które skłaniałyby kobiety do wykonywania bezpłatnych badań profilaktycznych np. nad zobligowaniem pracodawców do umieszczenia takich badań w cyklu badań okresowych, które przechodzą pracownicy.

    Z informacji resortu zdrowia wynika, że przesunięte z programów profilaktycznych środki będą mogły być przeznaczone na szkolenia lekarzy rodzinnych z zakresu diagnostyki onkologicznej, zmodyfikowanie programu nauczania onkologii w uczelniach medycznych, program wykrywania chłoniaków złośliwych. (Koniec cytatu)

    W Polsce z „profilaktyki nowotworow” ale takze z tzw. „Nachsorge” czyli opieki pooperacyjnej, programow kontroli efektywnosci terapii (w cywilizowanych krajach swiata przez 5 do 10 lat po zabiegu lub zakonczeniu leczenia) zostalo bardzo duzo niewykorzystanych pieniedzy!!!!

    Co robia poslowie i ministerstwo (bo to ministerstwo przedstawilo komisji sejmowej nowelizacje ustawy) – skreslaja pieniadze na przyszlosc.
    Bez analizy co zrobic, aby je wykorzystac – ucina sie na poczatek POLOWE a w nastepnych latach DWIE-TRZECIE !!!

    I ci (p)oslowie z rozbrajajaca szczeroscia przyznaja, ze nie maja koncepcji co by mozna zrobic, aby diagnostyke -bo to pierwszy etap profilaktyki, aby cos sprawdzic lub wykluczyc czy wczesnie wykryc a to sa trzy filary profilaktyki – trzeba zaczac od diagnostyki – i opieke terapeutyczna (wczesne zapobieganie ewentualnym nawrotom to tez profilaktyka!!!) w Polsce ruszyc.

    Pani posel Szczypinska tlumaczy to strachem pacjenta i dnem dna – niedostepnoscia leczenia onkologicznego.
    Ciekawe, ze obudzila sie w swojej wiedzy fachowej dopiero teraz, jak nie jest u zlobu. Ale czy ta niedostepnosc i w konsekwencji strach – nie zaleza od tego, ze ministerstwo za rzadow PiS nie realizowalo wlasnej ustawy!!
    A teraz jednym ruchem jest – jako czolowy reprezentant PiS – za skresleniem srodkow.
    A jak zostana ostatecznie skreslone to zacznie krzyczec, ze rzad Tuska zredukowal naklady na opieke onkologiczna i bezczynnie patrzy jak umieraja ludzie, ktorym mozna by pomoc, gdyby byly srodki.
    Szczyt glupoty, obludy i demagogii!!!!!!

    Prosze Panstwa, jesli cytowny wyzej tekst jest prawdziwy i poslowie rzeczywiscie przyznali to co przyznal – czyli ze nie wiedza co z jednym z najwazniejszych filarow ochrony zdrowia zrobic, aby on dzialal (a pieniadze sa!!!) to co oni tam jeszcze robia.
    Moj znacznie starszy kolega lekarz, bardzo dobry fachowiec i renomowany profesor immunolog powiedzal kiedys o takich ludziach – cytuje „to sa specjalisci od zanieczyszczania powietrza w salach obrad. Jak robi sie duszno, to sie otwieraja okna i mamy powiew swiezego powietrza”. (To bylo akurat o zespole doradcow rzadowych ds. HIV i AIDS w 1987 roku).
    I co – i nic sie przez 20 lat nie zmienilo.

    Przypominam sobie, jak w „glebokim komunizmie” (byl to chyba rok 1983-4) trzeba bylo wykonywac plan autopsji w moim lodzkim szpitalu (nota bene takze z ogromna onkologia) bo jak nie, to w nastepnym roku bedzie mniej pieniedzy z budzetu. Na pytanie co bedzie jak nie wykonamy (bo umrze np. mniej pacjentow, albo wiecej rodzin nie wyrazi zgody zgody na sekcje) urzednik wydzialu zdrowia odpowiedzial – musicie sie postarac!. Zaproponowalem wyjscie z nozami sekcyjnymi na najblizsze rondo (kilka przystankow autobusowych i tramwajowych, klientela by sie wiec znalazla), to uznal mnie za wariata i napisal skarge do dyrekcji.
    Planu nie wykonalismy, pieniadze diabli wzieli.

    Teraz, jedyne co przychodzi do glowy decydentom z ministerstwa i komisji sejmowej to obcinac budzet – bo jak nie wykorzystany to przeciez nie potrzebny.

    Jesli polska sluzba zdrowia w ten sposob szuka oszczednosci i latania dziur – to…..
    Tu znowu zacytuje powiedzenie mojen Babci:
    Boze! spusc bomby i zabij te traby!!!

    Pozdrawiam
    z Berlina

  111. Szanowni Państwo; nie musicie sami obliczać wskaźników dotyczących służby zdrowia, gdyż robią to dla Państwa wyspecjalizowane instytucje. Wykorzystując ten sam komputer, którym docierają Państwo do tego blogu mogą Państwo sobie wystukać albo OECD albo WHO i tam znajdą Państwo wszystkie potrzebne wskaźniki. Co więcej, istytucje te posługują się tzw. międzynarodowym dolarem, który uwzględnia różnice w sile nabywczej. Telegraphic observer napisał tutaj o rzekomo bardzo dużej liczbie lekarzy w Polsce, w przeciwieństwie do Kanady. Otóż wskaźniki dla obydwu krajów są zbliżone i są dużo niższe niż średnia europejska. Polska ma jedną z najmniejszych liczb lekarzy na określoną liczbę ludności w Unii Europejskiej. W porównaniu z Kanadą ma w dodatku o połowę mniej pielęgniarek. Polskie wydatki na ochronę zdrowia ze środków publicznych wynoszą około 4% i mniej w OECD wydaje tylko Turcja i Meksyk (ale niewiele mniej). Dodatkowe 2% osiągamy wydając z własnej kieszeni ogromne sumy na różne „suplementy diety” czyli olej rekina itp specyfiki, które nie mają żadnego wpływu na poziom opieki medycznej ani w ogóle nie mają żadnego działania, a często są finansowaniem różnych zagranicznych oszustów. Systemy ochrony zdrowia ocenia się porównując wskaźniki, a nie przykłady. Takim przykładowym wskaźnikiem jest śmiertelność do 5 roku życia. W Polsce wydającej (2004 rok) 814 międzynarodowych dolarów na osobę (wszystko: publiczne + prywatne) wskaźnik tej wynosił 8 na 1000 narodzin (tyle samo co w Stanach Zjednoczonych wydających ponad 6000 dolarów). W Kanadzie wydającej 3173 dolary wynosił on 6, a w Turcji wydającej 557 dolarów 29. Pytanie, który kraj uzyskuje najlepszy wynik w stosunku do swoich nakładów? A teraz weźcie rozpieprzcie ten okropny polski system!

