Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej Skrót myślowy - Blog Janiny Paradowskiej

31.12.2011
sobota

Jako dziennikarz reżimowy wyznaję…

31 grudnia 2011, sobota,

Koniec roku zdecydowanie kończyłam pechowo, znalazłam się w mniejszości, może nawet ma marginesie ogólnego nurtu.

Otóż odwiedziłam kilka aptek i w żadnej nie było kolejki szturmujących leki refundowane. Do okienka dostawałam się prawie natychmiast, bywało, że przede mną była jednak lub dwie osoby, co jest stanem normalnym. Kilka aptek zaś odwiedziłam, aby zrealizować receptę, wcale nie refundowaną, ale niepoprawnie wypisaną przez lekarza i to nie wedle nowych, ale najzupełniej starych, sprzed kilku miesięcy, zasad. Rzecz bowiem w tym, że dawka głównego składnika powinna być ujęta sumarycznie, a nie ile go jest w pojedynczej tabletce. Miłe panie farmaceutki chciały mi bardzo pomóc, ale leku wydać nie mogły, bo przepis jest stary, lekarze mieli czas, aby go opanować, a nie opanowali.

Panie farmaceutki tego nie komentowały, ale jednak wyraz ich twarzy mówił raczej sam za siebie – no cóż panie doktorki i panowie doktorzy przepisów nie czytają, recepty piszą byle jak. W aptece dostałam więc ściągę jak poprawnie powinna być wypisana recepta i teraz już jestem odpowiednio wyposażona przed kolejną wizytą. Przy okazji dowiedziałam się jeszcze, że od lat przepłacam za lek używany w chorobie przewlekłej, bo jakoś żaden z lekarzy nie wpisuje mi na recepcie niezbędnej literki „p”. Gdyby wpisał miałabym podobno jakąś zniżkę, czyli pewnie refundację.

Nie mogę więc użalać się obecnie nad ciężką dolą lekarza skonfrontowanego z nową listą leków refundacyjnych i gdy słyszę jakiegoś pana z Porozumienia Zielonogórskiego jak to rośnie mu biurokracja, że tydzień na wypisanie recepty mu nie wystarczy, a wszystko to odbędzie się kosztem pacjenta, to liczę moje koszty ponoszone latami. Nie znam także sytuacji, w której lekarz żądałby ode mnie zaświadczenia, że jestem ubezpieczona. Owszem, taki dokument okazywałam w rejestracji przychodni czy szpitala, ale nigdy w lekarskim gabinecie. Nie wiem więc o co chodzi, bo zawsze byłam przekonana, że właśnie rejestracja jest od rejestrowania i jakoś z tej nowej ustawy nie wynika, aby miało być inaczej.

Jestem również pechowcem, bo sporo w okresie świątecznym podróżowałam i to bez żadnych zakłóceń. Tak drogowych jak i kolejowych Jeśli już na coś mogę się uskarżać, to jedynie na to, że pociągi z Krakowa do Warszawy i w drugą stronę też, przyjeżdżają grubo przez wyznaczoną rozkładem jazdy godziną. Przeważnie 20 minut lub kwadrans wcześniej. Do Krakowa nie ma problemu, bo pociąg wjeżdża na stację i kłopot mają tylko ci, którzy spodziewają się, że ktoś ich oczekuje. Z oczekiwanych zmieniają się w oczekujących. Oczekujący w stolicy mają lepiej, bo pociąg wytraca zbędne minuty na Zachodniej, gdzie stoi kwadrans, aby punktualnie wjechać na Centralny. Ci, którzy chcieliby już szybciej wysiąść mają zdecydowanie gorzej, bo swoje na Zachodniej odstoją. W sumie są to jednak obserwacje optymistyczne, bowiem oznaczają, że być może ktoś pójdzie do po rozum do głowy i ustali realny czas przejazdu między Krakowem i Warszawą na dwie i pół godziny, czyli tak jak za Gierka.

Podobają mi się też odnawiane dworce, Centralny Warszawy ciągle i w sumie dość szybko pięknieje, w Krakowie podobnie szybko znikają brudne i śmierdzące przejścia podziemne (tyle, że handlu książkami trochę żal), a przejścia nowe są szerokie i przyjemne. Nie rażą mnie też w stolicy reklamy na budynku Centralnego. Jakoś nie brak mi socjalistycznego zewnętrznego wystroju, podobno super fantastycznego i modelki reklamujące firmę odzieżową wydają mi się zupełnie na miejscu, są ładne i ciuchy wydają się atrakcyjne. Wyznaję to mając pełna świadomość, że mogę zostać potępiona, występuję bowiem przeciwko akcji rozpętanej przez „Gazetę Stołeczną” przeciw tej reklamie, akcji która, moim zdaniem, przekroczyła granice zdrowego rozsądku, ale najpewniej należy do dobrego tonu.

Pechowo nie zaliczyłam też kolejnej udręki, czyli korka na trasie do Zakopanego, który formuje się zwykle od południa w pierwszy dzień świąt, kiedy to Warszawa rusza na narty i apogeum osiąga dnia drugiego. Wszyscy o tym od lat wiedzą, ale tę udrękę z uporem godnym lepszej sprawy praktykują, wylewając żale, że nie ma jeszcze autostrady do Zakopanego. Otóż wyznaję, że nie tylko unikam wyjazdów w te dni, ale w ogóle jestem przeciwniczką budowy autostrady do Zakopanego. Wolę znany widok korka nawet od Mszany Dolnej niż wizję wielopasmówki, którą pod maleńkie gruncie rzeczy Tatry wlewa się strumień samochodów. Jestem też oczywiście przeciwko organizacji Olimpiady w Zakopanem i jeśli komitet antyolimpiadowy powstanie chętnie się do niego zapiszę.

Tak więc ogólnie kończę ten rok dość zadowolona. Nie mam większych pretensji do władz Warszawy, ani do rządu jako całości, ani nawet do ministra zdrowia, poprzedniej pani minister i obecnego. Wynika to zapewne z faktu, że jako dziennikarz reżimowy (wracam do formy „dziennikarz”, gdyż jestem skrajnie zmęczona redaktorkami, socjożkami, psycholożkami, marszałkiniami i tym podobnymi formami obecnie politycznie nadzwyczajnie poprawnymi, choć brzmiącymi okropnie) nie dostrzegam całej nędzy obecnej władzy, jej braku jakichkolwiek umiejętności oraz kwalifikacji moralnych. W tym, że jestem dziennikarzem reżimowym upewnił mnie tygodnik „Uważam Rze”, który w numerze świątecznym, a więc nie byle jakim zamieścił moje zdjęcie o boku prezydenta Bronisława Komorowskiego. Było ono ilustracją tekstu, jak to dziennikarze reżimowi biegną oddawać usługi obecnej władzy, skutkiem czego w mediach mamy standardy gorsze niż białoruskie. Opozycyjni, prawi i szlachetni są wyrzucani, reżimowi zasiedlają wszystkie stanowiska i podlizują się władzy. Takie teksty w tymże tygodniku pisze od dawna z wielką regularnością dwóch panów – Karnowski i Czabański, znani praktycy medialnego systemu pełnej demokracji i pluralizmu dla swoich. Za radiowej prezesury Czabańskiego znalazłam się, podobnie jak większość kolegów z „Polityki”, na czarnej liście tych, których nie wolno zapraszać do żadnych audycji, ale się nie użalałam w każdym numerze „Polityki” nad swoim losem. W ogóle się nad nim nie użalałam, bo wiedziałam, że do budowy IV RP po prostu się nie nadaję, podobnie jak do roli listka figowego pluralizmu.

Wracając zaś do owego zdjęcia wyjaśniam, że zrobione zostało ono nie w chwili, kiedy to jakoś szczególnie podlizuję się władzy, ale kiedy odbieram z rąk prezydenta RP Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski przyznany pośmiertnie mojemu mężowi Jerzemu Zimowskiemu za działalność w demokratycznej opozycji i pierwszej Solidarności (wszystko bardzo łatwe do zidentyfikowania w średniej jakości redakcji, a nawet w zupełnie marnej redakcji). To było w czasie, gdy odwaga miała jednak zupełnie inną cenę niż obecnie. Dziś odważne jest zilustrowanie tekstu zmanipulowanym zdjęciem. Nie wiem jaki to standard. Może już północnokoreański? A może w tym środowisku sfrustrowanych, bo ich guru, Kaczyński Jarosław żadnego porządnego salonu im nie założył, to normalka, tak od czasu do czasu kogoś kopnąć. Dla uciechy. Dla poprawienie sobie marnego samopoczucia.

Drodzy Państwo, Bywalcy stali i okazjonalni tego blogu. Spojrzałam na datę poprzedniego wpisu i okazało się, że porzuciłam Was prawie na miesiąc. Nie miałam takiego zamiaru, ale grudzień jest miesiącem szczególnym, jest moc spotkań, Wigilii , okazji do spotkań, ale także przyspieszonej pracy, bo numery Polityki są przygotowywane w cyklu przyspieszonym i jakoś się pogubiłam w terminach. Nie wiem, czy ten blog zostanie umieszczony jeszcze przed Nowym Rokiem, ale postanowiłam już dziś nie odpuścić i wznowić działalność jeszcze w tym 2011. To jest okazja by przyrzec, że w 2012 postaram się lepiej i takich przerw nie będzie. Miejcie Państwo jednak świadomość, że dobrymi chęciami piekło bywa brukowane, więc może czasem nawalę, ale chyba nie tak bardzo jak teraz. Wszystkiego dobrego, bo moim zdaniem wcale nie idzie ku jakiejś wielkiej katastrofie, mimo że wszyscy nas tak okropnie straszą. Indywidualnie i zbiorowo życzę nam także, abyśmy się na tym blogu spotykali, bo moim zdaniem jest ciekawie czyli pisać jednak warto.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 356

Dodaj komentarz »
  1. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku !

  2. No trochę się Pani wybroniła.
    S nowym godom, s nowym sczastiem.

  3. Bardzo mnie ucieszyło, że na tym marginesie ogólnego nurtu znalazłem się w towarzystwie tak przeze mnie cenionej pani redaktor. Też byłem przedwczoraj w aptece: przy jednym z dwóch okienek stała kupująca, za drugim, wolnym, krzątała się farmaceutka i jak tylko mnie zobaczyła ? podeszła i obsłużyła. Co zaś do autorów z „Uważam Rze”, reklamujących się w radiu Tok FM jako „dziennikarze niepokorni”, to tę ich niepokorność (przeszłą i obecność) bardzo pięknie skwitowała Alina Kwapisz-Kulińska w portalu „Studio Opinii”. Niestety, nie umiem podawać linków, ale rzecz jest łatwa do odszukania. Warto. Żal tylko, że jako autorka kulturalna nie nazwała rzeczy po imieniu: ci Państwo po prostu kradną piękne określenie Bohdana Cywińskiego z czasów, kiedy jeszcze nie był tak zgorzk niały jak dziś. Serdecznie pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Co kilkadziesiąt godzin ekscytującego felietonu z co najmniej tysiącem komentarzy wartych przeczytania! Takiego ciężkiego losu Gospodyni życzę i zdrowia aby to z uśmiechem wytrzymała w roku 2012! Dosiego!

  6. Przepraszam, dwa błędy: ten dziwny pytajnik to mi wstawił edytor, miał być licznik, a „obecność” zamiast „obecną” w nawiasie to już chyba moja wina.

  7. Errata do erraty: oczywiście myślnik, a nie licznik. Zapewniam, że jeszcze ani kropli nie wypiłem.

  8. Z tym protetstem lekarzy w sprawie leków refundowanych prawda jest jedna i oczywista od samego początku:
    lekarze nie chcą ponosić odpowiedzialności za błędnie wypisywane recepty ;
    błędnie czy to z pośpiechu lub niestarannosci ( to jeszcze można jakoś zrozumieć) ale także, gdy „błąd” jest następstwem nader swoiście pojmowanej uczynności pani/pana lekarza, który/a np. zdrowemu jak byk znajomemu, który dostał glukometr w prezencie urodzinowym, wypisuje receptę na paski testowe, bo po co znajomy/kolega ma płacić np. 50zł za fiolkę zawierajacą 50 pasków, kiedy może za nią zapłacić, 3,20 zł lub – jak dotychczas – dostać ją za 1 grosz ? Aby było „weselej” to podobne zasady odpowiedzialności obowiązywały także dotychczas, z ta różnicą, że kwota „odszkodowania” nie obejmowała (?) odsetek i dotyczyły te sankcje w gruncie rzeczy lekarzy prowadzących prywatną praktykę.
    Także te wszystkie „argumenty” o tym że wypisywanie recept wg. nowych zasad będzie zajmować Bóg jeden wie ile czasu o kant ….. można potłuc. Przecież to chodzi tylko o wpisanie w odpowiednie rubryki recepty pojedynczych liter: B lub P wzglednie oznaczenia 30 % lub 50 % oraz numerycznego znacznika oddziału NFZ. To ma zajmować 30 minut na jedną receptę czy 45 minut, jak to wczoraj zaserwował pan poseł z PiS ? Chyba nigdy nie był u lekarza.
    Podobnie jest ze sprawdzeniem w wykazie czy lek objęty jest refundacją. Dotychczas też to robili – bez awantur i protestów oraz wygadywania głupot, że to zajmuje tyle czasu. Lista leków refundowanych zmieniała się przecież 3 – 4 razy w roku. Problemów nie dotąd było. Skąd więc te monstrualne problemy z aktualną listą ?
    Także zarzuty, że muszą sprawdzać czy pacjent jest ubezpieczony…. Bzdura nad bzdurami. Nie spotkałem się dotąd aby w przychodniach publicznych i prywatnych lekarz sprawdzał moje ubezpieczenie. Zawsze robiła to recepcja na podstawie: kiedyś – legitymacji ubezpieczeniowej
    opatrzonej aktualizującymi pieczątkami, a obecnie ( mieszkam w woj. śląskim) na podstawie karty chipowej.
    W pierwszej chwili gdy usłyszałem o tych protestach też dałem się zwieść lamentom o „drakońskich” karach. Okazało się, że te kary wcale nie są drakońskie. Są liczone wg. tych samych zasad co należności w zwłoce wg. przepisów np. kodeksu cywilnego;- tj. kwota bazowa ( w tym przypadku detaliczna cena leku 100 % ) plus odsetki za zwłokę ( od daty zrealizowania refundacji ) . Normalka stara jak świat stary. Gdzie tu mowa o „drakońskich” karach ? Sam – powodowany niedostateczną wiedzą – proponowałem w jednym ze swoich wpisów surowsze kary bo x krotność pełnej ceny leku.
    Domagamy się aby np. urzednicy ponosili odpowiedzialnosć za swoje decyzje, także materialną. Dlaczego od ponoszenia takiej odpowiedzialności mają być zwolnieni lekarze ? Bo są lekarzami ?
    Jedyny zarzut, jaki można Arłukowiczowi postawić to termin ogłoszenia nowej listy. Ale zważywszy od kiedy jest Ministrem Zdrowia – jego „wina” trochę się realatywizuje. Znalazł się pod ścianą obligowany terminem wejścia w życie ustawy refundacyjnej.

  9. Szanowna Pani Janino –
    stu lat w dobrym zdrowiu, bo zapewne tyle potrzeba, aby oszołomstwo dziennikarskie , mając przed oczyma chodzącą Akademię Umiejętności Dziennikarskiej, nauczyło się myśleć po dziennikarsku, pisać po polsku i oceniać rzeczywistość jak na dziennikarzy przystało: obiektywnie.

  10. Najlepsze życzenia noworoczne i jak najmniej konieczności wizyt w aptekach

  11. Ps. Przypomniało mi się….
    Za komuny na formularzach recept wydrukowane były adnotacje refundacyjne: bezpłatanie, 30 %, 50 % czy tak jakoś.
    Czy nie można wrócić do starych „komunistycznych” wzorów i podobne wzmianki drukować na formularzach recept ? Wtedy „przepracowany”
    ( obskoczenie iluś etatów męczy ) pan/pani doktór -nie musiałby tracić czas na wpisywanie tych oznaczeń, a zakreślać je np. kółeczkiem ?

  12. Od ministra po dziennikarzy wszyszcy lepiej wiedza jak ma pracowac lekarz i ewentualnie jak go ukarac (znowu grozi Pan Premier, no i jestesmy na pasku firm farmaceutycznych)
    Na recepcie powinny sie znalezc dane personalne pacjenta i lekarza (dlaczego pesel) nazwa leku dawka leku, dawkowanie czas dwakowania
    w wypadku lekow pewnej kategorii sumaryczna dawka(po przecytaniu wywiadu a Pania rozumiem ze chodzi o lek nasenny)
    Jak by byla pani lekarezm to byloby to oczywistedla Pani
    Reszta to obowiazek zorganizowania spara przezroznej masci urzednikow na roznych szczeblach i aptekarzy
    Polecam rownie uwagi P Zakowskiego bo tak naprawde o jakie oszczednosci tu chodzi?
    Trzeba wrocic do zrodel-lekarz leczy i tyle ale az tyle.
    Mam nadzieje ze to spojrzenie z zewnatrz, bo pracuje poz Polska, troche wyjasnia o co tym lekarzom chodzi

  13. Pani Janino ! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, uwielbiam Pani teksty.

  14. Jeśli reżimowa dziennikarka to chyba z przed-poprzedniego reżimu. Bo dzisiejszy reżim to posiada komputer i drukarkę wypisującą recepty w kolorze, kształcie i zapachu jaki sobie życzy władza. I niepotrzebne jest wypisywanie ręczne recept. Ten dzisiejszy reżim jest nawet w stanie użyć komputera, by po włożeniu karty w ciągu sekundy sprawdził automatycznie ubezpieczenie tak, jak to robi kasa sklepowa i jak sprawdzane jest ubezpieczenie samochodu. Komputer prześle też każdą receptę do banku centralnego przy wystawianiu i skontroluje przy realizacji. I to wszystko bez odpowiedniej ustawy, awantur w sejmie, plucia na lekarzy i robienia z siebie zbawców ojczyzny. Bez kar i pouczeń.
    Jeśli Pani Paradowska broni reżimu, który robi małpę z obywatela i zmusza, grozi i karze bo się ktoś nie nauczył na rozkaz, to może przypomnę, że Amerykanie zaczynają datę od miesiąca i nie interesuje ich, że reżimowe prawo zażądało nagle małpiego zaczynania daty od roku. Po co? Podobnie używają też funtów, cali, stóp i mil, choć obowiązuje układ metryczny, bo po prostu sobie nie życzą, żeby państwo traktowało ich jak małpy w cyrku. I nikt nie nakłada kar, nie nasyła szpicli i nie znęca się za drobnostki. Bardzo szkoda, że Pani Paradowska jakoś o tym wiecznie zapomina. To takie reżimowe.
    Zwracam też uwagę, że składka zdrowotna to ubezpieczenie a nie podatek. Nie zależy od wydolności budżetu i ja sobie nie życzę, żeby minister zmuszał mnie do korzystania z leku, jaki jemu się podoba. Tak, jak ubezpieczyciel nie decyduje o kolorze samochodu malowanego po wypadku. A płaci.
    I wszystko to można byłoby zrobić bez awantur i ustaw. Wystarczy centralna baza danych. A tego państwo nie potrafi. Wystarczyłoby też zacząć wreszcie szanować obywateli. Tylko, że taki system nazywałby się demokracja, a my jak wiadomo reżimowe.

    Składając życzenia Szczęśliwego Nowego Roku chcę je tylko uzupełnić drobną prośbą o pouczenie siebie, jak może wyglądać wspólne rozwiązywanie problemów zamiast pouczać innych. Wzajemny szacunek to byłoby COŚ.

    Jeszcze raz Najlepsze Życzenia.

  15. Dawno nie czytałem tak smakowitego tekstu! Wielka przyjemność czytania! Dość nonoszalancko potraktowała Pani owe zakłamane redakcje i owych marnych autorów 🙂 Na więcej doprawdy nie zasługują.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
    No i cóż życzyć, jeśli „ten rok kończę dość zadowolona”? 🙂

  16. I jeszcze uzupełnię
    Może zamiast wywnętrzać się na temat recept lepiej byłoby przyjąć wzorce z Holandii. Lekarz nie wypisuje żadnych recept tylko wysyła maila do apteki. Aptekarz kupuje pigułki w litrowych słoikach luzem. Po otrzymaniu maila wysypuje odpowiednią liczbę pigułek do torebki. Oszczędność 10% a może 20% kosztów.
    Tymczasem w Polsce przejmowane są potwornie skomplikowane i biurokratyczne wzorce niemieckie, które tutaj nigdy się nie sprawdzą.

    Prawda, jak pięknie gdyby sobie wszyscy pomagali zamiast dokuczać za wszelką cenę?
    Marzenie: Oby Nowy Rok przyniósł zmiany w tym kierunku!

  17. @Lex

    A ja się z Panem jednak nie zgadzam. Jak już wspomniałem, byłem ostatnio (co mi się bardzo rzadko na szczęście zdarza) u lekarza (okulisty), gdzie efektywna część wizyty – tj. wydłubanie mi śmieci z oka trwała ok. 25% czasu pobytu, przez pozostałe pół godziny skądinąd bardzo sympatyczna pani pisała coś i pisała. To mi się wydaje bezsensowne – mogła przyjąć w tym czasie kolejne 2 osoby.
    Co więcej w gabinecie nie zauważyłem komputera, gdzie można by sprawdzić poziomy odpłatności za leki. Rozumiem, że uważa Pan, że ta sympatyczna pani powinna spędzić Nowy Rok na wkuwaniu poziomów odpłatności leków na pamięć. Otóż ja tak nie sądzę.
    I dlatego uważam zachowanie lekarzy za racjonalne – najpierw systemy informatyczne i odpowiednia infrastruktura, a potem przepisy, niech by i bardzo restrykcyjne. Oczywiście nie należy mieć złudzeń, że lekarze to kryształowo uczciwi ludzie, podobnie jak i prawnicy, stolarze, czy jakakolwiek inna grupa zawodowa.
    Ale przepisy powinny umożliwiać ich przestrzeganie a nie być wprowadzane tak jak lista leków na dzień przed terminem ignorując jakiekolwiek vacatio legis.

    A z drugiej strony, co Panu przeszkadza, że w aptece naliczą odpowiednie zniżki? Mnie się to nawet podoba, choć może nie zauważam jakichś wad (w aptece kolejki są zwykle 2-3 osobowe – 5-minutowe, u lekarza siedziałem z krwawiącym okiem w kolejce parę godzin).

    Proszę zważyć, że nie jestem przeciwnikiem ustawy, ale jestem przeciwnikiem sposobu jej wprowadzenia – niechlujnie i na ostatnią chwilę. Nieudolność p. Kopacz wydaje mi się być wręcz kosmiczna. Ale za to została nagrodzona. No chyba, że był to tzw. kop w górę

    Z życzeniami, by jak najrzadziej musiał Pan (i każdy inny czytelnik niniejszego wpisu) korzystać z tzw. „służby zdrowia”

  18. Do Very z godz.19.02: podpisuję się pod tym wpisem obiema rękoma. Nareszcie ktoś poruszył kwestię szacunku rządzących, a zwłaszcza premiera, dla obywateli. Szczególnie ten rząd traktuje obywateli jak bezwzględną własność. Jedyna opcja pozostawiona przez rząd obywatelom, to pracować, aby płacić podatki, jeśli nie to kary, kary, kontrole i kary. Celem rządu, jak nawet pani Paradowska zdążyła zauważyć, nie jest dobro obywateli. Cel rządu to jest największa tajemnica Tuska, chroniona ustawowo specustawami zatwierdzonymi przez poprzedni parlament. Teraz żadne „dziady”, jak obywateli określił były prezydent, nie mają prawa wtrącać się w interesy rządzących „elit”. Życzę wytrwałości Blogowiczom w Nowym Roku 2012 w wyręczaniu dziennikarzy.

  19. Wszystkiego najlepszego Najznamienitszej Koleżance po piórze. Nie muszę chyba pisać, że podzielam wszelkie Pani opinie. Oby 2012 był niegorszy; a zgadzam się, że już 2011 był w miarę OK. Choćby dzięki tej szóstej z rzędu przegranej Prezesa…

  20. Szanowny m^2,
    najwidoczniej mamy różne doświadczenia jeśli chodzi „operatywność” i obciążenie lekarzy. Nie wiem co wypisywała Panu sympatyczna lekarka udzielając Panu doraźnej pomocy, – może opisywała w karcie choroby pański przypadek ( stawiała i opisywała diagnozę – to rzeczywiscie może zająć sporo czasu) i opisywała co w związku z tym zrobiła i jakich środków do przeprowadzenia zabiegu (przemywania oka o ile pamiętam) użyła. Zgoda to wszystko mogło zająć tzw. czas ale nie wypisanie samej recepty na lek, który – o ile pamiętam – kosztował Pana ok. 6 zł. Proszę zrobić sobie eksperyment: na kartce papieru napisać swoje imię i nazwisko, adres miejsca zamieszkania z kodem pocztowym, numer PESEL, zaznaczyć np. 10 (to numer oddz. NFZ), potem np. P ( w przypadku choroby przewlekłej. W przypadku innej lakrze stawiali X ) i treść, np. Simvacord 20, 28 tabl. 1 x dz.
    Na koniec proszę podpisać się „gryzmołem” i klepnąć dwukrotnie ręką (imitacja przyłożenia pieczątki lekarza oraz pieczątki nagłówkowej przychodni) . Ile to czasu Panu zajęło ? 5 minut ? Chyba jednak mniej.
    Ps. 1.
    „Simvacord” to lek obniżający poziom cholesterolu. Może być nazwa każdego innego. Czasu wypisywania recepty to nie wydłuży. Oczywiście, jeżeli lekarz na recepcie wypisuje więcej leków – to trwa to odpowiednio dłużej. „Pod rządem” dotychczasowej ustawy również wymagało więcej czasu i lekarze nie protestowali.
    Ps 2. Ja też mam zastrzeżenia do sposobu debatowania nad tą ustawą ale zastrzeżenia te nie zmienają mojej oceny tego buntu ( bo jest to bunt), którego ofiarami mogą byc ludzie chorzy. Piszę: mogą -bo jak będzie w rzeczywistosci przekonamy się po Nowym Roku. Ja już 5 stycznia. Opiszę jak było.
    Z najlepszymi życzeniami.

  21. Zycze Pani Wszystkiego Najlepszego w2012 roku, a sobie wielu Pani tekstow do czytania. Jest Pani powiewem swiezego powietrza w moim zatechlym emigracyjnym srodowisku Nowego Jorku. Duzo zdrowia !!!

  22. @Lex,

    Rozumiem, że ma Pan bogatsze doświadczenia z korzystania ze służby zdrowia. Ja przed opisywaną wizytą byłem ze 2 (a może 3) lata temu na badaniach okresowych i tyle. Doświadczenia to żadne. Nawet wśród bliższych znajomych nie mam lekarzy. Ot, tak się złożyło. W związku z tym na temat operatywności grupy zawodowej nie mogę mieć żadnego zdania.

    Ale jeśli chodzi o wypisywanie recept, to proszę dodać sprawdzenie ręczne na liście, która liczy sobie ponad 2tys. wpisów odpowiedniego stopnia dofinansowania; Komputera brak, a uczenie się na pamięć co chwila zmienianych wpisów uważam za pozbawione sensu, tak jak uczenie się na pamięć np. książki telefonicznej. Pan uważa inaczej i tu się różnimy. Argument, że każdego lekarza dot. jedynie część tej listy uważam za głęboko nietrafny.
    Mnie się podoba wpisywanie dofinansowania w aptece, Panu nie i tu też się różnimy.
    Mnie się podoba metoda opisana przez. p. Verę stosowana w Holandii i tu też się różnimy.

    Ale przynajmniej różnimy się ładnie 🙂

  23. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

  24. Świetnie , że Pani tak mocno napisała. Należało się oszołomom.
    Gnoje z nich zwykłe i tyle.
    PS. Chodzi mi o gnojów dziennikarskich prawicowych. Bo wyborców prawicy szkoda. Tak ich ogłupiają.

  25. Ten Pani tekst powinien w ramce otrzymac red. Grzegorz Miecugow, bo dwa dni temu w Szkle kontaktowym powtarzał z uporem maniaka, że dzięki decyzjom min. Arłukowicza chorzy ludzie ustawiają się w aptekach w niekończacych się kolejkach przerażeni swą przyszłościa (podpierał sie także cukrzykami w swojej rodzinie). W Poznaniu, na Winogradach apteki były puste, w Gorzowie (wiadomość od aptekarki) także. Pozdrawiam i dziękuję za całośc artykułu

  26. Czytam, słucham, oglądam Panią od ponad Dwudziestu lat i w mojej ocenie jest Pani Jedną z najbardziej rzetelnych dziennikarzy.
    Merytoryczne pytania, ciekawi goście, trudne tematy, obiektywizm, całkowita odporność na populizm wszystko to sprawia, że z największą przyjemnością sięgam po Politykę albo telewizor przełączam na Superstację na Pani program.
    W nowym roku życzę zdrowia i w dalszym ciągu robienia tego co dotychczas.

  27. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku 2012 !!!!

  28. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku życzę Pani Redaktor i blogowiczom! DO SIEGO ROKU!
    Nie piszę, ale zawsze staram się być na bieżąco w komentarzach.
    Stałą czytelniczka tego bloga 🙂

  29. m^2
    proszę nie dawać całkowitej wiary, że lekarze muszą znać na pamięć te 3,5 tys. pozycji leków na liście. Nie muszą, nie znają i nikt od nich tego nie wymaga. Natomiast zaryzykuję twierdzenie, że na pamięć znają tych kilkanaście lub 20 – 30 pozycji leków refundowanych ze swojej specjalności, które znajdują się na liście, z poziomami refundacji i odpłatnosci włącznie. Zgoda, – jak lekarz nie ma pewności czy jakiś lek jest na liście i jak jest refundowany ( bywa tak czasami w przypadku zmiany leku lub gdy lek ordynowany jest pierwszy raz) – wtedy sprawdza. Przy wprowadzaniu nowej listy ( jak obecnie) także.
    Ale przecież i dotychczas lista była zmieniana 2 -3 razy w roku i lekarze – dopóki się nie nauczyli „swojego” musieli do niej zaglądać. Np. ta, której ważność dzisiaj się kończy obowiązuje od 16 listopada. Awantur o konieczność uczenia się jej na pamieć jakoś nie było.
    Pociągnijmy nasz „eksperyment”: Pan jako „lekarz” nie ma pewności czy lek jest na liście i jak jest refundowany… Z pewnością ma Pan w domu jakiś słownik lub encyklopedię, – proszę wymyslić jakieś hasło/słowo i odnaleźć je w słowniku/encyklopedi. Ile czasu to Panu zajęlo ? I proszę ten czas dołożyć do czasu jaki Pan poświęcił na wypisanie „naszej” recepty. Tyle samo czasu zajmie lekarzowi ewentualne sprawdzenie na liscie.
    Chodzę do lekarzy przeciętnie raz w miesiącu ( 7 specjalistów + lekarz pierwszego kontaktu )- z konieczności, nie dlatego, że mi się nudzi. Do wykazu leków moi lekarze zaglądali tylko gdy prosiłem o zmianę leku, np. na tańszy a i to nie zawsze.
    Dalej: o ile się orientuję to pod rządami nowej ustawy lekarze wcale nie mają obowiązku zaznaczania poziomu refundacji. Jak tego nie zaznaczą – zrobi to aptekarz.
    A nawet jeśli taki obowiązek mają to sprawdzenie poziomu odpłatności przy sprawdzaniu czy lek jest na liscie i wpisanie na recepcie np. 30 %, 50 ? lub ryczałt albo B ( bezpłatny) – to nie tragedia.
    PSMnie też podobałoby sie rozwiązanie holenderskie. Nawet bardzo.
    Tylko na to nas póki co nie stać.
    Jak sie nie ma co się lubi to sie lubi co się ma. Byle tylko to co się ma było zjadliwe i strawne. Dla wszystkich.
    Życzenia ponawiam.

  30. Droga Pani Janino, jest Pani osoba znana mi od wielu,wielu lat. Od zawsze jeste czytelniczka Polityki, praktycznie od zawsze mimo ze z trudnosciami wiernie ogladam z Kanady Pani wywiady no i oczywiscie Puszke Paradowskiej. Ostatnio przeczytalam z wielkim zainteresowniem Pani ksiazke i zdumiala mnie Pani skromnosc. Ksiazke tez zamowilam w tutejszej polskiej ksiegarni.

    Zycze wszystkiego najlepsze w Nowym Roku, a prywatnie mam mala pros be o duuuuuuze Pani analizy w Polityce

  31. Pani Redaktor,
    Dziękuję za głos rozsądku.Awantura o listę do złudzenia przypomina mi tą o OFE a głos Premiera przyjęłam z satysfakcją i ulgą. Obrońców lekarzy zapytam czy naprawdę nie zetknęli się z masowym przepisywaniem dowolnych leków znajomym? Przecież w tej ustawie chodzi tylko o to aby drogie,refundowane leki otrzymywali tylko ci którzy je potrzebują; dlaczego np. środki przeciwbólowe dla chorych na raka mogli za grosze kupować wszyscy?Poza tym może wreszcie znikną domowe apteki i tony przetrzymywanych medykamentów. Oczywiście trzeba wreszcie wprowadzić centralny rejestr usług ale jakoś grupą która najmniej za nim lobbuje są właśnie lekarze. Przyczyna jest oczywista,taki rejestr ogranicza możliwość przekrętów. Żadna reforma służby zdrowia się nie uda jeśli cały czas będziemy traktować wszystkich lekarzy jak „święte krowy” a obronę każdego szpitala jak niepodległości.
    Podam znany mi przykład szpitala w Zgierzu pod Łodzią gdzie przez pewien czas mieszkałam.Wspomniany szpital jest jednym z najbardziej zadłużonych w Polsce i przyznam że kiedy przeczytałam tą informację w prasie wcale się nie zdziwiłam ale jeśli się z niego robi główne miejsce zatrudnienia w mieście to trudno się dziwić. Praktycznie nie ma w Zgierzu rodziny,która by nie znała kogoś tam pracującego. Taka znajomość jest bardzo cenna o czym przez przypadek się osobiście przekonałam. Wieczorem bardzo mocno skaleczyłam palec; z braku czasu na pogotowie nie pojechałam i tylko owinęłam tym czym dysponowałam w domu. Następnego dnia przed planowaną wizytą w aptece wjechałam do kontrahenta,którego żona oczywiście w tym szpitalu pracowała. Pani widząc mój palec bez słowa z domowej apteczki przyniosła mi torbę medykamentów od antybiotyków po środki opatrunkowe. Dla mnie to był szok i jeszcze jeden przykład tłumaczący stan finansowy wspomnianego szpitala. Jeśli ta pani mnie osobie obcej, daje darmową torbę leków to ile jest wyprowadzanych do rodzin i „znajomych królika”?Dla mnie było oczywiste że w ten sposób wyprowadza się wszystko,np.środki czystości także w domach się przydają. Dlatego murem stoję za min.Kopacz,która twierdzi że to samorządy muszą wreszcie poczuć na własnej skórze koszty utrzymywania na stanowiskach niekompetentnych dyrektorów,dbających nie o pacjentów a o miejsca pracy dla znajomych i o swoje wygodne synekury.O swojej wieczornej wizycie z mocno uszkodzoną nogą przez litość dla tego szpitala nie będę wspominać.
    Wspomniany szpital przypomina mi przybytek z najgłębszych lat PRL-u i kompletnie nie pojmuję po co istnieje jeśli zaraz „za miedzą” w Łodzi szpitali naprawdę nie brakuje. Ale może jeśli miasto Zgierz wreszcie będzie musiało zacząć oddawać te 100 mln. długu to ten nikomu poza pracownikami niepotrzebny moloch wreszcie zostanie odchudzony.Na takie właśnie miejsca dajemy nasze składki.

    Oczywiście błędy w ustawie i w czasie jej wdrażania mogą się zdarzyć ale wszystkim krytykom i malkontentom podam przykład podejścia do wszelkich zmian Wrocławian,które może jest właśnie źródłem sukcesu tego miasta. „Nie myli się tylko ten kto nie próbuje” i jeśli jakaś reforma w pierwszym podejściu urzędnikom nie wychodzi najlepiej, to ich od razu nie dymisjonują tylko dopingują do dalszych prób.

  32. Pani Janino, grubo ponad stu lat w pełnym zdrowiu psychicznym i fizycznym!Co do lekarzy mam podobne odczucia ale jedna szpila we mnie tkwi. Otóż jeden z moich krewnych jako radiolog od lat pracuje w Europie Zachodniej (mieszka tu, pracuje tam). Ponieważ ta praca nie zabiera mu za dużo czasu postanowił wspomóc ojczyznę i zatrudnił się dodatkowo w polskim szpitalu (porównując zarobki właściwie jako wolontariusz). I do tej pory nie może wyjść z szoku, że połowę czasu pracy zajmuje mu biurokracja (wypisywanie, opisywanie, przepisywanie, zapisywanie, podpisywanie). Na moje nieśmiałe tłumaczenia, że to ważne dokumenty wyjaśnił mi dobrotliwie, że on jest wysokokwalifikowanym specjalistą i każde szanujące się państwo dba o właściwe wykorzystanie jego czasu pracy. Marnowanie tego czasu na coś, co może wykonywać przyuczona niewykwalifikowana jest po prostu wyrzucaniem pieniędzy w błoto.
    Jak to sobie uświadomiłem to inaczej spojrzałem na swoją panią doktor, kobietę o stalowych nerwach, która utrzymuje mnie od kilkunastu lat przy życiu wypisując co miesiąc cztery recepty (teraz będzie ich więcej bo jakiś ćwierćgłówek wpadł na pomysł, że nie może być więcej niż trzy leki na recepcie). Więc co miesiąc wpisuje pracowicie cztery razy moje imię i nazwisko, adres, pesel i te nieszczęsne lekarstwa. Jak jej starczy czasu, to mnie zbada (oczywiście bada zawsze, gdy powiem, że coś ze mną nie tak).
    A dzisiaj w Wyborczej przeczytałem, że mam mieć odcinek renty, że niby jestem ubezpieczony. Wynika z tego, że osobnik, który takie zarządzenie wydał jest cofnięty w rozwoju o ładnych kilka lat, bo ZUS juz od dawna takich odcinkow nie przysyła.
    Pani dziennikarko, czy to nie Orwell? To ja mam nosić zaświadczenia, odcinki, pesele żeby jakiemuś *** łatwiej mnie było skontrolować? I przy okazji skontrolować moją lekarkę czy się aby nie pomyliła. I mieć na nią haka jak zacznie zadawać niewygodne pytania.
    Na przykład takie ilu wysokiej klasy specjalistów pracuje w Ministerstwie Zdrowia. A jak odchodzą, to kto ich zastępuje i ile ma lat doświadczeń (od razu radzę raczej pytać o miesiące, nie o lata)? Kto, jakie i za ile sporządza analizy skutków ich radosnej twórczości, którą trzeba w ostatniej chwili poprawiać i uzupełniać? Może by Polityka zrobiła prosty test kto z nich jeszcze pamięta jak brzmi przysięga Hipokratesa bo sądząc po akcji informacyjnej Ministerstwa to nie jest jedyna rzecz o której zapomnieli.
    Ustrój nazywany socjalistycznym skończył się głównie dlatego, że okazało się, że nie można ręcznie sterować państwem, określać kto, ile gaci może kupić, ile lekarstw można wypisać na recepcie, żądać aby inteligent musiał wykonywać pracę robotnika wykwalifikowanego czyli przewodniej siły.

    Acha, leczę sie prywatnie, bo w mojej przychodni lekarze muszą dodatkowo wypełnić jeszcze dwa formularze a mi nie wolno się denerwować.

  33. Mogła pani Redaktor wybrać sie jeszcze nad polskie morze, tam tłoku również by nie było.
    Powiem więcej. Jak benzyna i ropa przekroczy granicę 6 złotych, Zakopianka będzie w sezonie pusta, nawet wtedy kiedy będzie śnieg, bo dziś jest go tyle co kot napłakał.
    Jeśli chciała pani Redaktor tym wpisem pochwalić rząd, bo wszystko to czego Pani „dotknęła” w swoim blogu działa jak należy, to trudno nie przyznać Pani racji.
    A gdyby Pani chciała coś dobrego napisać o towarach w sklepach (po podwyżkach) może zawsze Pani napisać, że u nas i tak taniej niż np. w Niemczech czy w W Brytanii i Polacy nie mają prawa narzekać.
    I jeszcze jedno. Proszę jeszcze poradzić polskim kierowcom jadącym do pracy, stojącym często w korkach (bałagan budowlany), aby wyjeżdżali z domów około północy, bo wtedy nie ma ruchu na drogach.
    Odnośnie lekarzy. To, że błędnie wypisują recepty, to fakt znany od lat.
    Tyle tylko, ze gdyby nie było reformowania, reformy, reformy, to nie byłoby tego bałaganu a lekarz zamiast uczyć się nowych wymysłów politycznej klasy próżniaczej, zająłby się pacjentem.

  34. W pełni zgadzam się z Lex – em, jestem częstą pacjentką lekarzy różnych, jedni się grzebią, pytają o to samo po kilka razy, piszą i piszą, inni zaś szanują swój i pacjenta czas, i zebranie wywiadu, opisanie , diagnoza i wypisanie recepty zajmuje im niewiele czasu. Mają jeszcze czas na rozmowę. Ci, którzy piszą niezbyt wyraźnie, używają drukarek. I nie narzekają.

  35. @Sławek

    A czy tam gdzie pracuje Twój znajomy lekarz może on wypisywać dowolną ilość zwolnień i recept na leki refundowane? Centralny rejestr usług medycznych ukróci zbędną papierologię ale czy polscy lekarze naprawdę tego chcą?

  36. Panie Sławku,
    emeryci i rencisci mają legitymacje ZUS. Wg. zapewnień – wystarczy jeżeli okaże ja Pan 1 raz – w kartotece pana przychodni poczynią odpowiednią adnotację (jeśli dotad tego nie zrobili ) i … wszystko.
    Ja otrzymuje emeryturę przez pocztę. Z odcinkiem emerytury.
    Jeśli sie nie mylę to odcinków emerytur/rent nie dostają ci, których świadczenia wpłacane są na konta bankowe.
    Wtedy legitymacja ZUS powinna wystarczyć.

  37. Do m^2
    Co to znaczy, że lekarz nie ma dostępu do komputera, z listą refundowanych leków.
    Ja biedny emeryt nie mam z tym żadnych kłopotów.
    Ludzie nad kim tak się litujecie/

  38. Droga Pani Gospodyni!
    Ten wpis to nie wyraz uznania, lecz wręcz mojego osobistego uwielbienia, wynikającego wszak wyłącznie z lektury Pani tekstów.
    Nie rozpisując się w uzasadnieniach, których i tak, kto nie czytał, nie zrozumie, życzę Pani Wiele Szczęścia i Zdrowia w Nowym Roku!
    A sobie, z pobudek skrajnie egoistycznych, dalszych lektur takich, jak choćby ta, którą właśnie ukończyłem.

  39. Drogi Panie Lex,

    jeśli twierdzi Pan, że lekarz na ogół musi znać 20-30 leków ze swojej specjalności, to chyba Pana informatorem był lekarz z NIEZWYKLE WĄSKIEJ SPECJALNOŚCI

    zazwyczaj chorzy proszą lekarza przy okazji wizyty o zapisanie WSZYSTKICH leków, jakie biorą, w tym zleconych przez całe chmary innych SPECJALISTÓW
    skutkuje to wypisywaniem 5-7 recept podczas wizyty, mimo że ode mnie powinien dostać np. jedną, na 2 lub 3 leki kontrolowane przeze mnie (jako specjalistę)
    dodam, że cały nagłówek pisany jest ręcznie, nazwy leków pisane są ręcznie, bo trudnością nie do przezwyciężenia jest od lat wprowadzenie systemu komputerowego w moim szpitalu, skądinąd specjalistycznym i niezadłużonym.
    prawo pacjenta do ubezpieczenia sprawdza pani w rejestracji, ale jak ona źle sprawdzi (a ja nie wybieram sobie pani w rejestracji i akurat chętnie bym ją wymienił na kogoś bardziej kompetentnego), lub jeżeli komuś pracodawca nie przelał pieniędzy na ZUS, czego na żadnym dokumencie nie wyczyta rzeczona pani w rejestracji , wtedy LEKARZ MA ZAPŁACIĆ CENĘ LEKU – w moim przypadku kilka tysięcy złotych za pacjenta, ponieważ wypisuję leki stosowane w transplantologii.

    wydaje mi się, że prawie nikt spoza środowiska lekarskiego NIE JEST W STANIE POJĄĆ, o co nam idzie. a to dlatego, że jakby choćby prawnikowi, stolarzowi czy komukolwiek innemu kazano pracować w takich warunkach i za takie pieniądze (mówię o pensji podstawowej, a nie o dyżurach), toby się wypisał szybciuteńko. obecnie zarabiam 1860 PLN brutto, a jestem lekarzem z 18-letnim stażem i czterema specjalizacjami

    pozdrowienia

  40. Vera pisze, godz. 19:31.-
    Czy Vera chciałaby/chciałby pigułeczki z torebeczki, ja jednak wolę oryginalne opakowania. Chyba Vera była już w czasie „postowania” po sylwestrowych szampanach.
    Dziękuje mocno Pani Janinie za nowy materiał do dyskusji.
    Gospodyni i wszystkim blogowiczom wszystkiego , co najlepsze w nadchodzącym roku. Pozdrawiam

  41. w uzupełnieniu komentarz do dalszej części Pana niezorientowania w temacie:

    nie stanowi żadnego kłopotu weryfikacja uprawnień emeryta czy rencisty – oni mają uprawnienia STAŁE
    problemem są wszyscy inni pacjenci, a tych w naszym kraju mimo wszystko jest dość sporo :o))

    żadna legitymacja ZUS ani IPN nie wystarczy, albowiem w kontroli chodzi o to, czy pacjent był ubezpieczony W DNIU I CHWILI WYPISYWANIA RECEPTY
    jeśli nie miał wówczas opłaconej składki, a zdarza się to przecież wielu firmom, w tym państwowym – płacą np. ze sporym opóznieniem – wówczas LEKARZ WYPISAŁ RECEPTĘ CHOREMU NIEUPRAWNIONEMU – i ma za nią zapłacić karę

    naprawdę warto się zorientować w faktach, a nie prószyć w oczy trelami morelami „bo mnie się wydaje, że to jest tak”

    co do Tuska – na którego zresztą głosowałem – powiela model Pana marszałka Dorna z kamaszami, a dlaczego – ponieważ w naszym kochanym kraju wszyscy są przekonani, że służba zdrowia działa najgorzej na świecie. dlaczego – bo nigdy nie byli gdzie indziej

  42. „(…) no cóż panie doktorki i panowie doktorzy przepisów nie czytają, recepty piszą byle jak.”
    „W aptece dostałam więc ściągę jak poprawnie powinna być wypisana recepta i teraz już jestem odpowiednio wyposażona przed kolejną wizytą. ”
    Janina Paradowska

    Szanowna Pani Redaktor,
    Żeby nie tylko Pani posiadała te słodką tajemnicę, jak to się te recepty wypisuje, pozwalam sobie poniżej wkleić link do owej informacji. Polecam poniższe również innym czytelnikom blogu. Stanie się wtedy zrozumiałe dlaczego Pan Lex wie lepiej niż lekarze, jak te recepty szybko wypisywać.

    http://www.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=q491&ms=383&ml=pl&mi=383&mx=0&mt=&my=419&ma=08557

    W Nowym Roku pozwolę sobie życzyć wszystkim zdrowia.

  43. Katarzynko!
    On to ma w nosie. On jest od leczenia ludzi. Od kontroli biurokratycznych są inne organy i żadnemu z nich we łbie nie zaświta, że mogłyby swoją ciężką i odpowiedzialna pracę przerzucić na cudze barki.
    I jeszcze jedno droga Katarzyno. Żeby można było kontrolować, trzeba te recepty wklepywać do komputera (chyba, że ktoś wynajdzie skaner mogący przeczytać pismo lekarza lub, co pewniejsze, wyda zarządzenie, że recepty mają być wypełniane pismem technicznym zwykłym). Czy wyobrażasz sobie ilu ludzi trzeba by zatrudnić do ręcznego wklepywania i ile błędów oni narobią? Tak więc, jeszcze przez długie lata, organ kontrolujący będzie mógł jedynie szybko stwierdzić ile kilogramów recept wypisał dany lekarz (bo tylko dane lekarza da się zeskanować z recepty) i to pod warunkiem, że recepty będą układane na osobnych kupkach dla każdego lekarza.
    Mam przeczucie, że tu nie chodzi o ułatwienia dla pacjentów, lekarzy tylko o możliwość szybkiego znalezienia haka na człowieka.
    O, już jest 2012. Wszystkiego najlepszego!

  44. Lexie z 31 grudnia o godz. 22:54
    Piszesz „Wtedy legitymacja ZUS powinna wystarczyć.”

    Czyli i Ty wnioskujesz z nieprecyzyjnego przepisu, że na zdrowy rozsądek legitymacja powinna wystarczyć. Tak mocno siedzimy w tym układzie, że nie widzimy jego draństwa. To nie ja mam myśleć ile zaświadczeń, legitymacji mam ze sobą nosić. To urzędnicy powinni tak formułować przepisy, żeby ludzie chorzy, starsi nie musieli się zastanawiać jak powinno być. I niech wydawają przepisy dopiero wtedy, gdy są absolutnie pewni, że wszyscy zrozumieli o co tam chodzi. I te listy leków niech wcześniej opublikują w formie drukowanej i w zębach zanoszą do każdego gabinetu lekarskiego (zafoliowane, żeby nie obślinić). A nie udostepnione do ściągnięcia w formie arkuszy Excela tak sformatowanych, że mogą być wydrukowane jedynie na wielkoformatowych drukarkach. Jestem informatykiem ale musiałem się ostro nakombinować jak wydrukować informacje o interesujących mnie lekach.
    Może Tobie uda się wejść na stronę Ministerstwa Zdrowia i ściągnąć te pliki http://www.mz.gov.pl/ A ja w poniedziałem muszę iść do lekarza po nowe recepty.