  112. jednak tak – 15;30. Twoja troska o równe traktowanie stanu zdrowia prezydenta i premiera jest wzruszająca. Poparłabym cię w całej rozciągłości, gdyby nie to, że premiera widuję na boisku, kopiącego z zapałem piłkę. O jego zdrowie więc się nie martwię. Jeśli pan prezydent wystartuje np. w maratonie na rzecz chorych na coś tam, albo ku czci czegoś tam, też nie będę się o jego zdrowie martwiła. Jednak myślę, że nie dostanę takiej szansy, więc się martwię i też chętnie ujrzałabym jakiś oficjalny komunikat o stanie zdrowia głowy państwa. Nie wyłączając stanu uzębienia. Ma to ogromny wpływ na całość.

  113. Teresa Stachurska
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43579

    Nie ma to jak komplementy od kobiety!
    To jest to co misie lubia najbardziej!

    Colombo (tak to on) „wytaczal argument zony” gdy chcial zmniejszyc czujnosc „przeciwnika” czyli „udawal glupa”. Ja nie mam takiego zamiaru.
    Ja napisalem to z sympatii to zony i … bo chyba jest w tym troche racji.
    W pozytywnym jak i tez w negatywnym znaczeniu efektow uzywania tych poukladanych (podkladanych) zabawek.
    Bo jak powiedzail jeden madry mezczyzna: „….my rzadzimy swiatem, a nami kobiety”.

    Tak ot … glosno mysle….

    Pozdrawiam serdecznie
    z Berlina

  114. Rada Gabinetowa – Radą. Mnie się wydaje – tak – jeśli Prezydent Radę zwołuje to także On ją powinien prowadzić. Cóż ja mogę na to, że Premier na widok Prezydenta dostaje „gęsiej skórki”
    Ja chciałbym słówko rzec nt. samego problemu, którego dotyczyła Rada. Mnie się wydaje, że Polacy, właściwie kolejne ekipy rządowe Polski, tak na dobre to…. ? Wyważają otwarte drzwi. Alibo… zachowują się tak jak bohaterowie bajki K. Makuszyńskiego. Szukają daleko tego, co jest badzo blisko. Bo – czyż nie krótrszą byłaby droga – gdybyśmy, najzwyczajniej ściągnęli lub zaadaptowali system z innego, podobnego nam państwa. Mamy sąsiadów, bliższych i dalszych z dojrzałymi demokracjami, którzy z systemami opieki zdrowotnej nie mają problemów.
    Wracając do sprawy to: nasi Przywódcy są przecież Polakami. Proszę więc Siostry i Bracia nie bądźcie tak bardzo zdziwieni Ich zachowaniem. Chociaż – miast ręki, jeden drugiemu nogi nie podaje. Już z tego powinniśmy być zadowoleni – to duży krok w ewolucji społecznej Polski.
    Pozdrawiam !

  115. Do szanownej Pani Magrud w temacie równości i braterstwa. http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43559