  45. Do siego Roku Pani Janinie i Wszystkim Blogowiczom.
    A przede wszystkim, to żeby nie były Wam potrzebne żadne lekarstwa, nawet refundowane.
    Z całego serca
    życzy
    klara2010

  46. @ Margit i Vera,
    W Kanadzie lekarze wypisują recepty, ale w szczególnych przypadkach, mogą zadzwonić do apteki i po podaniu swojego kodu… działa to jak recepta. Druga sprawa, to lekarstwa dostaje się w pojemnikach standardowych. Aptekarz (tak jak to pisze Vera) odlicza ilość specyfików przepisaną przez lekarza, wkłada do słoiczka/pudełeczka, przykleja naklejkę z informacją co to jest, z jakiej apteki i przez kogo przepisane. Jeżeli lek wydany pacjentowi pierwszy raz, to dołączona jest ulotka na jego temat, ale taką ulotkę można dostać również później, jeżeli się chce. Faktycznie są na tym oszczędności i system działa znakomicie.
    Pozdrawiam

  47. Jeśli nie wiadomo o co lekarzom chodzi to chodzi jak zwykle o pieniądze.
    Bo wreszcie ktoś się wziął o ukrócenie wzajemnej adoracji między lekarzami a przedstawicielami firm farmaceutycznych którzy tak chętnie odwiedzają naszych lekarzy w ich gabinetach.
    Właśnie po jednej z takich wizyt moja pani doktor zapisała mi takie leki że byłem zmuszony odejść od okienka z kwitkiem bo po prostu nie miałem na lek pieniędzy.
    Tylko dzięki litościwej pani magister w aptece dostałem ten sam lek ale z innej firmy który kosztował o 50% taniej niż ten przepisany przez panią doktor.
    Przy następnej wizycie poprosiłem o przepisanie mi tego tańszego leku który sprzedała mi pani magister no i usłyszałem od pani doktor że będę chyba zmuszony leczyć się w aptece u pani magister zamiast u pani doktor.
    Myślałem że mnie szlag trafi powstrzymałem się od komentarza tylko dlatego że mógłbym sobie zaszkodzić jeszcze bardziej

  48. Kochana Pani Redaktor,
    Pisze Pani, że lekarz nie napisał literki P na recepcie. To jest niewątpliwie bolesne dla pacjenta, czy jego kieszeni, ale właśnie tu jest ten cały bezsens. Lekarz nie powinien się tym zajmować, tylko apteka. Dobrze by było, gdyby się orientował, które leki są refundowane i pytał pacjenta, czy jest w stanie zapłacić w przypadku jakichś szczególnych specyfików.
    Pisałam już o tym poprzednio jak to zorganizować, żeby wszyscy byli zadowoleni. Tą ?ąmerykę? już odkryto, nie rozumiem dlaczego nie sięga się po doświadczenia innych, już wypróbowane i znakomicie funkcjonujące.
    W Kanadzie to jest proste jak drut. Każdy ma kartę ubezpieczeniową (wgląda ona jak polski dowód osobisty). Jak ktoś idzie do lekarza, to ją okazuje w recepcji i stąd wiadomo, czy będzie płacił za wizytę, czy ubezpieczalnia. Podobnie ze szpitalem. To jest sprawa, którą się zajmuje recepcja, nie lekarz.
    W aptece pokazuje się tę samą kartę i aptekarz na jej podstawie wie które leki ubezpieczalnia pokrywa i w jakim stopniu. Ludzie mają różne ubezpieczenia, większość podstawowe, ale część rozszerzone i to w różnym stopniu. Aptekarz wrzucając kod do komputera natychmiast wie wszystko. W przypadku leków z recepty nie refundowanych można poprosić o zastępstwo ich takimi, które są pokrywane, albo tańsze. W przypadku wątpliwości aptekarz dzwoni do lekarza po akceptację.
    Tak jak powiedziałam. Proste jak drut. Ani lekarz, ani pacjent nie martwi się żadnymi literkami. Wszystko jest zakodowane w dowodzie z ubezpieczalni. Po co tworzyć komplikacje? Nowe stanowiska sprawdzaczy? Stresy dla wszystkich zainteresowanych i dalej istnieje szansa, że ktoś zapomni wstawić taką literkę P. Nie rozumiem tego..
    Pozdrawiam serdecznie

  49. Droga Pani Redaktor,
    Jeszcze jedna uwaga.
    Kocham Pani rzeczowość i optymizm. Po każdej lekturze Pani artykułu czuję się lepiej i mam wszystko „poukładane” jak trzeba.
    Złośliwe komentarze i brzydkie plotki spotykają zazwyczaj osoby wyjątkowe. Przeważnie wypływają z pustej zazdrości, żeby nie powiedzieć zawiści. Pani pozycja i popularność jest niezachwiana, to jednak niektórym może żle działać na wątrobę i stąd ta żółć. Wiem, że to łatwo powiedzieć, ale naprawdę proszę się nie przejmować tym zawistnym oszołomstwem.
    Zawsze oddana wielbicielka
    klara 2010

    Ps. Pełna zgoda odnośnie nowomody typu: marszłkinie, itp..

  50. Drogi Antoniusie,
    Głowiłam się nad Twoim rebusem, ale nie wymyśliłam niczego sensownego. Proszę zaspokój moją ciekawość, a sądzę, że i innych. Może nawet część osób nie pojawia się, bo czują się nieswojo przyznać do porażki.
    Serdeczne pozdrowienia i najlepsze życzenia na 2012

  51. Wszystko sie zgadza z wyjatkiem wladz Warszawy gdzie Prezydent HGW juz czwarty raz z rzedu urzadza Warszawiakom Sylwester na Placu Konstytucji co wywoluje chaos komuni8kacyjny przez 2 tygodnie w Centrum warszawy. Nawet Metra jest zablokowane. To HORROR zeby Prezydent miasta sezorganizowal komunkaje mieszkancom. Nie mowie juz o tam mieszkajacych przeklinajacych te NOC.Juz nigdy HGW nie zostanie Prezydentem warszawy.

  52. Życzę Pani wszystkiego najlepszego w Nowym Roku !
    Jeszcze jeden szczegół do dyskusji ze strony farmaceutów:
    http://www.katowice.oia.pl/wpisy-act-more-id-4163.html

  53. Z Nowym 2012 Rokiem wszystkiego najlepszego przede wszystkim GOSPODYNI, ale tez wszystkim odwiedzającym ten blog!
    Ale ad rem.
    Zarzuca Pani innym – też w niedawnym czasie reżimowym – dziennikarzom, że obdarzyli ją takim epitetem.
    A przecież swoje poglądy wyraża Pani jasno, a często dosadnie, na łamach gazet a także w audycjach rtv.
    Nie zaprzeczy przecież Pani, że wielką sympatią obdarza – jak zresztą całe grono dziennikarzy „Polityki” – miłościwie nam panujących i wybacza im dość łatwo błędy które popełniają.
    Nie zaprzeczy Pani również, że empatii tej brakuje w ocenie całej – chyba – opozycji.
    W sporze o ocenę konfliktu o systemie lekarsko – aptekarskim nie stoję po żadnej stronie.
    Wiem jedynie jedno, wiem że decydenci nie podjęli w krytycznym czasie żadnych działań, aby wyjaśnić maluczkim sens i konieczność zmian dokonywanych (mimo przeforsowanej już w kwietniu 2011 r. z głosem przeciwnym obecnego ministra ustawy regulującej te sprawy) kilka dni przed terminem wejścia ich w życie.
    Gorzej, listę refundowanych leków – jakże istotną dla ogromnej liczby chorych ludzi i z jakże ważkimi brakami – ogłasza się w piątek po południu co świadczy o tym że próbowano na niej przemycić jakieś dla pacjentów niepomyślne działania.
    Karygodnym zaś było podanie w mediach, że cała grupa nowoczesnych i długodziałających leków na cukrzycę ma niazbadane działanie przy czym pan minister-doktor oświadczył, że są one podejrzane o wywoływanie raka i dlatego nie ma ich na wspomnianej liście.
    Jednocześnie całe to gremium dopuszcza wspomniane leki do obrotu tyle, że za pełną odpłatnością.
    Wracając do głównego nurtu…
    Mam wielkie uznanie dla tych, nie reżimowych, dziennikarzy dzięki którym rząd się ugiął i wpisał na listę podstawowe w niektórych chorobach leki.
    I m.in. za to im w Nowym Roku życzę wszystkiego najlepszego.

  54. Oczywiście „niereżimowych”.

  55. Lexie i Katarzyno !
    Miło sie czyta kiedy rzeczowe argumenty padaja .
    Zarówno m^2 jak i Vera jeśli przeczytają Wasze komentarze ,to nie powtórzą swoich wpisów , bo byłby to ich blamaż. O @lekarzu nie wspominam, bo napisał nieczytelny komentarz .
    @Klaro 2010 ,chyba nawet w Kanadzie nie jest to proste jak drut ?
    w US ,ktore trochę znam od tej strony , nie jest proste jak drut !,chyba że Kanada jest o niebo lepiej zorganizowana w przestrzeni usług medycznych .
    Nie lubie kiedy Vera i Klara 2010 uczepione jak slimaki do 10-tysięczniczka pouczaja , a widzicie jak my płyniemy ,ale nie przyznają ,że jako pasażerki nie miały żadnego udziału budowie tego symbolicznego ich 10- tysiecznika .
    Polska zmienia sie dynamicznie jest lepsza niż komunikuja nam w polskich stacjach radiowych i telewizyjnych .
    Mamy niedobór dziennikarzy a nadmiar pracowników zatrudnionych tzw. mediach .

    ps.
    Od dzięcioleci nie korzystam z usług lekarzy , a epizodycznie w ciągu roku jestem w aptece . Ponieważ aptek jest multum to bym zauważył choć jedna kolejke , a nie było -sztuczny problem .
    Prace nad RUM rozpoczęły się w 2001 -system mial wtedy kosztować ca.1,2 mld PLN .Polskie firmy informatyczne Prokom Software i Computerland ( zagraniczne również ) wspólnie powołaly zespoły i rozpoczęto prace projektowe. KTO ,jakie siły zamordowały ten projekt ,dziś bylibyśmy w lepszej sytuacji , a może nawet całkiem dobrej .
    Kto zamordowal projekt RUM ? straty polskiego budżetu z powodu braku takiego systemu można zapewne liczyć w milardach zlotych ,wiadomo kto skubie, to producenci lekow i urzadzeń medycznych oraz wszyscy zatrudnieni w tzw.służbie zdrowia z lekarzami na czele .

  56. @Waldemar
    A ja jednak powtórzę swoje i się zblamuję. A co mi tam.

    @Esteban Peres
    31 grudnia o godz. 22:59

    Powątpiewa Pan, że lekarz nie ma w pracy dostępu do komputera? To chyba niesłusznie. W czasie mojej wizyty takiego komputera nie widziałem (a szpital jest wielki, wojewódzki i specjalistyczny).
    A zdaniem Pana może ma sobie kupić netbooka czy tableta z dostępem przez GPRS i nosić do pracy? Albo wkuć na pamięć te 20-30 (jak uważa Pan Lex) czy więcej (jak napisał(a) p. lekarz) specyfików? A przede wszystkim po co?

    Oczywiście zawsze można napisać, że każdy lekarz, to łotr i złodziej, bo przecież każdy to wie? I ja też umiem takich wskazać – 30 lat temu miałem operację łąkotki, ponad 15 lat temu mój śp. tata miał operację bajpasów – za które trzeba było wręczyć ważnemu profesorowi słoną łapówkę, bo inaczej nie mógł się dopatrzeć choroby.
    Ale czy z tego faktu wynika, że każdy lekarz tak się nachapał, że teraz go stać i w związku z tym trzeba mu przyłożyć? Tak chciał nasz (nie)rząd – w szczególności jeśli prawdą jest to co napisał @lekarz, że miałby być ukarany dlatego, że firma, w której jest zatrudniony pacjent spóźniła się dzień z płatnościami składki. Ciągle pokutuje u nas to dornowskie pokaż lekarzu co masz w garażu – ważniejsze jest, żeby komuś przyłożyć, niż, żeby załatwić sprawę.
    Jestem skrajnym przeciwnikiem takiego podejścia, dlatego uważam, że wpisywanie tego do decyzji NFZ jest trafne, a poza tym podoba mi się idea ustalania dofinansowania w aptece – i też pani Paradowska nie musiałaby krążyć ze źle wypisaną receptą od Annasza do Kajfasza.

    BTW. Na Sylwestrze dowiedziałem się, że największa (chyba) przychodnia kardiologiczna w Łodzi na Kniaziewicza nie dostała kontraktu, z rehabilitacji w szpitalu w Tuszynku z tego samego powodu wyrzucają ludzi, a wszystko to okazało się za pięć dwunasta.
    Wydaje mi się, że takie działania organizacyjne są nieakceptowalne. Ale nie wzbudzają niczyjego zainteresowania. Może szkoda.

    Ach i jeszcze. Obrońcy koncepcji rządowej twierdzą, że to uniemożliwi nieuczciwym lekarzom wypisywanie drogich leków znajomym. No być może, być może. Ale co stoi na przeszkodzie, żeby tego znajomego, albo jakiegoś tzw. słupa wciągnąć do ewidencji i wskazać (fikcyjnie) jakąkolwiek chorobę, na którą się należą kosztowne leki? A kto to sprawdzi? Minutę zajęło mi wymyślenie metody ominięcia nowych przepisów. A uczciwi … ach przecież zapomniałem, że tacy nie istnieją.

  57. @ Sławek
    Chodzi o to że kontroli nie ma. Ilu znasz lekarzy ukaranych za wypisywanie lewych zwolnień? Dla mnie niepojęte jest że czytam w prasie informację że np. pan X z instytucji Y miał być zwolniony ale poszedł na zwolnienie i teraz trzeba czekać aż „wyzdrowieje”.Gdyby po takim niusie od razu była kontrola a lekarz ponosił konsekwencje to gwarantuję że NFZ zaoszczędziłby miliardy.Inni dziesięć razy by pomyśleli zanim wypisaliby taki asekuracyjny glejt.

    @ Zbyniek
    Twój wpis potwierdza moje spostrzeżenia że do lekarzy podchodzi się podobnie jak do księży.Co innego mówi się przed a co innego za drzwiami.

    @ Waldemar
    W pełni solidaryzuję się z Twoim wpisem. Nie znoszę demagogii a to dlatego że nigdzie nie ma tak aby pacjent miał wszystko od razu i bezpłatnie.Ostatnio przeczytałam w prasie że idealny system jest we Francji bo tam w aptece wykupuje się leki w pełnej odpłatności a potem ubezpieczyciel zwraca należną refundacyjną różnicę. Wyobrażam sobie awanturę jaka miałaby miejsce w Polsce gdyby rząd coś takiego zaproponował.

  58. Podoba mi się to, co Pani napisała. Ten tekst powinny przeczytać osoby niewierzące w Polskę i w normalność.

  59. Głos pacjenta – notorycznego – w sprawie afery z receptami

    Część pierwsza

    Rozgorzał w mediach, w sejmie i na blogach spór między lekarzami, aptekarzami, opozycją i cholera wie kim jeszcze a władzą, reprezentowaną przez ministra zdrowia i prezesa NFZ o kształt i konsekwencje pewnej nowej ustawy.
    Wszyscy dyskutanci wycierali sobie gęby szumnym i niezwykle szlachetnym określeniem „dobro pacjenta”, a jedynie przedstawiciele pacjentów być może byli szczerzy, reszta miała owych pacjentów głęboko w …. tu takie niedomówienie!

    Nie wchodząc na razie w meritum chciałbym przypomnieć,
    że tego typu spór nie jest Polakom obcy. Pisał o nim już pewien obywatel, hodowca drobiu, (szczególnie gęsi), Mikołaj R., bardzo, bardzo dawno temu w dziele pt.
    „Krótka rozprawa między Panem, Wójtem a Plebanem”.
    Nie znałem i nie znam całego dzieła, jedyne co pamiętam, jak biedni chłopi na koniec tej uczonej, kwiecistej rozprawy – głównie intelektualistów – jak podczas przesłuchania Arłukowicza w sejmie – skarżyli się tak:

    „Wójt pana wini, pan księdza, a nam biednym zewsząd nędza”.

    Jeśli coś przekręciłem, wtedy jest to wina mojej, wspaniałej skądinąd polonistki, bo tylko tyle zapamiętałem z lat 40-tych ubiegłego wieku. Wypisz, wymaluj – sytuacja polskiego pacjenta po kilkuset latach od napisania tej mądrej rozprawy. Przypisanie ról wymienionych postaci aktualnym uczestnikom „rozprawy” (farsy) pozostawiam inteligentnym blogowiczom.
    Nadmieniam tylko, że w Rejowskiej rozprawie zabiera głos jeszcze jedna bliżej nie sprecyzowana strona – Rzeczpospolita. Nie bardzo wiem, jaki miała numer w tamtych czasach, a nie chce mi się tak od razu po przebudzeniu w nowym roku, krótko przed końcem świata, zadzierać z drem Google. Prawdziwi patrioci z opozycji ustalą ten fakt bardzo łatwo – wystarczy zapytać prezesa.

  60. Lex,

    zawsze z dużym zainteresowaniem czytałem pana komentarze. Zgadzając się z nimi prawie w 100%. To, co pan napisał o problemie z receptami, podważa moją dotychczasową opinię o panu i pańskiej rzeczowości. Zgadzam się z tym, co napisali Lekarz i m^2.
    Proponuję wybrać się do jednej z przychodni, najlepiej tam, gdzie jest neurolog, poprosić, aby mógł pan obserwować przebieg wizyty i notować sobie, ile czasu lekarzowi zajmuje badanie, a ile wypełnienie całej obowiązującej lekarza dokumentacji.
    Powodzenia.

    PS. Jako prawnika powinno budzić pański sprzeciw karanie kogoś, za coś, na co nie ma żadnego wpływu. Przykład: rejestracja w przychodni wyśle do lekarza pacjenta, który nie ma aktualnego ubezpieczenia. Lekarz wypisze lek, który pełnopłatny kosztuje parę tysięcy zł (są takie) i tę receptę „wyłapie” NFZ.
    Patrz paragraf 48 ustawy.
    Co pan na to?

  61. KLaro!
    Nie mogę zbyt dokładnie wyjaśnić rebusu, bo możnaby mnie oskarżyć o molestowanie seksualne (werbalno-psychiczne). Spróbuję jednak dać wskazówki: 1) 3 – to trzy (dwa razy), 2) rzymska piątka mogłaby oznaczyć miesiąc maj, 3) 100 to po prostu sto! O! teraz podejrzewam, że może popełniłem błąd i zapomniałem napisać drugą trójkę przed liczbą 100? Jeśli tak to ją wpisz, bo nie wiem, gdzie dałem ten rebus. 4) Liczba 3.14….(te kropki są ważne) – to ta brakująca litera grecka, reszta jest już łatwa.

  62. Katarzyno@ w pełni się z Tobą zgadzam ale co ma zrobić starszy człowiek taki jak ja którego zawsze zmuszano do strachu przed tymi dwoma zawodami.
    Od księdza się odwróciłem i od lat nie mam z tymi panami nic do czynienia ale od lekarza jest człowiekowi w moim wieku nie do pomyślenia aby się odwrócić.
    Wiem powiesz że przecież można go zmienić tak można ale w dużych miastach i to jest wątpliwe ponieważ pacjent tak jak chłop pańszczyżniany jest przypisany do swego lekarza. I każdy lekarz ma tych że chłopów pańszczyżnianych pod dostatkiem a skoro nie stać mnie na drogie leki to i nie stać mnie na wizyty w prywatnych gabinetach.

  63. I trwa sielanka na dworcu w Kansas City.

  64. Torlin, 10.13. Ja wierzę w Polskę co najmniej tak jak Ty. Także w kościół powszechny i jego majątek. Marzę także o sukcesie podobnym do tego faceta z Orlenu. http://studioopinii.pl/artykul/5041-do-ministra-skarbu. Ale w tej Twojej Polsce jest 2 miliony nędzarzy około 500 na miesiąc, ileś milionów za 1500 brutto, różnych śmieciowych, samo zatrudnionych, emigrantów za chlebem i bezrobotnych i absolwentów bez roboty. Redaktor o tym zapomniała, gdyż jej nie po drodze.

  65. Torlin, Jeszcze mały dodatek do Twojej miłości.
    http://www.krakow.oaza.pl/foto/albums/userpics/31.jpg

  66. @ Zbyniek

    Rozumiem Twój dylemat ale może wystarczy trochę odwagi i stanowczości w dyskusji.To Ty jesteś klientem i zastanów się czy nie warto wykonać trochę wysiłku i nie zmienić lekarza dla którego będziesz podmiotem. Nikt przecież nie twierdzi że wszyscy są cynikami pracującymi tylko dla kasy.

  67. Jak Pani wyjdzie z peronu w Krakowie w Kierunku Parku Strzeleckiego, znajdzie tam Pani swoich bukinistów (przyjnajmniej rok temu jeszcze byli!)
    A poza tym dalej dobrej (jak dotąd) formy i w TOKFM i Superstacji i „Polityce” i zdrowia w Nowym Roku!

  68. Wszystkim blogowiczom, którzy nie odróżniają prawa od źle wprowadzonego prawa

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10896514,RPO_krytykuje_ministerstwo_zdrowia___Prawo_nie_moze.html

  69. Nieuczciwi (rzeczywiści i potencjalni) płatnicy składek ubezpieczeniowych, nieuczciwi (rzeczywiści i urojeni) chorzy, nieuczciwi lekarze (z niedbałości, z wyższej konieczności, z litości, z pazerności) oraz nieuczciwi aptekarze (z sitwy i z nieuczciwej konkurencji) i nieuczciwi komentatorzy (z głupa wyrżnięci).

    Ogromna część przepisanych leków ląduje na śmietniku, wiele recept nie jest wykupywanych z biedy, wiele recept jest wypisywanych na leki współpracującego wytwórcy, wiele recept jest wypisywanych dla osób nieuprawnionych.

    I kto jest winien? Chory system finansowania ubezpieczeń. Chory podział między lekarzy wpływów za leczenie, chora moralność chorych oraz chorzy komentatorzy tej sytuacji. USA jawi mi się jako kraj w którym obywatel legitymuje się prawem jazdy i dowodem ubezpieczenia. Polska jawi mi się jako kraj ludzi legitymujących się honorem. Oraz przekonaniem, że Barabasz i Rumcajs są niewinni, a za nasze choroby jest odpowiedzialne państwo.

    Szwagier oglądał w telewizji około 30 razy film w którym pada cytat z nienapisanego, ale obowiązującego fragmentu polskiej konstytucji:
    „Sądy sądami, a sprawiedliwość ma być po naszej stronie.” Taki ma gust. A dla rzesz jest to film instruktażowy, Większość naszych obywateli nie spełnia poniższej definicji:

    Dziecko, to ktoś, za kogo odpowiedzialny jest ktoś inny.
    Młodzieniec to ktoś, kto odpowiada za siebie.
    Dorosły to ktoś, kto odpowiada za siebie i za innych.

    I większość dyskutantów powyżej nie mieści się w żadnej z tych trzech pozycji. Od lat, gdy czegoś w kraju brakuje, to szuka się kozła ofiarnego. A szczelnego systemu finansowania i rozliczania kosztów leczenia jak nie ma, tak nie ma. Koniokrady to zwierzęta wymarłe nie dlatego, że je porozwieszano na gałęziach. One stały się gatunkiem skazanym na wymarcie przez upór Pinkertona.

    Odpust jest dobry na przygodę z cudzą kobietą lub cudzym męzczyzną. Leczenie chorób wenerycznych jest dla chorych bezpłatne. A uwielbienie dla mądrali typu Janusza Korwina-Mikkego głoszących, że grypa jest sama sobie winna, powinno być karane tuzinem lat pracy w kamieniołomach.

    A przecież dobrze by bylo wrócić do perełek myśli przodków, choćby takiej jak Melchiora Wańkowicza: „Dla szwoleżera pannę w tańcu przycisnąć obowiązek. W mordę dostać przywilej.”

    Po publicznym dyskursie dochodzę do wniosku, ze najwyraźniej NFZ jest zubażany przez Godzillę i Nostromo!

  70. Lekarze i farmaceuci, a także pewna dziennikarka z „Gazety Wyborczej” zachowali się w końcu roku dokładnie według wskazań lobbystów. Trudno było słuchać spokojnie przewodniczącego jakiegoś towarzystwa lekarskiego, który się skrzył, że wypisanie recepty dla jednego pacjenta będzie mu zabierało 45 minut. Przecież on w tym czasie w przychodni przyjmie trzech pacjentów, zdąży wypisać dla nich nie tylko recepty, ale i uzupełnić kartę pacjenta.
    Bywam dość regularnie w przychodni ogólnej, ale też i laryngologicznej lub alergologicznej i nie pamiętam, kiedy byłem u lekarza dłużej niż kwadrans. A bywało, że nie potrzebowałem na to i 10 minut. W czasie tzw. wywiadu lekarz od razu „protokołuje” w komputerze jego przebieg, a potem pisze recepty i informuje co i jak zażywać.
    Rozpętano histerię, której poddali się mieszkańcy kilku miast. A przy okazji partie opozycyjne dostały okazję do atakowania rządu. W 100 % nie była jej w stanie wykorzystać żadna partia, nawet PiS.
    We Wrocławiu w okresie międzyświątecznym byłem w trzech aptekach. W żadnej załatwienie sprawy nie zabrało mi więcej niż 10 minut.W jednej realizowałem 4 recepty.

  71. Od jakiegoś czasu każdy lekarz w Polsce, aby wykonywać swój zawód musi mieć podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jeśli jej nie ma, to skazuje swoich (ubezpieczonych przecież) pacjentów na 100% odpłatność zarówno za poradę lekarską czy wykonany zabieg, jak i za przepisane leki. NFZ ,mając więc całkowicie monopolistyczną pozycję w stosunku do 120 tysięcy lekarzy, całkowicie bezwzględnie tę pozycje wykorzystuje, narzucając umowy stawiające lekarzy w niezwykle niekorzystnej pozycji.

    Obecne, wzburzenie środowiska lekarzy spowodowało podniesienie do rangi ustawy praktyk prawa powielaczowego, które miały miejsce do tej pory. Sprawa dotyczy drakońskich kar nakładanych na lekarzy w związku z nawet najbardziej błahymi merytorycznie pomyłkami w wypisywaniu recept. Kary te polegają na zmuszeniu lekarza, by z własnej kieszeni zapłacił 100% wartości leków przepisanych na zakwestionowanej przez kontrolera NFZ recepcie. Powodem zakwestionowania recepty są takie błędy jak np. niewpisanie nr mieszkania w adresie pacjenta, błędny rozmiar recepty (Załącznik 6 rozporządzenia, do którego link podałem wyżej). Głośny był przypadek zakwestionowania recept bodajże o 3mm za długich. Wreszcie pomyłek przy skomplikowanym sposobie zaznaczania odpłatności; ten sam lek może mieć jeden z czterech poziomów odpłatności w zależności od rozpoznania i uprawnień pacjenta Nie wspominam tu o pacjentach nieubezpieczonych. Nie mniej, zasadniczą przyczyną nakładania ogromnych kar na lekarzy, jest niedostateczne udokumentowanie powodów medycznych zaordynowania leku. Przy czym, co jest dostateczne, a co nie, określa kontroler. Od decyzji kontrolera można się odwołać tylko do instytucji kontrolującej. Efektem odwołania jest zwykle następna, bardziej gruntowna kontrola i ewentualne rozwiązanie umowy, czyli w gruncie rzeczy pozbawienie możliwości wykonywania zawodu lekarza w Polsce. Kary nakładane na lekarzy (za kiepskie prowadzenie dokumentacji przecież) są niezwykle wysokie. Rekordzista musiał zapłacić 800 000 zł. Osobiście znam takich, którzy zapłacili ponad 20 000 zł. I żebym był dobrze zrozumiany: 99,9% zakwestionowanych recept, to recepty na leki, które zostały zaordynowane poprawnie w sensie medycznym pacjentom, którzy mieli ważne ubezpieczenie. NFZ nie poniósł żadnej finansowej straty. Lek otrzymał ubezpieczony pacjent. Zakwestionowano jakość dokumentacji lub uchybienia formalne w wypisanej recepcie. Dodam jeszcze, że za niektóre (te same) recepty dodatkowo dotkliwie jeszcze zostaje ukarana apteka. Powszechnie wiadomo, że kontrole te maja charakter głównie fiskalny, że NFZ ?oszczędza? w ten sposób pieniądze podatnika.

    W środowisku naprawdę narosła frustracja, poczucie bezsilnej złości i rozgoryczenia. Lekarze zachowując się racjonalnie coraz więcej czasu muszą przeznaczać na niezwykle szczegółowe opisywanie rozpoznanych chorób i uzasadnianie potrzeby wypisania określonego leku. Wielu lekarzy więcej czasu i energii intelektualnej w czasie wizyty poświęca myśleniu nie o tym, jak najlepiej pomóc pacjentowi ale co zrobić, by za leczenie nie zapłacić z własnej kieszeni. Przekleństwem pacjentów i lekarzy stały się wizyty w celu wydania zaświadczenia o chorowaniu na chorobę przewlekłą, które podwoiły (moja obserwacja) kolejki do specjalistów.

    Logika obecnego systemu sytuuje lekarza jako urzędnika, a pacjenta jako petenta. Co szyderczo – i z wielką szkoda dla pacjenta – wykoślawia tradycyjny stosunek lekarz-pacjent. Racjonalne zachowanie lekarza w obecnym systemie, to nie leczenie pacjenta wedle najlepszej wiedzy, ale zmuszanie go do przynoszenia kolejnych zaświadczeń (od innych specjalistów (!) oraz o posiadaniu ubezpieczenia) oraz skrupulatne dbanie o jakość dokumentacji medycznej. Licznych kontrolerów NFZ nie interesuje jakość leczenia, która jest trudno wymierna sprawozdawczo. Natomiast interesuje ich dokumentacja.

    Polecam wypowiadającym się w tej sprawie poniższy samouczek, który niestety się znacznie zdezaktualizował.

    http://rejestr.nil.org.pl/xml/oil/oil68/gazeta/numery/n2011/n201102/n20110207

  72. Głos pacjenta – notorycznego – w sprawie afery z receptami

    Część druga – motto: Diabeł tkwi w szczegółach!

    Nawet przy tak sprecyzowanej zasadzie trzeba zacząć od uwag natury ogólnej. Jeśli wierzyć ministrowi, to nowa ustawa nie jest nową dla szeregu lekarzy, którzy w swej prywatnej praktyce mieli zawarte umowy z NFZ. „Toczka w toczkę” obowiązki i zagrożenia za „błędy” przy wypisywaniu recept na leki refundowane są identyczne. Sprawa według ministra jest więc w tym, że te obowiązki i zagrożenia przeniesiono na ogół lekarzy.
    Tak się dziwnie składa, że nie znam w moim otoczeniu lekarza, (poza rezydentami z polskich i amerykańskich seriali), który nie miałby prywatnej praktyki oprócz jednego lub kilku etatów w państwowej lub prywatnej instytucji typu szpital lub przychodnia. Wszystko to związane z dążeniem do „godnego życia”, które się lekarzom należy jak psu buda. Był nawet rekordzista, który „dyrektorował” w kilku szpitalach południowej części Opolszczyzny. Był z branży, której nie cierpię (urolog), więc nie wiem ile miał prywatnych gabinetów.
    Dzięki takiej sytuacji mam zdwojoną szansę spotkania mojej lekarki w różnych miejscach miasta. Oczywiście nie wiem, ilu z nich podpisało odpowiednią umowę z NFZ. Myślałem, że wcale nie wolno lekarzowi w prywatnym gabinecie profanować literek alfabetu i gdy stawiał mi krzyżyki w receptach, przyjąłem je z pokorą i płaciłem 100%.
    Według lekarzy i dziennikarzy ten „pogrzebany pies” leży w trudności oceny stopnia odpłatności!?
    Wahanie lekarzy czy przyznać się do analfabetyzmu mimo 70 lat walki z tym problemem w Polsce, jest według mnie żenujące. Nie są jednak konsekwentni, bo nie podpisują recepty trzema krzyżykami. Mnie trudno powiedzieć, czy protest lekarzy jest uzasadniony z powodu braku precyzji sformułowań prawnych. Z pewnością nie powinni zmusić pacjentów do ponoszenia kosztów za ich brak odpowiedzialności.

    Próbowałem przeczytać choć we fragmentach ustawę jak i „ROZPORZĄDZENIE MINISTRA ZDROWIA z dnia 17 maja 2007 r. w sprawie recept lekarskich”, które musieli stosować ci sami lekarze, który teraz chcą walić kretyńskie pieczątki, od tylu lat i naraz się nie da, bo jedna recepta wymaga podobno 45 minut dla wykształconego człowieka?

    Faktycznie, kilka paragrafów jest „groźnych” dla potencjalnych defraudantów i bałaganiarzy, ale można te paragrafy zmodyfikować i tu widzę rolę ministra. Państwo chce mieć szansę kontrolowania wydatków ze wspólnej kasy i ukarania osób, które nie postępują zgodnie z ustawą. W § 48 występuje wyraz „uprawniony”, ze wskazaniem na piszącego receptę. Przypisać jemu zadanie kontrolowania charakteru ubezpieczenia pacjenta, którego widzi pierwszy raz i to prosto z ulicy, bez rozmowy z panienką w recepcji jest nieporozumieniem. Jeśli pacjent jest emerytem i leczy się kilkanaście lat w tej przychodni, to zagrożenie jest niewielkie. Świat pracujący trzeba skontrolować przed gabinetem lekarza, bo tam sprawa jest skomplikowana. Podobnie drugi punkt paragrafu jest do rozwiązania w inny sposób. Wystarczy jeden komputer w rejestracji z wszystkimi wymaganymi przez rozporządzenie danymi i lekarz w teczce z dokumentami otrzymuje plik częściowo wypełnionych recept i za tę część odpowiada instytucja lub konkretna osoba z administracji przychodni.

    Zadaniem lekarza jest ocena stanu choroby i według ministra tylko lekarz może to czynić i do krateczki wpisać literki lub krzyżyk. Pozostaje punkt pierwszy, z którego nikt nie zwolni lekarza, tzn. ocena czy zapisanie danego leku jest medycznie uzasadnione. Na tym koniec straszenia lekarzy. Pomóc w załatwieniu odpowiedzialności za papierki i wyłapać tych, którzy świadomie łamią prawo może być obowiązkiem urzędników NFZ, mają się przecież dobrze, też żyją godnie!

    Oficjalnie na listach, wiszących w przychodniach, czas dla jednego pacjenta waha się od 5 do 15 minut, przeważnie 10. Oznacza to zmuszenie lekarza do pracy w czasie „wirtualnym”, bo musi czasem przyjąć 20 pacjentów i więcej w jednym podejściu. Jak on był w stanie to przeżyć, panie premierze?
    20×45 na papierki, reszta na gruntowne badanie wydziwiających często chorych i to w ciągu kilku godzin, między jednym a drugim miejscem pracy, to nieludzkie!
    Chyba już lepiej „kamasze”, smaczna i pożywna grochówka i przepisywanie jodyny i oleju rycynowego (Szwejk), bo pędzlowanie gardeł i … no wiadomo co…..robią i tak pielęgniarki.

    Tak długo, jak długo nie będzie rozsądnego systemu komputerowego, który ułatwi pracę lekarzom, są skazani na pisanie recept, a aptekarze do studiów grafologicznych.

    Lekarz mojej żony nie ma tego problemu. Dane personalne ma w komputerze (nie wiem czy jest tam numer butów lub głębokość miski stanika), ale nazwy leków pisze na klawiaturze i podpisuje ręcznie. Być może robi to na prywatnym komputerze, tego nie wiem.

    Byłem ostatnio z żoną w nowoczesnym ośrodku rehabilitacyjnym, gdzie wszystkie zalecenia o zabiegach, bardzo dokładne, z kompletnym planem czasowym na okres całego pobytu dostaje pacjent, wydrukowane komputerowo i pięknie oprawione w książeczkę, w dniu przyjęcia i z nią chodzi na odpowiednie zabiegi.
    Prywatnie leczący lekarz zarobi na komputer plus oprogramowanie w ciągu tygodnia, a „państwowym”
    lekarzom można kupić proste komputery bez bajerów zamiast posłom ipady dla ich wnuków. To byłby już postęp.
    Moja pani doktor opiekuje się mną od kilkunastu lat (stąd podtytuł „notoryczny pacjent”) i mogłaby bez kłopotów wklepać nazwy i dozy leków do tak przygotowanego formularza recepty (zgodnie z § 37 ustawy).
    Pewien blogowicz uznał gremialnie lekarzy za kretynów lub tetryków, którzy nie zapamiętają nazw tych 20 lekarstw z branży, ale ja cenię wyżej możliwości intelektualne moich lekarzy, a jeśli już wszystko zapomną i MEMOTROPIL nie pomoże, to mogą iść na emeryturę, a raczej powinni, bo mogą się zdarzyć przykre omyłki. Dla przykładu – zapisanie ciężarnej kobiecie Viagry zamiast Furosemidu dla zmniejszenia opuchlizny nóg, to może spowodować urodzenie się trojaczek lub więcej dzieci na raz i proces cywilny zrujnuje takiego lekarza bez udziału urzędników NFZ.

    Koniec części drugiej!

    PS
    Jeśli się zmobilizuję będę „kontynuował dalej”, komentując uwagi blogowiczów Pani Paradowskiej, bo dyskusja jest na wszystkich blogach i całość nie jest możliwa do ogarnięcia.

  73. @Janina Paradowska: Jerzy Zimowski nie działał w „demokratycznej opozycji”. Tym terminem określa się działalność antykomunistyczną przed powstaniem Solidarności. W owym okresie tow. Zimowski był peerelowskim prokuratorem i członkiem PZPR. W Solidarności istotnie był jak wielu PZPRowców. Rzeczywistą rolę każdej z tych osób trudno ocenić. Powodem jest późniejsze nagminne niszczenie akt osobowych konfidentów SB przez MSW po 1989 roku. W tym czasie mec. Zimowski był jedny z wiceministrów w resorcie, czyli osobą współodpowiedzialną za ten proceder.

  74. @Dr Skues
    1 stycznia o godz. 13:12

    „Meldunek z trasy”!
    Zacząłem czytanie komentarzy i natrafiłem na straszny komentarz „Doktora”, czyli bardziej uczonego niż ja (w tej materii). Trudno mi uwierzyć we wszystkie podane informacje. Są jednak istotne zarzuty, nad którymi Pan Arłukowicz powinien się pochylić przy „monitorowaniu” przebiegu wprowadzenia ustawy. Chyba najistotniejszą sprawą pozostaje ocena medycznej strony przy ordynowaniu leku. Tej oceny nie wolno zostawiać urzędnikowi, a wyłącznie lekarzom – specjalistom. NFZ niech pilnuje papierków, a ta sprawa może być załatwiona tak jak już opisałem.
    Przyszło mi na myśl, ze Doktorowi majaczyła może w głowie sprawa starej lekarki – zbawicielki biednych, która świadomie łamała prawo w imię wyższych celów.

  75. Z przykrością przyjąłem lekceważący komentarz red. Paradowskiej w sprawie zarzutów stawianych przez lekarzy Ustawie refundacyjnej.

    Dziwi mnie dlaczego dziennikarze nie chcą zrozumieć, dlaczego Ustawa jest tak niebezpieczna dla lekarzy, tym bardziej że powodów jest wiele. Pozwolę je sobie wyliczyć:

    1. Ustalenie prawa do refundacji
    – o tym pisać nie będę, gdyż wyczerpująco opisał go @lekarz.

    2. Określenie stopnia refundacji.
    Dotychczas jeśli pacjent miał prawo do refundacji, a lek znajdował się na liście, to lekarz na recepcie stawiał X, a aptekarz określał, czy jest to ryczałt, czy 30%, czy 50%. W wybranych jednostkach chorobowych, gdzie refundacja odbywała się w sposób nietypowy, należało wpisać P. I znów farmaceuta określał, czy jest to ryczałt, czy też lek wydawany jest bezpłatnie.

    Teraz lekarz zamiast X czy P musi wpisać konkretny poziom refundacji. Pytanie, czemu miało służyć utrudnienie pracy lekarzowi?
    Pytanie jest zasadne o tyle, że Ustawa nakazuje aktualizację listy co 2 miesiące. Ustawa wiąże poziom odpłatności ze średnią płacą krajową, więc przepływ leków między poziomami odpłatności: ryczałt, 30%, 50% będzie więc nieustanny.

    3. Stosowanie leku poza zarejestrowanymi wskazaniami – lekarz zamienia się w detektywa.

    Dziennikarze (Gazeta Wyborcza) błędnie opisują, że kara może spotkać za stosowanie leku poza wskazaniami medycznymi. Otóż jest to nieprawda. Ustawa wyraźnie reguluje, że nie można stosować leku poza ZAREJESTROWANYMI wskazaniami. Wskazania medyczne, a wskazania zarejestrowane to są dwie całkowicie różne sprawy.

    Podam przykład. Istnieje grupa leków NA nadciśnienie tętnicze, które mogą, a nawet powinny, być stosowane w leczeniu niewydolności serca u pacjentów BEZ nadciśnienia. Na liście istnieją następujące takie cząsteczki: enelapryl, lizynopryl, cilazapryl, chinapryl, perindopryl, ramipryl, trandolapryl, losartan, candesartan, irbesartan, olmesartan i walsartan. Każdą z tych molekuł reprezentuje na liście po kilka preparatów. Zalecenia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Europejskiego Tow. Kar. dopuszczają stosowanie każdej z tych molekuł. Niestety w dokumentacji rejestracyjnej nie każda z tych cząsteczek posiada stosowną rejestrację.

    Pytanie za 10pkt.: które posiadają, a które nie posiadają stosownej rejestracji?

    I tu się pojawia dodatkowy problem – bałagan w dokumentacji rejestracyjnej, za który odpowiedzialny jest Minister Zdrowia. Otóż zdarza się, że dane wskazanie jest zarejestrowane dla jednego leku, ale w przypadku innego zawierającego dokładnie tą samą cząsteczkę już takie wskazanie nie występuje. Generyki (leki odtwórcze) mogą mieć zarejestrowane inne wskazania niż lek oryginalny.

    Sprawę komplikuje fakt, że zarejestrowane wskazania zmieniają się. Tak było – przykład pierwszy z brzegu – w przypadku oryginalnego preparatu Gopten zawierającego trandolapryl. Niewydolność serca jako wskazanie, raz się pojawiała, a raz znikała.

    Nie istnieje żaden mechanizm oficjalny, który informowałby lekarzy o tych zmianach. Jedynym źródłem informacji mogliby być, tak znienawidzeni przez pacjentów, ministerstwo i media, przedstawiciele firm farmaceutycznych. Niestety pani Marszałkini zrobiła wszystko, co mogła, aby ograniczyć ich kontakty z lekarzami.

    Oczywiście, zarejestrowane wskazania można sprawdzić – mówi o tym oficjalny dokument: Charakterystyka produktu leczniczego. Tylko jak?! Jeśli lek był rejestrowany procedurą centralną (europejską) – Charakterystyka jest dostępna na stronach EMEA – europejskiego urzędu. Jeśli natomiast lek był rejestrowany procedurą narodową (krajową) to dostępność Charakterystyki zależy praktycznie wyłącznie od dobrej woli producenta. Rzeczywiście część Charakterystyk jest opublikowana na stronach www. urzędów podległych Ministrowi. Niestety lista ta jest mocno niekompletna.

    Jeszcze raz powtórzę! Nikt lekarzy nie informuje o zmianach w Charakterystykach. Charakterystki zmieniają się całkowicie nieregularnie i nieprzewidywalnie. Aby spać spokojnie lekarz powinien CODZIENNIE sprawdzać Charakterystyki wypisywanych przez siebie leków!!!! Zresztą i tak niewiele by to zmieniło – nikt nie ma obowiązku publikowania uaktualnionych Charakterystyk.

    Chore? Chore.

    Czy teraz widzicie Państwo jak Ustawa skomplikowała pracę lekarzy!

    Przypomnę, że przepisanie leku poza zarejestrowanymi wskazaniami grozi karą finansową. I nie ma tu żadnego znaczenia, że lek został zastosowany zgodnie ze sztuką lekarską, wskazaniami medycznymi. Mało tego, przepisany lek może NFZ kosztować nawet taniej, a mimo to lekarz zgodnie z Ustawą podlega karze.

    Dziwię się, że związek zawodowy hurtowo nie zażądał od NFZ dostarczenia lekarzom w nim zrzeszonym Charakterystyk wszystkich refundowanych Produktów Leczniczych.

    Mam nadzieję, że teraz będziecie Państwo bardziej wyrozumiali dla protestów lekarzy.

  76. Dr Skues

    W dalszym ciągu nie pojmuję co jest takiego skomplikowanego w wyraźnym i dokładnym wypisaniu recepty.Dlaczego wymóg dokładnego liczenia i adresowania może dotyczyć przedsiębiorców wypisujących rachunki a lekarz decydujący o wydawaniu podatków tego przedsiębiorcy nie może się „poświęcić” i napisać dokładnie np.adres. Nie rozumiem także co jest takiego skomplikowanego w określeniu stopnia refundacji leku jeśli dotyczy to tylko 230 leków i określonej grupy pacjentów. Ja ten opór odbieram jako protest przeciwko ograniczeniu przywilejów lekarzy,którzy do tej pory mogli wypisywać wszystko wszystkim.

    Wytłumacz mi także dlaczego lekarze zawsze wypisywali recepty bazgrołami. Zupełnie jakby uczestniczyli w konkursie kto najbardziej niewyraźnie pisze. Ja tą niechlujność odbierałam zawsze jako wyraz braku szacunku tak dla pacjentów jak i farmaceutów.

  77. Szanowni moi oponenci,
    toż ja w swoich wpisach dot. bałaganu z lekami refundowanymi i obciążenia lekarzy nowymi (? ) obowiązkami nie wymyślam sobie przykładów „z sufitu” gdyż mam żal do lekarzy, bądź ich nie lubię. Dzielę się jedynie swoimi ponad 10 letnimi doświadczeniami z kontaktów z placówkami służby zdrowia i z lekarzami.
    Szanowny Panie JKJK. Nie, „z usług” neurologa dotychczas nie korzystałem. Korzystałem i korzystam natomiast z „usług”: onkologa – (raz w roku) , laryngologa, chirurga naczyń, endokrynologai i urologa – przynajmniej raz w kwartale, 2 – 3 razy w roku – radiologów od „usg i „dopplera” oraz lekarza pierwszego kontaktu – średnio co 2 miesiące
    ( z powodu recept właśnie. Przepraszam za to wyliczenie). Wiem ile czasu trwa wypisanie recepty, w tym także kilku recept lub jednej recepty na kilka leków bo przy okazji każdej wizyty pobieram recepty na leki; wiem ile czasu trwa ewentualne sprawdzanie listy leków refundowanych – jeśli do niego dochodzi i jak często ma to miejsce. Zaręczam Państwu, że nie trwa to półgodziny czy 45 minut jak twierdzą lekarze i nie dzieje sie to podczas każdej wizyty. Trwa to góra – 10 minut, no 15. Pozwolę sobie także zauważyć – gdyż to jakby Państwu umknęło – że ja opisywałem procedurę i czasochłonnosc wypisywania recepty/recept a nie czasochłonność badań lekarskich i towarzyszących im zabiegów ( jak w przypadku Pana m^2 czy badania w gabinecie neurologa (Pan JKJK )).
    Nie zaskakuje mnie, że np. Pan lekarz ma w tych sprawach swoje zdanie, zupełnie odmienne od mojego. Pokrywa się ono z głosami innych lekarzy, choć nie wszystkich, gdyż np. lekarzy z tzw. porozumienia zielonogórskiego nowe uregulowania i obowiązki jakby mniej przerażały.
    (Słyszałem wypowiedź przedstawiciela tego porozumienia).
    Byłbym zaskoczony, gdyby Pan lekarz z moimi spostrzeżeniami się zgodził.
    Nie zmienia moich dośwadczeń fakt ewentualnego zaniżenia liczby leków, które lekarz „ma znać” na pamięć, co ma pociągać za sobą jakoby konieczność uczenia się całej listy na pamięć. Nawet jeśli liczba tych leków, które lekarz powinien „znać” znacznie przekracza ilości przeze mnie podane to nie ma konieczności uczenia się listy na pamięć i to całej, – od tego są wykazy leków refundowanych w dyspozycji lekarzy, do których mogą w każdej chwili zajrzeć. W tym kontekście powtórzę się : dotąd lista leków zmieniała się 2,3 lub nawet 4 razy do roku. Czy za każdym razem lekarze uczyli się jej na pamięć ? Wolne żarty.
    Jest jedna sprawa, która w nowej ustawie mnie autentycznie bulwersuje. To, mianowicie, że nie przewiduje ona (ustawa) żadnego trybu odwoławczego od orzeczeń/decyzji nakładających kary na lekarzy. To powinno być naprawione w sposób błyskawiczny i natychmiastowy – bez Arłukowiczowego „monitorowania” ustawy. Jest to ewidentna niedoróbka, naprawienie której mogłoby lekarzy zwolnić od odpowiedzialności za celowe wprowadzenie ich w błąd np. w sprawach dot. aktualnosci ubezpieczenia. Wprowadzenie trybu odwoławczego oraz wprowadzenie zapisu uwalniąjącego lekarza od odpowiedzialności w przypadku wprowadzenia go w błąd „załatwiłoby” w pozytywnym dla lekarzy sensie zagrożenie w przypadkach, które wzmiankował Pan JKJK w ostatni akapicie swojego wpisu. Byłoby to regulacja zgodna i z rozstrzygnieciami zawartymi i w kodeksie karnym i w kodeksie cywilnym traktującymi o odpowiedzialniości za działania pod wpływem niezawinionego/usprawiedliwionego okolicznościami – błędu.
    Pani klara 2010 wyraża wątpliwosć czy to lekarz ma wpisywać literkę P na recepcie sugerując, że może to zrobić aptekarz.
    Literka P oznacza, że choroba jest przewlekła. To aptekarz ma o tym decydować, to aptekarz- nie laekarz ma okreslać czy choroba jest przewlekła ? Chyba jednak nie.

  78. Bardzo przypadła mi do gustu laurka, jaką wystawiła Pani Redaktor kolei oraz dworcom (tym, które są odnawiane). Myślę, że po dekadach zaniedbań w dziedzinie infrastruktury oraz taboru, oraz po paraliżu strukturalnym odziedziczonym z peerelu kolej polska ma szansę dobić do podstawowego poziomu europejskiego, co oczywiście nie oznacza, iż poziom ten powinien być celem ostatecznym. Nawet jeśli kolej wielkich szybkości została odsunięta w czasie na następną dekadę, to i w tej decyzji jest jakaś metoda w tym sensie, że być może bardziej wskazanym jest najpierw zakończyć modernizację infrastruktury już istniejącej, a dopiero potem wydawać ciężkie pieniądze na nowe linie, przeznaczone dla najwyższych prędkości, bez których wciąż można się obejść.

    Natomast nie zgodzę się z Panią w kwestii Zakopianki. Autostrada lub droga ekspresowa powinna powstać, jeśli nie do samego Zakopanego, to do Nowego Targu, i dalej w kierunku granicy ze Słowacją, zaś do stolicy Tatr powinna uzyskać połączenie drogą dwupasmową od Nowego Targu. Podhale żyje z turystów, tak więc sprawna komunikacja leży w interesie tego regionu.

    Pozdrawiam

  79. Panie Jacobsky, domyślam się że Jaruzelski wygnał Pana gdzieś na Antypody po 1981 roku, bo pisze Pan o „paraliżu strukturalnym odziedziczonym z peerelu”. Otóż warto Panu wiedzieć, że paraliż nastał z chwilą objęcia władzy na PKP przez tych co wywalczyli nam niepodległość. Rękę przyłożył także dr (obecnie prof.) o nazwisku Balcerowicz. Obecnie 95% lokomotyw pochodzi z czasów Gierka a nawet Gomułki. Ponad 80% wagonów także. Gdyby nie środki „unijne” to stan byłby jeszcze gorszy. A to że mamy prąd w sieciach trakcyjnych (no i w domach) to dzięki budowanym bez opamiętania elektrowniom w latach 60. i 70. ub.wieku.

  80. Głos pacjenta – notorycznego – w sprawie afery z receptami

    Część trzecia – komentarze do komentarzy!

    Zaczynam od „kolegi”!

    @Dr Skues
    1 stycznia o godz. 13:12

    ***Od jakiegoś czasu każdy lekarz w Polsce, aby wykonywać swój zawód musi mieć podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. ***

    Doktorze! Sam sobie zaprzeczasz w następnym zdaniu!

    ***Jeśli jej nie ma, to skazuje swoich (ubezpieczonych przecież) pacjentów na 100% odpłatność zarówno za poradę lekarską czy wykonany zabieg, jak i za przepisane leki. ***

    Chyba, że ci bez umów są przestępcami, wykonującymi zawód bezprawnie (taki profesor Wilczur po „amnestii” – pardon – amnezji). Zwróć mi uwagę na artykuł odpowiedniej ustawy, która zmusza lekarzy do takiego zawierania umowy, wtedy wzorem apostoła Tomasza – „włożę (oko) i uwierzę”. Naiwnie sądziłem, że lekarza zatrudnia dyrektor ZOZ’u, a nie NFZ.

    ***NFZ ,mając więc całkowicie monopolistyczną pozycję w stosunku do 120 tysięcy lekarzy, całkowicie bezwzględnie tę pozycje wykorzystuje, narzucając umowy stawiające lekarzy w niezwykle niekorzystnej pozycji.***

    Takie jest zbójeckie prawo każdego monopolisty!

    ***Obecne, wzburzenie środowiska lekarzy spowodowało podniesienie do rangi ustawy praktyk prawa powielaczowego, które miały miejsce do tej pory. Sprawa dotyczy drakońskich kar nakładanych na lekarzy w związku z nawet najbardziej błahymi merytorycznie pomyłkami w wypisywaniu recept. ***

    Ten punkt ustawy powinien być zmodyfikowany, wskazałem nawet jak i to bez większych kosztów. Przykłady, które cytujesz wydają mi się naciągane. Podoba mi się (dzięki pewnym skojarzeniom) tylko rzekomy przypadek:

    ***Głośny był przypadek zakwestionowania recept bodajże o 3mm za długich.***

    Na Opolszczyźnie wiele lat recepty były w książeczce RUM’u, musiano je wypełniać ręcznie, ale wszystkie miały taką samą długość – było sprawiedliwie. Ostatnio są oddzielne i bardzo czytelne. Wystarczyłoby wprowadzić w całej Polsce jednolity rozmiar i program komputerowy do ich zadrukowania.

    Widziałem korzystanie z takiego sposobu pół wieku temu, na zwykłych maszynach do pisania. Każda dobra maszynistka trafiała do dziur z dokładnością do ułamków mm. Na komputerze nawet ja wypełniam wnioski paszportowe lub pity. Rejestratorka może to zrobić lewą ręką.

    Wiem, że mogą być ważne ułamki milimetra, ale nie w receptach, tylko w kartach wyborczych. Podobno kratki dla wybierania kandydatów PiS’u były o ćwierć milimetra mniejsze od pozostałych i to spowodowało kolejne zwycięstwo prezesa, ale niestety tylko moralne. Durna komisja nie uwzględniła uzasadnionego protestu – hańba!

    Jeśli chodzi o najistotniejszą sprawę – kompetencji przy wyborze leku – to powinno zostać w gestii lekarzy, a nie urzędników. Jeśli kontrolujący urzędnik ma wątpliwości, powinien zostawić decyzję specjalistom, bo nie można wykluczyć ani „błędów” ani przekrętów, jeśli w grę wchodzą duże pieniądze.

    PS
    W innym komentarzu pisałem o biednym pacjencie, wspominając „Krótką rozprawę….” Reja. Tam występuje obok oczywistych udziałowców dysputy jakaś „Rzeczpospolita”. Może to ta grupa, o której mówi się mało i ona na razie milczy – przemysł farmaceutyczny? Tenże ma piękne i przekonywujące argumenty – pan przewodniczący Komisji Zdrowia jest chyba dobrze zorientowany w temacie?

    Koniec części trzeciej – jestem zmęczony!

  81. Pewnie się powtarzam, a przecież czytając tyle wpisów nie będzie Pani Redaktor miała czasu na pisanie. Zdjęcie kolejki przed apteką w Lublinie, straszące w TVN24, to prawdziwy skandal manipulacyjny. Otóż ta apteka (sieciowa) upłynnia stale remanenty, sprzedając taniej, a ludzie wystają tam w kolejce i wykupują to, co im się może kiedyś ewentualnie przydać. Moje wydatki miesięcznie na leki to 200-400PLN, więc wiem co mówię i nigdy z tych promocji nie korzystam. Pozdrowienia i zyczenia jak najlepsze.

  82. Piękny tekst:)
    A ja przeczytałem życzenia prezesa, wzruszyłem się niebywale i też mu pożyczyłem:

    A ja mu życzę, by wstawił zęby,
    By nie śmierdziało onemu z gęby,
    By kupił buty, zapiął rozporek
    I by się jutro udał do Tworek!

    By się hamował, wziął na wstrzymanie,
    Bo fest przesadza z tym rozrabianiem,
    By w nowym roku odstawił prochy,
    Choć on i prochy to moc radochy.

    By się dokładnie swym zajął kotkiem,
    By się dziś z rana w łeb klupnął młotkiem,
    By przestał bredzić, by już nie jątrzył,
    By na śmietniku karierę skończył!

  83. Szanowny Lexie!

    Twoje doświadczenia w wielu przypadkach są zgodne z moimi. Sprawa odpowiedzialności lekarza w przypadku oszustwa ze strony „świadczeniobiorcy” powinna być tak załatwiona, jak w przypadku oszukiwanych aptekarzy. Mówi to pkt 9 artykułu X? D.U.122 str. 7420. Nie wiem, jaki to artykuł, bo tekst jest dziwnie podzielony i niezbyt widzę „who is h.j”. Prawdopodobnie art. 47 dotyczący aptek, ale TY lepiej to zidentyfikujesz.

  84. I wszystkiego dobrego w każdym dniu 2012 roku!

  85. Niestety,nie potrafię zająć żadnego stanowiska w sprawie stanu naszej służby zdrowia.Do lekarzy nie chodzę ze strachu.Zresztą,lekarze znają się tylko na chorobach,o zdrowiu nie mają pojęcia a ja, panicznie boję się ostatecznej diagnozy,którą w poczekalni może wypowiedzieć jakaś przystojna czterdziestolatka wstając i szepcąc mile na mój widok:,,Proszę,niech sobie pan usiądzie…”Co to,to nie!Nie dam się nabrać nawet na 100% refundację,ryzyko jest zbyt duże.
    Takie ryzyko (słyszę,że coraz mniejsze,wręcz minimalne)istnieje także w publicznych przewozach miejskich i dalekobieżnych,dlatego nie korzystam.Co innego 25 lat temu…Wtedy,stojąc na jednej nodze w przejściu między wagonami udało mi się nawiązać bliższą znajomość z dwiema studentkami w czterech słowach,na dwa zdania.,,Ale tłok”zagaiła ta ładniejsza.Chwytając w lot zachętę,nabrałem powietrza:,,To mój.” Ech!!! Byli czasy…i komu to przeszkadzało…a i minister spał spokojnie…I od infrastruktury…i od zdrowia.
    Wracając jednak do tematu.Lekarze jednak są bezduszni.Nikt tak nie wysłucha i zrozumie chorego jak inny chory.Dlatego też, chyba już najwyższy czas, aby na czele resortu zdrowia stanął pacjent,najlepiej chory bo niby kto może znać lepiej ich potrzeby.Ideałem byłby chory lekarz,bez prawa do renty ale od dwudziestu lat na zwolnieniach.
    Ogólnopolskie Porozumienie Hipochondryków byłoby w niebo wzięte.
    Dziennikarka reżimowa chwali to i owo ale redaktorzy opozycyjni i niektórzy blogowicze zwodzić się nie dają.Ta nędza,te śmieciowe umowy,ten expres Warszawa-Gdynia w 5,5 godziny,apteki prawie puste i nie ma z kim ponarzekać..
    Kryzys,parszywe czasy,że lepiej wcale byłoby się nie rodzić.Niestety,przez współczesną medycynę na takie szczęście może liczyć tylko jeden na 10 tysięcy.I z każdym rokiem(tym rozpoczętym też) może być pod tym względem tylko gorzej….

  86. ….a może by się Pani jakiegoś lekarza zapytała, ale takiego normalnego, a nie tych mądrali z rządu.
    Jedyne sensowne Reformy zrobił Mazowiecki, nie mówiąc o podwyżkach dla lekarzy, od 5 lat nie było żadnej podwyżki.
    System zmusza nas do pracy na AKORD, a gdzie nauka, odpoczynek etc
    Fee na zjazd kosztuje średnio 1000 złotych co przy zarobkach 2500 na rękę ( nie mówię o dyżurach i innych dodatkowych pracach), sumą śmieszną jest.
    Najłatwiej jeździć na lekarzach, pokazywać co mają w garażu, brać w kamasze albo wyciągać wnioski i karać(za premierem).
    Dziwne, że my słyszymy o karach do 80.00 tyś, przesłyszenie?
    Za komuny można było pacjenta na dostawce położyć, a teraz jak kontrakt się skończy i nie przyjmuje się chorych, a nie daj Boże coś mu się stanie to kto odpowiada, NFZ czy lekarz za zaniechanie,
    Państwo jest zakłamane, tak jak Prezydent Komorowski (bojownik o prawa ludzkie, kiedyś) zapomina o prawach ludzkich, tak bojownik Tusk zapomniał o co walczył z komunistami i sam jest teraz aparatem nacisku, przy czym jak zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  87. W pełni się podpisuję pod Pani spostrzeżeniami. Dodałbym jeszcze, że podobnie jak prof. Stommie bardzo mi się podoba logo na koszulkach piłkarzy, zgrabne i z wpisanym w nie orzełkiem. Natomiast szum wokół „braku orzełka” był głupawy i infantylny. Jak kogoś mianuje się aniołem to wszystko co robi jest słuszne, a jak diabłem to nie ma mowy żeby go pochwalić za coś dobrego.
    Co do sprawdzania ubezpieczenia to pamiętam że już jakieś 10 lat temu w szpitalu je sprawdzali bez problemu przy pomocy łącza z ZUSem i nie sądzę żeby teraz panie rejestratorki w jakiejkolwiek przychodni miały z tym kłopot. Po co ma to robić lekarz i dlaczego jeszcze pan minister i premier go strofują? Niech nas pan premier w nowym roku nie straszy karami czy kastracją.
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Pani oraz wszystkim współblogowiczom!

  88. http://www.blog-bobika.eu/?p=950#comment-97732 :

    Bobik 1 styczeń 12, 00:16

    ?To ty jesteś ten nowy? No, już pora? Witaj!
    Twój poprzednik, niestety, niezbyt sobie radził.
    Do kłopotów powracał niby zdarta płyta,
    ze zmartwień chętnie czerpał nieprzebranej kadzi?

    Wiem, było mu niełatwo. Kryzys, banków władza,
    koniunktury załomy i na słońcu plamy,
    ale komu to rąbek spódnicy zawadza?
    Te wymówki my przecież już na pamięć znamy.

    Ty jak tamten zaczynasz, na nadziei fali,
    ale staraj się bardziej? Do następnej zimy
    masz jeszcze okres próbny, a jak coś zawalisz,
    to trudno ? bez litości za rok cię zwolnimy.?

    ———————–
    Szczęśliwego Nowego Roku Pani Redaktor i Gościom Jej blogu życzę 🙂

  89. Ekspert? zwrócił także uwagę, że ceny leków w Polsce są najniższe w Europie (około 40 proc. mniej niż średnia). – Średnie wydatki na jednego mieszkańca, jeżeli chodzi o leki, wynoszą 114 euro przy ponad 200 euro w UE, czyli o prawie 50 proc. mniej. Z kolei poziom współpłacenia pacjentów za leki refundowane jest najwyższy w Europie ? podkreślił.
    http://spoleczenstwo.newsweek.pl/ekspert–ustawa-refundacyjna-to-najwieksza-zmiana-od-20-lat,86505,1,1.html
    ——————————

    Coś do tematu…….

  90. Antoniusu,
    przepis wskazany przez Pana dotyczy sfałszowania recepty przez pacjenta lub osobę trzecią. To zupełnie inna sytuacja.
    W tej, której boją się lekarze to lekarz wystawia orginalną choć błędną receptę. W tym przypadku nikt jej nie fałszuje, tj. nie podrabia, przerabia, dopisuje, wymazuje, względnie np. sąsiad lub sam pacjent wypełnia orginalny druk recepty działając jak lekarz , itp – na czym podlega zwykle fałszowanie dokumentu.
    To nie o fałszowanie recept chodzi a o wystawianie recept bezzasadnych lub błędnych.

  91. Tam gdzie dofinansowania i ulgi tam zwykle kłopoty administracyjne z panowaniem nad kasą. NFZ postępuje tak jak zwykle administracja i przepisami i sankcjami próbuje panować nad problemem. Jak zwykle zdecydowana poprawa mogła by nastąpić tylko w przypadku zdecydowanej zmiany w sposobie realizacji uprawnień pacjentów do zniżek i wykorzystania ku temu nowoczesnej już dostępnej techniki. Brak pieniędzy jak zwykle bardzo utrudniłby taką reformę , ale nie znaczy to, że była by niemożliwa do robienia małymi krokami. Wymagało to by to odchodzenia od obecnego systemu i jakiś czas współżycia dwóch systemów refundacji. Tym sposobem na zdecydowaną poprawę jest przypisanie do pacjenta przysługujących mu praw i wyposażenie go w kartę czipową na której byłyby wszystkie dane konieczne dla refundacji i leczenia nieodpłatnego. Pacjent tą kartą jak bankomatową posługiwał by się u lekarza, w recepcji i w aptece. Lekarzy należało by wyposażyć w komputery z czytnikami i drukarkami co znakomicie ograniczyło by czynności poza medyczne lekarza. Trudne ale możliwe było by uzupełnianie danych na tych kartach zabezpieczonych najlepiej przez odcisk palców. Uzupełnianie tego możliwe by było w każdej rejestracji w przychodni czy szpitalu , bo te mogły by mieć końcówki do NFZ, gdzie powinny być aktualne dane.
    Oczywiście to co napisałem to jedynie idea systemu a jego opracowanie i wdrożenie to gigantyczna robota.
    Obecnym system nigdy nie da zadowalających rezultatów a szykanie pieniędzy zawsze będzie powodowało mniejsze , większe lub wielkie perturbacje i szkody dla pacjentów.

  92. Tak, na blogu robi się coraz śmieszniej i straszniej.
    Po „katastrofie smoleńskiej” głównym tematem (90 procent ?) pozostaje ustawa wzorcowo(?) opracowana pod kierownictwem (obecnie) marszałek Kopacz, która z kolei stanowi źródło pomyłek, sugestii i niezrozumienia zarówno ze strony ministra zdrowia (dawniej) oraz chorych, pacjentów i lekarzy oraz innych niż reżimowe mediów.
    Obrońcami jej stają sie na tym blogu „znawcy” prawa konstytucyjnego, „znawcy” legislakcji sejmowej a wreszcie „znawcy” języka prawniczego.
    Przy czym nikt z nich nie wie, że o rozumieniu społecznym ustawy przewiduje przede wszystkim jej duch a także staranność w jej wprowadzeniu i egzekwowaniu.
    Leciutko mnie śmieszy – co nie znaczy, że szydzę z tych zawziętych – że w jej obronie jak się domyślam stają ludzie w podeszłym wieku mający lekarzom za złe.
    Przykro, że to piszę, ale myślę, że stają w obronie tych, którzy w trosce o budżet w rzeczywistości działają na ich szkodę.
    Czyżbyście nie wiedzieli, że ludzie starsi są gorzej traktowani przez decydentów niż tzw. siła robocza w wieku producyjnym?
    Myślę, że zała ta rozbudowana dyskusja (młócenie słomy) ma przykryć brak profesjinalizmu i niedoróbki w Rządzie.

  93. @Klara 2010

    Droga Klaro, Nie wiem w jakiej prowincji mieszkasz ale w Kanadzie (Kanada jest federacja prowincji) nie jest dokladnie tak jak opisujesz. Podobnie jak w Polsce jest ubezpieczenie „panstwowe” (dokladnie prowincjonalne) ale nie pokrywa to kosztow lekarstw. Koszt lekarstw jest pokrywany przez prywatne towarzystwa ubezpieczeniowe. Sa zazwyczaj dwie karty – jedna rzadowa, druga ubezpieczenia prywatnego. Obie maja magnetyczne paski z zakodowanymi informacjami. Rzadowa (Ontario) pokazuje sie w rejestracji u lekarza i rejestratorka za kazdym razem wklada do czytnika i ma natychmiast informacje czy pacjent jest ubezpieczony. Druga uzywa farmaceuta w aptece w taki sam sposob. Trwa to sekunde. Ten sposob jest w uzyciu dopiero od kilkunastu lat. Wprowadzono go dlatego, ze szwindle odbywaja sie wszedzie.

    „Schody” zaczynaja sie tam gdzie pacjent nie moze zaplacic za lekarstwa ze wzgledu na sytuacje materialna lub lekarstwa ktore nie sa pokrywane przez ubezpieczyciela. W niektorych prowincjach ewaluacja odbywa sie automatycznie poprzez zeznania podatkowe, w innych trzeba wypelnic formularz. Chyba w zadnym wypadku za ocene zdolnosci pacjenta do placenie nie jest odpowiedzialny lekarz. W kazdym wypadku za lekarstwa placi sie w aptece i jest to obowiazek farmaceuty, zeby wzial od pacjenta tyle ile mu (pacjentowi) przysluguje. Troche to skomplikowane.

    To tak w wielkim uproszczeniu. Generalnie lekarze kanadyjscy nie przepisuja lekarstw listy pacjenta… W duzej mierze jest to spowodowane odpowiedzialnoscia gdyby pacjentowi cos zaszkodzilo. Pacjent moglby wtedy dochodzic odszkodowania przed sadem…. Ale to juz inna historia.

  94. @Katarzyna
    ?W dalszym ciągu nie pojmuję co jest takiego skomplikowanego w wyraźnym i dokładnym wypisaniu recepty.?

    ?Wytłumacz mi także dlaczego lekarze zawsze wypisywali recepty bazgrołami. Zupełnie jakby uczestniczyli w konkursie kto najbardziej niewyraźnie pisze. Ja tą niechlujność odbierałam zawsze jako wyraz braku szacunku tak dla pacjentów jak i farmaceutów.?

    Praca lekarza podczas wizyty ma dwa aspekty. Pierwszy dotyczy ustalenia stanu zdrowia pacjenta oraz stosownego leczenia. Drugi wypisania recept i wpisania przebiegu wizyty do dokumentacji. Przeciętnie jeden pacjent otrzymuje trzy recepty. Wpis do historii choroby, różnie: od jednej do 10 stron formatu A5. Zważywszy, że na wizytę można poświęcić 15-20 minut, większość lekarzy musiała nauczyć się pisać bardzo szybko, więc najczęściej mało czytelnie. I proszę mi wierzyć, raczej bierze się to z troski o pacjentów, którzy czekali na wizytę kilka miesięcy i teraz siedzą na korytarzu, a nie z ich lekceważenia. Farmaceuci z reguły dobrze odczytują lekarskie bazgroły i tutaj nigdy wielu problemów nie było. Dla lekarza pisanie jest przykrym administracyjnym obowiązkiem, którego większość bardzo nie lubi i reforma, która ma na względzie dobro pacjenta, powinna raczej ilość biurokracji zmniejszać.
    Za czasów PRL lekarze narzekali, na biurokrację, kontrole i ilość papieru, którą muszą zapisywać. Zapewniam Panią, że te czasy dzisiaj jawią się jako raj pod tym względem. Proszę zauważyć, że obowiązująca od dzisiaj ustawa sprawi, że proporcja czasu między pisaniem a leczeniem zmieni się jeszcze bardziej na niekorzyść leczenia.

    Gdyby niewyraźnie pisali pojedynczy lekarze można by to odnosić do ich indywidualnych cech charakteru. Jeżeli natomiast dotyczy to raczej wszystkich, to chyba musi być coś w systemie, że tak jest. Zresztą, coraz więcej gabinetów lekarskich się informatyzuje, więc ten problem (mało czytelnego pisma lekarzy, nie biurokracji) będzie się zmniejszał.

    ?Dlaczego wymóg dokładnego liczenia i adresowania może dotyczyć przedsiębiorców wypisujących rachunki a lekarz decydujący o wydawaniu podatków tego przedsiębiorcy nie może się ?poświęcić? i napisać dokładnie np. adres.?

    Lekarz specjalista wypisuje w ciągu pięciu lat (taki jest okres kontroli) około 70 000 recept. Naprawdę trudno napisać je wszystkie bezbłędnie ? prawo wielkich liczb działa tu przeciwko lekarzowi. Co roku komplikują się też coraz bardziej przepisy dotyczące wypisywania leków. Ale nie to jest tu najważniejsze. Chodzi o pewną zasadę, pewnego rodzaju poczucie sprawiedliwości. Jeżeli kontroler NFZ zakwestionował receptę, gdyż nie wpisano na niej numeru domu w adresie pacjenta i ukarał zarówno lekarza, który ją wypisał, jak i aptekarza, który ja zrealizował, każąc każdemu z nich zapłacić jej równowartość, to uważa Pani to za sprawiedliwe? Na recepcie jest numer Pesel pacjenta, więc nie ma wątpliwości co do adresata . Jaka jest praktyczna szkodliwość takiego niedopatrzenia? Czy za to należy tak dotkliwie karać? Czy wynika z tego jakaś praktyczna korzyść dla pacjenta? Nie wydaje mi się.

  95. Brawo, brawo, Pani Redaktor! Ja też nie narzekam i choć obecnej władzy nie kocham, to jednak mi ona nie przeszkadza, bo daje mi wolność w myśleniu i postępowaniu. Więc niech sobie rządzi do kolejnych wyborów, albo i dłużej, jeśli te wybory wygra. Pomyślności w Nowym Roku, Pani Redaktor!

  96. @ Antonius1 stycznia o godz. 15:02

    „Doktorze! Sam sobie zaprzeczasz w następnym zdaniu!”

    Nie zaprzeczam. Dyskutujmy poważnie o stanie faktycznym, a nie o abstrakcjach. W obecnym systemie organizacji służby zdrowia o tym, kto może leczyć pacjenta i wypisać mu leki realizując jego ubezpieczenie decyduje NFZ, który jest w zasadzie 100% monopolistą. Istnieje co prawda prywatna opieka zdrowotna organizowana przez pracodawców, ale ustawodawca zwiększając jej fiskalizację, zmierza w kierunku jej likwidacji. Z sobie jedynie wiadomych powodów.

    Natomiast Pan sobie zaprzecza pisząc:

    „Takie jest zbójeckie prawo każdego monopolisty!”

    Może zbójeckie, ale dlaczego od razu prawo. W cywilizowanych krajach, do których Polska się przecież zalicza, monopole i wykorzystywanie pozycji monopolisty jest zabronione. Zacytuję tu komentarz prawnika z linku, który podałem na koniec mojego postu, który Pan komentuje:

    „Kary wymierzane przez NFZ budzą w nas poczucie niesprawiedliwości. Są nieadekwatne do winy i zazwyczaj nakładane mimo braku straty ze strony NFZ. Istotne jest również to, że zapisy umów na wystawianie recept refundowanych naruszają liczne przepisy prawa, takie jak przepisy kodeksu cywilnego o zgodności umów z zasadami współżycia społecznego (art. 58 i art. 3531 kc), o wyzysku (zastrzeżenie dla siebie nadmiernego świadczenia – art. 388 kc) oraz przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów w zakresie zakazu nadużywania pozycji dominującej (art. 9 pkt1) i zakazu narzucania uciążliwych warunków umów przynoszących nieuzasadnione korzyści (art 9 pkt 2 ppkt 6). Zgodnie z art. 9 pkt 3 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów czynności prawne będące przejawem nadużywania pozycji dominującej są nieważne.”

  97. Vera
    31 grudnia o godz. 19:31
    Może zamiast wywnętrzać się na temat recept lepiej byłoby przyjąć wzorce z Holandii
    ……………………………………………………………………………………………………………….
    Dodam, ze w Holandii okna w domach nie sa zaslaniane firankami nawet u lekarzy,a jak ci ostatni maja czas to jezdza na lyzwach po zamarznietych kanalach.

  98. zamiast życzeń noworocznych wałkujemy temat służby zdrowia bez końca. Wszystkie uwagi i propozycje są cenne, ale wszystkie dotyczą tego co może lub co ma robić rząd – a nikt nie pyta, co może uczynić obywatel dla państwa poza uiszczaniem składek. A przecież możemy się zmówić i tak po prostu przestać chorować, lub zaopatrzyć się w setki poradników jak leczyć się domowymi sposobami. Minister finansów, szef NFZ, a chyba sam premier także, byliby bardzo kontent. Kij ma jednak dwa końce, i po początkowej euforii, lekarze wobec grożby pójścia z torbami, mogą zacząć szwendać się po naszych domach w celu wyławiania potencjalnych pacjentów po wyglądzie, czyli wedle własnego widzimisię. Z hipochondrykami poszłoby im gładko, to jasne – ale większość z nas z pewnościa stawiałaby skuteczny opór. Skończą się wreszcie nieustanne oddłużania szpitali. Myślę że warto podjąć próbę takiej obywatelskiej akcji, zanim opozycja (zwłaszcza PiS) nie wyskoczy z bardziej śmiałym projektem. A tak naprawdę, to życzę Państwa Dobrego Zdrowia w tym Nowym Roku, a przynajmniej lepszego niż w minionym.

  99. Szanowna Pani Redaktor,

    Dziękuję za dzisiejszą „Puszkę”. Podsumowanie roku w polityce zagranicznej w wykonaniu red. Jonasa, red. Ostrowskiego i red. Talagi dzieli przepaść od tego bełkotu który przez cały weekend wylewał się z tzw. mediów informacyjnych. Mogę się nie zgadzać z niektórymi tezami, zwłaszcza tymi dot. Arabskiej Wiosny, ale i tak przyjemniej było usłyszeć wyżej wymienionych redaktorów niż wszystkie inne gadające głowy w TVP, TVN24 oraz Polsacie.

    Po długiej przerwie nieopatrznie włączyłem dzisiaj tzw: „fakty po faktach”, wytrzymałem tylko jakieś 10 minut, więcej nie dałem rady bo gościem był toruński prof. Zybertowicz. Wystarczyły mi trzy tezy tego profesora:
    1) W/g Zybertowicza Tusk obiecał podwyżki służbom mundurowym, by kupić ich poparcie gdy wybuchną społeczne protesty w związku z rozwijającym się kryzysem. Służby te staną dzielnie do tłumienia tych protestów, za obiecane dodatkowe pieniądze.
    2) Zybertowicz powołał się na Rybińskiego, który przewiduje że prawdziwy kryzys wybuchnie w Polsce wtedy gdy wszyscy beneficjenci systemu zabezpieczą swoje majątki, dopiero gdy będą pewni że ich nie stracą, kryzys rozwinie się na dobre i ucierpi społeczeństwo.
    3) Zybertowicz ma również nadzieję, że Gazeta Polska Codziennie umocni się na rynku mediów w Polsce, dzięki czemu inne media, te mainstreamowe nie będą mogły więcej ignorować tego ruchu i wszelkich oddolnych inicjatyw dążących do ujawnienia prawdy.

    Więcej nie dałem rady.

    Pani Redaktor, życzę pomyślności w Nowym Roku. Proszę trwać na pozycjach reżimowych, bo tych niezależnych, obiektywnych i krytycznych wobec władzy, na trzeźwo przyjąć nie sposób.

    Pozdrawiam

  100. Lekarze mają szczęście, że ministem zdrowia jest zawsze lekarz (ewentualnie pielęgniarka). Ministrem zdrowia powinien być doświadczony pacjent. Ten by im dał popalić.

  101. Ja się wprost wstydzę, że tyle rzeczy mi się udało w słusznie minionym Starym Roku. Miedzy innymi: remont mieszkania za całkiem przyzwoitą cenę, rehabilitacja kręgosłupa (mojego fizycznego) ze środków NFOZ, wygranie wyborów przez PO (dołożyłam się własnym głosem), dobry wynik Palikota (i tak ugrał swoje beze mnie), uodpornienie się na zjawisko Kaczyzmu (kolejne miesięcznice i marsze okazjonalne zahartowały mnie a rebours).
    Oczywiście, nikogo nie musi to obchodzić poza mną, ale napisać co chcę, mogę.
    Na Nowy Rok życzę sobie egoistycznie, żeby UE pozbierała się do kupy, a wraz z nią -ja.

  102. dziadek Ignacy,

    reprezentuje Pan typowe peerelowskie myślenie: budować ! budować ! budować ! Peerel puszył się budowaniem, za to o utrzymywaniu i o modernizacji istniejącego majątku nikt nie myślał. Logika tego stanu rzeczy była bardzo prosta: w dtv i na zdjęciach o wiele lepiej reprezentował się I sekretarz, który uroczyście przegryza wstęgę nowego obiektu niż ten sam sekretarzyna, który zaledwie inauguruje wznowienie działalności obiektu już istniejącego, po modernizacji. Być może w końcu nadeszły bardziej normalne czasy: zamiast inwestycyjnego zadęcia i tramtadracji najpierw modernizowanie istniejącej infrastruktury, zaś nowe inwestycje tam, gdzie to jest naprawdę konieczne (np. autostrady i inne drogi, infrastruktura telekomunikacyjna, itd).

    Witam w nowych czasach !

  103. Hehe, okienko związane z poprzednim wpisem kazało mi wspisać U584.

    Poszedłem tym tropem dalej. Oto, co można wyczytać na temat jednostki Kriegsmarine U-584:

    http://www.ubootwaffe.net/ops/boat.cgi?boat=584

  104. Jacobsky!
    Witam w nowych czasach!
    Pod warunkiem, że to TY uwolnisz się od peerelowskich skojarzen i porównań.

  105. komplementuje Pan mnie Panie Jacobsky. Z tym że ja piszę o kolejach i elektrowniach, a Pan o ideologiach. Przeczytaj Pan dokładnie i jeszcze raz to co Pan wypisuje Tropicielu spuścizny PRL.

  106. @ Dr Stues

    Przypuszczam że pozostaniemy przy swoim zdaniu.Dla mnie kończy się pewna epoka i czy to się lekarzom i pacjentom podoba czy nie, leki refundowane muszą zacząć być traktowane w kategoriach realnej kasy.

    Nasz wspólny Polaków problem polega na tym, że wszyscy chcemy zmian byle nie obejmowały nas osobiście. Nauczyciele akademiccy chcieliby więcej zarabiać ale bez dodatkowych obowiązków i weryfikacji ich umiejętności. Nauczyciele czują się spauperyzowani ale Karty Nauczyciela będą bronić jak niepodległości i mogłabym tak po kolei wymieniać poszczególne grupy zawodowe z dziennikarzami włącznie.
    Narzekamy na urzędników ale czy oni zachowują się inaczej aniżeli pozostałe grupy zawodowe?

  107. Zelew
    1 stycznia o godz. 13:15

    Piszesz: ”Jerzy Zimowski nie działał w ?demokratycznej opozycji?. Tym terminem określa się działalność antykomunistyczną przed powstaniem Solidarności.” … i na podstawie wymyślonej przez siebie definicji ‚demokratycznej opozycji’ w sposób podły obsmarowujesz człowieka.

    Wystawiasz sobie marne świadectwo ubóstwa nie tylko umysłowego (brak rozeznania w działalności opozycyjnej J. Zimowskiego), co przede wszystkim moralnego. Wstyd mi za tych co tak łatwo i bezinteresownie obrzucają innych ludzi błotem.

    Niewątpliwie należysz do tych nieomylnych, którzy wiedzą kto Polsce służy najlepiej, a kto jest jej wrogiem. Mało brakowało, aby przywódca duchowy nieomylnych zaczął w Polsce realizować swoje bolszewickie idee. Oto on:

    http://bebzol.com/pl/Mao-Brakowao.46579.html

  108. dziadek Ignacy,

    przeczytałem zgodnie ze wskazówkami:

    Obecnie 95% lokomotyw pochodzi z czasów Gierka a nawet Gomułki.
    Jeździ, bo są modernizowane. Lokomotywa to nie jest samochód, który po 10 latach trzeba zmienić na nowy.

    Gdyby nie środki ?unijne? to stan byłby jeszcze gorszy. Ale nie jest, nie jest dzięki tym środkom, środkom, które idą na modernizowanie – koncept obcy ideologii ekonomicznej peerelu.

    A to że mamy prąd w sieciach trakcyjnych (no i w domach) to dzięki budowanym bez opamiętania elektrowniom w latach 60. i 70. ub.wieku. Kluczowym zwrotem w powyższym zdaniu jest „bez opamiętania”. Teraz się opamiętano i najpierw wydawane są pieniądze na modernizację i unowocześnienie istniejącej energetyki, co uważam za słuszne i konieczne, bo pomimo wydawanych obecnie sum nadal mówi się np. o pogarszającym się stanie sieci energetycznej. Wybudowana przy okazji tego ideologicznego braku opamiętania, nowa za czasów peerelu, energetyka polska w tej chwili starzeje się, a więc nic dziwnego, że pieniądze wydawane są głownie na unowocześnianie stanu istniejącego, a nie na budowanie nowych obiektów. I owszem, prąd dają nam obiekty z lat 60-tych i 70-tych, ale to, że dziś wciąż ten prąd dają to zasługa środków przeznaczanych na ich utrzymanie. Wybudować było stosunkowo łatwo. Gorzej natomiast bywało z utrzymywaniem za peerelu.

    Czy czegoś jeszcze nie zrozumiałem ?

  109. mag,

    och, od ilu rzeczy Ty byłabyś łaskawa uwolnić się…

  110. @kozetka: Ty coś piszesz o moralności? Przywołując graficzne porównanie demokratycznego polityka do masowego mordercy? A to ci dobre.

  111. Zauważalne jest także wyraźne regionalne zróżnicowanie zainteresowania lekarzy wyjazdami za granicę – najwyższe wskaźniki osiąga ono w województwach zachodnich i południowych Polski. Zdaniem specjalistów, lekarska emigracja stanie się odczuwalna dla pacjentów wówczas, gdy z danego regionu wyjedzie co dziesiąty lekarz. Tymczasem w Izbie Lekarskiej w Gorzowie Wielkopolskim papiery na wyjazd złożyło 15,8% lekarzy, w Szczecinie takie wnioski złożyło 9,5% lekarzy, we Wrocławiu i w Opolu – po 6,7%, a w Gdańsku – 5,8%. Co się stanie z ochroną zdrowia w Polsce, jeśli wszyscy chętni do wyjazdu za granicę lekarze zrealizują swoje zamiary – rozważanie i rozwiązywanie tego problemu powinno leżeć w gestii osób wybranych przez społeczeństwo do sprawowania władzy.
    http://www.gazetalekarska.pl/xml/oil/oil67/gazeta/numery/n2007/n200701/n20070105
    ————————————-

    Za kilka lat nie będzie problemu- nie będzie lekarzy wystawiających recepty, po prostu………
    Niby jeden lekarz na 400 osób powinien wystarczyć, ale…..
    Harris czy Kaszpirowski w odwodzie? A może szeptuchy?
    U sąsiadów na Słowacji już ten problem niedawno przerabiano……

  112. oczywiście że nie zrozumiał Pan, Panie Jacobsky. Ja prosiłem o przeczytanie pańskiego tekstu, a nie mojego.

  113. @Katarzyna
    1 stycznia o godz. 21:56

    Jako osoba całkowicie bezstronna (ani lekarz, ani pacjent, ani płatnik) pozwolę sobie zwrócić Pani uwagę, że zauważa Pani nie ten problem, który jest clou sprawy.
    Nie chodzi wszak o to, czy uszczelniać system recept, ale o to jak to robić.
    Popierana przez Panią metoda zaproponowana przez p. Kopacz jest moim zdaniem beznadziejna, dramatycznie nieszczelna, opatrzona drakońskimi (tj. niewspółmiernymi do błędów) restrykcjami. I dlatego się nie uda.
    Tak się złożyło, że mam pewne doświadczenie w kierowaniu ludźmi i zauważyłem, że jak ludziom zaczyna grozić coś ze wszystkich stron, to albo przestają się przejmować, albo się zwalniają (szczególnie ci lepsi), albo się otorbiają (tzn. otaczają się tysiącem papierków zwanych czasami „dupochronami” i to jest jedynym celem ich działań). Efektywność roboty dramatycznie spada. A poruszyć taki marazm jest koszmarnie trudno. Wiem coś o tym. I nigdy nie słyszałem, by komuś się udało zastąpić karami brak organizacji.

    Tak przez ciekawość poszukałem trochę po internecie (cem.edu.pl) i znalazłem informację ile osób zdawało egzaminy specjalizacyjne w ostatnich latach. Ta liczba, delikatnie mówiąc, nie wbija w ziemię. I zdecydowanie nie rośnie. Nie znalazłem informacji ile osób wyjeżdża (czy netto medyków przybywa, czy nie – nie chodzi o deklaracje, chociaż to co pisze @wiesiek59 robi wrażenie). „Mój” lekarz pierwszego kontaktu podobno wyjechał gdzieś w świat, nowego nie mam, bo nie potrzebuję. Ciekawe czy znajdę jak będę potrzebował.
    Przyznam, że trochę się tego boję.

  114. kozetka
    Dzięki za wpis i smakowity link.Aż dziw,że nikt nie zareagował wcześniej na tą umysłową bździnę Zelewa.Też jakoś przespałem.
    Ukłony

  115. @ Katarzyna

    Lekarze nie widzą żadnych problemów.

    Niech NFZ umożliwi weryfikację kto ma prawo do świadczeń refundowanych, a kto ich nie ma.

    Izba lekarska, umożliwia on-line zweryfikowanie, czy lekarz ma prawo wykonywania zawodu.

    Niech NFZ, zamiast wypisywać na liście refundacyjnej: „we wszystkich zarejestrowanych wskazaniach”, niech napisze dokładnie w jakich wskazaniach dany konkretny preparat jest refundowany.

    Niech lekarze co 2 miesiące nie będą musieli sobie zawracać głowę, czy dany preparat nadal jest w odpłatności 30%, czy może z powodu wzrostu średniej płacy krajowej przeszedł na odpłatność 50%.

    I wszyscy będziemy żyć w zgodzie i szczęśliwi.

    Do tego dodajmy. Niech NFZ wyznaczy certyfikowane drukarnie, tak aby długość recepty przekraczająca o 3 mm przestała być powodem pretensji NFZ, które kończą się nakazem dla lekarza zwrotu kwoty refundacji.

    A zaczniemy żyć w kraju bez pretensji. Bynajmniej ze strony lekarzy, bynajmniej jeśli chodzi o Ustawę i o Obwieszczenie.

  116. dziadek Ignacy,

    a, to przepraszam. nie mam zamiaru pisania glosy do mojego tekstu. Jeśli Pan go nie rozumie w świetle swojego tekstu, to nic na to nie poradzę.

    Pozdrawiam

  117. Przepraszam ale czytając to co Pani wypisuje trudno zachować powagę :)) Centralny pięknieje :)) Odwoziłem teściową w Święta i widziałem na własne oczy, więc czas chyba na zmianę szkieł w okularach Szanowna Pani. Przy okazji polecam wizytę na Zachodnim i Wschodnim, są prawie tak piekne jak nowy Minister.

    Nie ma Pani pretensji do władz Warszawy ? Widocznie nie ma Pani powodów. Niestety w tej szczęśliwej sytuacji jest niewielki odsetek mieszkańcow Warszawy. Nie ma nikt pretensji o inwestycje bo sa potrzebne, problem jest z ich koszmarną organizacją. Kto wydaje ogromne pieniądze na przebudowe trasy toruńskiej a za chwilę zamknie most który przebudowaną trasę toruńską odetnie od miasta? Jaki to ma sens? Kto buduje Most Północny i cały ruch samochodów z Tarchomina i Białołeki wpuści w wąskie uliczki na Bielanach. TO SĄ IDIOCI A NIE ODPOWIEDZIALNE WŁADZE MIASTA !!!

  118. Zastanawia mnie KOSZT wprowadzenia systemu…….
    Ilu ludzi zatrudni się do kontroli? Jak odbije się to na pracy lekarzy?
    ZUS zatrudnia 120 000 ludzi, koszt wypłaty świadczeń emerytalnych to ponad dwa miliardy zł- przy pełnym skomputeryzowaniu systemu……
    Czy przypadkiem nie budujemy sobie jak faraonowie jakiejś piramidy?
    Wzrost zatrudnienia może się odbyć niekoniecznie w ten sposób……

    Ps.
    Zatrudnieni do kontroli urzędnicy , na pewno znajdą jakieś uchybienia formalne w receptach, w trosce o swoje stanowiska pracy.
    Kioskarka oskarżona o 15 groszy vat, czy kelnerka która nie wprowadziła opłaty za toaletę, świadczą o możliwościach naszych rodzimych biurokratów. Tysiące godzin bezsensownej pracy prokuratorów- niekoniecznie w stanie spoczynku…….
    Prawa Parkinsona wiecznie żywe?

  119. @dziadek Ignacy

    Nie podzielam Twego pogladu na to, ze nalezy ganic obecne rzady za to, ze duza czesc tego co sie uzywa obecnie pochodzi z czasow PRLu. Trudno sobie wyobrazic, ze wraz ze zmiana pogladow powinno sie zmienic wszystko lacznie z np taborem kolejowym, zamknac elektrownie i budowac nowe. Jesli by tak bylo to nalezaloby takze „zmienic” 3 mln ludzi. Od czegos trzeba bylo zaczac wiec zaczeto od tego czego nie potrzeba bylo wymieniac a czego brakowalo. I duzo nadal brakuje wiec eksploatuje sie to co moze jeszcze pracowac. Nie sadze, ze to odbiega znaczaco od polityki gospodarczej innych, wyzej rozwinietych krajow.
    To, ze jeszcze to wszystko, wybudowane w PRLu, pracuje to zasluga raczej a nie przygana. Gdyby nie bylo na to srodkow to prawdopodobnie nie mialbys dziadziu pradu dzisiaj, albo prad a nie byloby czegos innego. Ilosc srodkow jest ograniczona a przyslowiowa koldra za krotka w kazdym kraju. Niezaleznie od opcji politycznej.

  120. Przepraszam ale nie przeczytalem odpowiedzi Jakobsky-ego ktora jest zbiezna z moja i wlasciwie moj post jest powtorzeniem.

  121. Jako dziennikarz reżimowy wyznaję?

    Szanowna pani redaktor robi noworoczna szopke. Musze przyznac ze to trywializowanie i relatywizowanie czasu przeszlego wychodzi Polityce niezle. Widac te korzenie PRLowskie ktore ciagnely sok z ludu pracujacego miast i wsi. Czy wychodzi to obecnie na zdrowie czytelnikom to inna sprawa. Moim zdaniem nie. Wazne jest to by pietnowac w zyciu zlo. Tytul wpisu temu nie sluzy. Z tego punktu uniesienia pani redaktor juz prosta droga tylko do nikad.

    Slawomirski

  122. Rodz i Jacobsky mają rację w sporze z dziadkiem I. patrząc od strony naukowej, tym bardziej że kiedyś pan premier Jan Krzysztof Bielecki wygłosił w Davos słynne zdanie o tym, że „Polska po czasach PRL była bardziej zrujnowana niż po II Wojnie Światowej”. Gdyby nie miał racji, to przecież nie byłby premierem, ani potem nie pracował w bankowości.

  123. Ach Ona,
    pisze,
    A ja czytam,
    jeszczo raz,
    jeszczo mnogo raz,
    wsio nie tak kak nada,
    Sikorka u mnie za oknem,
    dziubie slonine.
    Ech a mialo byc o polityce.
    Happy New Year !

  124. A kiedy napisała pani o kimś „ich guru, Donald Tusk”? Jeżeli nigdy, za to pada takie określenie w przeciwnym kierunku, to niech się pani nie dziwi, że jest odbierana jako wdupowłaz.

  125. Za te Zakopane ma Pani u mnie DUŻEGO PLUSA. W ogóle uważam, że robienie z maleńkich Tatr lunaparku ku uciesze gawiedzi tudzież inwestorów to jest jakiś horror (przypominam, że w nagrzanych głowach górali pojawiały się już nawet pomysły przekopania tunelu pod Tatrami na Słowację – w jakim celu i za czyje pieniądze to tego kompletnie nie wiem…). Na szczęście nasze zdanie podzielają też Pan Paweł Skawiński i jego współpracownicy (dla niezorientowanych: dyrektor TPN i pracownicy parku) o czym miałem okazję się przekonać na jednym z górskich festiwali. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

  126. Artykuł na temat ‚reformy służby zdrowia’, napisany przez dziennikarza nie tyle niereżimowego, a bardziej kompetentnego, w każdym razie takiego, któremu chciało się nieco dokładniej zapoznać z tematem o którym pisze.

    http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/ZakowskiNapiecieopadlosprzecznoscizostaly/menuid-1.html

  127. Proszę wytrwać w postanowieniu .Mnie potrzebny jest Pani ogląd świata .
    Życzę Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku i w następnych też.

  128. Pisze internauta Arzof, komentując linkowany (sorry) wyżej artykuł redaktora Żakowskiego:

    „Poświęcanie czasu lekarza w kontakcie z pacjentem na jakiekolwiek działania (administracja/biurokracja) nie związane bezpośrednio z leczeniem to ewidentne marnotrawstwo. W społeczeństwie tyko lekarz umie leczyć, a papiery, refundacje i inne pierduły mogą robić średnio wykwalifikowani urzędnicy lub po prostu umiejętnie zorganizowany system. Umysł lekarza powinien być w 100% skoncentrowany na skutecznym leczeniu i konsekwencjach leczenia dla zdrowia pacjenta, a nie na konsekwencjach błędnie wypełnionych papierów i obawach o swoją własną płynność finansową. Oczywiście zawsze lekarz musi coś zrobić, musi wpisać przebieg wizyty i w szczególności podpisać receptę, ale jedyne o czym powinien myśleć, to jaki środek lecznicy zaaplikowac, a nie jaki % z tego zapłaci pacjent a jaki państwo.
    Co do obawy, że nieubezpieczonych może przybywać – otóż można na wielu innych krokach procesu weryfikować, czy ktoś ma prawo do tańszych leków i przede wszystkim zadbać na wiele innych sposób, by nieubezpieczeni się ubezpieczali. Weryfikowanie jakichkolwiek administracyjno-biurokratycznych wymysłów przez lekarza, to jakieś totalnie pomieszanie roli lekarza z urzędnikiem, i marnotrawienie cennych zasobów umysłowych lekarza na coś co równie dobrze mogą robić inni, zdecydowanie mniej wykwalifikowani ludzie i mniej cenni dla systemu. To tak jakby profesor miał robić ksero, no bo skoro już stoi przy kserokopiarce?”

    Postrzeganie lekarza jako cennego zasobu społecznego, a nie wroga publicznego na pasku koncernów farmaceutycznych, przywraca odrobinę optymizmu w tym ponurym dniu.

  129. Kocham Pania, Pani Janino! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!!

  130. Pani Janino.
    Też sobie chwalę ubiegły rok, który według mediów uchodził za „tragiczny”, i myślę, że obecny 2012 rok będzie równie dobry a nawet lepszy od Starego Roku. Jakoś kryzysy według Rzepy, TVN24, TVP, GW mnie nie podniecają. Wręcz przeciwnie, im więcej trzeszczą na ten temat, tym staję się obojętniejszy. Bo oni wieszczą w wirtualu nie w reality. Myślę też, że nazwanie Pani redaktorką ancien regime tylko nobilituje. W przeciwieństwie do przypinaczy łatek redaktorzy z lat mojej młodości byli skazani na myślenie a nie na „drukowanie” informacji. Ku mojemu zdumieniu bluzgi mainstream’u tylko nobilitują – zgodnie z zasadą podwójnego zaprzeczenia. Amen.
    Pozostaję z nieustającym szacunkiem, Pani Janino.

  131. Pani Janino i Drodzy Blogowicze
    Stale zapominamy, że nie wystarczy chcieć rządzić, trzeba jeszcze umieć to robić.
    Obawiam sie, że karuzela stanowisk w ministerstwach, znacznie wyższa płacowo oferta sektora prywatnego sprawiły, że na państwowe stołki trafiają:
    a) niedouczeni młodzi;
    b) odrzutki z eksportu do sektora prywatnego;
    c) aktywiści partyjni;
    d) co, co chcą sobie porządzić a gdzie indziej im nie dają.

    Dowód to treść i sposób wdrożenia w życie ustawy refundacyjnej. Przecież dla każdego zdrowo myślącego analfabety i ćwierćinteligenta było jasne, że rzecz wywwoła ogromne emocje zarówno wśród lekarzy jak i pacjentów. Lekarzom nie spodoba się, że szuka się oszczędności w personelu pomocniczym i obciąża lekarzy jego obowiązkami (bo tu nasze władze szukają oszczędności – niech lekarze robią także to, co powinien robić personel pomocniczy!). Pacjentom nie spodoba się to, że będą musieli płacić więcej, wracać do lekarza jak okaże się, że recepta jest źle wypisana itp.

    Pseudospecjalista z Ministerstwa zdrowia tego nie widzi, urzędnicy w NFZ (kolejne odrzutki z eksportu) nie ogarniają. Nikomu nie zaświta myśl, że tu potrzebna jest szeroka akcja informacyjna, staranne przygotowanie i rozsądne argumenty.

  132. Cieszę się ogromnie, że postępowanie lekarzy nie jest protestem, jak zapewnia szef ZZL, tylko racjonalnym postępowaniem, które rzekomo nie jest niezgodne z prawem.
    Jako laik nie potrafię powiedzieć, jakie są obowiązki lekarza, szef ZZL chyba wie, bo podobno był kiedyś lekarzem. Nie sądzę, aby cokolwiek uległo głębokiej zmianie odnośnie obowiązków lekarza, zatrudnionego w państwowych obiektach tzw. Ochrony Zdrowia. Jeśli żadna ustawa nie precyzuje obowiązków lekarzy, wtedy należałoby ją opracować. Wystarczy w tej ustawie zawrzeć obowiązek wypisywania recept zgodnie z innymi aktami prawnymi – ustawami i rozporządzeniami, a wtedy ob. Bukiel nie będzie pieprzył o zgodności z prawem tego „nieprotestu” lekarzy. Również umowa lekarza z zakładem pracy powinna jasno sprecyzować jego obowiązki. Lepiej przygotować takie akty prawne w niedługim czasie, bo szef związku oświadczył, że takie „racjonalne” (dla kogo?) postępowanie lekarzy może trwać bez końca.
    To jest oczywiście kłamstwo, bo po 21.12.2012 (koniec świata) żaden Polak nie będzie już chorował i potrzebował lekarza lub refundacji leków. Albo będzie śpiewał „hosanna na wysokości”, albo będzie zgrzytał zębami i smażył się tam, gdzie posłałbym tego szefa ZZL już teraz, mając naprawdę na uwadze „dobro pacjenta”.
    Jak głęboko interesują się lekarze ustawą i rozporządzeniem ministra świadczą liczby wejść na odpowiednie strony ministerstwa zdrowa. Na 120000 lekarzy aż 15000 osób (lekarzy i/lub pacjentów) rzuciło okiem na Rozporządzenie i mniej niż połowa liczby lekarzy na ustawę – ale „postępują racjonalnie”, tzn. intuicyjnie wyczuwają, że mogą być odpowiedzialni za bałaganiarstwo, oszustwa i przekręty różnego rodzaju, bo te durne przykłady, że nałożono drakońskie kary na lekarza, który popełnił błąd ortograficzny w adresie pacjenta, należałoby dokładnie prześwietlić. Jeśli to nie ordynarne kłamstwo, to skłonić prezesa NFZ do zwolnienia urzędnika, a nie czynić z tego afery.