    Przeżywamy obecnie fazę przejściową. Potrwa to jeszcze 40 kilka lat. Potrzeba podobno aż 3-ech pokoleń, żeby wymazać spustoszenia, jakich dokonał w naszej indywidualnej i zbiorowej mentalności realny socjalizm. Nikt nie będzie miał już zapewnionej opieki, uważającego się za wszechmocne państwa. Koniec ze stosowaniem hasła równości w praktyce. Reakcja społeczeństwa na zmienione warunki jest prawidłowa. Drobny biznes ? miliony firm oraz miliony studiującej, a potem wyjeżdżającej polskiej młodzieży. Wolny wybór. Dla pokolenia pięćdziesięcio-sześćdziesięciolatków pozostaje zatem tylko braterstwo i wolność grzebania w śmietnikach, jak przez ostatnie kilkanaście lat nie zabezpieczyli sobie starości. Mieli mniejszy niż obecna młodzież, ale mieli wybór. Sygnały docierały przez kilka lat i był czas na ratowanie się. Równości już nie będzie, nie udało się jej przez 45 lat wprowadzić. Stosowana powszechnie okazała się niesprawiedliwa i hamowała indywidualną ludzką inicjatywę. Co możemy zatem zrobić? Doprowadzić do zmian pozwalających wykorzystać ludzką inicjatywę w pełni. Przed nami lata pracy, głównie nad odbudową wzajemnego zaufania społecznego oraz zmiana w myśleniu aparatu państwowego i samorządowego, że to aparat państwa ma służyć obywatelowi, nie odwrotnie. To zajmie jedno pokolenie, kilkadziesiąt lat. Tęsknota za wszechpotężnym państwem solidarnym, była jedną z przyczyn sukcesu POPiS przed ponad dwoma laty. PiS dał swój dwuletni koncert. Pozostał jeszcze człon PO, który zamierza nadal tolerować enklawy socjalizmu m.in. w górnictwie i służbie zdrowia. Obietnice usprawnień dla biznesu są nadal tylko obietnicami. Podatku liniowego nie będzie, zniesienia podatku Belki, też nie będzie. Urzędnicy wszelkiego rodzaju trzymają się mocno. Co zaskakuje młodych pracujących na Wyspach? Swoboda w podjęciu pracy. Pełna swoboda również w jej utracie. Jak oni to robią, że to tam funkcjonuje? Przecież CI młodzi Polacy z Wysp powinni pozostaweić owoce swojej pracy tu, w kraju, jeśli zamierzają tu wracać na stałe. Co zrobić z nieufną wobec inicjatywy ludzkiej BIUROKRATURĄ? To co zrobiono z żywieniem wojska w armii brytyjskiej i obecnie amerykańskiej, bo w Iraku to Amerykanie nas karmią (filipińska cywilna obsługa). Kombatanci od Maczka opowiadali, a powracający z Iraku to powtarzają, jakim dla nich zdziwieniem był brak pojęcia stanu żywionych. Przygotowywano porcje, zwiększone o stały procent liczebności oddziału. To działa. Odpada kilkanaście / kilkadziesiąt osób wypełniających żmudnie masę papierów związanych z liczbą żywionych, stale zmieniającą się bo wojsko walczy, podróżuje, leczy się, urlopuje, itp. Jedzenia nie brakowało i nie brakuje. Jeden zje mniej, inny więcej. Zasada której przestrzegano jest taka, że powinieneś zjeść to, co pobrałeś. Tępiono jest marnotrawstwo i wynoszenie. Tylko tyle. W rachunkach prowadzenia wojny, żywienie jest najtańsze, czemu sprzyja upraszczanie procesu żywienia, opartego na tym, że nikt nie musi jeść więcej, niż potrzebuje. To prosta zasada, w której istotne są słowa NIE MUSI. Powinniśmy podobnie podejść do naszej służby zdrowia. Korzystamy z wizyty u lekarza, nie tylko jak tego potrzebujemy, bo to nas przecież nic nie kosztuje. Publiczna służba zdrowia jest nadal socjalistyczna, w której dla spełnienia mirażu równości, obowiązuje reglamentacja, skoro nie istnieją koszty w dostępie. Powtórzmy odważnie manewr, jak z likwidacją kartek na mięso. Podobno straciło wówczas zajęcie około 600 tysięcy osób, zajmujących się całym procesem reglamentacji, w tym pracowicie naklejających kartki na arkusze zbiorcze. Młody człowiek jak to dziś czyta, to nie uwierzy, że można było w imię karykaturalnie rozumianego pojęcia równości (mamy równe żołądki, krzyczano), zajmować się takimi głupotami. A w te głupoty zaplątano cały naród i to na kilkanaście lat! Kartek na mięso i inne wyroby nie ma i nikt nie umiera z głodu. Kto się odważy wprowadzić kasy fiskalne do gabinetu lekarza, żeby obie strony wiedziały, jaka jest wartość świadczonej usługi medycznej. Musi pojawić się PIENIĄDZ w procesie świadczenia usługi medycznej. Pieniądz ze składki z karty z chipem świadczeniobiorcy plus opłata za wizytę i dopłata za ewentualne świadczenie nieobjęte ubezpieczeniem. Ale lekarz też powinien rzetelnie płacić za lokal i aparaturę, gdy są państwowe. Ten pieniądz wywoła wzajemny szacunek pomiedzy pacjentem i lekarzem. Skoro stać palących na kilkaset złotych miesięcznie na zaspokojenie głodu nikotynowego, pijących alkohol ? na zaspokojenie innych potrzeb, powiedzmy towarzyskich, a nie zauważono tu spadku obrotów, czy też nie zauważono zmniejszenia kolejek u damskich fryzjerów, to i na kilkanaście złotych za wizytę lekarską powinno być stać większość pracujących i emerytów. Na leki i stomatologa starcza, to i na zwykłe leczenie powinno wystarczyć. Kasa chorych i karta z chipem. Lekarz nie może dostawać podwyżki tylko za to, że ma dyplom. Musi jeszcze leczyć. Po pewnym czasie z grona około 135 tysięcy lekarzy w Polsce, przewiduję że kilkadziesiąt tysięcy odejdzie z zawodu, z wielu powodów. Jedni utracą pacjentów, czego się obecnie niepotrzebnie wszyscy boją, bo nie wszyscy są kiepscy. Inni, bo nie będą mogli pozbyć się traktowania pacjenta z nieukrywaną pogardą. Odejdzie również duża grupa nieuprzejmych lekarzy, bo grzeczność to też jest towar, tak jak zniknęły gdzieś naburmuszone Panie Krysie z mięsnego, gdy obowiązywały kartki.
    Przecież i lekarz i Pani Krysia z mięsnego pracowały przecież z ludźmi.
    Rynek spowodował to, że jesteśmy uprzemie obsługiwani w sklepach.
    Dlaczego nie może to dotyczyć rynku usług medycznych?
    Potrzeba determinacji i odwagi.
    Tylko ocierpliwości.
    Nie widzę na razie wśród reformatorów socjalistycznej służby zdrowia uparciucha, w typie Balcerowicza. Nie musi być miły, byle był skuteczny.
    Za 40 parę lat będzie lepiej.

  116. Szanowna Pani Redaktor – pozwoliłem sobie przenieść tekst z „Eskulapa” na Pani blog, ażeby podeprzeć nim moją opinię wyrażoną wcześniej na tym Blogu. Moje wcześniejsza opinia dotyczyła w podtekście destrukcyjnych działań wszystkich dotychczasowych, także tych w PRL, rządów „w temacie” Służba Zdrowia. Ja takich działań przez lata obserwowałem setki. Pozdrawiam Panią i przemiłych blogowiczów. Żeby była jasność! Mój tekst pisałem nie znając poniższej wypowiedzi kolegi (tak jak ja zdesperowanego!)