    Przykre jest jedno. Łamanie prawa, przypadkowe lub zamierzone, stało się normą w „dzikim” kraju, jak to słusznie zauważył „Miro”. Stwierdzam to na każdym kroku, szczególnie dotkliwie przy łamaniu dobrego prawa, ustanowionego dla ułatwienia życia osobom niepełnosprawnym, bo tu mam tzw. „wiedzę”. Teraz ZZL „interpretuje swobodnie” nową ustawę refundacji leków.

    Czytałem pobieżnie zarówno ustawę jak i rozporządzenie i widzę, ze są konieczne działania w kierunku ułatwienia pracy lekarzom od strony administracyjnej (niekoniecznie zmiany w ustawie), ale ta idiotyczna pieczątka jest żenująca i powinno się dać do publicznej wiadomości autora pomysłu i umieścić jego zdjęcie w TV i sieci, aby zdenerwowany pacjent mógł odreagować stres plując na ekran. Podobno były w Grecji telewizory z wycieraczkami.

    Lekarze mają przecież inną, potworną broń na pacjentów (bo rząd i sejm się wyleczą – choćby w klinikach z „kamaszkami”) – tzn. legalny strajk włoski – dokładne spełnienie wymogów nowej ustawy. Nie wiem tylko, czy wynagrodzenie lekarzy zależy od liczby pacjentów, jeśli tak, to ochłodziłoby zapał lekarzy do stosowania tej formy protestu – oczywiście mając na uwadze „dobro pacjentów”, a nie zarobek, i tak bardzo niski, jak wiemy.

    Za lekarzami mogą to czynić np. nauczyciele, nawet wiem jak. Lubiłem zawód nauczyciela, ale nienawidziłem dwóch rzeczy: Dyżurów na przerwach i konieczności stawiania ocen i to dużo, często i w miarę sprawiedliwie. Dodatkowo powinny być pozytywne, bo tego oczekują władze i rozlicza się dyrektorów. Każdy nauczyciel wie, a reszta się domyśla, że bardzo uczciwe ocenianie opanowania wiedzy przez ucznia (w klasie po kilkadziesiąt uczniów) wymaga wiele czasu (tak jak przygotowanie recepty w 45 minutach). Nie da się naprawdę uczciwie w ograniczonym bardzo czasie przekazać uczniom wiedzę i sprawdzić wyniki pracy ucznia. Trzeba lawirować rozsądnie między Scyllą a Charybdą (tak mi się jakoś głupio skojarzyło). Niektórzy postępują „racjonalnie” – jak obecnie lekarze. Pytają całą lekcję, a nowy materiał zadają do domu. Uważam, że takich racjonalizatorów trzeba usunąć z „grona”, jako elementy nadpsute.

    Można jednak zrzucić z siebie całkowicie odpowiedzialność za ocenę uczniów, kupując pieczątkę o treści:
    „Ocenę ucznia pozostawiam do decyzji…”
    i tu odpowiednio wybrać do „smaku” dyrektora, inspektora albo dojechać aż o ministra Edukacji – niech sobie sprawdzają jak umieją lub chcą.
    To nie jest taki głupi pomysł i jest już częściowo zrealizowany, bo wiele instancji oświatowych i tak nie szanuje i nie respektuje ocen, stawianych przez nauczycieli, wprowadzając testy lub egzaminy wstępne. Świadectwo jest tylko świstkiem papieru, nie dowodzi niczego.
    Włoski strajk w przypadku nauczycieli też jest możliwy, szczególnie dlatego, że płaca nie zależy od liczby uczniów, spowoduje jednak nie zrealizowanie materiału, co pod koniec roku źle się skończy dla nauczyciela – przekwalifikowaniem na inny zawód lub bezrobociem.

  133. @Sławek. Pozostawiając na boku meritum dyskusji czyli kwestie ochrony zdrowia chcę skomentować Twoje wypowiedzi (pogardliwo-krytyczne) na temat jakości kadr urzędniczych administracji centralnej. Warto się do tego odnieść bo skatalogowałeś całe spectrum stereotypów i ćwierć prawd.

    Sam znam z autopsji zarówno administrację centralną jak i sektor prywatny i w obu zajmowałem (i zajmuje wysokie stanowiska) pokuszę się moją ocenę:

    1. W administracji centralnej jest wielu bardzo kompetentnych ludzi.
    2. W biznesie jest wiele osób niekompetentnych.
    3. Naiwnym i aroganckim jest myślenie, że w ministerstwach są tacy idioci, którzy „nie widzą rzeczy oczywistych”. W istocie decyzje są wypadkową wielu czynników, wśród których opinie profesjonalistów tam pracujących nie mają najwyższej wagi.
    4. Płace na stanowiskach kierowniczych w ministerstwach są oczywiście gorsze niż biznesie. Na średnich już niekoniecznie. Do tego dochodzą szkolenia, częste wyjazdy zagraniczne, ciekawa praca, kontakty, budowa doświadczenia i relacji na przyszłość. Wszystko to sprawia, że w administracji jest cała armia kompetentych i ciekawych ludzi.
    5. Może dla Ciebie jest to niepojęte ale chęć służby publicznej, służby Państwu powoduje, że do administracji przechodzą z biznesu całkiem świadomie i dobrowolnie nie „odrzuty” ale ludzie, którzy chcą właśnie tak się realizować.

    Myślę, że to co napisałeś jest bardziej zbliżone do prawdy w opisie czynników politycznych a nie urzędników i ekspertów administracji.

  134. Życzę zdrowia i dystansu do rzeczywistości,a wiem że taki Pani posiada oraz by Nowy Rok nie był gorszy od minionego.

  135. no jak się łyka psychotropy to nie dziwi różowy obraz Polski rządzonej przez biurokratyczny zamordyzm, któremu są winni lekarze. Przecież.

  136. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
    Również byłem w swojej aptece ale kolejek nie zauważyłem, było normalne.
    Dlaczego lekarze tak wrzeszczą do spółki z niektórymi dziennikarzami, ano dlatego, że zostaną pozbawieni fruktów w postaci sponsorowanych przez koncerny farmaceutyczne wyjazdów na „konferencje” ( tylko dlaczego akurat w okresie lipiec , sierpień ?) w Hiszpanii, Portugalii, itp. za wypisywanie tylko takich a nie innych leków tzn. droższych.

  137. TVN24, godz. 14,45 – informacja z Wisły.
    Lekarze z Wisły wypisują recepty wg. zasad określonych w ustawie refundacyjnej i rozporządzeniu dot. recept. Z wypowiedzi lekarzy przed kamerami wynika, że wypisywanie recept wg. nowych zasad (choć na starych drukach) nie stwarza im żadnych dodatkowych trudności i nie zajmuje więcej czasu niż dotychczas.
    W aptekach realizacja tych recept wg. nowych zasad również nie nastręcza aptekarzom żadnych trudności
    Bez komentarza.
    PS. Informacje powtórzono o godz. 14,15, także w TVN24.

  138. Poprawka:
    informację z Wisły powtórzono o gosz. 15,15.

  139. Mam ogromny kłopot ze zrozumieniem o co chodzi. Najpierw nastąpił w ostatnich dniach grudnia szturm otumanionych ludzi na niektóre apteki. A przecież oni wykupywali leki na recepty wypisane przed wejściem w życie ustawy. A teraz lekarze nie chcą wpisywać do recept tego co wiedzą. Bo przecież wiedzą czy pacjent jest ubezpieczony i czy choroba jest przewlekła. Wiedzą jeśli tego pacjenta leczą. Zatem co jest?
    Z poważaniem W.

  140. Można być tylko pełnym podziwu dla uporu i determinacji szanownej Pani redaktor w poszukiwaniu apteki która wydałaby lekarstwo na źle napisaną receptę. Każdy inny przeciętny pacjent, nie tak zdeterminowany jak Pani zrezygnowałby już po wizycie w pierwszej aptece po uzyskaniu informacji, że recepta jest źle napisana i nie może być zrealizowana. Tymczasem Pani, biedactwo przewlekle chore męczyła się chodząc po kilku aptekach, od jednej do drugiej i nie ustawała w wysiłku zdobycia źle zapisanego leku. Dobrze chociaż, że w żadnej z tych aptek nie było kolejki szturmującej leki refundowane i nie musiała Pani długo czekać ? widocznie Pani koledzy dziennikarze siali wrogą propagandę ale to pewnie byli dziennikarze prawicowi, związani z Kaczyńskim i PiS-em. Gdyby nie była Pani tak uczciwą, rzetelną i prawdomówną dziennikarką to można by pomyśleć, że to jakiś reżimowy dziennikarz opisuje fikcyjną sytuację dla potrzeb artykułu zleconego przez reżim celem zdemaskowanie protestujących lekarzy. Bardzo słusznie piętnuje Pani nieuctwo tych paskudnych konowałów którzy przez lata narażali Panią na zawyżoną odpłatność i jak można mniemać na znaczne straty materialne. To prawdziwy skandal, że nie znali oni nawet podstawowych przepisów, obowiązujących od lat. Strach pomyśleć co to będzie teraz gdy weszła w życie ta nie bublowata, jasna i nieskomplikowana ustawa refundacyjna z przejrzystym i prostym wykazem jedynie 2 689 leków.
    Można być tylko wdzięcznym Panu premierowi, że między jednym a drugim kopnięciem piłki zagroził tym paskudnym, protestującym lekarzom pociągnięciem za konsekwencje a nie dokonał ich kopnięcia w ?.. zamiast piłki.
    Życząc szanownej Pani w Nowym Roku zdrowia i jeszcze raz zdrowia oraz wyleczenia się z choroby przewlekłej pozostaję z szacunkiem.
    Fenactil (jako lek p.wymiotny, chyba nie refundowany).

  141. Wszelakiej dobroci w 2012 roku. Oby był on tak nudny, by nie było powodów do zajadliwej dyskusji nad Pani felietonami. Zawsze jest tak w życiu, że może być lepiej lub gorzej. Optymizmu w tym roku życzę wszystkim zmęczonym życiem i sfrustrowanym ciągłym gdybaniem. Spokojnie. Będzie dobrze….
    Zaliczony do Pani „wyznawców”. j.d.

  142. bacha,

    próbuje Pani być tak inteligentnie dowcipna jak Zosienka, ale chyba Pani nie wychodzi…

    Gdybym wyznawał przytoczoną przez Panią teorię o zrujnowanej Polsce odziedziczonej po peerelu, to zamiast stosować termin „modernizacja”, używał bym słowa „odbudowa”, a tak nie jest. Po peerelowskiej nieboszczce przejęto przestarzałą lub starzejącą się infrastrukturę (np. kolejową lub drogową). Pani chyba chce jeździć szybkimi pociągami lub bezpiecznymi drogami, prawda ? Aby spełnić Pani oczekiwania (oraz oczekiwania znakomitej większości Polaków) trzeba stopniowo modernizować istniejącą infrastrukturę (zbliżać ją do standartów europejskich), a jeśli środki pozwalają, budować nowe drogi czy linie kolejowe. Tych ostatnich nie brak w Polsce, i żeby oddać sprawiedliwość wszystkim, to pamiętając o peerelu trzeba również pamiętać o Niemcach, po których przejęliśmy przez długi czas jedyne autostrady na ziemiach polskich oraz kilka magistral kolejowych o znaczeniu międzynarodowym. Przed wojną ekspres z Bytomia do Berlina pokonywał tę trasę w coś ponad 5 godzin. Po wojnie owszem: odbudowano zniszczenia, ale proszę sprawdziś na rozkładach jazdy z epoki schyłkowego peerelu ile trwała podróż koleją z Katowic czy z Gliwic do tego samego Berlina (z poprawką na odprawę graniczną). Do nie tak dawna, dokąd nie rozpoczęto zakrojonej na szeroką skalą modernizacji niektórych szlaków, w tym szlaku wiodącego z Katowic do Wrocławia, pociągi jeździły po szynach od Kruppa, a wiec i po podkładach z tamtych czasów, z czasów jeszcze sprzed peerelu. Ja nie mam nic do jakości stali od Kruppa, ale z punktu widzenia współczesnych potrzeb kolei niemal wiekowe torowiska nie stanowią gwarancji jej rozwoju na miarę naszych oczekiwań.

    Dowcipkować, ale inteligentnie – takie postanowienie noworoczne byłoby dla Pani wskazane.

    Pozdrawiam

  143. Przeszkadzają pani „socjolożki”? Nie ma pani pretensji do władzy? Niby dwie odrębne rzeczy, a tak bardzo się łączą. Pani nie rozumie, po co lansowane są „socjolożki”, bo pani ogólnie nie ma powodów do narzekania. Przecież tu nie chodzi o „polityczna poprawność”, a o politykę równościową. O lansowanie obecności kobiet w życiu społecznym, politycznym, kulturalnym. Być może będąc popularnym dziennikarzem (no jak to brzmi w odniesieniu do kobiety?) nie widzi pani, że większość kobiet nie ma tak dobrze i ma o co mieć pretensje do rządu. Wiem, że nie na temat napisałam, ale tak mnie jakoś pani zdenerwowała tym akapitem o „socjolożkach”.

  144. Izabela Żbikowska: Opolska prokuratura właśnie umorzyła sprawę śmierci 52-letniego anestezjologa, Jakuba P. Prokuratura badała sprawę, bo lekarz zmarł podczas pełnienia dyżuru, a jak się okazało pracował bez ustanku pięć dni z rzędu. Choć ostatecznie biegły uznał, że przyczyną jego zgonu była choroba, nie ma wątpliwości , że tak wyczerpujący maraton w pracy jest zagrożeniem i dla zdrowia lekarza, i dla bezpieczeństwa pacjentów.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10900743,Lekarz_zmarl_po_pieciu_dniach_z_rzedu_dyzuru__Nie.html
    ————————–
    Widzicie Państwo?
    Lekarze oddają za nas życie…….
    Śmierć z przepracowania ma jakąś nazwę i właściwa jest kulturom dalekowschodnim.
    Czyżbyśmy budowali jednak drugie Chiny?

  145. Fascynująca prawda o polskim systemie podatkowym – http://www.stachurska.eu/?p=6132 , polecam Państwu.

  146. Jak zwykle, znakomity tekst. Szkoda, że nie co dzień. Natomiast dobrze, że są pp. Karnowski i Czabański, albowiem widać u kogo złośliwość jest wykwitem inteligencji a u kogo pokryciem jej braku!!

  147. Panie Jacobsky, dziękuję za porównanie mnie z Zosieńką.To komplement. Zauważyłam że jest Pan poetą skoro mówi o szynach od Kruppa. A toromistrz Duda mi mówił, że wystarczy stal od Mittela (Huta Katowice) na szyny S-60 i S-100, aby pociągi jeżdziły do 200 km/h. Oczywiście pod warunkiem, że takie detale jak podtorze, zasilanie i system zabezpieczenia ruchu będą traktowane nie jako wymysł komuny. A tak ogólnie zgadzam się, że III RP przewyższa PRL pod wieloma względami, wystarczy popatrzeć na ilość banków, lombardów, wyższych uczelni i ogródków piwnych na kilometr kwadratowy w miastach, a także jednoosobowych przedsiębiorstw i firm typu „bus-express”. Dodać należy coraz dorodniejsze budynki plebanii. Szęśliwego Nowego Roku!

  148. Aro 2 stycznia o godz. 12:53

    Jasne jest, że nie wszystkie owce są czarne, problem w tym, że nawet te najbielsze z daleka wydają się jakieś szarawe. Zaraz to rozwinę.
    Chcemy wprowadzić nową ustawę. W jakimś stopniu dostknie ona ludzi chorych a więc uczulonych na wszelkie zmiany w służbie zdrowia oraz lekarzy, ludzi inteligentnych, którzy chcąc żyć na jakimś sensownym dla siebie poziomie muszą pracować na kilku etatach. Ustawa nie dotyczy podniesienia ich wiedzy fachowej lecz najbardziej znienawidzonej biurokracji. Znienawidzonej nie dlatego, że ogranicza lecz dlatego, że zabiera czas. Każe wysoko wykształconemu człowiekowi wykonywać, za niskie pieniądze, małpie czynności zastepując niskokwalifikowany personel, na który nie ma pieniędzy.
    Jasne jest, że będą protesty. Co więc robią specjaliści z MZ? Z zewnętrznego oglądu robią wszystko, żeby zaostrzyć sytuację. A to wmawiają ludziom, że to dla ich dobra, a to przygotowują tabele leków w najbardziej nieczytelnej i trudnej do wykorzystania formie, a to nie rozmawiają z innymi specjalistami bo uważają, że ma być tak jak oni chcą i tak dalej.
    Dlaczego? Bo są nauczeni wykonywać bezmyślnie każde, najbardziej bezsensowne polecenie polityków, bo boją się o własne 4 literki.
    Dla mnie to nie są specjaliści tylko potakiwacze (bardziej dosadnego określenia nie przepuści moderator blogu). Wyobraź sobie, gdyby na budowie zjawił się jakiś taki i powiedział, że grubość ścian budynków ma być dwa razy cieńsza (oszczędności!) to bez względu czy nazywałby się Kopacz, Arłukowicz czy Tusk ktoś by mu delikatnie lub mniej delikatnie wyjaśnił, że proponuje ogólnopolską katastrofę budowlaną.
    Od tego mają być specjaliści w MZ, żeby wiedzieć nie tylko co należy zrobić ale i jak.

  149. Lex z 2 stycznia o godz. 14:26
    Piszesz „Z wypowiedzi lekarzy przed kamerami wynika, że wypisywanie recept wg. nowych zasad (choć na starych drukach) nie stwarza im żadnych dodatkowych trudności i nie zajmuje więcej czasu niż dotychczas.”

    Lexie kochany nie rób nam, proszę wody z mózgu. Wyjdę na ulicę i w 10 minut nagram wypowiedzi Uczciwych Polaków, że wszystkich, którzy mają literkę x w nicku należy deportować na Antarktydę. A co sądzą Uczciwi Polacy w o prawnikach nagrywać nie będę bo mi tego żadna telewizja nie puści.

    To, że Pani Redaktor zrealizowała receptę i nie miała kłopotów tyż o niczym nie świadczy bo nie każdy jest Panią Redaktor. Za późnego Gomułki kilku dziennikarzy zebrało się na odwagę i poszło do I Sekretarza do KC z informacją, że ludzie narzekają bo kaloryfery słabo grzeją. I Sekretarz z oburzeniem zdementował te plotki pokazując jak gorące są jego kaloryfery.
    Więc proszę o ostrożne szermowanie przykładami.

  150. bacha,

    Pani ma chyba jakiś poważniejszy problem ze zrozumieniem tekstu, albo nawet jeśli go Pani rozumie, to i tak napisze swoje, żeby pasowało do tego, co chce Pani powiedzieć. Szyny od Kruppa to żadna poezja (?), ale ilustracja dotychczasowego stanu wielu torowisk na odcinkach łączących Polskę z Europą Zachodnią, do poziomu której Polska aspiruje (i słusznie). Te szyny, pamiątka po budowniczych linii kolejowych z początków XX-go wieku (i wcześniej), nareszcie się wymienia, a wraz z nimi wspomniane przez Panią inne elementy linii kolejowych (podtorze, odwodnienie, przepusty, przejazdy kolejowe, energetyka, sieć trakcyjna itd), w tym systemy zarządzania ruchem i telekomunikacji. Stal od Mittala jest tak samo dobra jak od Kruppa – nie widzę nic nagannego w stwierdzeniu p. Dudy. Trudno, żeby przy każdej okazji p. Duda czy kto inny wyliczał szczegółowo wszystko, co musi być (i jest) zmodernizowane, aby na danym szlaku można było dopuścić jazdę pociągów z docelową prędkością.

    Ostatnia uwaga (III RP v/s peerel) to raczej patetyczna próba z Pani strony ratowania się ucieczką do przodu, w inne tematy, aby tylko było ironicznie. Ale wyszło jak zwyklew Pani przypadku: patetycznie.

    Pozdrawiam

  151. Szczęśliwego Nowego Roku.
    Do najbardziej nieszczęśliwych z powodu pokrzywdzenia producentów leków, lekarzy itp. należy Pani kolega Jacek Żakowski. Współczuję mu zwłaszcza po nauczce, jaką dostał od prof. Władyki i red. Wołka w ostatni piątek w TOKFM. Cztery razy im przerywał żeby tylko jego było na wierzchu. Wypadł na histeryka.
    Ja mam wielki kłopot bo nasze konowały uszkodziły jelito grube mojemu przyjacielowi podczas naświetlania prostaty. Niestety cenię ich dość nisko.

  152. Brawo pani Janino , wspaniały komentarz , zycze wszystkiego Dobrego w Nowym Roku

  153. Pani Gospodyni
    -wyrazy szacunku za rzetelność
    -ukłony za styl
    -gratulacje za ostrość widzenia rzeczywistości
    oraz podziękowanie za prostowanie niektórym ścieżek myslenia
    wraz z życzeniami zachowania formy w rozpoczętym juz roku
    przesyła zezowaty
    P S – co do lekarzy , tych którym wypisanie recepty zabiera trzy kwadranse to należy im przypomnieć że czas nauczyć się pisać – ćwiczenie czyni mistrza

  154. Panie Sławku,
    o co chodzi w proteście lekarzy powiedział „bez obcyndalania się ” przed chwilą pan Krajewski, szef Pozrozumienia Zielonogórskiego w rozmowie w Polsat News. Zresztą pisałem o tym i ja u p. Paradowskiej i u p. Szostkiewicza. Chodzi o to, że ustawa nałożyła na lekarzy osobistą odpowiedzialność za błędne wystawienie recept. Dotychczas konsekwencje takich błędów ponosiły szpitale i przychodnie – czyli my wszyscy opłacając składki na ubezpieczenie zdrowotne gdyż kwoty płaconych przez szpitale i przychodnie z tego tytułu kar „szły” w koszty działalności placówek finansowane m. innymi z naszych składek. To panom i paniom lekarzom „pasowało”. Teraz mają sami odpowiadać , także finansowo za swoje błędy i… przestało im „pasować”.
    Czy postulat aby wszyscy (także lekarze) – w wymiarze indywidualnym – ponosili osobistą odpowiedzialność za swoje działania (także i błędy ) tak Pana bulwersuje ? Toż zasada taka (odpowiedzialności za swoje działania ) obowiązuje od …. niepamiętnych czasów. Już starożytni ją stosowali. Pozwalam sobie nieśmiało zacytować treść obowiązującego art. 415 kodeksu cywilnego: „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”. Tym „drugim” może być także Skarb Państwa, który dopłacił do leków bezzasadnie refundowanych.
    PS.1. Przy okazji muszę się przyznać do błędu w zrozumieniu wypowiedzi p. Krajewskiego, którą przywołałem w jednym ze swoich sylwestrowych wpisów. Pan Krajewski powiedział wtedy mniej więcej tak (przywołuje z pamięci): zastrzeżenia zgłaszane wobec nowych regulacji są w dużej mierze wynikiem niezrozumienia czego dotyczą. Myślałem, że ta uwaga o braku zrozumienia odnosi się do lekarzy. Z dzisiejszej wypowiedzi p. Krajewskiego wynika, że to ja jego wypowiedź zrozumiałem błędnie. Co niniejszym oświadczam.
    PS.2. Insynuację, że publiczne wypowiedzi lekarzy z Wisły zostały zmanipulowane pozostawię bez komentarza.
    Uwagę co tzw.Uczciwi Polacy myślą o prawnikach in gremio – także. Jest bardzo, ale to bardzo merytoryczna.

  155. Lex
    2 stycznia o godz. 18:51

    W postawie lekarzy widzę twórcze rozwinięcie postawy urzędników Skarbówki…..
    Również nie odpowiadają za swe błędy w interpretacji przepisów.

    Problem w tym, że od decyzji aparatu skarbowego, sądu, czy innego urzędnika, można się odwołać i czasem nawet uzyskać zadośćuczynienie.
    Przy błędnej decyzji lekarza może być za późno…..

    Skoro KAŻDY obywatel powinien przestrzegać przepisów obowiązujących, to czy tworzyć chcą oni następną po księżach klasę ludzi mogących negować obowiązujące PRAWO?

  156. Sławku i Lexie!
    Cieszy mnie dyskusja, ale za najbardziej celną uważam uwagę Lexa, którą ja od lat wygłaszam, gdzie się tylko da. Polscy lekarze chcą godnie żyć, tzn. mieć zarobki amerykańskich lekarzy, ale bez odpowiedzialności za swoje błędy. To też leży u podstaw „nieprotestu” czyli „racjonalnego działania” jak mówi szef ZZL. A któż by nie chciał tak mieć? Sławek może zapytać „uczciwych Polaków” na ulicy, czy też by sobie tak życzyli, a nawet jeszcze lepiej – zarabiać w dewizach tyle ile „kolega” na zachodzie, a wydawać w Polsce. Zawsze o tym marzyłem, ergo, też jestem z grupy „uczciwych Polaków”. Nota bene!
    Moje zdanie o profesjonalizmie polskich prawników też nie jest warte ujawnienia, znam za dużo przypadków – od młodego prokuratora, starego pierdioły mecenasa do profesorów włącznie.

  157. Tak mi przyszło na myśl……
    Podpisanie weksla, czeku, faktury, oświadczenia, rodzi skutki prawne……
    Dlaczego recepta ma ich nie rodzić?
    Przecież jest to papier wartościowy, wystawiany przez wysoko kwalifikowanych ludzi…..

  158. Przed chwilą w Polsat News ma temat sporu o recepty wypowiadała się p. Alina Fornal – Prezes Warszawskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. Pani Prezes w sposób jednoznaczny acz ogledny dała do zrozumienia, że problem z receptami jest wykreowany i rozdmuchany przez lekarzy. Pani Prezes mówiła jaki kłopot mają aptekarze z aktualizacją swojego programowania w aptekach i o braku dostępu do obowiązujacej listy ale wyraźnie stwierdziła, że określenie rodzaju choroby i stopnia jej refundacji jako elementy diagnozy należą do lekarza. Pani Prezes w sposób zawoalowany dała także wyraźnie do zrozumienia że ten spór to nic innego jak próba „zwalenia” przez lekarzy na aptekarzy odpowiedzialności za ich (lekarzy) błędy.
    Oczywiście – odmiennego zdania był reprezentujacy środowisko lekarskie, p. Pacholski ( chyba dobrze zapamiętałem nazwisko).
    PS. Czy wypowiedź p. Fornal, też została zmanipulowana a sama p. Prezes należy do grona tych „uczciwych Polaków”, którzy „na zawołanie” mówią publicznie „co należy”

  159. @ Abramasia

    Żadne socjolożki, politolożki itd. nie pomogą jeśli my kobiety nie zaczniemy zmieniać swojego sposobu myślenia. Problem nie zaczyna się w pracy ale w domu. Czy nie jest tak że to my bezwiednie już od pierwszego dnia małżeństwa,powielając wzorce wyniesione z domu bierzemy na siebie zbyt dużo obowiązków i dla świętego spokoju robimy rzeczy,które spokojnie mógłby zrobić partner. Tyle że on przetrzyma bałagan, my nie; potem w pracy zachowujemy się podobnie. I to nasze zakodowane poczucie winy.Skąd się wzięła opinia że kobieta musi pracować podwójnie aby zapracować na podobne stanowisko jak mężczyzna ?

    Żadne sfeminizowanie nazewnictwa nie pomoże jeśli dalej odkurzacz będzie pasował tylko do ręki kobiety a pralka automatyczna dalej będzie dla faceta urządzeniem bardziej skomplikowanym aniżeli komputer.
    Nie zbuduje się poczucia wartości kobiet zmianami nazewnictwa.

  160. Lex z 2 stycznia o godz. 18:51

    Spokojnie. Lekarze zawsze ponosili odpowiedzialność za wypisywane recepty. Za błędy medyczne. Tutaj chce się ich obciążyć za błędy biurokratyczne (jaka zniżka się komu należy). Lekarze zaczęli wyjeżdżać w świat a tam okazało się, że świat ceni specjalistów i nie wciska im roboty, którą może wykonać absolwent gimnazjum. Lekarze wracają na święta, spotykają się z kolegami i opowiadają im o tym jak w cywilizowanym świecie rzeczy się mają. Zaczął się pewien proces którego nie idzie już zatrzymać. Nie ma zresztą jak. Jeśli ktoś myśli, że każąc lekarzom wpisywać ile ma wynosić refundacja coś się skontroluje i ukróci, to gratuluję naiwności. Nie ma takiego systemu informatycznego, który by kontrolował recepty a ręcznie życzę szczęścia. To po prostu nieudolna, powiedziałbym partacka próba realizacji zaleceń Unii w warunkach gospodarki socjalistycznej jaka panuje w podstawowej służbie zdrowia.

    Co do obowiązującej od niepamiętnym czasów zasadzie odpowiedzialności osobistej za błędy to znam wyjątki w postaci urzędników, polityków i prawników za których osobiście odpowiada Skarb Państwa.

    Ad. PS 2. Mówimy o procesach społecznych, oddziaływaniu prawa na całe grupy społeczne. Moja uwaga odnosiła się do starej metody argumentowania poprzez pokazanie jednego lub kilku osobników, którzy mają odpowiednie poglądy. Tu manipulacja polega na tym, że pyta się setkę osób a pokazuje w telewizji dwie, trzy. W sondy uliczne i tym podobne przestałem wierzyć w okolicy szkoły podstawowej i wszystkim to radzę zrobić. Jako materiał instruktażowy radzę wykorzystać film Stanisława Barei „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”.
    Co do mojej uwagi o prawnikach, to proszę uniżenie nie wyrywać jej z kontekstu. Osobiście nie mam nic przeciwko prawnikom (też bardzo lubię się spierać). Wyjaśniam, że chciałem nieśmiało zasygnalizować, że gotów jestem dostarczyć dowolnie niecenzuralną opinię na dowolny temat (także prawników) zaczepiając z mikrofonem ludzi na ulicy.

  161. Czytam wszystkie komentarze (dziękuje ,nie chcę wyróżniać ) ,a nawet wyjatkowo oglądałem dziś Kropkę nad i z Panią Monisią .i panem ministrem .
    Czapka na złodziejach gore a pani (rzeczniczka lobby lekarskiego !)Monika mataczy w swoim stylu .
    Miała okazję dać możliwość, by Minister Arłukowicz wypowiedział publicznosci kilka ważnych kwesti bez przeszkody .Nie!!! nie dał rady .Kamera TVN24 zbliżeniami wskazywała na buciki Pani Moniki .
    Tak, pani Monika Olejnik nie jest dziennikarzem ,a jest pracownikiem mediow lichych bo lichych ale jest .
    Uciekam od polskich „przekaziorów” , w tej sprawie nie będę obiektywny ,ponieważ nie potrzebowałem od lat istotnej porady medycznej ,za wyjątkiem dzisiejszej doroczej wizyty i drJoanny okulistki ,dokładnę badanie ,czekałem na nie 4 miesiace ( zobaczymy się za rok ) i wynik bez zmian .Stabilny senior .
    Natomiast lekarze z cenzusami maja u mnie przechlapane na zawsze ,za beszczelne wyszarpywanie pieniędzy z mojego portfela ,kiedy w latach 90 -tych XX wieku przez 4 lata szabrowali moje pieniadze więdząc , że nie ma szans na uratowanie życia moje żonie .
    W tamtym czasie m.in funkcjonowaly zielone recepty -darme ,a jednak .
    Ciekawe czy Arłukowicz dopadnie spektakularnie złodzieji !, spektakularnie ,bo co robi przez lata CBA ? czy CBŚ ? Jakiś sukcesik ,skoro wydaje polski podatnik ca 11mld PLN na refundowanie ?
    ps.
    Moge sobie pozwolic na taki atak, ponieważ indywidulanie przez wiele lat potracano mi ponad 10000 PLN rocznie na ubezpieczenie zdrowotne z którego nie miałem potrzeby korzystać .

  162. Pozdrawiam i życzę najlepszego w Nowym Roku. Cieszę się także z tego że nie jestem osamotniony w ogólnym zadowoleniu z życia i z sytuacji w kraju mimo złowieszczych prognoz Sakiewicza trzymającym się całkiem nieźle – i to mimo tego że nie jestem reżymowy 🙂

    PS

    W temacie służby zdrowia , leków i refundacji – bzdura bzdurą pogania gdy słyszy się hocki klocki lekarsko-polityczne. Te cymbały w kitlach i z wiejskiej od 16 lat nie potrafią stworzyć RUM który by rozwiązał większość problemów. Jedni lecą w kulki w parlamencie a drudzy potrafią tylko narzekać na swój ciężki los i mnóstwo papierkowej pracy. Przeciwko temu potrafią protestować ale już lobbować za wprowadzeniem RUM nie mają ochoty – ciekawe czemu. Sporo lewizny by im odpadło – ot co …

    http://nocri.blox.pl/2011/12/Na-ratunek-sluzby-zdrowia.html

  163. Lex,
    nie miałem już ochoty dalej z panem dyskutować, ale jednak muszę.
    Nie chcę być niegrzeczny, ale chyba jasno zdałem panu, jako prawnikowi, pytanie. Czy ktoś, kto nie ma wpływu na zdarzenie (danie tańszego leku osobie nieuprawnionej, a chorej) powinien być karany, że ktoś wprowadził go w błąd. Nie miał najmniejszej szansy na sprawdzenie prawdomówności pacjenta, gdyż, jak na pewno pan wie, w Polsce taki jednoznaczny system potwierdzenia ubezpieczenia, nie istnieje. Gdyby pan jednak go znał, proszę to podać wszystkim lekarzom, aby nie mieli podstaw do protestu. Szkoda, że zgodził się pan ze mną, że par. 48 Ustawy nie daje możliwości odwołania się od decyzji o karze. Dobre i to.
    Serdecznie pozdrawiam.

    PS. Byłem projektantem z odpowiednimi uprawnieniami i wiedziałem, że ponoszę odpowiedzialność za pracę asystentów. Z małą różnica, ja miałem możliwość kontroli ich pracy.

  164. Lex,
    zniknęło słowo „tylko” po słowie „ze mną”.
    Przepraszam.

  165. I jeszcze raz raz przytoczę opinię RPO o sposobie wprowadzenia ustawy o refundacji.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10896514,RPO_krytykuje_ministerstwo_zdrowia___Prawo_nie_moze.html
    i oryginał
    http://www.rpo.gov.pl/index.php?md=980&strona=17287&s=1

    Z tym prawnikiem zgadzam się w 100% 😉

  166. Nie wiem czy z tego samego powodu (sądzę, że nie) co Uważam Rze, w KP została pani wyróżniona za tezę roku:
    „Teza roku: Janina Paradowska w Poranku Radia Tok Fm wyraziła przekonanie, że prawdziwą socjaldemokrację już wkrótce stworzy w Polsce Donald Tusk. Wystarczy że jeszcze kilku polityków lewicy w rodzaju Bartosza Arłukowicza przejdzie do PO.”

  167. Z natury nie jestem człowiekiem konfliktowym i nie poszukuję we wszystkim powodów do kłótni. Jednak to, co dzieje się dzisiaj w naszej służbie zdrowia spowodowało przekroczenie punktu krytycznego. Od rana wysłuchałem względnie uważnie:

    – Szefa NFZ -tu, który stwierdza przed kamerami, że pacjent może „spokojnie” udać się do apteki, gdzie zostanie obsłużony zgodnie z uprawnieniami do refundacji leków, które ma wyszczególnione na recepcie. Powiało na chwilę optymizmem.
    – W tym samym duchu, pani Rzecznik Praw Pacjenta, potwierdziła te słowa. Prawdopodobnie była na tym samym spotkaniu z Premierem z udziałem Szefa NFZ -tu.
    – Mój optymizm przygasł, gdy głosu udzielono przedstawicielce farmacji, bowiem cały problem jest skumulowany właśnie w aptekach. Tu, proszę bardzo realizujemy recepty zgodnie z tym, co jest na niej napisane.
    Jeżeli recepta posiada wszystkie oznaczenia: nr firmy (w moim przypadku nr 15 – to służby mundurowe) oraz oznaczenie „P” – co oznacza, że pacjent jest „zakwalifikowany” do przewlekłych oraz uprawnienia – apteka taka receptę realizuje bez problemów, od ręki.

    Problem pojawia się, gdy na recepcie brakuje określenia „uprawnień” i literki „P”. Apteka w takim przypadku realizuje receptę, ale z pełną odpłatnością. I kto im podskoczy?? Osobiście, na jednym leku (ZAFIRON – taki do inhalacji) straciłem równo 60.- zł (17,64 dolarów USA) bezpowrotnie. Jako człowiek pechowy, zużyłem cały zapas do dnia 30 grudnia ub.r. Pani doktor (moja rodzinna pani Dorota Z.) wypisała receptę na ten ZAFIRON, jak zwykle, ja uszczęśliwiony (po godz. 14-tej – to ważne ponieważ o 14-tej kończyła pracę) udałem się do ulubionej apteki i odbiłem się „od muru przepisów”, bo jak się okazuje nowe przepisy obowiązywały już od południa 30 grudnia. Poradzono mi, bym gdzieś uzyskał literkę „P”, bo grozi mi opłata pełna, czyli 64,65 zł za jedno opakowanie. Nie mając żadnego wyboru, zapłaciłem i życząc szczęśliwego nowego Roku obsłudze apteki pojechałem do domu.
    Pani Rzecznik Praw Pacjenta, w trosce o zdrowie tego pacjenta i swoją popularność poradziła w wywiadzie (cynicznie), że w takim przypadku należy udać do następnej apteki, może tam załatwią (albo i nie – to już moje słowa, może w następnej itd.??)

    Całe szczęście, że pozostałych leków mam do końca stycznia, a co będzie dalej zobaczymy. Padło tu wiele propozycji rozwiązania problemu „do decyzji NFZ -tu”. Ja mam także jedną: Narodowy Fundusz Zdrowia „zgarnia” każdego roku kilkadziesiąt miliardów złotych z kieszeni podatnika (ode mnie, co miesiąc 250.- zł). Prawdopodobnie, tych, co nie płacą działki na ubezpieczenie zdrowotne, lub pracodawcy nie przestrzegają terminu wpłaty, jest jakiś mały dziesiątek procenta.

    Z jaką k___a twarzą, Szef NFZ -tu, chce cały problem przerzucić na lekarza, aptekarza i pacjenta, gdy jako administrator tak ogromnych pieniędzy nie potrafi przy pomocy ZUS-u załatwić problemu „uprawnień” za jednym telefonem. Za co ci ludzie (w oddziałach NFZ-tu) biorą, co miesiąc tak wielkie pensje, (że o gabinetach nie wspomnę!). Może i są nieuczciwi lekarze, są tylko ludźmi i jak każdy człowiek (nawet sędzia i policjant) jest łakomy na „łatwy”
    grosz. Mając w dyspozycji tyle, różnych służb policyjno – skarbowo – podatkowych, problem można załatwić w ciągu miesiąca. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że problem występuje jedynie u lekarzy prowadzących prywatna praktykę lekarską. Można było, za jednym małym zarządzeniem wprowadzić kasy fiskalne taksówkarzom, dlaczego nie lalkarzom tej grupy. Zmiany Konstytucji do tego nie potrzeba.

    P.S. @mag (21.05 dnia 01.01) – jak tu nie myśleć podobnie jak Ty. Tylko w jednym jest u mnie inaczej, nie remontowałem domu, bo go utraciłem wraz ze śmiercią córki, która umarła bez testamentu a dom „przejął” w majestacie prawa zięć z wnuczkiem Wiktorkiem (to dla @Klary 2012 (albo 2010). Pozostał mi ogród, ale teraz nie nadaje się do robienia zdjęć – drzewa są bezlistne i jest w ogóle ponuro!!

    Odkryłem w pewnym linku ciekawe stwierdzenie: kobieta jest jak bilans, jeśli się nie zgadza, to się nie zgadza, ale jeśli się zgadza to w każdej pozycji.

    P.S. nr 2: myślę, że ogólnie rzecz biorąc można całkowicie zgodzić się z @Dr Skues’em.

    Serdecznie pozdrawiam, Czesław R.

  168. JKJK
    Nie spotkałem się z twierdzeniem, że lekarze mają obowiązek weryfikowania oświadczeń składanych przez pacjentów lub zaświadczeń wystawianych przez ich pracodawców. Słyszę natomiast z ust przedstawicieli Ministerstwa i NFZ wciąż powtarzane zapewnienia że złożenie takiego oświadczenia lub przedłożenie takiego zaświadczenia zwolni lekarza od odpowiedzialności za wystawienie recepty refundacyjnej osobie nie posiadającej uprawnień.

  169. Cos się stało, bez przerwy wraca ten sam kod, który odrzucił mój wpis. Nie pomaga nawet wyłączanie komputera i klikanie w to magiczne kółeczko! Czesław R.

  170. @Lex
    2 stycznia o godz. 23:31

    I tu mnie Pan rozbawił. Jest Pan prawnikiem. Czy jak Pan pójdzie np. po list na pocztę i zamiast pokazać dowód osobisty oświadczy Pan, że Pan to Pan to Panu list wydadzą? A jeżeli Pan powie, że jakiś gość w telewizorni powiedział, że to dozwolone, to to cokolwiek zmieni? Jako prawnik wie Pan z pewnością, że liczą się wyłącznie artykuły i paragrafy, a nie jakieś luźne hasła.
    Kto dziś wierzy w to co powiedział jakiś minister, czy prezes NFZ, czy inny polityk?! Powiedział, to powiedział, jutro powie, że został źle zrozumiany. Nikt zatem palcem nie kiwnie, dopóki nie będzie mieć stosownej decyzji na piśmie.
    Pan nie ufa lekarzom, oni aptekarzom, aptekarze NFZtowi, itd. Niegdyś prof. Czapliński pisał o kosztach braku zaufania (nazywanego przez niego „kapitałem społecznym”). To właśnie to.

    BTW. W zeszłym roku zakwestionowano mi projekt, ponieważ podpisany i wypełniony został kolorem „nieniebieskim” (tzn. moim zdaniem był niebieski, ale chyba jakiś „niecertyfikowany”). Z Ważnym Urzędem Państwowym niespiesznie wyjaśniam sprawę od sierpnia. Kuriozalne? No może. Ale prawdziwe.

  171. Z natury nie jestem człowiekiem konfliktowym i nie poszukuję we wszystkim powodów do kłótni. Jednak to, co dzieje się dzisiaj w naszej służbie zdrowia spowodowało przekroczenie punktu krytycznego. Od rana wysłuchałem względnie uważnie:

    – Szefa NFZ -tu, który stwierdza przed kamerami, że pacjent może „spokojnie” udać się do apteki, gdzie zostanie obsłużony zgodnie z uprawnieniami do refundacji leków, które ma wyszczególnione na recepcie. Powiało na chwilę optymizmem.
    – W tym samym duchu, pani Rzecznik Praw Pacjenta, potwierdziła te słowa. Prawdopodobnie była na tym samym spotkaniu z Premierem z udziałem Szefa NFZ -tu.
    – Mój optymizm przygasł, gdy głosu udzielono przedstawicielce farmacji, bowiem cały problem jest skumulowany właśnie w aptekach. Tu, proszę bardzo realizujemy recepty zgodnie z tym, co jest na niej napisane.
    Jeżeli recepta posiada wszystkie oznaczenia: nr firmy (w moim przypadku nr 15 – to służby mundurowe) oraz oznaczenie „P” – co oznacza, że pacjent jest „zakwalifikowany” do przewlekłych oraz uprawnienia – apteka taka receptę realizuje bez problemów, od ręki.

    Problem pojawia się, gdy na recepcie brakuje określenia „uprawnień” i literki „P”. Apteka w takim przypadku realizuje receptę, ale z pełną odpłatnością. I kto im podskoczy?? Osobiście, na jednym leku (ZAFIRON – taki do inhalacji) straciłem równo 60.- zł (17,64 dolarów USA) bezpowrotnie. Jako człowiek pechowy, zużyłem cały zapas do dnia 30 grudnia ub.r. Pani doktor (moja rodzinna pani Dorota Z.) wypisała receptę na ten ZAFIRON, jak zwykle, ja uszczęśliwiony (po godz. 14-tej – to ważne ponieważ o 14-tej kończyła pracę) udałem się do ulubionej apteki i odbiłem się „od muru przepisów”, bo jak się okazuje nowe przepisy obowiązywały już od południa 30 grudnia. Poradzono mi, bym gdzieś uzyskał literkę „P”, bo grozi mi opłata pełna, czyli 64,65 zł za jedno opakowanie. Nie mając żadnego wyboru, zapłaciłem i życząc szczęśliwego nowego Roku obsłudze apteki pojechałem do domu.
    Pani Rzecznik Praw Pacjenta, w trosce o zdrowie tego pacjenta i swoją popularność poradziła w wywiadzie (cynicznie), że w takim przypadku należy udać do następnej apteki, może tam załatwią (albo i nie – to już moje słowa, może w następnej itd.??)

    Całe szczęście, że pozostałych leków mam do końca stycznia, a co będzie dalej zobaczymy. Padło tu wiele propozycji rozwiązania problemu „do decyzji NFZ -tu”. Ja mam także jedną: Narodowy Fundusz Zdrowia „zgarnia” każdego roku kilkadziesiąt miliardów złotych z kieszeni podatnika (ode mnie, co miesiąc 250.- zł). Prawdopodobnie, tych, co nie płacą działki na ubezpieczenie zdrowotne, lub pracodawcy nie przestrzegają terminu wpłaty, jest jakiś mały dziesiątek procenta.

    Z jaką twarzą, Szef NFZ -tu, chce cały problem przerzucić na lekarza, aptekarza i pacjenta, gdy jako administrator tak ogromnych pieniędzy nie potrafi przy pomocy ZUS-u załatwić problemu „uprawnień” za jednym telefonem. Za co ci ludzie (w oddziałach NFZ-tu) biorą, co miesiąc tak wielkie pensje, (że o gabinetach nie wspomnę!). Może i są nieuczciwi lekarze, są tylko ludźmi i jak każdy człowiek (nawet sędzia i policjant) jest łakomy na „łatwy”
    grosz. Mając w dyspozycji tyle, różnych służb policyjno – skarbowo – podatkowych, problem można załatwić w ciągu miesiąca. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że problem występuje jedynie u lekarzy prowadzących prywatna praktykę lekarską. Można było, za jednym małym zarządzeniem wprowadzić kasy fiskalne taksówkarzom, dlaczego nie lalkarzom tej grupy. Zmiany Konstytucji do tego nie potrzeba.

    P.S. @mag (21.05 dnia 01.01) – jak tu nie myśleć podobnie jak Ty. Tylko w jednym jest u mnie inaczej, nie remontowałem domu, bo go utraciłem wraz ze śmiercią córki, która umarła bez testamentu a dom „przejął” w majestacie prawa zięć z wnuczkiem Wiktorkiem (to dla @Klary 2012 (albo 2010). Pozostał mi ogród, ale teraz nie nadaje się do robienia zdjęć – drzewa są bezlistne i jest w ogóle ponuro!!

    Odkryłem w pewnym linku ciekawe stwierdzenie: kobieta jest jak bilans, jeśli się nie zgadza, to się nie zgadza, ale jeśli się zgadza to w każdej pozycji.

    P.S. nr 2: myślę, że ogólnie rzecz biorąc można całkowicie zgodzić się z @Dr Skues’em.

    Serdecznie pozdrawiam, Czesław R.

  172. Teraz to już zupełnie niczego nie rozumiem. Najpierw nie chciało toto przyjąć mojego tekstu. Doszedłem do wniosku, że to przez tą K___wę. Zlikwidowałem i przyjeło toto ale odkrecam do tyłu i jest mój tekst w całości !!! Przepraszam, Czesław R.

  173. Jeszcze raz, chodzi oczywiście o lekarzy a nie o lalkarzy!
    tak mie się jakoś napisało a ja później nie sprawdziłem !

  174. Lexie,

    bzdury. Od dobrych paru lat to lekarz ponosił koszty źle wypisanych recept, a nie jak piszesz przychodnia czy szpital. Zresztą z tego powodu, a także rosnącej ilości pozwów, bardzo dużo lekarzy zaczęło wykupywać różnego rodzaju ubezpieczenia. Osobiście znam trzy przypadki lekarzy, którzy zostali pociągnięci za nieuprawnione (choć leczenie przyniosło skutek!) wypisanie leku refundowanego. Głośno było w prasie o przypadku lekarki ubogich z Krakowa, której NFZ-et wystawił rachunek na blisko 500 tys. zł, bo lekarka stwierdziła, że będzie wierna przysiędze którą złożyła. Jedyna różnica była taka, że NFZ-towi nie bardzo chciało się latać za lekarzami i sprawdzać…

    Problemy z nową ustawą refundacyjną są dwa. Po pierwsze lekarze mogą być pociągnięci do płacenia nawet jeżeli recepta jest prawidłowo wypisana, ale kontrola NFZ-tu uzna, że nie było podstaw medycznych do przypisania takiego leku i takiej refundacji. Dodać trzeba, że nasz ustawodawca nie raczył określić jasno sytuacji w których NFZ-et może uznać przypisanie leku za bezpodstawne. W NFZ-ecie mamy więc sytuację podobną do Urzędu Skarbowego – wszystko zależeć będzie od interpretacji danego urzędu, a nawet kontrolera. Nie dziwię się, że lekarze się tego boją. Przy czym od US-u, teoretycznie, przysługuje odwołanie, a od decyzji NFZ-tu nie.