    „Jestem dyrektorem dużego szpitala w centralnej Polsce. Publicznie oskarżam byłego ministra zdrowia Zbigniewa Religę o brak jakichkolwiek działań, mających przygotować placówki medyczne w Polsce (także te podległe bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia) na wejście w życie unijnej dyrektywy o czasie pracy lekarzy. Kompletna ignorancja, skupiająca się na nieudolnych próbach zablokowania wejścia w życie (zmiany zapisów) w znanym już od długiego czasu akcie prawnym UE, w połączeniu z brakiem zasadniczych i prawdziwych reform całego systemu (a nie mydleniem oczu w postaci niedokończonych prac nad koszykiem oraz podatkiem dla kierowców) należą do zasadniczych przyczyn obecnej katastrofy i załamania się systemu publicznej ochrony zdrowia w Polsce. Informacji o dbaniu o własne interesy (…), w czasie gdy obserwujemy agonię wielu dobrych, publicznych szpitali oraz exodus polskich, wybitnej klasy lekarzy-specjalistów za granicę, nie będę komentował. Niestety, kolejna ekipa decydentów popełnia dokładnie te same błędy. Obecna pani minister zdrowia zaczęła urzędowanie od stwierdzenia, że „jest gotowa pójść do piekła, by odwrócić ustawę z klauzulą opt-out” oraz że „nie wprowadzi współpłacenia dla pacjentów”. Cały czas drepczemy w miejscu, a chory ma już płaskie EKG i plamy opadowe! Z zazdrością słucham wiadomości z Czech. Co jeszcze musi się wydarzyć w Polsce, bo są już pacjenci, którzy w ciszy umierają, gdyż nie mogą uzyskać niezbędnej pomocy medycznej…” (Komentarz do informacji „Dramat chorych dzieci z Rzeszowa!!!”)

    Nie byłem nigdy dyrektorem szpitala. Żyłem sprawami zdrowia w Polsce, szczególnie Rehabilitacji Kardiologicznej . Pracowałem nad siły. Teraz jestem zmęczony i zniechęcony takimi, jak wyżej wymieniony, kwiatkami. Niby zrobiłem dużo… tylko teraz nikomu nie jest to potrzebne, a NFZ’etowi najmniej. Pozdrawiam – Lech z Lubuskiego.

  117. mw, telegraphic observer, Sawa i wiktor,
    bardzo dziękuję za cenne informacje i opinie. Podzieliłam się nimi na:
    http://www.polskajestkobieta.org/phpbb/viewtopic.php?t=2934 .

    Pozdrawiam Państwa serdecznie, Teresa

  118. z Berlina,

    pisze Pan „Bo jak powiedzail jeden madry mezczyzna: ??.my rzadzimy swiatem, a nami kobiety?.

    Tak ot ? glosno mysle?. „.

    Myśli Pan może również, że i rządzących kobiet mogłoby być znacznie więcej? Że mężczyźni mogliby już stanąć na wysokości zadania i uznać, że skoro kobiet jest połowa, to i w „kierownictwie” nie powinno być ich śmiesznie mało ? Że niepojęte jest to iż mężczyźni się godzą na niższe wynagrodzenia kobiet ?

    Proszę również o zdanie ww powyższych kwestiach Żony Pana.

    Pięknie Pana i Żonę pozdrawiam,
    Teresa

  119. NELA z 7:42

    Przykro mi, ale piszesz nie na temat.

    Nie chodzi mu o równe traktowanie Premiera i Prezydenta, ale o to, aby Oldaho nie traktował siebie jako kogoś równiejszego ode mnie. Obaj mamy jednakowe prawa, bo obaj płacimy podatki. Jeśli Oldaho żąda raportu na temat alkoholizmu Prezydenta, to i ja mam prawo żądać raportu na temat alkoholizmu Premiera. Obaj razem wypili 4 butelki wina.

  120. Olhado z 17:27

    Dziękuję za merytoryczne odniesienie się do problemu. Argument „do ciebie trzeba anielskiej cierpliwości” całkowicie mnie przekonuje, jeśli chodzi o temat alkoholizmu. Masz rację, lekarze-specjaliści powinni zbadać Prezydenta. Analogicznych badań nie należy prowadzić w odniesieniu do Premiera.

    Twoje prawo do poznania prawdy o Prezydencie jest lepsze od mojego prawa do poznania prawdy o Premierze. W Polsce bowiem nie ma ludzi równych wobec prawa.

  121. NELA z 7:42

    Powinno być nie „mu”, lecz „mi”. Przepraszam za pomyłkę.

  122. Szanowna Pani Redaktor! Drodzy blogowicze! Co by zrobiła Platforma gdyby nie PiS i Prezydent? Z całą pewnością byłaby jedna wielka klapa w każdym obszarze dot.służby zdrowia . A tak dzięki „przeciekowi” z Rady Gabinetowej który poza absolutnie „ubocznym „skutkiem czyli ośmieszaniem powagi najwyższych urzędów państwa( od dawna na porządku dziennym)dał same korzyści. Znakomity pomysł z dobrym(a w przypadku Tuska znakomitym) wykonaniem czyli okrągły stół służby zdrowia był sukcesem. Nawet gdyby powodem jego zwołania było tylko zyskanie czasu i pokazanie że jest się w przeciwnie do poprzedniego Premiera bardzej zangażowanym w opiekę zdrowotną to i tak jego efekty powinny być . Dał takie wyniki: 1) bezpośrednie zaangażowanie Premiera 2) „wciągnięcie” w odpowiedzialność poprzez uczestnictwo w pracach wszystkich stron zainteresowanych z różnych obszarów (troszeczkę pomógł „Teraz my”,bo ktoś? zapomniał o byłm min.Relidze) 3)powtarzanie przez wszystkich uczestników „stołu”- że problemy opieki zdrowotnej bez strategii i rozwiązania czekają na rozwiązanie od lat (można czyać „zbawcę”) i najważniejsze!!!!!!!!!!!!!Premier Tusk „zaskoczył „. Nie wiem czy było to po wypowiedzi dr.Bukiela czy wielu innych ale Premier już wie że jest pod ścianą „na serio” i że nie można jej ani obejść ani przeskoczyć a przy tym miałam wrażenie że zrozumiał o jakie decyzje strategiczne chodzi . Za pobudzenie i zawrócenie Rządu ze ślepej uliczki należą się brawa Prezydentowi .Nie wiem czy takie były intencje Głowy Państwa nie wiem czy Tusk je wykorzysta. Dla Rzeczpospolitej może być pożytek oczywiście jeśli „NAJWAŻNIEJSZE TEMATY” nie przesłonią rzeczywistości Premierowi. Z pozdrowieniami ! A Puszka jest dobra ! Dominuje Pani już od dawna to i wrogów przybywa jak w każdej branży. Może kiedyś poruszy Pani temat .