    Po drugie bardzo dużo leków, powszechnie stosowanych przez np. reumatologów czy neurologów, nie zostało zarejestrowane jako leki reumatologiczne/neurologiczne. Wypisanie takiego leku z refundacją przez np. reumatologa w świetle nowej ustawy będzie bezprawne i skończy się karą dla lekarza. Oczywiście premier i minister zdrowia powie, że nic się lekarzom nie stanie, ale premier swoje, a nfz-et regionalny swoje…

    Jeszcze jedną rzecz chciałbym wyprostować, nieco przejaskrawiając, ale wcale nie jest to dalekie od prawdy (a przynajmniej nie w dużych warszawskich przychodniach) – niech wypisanie recepty trwa i 2 minuty… przy 40 pacjentach na 8 h dyżurze daje to 80 minut, a mówimy o przypadkach wypisywanie recept „oczywistych” (już nie! Dzięki nowej ustawie). Do tego trzeba doliczyć czas na opisanie karty pacjenta co w świetle nowej ustawy jest najważniejszą rzeczą dla lekarza…

    Bijmy dalej w lekarzy – tylko nie płaczmy, że średnia warszawskich pediatrów wynosi coś koło 50…

    Czesałwie,

    nowa ustawa obowiązuje od 1.01.2012, a więc farmaceuta powinien wydać panu lek zgodnie ze starą procedurą, choć nie dziwię się aptekarzom jeżeli twierdzili inaczej, bo chaos jaki zafundowało im ministerstwo zdrowia do spółki z NFZ-tem jest trudny do opisania. Choć nie pierwszy to raz, gdy ministerstwo i NFZ-et narzucają swoje regulacje właściwie bez szans na ich spełnienie…

  175. Drogi Lexsie
    O ile pamięć mnie nie zmyla to od pierwszego lipca 2011 zaczął funkcjonować w naszym kraju system OŚWIADCZEŃ w miejsce sporej grupy koniecznych do tego czasu ZAŚWIADCZEŃ.Zaświadczenia nie są konieczne gdy urzędnik może dokonać weryfikacji oświadczenia z każdego innego oficjalnego źródła.Jeżeli nie ma tu wyjątku to lekarzowi należy zostawić(najlepiej w rejestracji)oświadczenie:Jestem ubezpieczony,podpis,dane,data a Fundusz niech sobie sprawdza w ZUS-ie.
    Jeżeli mam rację to pacjent syty,lekarz cały a NFZ jest głęboko w d…
    a jak w takim oświadczeniu napiszę,że jestem,,przewlekły” i fundusz nakryje mnie po czasie,to kto za to niby powinien beknąć?
    Wybacz,że Cię trochę wkręcam w robotę ale nie zechciałbyś pójść takim tropem?
    Czesiu.
    Z czystej(technicznej) ciekawości.A nie mogłeś dostawić tego P sam?
    3mcie się

  176. Drogi @Halenie (0.33 dnia 3.01) – kurde nie mogłem, bo mi wyraźnie powiedział, że poprawienie musi „przypieczętować” osobistą lekarską pieczatką!
    Znam tego aptekarza od lat i nie podejrzewam go o to, że chciał mnie celowo udupic. Czesław R.

  177. Czesiu.
    Rozumiem,że Twój aptekarz musiał tak powiedzieć ale gdybyś poprawił i poszedł do innej apteki to myślisz,że ktoś by się zorientował?
    Nie namawiam Cię do takich praktyk,pytam tylko czy to możliwe technicznie,bo jeżeli tak, to cała reforma psu w d.
    3m się

  178. Kurde.Dwa,krótkie wpisy a ja dwa razy użyłem słowa d…Mam nadzieję,że to nie kolanoskopia mi się dzisiaj przyśni….

  179. Szanowni Państwo.

    Powiem szczerze, że nie bardzo rozumiem te pretensje do lekarzy. Ja wiem, że wśród lekarzy jest taki sam procent osobników o wątpliwych kwalifikacjach zarówno moralnych jak i zawodowych jak w każdej innej grupie zawodowej, np. profesorów, policjantów czy budowlańców. Są zawodowcy i partacze, mądrzy i kretyni, przyzwoici i łajdaki ale nie zgadzam się z uogólnieniami i z obciążaniem protestujących winą za moralnie wstrętną część ustawy, która z lekarza dodatkowo robi ciecia, kolaboranta i obiekt opresji ze strony tego coraz bardziej wrogiego obywatelowi państwa.

    Wyobraźcie sobie bowiem, że jeżeli do lekarza trafi osoba z odpowiednimi dokumentami, posiadająca w jej mniemaniu uprawnienia do leczenia jako ubezpieczony a po dwóch latach okaże się, że tenże pacjent był oszukiwany przez pracodawcę, który tak naprawdę to nie odprowadzał za niego składki, to odpowiedzialność finansowa za przepisany lek spadnie na lekarza!
    Oczywiście, będzie mógł dochodzić roszczeń od tegoż pracodawcy w ramach tego zgniłego systemu wymiaru sprawiedliwości jaki mamy ale to chore jest.

    To podłe, opresyjne państwo, które inwigiluje już co dziesiątego podatnika przy pomocy powołanych do tego kilkunastu różnego rodzaju służb, żąda od lekarzy, by stali się częścią tego opresyjnego aparatu i pilnowali by pacjenci, których przyjmują i wypisują im recepty na refundowane leki, kontrolowali czy aby takie uprawnienia ci pacjenci mają.
    Zapytam grzecznie, a od czego jest ta przeszło osiemdziesieciotysięczna armia urzędasów, która jak pasożyty pożera całą tę podwyżkę VAT-u a zatrudniona została dodatkowo przez tuskową administrację?

    Za parę lat inni rządziciele powołają jakiś nowy IPN (instytut prawdy najprawdziwszej) i będą ścigać może tych lekarskich kolaborantów za wykonywanie roboty ormowców i za karę obżynać im emeryturę może?.

    Ten wyszczekany pajac, celebryta rodem z reality show, nie ma tak naprawdę żadnej propozycji w tej kwestii i stara się wdrożyć w życie tę idiotyczną część ustawy upichconej przez tego babola, który teraz pełni funkcję drugiej osoby w tym tonącym w oparach absurdu państwie.
    Atakując niczemu niewinnych w tej sprawie lekarzy tylko pomagamy temu nieudolnemu reżimowi utwierdzając go tym samym w przekonaniu, że działa słusznie.

    Pozdrawiam, Nemer

  180. Wszystkiego najlepszego w 2012 jako dziennikarzowi a nie „redaktorkami, socjożkami, psycholożkami, marszałkiniami i tym podobnymi formami obecnie politycznie nadzwyczajnie poprawnymi, choć brzmiącymi okropnie” wreszcie ktoś o tym powiedział

  181. Nemer 3 stycznia o godz. 2:25
    W zasadzie się z tobą zgadzam, choć nie nazwałbym obecnej pani marszałek babolem, a ministra zdrowia pajacem. Krytykowaną ustawę smażono w zeszłym roku w komisji zdrowia i każda propozycja zmian ze strony opozycji i środowisk lekarskich spotykała się ze ścianą, była odrzucana w głosowaniu przez większość z PO i PSL. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że tzw. przeciętny obywatel nie miał pojęcia o czym tam delibrują nasi wybrańcy, bo z jednej strony media uruchamiają swoje armaty dopiero jak jest awantura, a opozycja dział na polach godnościowych. Osobną sprawą są protestujący pieczątkami lekarze, których jest wystarczająco dużo, ażeby w 50% składzie osobowych wywrzeć na władzy wrażenie w fizycznej demonstracji przed gmachami rządowymi. Dlaczego tak się nie dzieje, można tylko pospekulować.
    Żądanie od lekarza kontroli dokumentów ubezpieczeniowych pacjenta, jest głupotą jakiej chyba nie wymyślił dotąd żaden rząd po 89 roku.
    Zgadzam się z Żakowskim, że do świadczeń zdrowotnych powinien uprawniać każdego obywatela Polski dowód osobisty, a kontrole powinny objąć tych którzy mają obowiązek pracownika ubezpieczać. Niedorzecznością jest też system zbierania pieniędzy na ubezpieczenie w NFOZ, ponieważ koszty przekładania tych pieniędzy z kieszeni do kieszeni wynoszą 1 mld złotych.
    Na pocieszenie podam, że nie tylko w naszym kraju wymyśla się absurdy. Stan Kalifornia postanowił badać obywateli pobierających zasiłki socjalne na okoliczność używania narkotyków. Okazało się, że koszty testów narkotykowych kilkunastokrotnie przewyższają sumy jakie się przy tej okazji „oszczędza”.

  182. A propos dziennikarstwa reżimowego, ciepłe słowa o opozycyjności pana Zimowskiego cieszą, ale gdyby Pani redaktor nawiązując do tytułu notki coś jeszcze wyznała i dorzuciła – o sobie. W jaki sposób po likwidacji „Kuriera Polskiego”, gdzie pracowała Pani do 13 grudnia 1981 r. już niemal natychmiast znalazła Pani posadę w prestiżowym za komuny „Życiu Warszawy”? Jak odbywała się kwalifikacja (weryfikacja) do pracy w „Życiu Warszawy” stanu wojennego? Byłbym wdzięczny za szczerą odpowiedź.

  183. Lex,
    Muszę się ponownie zameldować, chociaż już inni załatwili Pana, pokazując absurd Pańskich stwierdzeń.
    Do ostatniej pana odpowiedzi, chciałbym zacytować art. 48 Ustawy Rozdz. (chyba tak to nazywacie) 8 punkt 2:” Wypisanie recepty niezgodnej z uprawnieniami świadczeniobiorcy” podlega karze i zwrotowi niesłusznej refundacji.
    To jak to jest pańskim zdaniem, ma obowiązek sprawdzenia uprawnień, czy nie?

    Pozdrawiam

  184. Pani Parandowska jest dziennikarzem bardzo stronniczym,co widać w jej programie telewizyjnym w którym krotko ucina wszelkie przejawy krytyki dla rządu PO,uciekając np.w inny temat.W jej artykułach nigdy nie znalazłem nic szkodzącego dobremu wizerunkowi PO
    Tak samo w powyższym artykule,wszystko oczywiście jest w najlepszym porządku,po prostu jogurt z miodem
    Trzeba być bardzo zakłamanym żeby nie dostrzegać że Pani Parandowska jest kolejnym rzecznikiem rządu z Kolendą-Zalewską i Lisem do społki.
    Dla jasności glosowalem na PO ale potrafie dostrzec mnóstwo wad tej ekipy.

  185. Szanowna Pani Janino,dzięki za normalne teksty.Oczekuję ” na częściej „i więcej .Wszystkiego najlepszego w nowym roku.

  186. Oczywiście, PIS składa wniosek o odwołanie min. Arłukowicza.
    To jest pisowska recepta na wszystko. Zawsze pod ręką. Wystarczy tylko wpisać nazwisko kolejnego ministra.
    A teraz ad rem. Na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia jest lista leków refundowanych (w excelu). Mozna ja ściągnąc i sortować wg potrzebnych kryteriów. Całość operacji trwa błyskawicznie. No, chyba że lekarz niekumaty.

  187. Szanowni moi polemiści,
    w swoich wypowiedziach, okraszanych przez niektórych sarkazmem pod moim adresem zdajecie się nie zauważać pewnego problemu, natury dość zasadniczej moim zdaniem.
    Mianowicie, – problemu obowiązującej mocy stanowionego prawa i konieczności jego przestrzegania.
    Kontestowane przez lekarzy, aptekarzy i przez Was także przepisy ustawy refundacyjnej oraz aktów wykonawczych do niej, które nakładają na lekarzy i nie tylko na nich określone obowiązki mają walor obowiązującego prawa. Są to ich obowiązki prawne, których nie wykonywanie to nic innego łamanie prawa. Jeśli prawo jest złe – należy je zmieniać. Prawo uchwalone – obowiązuje i czy nam się to podoba czy nie – i do czasu zmiany musimy się poddać jego regulacjom.
    Dura lex sed lex. Nawet jeżeli lex jest nie tylko „dura? ale i durne.
    Wybaczcie Państwo ale jako prawnik nie mogę inaczej. Nie twierdzę bynajmniej , że ta ustawa jest świetna ? twierdzę, że jako obowiązujący akt prawny powinna być wykonywana. A nie jest o czym przekonują się pacjenci przy aptecznych ladach.
    „Nasz” pan Czesaław także.

  188. masz „oj tam” doskonałą pamięć mimo swoich 88 lat. Zapomniałeś jednak dodać, że oprócz tamtego reżimowego „Życia Warszawy”, było jeszcze „Na przełaj” i „Płomyczek”.

  189. Przepraszam, zjadłwszy co nieco: – „…których nie wykonywanie to nic innego jakłamanie prawa” powinno być.

  190. Pani Redaktor! Dobrze zaczal sie dla mnie ten rok! Najpierw przeczytalem, co mial do powiedzenia imc Olechowski na temat polskiej Prezydencji. No i teraz przeczytalem jak Pani ocenia poprzedni rok! I dobrze mi sie na sercu zrobilo od czytania ocen zrownowazonych, powaznych i sprawiedliwych. Moze idzie na lepsze i coraz wiecej Polakow, porzuci polski zwyczaj lajania wszystkiego i zawsze. Pani zawsze pokazywala droge w tej materii i nawet taki arcy-sceptyk jak Olechowski zmiel zdanie!

  191. Lex,

    przepraszam, że jeszcze raz zawracam głowę, ale oczekuję od pana, jako prawnika, jednoznacznej interpretacji tej ustawy. Czy ma lekarz obowiązek sprawdzania uprawnień pacjenta, czy nie?
    Tak przy okazji. Skoro nikt nie słuchał lekarzy (Arłukowicz także pytał i protestował) gdy prawo było uchwalane, to co mają zrobić lekarze teraz? Moim zdaniem protestem zmusić rządzących do zmiany tego artykułu w ustawie. Nic więcej nie oczekuję, bo sam system refundacji ma wielu zwolenników.

    Pozdrawiam

  192. Leny (3-12-g.10:47)
    Każdy, jak widać, słyszy co chce, i widzi/czyta jak chce. Tylko dzisiaj mozna znaleźć krytyczne komentarze pod adresem rządu na stronach interntowych np. GW i Polski takich „reżimowych” dziennikarzy, jak red.red.Kolenda-Zalewska, Żakowski czy Paradowska. Jeżli uważasz ich za bardzo stronniczych, to jak nazwać „niezależnych” Ziemkiewicza, Zarembę czy Wilsteina, o Sakowskim, funkcjonariuszu dziennikarskim PIS, nie wspominając.

  193. Sympatyczna Pani Janino!

    Przede wszystkim życzę Pani i bliskim, przyjaciołom i znajomym, wszelkiego dobra w Nowym 2012 Roku. Niech Pani (Wasze) ścieżki, pełne sukcesów, omija wszelki stres. Życzę odważnych marzeń, mądrych decyzji oraz wielu wspaniałych, życzliwych ludzi wokół siebie :).
    Życzę także utrzymania tej wyjątkowej rzeczowości i subtelnej ironii, jakimi przesycone są Pani teksty – również ten aktualny, a co baaaaardzo sobie cenię :).

    Z poważaniem

    Janusz Dąbrowski

  194. mag właśnie o to chodzi że z jednej strony jest Paradowska i Kolenda a z drugiej Ziemkiewicz i Wildstein.Pośrodku nie ma nikogo kto by po prostu podawal fakty a nie interpretował po swojemu jak mu poglądy polityczne każą.A Pani Paradowska jest wyjątkowo zaciekła właśnie w wybielaniu wszystkiego co zepsuje PO i nawet jeśli coś tam lekko im wypomni to chyba tylko sla uspokojenia wlasnego sumienia.Ale nigdy nie zdobyla sie na prawdziwa krytykę,tylko raczej takie lekkie klapsy.

  195. @Lex
    3 stycznia o godz. 13:23

    ***Szanowni moi polemiści,…***

    Szanowny Lex’ie!

    W komentarzu opuściłbym tylko pierwszą linijkę jako zbyt ogólną, bo nie wszystkich polemistów uważałbym za godnych szacunku. Reszta mogłaby pochodzić od mojej klawiatury, choć oczywiście nie tak klarownie. Nieraz przy pisaniu tego duralexu „omsknął” mi się lekko sparaliżowany palec i wyskoczyło to „n”, było mnóstwa przykładów, choćby ten nieśmiertelny, medialny, z ustawą o Radach Narodowych. Przepis „krzywdził” podobno ważną osobę i został przez wybitną prawniczkę (HGW – ale to nic brzydkiego) uznany za durny i nie został też uszanowany przez władze.
    Obserwuję prezesa od lat, ale to był pierwszy raz, gdy się z nim zgadzałem – na temat braku znajomości zawiłości prawniczych u nielegalnego prezydenta Warszawy.

    Na temat ustawy o refundacji leków i rozporządzenia o receptach można mieć takie zdanie jak lekarze – są mało czytelne i być może, niewykonalne w pełni rozsądnie. Jednakże zabawa z pieczątkami nie jest prawnie dozwoloną reakcją lekarzy. Uważam ze każdy lekarz, który kupił pieczątkę, to tylko idiota, jeśli ją przybija w miejscu, gdzie ma wykazać m in. swoje kompetencje zawodowe to uważam go za zero moralne, niezależnie od tego czy powinien ponieść konsekwencje karne za niewykonanie zadań służbowych.

    Cel ustawy może i był szczytny – próba kontroli wydawania społecznych pieniędzy, do czego prawdopodobnie jest zobowiązany NFZ. Uzyskali bata na wszystkich lekarzy, prowadzących prywatne praktyki, zawierając odpowiednie klauzule w umowie – podpisz, albo pozbądź się pacjentów na rzecz kolegi, który ma prawo wpisywania „literek.
    Próba ministerstwa, „ręcami” posłów, rozciągania tego obowiązku na lekarzy, zatrudnionych na etatach w szpitalach i przychodniach publicznych, musi wywołać niezadowolenie lekarza, który świetnie sobie radzi z tym problemem w prywatnym gabinecie, bo tam uważa na przekręty, ale na etacie nie będzie sobie mógł pofolgować bałaganiarsko lub świadomie, przestępczo? To jest skandal i wielka krzywda! Lepiej walić pieczątkę, dokumentującą niemoc profesjonalną i niech aptekarz lub panienka z NFZ oceni stan chorego, czy choroba pacjenta jest przewlekła lub coś innego.

    Niektóre kasy chorych za granicą wycwaniły się lepiej – płacą lekarzowi za usługę tylko wtedy, jeśli pacjent jest ubezpieczony. Gdyby to u nas wprowadzono, to producenci pieczątek nie mieliby zbytu.

    Przeglądałem ustawę – newralgiczny artykuł 48 i stowarzyszone. Uważam, że problem sprawdzenia w przychodni publicznej lub w szpitalu, czy pacjent jest ubezpieczony, może być rozwiązany lepiej, tak zresztą jest w praktyce. Do gabinetu lekarza przed oblicze ucznia Hipokratesa dostaje się pacjent dopiero po spotkaniu z rejestratorką, która lekarzowi kładzie na stół plik dokumentów chorego (przewlekłego np.) z całą historią i uprawnieniami. Jeśli pacjent w rejestracji nie umie się wylegitymować ubezpieczeniem, to nawet nie ujrzy lekarza, ani recepty, lub jest poinformowany o konieczności zapłaty za usługę! Jeśli lekarz stwierdzi, że „znajomy” nie jest przewlekle chory, lub nie daj Boże, wcale nie jest ubezpieczony, a z dobrego serca wypisze mu recepty z „P” lub „B”, wtedy niestety powinien odpowiadać za to finansowo (przypadek Krakowskiej Samarytanki). Dyrekcja przychodni dojdzie z łatwością do prawdy – kto zawinił.

  196. Oj Nemer chyba to Tobie przyśniła się kolanoskopia,bo humoru to dziś w nocy nie miałeś… a może przyszło Ci zamknąć ze stratą jakąś pozycję która dobrze rokowała?No,jak na nowy rok to może rzeczywiście nie najlepszy prognostyk ale za długo chyba już siedzisz w temacie żeby nie wiedzieć,że humor poprawi Ci otworzenie nowej.Po starej znajomości postaram się pocieszyć Cię dziebko.
    ,,Jeżeli do lekarza trafi osoba z odpowiednimi dokumentami,posiadająca w jaj mniemaniu uprawnienia do leczenia jako ubezpieczony,a po dwóch latach okaże się,że tenże pacjent był oszukiwany przez pracodawcę,który tak naprawdę nie odprowadza za niego składki to odpowiedzialność za przepisany lek spadnie na lekarza”. O lekarzy nie musisz się już tak bardzo martwić jak to słychać w mediach bo jeżeli pracownik został zgłoszony jako zatrudniony to nie opłacenie składek w terminie za tegoż, nie skutkuje utratą uprawnień zgłoszonego do ubezpieczenia.Zaległe składki to sprawa jedynie między ZUS-em a pracodawcą i ani na lekarza ani na zatrudnionego wpływu mieć nie mogą. I nie mają.
    Też nie przepadam za urzędasami ale Tusk,,zatrudnił” dodatkowo w swojej administracji nie więcej niż 10 tys,reszta to sprawka Polski gminno-powiatowej.W tych wszystkich medialnych plewach już prawie wcale nie ma ziarna, dlatego na Nowy Rok życzę Ci(i wszystkim innym) dobrego wzroku żeby jeszcze udało się dostrzec cokolwiek sensownego i rzeczywistego.

    W nieodpłatnej,państwowej i prywatnej służbie zdrowia funkcjonuje system kontraktów tych placówek z NFZ.Wielkość podpisywanego kontraktu jest przeważnie wypadkową prognozowanej ilości usług med.na rok przyszły i wielkość wykonanych usług w roku bieżącym.Każda usługa med.jest ściśle opisana z przypisaniem do niej określonej liczby punktów.Jeden wypracowany punkt to zwrot z NFZ 9 zł,stawka nie zmieniona od lat kilku więc rosnące koszty stałe + inflacja powodują permanentną obniżkę rentowności obu form placówek medycznych.To tylko tak na marginesie.
    Znany mi jest przypadek z poradni K(ubiegły rok) do której zgłosiła się pacjentka z aktualną książeczką zdrowia.Została przyjęta nieodpłatnie a NFZ nie zwrócił kontrahentowi za jej badanie.System kontroli NFZ bezbłędnie wychwycił,że pacjentka nie była ubezpieczona a stało się to tak:Kobieta została zwolniona z dniem 15 któregoś tam miesiąca i do 30 tegoż ani nie podjęła innego zatrudnienia ani nie zarejestrowała się jako bezrobotna.Miała jednak jeszcze aktualną książeczkę zdrowia i 19 została zbadana w przychodni.Pewnie ona sama a , tym bardziej rejestratorka przychodni , nie były świadome,że naciągają Fundusz bo pewnie badanie odbyłoby się za odpłatnością, poza NFZ albo wcale.Cała sprawa to zaledwie kilka punktów(x 9zł) za które NFZ nie zwrócił usługodawcy bo to on jednak dał ciała.Prawdę powiedziawszy to właściciel poradni słuszną należność mógł egzekwować zarówno od personelu jak i od pacjentki ale ze względu na wielkość uszczuplenia machnął ręką.Po co się o tym rozpisuję?Ano po to żeby zobrazować jak sprawy wyglądają w praktyce.Każdemu pacjentowi zakłada się kartę w której jak byk stoi na co był badany i co w związku z tym zdiagnozowano.Czy przewlekły ci on czy starczyły mu niesmaczne czopki.Nie wydaje mi się,żeby w nowej ustawie był jakikolwiek punkt,który dawałby możliwość podważenia udokumentowanej diagnozy lekarskiej przez NFZ więc o co to medialne bo przecież nie doktorskie larum?O dodatkowe dwie literki?
    Prawdą jest natomiast,że jakiś procent recept jest wypisywany znajomym bo akurat skończyły mu się leki.Pewnie nawet blisko 100% z nich ma do tego uprawnienia ale jeżeli będą musieli pofatygować się teraz po receptę do przychodni to ich skłonność do gromadzenia prawie darmowych zapasów może znacząco spaść.Mnie akurat pasuje takie uszczelnienie systemu bo tylko o to tak naprawdę tu chodzi.
    Kochani.Nie dajmy się do końca zwariować zidiociałym tabunom medialnych ignorantów.Jeżeli nie będziemy sami weryfikować złowieszczych informacji i łykać je jak pelikan rybki to za chwilę zaczniemy kupować czarne żarówki.

  197. no pięknie!
    Nie dość,że w sporej części powieliłem uwagi Antosia,to jeszcze znowu dałem ciała edytorsko, z przerzutem na resztę wpisów.
    Nemer! Ratuj! Gdzie dałem ciała? ze spacją?

  198. Oj halenie!
    Zachciało Ci się wytluścić Nemera i będziemy walczyć z boldem do usr…ej śmierci!

  199. @Antonius.

    Skoro ten wpis o wielkości refundowania jest taki oczywisty, to po co go robić, skoro może to robić apteka (w której program komputerowy sam ustali odpowiednią wartość)?
    Brzytwa Ockhama: (istnień nie należy mnożyć ponad potrzebę).

    A ja (tu głośno!) popieram ten protest. Tylko nie uważam go za protest, ale za właściwe rozwiązanie docelowe.
    A jeżeli chodzi o szczelność systemu, to nic nie uszczelnia. Jeżeli jakiś lekarz nie jest uczciwy, to obejść go jest nadzwyczaj łatwo.
    A przecież można było zrobić np. tak, że lekarz przepisuje lek pod nazwą międzynarodową i taki będzie refundowany do kwoty ***PLN. I już nic więcej. żadnych negocjacji z firmami – niech sobie konkurują jak chcą. Zły to pomysł?
    A dlaczego nie ścigać tych, którzy „wyłudzili” nienależne świadczenia? Tylko dlatego, że lekarzy łatwiej? No przecież wiadomo kto jest beneficjentem. I wtedy całe to zamieszanie po prostu by nie powstało.
    To zbyt proste?

  200. Antonio.
    To Nemer nauczył mnie tych wytłuszczeń ale jak widać na pojętnego nie trafiło.Widzisz chyba jednak,że przynajmniej próbuje się nad problemen pochylić…

  201. Coś trochę obok!

    Bardzo podoba mi się króciutki wpis na portalu TVN24:
    „A ja się cieszę”! Producent pieczątek. Kto następny?

    Ja już na którymś z blogów zaproponowałem nauczycielom zaopatrzenie się w pieczątki z napisem:
    „Ocenę ucznia pozostawiam do decyzji…”
    i cały wachlarz możliwości – od woźnego szkoły do ministra edukacji.

  202. JKJK
    Uważam – gdyż inaczej się nie da – że ustawa nakłada na lekarzy obowiązek sprawdzania uprawnień pacjenta.
    Jednocześnie uważam, że – w przypadkach wątpliwych – zażądanie od pacjenta stosownego oświadczenia lub zaświadczenia wystawionego przez jego pracodawcę, potwierdzające fakt zgłoszenia go do ubezpieczenia i opłacenia składki jest równoznaczne ze spełnieniem tego obowiązku. Krótko mówiąc: w świetle ustawy i zapewnień Ministerstwa oraz NFZ jeśli lekarz zażąda i otrzyma taki dokument – obowiązek spełnił i nie ponosi odpowiedzialności gdy się okaże, że został wprowadzony w błąd. Jeżeli nie zażądał – „kłania się” art. 48 ust.8 ustawy .
    Może jestem łatwowierny ale jeśli deklaracje takie ( o honorowaniu oświadczeń) składa Minister i szef NFZ to skłonny jestem -mimo wszystko- potraktować je z całą powagą i zaufaniem.

  203. Antonius
    3 stycznia o godz. 16:48
    „Oj halenie!
    Zachciało Ci się wytluścić Nemera …”

    Szanowny Antoniusie,
    no nareszcie, serdeczne dzięki Ci za tę refleksję!
    Już wiem teraz dlaczego jestem tłusty! To wina Halena jest !!! – a nie jak mi to mówią najbliżsi, że winien jestem sam bo żrę zamiast jeść. Ja im teraz pokażę Twój wpis! – niech się zastanowią nad sobą i przestaną pleść trzy po trzy.

    halen
    3 stycznia o godz. 16:43
    „Nemer!Ratuj!”
    Halenie Szanowny, a myślisz może że potrafię? Jeśli tak to mnie przeceniasz, niestety. Komputer dla mnie to nieco ulepszona maszyna do pisania i nie mam zielonego pojęcia co z tym niechcianym boldem czy kursywą zrobić. Przepraszam, że Cię zawiodłem. Pociesz się, że toniemy razem.

    A teraz wracając do „ad remu”. Słyszałem gdzieś w telewizorze od jakiegoś fachowca, że Rząd był zobowiązany ustawowo, wprowadzić „Kartę ubezpieczenia zdrowotnego” (czy coś takiego) od 2004 roku. Nie uczynił tego, czyli złamał prawo!

    No i teraz uwaga do Lex-a.
    Szanowny Lex-ie, czy nie jest tak, że ”prawo nie wynika ze złego” ? Ta zasada jest chyba jednym z podstawowych źródeł prawa a więc, jak to piszą fachowcy – „Jeśli tak nie jest, nie może być uznane za sprawiedliwe i obowiązujące. ” – a więc całe to rozporządzenie regulujące odpowiedzialność kogokolwiek (tu mowa o lekarzach) za to, że prawodawca, czyli Rząd złamał prawo przez to, że zaniechał wykonania ustawy o „Karcie ubezpieczenia zdrowotnego” z założenia powinno być uznane za bezprawne, czyż nie?
    To w końcu kto łamie prawo? – Rząd, czy lekarze protestując przeciwko poddaniu się jego rygorom? – czyli nielegalnie wprowadzonemu prawu?
    Jakbyś mi to Lex-ie, laikowi prawnemu wyłożył w chwili wolnej od zajęć to byłbym wdzięczny.

    Pozdrawiam Panów, Nemer

  204. @ halen
    LUDZIE! ta ustawa dla lekarzy jest niesprawiedliwa, ALE dla WAS jest SZKODLIWA!

    halen podał bardzo dobry przykład. Pacjentka miała legitymację, ważną, podstemplowaną, a mimo to ubezpieczona nie była. NFZ nie zapłacił za wykonaną usługę – za poradę lekarską.

    I moje pytanie, dlaczego w takich sytuacjach szpitale, przychodnie czy lekarze praktykujący prywatnie mają być stratni?

    Pacjentka posłużyła się wymaganym przez NFZ dokumentem, dokumentem, który był ważny. Jeśli NFZ taki system poświadczania się nie podoba, to niech go zmieni.

    halen nie napisał dalszego ciągu tej sprawy. Jeśli lekarz wystawił receptę refundowaną, to NFZ zażądał od niego całej kwoty refundacji + ewentualna kara.

    Dlaczego NFZ obciąża lekarzy, zamiast pacjenta? Bo mu tak łatwiej! Lekarz, pod groźbą rozwiązania umowy refundacyjnej, zwrot refundacji w ząbkach przyniesie. Z pacjentem jest trudniej. Na pisma odpowiadać nie będzie, trzeba będzie się starać o nakaz komorniczy.

    Czy teraz Drodzy Forumowicze zrozumieli, dlaczego lekarze nie chcą być stroną w sprawie refundacji leków?

    Do tego jeszcze kontroler sprawdziłby, czy w Charakterystyce produktu leczniczego istnieją zarejestrowane wskazania, na które leki zostały wypisane i nałożyłby kolejną karę. I naprawdę nie ma tu znaczenia, że Charakterystyka nie była aktualizowana od lat, więc nie zawiera aktualnej wiedzy medycznej. Nie ma też znaczenia, że Charakterystyka została „wczoraj” zmieniona, a lekarze do aktualnych Charakterystyk dostępu nie mają. Żaden urząd podległy ministerstwu nie ma obowiązku ich upubliczniania.

    LUDZIE!
    W gruncie rzeczy, to wy pacjenci powinniście domagać się zmiany tej ustawy. To ona dla was jest niekorzystna.

    Czy naprawdę chcecie słyszeć od lekarzy:
    – Jest na Pana / Pani schorzenie od dawna skuteczny lek, nawet lek ten znajduje się na liście, a refundacja jest najszersza z możliwych – obejmuje: „wszystkie zarejestrowane wskazania”, a odpłatność dla pacjenta wynosi 3,20 PLN. Niestety nie mogę go przepisać „na zniżkę”, gdyż nie została zaktualizowana Charakterystyka produktu leczniczego.
    – A kiedy zostanie zaktualizowana?
    – Może jutro, może za tydzień, za rok, za dwa lata. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych pracuje, jak pracuje. Proszę się dowiadywać w Urzędzie i dać mi znać, bo ja o aktualizacjach Charekterystyk nie jestem informowany.

    Ludzie! TEGO chcecie?

  205. I w uzupełnieniu….
    Uważam, że deklaracje Ministerstwa i NFZ w sprawie honorowania oświadczeń wydatnie ograniczają sferę uznaniowości w kwalifikowaniu poszczególnych przypadków przez kontrolerów NFZ przynajmniej w tym zakresie, a przecież podnosi sie zarzuty (słuszne), że sfera ta (uznaniowości) wobec nie okreslenia przesłanek – jest w ustawie praktycznie nieograniczona.
    PS. Z zażenowaniem zobaczyłem poniewczasie „wszy” w „zjadłszy” we wpisie swoim z godz. 13,23.
    Zręczam, że nie zjadanie wszy mi chodziło. 😳
    Nemerze,
    nie znam sprawy Karty Ubezpieczenia Społecznego. Ale jeśli rząd czegoś w związku z nią nie dopełnil/wykonał – tym gorzej dla rządu. Nie byłby to pierwszy i jedyny przykład nader lekkiego traktowania prawa przez „władze” konstytucyjnej deklaracji stwierdzającej :
    ….Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym
    Rząd nader ambiwalentnie podszedł do prawnych obowiązków dot terminów publikowania listy leków refundowanych. Stąd m. innymi burdel sprokurowany na koniec roku.
    PS. Daleki jestem od „pudrowania” niektórych, wątpliwych dokonań rządów D. Tuska

  206. Aby objaśnić moją kpinę z blogerów przejętych wyróżnieniem tekstu przyznam się do winy.

    Kichnąłem. Powstała mała fala. Na Oceanie Spokojnym dół fali spotkał się z prądem mającym zwrot zgodny i bliski z „moją” falą. Dół się pogłębił i zmalał nacisk na znajdujący się niżej wulkan podwodny. Nastąpiła skokowa jakościowa zmiana zachowania systemu przy ciągłej subtelnej zmianie ciśnienia wody na podłoże. W powietrze zostały wyrzucone olbrzymie ilości CO2 niezarejestrowane przez satelity szpiegowskie żadnego z mocarstw. Powstała fala tsunami uszkodziła japońską elektrownię atomową i rzuciła wiele statków na dachy przybrzeżnych domów. Oto jedna z dobrze naświetlonych i dobrze skadrowanych ilustracji synergii teori Edwarda Lorenza i teori René Thoma pokazująca mimochodem, że trójca jest dziwnym atraktorem:

    http://1.bp.blogspot.com/_81vH3o1PwUs/TU0zrH9F4gI/AAAAAAAABjk/CyUpt_pmsYc/s1600/P1140111_1024x768.jpg

    Przerażona tym moja pierwsza żona (wszystko jest liczbą) położyła mi obok laptopa paczkę husteczek jednorazowych. Żony zawsze miały duży wpływ na losy świata. Spowodowana przeze mnie katastrofa została wykorzystana do stworzenia nowych wiszących ogrodów. Ale to jest inna historia jak mówił przyjaciel Prosiaczka.

    Wróćmy do starań bolda o uwiedzenie kursywy.

    Ot i w ten sposób wracamy do wojny, która spowodowała kłopoty z żeglugą w Kanale Sueskim. Wówczas dwaj panowie: Ole-Johan Dahl i Kristen Nygaard pracujący w Oslo na rzecz Norsk Regnesentral (Mówi się, że pracowali oni nad symulacjami zachowania się statków …) wymyślili programowanie obiektowe. W programie obiektowym groźny Python jest hermetyzowany i może być późno wiązany dla oddzielenia bezpiecznego skryptów Łotra od dreszczyku komentatorów blogowych.

    I tu jest suka w norze. Żaden blog nie wywołał jeszcze plam na słońcu. Subtelne sugestie Koleżanek i Kolegów co do przejęcia władzy na boldem i kursywą zakrywają muślinem mitomaństwa niedbałość administratorów bloga. Współczesny paradygmat programowania zakłada rozdzielanie akcji działania różnych procedur. Jeśli dyrektywa jednego z komentatorów nakazuje aby dalszy tekst był koślawym grubasem, to postępowanie zgodne z tą dyrektywą powinno być ograniczone końcem bieżącego komentarza.

    Inaczej paradygmat programowania obiektowego zostaje rozbity, para idzie w gwizdek, dyg jest ruchem pijanego mata, a dziewczyny staruszka okazują się niechlujne.

    Jest w psychologii znane przeniesienie. Przeniosło się upodobanie do słodkich blondynów na gadatliwego kolegę kolegi, który był stały, tylko one się zmieniały. Dziedziczenie dziewczyn sugerowane mi wyżej jest skutkiem niezrozumieniem: korzystałem z używanych ale dziedziczenie przez mężczyznę po mężczyźnie jeszcze przez polski sejm nie zostało ustanowione. Moje dziewczyny były chlujne myślą i jej ekspresją.

    A do dziedziczenia paradygmat obiektowy dopuszcza tylko gdy się programiście nie pieprzy.

    To był mój smalltalk, a potrafię też zmusić się do starannego długu wdzięczności za ponawianie próby zrozumienia po pierwszym rzucie.

    Tyle bredzenia wywołujacego komentatorów pominiętych przy tworzeniu klas obiektów. (Nie jestem udziałowcem Wikipedii!)

  207. Prof. Grzegorz Kołodko: Nadwiślański neoliberalizm nie służy Polsce – http://www.stachurska.eu/?p=6143

  208. @Nemer
    3 stycznia o godz. 18:00

    Przepraszam za brak precyzji czy chęć skracania zdania. Nie chodziło mi o ciężar „gatunkowy” Nemera, ale o nazwisko w komentarzu. Widać, że halen chciał wytłuścić nazwisko, dobrze otworzył brakety z „b”, ale źle zamknął, a durny „łerdpres” teraz ciągnie to dalej. My nie mamy na to wpływu, tylko informatycy Polityki.

  209. halen
    3 stycznia o godz. 16:35
    „Oj Nemerchyba to Tobie przyśniła się kolanoskopia,bo humoru to dziś w nocy nie miałeś? a może przyszło Ci zamknąć ze stratą jakąś pozycję która dobrze rokowała?”

    Szanowny Halenie,
    w jednym trafiłeś, humoru to nocą nie miałem, bo myślałem rzeczywiście, że trafię jakieś poświąteczne okazje i coś korzystnie pozamykam a szczególnie myślałem o weglowodorach, bo duża przerwa świąteczna była przecież a „brent crude” otwiera się właśnie dopiero o 2 w nocy. Nic się nie wydarzyło, dopiero dwie minuty przed 11 rano pierwszy raz zagrabiłem sobie „coś tam coś tam”.

    Co do kolanoskopii, to nie mogłeś utrafić, bo nigdy nie klęczałem w konfesjonale na kolanach i żaden facet w sukience nie miał okazji mnie „przekolanoskopować” i nie musiałem np. truć – „I did not have sexual relations with that woman” w kościele i takie tam.

    Jakbyś coś powiedział na temat colonoskopii, aaa, to inna sprawa. Miałem raz, bo chciałem obejrzeć w telewizorze ile tak naprawdę rzeczy mam w ?.. , co mi niektórzy wmawiali i sam też często twierdziłem, kogo i co tam mam. Obejrzałem sobie i teraz znam prawdę.

    A tak po prawdzie, to rzeczywiście nie lubisz chyba spacji, której zapomnienie po znaczkach > grozi zapisowym kalectwem, bo np. po kropkach też rzadko je stawiasz, jakbyś chciał na przestrzeni oszczędzić. Ciasnota czasami bardzo dobra i smakowita jest ale przecież nie zawsze.

    Pozdrawiam, Nemer

  210. Antonius
    3 stycznia o godz. 20:24
    „Przepraszam za brak precyzji czy chęć skracania zdania.”

    Antoniusie, to ja przepraszam, bo naprawdę źle mnie zrozumiałeś. Tym razem to nie miała być żadna złośliwość wobec Ciebie. Masz dar nabijania się z siebie, co rzadko trafia się niestety i widać nieudolnie chciałem Ci trochę dorównać ale pewnie moja wrodzona złośliwość każe Ci z podejrzliwością traktować moje wpisy. Pewnie masz rację jednak tym razem nie miałem żadnych złych zamiarów wobec Ciebie.
    Pozdrawiam, Nemer

  211. bacha
    3 stycznia o godz. 13:27

    masz ?oj tam? doskonałą pamięć mimo swoich 88 lat. Zapomniałeś jednak dodać, że oprócz tamtego reżimowego ?Życia Warszawy?, było jeszcze ?Na przełaj? i ?Płomyczek?.

    ”oj tam-temu” nie wystarczają rzeczywiste kwalifikacje pani redaktor, potwierdzone nie tylko oficjalnymi wyróżnieniami, ale przede wszystkim popularnością wśród czytelników. On chce wiedzieć, co tak naprawde (ale szczerze) było powodem zatrudnienia w redakcji reżimowego ZW. Gdyby to byl reżimowy Płomyk (deprawacja polityczna dzieci równie groźna), niewinne pytanie oj tam-tego byłoby nadal aktualne. Puszcza więc ten swój smrodek na blogu i znika w tłumie. Znowu wąchać musimy PiS w aerozolu.

  212. Tak właśnie działa dobrze skrojona akcja PR-wska koncernów medycznych, na taką reformę zawsze musi przypadać kilka wpadek, większość argumentów jest mocno nadmuchanych, a trudność alfabetycznego ustawienia kilkuset medykamentów na liście to słaby argument.

  213. Jeszcze raz się potwierdza,że dziadowskie oszczędności (w moim wypadku blogowego papieru) tylko zwiększają koszty , nakłady pracy i zamącają obraz. Na szczęście nie moje a programistów Polityki. W końcu się pewnie doczekamy? Coś czułem, że to spacja. Od dzisiaj nie będę jej żałował (dalej nie lubiąc) a nawet nadużywał . Dzięki chłopaki , szczególnie niewytłuszczonemu tym razem Nemerowi
    3

  214. Może ktoś wie i byłby skłonny podzielić się tą wiedzą.

    W Łodzi jest ciężka awantura o to, z kim NFZ popodpisywał (a właściwie, z kim NIE popodpisywał) umów.
    I tu pytanie:
    Czy jest gdzieś informacja JAWNA (bo pieniądze są publiczne) na jakich warunkach podpisane są umowy i jakie były oferty tych ZOZów, które kontraktów nie dostały. Pytanie dotyczy też kryteriów oceny (znalazłem tylko informację, że cena to 20% wartości wskaźnika).

  215. @Nemer
    3 stycznia o godz. 20:45

    Wiem i nie mam przecież pretensji! Nie mogłem sobie tylko odmówić!

  216. @Nemer
    3 stycznia o godz. 20:36

    Od kilku dni strzyka mi w lewym kolanie i też już myślałem o kolanoskopii, ale bałem się pójść do protestującego lekarza, by mi nie przywalił pieczątką w bolące kolano.
    Ja sobie nie zaglądałem tam, gdzie mówiłeś, ale też nie wierzę, abyś dokonał tego cudu live, bo wszyscy znajomi mieli to robione pod narkozą. Gastroskopie miałem na żywo i faktycznie oglądałem polipa na brodawce Vatera i dwa tygodnie martwiłem się o wynik badań histopatologicznych.

    Chciałbym złożyć życzenia, podpatrzone w SMS’ach Szkła Kontaktowego:
    „Życzę Ci w 2012 roku przewlekłego zdrowia’!
    Ja dokładam myśl, że można będzie wstawić literkę „P” do dowodu osobistego.

  217. @m^2

    jak znam życie wygrały placówki najtańsze, które zaproponowały ceny na których tracą lub które – jak w przypadku prywatnego szpitala – nie miały pełnego obciążenia łóżek i puste łóżka kosztowały ich więcej niż podpisanie kontraktu z NFZ-tem. Przynajmniej tak dzieje się od paru lat w Warszawie, choć ostatnio promowane jest doświadczenie i np. wykazanie wykonania usług na jakąś kwotę. Choć i tu dochodzi do ustawiania przetargów w ten sposób, że kryteria spełnia tylko jedna, konkretna firma, bo tylko ona może pochwalić się wystarczającym doświadczeniem i wykonaniem usług np. na 2 miliony złotych w ciągu ostatnich 3 lat.

    Nieszczęściem szpitali, ale także osób zajmujących się usługami typu pomoc osób niedołężnym i starym jest to, że NFZ-et, MOPS-y i inne instytucje państwowe podpisują kontrakty tylko i wyłącznie na rok przez co bardzo trudno cokolwiek zaplanować. Według mnie – z obserwacji – nie da się właściwie zarządzać dużym szpitalem, bo nie wiadomo jaki budżet będzie się miało w przyszłym roku i jak nfz-et wyceni np. zabiegi medyczne. Czy nie zrobi tego co parę lat temu szpitalom pediatrycznym, którym ograniczono płatność za dzieci na OIOM-ie do jednej procedury, gdy powszechnie wiadomo że przebywające tam dzieci są pod opieką od kilku do kilkunastu lekarzy i muszą być poddane kilku procedurom medycznym naraz. Jedno dziecko na OIOM-ie kosztowało wtedy kilka do kilkunastu tysięcy złotych straty…

    Lex,

    nie bądź naiwny. Deklaracje ministra lekarze mogą sobie wsadzić tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Deklaracja jest bezwartościowa bo w żaden sposób nie wiąże kontrolerów NFZ-etu. Póki deklaracja nie przyjmie postaci nowelizacji ustawy (lub chociaż rozporządzenia do ustawy) z jasno określonymi zasadami karania (na ile to możliwe) dopóty obawy lekarzy są jak najbardziej uzasadnione. Zresztą osobiście nie wierzę, że takie kryteria powstaną, a nawet jak powstaną to nie będę przestrzegane tak jak US interpretują właściwie dowolnie przepisy i ustawy, często ignorując przy tym (wspólnie z posłami) orzeczenia SN i NSA…

    No i nawet przyjmując twoją optymistyczną wiarę w to iż deklaracja ministra zadziała to nie zmienia to faktu, iż bardzo dużo lekarstw, które lekarze różnych specjalizacji stosują do leczenia jest niezarejestrowana w danej kategorii chorobowej, a to oznacza, iż nie może zostać przypisana z refundacją zgodnie z art. 37 nowej ustawy o refundacji nawet jeżeli sprawdza się przy leczeniu innej jednostki chorobowej. Problem ten dotyczy bardzo dużej liczby leków, np. w reumatologii czy neurologii. A tego nie da się naprawić ani szybką nowelizacją, ani poprawianiem listy leków refundowanych.

  218. Antonius
    3 stycznia o godz. 23:19
    „Ja sobie nie zaglądałem tam, gdzie mówiłeś, ale też nie wierzę, abyś dokonał tego cudu live, bo wszyscy znajomi mieli to robione pod narkozą. Gastroskopie miałem na żywo …”

    Antoniusie, słowo komsomolca, że miałem na żywca a przyrząd do tego użyty był na moje oko identyczny jak ten do gastroskopii, którą też przeszedłem zresztą ale kiedy indziej i w innej placówce więc mam nadzieję, że nie używano tego samego (taka kamerka ze światełkiem na końcu, mniej więcej jak ta, którą oglądałem rury kanalizacyjne jak mi się jedna zatkała). Ale kto ich tam wie, może sobie pożyczali wtedy.
    Jak bym nie poznał pewnych spraw z autopsji, to bym nie uwierzył ile w człowieku jest otworów, przez które można pozaglądać a czasami jeszcze porobią dodatkowe.

    Dziękuję Ci za życzenia z nadzieją, ze Twoje zdrówko będzie równie „przewlekłe”.

    Pozdrawiam, Nemer

  219. @woltron
    3 stycznia o godz. 23:57

    Ja jeszcze o tych kontraktach. Zapewne ma Pan rację, że wygrały najtańsze, ale „zapewne” to za mało. Ponieważ mówimy o pieniądzach publicznych, to wydawane powinny być jawnie. Przyznam, że oczekiwałem, że jak wejdę na stronę np. łódzkiego NFZtu, to znajdę tabelkę w Excelu, albo coś w tym guście, gdzie zobaczę, że firma X, dostała tyle punktów za cenę, tyle za kadrę, tyle za coś tam. I wygrały najlepsze. Ale nie ma (nie znalazłem) nic takiego.
    Co więcej z artykułu [http://www.tvp.pl/bialystok/aktualnosci/nauka-i-zdrowie/walka-szpitali-o-kontrakt-na-rehabilitacje/5810812] wynika, że nawet ubiegający się nie znają do końca kryteriów.
    Ciekawi mnie też jak na punkty przeliczają się „jakość, kompleksowość, dostępność i cena”, przy czym to ostatnie jest akurat proste.

    Bo od razu się przyznam, że mam brzydkie podejrzenia, że skoro kryteria i wyniki są tajne, to o kontraktach decydują łapówki.

    I jeszcze się przyznam, że odkąd p. Lex zainteresował mnie tematem tzw. „służby zdrowia”, to co się czemuś próbuję przyjrzeć, to zaczynają mi ciarki po plecach chodzić. Organizacja tego jest niezwykle kosztowna i koszmarnie wprost niewłaściwa. A przecież to niemożliwe, żeby w Ministerstwie Zdrowia zebrali największy zbiór półgłówków w Warszawie.

  220. Szanowni moi polemiści.
    zastanawiałem się na czym w istocie polega różnica zdań i ocen pomiędzy mną a Wami w ocenie protestu lekarzy.
    Odnosząc się do podnoszonych argumentów to:
    – lekarze chcą odbiurokratyzować swoją pracę – jestem za
    – lekarze protestują przeciwko nakładaniu na nich dodatkowych obowiązków ? z pewnymi zastrzeżeniami ( chodzi mi o rzeczywiste obowiązki a nie sprowadzające się do stawiania znaczków czy literek), – popieram
    – mamy mieć łatwiejszy dostęp do świadczeń lekarskich i ogólniej: medycznych ? jestem za,
    – chodzi o skrócenie kolejek do lekarzy ? jestem za,
    – chodzi o uszczelnienie obrotu lekami refundowanymi ? jestem za ( przypuszczam, że Wy także),
    – dla mnie jest obojetne, kto ma sprawdzać uprawnienia pacjentów ale Waszą i lekarzy opinię, że nie powinni robić tego lekarze – przyjmuję (gdyż….. obojętne mi jest kto to będzie robił).
    Można wymienić parę innych spraw, w których nasze stanowiska są tożsame lub bardzo zbieżne.
    Uogólniając – podobnie jak Państwo popieram dążenia lekarzy..
    W czy więc się różnimy ?
    W tym, że Państwo uznając dążenia lekarzy za słuszne i zasadne (ja także tak uważam) akceptujecie formę ich protestu. A ja tej i takiej właśnie formy nie akceptuję, gdyż ich protest odbywa się ? moim zdaniem – wymiernym kosztem ludzi chorych, także ? nie taję ? moim. Ich protest bezpośrednio godzi nie w decydentów, do których mają pretensje o wdrażane rozwiązania tylko tylko w Bogu ducha winnych ich pacjentów.
    Państwo akceptujecie, że w dążeniu do swoich słusznych celów lekarze grają zdrowiem i życiem ludzi chorych.
    Ja tego nie akceptuje. !
    I to jest istota różnicy zdań, ocen i opinii miedzy nami.
    I tym akcentem ( jednak nie optymistycznym) kończę ze swej strony ten temat.. Jeszcze tylko jutro zdam relację z wizyty u swojego endokrynologa

  221. Te znaki zapytania to myślniki.
    Znowu zapomniałem

  222. http://wyborcza.pl/0,107323.html

    K. Radziwiłł u Kublik…….

  223. Drogi Lex’ie!
    Odnośnie treści – jestem za, znakom zapytania mówię –nie!
    Gdybyś pisał tekst bezpośrednio na blogu (co ja robię przy krótkich tekstach), nie byłoby znaków zapytania. Ergo! Piszesz w jakimś edytorze, tylko nie wiem jakim. W Wordzie i Open Office można ustawić tak, że unikniesz znaków zaprania zarówno przy cudzysłowach, jak i myślnikach i nie trzeba o tym pamiętać!
    Jeśli jesteś zainteresowany to napiszę jak. Miałem z tym kłopoty, pisałem w „notatniku” – idiotyzm! Wklejałem tekst do blogu i mozolnie poprawiałem – równie inteligentnie!
    Mam w domu młodzież oblataną informatycznie i mi pokazali jak ustawiać Worda.