  123. Wiktor,
    BRAWO!
    W rozpieprzaniu to polska inteligencja jest najlepsza. Niewiele się zmieniło od XiX wieku. Mity są inne ale wiara w nie równie ślepa.

    Spokojny,
    Dzięki za wpis do mnie. Z pewnościa przemyślę. I nie miej mi za złe, że lata mojej dojrzałości także obywatelskiej przypadły na okres po 1989r.
    Może dlatego tęsknię za tym, czego w poprzedniej epoce było być może w nadmiarze, a czego obecny deficyt rzuca się w oczy.
    Wszystko jest kwestią proporcji.
    ” Porządek społeczny nie może być niczym innym jak równowagą sił…
    Jeżeli wiadomo, na czym polega zachwianie równowagi w społeczeństwie, trzeba zrobić wszystko możliwe, żeby szalę zbyt lekką obciążyć dodatkowo… trzeba mieć jednak wyrobione pojęcie równowagi i być zawsze gotowym do przejścia na drgą stronę, tak jak to robi sprawiedliwość „ta uciekinierka z obozu zwycięsców” – Simone Weil- filozof, mistyk
    Wobec dzisiejszych problemów, nie można już stosować lekarstw na bolączki sprzed 18 lat. Tamtem system dawno już umarł, a ten nowy zdąrzył już objawić nie tylko swoje zalety ale także i wady. Zrodził inne niż stary bolączki. I nimi się dziś zajmuję a nie ucieczką o komunizmu.
    Nie można cały czas uciekać.

    z Berlina,
    Teza, która uznałeś za niebezpieczną jest niestety prawdziwa. Potwierdzają ją wyniki badań tak humanistycznych, jak i przyrodniczych
    ( neurologia).
    Nie są to więc moje uprzedzenia czy snobizm.
    Podobnie jak „konfekcyjne” przykłady manifestowania przynależności grupowej, obecne w każdej kulturze.

    mw,
    Napisałeś:
    „W Polsce wydatki na ochronę zdrowia stanowią mniejsza część wydatków ?budżetowych? (choć tak się u nas nie nazywają) niż w Kanadzie i innych krajach zachodnich, ponieważ w tamtych krajach budżet stanowi mniejszą część PKB niż w Polsce (u nas państwo jest znaczącym płatnikiem).”
    Nie wiem jak jest w Kanadzie, ale w krajach zachodnich
    tj. krajach „starej Europy” udział budżetu tj. wydatków publicznych w PKB jest , poza Irlandią, Hiszpanią, Grecją i Luksemburgiem wyższy niż u nas.
    Nawet Czesi mają wyższy.
    Obecnie dla Polski wynosi 43,2%, średnia unijna to 46,6% a w krajach strefy Euro 47,2%. Więcej informacji o rzekomym fiskaliżmie naszego państwa na stronach http–www.mofnet.gov.pl

    Pozdrowienia

  124. Argumentacja wiktora jest brawurowa: należy wziąć wskaźnik śmiertelności niemowląt (IMR), pomnożyć przez wydatki na opiekę zdrowotną per capita (najlepiej w międzynarodowych dolarach) i … bang … wychodzi, że polska opieka zdrowotna uzyskuje najlepszy wskaźnik efektywności na świecie. Kto rozpieprza najlepszy system, nasz polski system, najlepszy … ten trąba.

    Po pierwsze, nikt nie chce rozpieprzyć, tylko zreformować i usunąć marnotrawstwo. Po drugie, żąglowanie dwoma miernikami jest proste, ale nie wzbudza zachwytu. Spadek IMR był fundamentalnym miernikiem w Polsce 50-60 lat temu, teraz ważne aby Angola obniżyła swój i prześcignęła Sierra Leone. Natomiast dla Norwegii i Czech jest to mniej ważne. Ponadto IMR zależy nie tylko od poziomu opieki zdrowotnej, ale również od rozwoju cywilizacyjnego kraju. Rozumiem frustrację wiktora. Obniżono (ogromnym wysiłkiem całego narodu) IMR, to ludziom zachciewa się lepszej wykrywalności raka rozlicznych narządów, dostępu do in vitro dla wszystkich, i żeby w szpitalach nie stały łóżka na korytarzach. Niebywałe!

    Ale ma rację wiktor. Lekarzy jest relatywnie mniej w Polsce niż w Kanadzie, z wyłączeniem Ontario. Ale skąd wiadomo, że od liczby zarejestrowanych w OIL-ach lekarzy trzeba odjąć emerytów (oraz zmarłych), emigrantów, a potem tych, którzy w zawodzie nie pracują, aby dojść do liczby faktycznie zatrudnionych. I pielęgniarek też jest w Polsce mało. Jednakże, jeśli policzyć, ile procent PKB stanowi 814 przeliczeniowych dolarów na głowę na służbę zdrowia (publicznie i prywatnie) to wyjdzie co najmniej 6%, plus 2% na ten nieszczęsny olej rekina (lekarstwa bez recepty?). A to razem jest zbliżone do 10% w Kanadzie i innych zamożnych krajach.

    Jedynym sposobem na SPOKÓJ [t.o.] jest obniżenie oczekiwań, słusznie twierdzi mw, ale to w krótki okresie. W dłuższej perspektywie, np. miesięcy i lat, dobrze byłoby lepiej zarządzać pieniędzmi na ochronę zdrowia, i bogacąc się (gospodarka, głupcze!) przeznaczać na ten cel coraz więcej, nawet w proporcji do PKB.

  125. Tersea Stachurska
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43604

    Jest Pani „wojujaca feministka” – w tym pozytywnym znaczeniu.
    Poniewaz zaraz zapyta mnie Pani co chcialem przez to powiedziec, i co na to moja zona – odpowiadam up-front:

    Feministki dziele na „wrzeszczace zwolenniczni rozmnazania przez pdzial lub paczkowanie” (ostatecznie in -vitro, dawca z katalogu) i te, co argumentami daza do rownouprawniwnia kobiet.
    W tym przypadku mam jedno ale – niekiedy to rownouprawnienie przegina pale (przepraszam za wyrazenie) i okazuje ze np. w anonsach o zatrudnieniu pojawia sie formulka: „nasz zaklad – wg § XYZ ustawy AAA – dazy do podniesienia liczby kobiet zatrudnionych na tym stanowisku. W zwiazku z tym, przy rownozednych kwalifikacjach i doswiadczeniu kandydatki plci zenskej beda preferowane”.
    Taka formulka musi byc – bo jest niemieckie prawo takie (Gleichstellungsgesetz) – w kazdym ogloszeniu o poszukiwaniu pracownika!
    To juz nie jest rownouprawniwnie kobiet tylko dyskryminacja mezczyzn.
    Tyle tytulem wyjasnienia.

    Popieram teze, ze „dyskryminacja” (to nie jest dobre slowo, moze lepiej byloby znaczace niedobory) kobiet na stanowiskach kierowniczych czy rzadzacych albo innych „tradycjonalnie meskich” nie jest zjawiskiem normalnym.

    Znam wiele kobiet, ktore kieruja lub rzadza (np. moja zona). Sa w polityce (np. moja pani kanclerz) w gospodarce, w finansach, w businessie. Procentowo za malo – to prawda.

    To, ze kobiecie trudno jest przebic sie mimo czesto lepszych kwalifikacji – to niestety pozostalosc mistyczno-religijna – i to wcale nie z islamu.
    Prosze pamietac, ze to kosciol katolicki (a nawte generalnie chrzescianstow – z wyjatkiem protestantow/anglikanow) nadal kobiecie role „maszyny do rodzenia wiernych” i kucharki. I tak jest do dzisiaj! Jesli przyjmiemy teze, ze kosciol to nie wylacznie abstrakcyjny Bog czy (coraz bardziej udawadnialny Jezus), lecz meski klan stworzony do rzadzenia swiatem i kreowania standardow postaw i zachowan, to bedziemy mieli odpowiedz, na Pani pytanie.
    Islam postepuje podobnie, wywodzi sie bowiem z tych samych korzeni.
    Znane z czasow nazistowskich przeznaczenie kobiety: Dzieci, Kuchnia, Kosciol (w oryginale 3xK = Kinder, Küche, Kirche) nie sa niczym innym jak spelnieniem tej postawy.

    Problem polega na tym, ze stereotyp mezczyzny i stereotyp kobiety – przez lata ugruntowany w roznych religiach i kulturach – nie jest prosty do przelamania.
    Nikt dobrowolnie nie oddale pola. Mowi sie co prawda: madrzejszy ustepuje…
    Ale to juz inna historia….

    Pozdrawiam
    z Berlina

  126. magrud
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43617

    dziekuje za kolejne „dowody”.

    Widzisz, wszystko sie da udowodnic, zaleznie od sposobu postawienia pytania i metody (metodyki) prowadzenia dowodu.

    Tak sie zlozylo, ze skonczylem medycyne i w podrecznikach neurologii (polskie, niemieckie, angielskie, amerykanskie i rosyjskie) nie znalazlem danych potwierdzajacych Twoja teze.
    Ale moze mialem falszywe podreczniki.
    Bo sa przeciez i takie naukowe dziela, ktore udawadniaja, ze ewolucji w sensie biologicznym wcale nie bylo (ostatnio Amerykanska Akandmia Nauk musiala wystosowac specjalny otwarty list to narodu wykazujac, ze ewolucja w przyrodzie i teorie Darvina to fakty), lub ze rasa nordycka jest lepsza niz wszystkie inne (naukowe pomiary antropologiczne, masa mozgu, stan struktur mozgowych, zachowania, sila i budowa ciala, itp.).

    Zgodnie z Twoja naukowa teza: ?Mamy bowiem zakodowaną genetycznie (psychologia ewolucyjna) wrogość wobec obcości.? nie tylko pogrommy innowiercow (obcy), ludzi innego koloru skory (obcy), innych przekonan politycznych (obcy) sa calkowicie usankcjonowane.

    Magrud, w Niemczech mozna by Cie oskarzyci o sianie nienawisci (Volksverhetzung) – i to jeszcze poparte tezami medycznymi! I miala bys duzy klopot.

    Moze to ostre, co pisze, ale sama chcialas.
    Twoje argumenty pasuja tez bardzo do obecnej dyskusji o antysemityzmie.
    Wg. Ciebie to po prostu: „normalna, zakodowana genetycznie (psychologia ewolucyjna) wrogość wobec obcości” I to wyjasnia i rozgrzesza wszystko.

    z Berlina

  127. z Berlina,

    dziękuję Panu za wypowiedź. Szkoda, że nie napisał Pan jak rokuje w sprawie: „Nikt dobrowolnie nie oddale pola. Mowi sie co prawda: madrzejszy ustepuje?”

    Pozdrawiam, Teresa

  128. z Berlina,
    Nie sądzę, by był to powód do oskarżenia mnie o sianie nienawiści.
    Zwłaszcza, że istnieje wiele publikacji na ten temat. Nie wiem jak nazywa się dziedzina zajmująca się „podglądaniem” pracy ludzkiego mózgu.
    Może więc określenie neurobiologia jest niewłaściwe. I jeśli tak, to przyznaję, że się myliłam.
    Bardzo ciekawe, że o tym nie wiesz, bo to właśnie w Niemczech przeprowadzono badania nad składem społecznym menedżerów wyższego szczebla i okazało się, że w grupie tej przeważają członkowie tej samej warstwy społecznej. Przepraszam, ze nie zamieszę bibliografii ale nie pamiętam już gdzie to wyczytałam. To, że naukowymi metodami weryfikuje się powszechne sądy uwazam za bardzo pożyteczne. Wiele tych sądów zostaje potwierdzonych, ale niektóre zakwestionowane. I o te ostatnie stajemy się bogatsi.
    Teza, że z nieufnościa podchodzimy do obcych, nieufnością, która łatwo może przerodzić się we wrogość, gdy zaczniemy postrzegać siebie jako członków określonej grupy, jest łatwo weryfikowalna poprzez nasze codzienne doświadczenia. Ale jak rozumiem, nie przystaje do wyznawanej przez Ciebie ideologii. A przecież wystarczy przyjrzeć się głównej osi konfliktu w polskim społeczeństwie w IV RP by dostrzec, że prawidłowość taka obowiązuje. Dotyczy oczywiście statystycznej większości.
    Reasumując,
    wezwanie do jak największej równości, by z powodu pewnej skazy w naturze człowieka, uniknąć wrogości i niepokojów społecznych można oczywiście nazwać sianiem nienawiści. Równie dobrze można zacząć liczyć anioły na końcu szpilki. Tylko po co?
    Pozdrwiam, magrud

  129. magrud
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43688

    mowil dzad (z Berlina) do obrazu (swietego)

    hawk!

    z Berlina

  130. Teresa Stachurska
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43683

    ciagniesz mnie Pani za uszy (klawiature) oj ciagniesz….