  224. Wiele się mówi (również na tym forum) o gigantycznych wydatkach na ochronę zdrowia w Polsce, szczególnie na leki, o konieczności ‚”uszczelniania” marnotrawnego systemu, gdzie lekarze przekupieni przez koncerny farmaceutyczne (główny wróg ludzkości) przepisują najdroższe leki i nie chcą ponosić za to odpowiedzialności. Natomiast chyba wielu dyskutujących nie zna podstawowych danych w tej materii.
    Oto kilka faktów dla dyskutujących na tym forum.
    Polska ma jeden z najniższych wskaźników wydatków na ochronę zdrowia w Europie – nieco ponad 4% PKB, co sytuuje nas na przedostatnim (!) miejscu w Europie.

    Ceny leków w Polsce są jednymi z najniższych w Europie. W Polsce średnia cena jednej tabletki wynosi (średnio) 0,10 euro, podczas gdy
    na Litwie, w Rumunii czy Czechach 0,12 euro, na Słowacji i na Węgrzech 0,15 euro, a w Grecji prawie cztery razy więcej niż w Polsce – aż 0,38 euro. Żeby porównać jedynie do krajów o podobnym poziomie zamożności. To tyle jeśli chodzi o pazerność koncernów farmaceutycznych dyktujących horrendalne wysokie ceny za leki.

    Za to odpłatność (dopłata) pacjenta za leki jest najwyższa w Europie i wynosi średnio ok. 35%. Z tego powodu ok. 6% recept jest niewykupowanych. Jeśli pod uwagę weźmie się wszystkie leki zarówno te refundowane jak i nie, to udział środków prywatnych pacjentów w kosztach farmakoterapii wynosi ok. 50%.
    Obecnie panująca ustawa, która budzi tyle kontrowersji, zmniejsza jeszcze sztywny udział wydatków na leki w funduszu NFZ z 19 poprzednio do 17% obecnie. Czyli wydając na leki najmniej w OECD (poza Meksykiem, gdzie jest inny model), jeszcze te wydatki zmniejszamy i nazywamy to „uszczelnianiem systemu”. Wydaje się, że system był już zbyt szczelny.

    Znajomy inżynier tłumaczył mi kiedyś, że śrubę można przykręcać jedynie do pewnego momentu. Po nim następuje zerwanie gwintu.

    Problem jak widać jest systemowy i nie podejmuje się uczciwej próby dyskusji na ten temat, zastępując ją socjotechnikami polegającymi na wskazywaniu winnych, co powoduje niepotrzebne konflikty społeczne. Szczucie pacjentów na lekarzy i aptekarzy, aptekarzy na lekarzy może odwrócić chwilowo uwagę od polityków, ale przecież nie rozwiąże problemu trapiącego większość obywateli naszego kraju.

  225. Dostałam z Redakcji:

    „Witamy, błąd został poprawiony.

    Na wszelki wypadek wyjaśniamy, w jaki sposób poprawnie wstawiać tagi w treść komentarza, by fragmenty wyświetliły się boldem lub kursywą:

    ? tekst pogrubiony

    ? tekst pochylony

    Pozdrawiamy

    Zespół POLITYKI”

    Skutkiem prośby o interwencję u fachowca w sprawie kursywy oraz boldu na adres internet@polityka.pl .

  226. Instrukcja się nie skopiowała 😉 Znaki , i , automat wyciął, a dodał znaki zapytania.

  227. Znaki to „” no i „b” oraz „i”. Porozumiewanie się przez internet niesie utrudnienia, czy jakoś tak.

  228. Świetne, nie ma co 😉 Znaki są w czapce niewidce 😆

  229. Antoniusu,
    na ogół piszę „w ramce”. Bardzo rzadko w Wordzie. Pamietam o „kawałach” jakie wychodzą przy przenoszeniu tekstu z Worda do „tamki” i staram się każdy myślik , cudzysłów itp. – poprawiać.
    Ale,. niestety, – wzrok juz nie ten – i wszystkich nie wyłapuję. Stąd…. dzieje się jak się dzieje.
    Z pouczenia- jeśli nieskomplikowane (bom komputerowy laik-amator) -chętnie skorzystam.

  230. @ Dr Stues

    Operujesz statystykami a ja w jednym ze swoich pierwszych podałam konkretny przykład Szpitala w Zgierzu pod Łodzią, gdzie powszechną praktyką jest zaopatrywanie personelu, jego rodziny i znajomych w darmowe leki wszelkiego rodzaju. Podałam przykład kiedy od pielęgniarki z tego szpitala otrzymałam z jej domowej apteczki darmową torbę środków opatrunkowych; dostałam choć wcale o to nie prosiłam.

    W tym samym szpitalu wylądowałam na ostrym dyżurze z uszkodzoną stopą,wyjąc z bólu i choć mam ubezpieczenie to receptę otrzymałam pełnopłatną. Mój pobyt trwał 2 godziny choć nie było oprócz mnie ani jednego pacjenta.Jedynymi osobami zasługującymi na moje uznanie był windziarz i panowie z oddziału ratunkowego,którzy choć nie musieli od razu,kiedy mąż wyciągał mnie z samochodu wykazali mnóstwo empatii. Reszta obsługi począwszy od recepcjonistek a skończywszy na lekarzach to był jeden wielki pokaz bezduszności i niekompetencji.

    Zdjęcie rentgenowskie miałam robione dwa razy i pomimo tego wyszłam ze szpitala bez diagnozy co jest z moją stopą za to z gipsem na całej nodze. Leki kosztowały mnie 150 zł bo już nie miałam siły zastanawiać się jaką receptę wypisuje mi lekarz. Przyznam że z trudem przychodzi mi nazwanie tego pana lekarzem.

  231. Kurczę, znowu błędy: jakaś „tamka” zamiast „ramka”, „myslik” zamiast „myślnik”. To z pośpiechu, gdyż żona na obiad woła.

  232. STARA PRAWDA
    Pytanie – kiedy przyczyna szła za skutkiem ?
    odpowiedż -wtedy kiedy lekarz odprowadzał swego pacjenta na cmentarz.
    Nie moje toto ja tylko przytaczam.
    Nikodemowi 123 chciałbym zadać pytanie – czy zna adres i nazwisko lekarza który zapłacił za żle wypisaną receptę.
    A opowiadanie o pacjentce obsłużonej przez ZOZ trzy dni po jej zwolnieniu należy rozreklamować jako przykład SKĄD BIORĄ SIE WIELOMILIONOWE DŁUGI.
    Gdyby głupota mogła fruwać to. . . . .
    Co do działalności NFZ to taki np z Legnicy /delegatura Wrocławia/
    juz trzeci rok zalatwia mi refundację za aparat słuchowy.
    To taka zabawa w głuchy telefon.
    Wydaje mi się że moja propozycja wielokrotnie powtarzana przy różnych okazjach na blogu by urzędnik , KAŻDY kto ma do czynienia z pieniędzmi społecznymi w przypadku dowiedzionej mu niestaranności w wykonywaniu czynności mu powierzonymi dostawał WILCZY BILET // tak sie to kiedyś nazywało // aa skutkowało wykluczeniem z możliwości pracy.
    Powiecie że metoda stara , że nieludzka – bo może sie poprawił-
    no cóż można wierzyć w krasnoludki
    ukłony

  233. @Lex

    Zrób tak:
    1) Otwórz „Worda”
    2) Kliknij na „Narzędzia” i otworzy się coś,
    3) Kliknij „Autokorekta”, znów nowe okienko
    4) Naciśnij „Autoformatowanie podczas pisania” – nowe okienko – już docelowe.
    5) Poszukaj „Zamień podczas pisania” i zadbaj, aby dwa okienka pod tym napisem były puste, tzn. bez fajeczki!!! Jeśli jest fajeczka, a jest na pewno, to wystarczy tam nacisnąć i zniknie.
    6) Są to okienka: „Cudzysłowy proste na drukarskie” oraz „Oznaczenia symboliczne…” i cosik z kreseczkami. U mnie są to okienka pierwsze i czwarte. Chodzi o to, ze staruszkowie długo naciskają na klawisze, np. „-” i komputer zalicza to jako dwie kreseczki i zamienia je na długą kreskę. Tej długiej kreski WordPress nie rozumie i wali ????

    Nie wypowiadam się na temat pozostałych okienek, bo nie wiem co mogą popsuć. Spróbuj bardzo króciutko nacisnąć myślnik, czy kreska będzie długa lub krótka, ale radzę wyłączyć tę opcję, tak jak opisałem wyżej – unikniesz stresów.
    PS
    Jeśli masz ustawiony język angielski , to poszukaj analogicznych nazw. Ja czasem miałem kłopoty z dziećmi, które nie znają niemieckiego a ja większość programu mam w tym języku. Niektóre pozwalają na zmianę języka (skype błyskawicznie) ale moja wersja przeglądarki jest z założenia niemiecka (Seamonkey) i dzieci niezbyt chcą mi pomagać przy występowaniu kłopotów.
    Nie pamiętam, jak to jest w Open Office’ie, ale idea jest z pewnością ta sama. Mój zaczął dobrze, potem zgłupiał, a ponieważ jest to wersja angielska to córka sprawę załatwiła i znów jest dobrze, ale i tak wolę Worda.

  234. Lex@
    W proteście lekarzy nie chodzi tylko i wyłącznie o to, że nakładane są na nich nowe obowiązki. Rzecz głównie w tym, że nakłada się na nich odpowiedzialność, a nie daje środków, które by taką odpowiedzialność pozwoliły udźwignąć. Bo w jaki sposób lekarz ma zweryfikować dokumenty przedstawiane przez pacjenta? Mniejsza o to czy zrobi to lekarz, pani w recepcji czy też jakiejś innej maści asystent. To lekarz ponosi odpowiedzialność- odpowiedzialność finansową. Poza tym karę nakłada NFZ i to NFZ jest jedyną instancją odwoławczą, co jest jakimś wynaturzeniem.
    Dla zilustrowania problemu podam przykład. Ostatnio relacjonowano mi ( z kręgów bardzo mi bliskich – bo rodzinnych) o wysokiej karze nałożonej przez NFZ za przepisywanie pewnego leku onkologicznego przez lekarzy jednego z niepublicznych ZOZ-ów. Uzasadnieniem był fakt , że lek ten powinien być poprzedzony terapią innym lekiem- pierwszego rzutu, a przychodnia nie udokumentowała , że taką terapię przeprowadziła. Rzecz w tym , że pacjenci przyszli do tej przychodni z przychodni onkologicznej po przebytej terapii lekiem pierwszego rzutu z zaleceniem stosowania leku drugiego. Kontrolerom NFZ to jednak nie wystarczyło. Nałożyli karę- bardzo wysoką. Ponieważ ten sam NFZ jest jedyną instytucją, do której można się odwołać, łatwo przewidzieć czy sprawa zostanie rozstrzygnięta zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Nie dziwię się więc desperacji lekarzy.Lekarz działa w realiach ekonomicznych. Jeśli ryzyko działalności zaczyna przewyższać ewentualne zyski, to taka działalność traci sens. Lekarze zaczną się masowo przenosić do krajów, w których są zdrowe warunki funkcjonowania w zawodzie(Skandynawia). Wszelkie uwagi o odejściu od etosu zawodu lekarskiego czy też graniu zdrowiem pacjentów uważam w związku z tym za co najmniej tendencyjne i niemądre, a nawet szkodliwe.

  235. Szanowna Pani Redaktor!
    Pan Cichocki, Minister SWiA na konferencji prasowej podkreślił odchodzenie od kierowania się wyłącznie statystyką w ocenie skuteczności policji, w czym celował zdymisjonowany komendant, wrocławianin Andrzej Matejuk. Stąd bywało, że zdesperowany policjant sam sobie wypisywał mandat, żeby nie ?podpaść? zwierzchnikom za słabe wyniki.
    Minister Cichocki powiedział, że w tej ocenie powinno uwzględniać się również odczucia społeczeństwa, czy jest bezpieczniej, czy nie.
    Gdyby takim kryterium kierowali się twórcy chaosu farmakologicznego, to by go nie było.
    W tej całej sprawie o kryptonimie: 100% odpłatności za leki, obok nieudolności rządzących i nieumiejętności zapanowania nad podległym im aparatem urzędniczym (w MZ i w NFZ) zapomina się, że obywatel jest klientem, który w tym układzie wywiązuje się z umowy ? bo płaci składkę.
    Jeśli nie płaci, to cała sprawa jego nie dotyczy. Jest wówczas poza systemem ubezpieczenia zdrowotnego.
    Gdyby tak można było wezwać całe społeczeństwo do niepłacenia składki na ubezpieczenie zdrowotne przez 1-2 miesiące, do czasu uporządkowania tego całego bałaganu? Jest to jednak niemożliwe, bo wszyscy już jakoś funkcjonują w elektronicznym bankowym obrocie bezgotówkowym. Tylko jakoś służba zdrowia unika pełnej cyfryzacji. Nigdy też nie zobaczymy kas fiskalnych w gabinetach lekarskich, chociaż nawet „baby z oscypkami” w Zakopanem mają je umieć obsługiwać …
    Jeśli obywatel RP płaci składkę zdrowotną, to ma być obsłużony przez całą służbę zdrowia, stosownie do obowiązujących procedur i standardów oraz aktualnych możliwości, przy ustalonej odpłatności za leki i ponadstandardowe usługi. Zapominamy, że tu chodzi o usługi medyczne, a pion je świadczący nazywamy przecież służbą zdrowia. Za te usługi płacimy, a nie umiemy jeszcze wymagać.
    Ubezpieczony płaci rocznie 108% podstawy wymiaru, tj. swojego ponad miesięcznego wynagrodzenia dla pełnoetatowców (12 x 9% wymiaru od 2004 roku).
    To są duże pieniądze i płacący powinni być leczeni oraz nie niepokojeni zawirowaniami biurokratów.
    Realnie, w tych dniach każdy pacjent płaci za leki 100%. Skąd niby apteka ma wiedzieć jaka refundacja choremu się należy, jeśli w stosownej rubryce recepty nic nie ma, tylko odcisk słynnej pieczęci?
    Zachęty biurokratów w NFZ, żeby zwracać się do nich w przypadku braku refundacji w APTEKACH są śmieszne, bo nie uwzględniają KOSZTÓW dochodzenia należnych uprawnień. Uprawnienia te , wraz z wytycznymi (wczoraj się o nich dowiedziałem) to oni wraz z urzędnikami MZ formułowali w obowiązującej ustawie. Żeby uzyskać refundację trzeba zadzwonić do NFZ (w Krakowie: 12 29 88 303), jechać po historię choroby, potem do Oddziału NFZ i po jeszcze jakieś zaświadczenia od proboszcza o regularnym uczestniczeniu w życiu parafii, itd, itd.
    Jeśli różnica dotyczy kilkudziesięciu złotych, to nikt tego nie zrobi, zwłaszcza jak jest samotny, osłabiony chorobą i starszy a leki mu się akurat kończą, to koszty dojazdów i telefonów przekroczą kwoty ewentualnych nadpłat.
    Przy czym nie jest już możliwe uzyskanie zwrotu nadpłaconej kwoty, w NFZ powinniśmy uzyskać odpowiednie literki, upoważniające do refundacji. Skąd to mogą wiedzieć urzędnicy NFZ, jak nas nie leczą? To okrutny system Pani Redaktor.
    Dlaczego rządzący uczciwie nie powiedzą, że chodzi im o stopniowe odchodzenia od wszelkich refundacji leków i drogich procedur leczniczych w kierunku stopniowej i bardzo taniej (bo już bez ingerencji lekarza) ? eutanazji osób starszych i schorowanych, do tego często samotnych!
    Wybory dopiero za 4 lata i wielu poszkodowanych obecnym zamieszaniem starych i chorych ludzi ich nie doczeka, więc można ich zlekceważyć. Dochodzi długotrwały stress i strach, czy mi aby starczy do pierwszego. Tylko że aktualnie młodzi i zdrowi nie wiedzą, że raz zepsuty system też ich kiedyś dopadnie i sponiewiera. Nie zawsze będą piękni, młodzi zdrowi i bogaci. Zobaczą wówczas jak to jest na naszej zielonej wyspie.
    To nie jest dziki kraj, jak mówił przed laty jeden z ministrów rządu Tuska, to jest kraj dla młodych i zdrowych, w którym zaczyna obowiązywać selekcja naturalna. Jeszcze nie na rampie, tylko w domach, dopadnie śmierć starych samotnych ludzi, których tu w Krakowie są tysiące. Odejdą po cichu, żeby nie sprawiać sobą większego kłopotu. Młodzi, którzy mogą wyjechać gdziekolwiek za pracą i lepszą opieką socjalną z naszej zielonej wyspy pojawiają się u swoich seniorów tylko po to, żeby sprawdzić kiedy już mogą zająć ich mieszkanie … Starzy i chorzy – już są do końca swoich dni skazani na uroki naszej zielonej wyspy.
    Wychodzi mi, ze słabi muszą odpaść, a i budżet przy tym zaoszczędzi. W dodatku starych i chorych ludzi jest zbyt wielu, więc konieczna jest korekta statystyk, żeby światowe agencje ratingowe zbytnio nie grymasiły nad przyznaniem naszej zielonej wyspie upragnionych AAA+.
    Prawdopodobnie dopiero w maju, 9 milionów emerytów i rencistów dostanie zwaloryzowane kwotowo o 71 zł BRUTTO swoje świadczenia.
    Co na to zwolennicy liberalnej gospodarki?
    Przedstawiciel polskich kapitalistów, Pan Jeremi Mordasiewicz z PKPP Lewiatan wyraźnie stwierdza, że jest to naruszenie podstawowej zasady systemu emerytalnego, zgodnie z którą każdy emeryt ma otrzymywać tyle, ile włożył do systemu. Zasadne jest zatem pytanie: kto nami rządzi?
    Czyżby u władzy byli jeszcze komuniści, zwolennicy zasady ?wszystkim po równo??
    Do tego rządzący okazują się ewidentnymi nieudacznikami, nieczułymi na krzywdę ludzką, jakby sami byli nieśmiertelni. A to tylko jeszcze niecałe 4 lata stosowania przez nich centralizmu biurokratycznego, odmiany centralizmu demokratycznego ? zasady obowiązującej w byłej KIEROWNICZEJ SILE NARODU – PZPR.
    Najgorsze jest to, że ja głosowałem na tych nieudaczników ? populistów z PO, którzy okazali się po wyborach ordynarnymi darwinistami! Silni przetrwają.
    Straszne.

  236. Chodzi mi o wpis Lekarza z dn. 31.12.2011 z godziny 23 i coś tam.Otóż ów wpis wskazuje na to ,że wpisujący był już ,,pod wpływem”. O ile wiem nie ma wynagrodzeń na poziomie 1860.- brutto dla lekarzy o stażu 18 lat i z 4-ma specjalizacjami. Z tego wynika ,że Lekarz łże w związku z czym wszystkie następne wpisy należy traktować z dużą rezarwą. I to by było na tyle!

  237. Może to jest polowanie?
    Albo zawody , kto jednym strzałem upoluje więcej celów?

    1- zmniejszenie populacji emerytów, to
    2-zmniejszenie ilości wyborców PiS
    3-większe oszczędności budżetowe na refundacji leków i emeryturach
    4-mniejsze zapotrzebowanie na opiekę medyczną i łóżka szpitalne
    5- oszczędności na etatach w służbie zdrowia

    Ten bajzel i medialna kakofonia służą osiągnięciu powyższych celów- nawet mimowolnie…..

  238. @Nemer
    4 stycznia o godz. 0:54

    Przypomniałeś mi niechcący prośbę Szwejka podczas wizyty VIP’ów w szpitalu, na temat kolejności pędzlowania gardła i hemoroidów.

  239. @Dr Skues
    4 stycznia o godz. 11:59

    ***Wiele się mówi […] o konieczności „uszczelniania” marnotrawnego systemu, gdzie lekarze przekupieni przez koncerny farmaceutyczne (główny wróg ludzkości) przepisują najdroższe leki i nie chcą ponosić za to odpowiedzialności. Natomiast chyba wielu dyskutujących nie zna podstawowych danych w tej materii.***

    Udaję wiarę w to, że pisze Pan Doktor na poważnie i wtedy się w pełni z tym zgadzam. Szczególnie istotne jest drugie zdanie. Wszyscy robią nam biednym wodę z mózgu kłamstwami i półprawdami, a to nie pozwala na sformułowanie rozsądnych uwag. Politycy i lekarze, aptekarze i samozwańczy przedstawiciele pacjentów (mnie nikt nie prosił o zgodę na reprezentowanie) mają swój interes w kiepskim poinformowaniu opinii publicznej, ale to co robią dziennikarze, przypomina najgorsze praktyki prasy reżymowej w słusznie minionym okresie. Potworny news, czcionka na portalu olbrzymia: „3000 zł zamiast 3.20”!!! Pokazują biedną staruszkę w chustce – znak przebytej chemii – i nikt nie wie czy to nie klasyczna prowokacja dla zwiększenia nakładu i dobrej wierszówki (np. pacjentka na urlopie świątecznym ze szpitala, która pozowała za kilka złotych). Podobne „wioski Potiomkina”, dantejskie sceny w aptekach. Sam byłem w okresie świątecznym dwa razy w aptece, tzn. moja żona. Była przed nią jedna klientka, a personelu 3 lub 4 osoby, nawet właścicielka tak się nudziła, że załatwiała osobiście sprawę żony, czyli moich lekarstw z „P” i bez „P”, a za „punkty” żona miała jakiś podarek. Na blogach czytam wyłącznie o takich samych obserwacjach. Czy dziennikarze dobrze zapłacili grupie bezdomnych, aby uzyskać tak bezcenny dokument nieudolności Tuska? To nawet wiem, gdzie szukali chętnych!

    Co my tak naprawdę wiemy, albo co dałoby się sprawdzić? Lekarzy w Polsce, których obowiązuje nowa ustawa jest podobno 120 000 – informacja z mediów. Ilu z nich ma umowy z NFZ, bliźniacze do ustawy i świetnie sobie dawali radę dotąd???
    Nie wiemy! Mogę zaryzykować twierdzenie, że niewiele mniej. Ja znam trochę lekarzy w naszym mieście. Wszyscy albo mają gabinety prywatne (na godne życie), albo dorabiają do państwowych etatów (na chleb) w prywatnych przychodniach, mających umowy z NFZ (na bułki i kawior). Nie znam treści tych umów, ale sądzę, że paragrafy o odpowiedzialności tam są, co najwyżej zapłaci za kanty w receptach (sorry – błędy ortograficzne) właściciel przychodni. Ja od lat nalezę do przychodni niepublicznej i większość lekarstw miałem pełnopłatnych, widać lekarze dobrze wiedzieli co im wolno a czego nie, a po kilkunastu latach to „P” – przewlekłóść – miałem wypisane na czole.

    Inny, pozornie śmieszny problem to obowiązujący wygląd recepty. Jak pacjent może wiedzieć czy recepta jest dobra? Rozporządzenie o receptach jest z 2007 roku. Osobiście widziałem oddzielne blankiety – śliczne – od kilku wizyt. Przedtem wypełniano ręcznie książeczki RUM, teraz te książeczki nie obowiązują. Czy te jeszcze nowsze recepty już mają inny wygląd? Chyba tak, bo w nowych, które widziałem w sieci nie ma już miejsca na wpisanie „p”, tylko na kretyńską pieczątkę (akurat się mieści), a ma być jakiś %. Gdzie ja mogę się dowiedzieć, co mi się należy? Nawet minister jeszcze pieprzył o literkach „b” i „p”, kilka dni przed wejściem w życie ustawy. Jak to do cholery jest naprawdę?
    Piękny przykład z receptą, za długą o 3mm, której nie zrealizowała apteka – surrealizm! Pytanie: Skąd się wzięły takie recepty, kto je wydrukował i ile na tym zarobił, czy jest to samowolka lepiej przystosowanego do współczesności lekarza, który na swoim komputerze je drukuje? (Lekarka „jakiegoś tam kontaktu” mojej żony wszystko pisze komputerowo, recepty też). Drukarka drukarce nierówna, a układ na papierze zależy jeszcze od oprogramowania!
    Ja mogę sobie wyobrazić, że za kilkadziesiąt lat, gdy system informatyczny w Służbie (pardon – Ochronie Zdrowia) będzie gotowy w 50 % może wystąpić taki problem w aptekach, że niewymiarowej recepty nie da się wprowadzić do systemu (skanerem). Po dalszych 50 latach ten problem zniknie, bo nikt nie będzie marnował papieru na recepty, a jakieś nośniki informacji na linii lekarz- farmaceuta i co daj Boże, urzędnik zlikwidowanego(?) NFZ, który ustali właściwy koszt leku.
    .

  240. „Próba po pana Antoniusowym instruktażu.”

  241. Panie Antoniusu,
    dziekuję !!!!! Jest jak należy.

  242. Panie wiesiek59, godz. 15.40
    To raczej obława, obława, na STARE WILKI OBŁAWA.
    Tak zapewne śpiewałby Jacek Kaczmarski, gdyby żył ?
    Z kolei obniżenie waloryzacji emerytur 2/3 świadczeniobiorcom ma dać ponad 1 miliard rocznie. Bo do tego sprowadza się waloryzacja kwotowa 71 zł brutto. Jest to poniżej ok. 82 zł brutto na osobę, co by wynikało ze wzrostu średniego świadczenia o wskaźnik inflacji (4,8%) . To wynikało z ustawy, którą rządząca obecnie nami siła przewodnia, sama podjęła dobrowolnie, nie pod lufami rosyjskich czy innych czołgów.
    Oni wiedzą, że trzeba głownie przetrzebić tych, których świadczenia są powyżej średniej. Kilka takich kwotowych waloryzacji i już będzie po równo – wszyscy zostaną słusznie spoziomowani. Ci co mają świadczenia trochę powyżej średniej, mogliby dożyć do kolejnych wyborów i pamiętając obecne uczynki rządzących, w postaci obecnej waloryzacji kwotowej plus przymusowej 100% farmaceutyzacji społeczeństwa , mogliby bardzo aktywnie być przeciwko nim za niecałe 4 lata.
    Mnie to jeszcze nie dotyczy, ale za kilka lat może, jeśli zagnieżdżą się takie obyczaje. I dlatego protestuję przeciwko łamaniu zasad i wprowadzaniu niepotrzebnego zamieszania.
    A Pani Redaktor w swoim wpisie odnośnie braku problemu z lekami to zachowała się jak ta arystokratka w Paryżu, gdy na opinię że ludzie nie mają na chleb odparła, to niech jedzą ciastka.
    Pozdrawiam.

  243. spokojny
    4 stycznia o godz. 17:04

    Dwa fajne tytuły:
    „Czyż nie dobija się koni”
    „To nie jest kraj dla starych ludzi”…….

    O Skale Tajpejskiej i zwyczajach Eskimosów wspominałem onegdaj…..

    Ps.
    Schroniska są pełne, nie tylko te dla zwierząt…..
    Ilu przedsiębiorców zatrudni ludzi tylko z dobroci serca, ponad ekonomiczne potrzeby?

  244. Ludzie!
    Zemścijcie się na systemie! Rzućcie palenie i picie wódki, jedzcie mniej tłuszczu i cukru oraz soli, spacerujcie demonstracyjnie na świeżym powietrzu w parkach, lasach, nad morzem, o każdej porze roku, tańczcie na ulicach, wyłączcie telewizory, jeźdźcie samochodem bezpieczniej i trzeźwiej itd.
    A na za długie recepty noście przy sobie nożyczki 😉

  245. Wieśku,
    tajpejska to dzisiaj jest wieża
    Jak się uprzeć… 🙄

  246. Tym kimś nie jest ani ?budżet? ani ?państwo?, tylko pracujący. A pracy nie brakuje – brakuje natomiast środków na jej opłacenie. Pracownik odchodząc na emeryturę zabiera ich większość ze sobą. Jeśli uświadomimy sobie, że pieniądze odchodzą wraz z osobami przechodzącymi na emeryturę, to wtedy stanie się jasne, że to właśnie przechodzenie na emeryturę utrudnia znalezienie pracy przez młodych, ponieważ miejsca pracy stają się droższe. Jest więc odwrotnie niż intuicyjnie myślimy. Im więcej osób odejdzie na emeryturę tym gorsza sytuacja na rynku pracy.
    http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/oko-na-polske/skutki-%E2%80%9Esmierci%E2%80%9D-swietego-mikolaja,22879,4
    —————–

    Nie zgadzam się z treścią, ale ciekawy pogląd…….

  247. Upadek skandynawskiego modelu gospodarczego – http://www.stachurska.eu/?p=6146

  248. Teresa Stachurska
    4 stycznia o godz. 19:25

    Kapitalna analiza ekonomiczna!!!
    Ale bankom się to nie spodoba……..
    Kraje które nie pożyczają na wysoki procent, nie generują dochodu dla nich. Gdyby model się upowszechnił, z czego bankierzy mieliby żyć?
    Z wdowiego grosza?

  249. Tereso.
    Jesteś czystą doktrynerką szoku. Po tych statystykach nie mogę wyjść z szoku. To znaczy, że nasze mendia, nawet ekonomiczne, ciągle bajdurzą o tfurczym kapitalizmie i „zdrowej samoregulującej się gospodarce rynkowej” na podstawie mądrości J K-M i prof Winieckiego, zamiast sięgnąć po ogólnie dostępne statystyki. Doprawdy jestem w dodatkowym szoku poznawczym, ponieważ widzę jak „wiele” są warte „naukowe” poglądy światłych ekonomistów, w tym laureatów ekonomicznej nagrody Noble’a, z których żaden nie przewidział zapaści finansowej w 2008 roku i do dzisiaj przecierają oczy ze zdumienia, że ten rynek nie potrafi naprawić się sam.
    Oj chyba pora przejść do decyzji politycznych i odsunąć finansjerę oraz ekonomistów od nadmiernego wpływu na gospodarkę.

  250. Na temat konfliktu rząd-lekarze-aptekarze mam do powiedzenia tyle:
    za skutki swojej niedopracowanej „reformy”, rząd chce odpowiedzialność zrzucić na lekarzy i aptekarzy. Oczywiście, skutki finansowe poniesie jak zwykle obywatel-pacjent.
    Wczoraj w dwóch programach, u p. Olejnik i u p. Lisa był min. Arłukowicz i na konkretne proste pytanie obu dziennikarzy, nie potrafił odpowiedzieć w sposób jasny i prosty, tylko wił się, bredząc, że pacjent nie musi się martwić. Tylko, jeśli aptekarz skasuje od niego więcej niż powinien, czyli 100% za konkretny lek, to być może konsekwencje aptekarz lub lekarz kiedyś poniesie, a pacjent może szukać wiatru w polu, bo kto mu zwróci różnicę za nadpłacony lek?
    Odnoszę wrwżenie, ze premier Tusk tak dobiera sobie ministrów, żeby potrafili długo gadać, by nic nie powiedzieć. Chyba wziął przykład z siebie, bo sam w te klocki jest mistrzem, no i mediom się to podoba.

    Czekam, kiedy Tusk weżmie do rządu innego zwycięzcę jednego z telewizyjnych programów, byłego strażnika miejskiego.
    Agent już jest, dlaczego ma nie być zwycięzcy Big Brothera?

  251. Szanowny Panie Gajowy Marucho! (godz. 18.24)
    Tego mi brakowało. Konstruktywnie i zarazem korzystnie dla ewentualnych pacjentów. Poszedłbym dalej: po co jeździć samochodem jak można jeździć rowerem lub chodzić? Zwłaszcza w miastach, gdzie korki dają przewagę własnym nogom.
    Nic lepszego nikt dotychczas na blogu nie wymyślił.
    Gratuluję, pozdrawiam i to by było na tyle.

  252. Teresa Stachurska
    4 stycznia o godz. 19:25

    brawo !

  253. Co do naszych ?sukcesów? to ja za ich przyczynę przyjmuję barierę popytową. Gdyby w Norwegii zaplanowano i zrealizowano 20-procentowe bezrobocie i tym sposobem uzyskano dla pracowników „niższego szczebla” wynagrodzenia na poziomie nie pozwalającym się utrzymać nawet na głodowym poziomie to norweska gospodarka też by legła jak długa. Proponuję wypowiedź prof. Żyżyńskiego ? http://www.stachurska.eu/?p=3176 , a także i jeszcze bardziej książkę prof. Tadeusza Kowalika pt ?polska transformacja.pl?, i opracowania Henryka Lewandowskiego.

  254. W rekordowym tempie przyrasta imigrantów w regionie sztokholmskim. Najwięcej – Polaków
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,10914472,W_rekordowym_tempie_przyrasta_imigrantow_w_regionie.html
    ———————————

    A ludzie głosują nogami………
    Coś w tym szwedzkim modelu musi być…….
    Czy to są kraje dla młodych ludzi?

  255. Nowe przepisy o obrocie farmaceutykami w Portugalii zobowiązują apteki do oferowania i sprzedaży leków generycznych, co najmniej połowę tańszych od oryginalnych. Resort zdrowia przewiduje, że regulacja pozwoli zaoszczędzić w budżecie ponad 100 mln euro.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,10915170,Portugalia__Rzad_zobowiazal_apteki_do_oferowania_tanszych.html
    —————————

    Chyba nie tylko my mamy problem z cenami narzucanymi przez koncerny…….

  256. Szanowny Panie Spokojny,
    dziękuję uprzejmie i dodaję, że jazdę samochodem miałem na myśli nie po mieście bynajmniej. Rower – jak najbardziej. Schody zamiast windy. Trenować pompę nie wyczynowo, ale stale. I mózg trenować. Kartka już radził gdzie indziej – krzyżówki, łamigłówki, sudoku… Moja Pani co jakiś czas przestawia zawartość szafek w kuchni i mówi, że po to, abym Alzheimera nie przegapił od tych automatycznych odruchów… 🙄 😉

  257. Jako zabrzanin a więc „zakamuflowana mniejszość niemiecka” nie mam żadnych problemów z przychodniami,szpitalami etc. Po prostu od lat mamy tutaj na „Szlonsku” karty tzw. czipowe. Dzięki p.Sośnierzowi! W rejestracji oddaje się kartę, pani rejestratorka wkłada ją do drukarki a ta drukuje receptę z wszystkimi danymi. Skora system od lat działa i to sprawnie w tak dużym woj. jak Śląsk to po jaką cholerę w warszawce chcą wynaleźć koło, skoro już zostało wynalezione? Śmieszy mnie jak w tvi pokazują min. od cyfryzacji Boniego, który na posiedzenie rządu przychodzi ze stertą dokumentów pod pachą, żenada!

  258. Krótki dopisek do wpisu z 23.17 dnia 02.01.2012 r

    Minęły dwa dni a sprawa dalej „stoi” w miejscu. Pan Premier Tusk, z twarzą „obciągniętą” złowrogą maską stwierdza na konferencji prasowej, że:
    – istota ustawy jest nie do naruszenie (ruszenia, czy coś w tym rodzaju),
    – forma protestu lekarzy jest nie do zaakceptowania ze względu na dobro pacjenta
    – istnieje możliwość zawieszenia karania lekarza, jeśli ustalenie, czy pacjent posiada aktualne uprawnienia do korzystania ze społecznej służby zdrowia jest znacznie utrudnione,
    – istnieje możliwość zawieszenia karania lekarza za błędy do czasu opracowania i wprowadzenia w życie elektronicznego systemu informacji o ubezpieczeniu pacjenta, który jest przyjmowany przez tego lekarza.

    Pomyślałem sobie, pal licho te pieprzone 60.- zł (17,65 dolara USA na dzień dzisiejszy) – bo będzie może wreszcie dobrze. Zaniepokoiła mnie trochę informacja z paska, że po spotkaniu z Premierem, przedstawiciele NRL oraz OZZL będą dalej debatować w Ministerstwie Zdrowia. Naiwny sądziłem, że nad szczegółami, okazuje się, że gówno prawda. Lekarze stwierdzają zgodnie, że min. Arłukowicz był pozytywnie nastawiony na rozmowy o kłopotliwej części ustawy, ale zostały one zerwane ze względu na postawę pana Prezesa NFZ-tu .

    Myślę, ze to właśnie NFZ, jako poborca składek na ubezpieczenie zdrowotne pracujących i emerytów/rencistów, dysponent kilkudziesięciu miliardów złotych (o kierunkach wydawania, których nawet nie raczy poinformować ubezpieczonych) – monopolista w swojej dziedzinie, ma psi obowiązek rozwiązać sprawę elektronicznego systemu informatycznego o stanie ubezpieczenia zdrowotnego obywateli i wyprowadzić „końcówki” do zainteresowanych.
    SLD nie poprze wniosku tych idiotów z PiS-u i SP o odwołaniu ministra Arłukowicza, i słusznie. Zamiast Niego chcą odwołać Prezesa NFZ – trutnia i nieroba, który na plecach lekarzy (może i są wśród nich jakieś łobuzy – ale to nikły dziesiątek procenta), farmaceutów oraz Bogu ducha winnych pacjentów, chce się „pozbyć” problemu „informatycznego”.
    Brawo SLD, zawsze mówiłem, że pan Leszek Miller wie, gdzie jest źródło problemu i sposób na jego załatwienie. W przypadku głosowania nad tym wnioskiem – myślę, że nawet PO nie „odważy się” głosować przeciw. !!!

    P.S. Panie prezesie NFZ-tu, proszę o szybką zgodę na podjęcie prac nad rozwiązaniem problemu ubezpieczonych, bo ja mam prochy tylko do końca stycznia!!!
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich, Czesław R.

  259. Andybara.
    Do dzisiaj się dziwię, dlaczego pomysł Sośnierza nie został wdrożony w całym kraju. Do dzisiaj też się dziwię, dlaczego jako tako już funkcjonujące Kasy Chorych zastąpiono chorym NFZ.

  260. Pani Janina w znakomitym jak zawsze przeglądzie prasy (poranek TOKFM ) zachęcała do przeczytania opini Pawła Zalewskiego (portal Polityki -kraj ) o Lekach ,lekarzach i aptekarzach .
    Przeczytałem ,zrozumialem (dlaczego lekarze nie rozumieja ??!!),choć jestem na szczeście w sytuacji osoby który od lat nie musi korzystać z usług medycznych – korzystam z usług pływalni ,sauny nóg i powietrza.
    ps.
    1. Do znudzenia będe pytał ,a kto wyśledzi sprawców zamordowania powstania projektu RUM ( coś wiecej , niż Ślaskie karty pisze o nich @Antybara ) projekt raczkował w 2000/ 2001 r. a wtedy miał kosztować 1,2mld PLN -dużo, ale po latach kosztów NFZ chyba mało .

  261. Przepraszam pisze @Andybara a nie @antybara .
    Waldemar

  262. No tak. Przychodzę dziś do pracy (7.00), włączyłem komputer, co tam ustalili na spotkaniu? Sukces! dogadali się mimo obstrukcji NFZ. No ale czytam też, że warunkiem wejścia porozumienia jest odpowiedni komunikat NFZ na stronie internetowej, który będzie opublikowany jeszcze 4go wieczorem.
    Aaaaa – mówię sobie – sprawdzę. Patrzę – nie ma. No ale wczesna godzina, rozumiem.
    Potem zająłem się pracą, wracam na chwilę przerwy. A tu dalej komunikatu nie ma.
    Ciekawe, czy znowu ktoś próbuje kogoś „wyrolować”, czy to po prostu zwykłe niechlujstwo.

    Powyższy wpis ze szczególną uwagą powinien przeczytać pan @Lex, bo jego zaufanie do instytucji państwowych wydaje się być nieoparte na rzeczywistości. Ja jednak zdecydowanie podzielam poglądy p. @spokojnego – opresyjne Państwo z nadętymi i niekompetentnymi urzędnikami – w szczególności tymi na najwyższych szczeblach, wykorzystującymi każdy pretekst, żeby oszukać obywatela (p. @spokojny dał świetny przykład okradania emerytów w wyniku zmiany sposobu rewaloryzacji emerytur).
    A potem ktoś dziwi się, że do Państwa nikt nie ma zaufania….

    Nawiasem mówiąc okazało się ponoć, że wszystkie postulaty lekarzy zostały spełnione.
    Może p. Paradowska – wielka zwolenniczka zarówno PO jak i p. Kopacz w szczególności napisze po co była ta cała awantura?

  263. W sprawie śląskich kart chipowych dr. Sosnierza…..
    Opiszę z pamięci więc w szczegółach mogę się mylić. Karty chipowe na Sląsku (Górnym) dr Sosnierz wprowadził gdy istniały reginalne kasy chorych posiadające pewną – tak nazwijmy – suwerenność. Karty te podobno w zasadzie miały zastąpić i zastąpiły wczesniej stosowane legitymacje ubezpieczeniowe i dokonywane w nich zapisy. Kart tych szerzej nie wprowadzono gdyż – jak to w polskim piekiełku – znaleźli się „grymaśni”. Postawowy zarzut – jesli pamiętam – była taki, że karty za mało dokumentowały. „Grymaśni” chcieli, żeby na kartach były zawarte informacje dot. przebiegu „całego życia” człowieka: ile razy korzystał z usług placówek służby zdrowia, kiedy, gdzie, co mu przepisano, co robiono (zabiegi, operacje), co zapisywano itd. itp. od urodzenia aż do śmierci. „Grymaśni” chcieli w ten sposób uniknąć koniecznośći utworzenia jakiegoś centralnego, ogólnopolskiego banku danych. Argumenty, że chcąc to wszystko zapisać – to mimo zdolności elektroniki do koncentrowania informacji – karty musiałyby mieć rozmiar kart formatu A-4 albo i większego „grymaśni” do wiadomości nie przyjmowali. (Śląskie karty mają rozmiary kart bankomatowych).
    „Grymaśni” nie przyjmowali także do wiadomości, że karty te zgodnie z założeniami, miały spełniać rolę klucza otwierającego dostęp do ogólnego zasobu informacji o pacjencie ( w śląskim pierwociny takiego zasobu stworzono, np. do systemu przekazywane są na bieżąco informację dot ubezpieczenia – czy ktoś je ma, tak, że – podobno- stwierdzanie, czy ktoś ma ubezpieczenie i związane z nim uprawnienia na Śląsku nie jest problemem), w którym zebrane byłyby wszystkie dane, o które „grymaśnym” chodziło. I w ten sposób szersze wprowadzenie kart „uwalono” ( jako się rzekło – kasy chorych były regionalne i co nam będą Slązacy narzucać swoje rozwiązania… My zrobimy lepiej.). Na dodatek próbowano Sośnierza wrobić w jakąś aferę korupcyjną związną z restauracją zamku w Chudowie k. Tychów czy Mikołowa.
    A można było. Nawet jeżeli system śląski był niedoskonały to miał i ma ta zaletę, że jest, działa i – życie potwierdza , – sprawdza się. Jeśli się sprawdza w katowickiem, to dlaczego miałby się nie sprawdzać w innych regionach ? Zaciążyły partkularyzmy i zwyczajna ludzka zawiść.
    Nawet jeśli system śląski był/jest zbyt wąski informacyjnie to wydaje mi się, że można go było było spokojnie rozwijać dokładając do niego rozszerzenia, aplikacje , nakładki czy jak się te rzeczy w informatyce nazywają.

  264. Ciekawie (według mnie) piszą młodzi o tzw. odwróconej hipotece na portalu obserwator polityczny: http://obserwatorpolityczny.pl/?p=2290
    Smutne są zwłaszcza komentarze.

  265. Szanowna Pani,
    Do tej pory podziwiałem Pani profesjonalizm, kulturę osobistą, i w ogóle darzyłem Panią wielką sympatią. Niestety Pani bardzo emocjonalne zaangażowanie w krytykę postaw lekarzy w związku z zamieszaniem wokół nowych regulacji, a w szczególności opinie wypowiadane na temat dr Bukiela, połączone z ewidentnym brakiem szczegółowej wiedzy na tematy na które wypowiada się Pani bardzo stanowczo, troszkę mój podziw stonowały. Nie jestem lekarzem ale znam nieco ludzi ze środowisk medycznych. Są oni różni. Można wiele im zarzucić. Powoli upada etos zawodu. Jednak pretensje ostatnio przez nich zgłaszane oraz irytacja która”wylała się” i przerodziła w protest, są jak najbardziej uzasadnione. Nie chcę powtarzać tzw „oczywistych oczywistości”, sądzę że Pani gdy ochłonie sama będzie sądzić podobnie. Proszę zastanowić się nad jednym tylko faktem. Odnośne władze nie zrobiły nic, albo bardzo niewiele aby dotrzeć do lekarzy z informacją. Sam szukałem wzoru nowej recepty, podstawowych informacji o szczegółach refundacji, nic z tego. Jedyne co można znaleźć (w internecie) to potwornie długi, zapisany maczkiem na setkach stron wykaz leków. Konia z rzędem temu kto będzie w stanie posługiwać się na bieżąco. Nie piszę już o słynny sprawdzaniu ubezpieczenia, bez możliwości sprawdzenia. Ponadto proszę się pochylić nad problemem arogancji NFZ, którego urzędnicy zachowują się nie przymierzając jak prokuratorzy IPN. A na zakończenie tylko jeden „kwiatek” – informatycy z Urzędu Marszałkowskiego w Opolu w ciągu parudziesięciu godzin sporządzili aplikację wyszukującą błyskawicznie informacje o refundacjach leków. Sprawdziłem osobiście. Ministerstwo Zdrowia i NFZ nie potrafili dostarczyć takiego narzędzia lekarzom, a to zapobiegło by przynajmniej części protestów. Pozdrawiam i życzę więcej obiektywizmy i życzliwości.

  266. To znowu ja.
    Rozsądne propozycje na kłopoty polskiej służby zdrowia pod linkiem: http://obserwatorpolityczny.pl/?p=2296
    To jest portal krakowski, dlatego go propaguję. Pozdrawiam wszystkich.

  267. Rozważania na temat dur(n)alexu i sedlexu

    Kleofasie!
    Przewiń szybko – scroll, scroll, scroll…, bo tekst jest na pewno nudny dla ogółu, co najwyżej może zainteresować „znawców” tematu lub tych, którzy na własnej skórze odczuli cięgi tego umownego durnalexu.

    Lekarze, którzy po krótkim szkoleniu zdobyli nową specjalizację zawodową – medyczną, tzw. „Pieczątkową” uważają, że mogą łamać bezkarnie ustawę, jeśli uznają ją za „durną”. Muszę im przyznać rację i to nie z powodów merytorycznych. Mają bowiem przykłady z okresu wolnej i demokratycznej Polski, że ważni ludzie mają do tego prawo. Przykład „(bez)radnej” stołecznego miasta – wybitnego znawcy prawa, która uznała, że durna ustawa o Radach Narodowych nie ma prawa pozbawienia jej niezłej fuchy prezydenta Warszawy.

    A przecież lekarze to też „ważni” ludzie! Nie muszą stosować się do uchwalonej przez (durny?) sejm prawa. Mogą nam zrobić psikusa i wyemigrować do Szwecji lub do Niemiec. Tam wprawdzie będą musieli sprawdzić ubezpieczenie pacjenta, bo każe im to odwieczny wróg każdego Polaka – były okupant (Szwedzi dawno temu, Niemcy niedawno), uczynią to oczywiście niechętnie, ba! – ze wstrętem, bo pod przymusem, ale pewnym bodźcem może być fakt, że za nie ubezpieczonego pacjenta im nikt nie zapłaci, a nasi durni posłowie chcą, by to lekarz płacił co nieco w takim przypadku, zamiast jemu podwójnie (dodatek za straty moralne, za przymus obcowania z przestępcą, wyłudzającym nienależne świadczenie)!

    Ubolewam bardzo nad losem lekarzy znajdujących się w wilczych łapach durnego prawa, ale nie tylko oni spotykają się z taką konfrontacją. Posłowie są w stanie produkować takie „lexy” w dowolnej dziedzinie życia społecznego. Dla rozbawienia blogowiczów chciałbym opisać moje niedawne zderzenie z „durnalexem”, które dziś zostało sfinalizowane „uiścieniem” przeze mnie pewnej kwoty w kasie Urzędu Skarbowego. Historia jest długa i obfituje w ciekawe sformułowania prawne, więc chyba opiszę ją w innym poście.

  268. @spokojny
    4 stycznia o godz. 22:02

    *** Poszedłbym dalej: po co jeździć samochodem jak można jeździć rowerem lub chodzić? Zwłaszcza w miastach, gdzie korki dają przewagę własnym nogom. ***

    Szanowny spokojny!

    A co ma robić inwalida, który nie umie chodzić? Już tylko eutanazja?
    Chciałem nabyć rower trójkołowy, nawet firma była tak uprzejma, ze przy okazji pozwolili mi spróbować, niestety nie potrafiłem się na nim utrzymać.

  269. Ulubiona partia Pani Redaktor Platforma obcięła większość składników budżetu Krakowa w sektorze kultury. Dojdzie do likwidacji wielu imprez znanych w kraju i za granica promujących dorobek miasta i jego kultury. W ten sposób partia Pani Paradowskiej wyraża niechęć lub zemstę na prezydencie Majchrowskim. Wielu kojarzy go z lewicą i w tym jest pies pogrzebany. Grzebią przy tym kulturę gdyż nigdy nie pałali do niej sympatią. Gratulacje.

  270. Antonius 11.43

    Tak sie boje starosci, ze po chamsku odcialem sie od Twojej polemiki. Zaluje, wiecej nie bede.Ty sobie poprawisz wszystko „a cham pozostanie chamem, na wieki wiekow amen”.

    Bardzo zaluje, ze nie ma normalnych warunkow. Nie chce sie wymadrzac, wtracac. Ustawa byla juz w czerwcu, to co rzad robil do tej pory ? Konia przed woz ? Nie mogli poczekac ?

    Napisz o tym dumalexie i wycieczce do Urzedu. Jesli to Cie rozpogodzi i my bedziemy mieli ucieche.

    Bardzo serdecznie pozdrawiam.Kleofas.

  271. Po zamieszaniu z listą leków refundowanych może się okazać, że minister Bartosz Arłukowicz siedzi na kolejnej tykającej bombie. Pada bowiem projekt za 712 mln zł z środków unijnych, który miał przynieść informatyczną rewolucję w administrowaniu służbą zdrowia. Zamiast cyfryzacji jest śledztwo – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”
    http://www.tvn24.pl/-1,1730342,0,1,kolejna-mina-pod-arlukowiczem-pada-projekt-za-ponad-700-mln,wiadomosc.html
    ————————-

    Nie wiem dlaczego odnoszę wrażenie, że każdy kontakt- firmy informatyczne i państwo, kończy się jakimś przekrętem……
    Podobna sytuacja była ostatnio w policji i MON.
    Kontrakty na olbrzymie sumy są korupcjogenne, a nasi urzędnicy są dopiero na dorobku?
    Wynikałoby z tego, że koncepcja Sośnierza wygrać nie mogła w skali kraju. Zarobiłyby osoby spoza krewnych i znajomych królika…..

    A obecny bajzel jest pokłosiem przeszłych zdarzeń……
    Import Amiszów, czy innych Eliotów Nessów by się przydał…..

  272. spokojny
    5 stycznia o godz. 11:19

    Co będzie gdy w ręce instytucji finansowych trafi kilkanaście % zasobów mieszkaniowych? Instytucje nastawione na zysk jedynie, skalkulują sobie odwróconą hipotekę na poziomie jakichś 50% wartości.
    Wymyślenie jakiegoś spreada w tej materii nie będzie trudne, jak z kredytami hipotecznymi…..
    Efekt?
    Wywłaszczenie obywateli z majątku i dyktat zbyt wielkich, by mogli upaść. W moralność bankierów jakoś nie wierzę.
    Z rok temu sygnalizowałem problem.
    Wyrzucenie obywatela z własności banku będzie problemem miasta- czyli struktur państwowych. Zysk banku będzie tylko jego własnością.

  273. Szanowny Panie @Przeciek, godz. 12:43
    Też zaczynam nie lubić PO (mimo że na nich głosowałem), ale to nie powód żeby czynić ją odpowiedzialną np. akurat za brak śniegu w górach, na co narzekają gazdowie (Dutków mało!).
    Winni są wszyscy. Prezydent Krakowa też, bo On raczej tu panuje niż rządzi i nic tu nie mają jego lewicowe sympatie, skoro sam deklaruje się jako monarchista.
    Krakowskie Biuro Festiwalowe (KFB) miało budżet ok. 33 mln złotych, które wydawano na raczej zakręcone imprezy dla znawców i smakoszy i na których zarabiali bardziej zewnętrzni wykonawcy niż miejscowi. A tu też ma kto grać i trąbić oraz urządzać happeningi, bo do tego cała twórczość KFB się sprowadzała. Jest kryzys, więc Prezydent 1000-lecia obciął KFB 7 mln zł. Radni z PO też poszli tą drogą, tnąc kolejne 6,7 mln zł. KFB zostaje ok. 19 mln zł i będą chyba musieli zwolnić część 180 osobowego personelu, bo to Biuro aż tak się rozrosło.
    To jest tylko taka mała rozgrywka (zmieniono w sumie 62 mln zł), bo zaplanowane wpływy do budżetu Krakowa w 2012 roku to 3.491.743.706 złotych, a wydatki w wysokości 3.534.053.759 złotych. Czyli już mamy deficyt w wysokości 42.310.053 złotych na samym wejściu.
    W tle jest zadłużenie miasta na około 2.100.000 złotych, czyli blisko 59,42% budżetu, co grozi zarządem komisarycznym, jeśli zadłużenie przekroczy 60%. Obsługa tego długu kosztuje miasto od ok. 300 aż do 350 mln zł rocznie (odsetki i raty oraz w różnym latach), bo tam była stosowana przeróżna inżynieria finansowa. I może na to grają radni PO, żeby łapiąc Majchrowskiego w pułapkę przekroczenia 60%, wcześniej osadzić tu jako komisarza posła RASIA, typowanego na następcę Majchrowskiego za niecałe 3 lata. Dlatego podaje tu te cyferki, bo Majchrowski nie ma tu lekko. Inaczej może im się nie udać, jak w poprzednich 3 krotnych wyścigach o urząd Prezydenta Miasta. Radni z PO chcą maksymalnie bezpiecznie doprowadzić od prezydentury RASIA, szefa PO w Małopolsce, który był wieloletnim radnym i wie jak to wszystko rozegrać.
    Trochę zawiódł kard. Dziwisz, bo zamiast księdza RASIA (brata posła) wytypował księdza RYSIA na swego biskupa pomocniczego.
    A może to w Watykanie się pomylili? RYŚ ? RAŚ, to dla Włocha może być nierozróżnialne. Ale ksiądz RAŚ dostał bardzo eksponowane stanowisko proboszcza Bazyliki Mariackiej i tytuł Infułata, czyli prawie biskupa. Nie będzie miał źle, bo to najbogatsza parafia w Krakowie a może i w całej Polsce. Wierni im nie sa potrzebni, bo posiadają kilka luksusowych hoteli na Starym Mieście i wiele innych nieruchomości w Krakowie i okolicach.
    Ten brat posła, obecny Ks. Infułat RAŚ ? to bardzo istotny czynnik w budowie wizerunku przyszłego Prezydenta Miasta Krakowa. Do tej pory był osobistym sekretarzem kard. Dziwisza i wszyscy widzieli, że to Kardynał stoi za RASIAMI i stąd m.in. kościół łagiewnicki i rekolekcje w Tyńcu dla czołowych polityków PO.
    Cześć tego długu Krakowa (ok. 400 mln zł) jest w Euro i Frankach, co może łatwo spowodować przekroczenie tej granicy 60%, jak obie waluty ruszą w stosunku do złotego górę, co nie jest wykluczone.
    Ten dług spowodowali również m.in. obecni radni PO jeszcze w poprzednich kadencjach, np. przewodniczący klubu PO Pan Grzegorz Stawowy, obecnie dyrektor Agencji Mienia Wojskowego w Krakowie i silny lobbysta KS Wisła oraz inny zapalony kibic Wisły, aktor i obecny poseł PO Jerzy Fedorowicz.
    Spowodowali dług, bo doprowadzili do budowy dwóch (Wisły i Cracovii) i poważnej rozbudowy trzeciego (Hutnik) stadionów, chociaż początkowo Majchrowski optował tylko za jednym miejskim stadionem. Zabawy te kosztowały nas mieszkańców Krakowa około 900 mln zł i ich końca nie widać, a wykańczanie stadionu Wisły trwa i już są np. kłopoty ze znalezieniem chętnego na operatora tego stadionu, bo to wszystko nowoczesne (miało być na EURO 2012) i tym samym drogie w utrzymaniu jest.
    Tak się porobiło, że przed końcem 2011 roku miasto utraciło płynność i musiało się przeczołgać przed bankami o marne 60 mln złotych.
    Zatem: nikt tu nie jest bez winy, a KFB zasłynęło z tego, ze za ustawienie tysiąca krzeseł na Rynku podczas uroczystości pogrzebowych Pary Prezydenckiej w 2010 roku, wystawiło fakturę na ponad 3 mln złotych!
    Tu jest Kraków i krakówek Szanowny Panie @Przecieku.
    Tu się robi pieniądze i prowadzi silną politykę prorodzinną.
    Jak ktoś wejdzie tu w układy, to biednym już nie będzie.
    A że za wiele spraw płacą i płacić będą mieszkańcy?
    Od tego przecież są, żeby płacili.
    Jakub Szela nie żyje i nic nikomu już nie grozi.
    Pozdrawiam serdecznie.

  274. Szanowna Pani Redaktor,
    bardzo lubię i cenię Pani publicystykę, ale nie ma Pani racji atakując lekarzy za obecną „akcję”. Jestem pewien, że gdyby nie ten prostes – dziennikarze i publicyści nawet by się nie zająkneli jak kompletnie niedorobiona i skandalicznie restrykcyjna jest ta ustawa, ktora absolutnie, ale to absolutnie nie stoi po stronie pacjenta. Moja największe pretensje polegaja na tym, ze w demokratycznym panstwie prawnym pominięto konsultacje spoleczne zapewne wychodzac z zalozenia, ze kazde konsultacje w tej sprawie wiaża się mitycznym „lobbingiem”.
    Panstwo w tym przypadku zawiodlo i tak opinitworczy komentatorzy jak Pani nie powinni wladzy robic prezentu z pochwlanych peanow, bo na to nie zasluzyla. Co więcej premier popisal sie w ostatnich dniach wyjątkową arogancja na poziomie retoryki, ale sądzę, że tak wlasnie wygląda teraz dialog spoleczny w wielu inncy dziedzinach.
    Karanie lekarzy za to, czego nie dopilnowala od wielu, wielu lat wladza polityczna jest, w moim glebokim przekonaniu, niegodziwe. I jest to o wiele większy skandal niz kontrowersje jakie wzbudza forma lekarskiego protestu.
    A wszystkich, ktorzy tak chętnie rozprawiają o etyce lekarskiej, namawiam do dokladniego przeczytania przysięgi Hipokratesa. Ale naprawdę dokladnego i ze zrozumieniem.
    Ps. Nie jestem lekarzem.

  275. Właśnie wróciłem od lekarza.
    Niech mojej pani doktor fortuna sprzyja niezmiennie i dożywotnio. Najwidoczniej nie protestowała.
    Wizyta obejmowała: odszukanie w kupce papierów mojego wyniku badania krwi na TSH, przepisanie wyniku do karty choroby, wypisanie recepty na 2 opakowania leku ( różne dawki ) i wypełnieniu druku „Informacja dla lekarza kierującego”.
    Wizyta trwała ( dyskretnie zekałem na zegarek ) – 8 minut.
    PS. 1. Przy wypisywaniu recepty pani doktor nie sprawdzała poziomu refundacji na liście. „Na pamięć” wpisała „R”. W aptece receptę zrealizowałem bez kłopotów. Zapłaciłem 10,49 zł. Sprawdziłem w domu – zgodnie z kwotą widniejącą na liście w wersji „xls” – pozyjna N.
    PS 2. Zadowolony, nawet „wybaczam” Pani ponad godzinne spóźnienie.

  276. Pani Redaktor,

    Jestem lekarzem i wiernym od lat czytelnikiem Polityki.

    list poniższy wysłałam na adres redakcji Polityki, a ponieważ nie spodzeiwam się odpowiedzi, pozwalam sobie zamieścić go również w komatarzu Pani bloga.

    Nie umknął mojej uwadze brak komentarze do naszego protestu w ostatnim numerze polityki, jak i wypowiedź red. Paradowskiej na temat dr Bukiela i naszego protestu.

    Zwracam się z gorącym apelem o wniknięcie w przyczyny naszego protestu, albowiem tylko zrozumienie zapisów tej ustawy pozwoli zrozumieć nasze cele i wagę sprawy.

    Obecnie w mediach przewija się przedewszystkim wątek weryfikacji ubezpieczeń i konieczność określania stopnia refundacji, za które ustawa nakłada na nas kary.

    Jest rzeczą oczywistą, że jeżeli kary są na mocy ustawy, ich odwołanie musi miec ta samą moc prawną.

    Nie od dziś znane są w środowisku możliwości wykorzystywania przez NFZ przepisów na nasza niekorzyść – na niekorzyść instytucji, jak również osób prywatnych – lekarzy indywidualnie, Stąd nasz napór na zapisanie ustaleń z nocy 4/5.01.202 w wiarygodnej wersji.

    Jednocześnie media milczą na temat innych wad tej ustawy, które nie sa oczywiste i nie sa wychwycone i zrozumiałe dla dziennikarzy, a mimo to szkodliwe dla ogóu – już tym razem nie dla nas.

    Jedną z nich jest zapis ustawy odbierający lekarzowi rodzinnemu oraz interniście prawo do wystawiania recept refundowanych oraz nierefundowanych w przypadku, gdy urzędnik NFZ uzna, że wystawienie recepty nie było „uzasadnione”) w przypadku rozpoznania przez nas chorób przewlekłych, takich jak cukrzyca, przewlekła obturacyjna choroba płuc, astma oskrzelowa, niedoczynność i nadczynność tarczycy – bez uprzedniej konsultacji z nadspecjalistą w tej dziedzinie. Jest rzeczą oczywistą, że prowadzi to do odwlekania podjecia leczenia, jak również stoi w jawnej sprzeczności ze standardami medycznymi.

    Inną kwestią jest refundacja leków według wskazań rejestracyjnych, które w wielu przypadkach dawno już przestały pokrywać się z zaleceniami medycznymi (zwłaszcza w przypadkach starszych preparatów). Z tego właśnie zapisu wynika wystwianie recept bez refundacji pacjentom po chemioterapii wymagającym PROFILAKTYKI – NIE LECZENIA – neutropenii.

    Już dziś pacjenci z oddziału, gdzie pracuję, są hospitalizowani przez 5-7 dodatkowych dni, tylko celem podania im GCSF jako profilaktyki po chth, ponieważ nie przysługuje im refundacja tego leku W PROFILAKTYCE. Jest to bezpośredni skutek ustawy. Przed 1.01.2012 lek przyjmowali w domu, kosztował ich właśnie słynne 3.20 PLN.

    W myśl listy refundacyjnej, hydrocortizon w tabletkach (leczenie przewlekłe u pacjentów z niewydolnością kory nadnerczy – od leku zależy ich życie – ŻYCIE, Pani Redaktor, nie zdrowie) ma płatoność 100%. Maści z hydrocortizonem, leczenie doraźne zmian skórnych – są na ryczałt.

    Zwracam sie z prośbą o zrozumienie naszych protestów równiez pod tym kątem, ponieważ obecne przepisy sprawjają, że w wielu przypadkach jesteśmy bezsilni wobec urzędu, jakim jest NFZ, który decyduje w wielu przypadkach bez naszego udziału o losie konkretnych chorych.

    Zgłaszam gotowość do udzielenia odpowiedzi na każde zadane pytanie odnoszące się do protestu i jego przyczyn, jeżeli tylko będzie w mojej mocy takiej odpowiedzi udzielić.

    Jeszcze raz apeluję o zwrócenie uwagi na te sprawy oraz na traktowanie nas przes władze tego kraju, którego jesteśmy pełnoprawnymi obywatelami, na równi z rolnikami, mundurowymi, oraz nauczycielami, urzędnikami, politykami i pracownikami PKP, chociażby.

    Zwracam się do Pani Redaktor imiennie, prosząc o wgłębienie się w problem ustawy, wierząc głęboko w Jej najlepsze intencje i wiedzę.

    Popieranie nawet najlepszego Rządu (wybranego również przeze mnie, na czele z Premierem, gdyz jestem z Warszawy) wbrew wszystkiemu, nie znajduje uzasadnienia i w okresie długoterminowym jest szkodliwe dla nas wszystkich. Jaką mamy gwarancję, że następna ustawa będzie lepsza?

    Pani minister Kopacz strzeliła samobója w doliczonym czasie gry. Jest to fakt, i nie da się od tego, uciec. Upływ czasu nie jest sposobem na porawę tej ustawy.

    Również w interesie tego Rządu jest, aby pojawiła się rozsądna i wyważona krytyka tej ustawy, skutkująca jej korektą.

    Przypominam też, że lekarze nie zostali jeszcze na mocy tej ustawy (być może sejm uchwali to w następnym podejściu?..) pozbawieni praw wyborczych. Nie znam obecnie lekarza, który zgadzałby się z zapisami tej ustawy, jak również żadnego, który w chwili obecnej chciałby głosować na Platformę Obywatelską. Proszę nas przekonać, że mamy to zrobić jeszcze raz.

    Joanna Rzymkowskas, dr n. med., specjalista chorób wewnętrznych w trakcie nadspecjalizacji z onkologii klinicznej, zrzeszona na Konsylium24.pl, rzymekropka@gmail.com

  277. Janina Paradowska
    Cyt.
    ‚Jako dziennikarz reżimowy wyznaję?’

    Szanowana Pani Redaktor, mniej więcej znam(y) jakie są Pani skłonności, tak, że to dramatyczne wyznanie traktuję jako przejaw sympatycznej kokieterii niż polityczny ‚coming out’. Pani czuje sympatię do Donalda Tuska, ja antypatię, Pani uważa, że on się uśmiecha a ja, że bolą go zęby. Każdy ma jakieś słabostki i ułomności, którym lubi pofolgować. Stałe zgadzanie się z Panią jest przeciętnością, a więc tym razem z satysfakcją stwierdzam, że się z Panią nie zgadzam. Będąc po drugiej stronie barykady w sprawie , listy leków, refundacji i w wogóle systemu opieki zdrowotnej, podzielam poglądy przedstawione w stosownych wątkach na tym blogu, przez; ‚lekarza’, ‚Verę’, ‚m^2’, ‚Dr Skuesa’,’Nikodema123′, ‚woltrona’, ‚Nemera’, ‚Ślepera’. Dogłębnie, kompetentnie i obszernie o istocie konfliktu oraz rzeczowa krytyka stanowiska rządu. Jako, że sam nic więcej bym nie dodał, to pozostanę przy pewnych uogólnieniach. Swój pogląd w tej sprawie opieram nie tylko na zdaniu wymienionych, znakomitych blogowiczach ale i na własnych obserwacjach i licznych pogaduchach z moją lekarz rodzinną, o której już raz wspomniałem przy innej okazji, a która jest kobietą mądrą. Powiedziała kiedyś, o reformowaniu służby zdrowia, cytuję z pamięci, mniej wiecej tak; że jest lekarzem z powołania, marzyła o tym od czasu gdy była małą dziewczynką, studiowała z zapałem i wybrała specjalizację lekarza rodzinnego, bo on jest najbliżej pacjenta, tymczasem władze chcą z niej zrobić biznesmena, czego nie chce, nie lubi i na czym się nie zna … chce leczyć i robić to jak najlepiej bo z tego czerpie satysfakcję. Sadzę, że w tym tkwi istota problemu … nie można żądać i robić z lekarzy urzędników, funkcjonariuszy państwa czy biznesmenów, lekarze niech leczą i niech robią to jak najlepiej, bez wyjątku. Organizacją tego ‚leczenia’ powinno zająć się państwo i jest to jego ‚psim’ obowiązkiem a państwo z tego obowiązku wywiązuje się kiepsko, czego dowodem, że niedługo będziemy obchodzić piętnastolecie reformowania służby zdrowia. Nic tylko wpisać do Księgi rekordów Guinnessa.

    Janina Paradowska
    Cyt.
    ‚Jestem też oczywiście przeciwko organizacji Olimpiady w Zakopanem i jeśli komitet antyolimpiadowy powstanie chętnie się do niego zapiszę.’

    Popieram jak tylko mogę. Są ludzie i ich pomysły, które należy zwalczać, bezlitośnie i bezwzględnie. Igrzyska olimpijskie w Zakopanym to jest własnie taki pomysł. Staram sie wszędzie tam gdzie pojawia sie taka inicjatywa ‚wydziobywać’ ją jak kura ziarno.
    Za to i nie tylko, dla Pani, kwiaty i zachody słońca z najlepszymi życzeniami.

  278. Próbowałem oglądać fakty, ale tak mnie wkurzyła hucpa przedstawicieli środowiska lekarskiego, że nie mogłem wytrzymać. To co oni robią to nie protest, a ordynarny szantaż i łamanie prawa. Gdyby naprawdę choć odrobinę mieli uczciwości stosowaliby metodę, być może gorszą dla pacjentów, ale zgodną z prawem – włoski strajk. Próbowaliby uczciwie wywiązać się z obowiązków i być może wykazaliby, że na państwowym wikcie są za słabi, aby sobie poradzić, a tam, gdzie pacjenci sypią złotem, tzn. w prywatnych gabinetach ledwo sobie radzą z tego wysiłku na kilku etatach, ale muszą !!! Obowiązuje ich godne życie! Koniecznie należy im ulżyć, zmniejszyć obowiązki na etatach państwowych, aby się mogli zająć z należytym szacunkiem pacjentem prywatnym.

  279. PS
    I broń Boże ukarać za cokolwiek, bezkarność nawet za największe świństwo jest wpisana w rolę pana nad śmiercią i życiem nic nie znaczących chorych.

  280. @Lex
    5 stycznia o godz. 16:50
    To jak to jest? Czy na recepcie są te cholerne literki, czy tylko procenty?

  281. Pani Janino;od wielu wielu lat jestem Pani wielka fanka.
    Podziwiam Pani kulture,inteligencje i wielkie serce.
    Bardzo mi imponuje Pani ogromna wiedza,takt i wspanialy
    warsztat dziennikarski.
    Zycze Pani w Nowym Roku przede wszystkim zdrowia,pogody ducha
    i dalszych super tekstow.

  282. Ponawiam apel o wysiłek intelektualny w celu zrozumienia zapisów ustawy refundacyjnej.

    Oprócz zapisów szkodzących nam, są tam zapisy, które uderzą w nas wszystkich – my również jesteśmy pacjentami!!!

    niektóre z nich staną się jasne dopiero za kilka tygodni (brak na liście konkretnych leków lub złe zasady refundacji), inne za kilka miesięcy (wydłużenie kolejek do specjalistów).

    Ta ustawa wraca nas o lata świetlne z drodze do nowoczesności.

    Wątpię, żeby szkodziła koncernom – żaden z nich nie protestuje !!!!

    Pytajcie nas, dlaczego protestujemy. Interesujcie się, co Wam grozi. Pomóżcie nam zmienić złe prawo.

    Na tym polega postawa obywatelska. My ją wykazujemy.

  283. GMO – uwaga na fałszywych demaskatorów – http://www.stachurska.eu/?p=6163

  284. Antoniusu,
    przy każdej pozycji leku (każda pozycja zapisana była oddzielnie, z uwagi na różną zawartość tzw. substancji czynnej ) p. doktor napisała „R”. (ryczalt). Jeżeli lek przysługuje jako bezpłatny – wpisuje się – przy nazwie leku – „B”, a w przypadku refundacji procentowej odpowiednio; 30 % lub 50 %. To na starych drukach. Nowe druki recept po prawej stronie mają rybryczkę z wyszczególnieniem tych możliwości
    ( bezpłatny, ryczałt , 30 % lub 50 % do zakreślenia, – tak jak było „za komuny”).

  285. Z przykrością słucham (w Tok fm) Pani komentarzy na temat protestu lekarzy. Polecam Pani tekst Ewy Siedleckiej z dzisiejszej (5.01.) GW. Niestety Pani też dała się „napuścić” na nas, lekarzy..

  286. Szanowna Pani Redaktor!

    Wysłuchałem audycję prowadzoną przez Panią w radiu Tok FM (05-01-2012) – „Poranek Radia Tok FM’.
    Wysłuchałem Pani wypowiedzi, wysłuchałem wypowiedzi zaproszonych przez Panią gości i jestem zdruzgotany, że tak zrównoważona w osądach publicystka, tak bardzo nie rozumie rzeczywistości. Zaproszeni przez Panią goście też nie mieli o niej pojęcia.

    Nie wiem dlaczego Pani zabiera głos w dyskusji, skoro nie przeczytała Pani ani Ustawy, ani Rozporządzenia.

    Tak, polscy dziennikarze mają to do siebie: zabierają głos na temat, o którym nie mają pojęcia.
    Szkoda, że dołączyła Pani do ich grona. Podobnie jak red. Wielowiejska z Gazety Wyborczej.

    A problem polega na tym:
    1. Lekarz musi odpowiadać za to, na co nie ma wpływu. Czy lekarz może skontrolować, czy pacjent jest skutecznie ubezpieczony (zostały odprowadzone składki do NFZ) ? – Nie, nie może. Nie wiedziała Pani o tym?

    a/ Dzieci są ubezpieczone, o ile ich rodzice zgłoszą je do ubezpieczenia. Jak ma lekarz skontrolować czy te dzieciaczki zostały zgłoszone do ubezpieczenia przez własnych rodziców. Jeśli nie zostały zgłoszone, to karę poniesie lekarz. Nie wiedziała Pani Redaktor / Dziennikarz o tym ?!
    Po co, więc zabierała Pani głos, skoro nie wie Pani o co chodzi w proteście lekarzy?

    b/ legitymacja rencisty, emeryta.
    ZUS cofa swoje decyzje o przyznaniu emerytury lub renty. Legitymacja pozostaje. Karę ponosi lekarz. Nie wiedziała Pani Redaktor / Dziennikarz o tym?! Po co było zabierać głos?

    c/ RUMUA – pracodawca wystawia ten dokument lecz nie odprowadza składek – pacjent według NFZ nie jest ubezpieczony. Karę za wystawienie recepty ponosi lekarz.
    Nie wiedziała Pani o tym?! Po co było zabierać głos?

    Teraz pojawią się kwestie, o których Pani rzeczywiście może nie mieć pojęcia. Nawet Pani kolega redakcyjny, specjalista od spraw medycznych, Paweł Walewski może nie mieć pojęcia. Najbardziej dla lekarzy i dla pacjentów niebezpieczne sformułowanie: refundacja „we wskazaniach zarejestrowanych W DNIU ogłoszenia decyzji”.

    Ja wiem czym wyleczyć Panią z Boreliozy, gdy Panią ugryzie kleszcz i Panią zakazi boreliozą. Skuteczna jest amoksycylina. Niestety nie wiem, który z preparatów amoksycyliny wybrać. Niestety nie mogę otrzymać Charakterystyk produktu leczniczego, bo żaden urząd nie jest zobowiązany do jej udostępniania. Niestety nie wypiszę żadnego z preparatów znajdującego się na liście refundacyjnej. Nie wiem, który z tych preparatów ma zarejestrowane wskazanie: leczenie boreliozy.

    Dostanie Pani preparat amoksycyliny nie refundowany. Będzie Pani zdrowa, a ja będę spokojny, że za Pani leczenie nie będę musiał zapłacić z własnej kieszeni

    Spoko! Wypiszę Pani lek nierefundowany zawierający amoksycylinę, który jest bardzo zbliżony ceną do leków refundowanych – góra będzie drożej o 10 PLN!

    Widzi Pani Szanowna Redaktor?I wilk syty i owca cała. Pani wyleczona, dupa lekarza ochroniona, pieniądze NFZ zaoszczędzone.

    Pani wydała 10 PLN więcej. Ale z jakiego powodu? Z powodu lekarza. I o to właśnie chodzi! Przecież NFZ i MZ, rząd – tu nie ma winnych wzrostu kosztów leczenia, winny jest tylko lekarz. Przecież lekarz mógł – nie wiadomo skąd – ściągnąć sobie te 26926 Charakterystyk.

    Jakież to urocze rozwiązanie. Przyzna Pani sama.

    Boshe! Wy dziennikarze „opinio twórczy” z taką nonszalancją potraficie kręcić bicz na własny tyłek. Podziwiam, Pani głupotę!

  287. Antonius 15.53
    Nie chciałem pisać ani o waloryzacji emerytur, ani o dr Skues i jego bredniach, bo mi sie niepotrzebnie ciśnienie podnosi.
    Ale popieram w pełni to co napisałes o lekarzach i to co o emeryturach napisał Spokojny. Jakaś pani dochtórka z wielkim zadeciem pisze że koncerny farmaceutyczne nie protestuja.
    NIE PROTESTUJA, bo za nich histeryczny wrzask podnosza dziennikarscy szmaciarze z Faktu.. Temat lekarski przedyskutowałem dogłebnie z moim kolegą znakomitym lekarzem, byłym urzednikiem ministerstwa zdrowia, a następnie wysokim urzednikiem WHO i ONZ w Afryce ( także lekarzem praktykującym) i niczym Franc Fiszer chetnie postawilibyśmy pod stienką kierownictwo NRL z Radziwiłem na czele oraz Zwiazek pana Bukiela bezczelnego durnia i wyznawce JKM, z którym działał wspólnie w UPR.

  288. Dzisiaj wypisywaliśmy ze szpitala 18 letniego chłopaka z chłoniakiem po chemioterapii. Przyszedł do mnie mój asystent, który robił wypis i zapytał, czy może mu wypisać receptę na filgrastim (czynnik pobudzający odnowę białych krwinek) na 10 dni. Problem polegał na tym, że chłopak miał liczbę granulocytów 2000, a lista leków refundowanych dopuszcza jego zastosowanie tylko w „neutropenii w chorobach nowotworowych”, czyli wtedy kiedy jest poniżej 2000. I albo jutro albo pojutrze chłopak będzie miał poniżej, ale dzisiaj nie ma. Czy w tej sytuacji kontroler NFZ uzna zasadność recepty, czy nie uzna? Odpowiedziałem, że z całą pewnością uzna zasadność recepty krajowy konsultant w dziedzinie hematologii (to wiedziałem ponad wszelką wątpliwość), ale czy uzna kontroler NFZ? Odpowiedziałem, że tego nie można zagwarantować. Z całą pewnością nie będą pytać krajowego konsultanta, gdyż do tej pory też nie pytali. Raczej jest pewne, że nie uzna. Podczas poprzedniej kontroli w szpitalu nie uznano nam wartości jednego z parametrów wynoszącej 49, kiedy granica była 50 a błąd metody 10%. Co jeśli nie uzna? Prosta sprawa. Zapłaci Pan zgodnie z artykułem 47 ustawy refundacyjnej koszt „nienależnej refundacji”, czyli 2.642 złote i 8o groszy. No i odsetki ustawowe 13%. Jeśli kontroler przyjdzie, jak to mają w zwyczaju tuż przed okresem przedawnienia, czyli za pięć lat to będzie to 1720 złotych i 60 groszy, czyli razem 4.363 złote i 40 grosze. A co będzie jeśli odwołam się od decyzji kontrolera NFZ? Proste, zgodnie z artykułem 64 ustawy o świadczeniach zdrowotnych rzeczywiście przysługuje Panu odwołanie od decyzji kontrolera do… tegoż kontrolera. Ma pan cały tydzień na to odwołanie, a on dwa tygodnie na jego rozpatrzenie. Jeśli podtrzyma swoją opinię to będzie ona ostateczna. To jest taka ustawowa wersja dowcipu pt. pkt. 1 Szef ma zawsze rację. Może Pan już zacząć oszczędzać.
    To prawdziwa historia z dzisiejszego ranka. Ile razy można podjąć takie finansowe ryzyko i dalej funkcjonować? Nikt z nas nie zarabia tyle, aby sobie z tym poradzić. Art. 64 ustawy o świadczeniach zdrowotnych funkcjonuje już od kilku lat i pozwala NFZtowi, kiedy np. brakuje milionika w budżecie przysłać do szpitala kontrolę, która ten milionik od szpitala „odzyska”. A teraz dzięki art. 47 ustawy refundacyjnej miał jeszcze „odzyskiwać” bezpośrednio od lekarzy. Nikogo w Polsce oburza, ze nie ma możliwości odwołania się do bezstronnego organu. Kontrole są potrzebne, ale to nie są kontrole tylko egzekucje. Mamy na głowie dosłownie sprawy życia i śmierci, a rozmawiamy tylko o tym, jak wyjść z tego cało. I dopóki nie zmieniona zostanie ustawa to nie mam sumienia, aby doradzić któremukolwiek z moich podwładnych, aby podjął to ryzyko.
    P.S. A większość doustnych leków przeciwnowotworowych w ogóle nie została wpisana na listę i to, że są pełnopłatne nie jest wynikiem protestu lekarzy.

  289. @joanna rzymkowska, dr n. med. specjalista chorób wewnętrznych, Konsylium24.pl
    5 stycznia o godz. 16:57

    Zapewne ma Pani rację z zastrzeżeniami wobec ustawy, ale wielokrotnie pisze Pani o jakimś „proteście” lekarzy, wymieniając przy tym nazwisko szefa ZZL, Bukiela. Chyba Pani nie ogląda telewizji???
    Ten pan wielokrotnie przekonywał mnie z ekranu TV, że to nie jest absolutnie „protest” lekarzy, a jedynie „racjonalne postępowanie” . Proszę się zdecydować – czy to przybijanie kretyńskiej pieczątki jest protestem czy nie? Łamaniem obowiązującego prawa i profanowaniem oficjalnego druku na pewno.
    Ja też widzę zapisy niezbyt logiczne w tej ustawie, ale to nie zmienia istoty rzeczy, zadufanie i hucpa pewnej grupy ludzi, świetnie zarabiających, choć nie zawsze uczciwie, która teraz pokazuje swą siłę – my sobie nie życzymy prawa, które nakłada na nas obowiązki i szantażowane rządu. Raczej nie skłania mnie to do poszanowania takiej postawy.
    Jestem w zasadzie niezainteresowany całą aferą, bo korzystam z przychodni niepublicznej i mimo przewlekłych chorób zawsze płaciłem 100 % za leki (nawet tabletki cukrzycowe) – z wyjątkiem insuliny po OZT i jeden raz paski do glukometru. Przedtem płaciłem 50 zł za pudełko.
    PS
    Specjalista od dopisywania drogiego leku do zamkniętej listy leków (pan Piecha) powiedział jasno – Jeśli Arłukowicz wiedział, że nie podoła, mógł nie przyjąć na siebie niewykonalnego zadania. Podobnie można zasugerować lekarzom. Jeśli nie potrafią sprostać obowiązkom ustawowym, to mogą wybrać łatwiejszy zawód. A może część lekarzy podoła trudom?

  290. @wiktor
    6 stycznia o godz. 0:10

    Porusza Pan bardzo istotną sprawę – wszechwładność kontrolerów z NFZ i brak możliwości rozsądnego odwołania się od krzywdząc decyzji. Jestem przekonany o tym, że ten problem był dyskutowany i jakieś rozwiązanie zostanie znalezione. Nie przerwanie protestu, aby sprawdzić uczciwość zamiarów rządu jest według mnie błędem i niepotrzebnym zarozumialstwem. To klasyczne postępowanie ekshibicjonisty – ja Tuskowi pokażę! Czy o triumf chodzi lekarzom, czy o rozsądne zażegnanie konfliktu – plus odrobina pokory? Zastanówcie się i „… nie idźcie tą drogą…”, ona jest równie odrażająca jak palenie opon, syreny i petardy innych oszołomów, przywódców ZZ.

    PS
    Pan nawet nie wie, jak dobrze Pana rozumiem w sprawie kar i zwłoki w płaceniu. Na bazie innej ustawy miałem odmienny pogląd niż urzędnik Urzędu Skarbowego i naliczyli mi , że zwrócono mi za dużo w marcu 2010. Kontrola była w grudniu, pismo otrzymałem wczoraj, zapłaciłem dziś i za „zwłokę” poważną sumę – liczoną nie od wczoraj, a od marca 2010. Sprawdziłem, faktycznie tak pisze w ustawie „Ordynacja podatkowa”. Skąd miałem wiedzieć blisko rok temu, że interpretacja US będzie inna niż moja? I tak miałem szczęście, że nie przyjdą za cztery lata, bo emerytura nie wystarczylaby na zapłacenie „zwłoki”, ale czyjej? Przecież nie mojej! Zapłaciłem dzień po otrzymaniu decyzji.
    Mimo tego nie poszedłem do wytwórni pieczątek, a treści ewentualnej pieczątki nie podaję, bo moderator usunie komentarz.

  291. Antoniusie ;
    Na temat mapy odpowiedziałem na blogu Jana Dziadula (oczekiwanie a jest świateczny dzień )
    Tu podaje adresy wydawcy:
    Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej ul. Bojkowska 37
    44-100 Gliwice
    e-mail; haus@haus.pl
    http://www.haus.pl

  292. spokojny, 15.07.
    Szanowny Panie, Z wielką uwagą przeczytałem Pana komentarz odsłaniający kulisy władzy krakowskiej, zacietrzewionego partyjniactwa, korupcji, nepotyzmu, roli biskupa i kościoła i wizji przejęcia rządów tutaj przez złowrogi sojusz ołtarza i tronu z dominująca rolą pieniądza. Jedyną jasną gwiazdą świecącą w tym zapyziałym mieście jest fakt posiadania z łaski opaczności mądrego Prezydenta. Trzecią i niestety ostatnią kadencję funkcje tę sprawuje człowiek o wysokiej kulturze, mądrości, spokoju i wiedzy, przewidywalny profesor Uniwersytetu Pan Jacek Majchrowski. Do władzy garnie się duet prawicowo kościelny braci Rasiów. Mało ich kto za za wyjątkiem sitw partyjnych liberalnej jak mówią Platformy. Rąk nie splamili pracą a doświadczenia zdobyli w intrygach i knuciach na partyjnych kanapach lub w plebaniach. Wczoraj wieczorem przyszło mi oglądać wywiad Pani Paradowskiej z Prezydentem. Wiele było o budżecie, kulturze, drogach i pieniądzach, ale słowo nie pojawiło się o zagrożeniach politycznych i cywilizacyjnych gdy do władzy i koryta dorwie się sitwa sympatyków Pani Redaktor, cwaniaków Platformy i kurii. Z wieży Mariackiej zamiast hejnału popłynie melodia Ave Maria, w południe ludzie przymusowo będą klękać na Anioł Pański na Rynku a miasto wprowadzi podatek na kadzidło i wodę święconą w Łagiewnikach.

  293. Drogi Antoniusie: osobiście prawie nie wypisuję recept. Chyba nie doczytałeś mojego ostatniego zdania. Chodzi o to, czy jako przełożony mogę w tej sytuacji upewnić mojego młodego asystenta, który zarabia poniżej 200 zł dziennie, że za wystawienie zgodnie z wiedzą i interesem chorego tej jednej recepty nie przyjdzie mu za pięć lat zapłacić 4 tysięcy złotych? Otóż nie mogę nadużyć jego zaufania. Sprawa ubezpieczenia jest najmniej ważnym z czterech powodów wymienionych w ustawie, w oparciu o które można „skasować lekarza”. I jak mogłeś zauważyć, w tej sprawy o żadnych uprawnieniach nie było mowy.

  294. Najbardziej w tym całym zamieszaniu mierzi mnie bufonada urzędników NFZ i Ministerstwa Zdrowia. Cały wysiłek legislacyjny idzie w karanie lekarzy i placówek służby zdrowia za przekroczenia przepisów o refundacji leków, które to przepisy są niejednoznaczne, zagmatwane, liche i podlegają interpretacji samych urzędników. Środowisko lekarskie nie ma nawet prawnej możliwości odwołania się do instancji nadrzędnej. Bo odwołanie do samego kontrolera, który nałożył karę to jakiś żart legislacyjny. Takich żartów – jak widzę – w naszych ustawach coraz więcej. Tymczasem niejaki pan Sośnierz wymyślił normalny system weryfikacji ubezpieczeń, za co omal nie trafił do więźnia. Dzisiaj ustawodawca wymyślił ruletkę. Nie dziwię się więc, że lekarze stanęli dęba. Skoro naszym korporacyjnym tuzom z NFZ i posłom na Sejm nie da się włożyć racjonalnych argumentów do głów na etapie stanowienia prawa, to jestem za lekarzami. Nieważne czyje oni reprezentują interesy, własne czy koncernów medycznych. Zasady refundacji leków na receptę były proste za komuny i nie wymagały reformy. Bo to lekarz decydował, jak i czym leczyć. Dzisiaj także lekarz ma decydować jak i czym leczyć, a nie urzędnik z NFZ wymyślający limity i parametry czy wskazujący leki, którymi należy leczyć, nie oglądając się na skutki. Nie po to łożę podatki na utrzymanie tego państwa i tego narzuconego przez SLD chorego NFZ, żeby mi takie numery wykręcali. Ludzie słusznie mówią, że jeśli skutkiem protestu lekarzy przepłacą za leki, to o zwrot nadpłaconych kwot zwrócą się do premiera, który odpowiada politycznie i merytorycznie za bałagan, jaki powstał pod jego rządami. Chętnie przystąpię do pozwu zbiorowego.

  295. Pani @joanna rzymkowska, dr n. med. specjalista chorób wewnętrznych, Konsylium24.pl
    Wielce Szanowna Pani Doktor!
    To będzie długi tekst, ale na wstępie pragnę zaznaczyć swój głęboki szacunek dla Pani zawodu, o ile jest wykonywany wobec człowieka, a nie przypadku chorobowego.
    Nie zamierzam wgryzać się w zawiłości zapisów ustawy refundacyjnej, jak nie interesuje mnie proces technologiczny produkcji danego specyfiku leczniczego. Moja postawa obywatelska sprowadza się do innych obszarów. W tym sporze o refundację ja jestem klientem usług medycznych, oferowanych przez Państwo i jestem w porządku, bo opłacam składkę ubezpieczenia zdrowotnego i to nawet sporą.
    Pani środowisko jak i wiele innych osób (w tym i ja) głosowało na PO, więc nie powinniśmy teraz narzekać.
    Sami sobie ich wybraliśmy, no to mamy za swoje.
    Nie czytuje Pani blogów, więc powtórzę, że w mojej opinii rządzący wskutek swojej nieudolności okazali się bezwzględnymi darwinistami wobec rządzonych. Okazuje się że mają przetrwać najsilniejsi i najsprytniejsi!
    Pani środowisko jest tylko narzędziem w tym akcie terrorystycznego szantażu. Bo tak to teraz wygląda, zaledwie 3 miesiące od wyborów aktualnie przodującej siły narodu. Takie są gołe fakty.
    Nawołuje Pani teraz to solidarności, mimo że o złych zapisach ustawy wiadomo było od paru miesięcy, szczególnie w waszym lekarskim i farmaceutycznym świecie.
    Wychodzą skutki dotychczasowej splendid isolation Państwa lekarzy i farmaceutów. Z wyżyn swoistego higt socjety zostaliście brutalnie jako narzędzia terroru przyciśnięci do ściany przez grupę terrorystów, zwracając się do potencjalnych ofiar o pomoc.
    To tak jakby pistolet wycelowany w ofiarę (gdyby umiał mówić) wołał, uważaj, z mojej lufy może zaraz wylecieć pocisk, wpłyń na trzymającego palec na języku spustowym, bo ja sam nie tylko że nie chcę cię zabić (co mi się czasami zdarza), ale wręcz odwrotnie!
    Jestem przecież wyprodukowany i istnieję tylko dla Twego dobra zacny pacjencie, żeby cię chronić!
    W tym akcie terroru (bo to jest terroryzm) spełniacie Państwo funkcje broni lub materiałów wybuchowych, wycelowanych w nas ? pacjentów. Palec na przycisku zapalnika lub na spuście pistoletu jest w rękach terrorystów, wam jest tylko niewygodnie, bo wiecie co się będzie dalej działo, jak pocisk opuści lufę.
    Ci z Was, którzy występują w postaci broni palnej, mogą przecież jeszcze być użyci wielokrotnie. Gorzej z tymi co pełnią funkcje materiałów wybuchowych. Są to ci z Państwa, co dadzą się namierzyć urzędnikom NFZ na jakichś naruszeniach i odlecą w finansowy niebyt. Tylko że w obu przypadkach zawsze ginąć to będziemy my, czyli terroryzowani pacjenci, część naszego społeczeństwa.
    Nie chcę tu dramatyzować, ale w tym zamieszaniu nie można wykluczyć rezygnacji kilku tysięcy starszych, samotnych i chorych ludzi z dostępu do dotychczas ordynowanych im lekarstw. Z wielu przyczyn może się to stać, najprawdopodobniej finansowych i z bezradności, pogłębionej strachem.
    Starsza i samotnie żyjąca Pani z 900 złotową emeryturą (są tu ich tysiące w Krakowie, mieście 2 miliardowego długu i nowych stadionów za miliard!), odejdzie cichutko spod aptecznej lady, bo na jej recepcie w miejscu opisu refundacji będzie tylko słynna pieczątka. Aptekarz nic na to nie poradzi, nie podejmie ryzyka refundacji jej pełnopłatnego i drogiego leku. Nie zrobi tego z własnej kieszeni, bo sam cienko przędzie i nie jest świętym Franciszkiem.
    Jest Pani lekarzem, więc jest Pani w stanie przewidzieć ciąg dalszy losów tej samotnej i chorej Starszej Pani.
    Darmowa eutanazja.
    Ja przewiduję, że na pewno jej dalszej rodzinie przybędzie nowe mieszkanie, bez konieczności jego odzyskiwania od banków, bo Starsza Pani nie zdąży już wejść w system odwróconej hipoteki.
    Pani jest trudno spojrzeć na zaistniały i zaburzony system refundacji od strony pacjenta, bo przecież Pani jak i rzesza ponad 300 000 zatrudnionych w służbie zdrowiasama się wyleczy, jak to przed 30 laty twierdził Jerzy Urban, że rząd się sam wyżywi.
    Ciekawe czy ta potrzeba solidarności z pacjentami utrzyma się w Pani środowisku po zażegnaniu obecnego kryzysu, w którym zakładnikami jest całe społeczeństwo.
    Więcej o interesach Pani korporacji i ocenie całego bałaganu znajdziecie Państwo na portalu: http://www.obserwatorpolityczny.pl Pora już przerwać wyniosłą
    splendid isolation i wmieszać się w tłum Szanowna Pani Doktor!
    Na tym portalu znajdziecie szereg artykułów. Oto fragmenty:
    Jeżeli rząd naszego państwa tak lekceważy interesy i prawa społeczeństwa w tak strategicznej dziedzinie jak lecznictwo i nieprzerwany dostęp do leków ? to nie powinien nami rządzić.
    I dalej:
    rząd zmieniając system refundowania leków, dopuścił się zmiany systemu, bez uwzględnienia możliwych konsekwencji.
    Więcej pod linkiem: http://obserwatorpolityczny.pl/?p=2303
    Jeszcze jedna analogia.
    Na polecenie rządzących Polską polityków, zwalczamy terroryzm na Świecie w różny sposób.
    W Afganistanie to nawet krwawo go zwalczamy, a Tamtejszych bojowników (d. przyjaciół Radosława Sikorskiego), obecny kierownik MON Pan SieMONniak to nazwał nawet bandytami!
    Tam zwalczamy grupy, które doprowadzają do chaosu i destabilizacji, a kto zacznie zwalczać sprawców terroryzowania ludności Polski nieprzemyślanymi zmianami w systemie refundacji leków?
    To już zaczyna podchodzić pod definicję terroryzmu, bo jest i terrorystyczna grupa, która jest kierowana, jest działanie wspólne i w porozumieniu, są też metody z braniem zakładników, a jest nim całe społeczeństwo. Jest też i zamierzony cel działania tej grupy terrorystycznej: pokazać że skoro mamy narzędzia do poskromienia jakiejś grupy ( tu: lekarzy), to nie są istotne koszty społeczne tego szantażu i trzymania zakładników w strachu.
    Bo ludzie się boją.
    Zwłaszcza starsi, chorzy, samotni i biedni ludzie, którzy muszą już korzystać stale z lekarstw i opieki lekarzy. Ich wyjazd z naszej zielonej wyspy jest wykluczony, więc wypełniają 100% treści definicji idealnego zakładnika!
    Pozdrawiam wszystkich mieszkańców zielonej wyspy!

  296. Pogańskie gusła biskupa Rasia;
    „- Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem. To się również odnosi do żłóbka. Przychodząc do Jezusa, jesteśmy bardziej Polakami – mówił ksiądz Dariusz Raś, proboszcz bazyliki Mariackiej.”

    Więcej… http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,10921858,Orszak_Trzech_Kroli_przeszedl_przez_Krakow.html#ixzz1igX4Zsof

  297. Gospodyni aktywna w mediach przedblogowych pozwala nam huzianie z kontuszem i bez kontusza.

    @Nikodem123 w Nowy Rok o godz. 13:58 wyraził podziw dla Gospodyni.

    Takie bardzo emocjonalne wypowiedzi utwierdzają mnie w przekonaniu, że czekaja nas czasy pogłębiajacych się podziałów społecznych. Widmo wolności słowa szaleje po kraju i rozrzuca ludzi daleko od siebie: na jednym krańcu mądrala a drugim grono głupków nagradzających publicystkę pół wieku ogłupiającą społeczeństwo.

    Na innym blogu mądrala pisze o kraju w którym 1/25 utrzymuje się z rolnictwa, ze 9/10 to farmy. Na innym spodziewa się inny mądrala, że Anioł Pański przyjdzie do niego o 6 godzin wcześniej, czyli w południe. Oczekuję mądrych i niepodlegających dyskusji stwierdzeń, że ocean to 99,999% woda, a w Singapurze nie ma latyfundiów.

    Największą zbrodnią realnego socjalizmu dokonaną na polskim społeczeństwie jest zastąpienie trójki słów: „Masz trochę racji.” trójką: „Bóg, Honor, Ojczyzna”

    Nikodemie! Boga w sercu nie masz i racja Ci bardzo spuchła. Na te dwie choroby lekarstw nie ma. Będziesz pluł do Puszki?

  298. Nikodem 123
    22.49
    Gratuluje ! . Jeszcze nikomu na tym blogu nie udało sie napisac kupy tak bezczelnej demagogii.
    Po pierwsze, gdzie mieszkają ci rodzice którzy nie zapisują dzieci do ubezpieczenia. Lecza sie z nimi za własne miliony w Szwajcarii ?
    Po drugie, byłeś kiedyś demagogu w przychodni ? Nie wiesz o tym ze rejestratorki od wszystkich żadaja dowodu ubezpieczenia ?
    Po trzecie, gdzie studiowałes pseudokonowale, jeżeli nadal nie wiesz który lek z amoksycyliną leczy borelioze ?
    Zapytaj jakiegoś Prawdziwego Lekarza albo aptekarza to ujawni ci te scisle tajne infortmacje !
    Czy to ty osobiscie policzyłes że amoksycylina ma 26926 charakterystyk ?
    Takie brednie wypisujesz na blogu który czytaja Prawdziwi lekarze ?
    Skąd wiesz ze emerytom odbiera sie emerytury ? Wyrokiem sądowym ?
    ITP, ITD

  299. Gdybanie

    Czasem mam ochotę parafrazować powszechnie znane słowa Tewje, mleczarza: „Gdybym był bogaty…” na „gdybym był ministrem…” – cóż ja bym uczynił w obecnej sytuacji?

    Z pewnością przyjrzałbym się uważnie poszczególnym, spornym punktom art. 47, choć nie zgodziłbym się na proste usunięcie. Podobno mamy 120 000 lekarzy w Polsce. Część z nich, X% , prowadzi prywatne gabinety i podpisała umowy z NFZ i już podlega rygorom, podanym w art. 47 (zakładam, że X jest duże – minister może zapytać szefa NFZ o konkrety). Radzą sobie świetnie, więc zapomniałbym o nich i pochylił się z troską nad żałosnymi resztkami, które żyją wyłącznie z tych kilku etatów w przychodniach i szpitalach, zarówno prywatnych jak i publicznych (szczególnie tych ostatnich). Jeśli uda się z nimi uzyskać kompromis, to ucieszą się pozostali.