    W rzeczonej sprawie rokuje zle… tylko ktorej strone?

    Kobiety uwazaja, ze to one sa madrzejsze a mezczyzni, ze na odwrot….
    W takich warunkach trudno o wyrok. Gdyba zalozyc, ze obie strony (plci) sa jednakowo glupie lub jednakowo madre , to by uniknac czolowego zderzenia albo wiecznego czekania i gestow uprzejmosci, nalezaloby zastosowac prawo „pierszenstwa z prawej” albo (co bardzo sobie cenie w USA) „ten jedzie pierwszy, kto pierwszy dojechal i zatrzymal sie przed skrzyzowaniem”. Jedzie sie wiec wedlug kolejnosci dojazdu.
    Doprawdy nie wiem, jak ten problem rozwiazac…

    Jezdzac stosunkowo (co za slowo, i to w tych okolicznosciach) duzo, ok. 60-70.000 km rocznie, obserwuje takie oto zjawisko drogowe:
    autostrada 3 pasy w kazda strone, ograniczenia predkosci nie ma (cudownie, ale tylko czasem sie w Niemczech zdarza), ruch sredni. Pas prawy prawie wolny (jak nie ma kolumny ciezarowek) pas srodkowy pusty. Lewym pasem jada „kobiety w malych samochodach” (to sepecjalna kategoria kobiet, mowie Pani temat na studium socjo- i psychologiczne) tak ok 130-140 km/h i za Chiny nie zjezdzaja nawet na srodek. Poganiac nie specjalnie mozna (kupa punktow i mandat do 500 Euro za molestowanie uczestnika ruchu drogowego), wyprzedzac z prawej w Niemczech nie wolno. A mnie (i innym) sie nawet nie tyle spieszy, co moglibysmy spokojnie pojechac duzo szybciej. Slepota wstecznego lusterka trwa zwykle dobrych kilka minut. Potem zjezdzaja na srodek i gdy ich wyprzedzamy pokazuja nam przepiekny srodkowy palec (moze chwala sie bizuteria, albo zgrabnoscia dloni?).
    Jedziemy dalej, jest ograniczenie predkosci powiedzmy do 120 km/h (w Niemczech bardzo powszechne). Wiekszosc sie stosuje dosc dokladnie, reszta (tak jak ja) mniej i jedziemy sobie tak ok. 140 km/h, 20 km/h na autostradzie to granica pomiedzy drobnym wykroczeniem (Ordningswiedrigkeit, mandat od 35 do 75 Euro) a przewinieniem karanym mandatem (wyzszym) i punktami.
    I coz widzimy, te same panie, ktore wszesniej tak „przepisowo” trzymaly sie predkosci i lewego pasa teraz daja swoim samochodom popalic i jada dobrze ponad 140 km/h migajac i poganiajac a przy wyprzedzaniu pokazuja znowu zgrabny srodkowy palec, tyle ze juz prawej reki. Moze chca pokazac, ze oba palce maja rownie zgrabne, albo ze i na prawej rece pelno zlota?

    To jest zjawisko powszechne.

    Ja traktuje to jako odprysk rownouprawnienia i pokazania „w nas tez jest troche mezczyzny, macho, agresywnego i slodkiego zarazem”.

    A z drugiej strony, poniewaz madrosc ma podobno zwiazek z rozumem a rozum u obu plci sterowany jest przez hormony, to ….. czesto wychodzi akurat odwrotnie.

    To wszystko, to sprawa raczej na Pani blog, bo jak zdazylem zauwazyc, polskajestkobieta to Pani drugi dom. Swoja droga bardzo udany.

    Pozdrawiam
    z Berlina

  131. z Berlina,

    bardzo dziękuję. Nie czuję się feministką, ale i nie rozumiem takiej „męskości”, która chce utrzymywać deprecjonowanie kobiet, takiej, którą ten stan nie krępuje. Może to nie jest męskość?

    Teresa

  132. z Berlina,
    W jednym masz rację, nie chodziło o neurologię , tylko o neurobiologię.
    Ta pierwsza to przecież dział medycyny, a nie nauki.
    A prokuratorem to mnie nie strasz. U nas polityczne spory i rywalizacje koniec, końcem zawsze rozwiązuje prokurator. A to co oswojone, czyli normalne lęku nie wywołuje.
    Twierdzenie, ze domaganie się większej równości, dla uniknięcia naturalnej a potencjalnie wrogiej reakcji na obcego, jest szerzeniem nienawiści jest tak absurdalne, że trudno z nim dyskutować.
    Równie dobrze możesz mnie oskarżyć za twierdzenie, że inteligencję i charakter dziedziczymy.
    „A jednak się kręci” zakrzyczę zza krat.
    Pozdrowienia Panie Doktorze,
    i nie męcz mnie już. Wiadomo, że jak Baba przychodzi do lekarza i zaczyna mówić to musi z siebie zrobić idiotkę. I żadne tam „ajajaj” nie pomoże.
    magrud

  133. Tu kur… jeno polityka i polityka a GDZIE kultura?
    – Moze ja sie tym zajmne?

    Otoz… Zjechalem wieczorem do chalupki. – Jak zwykle, prosto pod shower – by splukac kurz amerykanckich drog ze swego jestestwa.
    Po goracym tuszu, poczulem sie jak nowo narodzony.
    – Rzegotka, potraktowala mnie kolacyjka przy swiecach.

    Po zaspokojeniu potrzeb ciala – czas, na potrzeby duchowe, by na tym blogu, nie odbiegac od sredniej…

    Wlepilem sie w swoj fotel z przyjemnoscia… – z pilotem w lewej a stakanczykiem w prawej garsci.
    Joging po kanalach i… jest cus – co powinno spelniac te role.

    William Szekspir – „Romeo i Julia”

    – Rzegotka tyz siadla na sofie – przybierajac wyczekujaca pozycje do odbioru kultury – z filizanka jakiejs herbaty ziolowej na letki sen.
    – Oznajmiajac jednoczesnie ze widziala to dzielo Wiliama onegdaj, w wersji „Mosfilmu” – ktory jako przewodnik, robil w owczesnej polskiej kulturze.

    Zaczelo sie romansidlo i czarny kryminal w jednym.
    Zakonczenie ponure i bez happy endu – mowiac krotko.
    – A dokladniej, odebralem to tak:
    Rzecz dzieje sie grubo przed I wojna swiatowa (sadzac po ciuchach aktorow) u makaroniarzy.

    Romeo Monteki, nadziany koles i dziedzic rodzinnej firmy, dostaje fiola na punkcie Juli Kapuleti (nie brzydka), panienki na wydaniu z rodziny o dochodach rowniez powyzej sredniej krajowej.

    Obie familie zra sie serdecznie i podkladaja sobie swinie, gdzie tylko moga.

    Uklad jest niezreczny, bo mlodzi faktycznie czuja do siebie miente co okazuja mysla, mowa i czestymi uczynkami.

    Od westchnien zakochanej parki moze zemdlic, ale takie to byli wtedy czasy.

    Nie baczac na nienawisc miedzy zgredami, Romeo i Julia chajtaja sie potajemnie. Slubu, udzielil im ludzki klecha; ojciec Laurenty – facio, ktory odegra jeszcze swoja role w dalszej czesci dramatu.

    – Tymczasem, podczas bojki pod jakas knajpa w Weronie, ginie kumpel Romea – Merkucio – dostajac pare razy kosa od kuzyna Julki – Tybalta. Romeo, na wiesc o tym, wku*ja sie maksymalnie i honorowo ukatrupia zabojce.
    Staje za to przed kolegium do spraw wykroczen (PRL, pamietata?), ale wyrok dostaje lagodny – wygnanie z Werony.
    Musi opuscic niedopieszczona Julke.

    Stary Kapuleti wymyslil zas sobie, ze wyda Julke za maz za krewniaka (czyste kazirodztwo, tfu!) ksiecia z Werony – Parysa.
    Dziewczyna dostaje swira, bo jest juz przeciez zamezna z Romkiem.

    – I tu, do gry znow wchodzi klecha Laurenty.
    Daje Julce flaszeczke mun-szchajnu – wlasnej roboty, aby strzelila se sete przed slubem z Parysem, to padnie bez czucia i bedzie wygladac jak trupek, ale tylko przez 40 godzin.
    Julcia czyni to. Strzela sobie sete pod rekaw i odwala kite.

    Nieutulona w zalu famula – wraz z Parysem, sklada ja do przytulnego, rodzinnego grobowca na cmentarzu miejskim.

    Niejasnym zbiegiem okolicznosci – o smierci Julki, dowiaduje sie Romek, do ktorego nie zdazyl dotrzec goniec od Laurentego – z wiadomoscia, ze to wszystko blamarz – lipa i ze moze sobie zabrac schlodzona, ale zywa malzonke z katafalku.

    Chlopak szaleje z rozpaczy. Mimo wyroku wygnania wraca do miasta.
    – Wpada na cmentarz i dostaje sie do grobowca Kapuletich, gdzie znajduje Julke bez zycia. Rozum mu sie pier.. Tfu! – miesza, wyciaga „Wino Gromowe” i truje sie ze skutkiem smiertelnym.

    Coz, by tragiedi stalo sie zadosc. – Za niedlugo, budzi sie Julia – widzi
    sztywnego juz Romea – wiec – niewiele myslac, wykonuje zreczne harakiri kozikiem Romka i… pada rzetelnym trupem na zwloki malzonka.

    W takich to pozycjach znajduja ich zgredy, ktorzy teraz dopiero godza sie (kogo ma szlag trafic w POLSKIM Rzadzie?- by) i wchodza w spolke „Joint Venture” z ograniczona odpowiedzialnoscia.

    Po tej uczcie duchowej, Rzegotka splakana, a ja letko szurniety (wchisky) poszlismy spac z pelnom kulturom.

  134. magrud
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43728

    „…prokuratorem to mnie nie strasz. U nas polityczne spory i rywalizacje koniec, końcem zawsze rozwiązuje prokurator. A to co oswojone, czyli normalne lęku nie wywołuje….”

    Jake to smutne, ale to Polska wlasnie! Sama przyznajesz.

    Piszesz (przychodzisz, w przenosni) do lekarza z Berlina.
    Czy to zdanie: „Wiadomo, że jak Baba przychodzi do lekarza i zaczyna mówić to musi z siebie zrobić idiotkę” ma w zwiazku z tym jakis glebszy sens?

    Ja swoje juz powiedzialem.

    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43692

    Pozdrawiam
    z Berlina

  135. Teresa Stachurska
    http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=143#comment-43721

    Masz racje pytajac o „meskosc” tej (takiej) czesci spoleczenstwa.
    Dla mnie to forma upubliczniania wladzy nad innymi (konczylo sie to niemal zawsze niewolnictwem).
    O tym, dlaczego tak jeszcze ciagle jest – pisalem poprzednio.

    Potrzeba dlugiej i wspolnej drogi obu stron – z zachowaniem calego nalezytego rezpektu ale i z usmieczem i przymruzeniem oka – aby to zmienic.
    Potrzebna jest wola i determinacja.
    Nie koniecznie musi sie skonczyc jak w „malzenstwie, co jest jak pochod pierwszomajowy w Warszawie: wola maszeruje – ochota juz przeszla” (jak pisal kiedys jeden ze znakomitych satyrykow).

    Pozdrawiam
    z Berlina

css.php