    Zarówno minister jak i szef NFZ są zobowiązani do kontroli wydawania społecznych pieniędzy w sposób zgodny z prawem, a łamanie prawa musi, a przynajmniej powinno być ukarane. Problem polega na decyzji, kto i jak może kontrolować lekarzy i aptekarzy, a kto nakłada kary i za co. To takie proste! Sposób zapisany w ustawie nie jest możliwy do zaakceptowania przez rozumnego i odpowiedzialnego człowieka i tu lekarze mają świętą rację. Spróbuję skomentować te trzy newralgiczne punkty z art. 47 z pozycji osoby, która chciałaby uczciwie spełnić wymogi ustawodawcy, a nie wolno założyć, że takich nie ma wśród tej ponad stutysięcznej „garstki”:
    1) Problem sprawdzenia, czy pacjent ma ważne ubezpieczenie i odpowiedzialności, gdy otrzymuje receptę na leki refundowane, gdy tego ubezpieczenia nie ma. Tym absolutnie nie należy obciążyć lekarza w przychodni, gdzie jest dział rejestracji pacjentów. Pracownik administracyjny może to sprawdzić, jeśli tylko NFZ ustali jasno i bardo precyzyjnie, jakie dowody ubezpieczenia są wystarczające.
    Myślę tu o realiach dzisiejszych do chwili zadziałania centralnego systemu rejestracji pacjentów i usług medycznych , spodziewanego w Polsce w XXIII lub XXIV wieku naszej ery, więc chyba go nie dożyję. Co może zrobić panienka w recepcji przychodni, gdy zgłasza się pacjent? Jeśli zna go od kilkunastu lat – jak mnie – wystarczy jej spojrzeć na mnie i sobie pomyśleć: „Ten zgred jeszcze żyje, popatrz, popatrz”! W innym przypadku spojrzy na dowód osobisty w celu identyfikacji i zapyta o dowód ubezpieczenia. W przypadku emeryta kub rencisty ogląda wydaną kartę, kartonik i koniec sprawdzania. Idiotyczny argument, że ZUS może komuś zawiesić „co nieco” nie jest logiczny, bo obowiązkiem ZUS’u jest odebranie lub unieważnienie karty, a pacjent pokazujący kartę nieważną, ponosi odpowiedzialność a nie rejestratorka, a tym bardziej lekarz.
    Podobnie ma się sprawa z dziećmi, skoro im się ubezpieczenie należy. Nieistotny dla ustawodawcy powinien być fakt, czy ktoś zgłosił, że to dziecko żyje i może zachorować – dla przychodni ważny jest wiek, który musi udokumentować rodzic lub opiekun dziecka.
    Trudniejsza jest sprawa „klasy robotniczej”, ale dobrze jej tak – po o wywalczyła kapitalizm? Już działają rygory gorsze niż w PRL, teraz co dwa miesiące jet potrzebne nowe zaświadczenie. Takie zaświadczenie musi wystarczyć, niezależnie od tego, czy „właściciel” robotnika zapłacił czy nie zapłacił składki. Pracownik nie ma na ogół szansy sprawdzenia tego, niech NFZ ukarze pracodawcę, a nie szuka łatwizny u lekarza lub rejestratorki.
    Kretyński wprost argument, że zwolniony pracownik ma jeszcze w kieszeni zaświadczenie i dwa miesiące może chorować i chorować i naciągać Skarb Państwa o leki refundowane, można zniszczyć bardzo lawo. Zwolniony pracownik ma chyba prawo szukania nowej pracy i w tym czasie musi zadziałać jego ubezpieczenie, państwo z tego powodu na pewno nie zbankrutuje. Bierzmy przykład z PRL. Przez kilkadziesiąt lat miałem grubą książeczkę zdrowia, w której zakłady pracy wbijały sensowną pieczątkę raz na trzy miesiące. Taki okres karencji jest niezbędny i na pewno do pogodzenia z ogólnym prawem pracy w demokratycznym państwie.
    Wniosek prosty – pierwsy punkt 3:0 dla lekarza i 1:0 dla rejestratorki!
    Oczywiste łamanie prawa przez lekarza lub rejestratorkę powinno podlegać karze na ogólnych warunkach, po zgłoszeniu do prokuratury zawiadomienia dowolnego organu kontrolnego lub nawet pana Anonimusa.

    2)Ukaranie lekarza za wadliwie wypełnione dane pacjenta na blankiecie recepty – ten sławny błąd ortograficzny w adresie pacjenta, np. nazwę „Krakowskie Przedmieście” zastąpić przyszłościową nazwą „Prezydenta Tysiąclecia”.
    Tu znów odciążyłbym lekarza. W każdej przychodni są komputery i drukarki. Rejestratorka może wszystko przygotować „lege artis”, wydrukować i lekarz tylko wpisuje nazwy lekarstw – ambitny lekarz wklepie to sam do komputera – tak robi lekarka mojej żony w publicznej przychodni, która wszystkie dane ma w komputerze – być może własnym!? Może tajemnica jej sukcesu jest w domniemaniu, że nie ma gabinetu prywatnego, tylko od rana do nocy siedzi w tej jednej przychodni?
    Wniosek nr 2: Punkt o karaniu za bałaganiarstwo recepcie jest niepotrzebny, jeśli aptekarz nie zaprotestuje w przypadku hieroglifów starych lekarzy, stroniących od komputera. Farmaceutka zapewniała w TV, że sobie radzą.

    3) Nieuzasadnione medycznie lub za słabo udokumentowane przepisanie konkretnego lekarstwa. Od tej odpowiedzialności nikt nie ma prawa zwolnić lekarza, nie po to społeczeństwo go kształciło, nawet tych, których rodzice, często też lekarze, dołożyli do tego drogiego wykształcenia swój udział.
    Pojawia się bardzo ważny aspekt. Kto ma prawo tej medycznej oceny? Tego nie można powierzyć urzędnikowi!!! Mimo przysłowia, że „kruk krukowi …” muszą to być lekarze, wybitni specjaliści a nawet ich ocena musi być możliwa do zaskarżenia na ogólnych zasadach, jak i karanie lekarza za błędy w sztuce, co już zaakceptowali amerykańscy lekarze i zawierają odpowiednie ubezpieczenia.
    Bardzo mnie śmieszyło, gdy podobno kontroler z NFZ uważał, że pisemne uzasadnienie było „za krótkie”. To mi przypomniało coś podobnego i to w wykonaniu „specjalisty”. Moja córka jako kandydatka do zawodu fizyka pisała merytorycznie piękne wypracowania, ale skondensowane. Jedna polonistka postawiła 3, druga 5+. Niemcy mówią: „In der Kürze, liegt die Würze”.
    Już konieczność pisemnego uzasadnienia jest idiotyzmem, jeśli ma służyć tylko kontrolerowi z NFZ i nie jest wykorzystywane w procesie leczenia pacjenta. A ocena uzasadnienia według sążnistości jest wariactwem. Przy dobrym specjaliście wystarczy uzasadnienie: „Bo mówi mi to moje wieloletnie doświadczenie z różnymi lekami przy danej chorobie”! Tylko drugi specjalista może się wypowiadać na temat celowości stosowania odpowiedniego leku, a nawet jego negatywna opinia nie jest równoznaczna z błędem, jest po prostu opinią odmienną, a są to sprawy niewymierne. Nawet statystyki wyzdrowień lub zgonów nie decydują. Powinny były decydować testy porównawcze przed zatwierdzeniem leku, a na to polski lekarz w polskiej przychodni np. na lek BAYERa nie ma żadnego wpływu.

    To wszystko co wyżej napisałem, wziąłbym pod uwagę „gdybym był ministrem…oj di di di, oj di…”!

  300. Pytasz panie Jean Paul, które dzieci nie są zgłoszone do ubezpieczenia? To odpowiadam: Moje takie było przez 3 czy 4 lata, bo nie wiedziałem, że tak trzeba. Dowiedziałem się dopiero jak występowałem do NFZ o taki papier (teraz to jest karta), żeby mieć ubezpieczenia jak się wyjeżdża za granicę (E-ileśtam). Miła skądinąd pani zrugała mnie za zaniedbanie, kazała wrócić do pracodawcy, tam zgłosić, co też zrobiłem i już jest zgłoszone.
    Przychodni na zbyt wiele nie naciągnąłem, bo szczęśliwie poza obowiązkowymi szczepieniami nie korzystałem z jej usług. Prawdę powiedziawszy to do tej pory nie wiedziałem nawet, że kogoś naciągnąłem.
    Może gdyby Pan, panie Jean Paulu czytał ze zrozumieniem wypowiedzi innych, umiałby Pan je zrozumieć i nie uciekać się do grubiaństwa.

    @Stary Polak z PRL.
    Po głębszym namyśle uważam, że Pana opinia o bufonadzie urzędników jest niekompletna lub nieuprawniona. Oczywiście można domniemywać, że kryteriami doboru urzędników w obu wspomnianych instytucjach jest IQ<80, ale w moim przekonaniu tak jednak nie jest. Dlatego jestem przekonany, że NFZ i MZ celowo, z rozmysłem i z pełną znajomością konsekwencji napisało taką ustawę, żeby było pewne, że lekarze się zbuntują. Celem jest oszczędność – w sposób oczywisty w chwili obecnej NFZ wydaje mniej na refundację – a winę zrzuci się na nielubianą grupę zawodową. I uważam, że odnieśli sukces. Pytanie tylko, czy to się da odkręcić, nawet jeżeli ktoś ważny tak postanowi. Tak się zastanawiam jak ja bym się zachował, gdybym był lekarzem – wyszło mi, że nawet po zakończeniu protestu pisałbym takie odmiany leków, które są ze 100% odpłatnością (na pewno są takie). I niech kto inny (pacjent, aptekarz – bo na pewno nie premier, minister, prezes NFZ) się martwi. Ja ma d..ę bezpieczną.
    Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że zaraz rzucą się na mnie tacy co opowiadają coś o moim cynizmie, braku powołania, etosie, obrzydzeniu do pieniędzy i innych takich banialukach, ale lekarz to zawód jak każdy inny – nie jest i nie powinien być uprzywilejowany, jednak dla mnie oczywiste jest, że wykonywany jest dla pieniędzy a nie dla wyższych racji. Ja swoją pracę bardzo lubię, ale jakby mi nie płacili, albo gdzie indziej dali odpowiednio więcej, to bym jej nie wykonywał i robił coś innego.
    Nie widzę w tym nic złego.

  301. Tereso!
    To co powiem zabrzmi jak herezja. Po raz pierwszy w swoim świadomym życiu wyrażam poparcie dla stanowiska PiS, a ostatnio i Palikota, w sprawie GMO. Orzeczenie z 2006 roku Trybunału w Strasburgu uważam za katastrofalną omyłkę. Chyba jednak pora na decyzje polityczne w tak drażliwej sprawie. Polska powinna w sprawie GMO skorzystać z prawa weta. Prawnicy do kąta.

  302. Swego czasu czytałem o przedsiębiorcy sprzedającym jakąś usługę.
    Izba Skarbowa obciążyła go kosztami, bo jego kontrahent nie odprowadzał vat do urzędu, chociaż powinien…..
    Sytuacja analogiczna jak z lekarzami.
    Wpływ przedsiębiorcy i lekarza na sprawdzenie, czy ktoś świadomie wprowadził go w błąd jest znikomy. Ale cały ciężar dowodzenia że nie jest wielbłądem, spoczywa na nim.

    Ps.

    Uniewinniono Dochnala od zarzutu że pieniądze za usługę- prowizję za doradztwo przy prywatyzacji hut od Mittala- przelał nie na konto firmy w 100% własnej a na konto prywatne…….
    Udowadnianie że nie jest się wielbłądem kosztowało go drogo i długo.
    Jakie szanse ma lekarz?

  303. m/\2.
    Między nami nie ma sporu. Między bufonadą a niskim I/Q nie ma związku. Bufonada jest raczej przejawem arogancji władzy, która lubi rządzić i rozdzielać zgodnie z maksymą PZPR: – Jak partia mówi, że coś da, to mówi, jak partia mówi, że coś odbierze, to odbiera. Amen.

    PS.
    Problemem jest to, że ekipa władzy zależy od naszych głosów raz na 4 lata, chociaż od naszych pieniędzy codziennie. Jednakże my nie mamy wpływu na nasze pieniądze, kiedy już je oddamy molochowi zwanemu państwem. Dlatego władza w poczuciu bezkarności robi, co chce, a za 4 lata zafunduje nam teatrzyk pod tytułem: – Z troską pochylamy się nad twoimi problemami, ukochany wyborco ty nasz. (Zupełnie jak Józef Oleksy w przededniu wyborów w 2005 roku, kiedy odebrali mu wypasionego hummera i pozbawili stanowiska rządowego – do dzisiaj słyszę tę jego troskę po zamknięciu większości barów mlecznych dla biedoty i zniżek studenckich).
    A tak poza tym – szczęśliwego nowego roku. Oby nie dotknęły nas większe problemy, niż lekarski protest przeciwko legislacyjnej hucpie.

  304. ‚Stary Polak z PRL-u’
    6 stycznia o godz. 13:35
    Cyt.
    ‚Tymczasem niejaki pan Sośnierz wymyślił normalny system weryfikacji ubezpieczeń, za co omal nie trafił do więźnia.’

    Z tego co pamiętam to ten ‚niejaki pan Sośnierz’ do więzienia o mało co nie trafił, nie za karty ‚chipowe’ tylko za jakieś ‚zameczki’, nabyte i remontowane w niejasnych okolicznościach.

    Cyt.
    ‚Nieważne czyje oni reprezentują interesy, własne czy koncernów medycznych.’

    Trudno mi się dopatrzyć akurat w tej sprawie zbieżności interesów lekarzy z koncernami farmaceutycznymi, natomiast taka zbieżność interesów, tych co układali listy leków i koncernów farmaceutycznych, jest aż nazbyt widoczna.

    Cyt.
    ‚Nie po to łożę podatki na utrzymanie tego państwa i tego narzuconego przez SLD chorego NFZ, żeby mi takie numery wykręcali.’

    Zapewniam Cię, że system siedemnastu kas chorych był nie tylko z nazwy ‚chory’ ale z rzeczy samej również. Leczenie na udzielnym terytorium innej kasy było drogą przez biurokratyczną mękę, co doświadczyłem na samym sobie.

    Szanowny ‚Stary Polaku z PRL-u’, pozwoliłem sobię na odrobinę uwag co do Twojego wątku, z którego treścią sie zgadzam i podzielam Twoje oceny. Przy okazji jednak, cała ta ustawa jest wzorcowa bylejakością, tak jak wiele innych. W mediach ale i na tym blogu słyszy się i czyta, że mimo wszystko lekarze powinni odstąpić od protestu i wykonywać prawo, przywołuję się przy tym zasadę prawa wyrażoną łacińską paremią; ‚dura lex, sed lex’ czyli ‚twarde prawo ale prawo’, co rzekomo ma oznaczać, że jakie to prawo jest to jest, ale należy je przestrzegać. Nic bardziej błędnego. Zasadę tą tak jak i wszystkie inne należy czytać w łączności i zależności z innymi zasadami, które mówią jakie to prawo ma być aby je szanować i wykonywać. Dla przykładu istnieje paremia; ‚summum ius, summa iniuria’ czyli ‚najwyższe prawo, największa krzywda’ co oznacza, że zbyt rygorystyczne i dosłowne stosowanie prawa bywa największą nieprawością. Gdyby Rzymianie chcieli bezwzględnie przestrzegać prawa to stworzyliby zasadę ‚absurda lex, sed lex’ czyli ‚głupie prawo, ale prawo’… byli jednak zbyt inteligentnymi legislatorami, czego w żadnym wypadku nie można powiedzieć, o w większości ‚prawdziwiepolskich’, wybrańcach narodu zasiadających na Wiejskiej. Dlatego też rozsierdza mnie stanowisko władz szukajacych ‚kozła ofiarnego’ wśród lekarzy, Donalda Tuska grożącego palcem, Arłukowicza wijącego się i nie potrafiącego rzeczowo odpowiedzieć na pytania, posłów którzy nie czują sie winni i całej tej kompanii o ‚korzeniach’ i ‚znakomitym rodowodzie’, które odmawia lekarzom prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Oni kiedyś mieli prawo, lekarze teraz nie mają. Szczyt hipokryzji. Co robią lekarze? … przeprowadzają akcję, ktora ma formę dość dramtyczną, ale która ujawnia idiotyzm prawny polegający na tym, że obciąża się ich odpowiedzialnością, ża coś na co nie mają wpływu. To jest forma i sens obywatelskiego
    nieposłuszeństwa, a prawo do niego nie wynika z nadania, ono wynika z ‚bycia’ … bycia ‚homo sapiens’.

  305. @Stary Polaku z PRLu,

    Uważa Pan, że nie ma związku pomiędzy bufonadą i IQ. Pozwolę sobie jednak z Panem nie zgodzić. Zauważyłem bowiem, że stopień „nadętości” jest odwrotnie proporcjonalny do kompetencji (im ktoś jest większym zerem tym bardziej grzmi – najchętniej o pryncypiach – i tym bardziej czepia się nic nie znaczących szczegółów). Wydaje mi się także (być może nieco naiwnie), że kompetencje są jednak z IQ jakoś związane.
    Przyznaję jednak, że z resztą Pana wypowiedzi trudno się nie zgodzić 😉

  306. m/\2
    Szczerze mówiąc zmusiłeś mnie do zastanowienia nad przypadłością bufonady :-).

  307. Rekiny uderzyły w Węgrów. http://biznes.onet.pl/fitch-obniza-rating-wegier-do-poziomu-smieciowego,18543,4991208,1,news-detal
    Nie mam nic z Orbanem, chociaż Węgrzy głosowali na niego, jak u nas na Tuska. Ale ich tam żyje prawie 10 milionów, naszych przyjaciół. A rekiny wkrótce mogą uderzyć i na nas.

  308. Stary Polak z PRL-u,

    nie znam się na GMO, nie mam tego w ogródku ni ja, ni nikt ze znaomych, ale w miarę napływu kolejnych informacji obaw mi przybywa. Jeśli cynizm może królować w tylu innych dziedzinach to w tej akkurat nie?

  309. Wesołych Świąt – http://www.stachurska.eu/?p=6189 🙂

    Z uwzględnieniem tekstu w Post Scriptum :)))

  310. Haszczu
    Co do Sośnierza – proszę Pana – to myślę, że jak nie można było ukarać za wzorowo przeprowadzoną operację przeciwko lobby lekarskiemu lub farmaceutycznemu, to poszukało się haków na boku. Nie usłyszałem jednak, mimo medialnego zadęcia, aby udało się Sośnierzowi postawić zarzuty. Nie wiem też, czy udało się jemu uratować te zameczki, ale jeśli tak, to mu chwała. Na Śląsku niewiele zameczków ocalało po II wojnie światowej.
    Jeśli chodzi o zbieżność interesów korporacji medycznej, aptekarskiej i koncernów farmaceutycznych – nie ma sensu z tym walczyć za pomocą zaostrzania polityki kontrolnej (a kto skontroluje kontrolujących?). Można natomiast zrobić to, co w śląskim oddziale NFZ, gdzie wszystkie zaordynowane leki i zabiegi wyświetlają się po włożeniu czipa do czytnika. Wtedy grube nadużycia są widoczne jak na dłoni. Narzucanie kontroli jak za króla ćwieczka w dobie powszechnej komputeryzacji to absurd. Nie po to jesteśmy w UE, żeby w imię wydumanych oszczędności na lekach wprowadzać policyjny reżim, którego wykonawcami będą kontrolerzy NFZ z uprawnieniami policyjnymi i poniekąd sądu ostatniej instancji – bez prawa do odwołania się od nałożonej kary. To przecież naruszenie podstawowych zasad sprawiedliwości zapisanych w Konstytucji.
    Tak na marginesie powszechny raj zdrowotnej szczęśliwości miał w założeniach polegać na tym, co wymyślił Sośnierz – karta czipowa obowiązująca w całym kraju na zasadzie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego niezależnie od miejsca świadczenia. Dlaczego to nie działa? Bo oddziały NFZ to udzielne księstwa? Przecież logika podpowiada, że pacjenci głosując nogami napędzili by pieniędzy najlepszym szpitalom i przychodniom. Dzisiaj mamy absurd – najbardziej oblegane placówki generują straty z powodu obłędnej polityki finansowej i braku jakiejkolwiek polityki prozdrowotnej lub profilaktycznej NFZ. Pracownicy NFZ są jak zwariowani księgowi a nie menedżerowie służby zdrowia. No i pacjenci zostali przypisani do oddziałów NFZ jak robotnicy w czasach stalinowskich do fabryk, albo chłopi pańszczyźniani do ziemi dziedzica rozpijającego ich na każdym kroku wódką z zabytkowych flaszek (z Bruneta wieczorową porą). Dziecko wylano z kąpielą. Jak widać na przestrzeni lat od czasu zlikwidowania kas chorych żadna władza nie wyraziła ochoty powrotu do źródeł – pierwotnych założeń systemu opieki zdrowotnej.
    Tak poza tym – nie dam się napuścić na lekarzy. Ci, którzy mnie leczą, zasługują na wielki szacunek. Kilka razy wyciągnęli mnie z poważnych tarapatów. Podobnie zresztą farmaceuci. NFZ i Ministerstwo Zdrowia to instytucje, które już dawno zapomniały, do czego je powołano. Im się zdaje, że pacjenci to taki zbędny balast, który przeszkadza im piastować ważne funkcje. Peter i Parkinson już dawno powinni dostać Nobla za swoje dzieła o biurokracji.
    A Bartosz Arłukowicz? Cóż. Widziały gały, za co się brały, więc niech nie boli, że zapłakały. Taka jest cena chwiejności politycznej i bylejakości etycznej. Gość mnie brzydził, kiedy był w komisji hazardowej, tym bardziej brzydzi i teraz.
    Nie sądziłem, pisząc pierwszy raz 2 stycznia o godz. 10:39, że już na początku 2012 roku będę świadkiem takiej komediodramy. I jak się nie cieszyć, że ten rok już okazał się lepszy od starego roku w kategorii socjo-humoru?
    Stary Richelieu (a może Mazarini?) zawsze pytał o nastroje ludu po nałożeniu nowych danin. Kiedy meldowano, że lud płacze, przykręcał śrubę. Jak słyszał, że lud się śmieje, szykował się do ucieczki. Obym nie był prorokiem złego. Zwłaszcza że pomysłów na reformy i nadpobudliwą inicjatywę legislacyjną nadal nie brakuje.
    Pozdrawiam.

  311. Kilka osób tu na forum chwaliło karty chipowe wprowadzone za rządu Buzka (Sośnierz) na Śląsku. Sam taką posiadam i powiem tyle. Ta karta spełnie dwie ogromne role.
    1. Czytnik przekazuje dane pacjenta z karty (dane osobowe, adres , nr PESEL) do wydrukowania na recepcie
    2. Samą kartą można robić „ścieżki”
    Dopóki system NFZ nie współgra z ZUS te karty są tylko dodatkowym gadżetem w portfelu obywatela.

  312. Prezent Kopacz dla grubasków.

    Wg tej nowej ustawy nie należą się choremu leki na zniżkę np.na nadciśnienie, podwyższony cholesterol jeśli nie przestrzega się zdrowego trybu życia. A więc jeśli jesteś gruby, palisz pety, nie stosujesz diety, nie biegasz 3xtyg leki na zniżkę się NIE NALEŻĄ!

  313. Haszczu
    Sośnierz był „ścigany” właśnie za te karty chipowe, a sprawa Chudowa to póżniejsza sprawa.
    Te karty kosztowały skarb państwa mnóstwo pieniędzy (ówczesnych), a nie spełniły roli, którą spełnić miały.
    Jeśli chodzi o kasy chorych i póżniejsze je zastąpienie NFZ-em.
    O ile pamiętam, głównie chodziło o to, że w dwóch województwach (dolnośląskie i świętokrzyskie) już po krótkim czasie brakło pieniędzy na leczenie, a w śląskim i mazowieckim nie wiedzieli co z nimi robić. Katowice Ligota, tam nie wiedzieli co robić z pieniędzmi. Pacjentów, którzy przyjechali na badania trzymali nawet 3 tygodnie, a w świętokrzyskim już po 3 dniach po operacji wypisywali do domów z dziurami w brzuchach. To jeden powód, a o drugim pisałeś.

  314. Cóż, błogosławiona Visa i wszechmocny MasterCard jak wszystkie szanujące się bóstwa od czasu do czasu wymagają ofiar – a pojawienie się u nas podobnej nowej świeckiej tradycji Dnia Świątecznej Wyprzedaży to tylko kwestia czasu. Pozostaje tylko wybrać dobrą datę – może przez szacunek do naszej tradycji wyczekiwania w kolejce na Sol Invictus najlepszy byłby 13 grudnia?

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,75968,10919054,Nowa_swiecka_tradycja_czyli_solarny_kult_Visy.html#ixzz1ii4nYVVu
    ————————–

    Fajne takie……..

  315. stjack, w sprawie cholesterolu – http://www.stachurska.eu/?p=1546 . Długowieczni mają wysoki 🙂 , polecam książkę prof. Waltera Hartenbacha na ten temat.

  316. Może i karta ubezpieczonego z śląska jest tylko gadżetem, ale przynajmniej przyjmując się do szpitala, nie dowiesz się ze leżysz tam od 2 tygodni, to samo dotyczy zapisów do specjalistów, chory zapisujący się do kilku specjalistów w jednym powodzie, na raz byłby wychwycony

  317. Pan Sośnierz, w sprawach o nie gospodarność w związku z wprowadzeniem kart chipowych został uniewinniony w obu instancjach. W innej sprawie, o nielegalne prowadzenie działalności ubezpieczeniowej sąd pierwszej instancji uznał Sośnierza winnym ale warunkowo sprawę umorzył. II instancja wydała wyrok uniewiniający . W trzeciej sprawie, o konflikt interesów kiedy Sośnierz kierował jednocześnie Kasą Chorych i Fundacją zamku Chudów którą sponsorowały firmy farmaceutyczne ,prokurator śledztwo umorzył. Nie miało to jednak wpływu na wyrok sądu w Stanach, który ukarał jedna z firm biorących udział w sponsoringu grzywną 0,5 mil $.
    Nie zmienia to jednak nijak faktu, że wprowadzony program kart chipowych sprawdził się jak najbardziej i już dawno należało wprowadzić go w całym kraju. Dlaczego tego nie zrobiono pozostaje dla mnie tajemnicą ale argumenty przeciw musiały być jednak ważkie bo próby skopiowania śląskiego rozwiązania nie podjął nawet sam Sośnierz,któremu w nagrodę za przejście z PO powierzono w 2006 r stołek prezesa NFZ.
    Wyjątkowo jakoś nie chce mi się zajmować sprawą o której za tydzień mało kto będzie pamiętał ale oczywiście obserwuję jak kilku moich blogowych przyjaciół rzuca bezsilnie grochem o ścianę.
    Staruszku. Masz więcej racji, niż trochę!
    Nie mogę natomiast doszukać się nawet drobiny racji w twierdzeniu, że lekarze nie mają możliwości sprawdzenia czy pacjent ma ważne ubezpieczenie.Co więcej kompletnie nie pojmuję w jakim celu taki argument się wysuwa w kontekście recepty. Mało prawdopodobne aby w kraju żył jeszcze jakiś współrodak, który nie wie, że nie mając ważnego ubezpieczenia medycznego może zostać przyjęty przez lekarza nie odpłatnie ponieważ koszt takiej wizyty zawsze będzie skutkował jej pokryciem przez przyjmującego. No,chyba,że po takiej wizycie nie będzie śladu w medycznej dokumentacji. Jednak takim śladem może być recepta refundowana na której pokrycie złożą się wszyscy ubezpieczeni.Także ci ,którzy nie płacą za takie ubezpieczenie samodzielnie jak bezrobotni czy rolnicy. Z pełnopłatnymi nie ma najmniejszego problemu i całą walizkę może dostać każdy nie ubezpieczony.
    Wrócę jeszcze do sośnierzowych chipów. Koszt ich wprowadzenia w roku 2001 wyniósł 22 miliony zł. Nominalnie może i sporo ale biorąc pod uwagę, że mieszkańców woj śląskiego jest ponad 4,6 miliona to dało nam to kwotę niecałych 5 zł na łebka. Dzięki informacjom z tego systemu wykryto min. nadużycia w obrocie lekami czy przepisywanie określonych specyfików osobom nieuprawnionym. Tak więc, śląscy lekarze mają już od dekady to co wprowadza obecna ustawa. To,że protestuje także część tamtejszego środowiska uznać należy jedynie za wyraz solidaryzmu zawodowego bo innego uzasadnienia nie ma.
    Na koniec i ja ,jeszcze raz rzucę grochem. Osoba zgłoszona przez pracodawcę jako zatrudniona ma pełne ubezpieczenie nawet jak pracodawca nie odprowadza za nią składek. W zeszłym roku rynek leków w naszym kraju wyniósł ponad 26 miliardów PLN-ów z czego ponad 9 to specyfiki bez recepty dostępne chyba nawet już na plebaniach.Niestety nikt nie jest wstanie oszacować ile z tej liczby zwyczajnie wywaliliśmy w błoto poprzez refundowany system darowizn.
    Mało kto wie,że ta ,,straszna ustawa” reguluje ceny leków na receptę w taki sposób,że każdy medykament będzie kosztował tyle samo w Koszalinie i Pacanowie. Mam nadzieję,że nie odezwie się nikt komu to będzie przeszkadzać bo argument,że nie da znaleźć tańszego będzie jednak nie do odparcia.

  318. halen
    6 stycznia o godz. 22:45

    W takim razie konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy dlaczego system ogólnopolski miał kosztować 1,2 MILIARDA……
    Ten miliard to miała być „górka” ? Dla Prokomu na przykład?
    5 zł na łeb to 200 milionów jedynie…….

  319. Pani Janino,
    dziękuję za Pani teksty! Pod dzisiejszym również absolutnie mogłabym się podpisać – taka jestem nienormalna! Z takimi poglądami i takim widzeniem otaczającej nas rzeczywistości coraz trudniej jest żyć na Podkarpaciu, ech…

    Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku 2012!

  320. Wiesiu
    I ja nie wiem bo uwzględniając nawet dziesięcioletnią, nominalną różnicę cen to i tak nie powinno być więcej niż 0,5 mld. Myślę jednak, że nawet gdyby byłoby to 1,2 mld to zwróciłoby się w rok w kontekście kwoty jaką wydajemy na leki. I jeszcze jedno,może to jest jakiś trop. NFZ na refundację leków przeznacza ok.20% swojego budżetu a ustawowo może tylko 17%. Jak mawia Czesław :,,pewnie tu jest pies pochowany”

  321. @ Jean Paul

    1. Rodzice, którzy nie zgłaszają do ubezpieczenia swoich dzieci mieszkają w Polsce.
    Nie leczą ich w Szwajcarii tylko leczą je w Polsce. Przychodzą do lekarza i przysięgają, że dziecko jest zgłoszone do ubezpieczenia. Lekarz daje wiarę – przecież nie może tego nijak zweryfikować – i dostaje od NFZ rachunek: zwrot refundacji + kara.

    2.
    Rejestratorki żądają dowodu ubezpieczenia?
    Śmiech na sali! Jaki dowód jesteś w stanie okazać, że rzeczywiście jesteś ubezpieczony?

    3.
    Tak jestem pseudokonowałem, więc wiem że wszystkie preparaty zawierające amoksycylinę leczą boreliozę, ale nie wiem, który preparat ma to zarejestrowane w swojej Charakterystyce Produktu Leczniczego. Studia medyczne nie obejmują studiowania Charakterystyk produktów leczniczych, które zresztą podlegają nieustannym zmianom.
    Preparatów z amoksycyliną jest tylko 19. Może pomożesz mi odszukać te właściwe – które mają zarejestrowane wskazanie: leczenie boreliozy?

    4.
    Charakterystyka produktu leczniczego to nie są ściśle tajne informacje. Ona jest po prostu nigdzie nie dostępna.

    5
    Nigdzie nie napisałem, że amoksycylina ma aż tyle Charakterystyk. Szkoda, że nie wiesz o czym piszesz, bo wtedy zorientowałbyś się, że piszę o liczbie wszystkich Charakterystyk leków objętych refundacją i zauważyłbyś, że zrobiłem „czeski błąd”: zamiast 26926 powinno być 2692.

    6.
    To co wypisuję na blogu dla prawdziwych lekarzy jest odzwierciedleniem ich życia.
    Dla ignorantów mogą to być brednie. Dla ignorantów kursów dokształcających nie prowadzę.

    Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości – pytaj śmiało. Pamiętaj jednak, że dla ignorantów kursów korespondencyjnych nie prowadzę.

  322. Ukochany premier i PO może więcej bo u żłobu!

    „Nasi politycy też są niereformowalni. Tylko oni potrafią tak wkurzyć ludzi – nowa minister sportu Joanna Mucha rozdaje posłom i ministrom 2 tys. wejściówek na mecze Euro 2012. Reszcie kibiców pozostaje liczyć na łut szczęścia w loterii.”
    Źródło: Gazeta Wyborcza

    Czy to tylko skandal?

  323. W ZUS-ie wdrożony został ładnych parę lat temu bezpłatny system informatyczny „Płatnik” obejmujący także zgłoszanie osób do ubezpieczenia społecznego oraz aktualizacje wszelkich danych dot. ich statusu.
    Czy śląski system kart „sprzężony ” jest z dokumentacją ZUS i jak (jeśli) tego nie wiem. W każdym bądź razie – wydaje się – istnieje jakaś baza zawierająca podstawowe dane dot. ludzi posiadających ubezpieczenia. Baza ta znajduje się w oddziałach ZUS. Baza ta nie zawiera jednak chyba danych dot. dodatkowych uprawnień przysługujących np. Honorowym Dawcom Krwi czy inwalidom wojennym. Jak oni dotychczas realizowali swoje dodatkowe uprawnienia, czy i czym się legitymowali oraz w którym miejscu; w przychodni, w aptece ?
    PS . Czy śląskie karty chipowe służą tylko do drukowania recept choć także i do tego celu ? W czasie ostatniej wizyty u lekarza podpatrzyłem, że po włożeniu karty do czytnika drukarka obok recept drukowała także jakiś wydruk formatu A-4. Co zawierał – nie udało mi się podglądnąć.
    Ps 2. O systemie „Płatnik” można poczytać wpisując w Google’a np. „System Płatnik – ZUS.”

  324. Twierdzi się też, że w przyszłości ludzi młodych będzie mniej niż obecnie, więc pracodawcy będą zmuszeni do zatrudniania osób starszych. Na pozór jest to doskonałe wytłumaczenie tego, dlaczego stopa bezrobocia nie będzie rosła. Tylko na pozór. Po pierwsze nie wiemy jak będzie wyglądał przyrost naturalny (zakładamy przecież, że państwo stworzy warunki do zwiększenia dzietności). Po drugie trudno sobie wyobrazić w wielu zawodach 67. letnich pracowników fizycznych. Po trzecie można w ciemno założyć, że pod presją przedsiębiorców nastąpi zwiększenie imigracji, a pracownicy ze Wschodu będą dużo tańsi niż starsi wiekiem Polacy. Poza tym przecież pracy może ubywać choćby z powodu postępu technicznego i przenoszenia miejsc pracy do miejsc, gdzie jest ona bardzo tania.
    http://kuczynski.blogbank.pl/2011/12/09/ktos-tu-nie-mowi-calej-prawdy/#comments
    ———————————

    Interesujące rozważania……

  325. Szkoda słów
    Początkowo nie rozumiałem o co chodzi – taki rodzaj zaćmienia umysłowego.
    Dziś , nauczony doświadczeniem zrozumiałem że na blogu tym i innych podobnie odbywa sie kontredans obrony wybranych osób lub tematów.
    Ostatnim w którym wziąłem udział był popis obrony Człowieczka o nazwisku Święczykowski i ludzi mu podobnych.
    Jakież to racje tam nie były rzucane na szaniec .
    A chodziło o możliwość dania stypendium grupie ok 800 osób kosztem parunastu pasibrzuchow
    Tu w sprawie lekarsko -recepturowej odbywa się podobny taniec chocholi , tylko rozkład głosów i nicków jest oczywiście inny.
    Wydaje mi się że gdzieś tam przy klawiaturach siedzi sobie paru ludzików którzy dołączą swe głosy , pióra , nicki do każdej SŁUSZNEJ SPRAWY byle by zamieszać w głowie publiczności i pobawić się jej kosztem .
    Taka już ludzka natura .
    Dla mnie // bo krzywo patrzę// wydaje się że zwracanie się o pomoc w własnej branżowo- korporacyjnej sprawie do międzynarodowych gremiów o pomoc jest rodzajem ZDRADY.
    Zdrady interesów narodowych
    SWOJE SPRAWY POWINNIŚMY ROZSTRZYGAĆ NA WŁASNYM PODWÓRKU. Jeśli tego nie zrobimy i nie ukaramy prowodyrów to oddajemy w obce ręce rządy w własnym kraju.
    ukłony

  326. Ignorancja dziennikarzy rozrasta się do monstrualnych rozmiarów. Rzetelność informacyjna jest już prawie pojęciem nieznanym. Jeżeli dołożyć do strzępu informacji za zwyczaj księżycową interpretację to dawne hasło Telewizja kłamie nic nie straciło na aktualności.
    Jak dziwnie by to nie zabrzmiało, to wyłącznym organizatorem Euro 2012 jest UEFA i jako taka dysponuje całą pulą (1,4 mil szt.) biletów na tą imprezę. Z całej sumy wejściówek tj.41% UEFA przeznaczyła do wolnej sprzedaży w systemie zapisów i losowań. Następne 32% to pula dodatkowa do kupienia w podobnym systemie , przeznaczona do dystrybucji piłkarskich federacji narodowych. Pozostałe 27% UEFA rozdziela według własnego widzi mi się pomiędzy sponsorów i partnerów,w tym także medialnym. Część wejściówek z tej ostatniej puli jest darmowa i zapewne takie 2 tys biletów przypadło na nasze min. Sportu. Np. 300 biletów dostał UM w Poznaniu na mecze w swoim mieście. Minister Mucha pewnie mogłaby wykazać się większą szlachetnością i przekazać te bilety Owsiakowi (mniej kontrowersyjny byłby Caritas) albo stanąć w dniu meczu pod stadionem i z otrzymanych pieniędzy sfinansować jakąś halę. Taki Janukowycz z Tuskiem to w końcu ludzie nie ubodzy i mogliby poszukać pani minister w dniu meczu otwarcia.
    Dziś,jak sugeruję to wyborcza i jeden z blogerów to tylko skandal ale jutro to będzie już afera. Media zdecydują jak wielka.

  327. Nemer, Antonius
    Przysięgam, że po Telewizja kłamie dałem spacje a ta choler nic nie zamknęła.

  328. Pochylę, bo przecież nie da się czytać….chociaż tyle wiem,że mogę

  329. Halenie!
    Ktoś Ci nałgał z tymi spacjami. Nie trzeba żadnych spacji, a tylko poprawnie napisane „brakety”, tzn. znaki „mniejszy” – z lewej strony litery „b”, i „większy” – z prawej strony litery „b” na początku tekstu do wytłuszczenia, analogicznie w miejscu zakończenia wytłuszczenia, z tą różnicą, że przed literą „b” trzeba dać slash, czyli znak”/”. Wtedy wytłuści się tekst, nawet najbardziej idiotyczny – między tymi dwoma zespołami znaków (pierwszy 3 znaki, drugi 4 znaki). Jeśli w tym tekście, ale nie w tych braketach, jest spacja, to WordPress również wytłuści tę spację, przynajmniej 10-krotnie, ale 0x10 też nie jest dużo!
    Nota bene! Te cudzysłowy są dla wyróżnienia i lepszego zrozumienia tekstu – nie wolno ich wpisać do braketów. Jestem ciekawy, jak będzie wyglądał Twój następny tekst po uspokojeniu rozdygotanego „łerdpresa”.

  330. PS
    Halenie!
    Przy pochylaniu (kursywa) jest taki sam proces – nie Żadna spacja dla zamknięcia tylko w braketach: slash „/” oraz literka „i”.

  331. Antoniuszu!
    Dokładnie postąpiłem tak jak instruujesz! Wcześniej też ale myślałem, że po zamykającym znaku mniejszości należy puknąć w spację czego nie robiłem i dlatego tekst leci dalej jakby nie był domknięty. Tym razem użyłem spacji a i tak d…blada. Powtórzyłem procedurę aby zmienić ,,grubasa” na pochyłość (też domykając jak Bóg i Ty przykazał) i dalej to samo! Piszę tylko w ramce i to chyba wina jej i tego co za nią stoi.
    Spróbuję odwrócić proces na pogrubione i jeżeli się uda to może Ty przeprowadzisz badanie i dokonasz jeszcze jednego odwrócenie? Koniecznie w ramce.

  332. Niestety,to działa tylko w jedną stronę….

  333. Przytyć chyba tu już każdy potrafi, ale schuść… Jak w realu 🙄

  334. Tycie i kur…sywienie to droga jednokierunkowa (na tym blogu) 🙁

  335. <!– tu wpisać tekst do pogrubienia –>

    <!– tu wpisać tekst do pochylenia –>

    <!– tu wpisać tekst do pogrubienia i do pocylenia –>

    W tym ostatnim przypadku kolejność tagów zadających dany styl jest ważna: kolejność początkowa tagów (w moim przypadku najpierw tag „b”, po nim „i” musi byc symetrycznie odwzorowana na końcu stylizowanego tekstu ( tag „/i”, a po nim, zamykając serię, tag „/b”)

  336. Ha, ha, Jacobsky, tyle to każdy tu potrafi, ale weź i odwróć na normalne 😎

  337. serwer przekreca tekst, nie uznaje komentarza (), gdyż mialo byc z właściwymi tagami. Spróguję inaczej:
    niech znak „” = )

    (b)tu wpisać tekst do pogrubienia(/b)
    (i)tu wpisać tekst do pochylenia(/i)
    (b)(i)tu wpisać tekst do pogrubienia i do pochylenia(/i)(/b)

    W tym ostatnim przypadku kolejność tagów zadających dany styl jest ważna: kolejność początkowa tagów (w moim przypadku najpierw tag (b), po nim (i) musi byc symetrycznie odwzorowana na końcu stylizowanego tekstu ( tag (/i) a po nim, zamykając serię, tag (/b) )

  338. miało być

    znak otwierający tag (znak mniejszości) = (
    znak zamykający tag (znak większości) = )

  339. A ja nie kur…sywię i wychodzi normalnie (?).

  340. @ Nikodem123
    7 stycznia o godz. 0:44

    Nikodemie!
    Nick kojarzy mi się z PRLowską telewizją dla dzieci. Występował mocno jąkający się „Ni-ni-ni-kodem Ni-ni-jaki”, sympatyczna postać. Z komentarza wnoszę, że blogowy Nikodem jest człowiekiem uporządkowanym i lubi liczby porządkowe – wypunktowanie ignorantom różnych „meritumów”. Rzecz cenna – dobiera język i przekazywane treści do IQ potencjalnych czytelników. Nie bywam na blogach dla lekarzy więc nie mam skali porównawczej. Blogi Polityki są pełne ignorantów, więc podejrzewam, ze uwagi Nikodema są skierowane również do mnie. Chyba najznamienitszą cechą przedstawicieli Naczelnych jest „małpowanie”. Spróbuję się odnieść do punktów punktowo:
    1) Czegoś w tym nie rozumiem, bo moje dzieci mają już wnuków. Za moich czasów nie było żadnego zgłaszania dzieci do ubezpieczenia. Ja byłem ubezpieczony i moje dzieci automatycznie też.
    Jeśli NFZ lub ZUS(?) wprowadzał ewidencję dzieci -„napoczętych” i wyprodukowanych, a zapisy nie były drogie to pewnie ci rodzice, którzy się o tym dowiedzieli, zgłosili swoje pociechy i mają potwierdzenie tego faktu!?!
    Piszesz, że te dzieci leczą się w Polsce. A co będzie, gdy zachorują za granicą? Nie wierzę też, aby rodzice kłamali o zgłoszeniu lekarzowi. Może się dopiero u lekarza dowiedzieli o takim dziwolągu prawniczym?
    Poza tym proszę podać nazwisko i adres mailowy lekarza, którego NFZ ukarał za leczenie polskiego dziecka, abym to mógł sprawdzić. Może zorganizuję „ściepkę” wśród emerytów wzorem Owsiaka?
    2) Ja pokazałem…. i nikt się nie śmiał, bo był to zielony kartonik z ZUS’u. Obecnie już nie pokazuję… i to nie dlatego, że nie mam co pokazać! Panienki mnie znają od minimum 10 lat.
    3) Wiem co to borelioza, leżałem w różnych krajach z leśniczymi, chorującymi na przewlekłą boreliozę (na recepcie mieliby „P” zamiast pieczątki). Jak zachoruję, będę się interesował lekami. Córka dostała antybiotyk po ukąszeniu kleszcza – profilaktycznie.
    4) Jako ignorant nie interesuję się tym tematem. Czytam karteczki przy lekach lub w Internecie, a przy zbyt długiej liście skutków ubocznych umieszczam wykupiony lek w piwnicy i tam nabiera mocy urzędowej – do następnego sprzątania generalnego.
    5) „Czeski błąd” polega na zamianie cyfr a nie na zmianie ich liczby!
    6) Widzę tu pewien brak konsekwencji. Skoro nie prowadzisz uświadamiania ignorantów (kursów korespondencyjnych?) to dlaczego zachęcasz ich do zadawania pytań na blogu? To jest nielogiczne!
    7) Pozwoliłem sobie dodać jeden punkt – pozdrowienia ignoranta dla wszechnicy wiedzy lekarskiej – a może wszelkiej?

  341. Och! Karol! Skursywiało! 😉

  342. <b>ten tekst ma byc podrubiony</b>

  343. <i>ten tekst ma byc pochylony</i>

  344. <b><i>ten tekst ma być pogrubiony i pochylony</i></b>

    GajowyM: happy ?

  345. E tam, happy 🙄
    Chciałem Ci tylko uświadomić, Jacobsky, że tu nie ma mądrych na odwrócenie sytuacji. Ja najpierw też to wszystko wypróbowałem, a teraz nie pogrubiam i nie kursywię, a i tak wychodzi jak wszystkim 🙁
    Nie ma mocnych 🙁

  346. GajowyM,

    przecież coś takiego musi zrobić administrator: zamknąć niedomknięty tag, lub odwrócony w kolejności, jeśli ktoś jednocześnie pogrubiał i pochylał tekst.

    Naknocił blogowicz Halen, który źle zapisał tagi w swoim wpisie, wstawiając odstęp wewnątrz tagu (</ b> , a potem </i >Łatwo sprawdzić, wystarczy zobaczyć stronę J. Paradowskiej od podszewki. Jednak poprawki może dokonać administrator, a ktoś z nas, biorąc pod uwagę, że po błędach Halena każdy dodał swoje tagi <b>, </b> etc, co tym bardziej komplikuje sprawę.

    Pozdrawiam

    Pozdrawiam

  347. O tym lekowym zamieszaniu można powiedzieć jedno- fantastycznie wzrosną dochody niektórych urzędników…….
    W kraju w którym jedynie ryba nie bierze, pozostawienie w gestii umocowanych politycznie a nie merytorycznie ludzi decyzji o wielomiliardowych konsekwencjach, jest głupotą, albo celowym działaniem.

    Nie sądzę również by istniały jakieś obiektywne, przejrzyste kryteria, preferujące jedne specyfiki a dyskredytujące inne. Pełna uznaniowość…
    Jak się ma to do wolnej konkurencji, rynku, swobody przepływu towarów i usług?
    Oby nie skończyło się w jakimś pozakrajowym sądzie…..

  348. Pała dla mnie albo i nawet pałą. Z tego co widzę to właśnie przez tą pochyłą pałę ,,/” naknociłem. Stawiam ją przed literką i dalej już samo zaraźliwie jedzie. Adnin niezbędny do refundacji ale chyba też protestuje. Wniosek jest prosty. Ktoś,kto nawet nie potrafi postawić krzywej pały, nie powinien brać się za Politykę….

  349. halen,

    może nie aż tak…. Pisz tagi bez odstępów wewnątrz, to wszystko. Formatowanie tekstu w html jest czułe na zapis jeśli chodzi o wszystko, co znajduje się pomiędzy znakiem < oraz >, zaś ukośnik jest jak najbardziej wskazany przed literką.

    Pozdrawiam

  350. …prośby o interwencję u fachowca w sprawie kursywy oraz boldu na adres internet@polityka.pl 🙂

  351. halen podjął się wątpliwej skuteczności obrony Tusko – Muchy nazywając mnie przy okazji „jednym z blogerów” tak jakbym nie miał własnego nicka.
    Epitetem ignoranta naznacza też podającego tę wiadomość – i piszącego przecież prawdę – dziennikarza.
    Obrzydzenie mnie bierze jak tłumacząc pazerność i wyższość rządców dusz usiłuje sprawę zawikłać i rozwodnić tłumacząc „matołkom”, że prawie przymusem prawnym było to rozdawnictwo biletów wśród pierwszych spośród równych.
    Wbrew halenowi ja na takie świństwa sie nie godzę i nie obchodzi mnie czy czy za kastę uprzywilejowanych mają się rządzący czy też opozycja.
    Homosovieticus w pełnej krasie i kudy tam obdarzanym tym mianem do obecnej filozofii „grabienia do siebie”.
    Pozostaje mi sie jedynie dziwić halenowi a i innym, których to nie obchodzi.
    Zresztą czy rzeczywiście jest to dziwnym kiedy pozwala się (elektorat) premierowi na łamanie prawa:
    – raz kiedy zachęcał do niepłacenia abonamentu,
    – a dwa kiedy wręcz poleca nie stosowanie prawa w ustawie refundacyjnej.
    Rację ma Palikot pisząc, że „Tusk buduje pełzające państwo totalitarne”.
    I nikt nie zmusi mnie (nawet halen) do twierdzenia, że czarne jest białe a białe…

  352. @ Antonius

    ad. 1
    Za twoich czasów nie było, a teraz jest.
    Rodzice muszą zgłaszać do ubezpieczenia swoje dzieci. Jeśli nie zgłosili, to dziecko jest nieubezpieczone. Dlaczego nie zgłosili? Sam dajesz odpowiedź: bo mogli nie wiedzieć o takiej konieczności. Ja dopowiadam inne możliwości: bo im się nie chciało. Przecież nie oni poniosą konsekwencje!

    Rodzice będą kłamać, gdyż nie chcą zapłacić za wizytę, gdyż chcą otrzymać receptę refundowaną.

    ad.2
    Chłopie! Tu Chodzi o system! ZUS może Tobie odebrać emeryturę, bo się doliczy, że zabrakło Ci 1 miesiąca i nadal będziesz mógł wymachiwać tą swoją legitymacją. Tyle tylko, że za Twoje leki będzie płacił lekarz.

    ad3.
    Który z preparatów amoksycyliny jest refundowany w leczeniu boreliozy w stadium wczesnym, a który na przykład w powikłaniach sercowych?

    Każdy preparat spoza listy refundacyjnej jest skuteczny.

    ad4.
    Ministerstwo nie dostrzega faktu, że pacjenci lubią kupować leki i deponować je w piwnicy – dzięki za podanie takiego przykładu pacjenta. Może ministerstwo dostrzeże dzięki Tobie inny sposób niż zmuszanie lekarzy do wypisywania leków spoza listy refundacyjnej, aby zaoszczędzić.

    Czy masz jakiś pomysł, aby pacjentom takim jak Ty, którzy kupują leki i chowają leki w piwnicy, nie wystawiać recept refundowanych?

    ad5. i 6.
    Tych punktów nie skomentuję. Mam swoją klasę

    ad7.
    Nie jestem żadną wszechnicą wiedzy.

css.php